Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 05-07-2011, 19:21   #1
 
Mortarel's Avatar
 
Reputacja: 784 Mortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwu
[warhammer 2ed.] Kłopoty w Prowincji Wschodniej

KŁOPOTY W PROWINCJI WSCHODNIEJ



DZIEŃ PERWSZY
Miejsce akcji: Nagenhof, siedziba hrabiego Edmunda von Blucher


Renald Swann

Czułeś na swojej piersi duży ciężar, tak, że z trudem mogłeś złapać dech. Niczego nie widziałeś przez wszechobecną ciemność. Spróbowałeś poruszyć ręką, jednak natrafiłeś na ścianę. Pomieszczenie, w którym się znalazłeś było bardzo małe, wręcz klaustrofobiczne. Ze strachem zacząłeś się szamotać we wszystkich kierunkach. Jednak to nic nie dało. Ciągle byłeś uwięziony. Im bardziej się szamotałeś, tym więcej energii traciłeś. Kamienne więzienie było miejscem, z którego nie sposób uciec. Opadłeś z sił i straciłeś przytomność.

Zerwałeś się gwałtownie z posłania ciężko dysząc. Rozglądając się po pomieszczeniu, wciąż lekko zdezorientowany, odetchnąłeś z ulgą- to był tylko zły sen. Opadłeś na miękką poduszkę. Zaschło Ci w gardle, więc sięgnąłeś po puchar, który co noc stawiano obok twojego łóżka. Była w nim czysta, orzeźwiająca woda. Leżałeś tak jeszcze chwilę, ale nie mogłeś zasnąć. Zamiast tego postanowiłeś wstać i podejść do drewnianego sekretarzyka, który stał przy przeciwległej ścianie komnaty. Zapaliwszy świeczkę zacząłeś czytać od nowa list, który dostałeś dzień wcześniej. Były to polecenia kierowane do Ciebie od Hrabiego Edmunda von Blucher. Twoje oczy skierowały się od razu ku najważniejszemu fragmentowi listu: …Jutro, z samego rana, wyruszycie do Weiler. Wieś ta położona jest o dwa dni drogi od Nagenhof, tak więc podróż nie powinna nastarczać wam trudności. Dokonacie tam, z mojego polecenia, oględzin sytuacji. Włości te są zaniedbane, a ludność mało posłuszna. Trzeba zaprowadzić tam ponownie ład i porządek… - nie do końca uśmiechałeś się na myśl wyjazdu na prowincję. Mimowolnie zastanawiałeś się, czy aby przypadkiem nie chcą odsunąć Ciebie od dworu. Jednak nie mogłeś sprzeciwić się bezpośredniemu poleceniu hrabiego. Nie po tym, co dla Ciebie zrobił. Miałeś tylko nadzieję, że szybko stamtąd wrócisz. Dalszy fragment listu wydawał się intrygujący: … Zachowajcie przy tym szczególną ostrożność. Wieści, jakie stamtąd płynęły nie były dobre. Należy spodziewać się nieprzychylnego nastawienia mieszkańców. Prawdopodobnie część z nich uciekła do lasów, gdzie parają się banicją. Wobec nich bądźcie bezwzględni. Odnajdźcie też Grafa Urlicha Reichera, który udał się w owe strony i po którym przepadły wszelkie wieści…

To tyle, jeśli chodzi o zadanie, jakie Ciebie tam czeka. Jeszcze raz powiodłeś wzrokiem po linijkach tekstu. Na samym końcu widziała informacja, że wieś zamieszkiwana jest przez 25 chłopów wraz z rodzinami, że miejscowy garnizon liczy 4 ochotników, którzy raczej bardziej nadawaliby się do cepa niż do wojaczki, oraz, że wieś leży na północnym wschodzie od Nagenhof. W połowie drogi jest zajazd, w którym hrabia zaleca spędzić noc. Były to wszelkie informacje niezbędne do odbycia misji. Wiedziałeś, że na tobie spoczywa odpowiedzialność za jej wykonanie. Znałeś hrabiego i domyślałeś się, że na pewno hojnie cię wynagrodzi za spełnienie jego woli. Być może nawet otrzymasz wieś, jako lenno- to byłoby coś. Na odwrocie listu widniał spis osób, które udadzą się tam z tobą. Czytając niektóre nazwiska mimowolnie się skrzywiłeś.

Heinrich von Staden

Siedziałeś w swej komnacie za wielkim dębowym stołem. W ręku trzymałeś złoty puchar, z której sączyłeś czerwone wino przedniej jakości. Wspominałeś stare dzieje: polowania z hrabią, dowodzenie własnym oddziałem, turnieje w których brałeś udział. Kiedyś byłeś kimś. Nie to co dziś. Odsunięty na boczny tor szlachcic, któremu jedynie w ramach wdzięczności za dawne przysługi pozwolono zostać na dworze. Żyłeś w cieniu innych i z dnia na dzień coraz mniej osób zauważało twoją obecność, aż do dzisiejszego dnia.

Zastanawiało Cię skąd ta nagła zmiana. Raz za razem przypominałeś sobie dzisiejszą rozmowę z hrabią, przetwarzając tą scenę w głowie i doszukując się nowych szczegółów, które wcześniej Ci umknęły. Jednak scena ta wciąż wydawała się taką samą. Chyba potrzebujesz więcej wina.
Wstałeś po butelkę stojącą na drewnianej szafce i przyniosłeś ją do stołu. Zacząłeś myśleć nad tym, jak obrócić sytuację na twoją stronę. Jutro wyruszasz z misją od hrabiego. Masz wspomóc swoją osobą wyprawę do wsi Weiler. Wyprawie przewodzi niejaki Renald Swann. Znasz go z widzenia i słyszałeś plotki o nim, dlatego podchodziłeś do tego przedsięwzięcia nieufnie. Poza wami wyruszą też słudzy, ale nimi akurat nie przejmowałeś się w ogóle. Pewnie ten cały Swann zostanie zarządcą wsi, a wszystko to za twoją pomocą, jeśli nie zasługą. Stanąłeś przed życiowym wyborem. Być może pomoc Renaldowi pozwoli Ci zyskać jego wdzięczność, ale czy nie lepiej byłoby samemu zgarnąć laury zaszczytów. Zacząłeś marzyć o tym, jak odmieniłoby się twoje życie, gdybyś miał własną wieś. Wprawdzie byłoby to tylko lenno, ale i tak stałbyś się dzięki temu trzecią, co do ważności, osobą na jego ziemiach. Jakie możliwości otworzyłoby to przed tobą- nie musiałeś zgadywać. Jednak, jeżeli ty o tym wiedziałeś, to wiedział również Swann. Decyzja, co z tym robić zależy do Ciebie.

Chwilowo porzuciłeś swoje myśli by zająć się pilniejszymi sprawami. Przecież jutro z samego rana wyruszacie w drogę. Ty, Swann i kilkoro darmozjadów z dworu hrabiego. Musiałeś się przynajmniej godnie prezentować. Wyciągnąłeś z szuflady komody niewielkich rozmiarów lusterko i zacząłeś przeglądać się w nim z wyraźnym zadowoleniem. Poprawiłeś sobie włosy, przystrzygłeś grzywkę- delikatnie, żeby nie za dużo- i skierowałeś się do miedzy z zimną wodą. Po przemyciu twarzy byłeś gotowy do pójścia spać. Czasem wydawało Ci się, że tylko ty jeden dbasz o swój wygląd, reszta to paskudne dzikusy.

Basillius Alterhofer


Siedziałeś wraz ze swoim mentorem w jednym z pokoi dla gości. Służąca właśnie przyniosła tacę z jedzeniem i postawiła ja przed wami. Zaserwowano wam tutejszy przysmak, gotowany łeb barani polany sfermentowanym owczym mlekiem. Ponoć największą obrazą dla kucharza jest niezjedzenie gałek ocznych zwierzęcia, toteż ucztę zaczęliście od nich, aby nie obrazić gospodarza. Posiłek odbyliście w milczeniu.

Przyglądałeś się z uwagą postaci mistrza Konrada. Był to starszy mężczyzna odziany z togę uczonego. W głębi ducha marzyłeś o tym, żeby kiedyś stać się takim jak on. Wiedziałeś jednak, że jeszcze długa droga przed tobą i wiele tekstów zarówno do napisania jak i przeczytania. Wciąż zastanawiałeś się, po co właściwie tu przybyliście. Było to przecież niewielkie miasto, do tego na prowincji. Lokalny hrabia, którego imienia wciąż nie mogłeś zapamiętać nie wydawał się nikim ważnym. Kręciłeś się nerwowo wyraźnie zniecierpliwiony. Spostrzegł to twój mistrz i jakby odgadując to, co cię gryzie rzekł:
- Hej, chłopcze- zaczął – zapewne zastanawiasz się co nas tu sprowadza. Posłuchaj więc uważnie, bo nie będę powtarzał. – Staruszek słowo po słowie wytłumaczył wszystko Basilliusowi a jego oczy robiły się coraz większe ze zdziwienia. Dostrzec można było w nich także błysk zdradzający ekscytację i radość.
Kiedy mistrz Konrad skończył swój wywód, nie mogłeś już w żaden sposób wysiedzieć w miejscu. Wstałeś i zasypałeś swojego mentora pytaniami. Ten tylko roześmiał się mówiąc coś o porywczym duchu młodych ludzi. Następnie odparł, że wiesz wszystko, co powinieneś i najlepiej byłoby jakbyś poszedł spać, bo rano czeka Cię wczesna pobudka. Wręczył Ci także jeden z listów uwierzytelniających i glejt oraz poinstruował Ciebie co do nich.


Ulrike

Szorowałaś kuchenną podłogę już dobrych kilka godzin, a wciąż nie widziałaś końca swojej pracy. Pomyślałaś, że to trochę niesprawiedliwe. W południe zarządca obwieścił Ci, że na drugi dzień, wczesnym rankiem wyruszasz do jednej ze wsi hrabiego, jako służąca dwóch szlachciców, którzy się tam udawali. Mimo tego nie dostałaś wolnego. W sumie nie czyniło Ci to różnicy, bowiem i tak musiałaś codziennie wstawać skoro świt, ale przynajmniej nie byłaś narażona na niewygody podróży. Starałaś się przypomnieć sobie, jakie obowiązki będziesz musiała spełniać w trakcie wędrówki. Zostałaś dokładnie poinstruowana, że odpowiadasz za opiekę nad odzieniem, uczesaniem i wygodą pana. Dodatkowo do twoich obowiązków należy robienie zakupów, gotowanie- podczas postojów poza zajazdami, wynajem pokoi, ogłaszanie przybycia pana, oraz wszelkie drobne kwestie, którymi szlachetnie urodzeni nie powinni zaprzątać sobie głowy. Wyraźnie polecono Ci abyś dbała tylko o Renalda Swann’a, Heinricha von Staden’a oraz Basilliusa Alterhofer’a. W ich obecności powinnaś zachowywać się cicho, skrupulatnie i z dobrym wychowaniem. Za tydzień służby otrzymasz jedną złotą koronę, oprócz tego gwarantowane jest ci całodzienne utrzymanie wraz z miejscem do spania na noc. Rozmyślałaś o tym, co miał ci do powiedzenia zarządca i uznałaś, że jest to bardzo hojna oferta. Na jedną złotą koronę w kuchni musiałabyś pracować niemal miesiąc.
Cieszyłaś się na myśl o podróży. Była to bowiem okazja, żeby zobaczyć nowe miejsca, a przy okazji zdobyć trochę złota. Umierałaś jednak ze zmęczenia i z wyczekiwaniem nasłuchiwałaś kroków starszej kucharki, która pozwoliłaby Ci iść spać. W międzyczasie wciąż szorowałaś podłogę kawałkiem szmaty, która w tej chwili bardziej już brudziła niż myła. Postanowiłaś wymienić czarną już wodę z wiadra, z którego ją czerpałaś. Kiedy wstałaś zobaczyłaś w drzwiach przełożoną, która poinformowała Cię, że możesz udać się na spoczynek. Zmęczona lecz zadowolona poszłaś spać. Kiedy tylko położyłaś się do łóżka usnęłaś.

Martin Brunn

Siedziałeś w swojej kwaterze, w jednej ze strażniczej wieży. Można się było do niej dostać tylko po drewnianych schodach, bowiem kwatera mieściła się na piętrze. Było w niej chłodno i obskurnie. Przy zbitym z różnych kawałków desek stoliku postawione było grube polano drzewa, które służyło za krzesło. Na stoliku zaś tliła się łojowa świeczka będąca jedynym źródłem światła. Krzątając się po izdebce szykowałeś swój sprzęt. Jutro z samego rana miałeś wyruszyć z robotą do wsi o nazwie Weiler. W kieszeni miałeś zapieczętowaną kopertę z wiadomością. Jak powiedział Ci sędzia, który ją wręczył, w środku znajduje się wyrok na jednego z mieszkańców tej wsi. Ponoć schwytano go na kradzieży jabłek z sadu sołtysa.

Wyrok nie mógł zostać wydany przez tamtejszą ławę, ponieważ część jej składu zaginęła. Zasięgnąłeś języka w półświatku i usłyszałeś przeróżne historie, jakoby we wsi tej działy się tajemnicze rzeczy. Wszyscy zalecali Ci abyś tam się nie wybierał, a jeśli już musisz to żebyś zachował daleko idącą ostrożność.

Schowawszy ostrożnie kopertę z wyrokiem przypominałeś sobie zalecenie, aby otworzyć ja dopiero na miejscu i przekazać jednemu z szlachetnych panów, którzy będą z tobą podróżować. Po odczytaniu przez któregoś z nich wyroku miałeś pełnić rolę egzekutora orzeczenia sądu. Przy okazji poinformowano Cię także, że lasy okalające wieś od północy mogą być kryjówką zbiegłych chłopów, o których krążyły już słuchy. Za odstawienie zbiegów na powrót do wioski sołtys obiecywał nagrodę. Wydawało się to prostą okazją do zarobku. Pomyślałeś, że chłopi nie są wymagającymi przeciwnikami i na pewno nałapiesz ich sporo. Przyszykowawszy sprzęt postanowiłeś przespać się trochę, aby mieć siłę na jutrzejszą podróż.

DZIEŃ DRUGI

Wszyscy wstaliście skoro świt. Po przyszykowaniu się zeszliście na dziedziniec, gdzie czekał już na was powóz. Oczywiście najlepsze miejsca zostały wykorzystane, zgodnie z hierarchią, na ulokowanie ekwipunku szlachciców. Niepozornie wyglądający młodzik zajął ostatnie z wygodnych miejsc. Sami szlachetni panowie podróżowali konno na swoich wierzchowcach. Ulrike i Martin z braku innych możliwości zasiedli na skrzyni za siedzeniem woźnicy. Kiedy wszyscy byli gotowi, a wszelkie uprzejmości zostały wymienione, wydano rozkaz do odjazdu. Szlachetni panowie wysunęli się na przód, a zaraz za nimi potoczył się wóz. Czekał was cały dzień drogi. Stwarzało to okazję do zaznajomienia się oraz zaplanowania tego, co zamierzacie robić po dotarciu do zajazdu. W zajeździe planowo powinniście być na chwilę przed zapadnięciem zmroku. Czekały was także co najmniej dwa postoje na posiłek po drodze, które nie powinny trwać dłużej jak godzina.

GM info:

-Witam na pokładzie
-Za chwilę pojawią się komentarze do sesji, w których będziecie mogli przeczytać plotki krążące na temat każdego z uczestników wyprawy. Domyślnie wszyscy je znają, gdyż soczyste plotki są podstawową rozrywką na dworze. Możecie wykorzystać je w waszych postach.
-Niedługo pojawi się też skrócona wersja praw i obyczajów, które obowiązują na ziemiach hrabiego. Myślę, że będzie to jeszcze dzisiaj.
-Czas odpowiedzi- piątek. Kto nie postuje - NIECH GINIE!
 
Mortarel jest offline  
Stary 06-07-2011, 09:09   #2
 
valtharys's Avatar
 
Reputacja: 2801 valtharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputację
Basillius został rankiem zrzucony wręcz z łóżka przez swojego Pana. Kilka bluzgów, kijów od razu obudziło młodzieńca, który szybko wziął poranną toaletę i ruszył na dziedziniec. Ubrany w szare zwyczajne ubranie i narzucony na to płaszcz z podszewką, zarzucił na ramię torbę z przyborami do pisania i notatnikiem, a także wszystkimi potrzebnymi pismami i poświadczeniami. Mistrz także wręczył mu miecz i sztylet, chociaż Bassilius zastanawiał się co on miał by tym robić bo walczyć to na pewno nie zamierzał. Choć słowo "zamierzał" nie było właściwe, Basillius po prostu wolał nie używać tych przedmiotów gdyż mając je w ręku stanowił on śmiertelne zagrożenie.. dla samego siebie.
Od kiedy przyjął go na służbę Mistrz Konrad, ciągle gdzieś jeździł i załatwiał. Tak było i tym razem, chodziło o jakiegoś krewnego Mistrza. Podobno zaginął, a może zapił się na śmierć. Tak, przyjaciele Mistrza mieli taką dziwną ułomność że zawsze zalewali mordy. Czasem i chłopak mógł się przyłączyć do tych "rozmów o świecie" i najczęściej dysputy te, kończyły się wielkim bólem głowy i utratą świadomości.

Basil ruszył więc na dziedziniec niechętnie, a widać było po jego twarzy że jest niewyspany a oczy ma przekrwione jakby do późna siedział nad księgami. Bas miał siedemnaście lat, chociaż krótka broda i delikatny wąsik a także okulary sprawiały że wyglądał na o starszego. Był dość wysoki bowiem mierzył metr osiemdziesiąt, a spodnie i koszula którą miał na sobie wskazywały że nie był postawnej budowy. Ci, którzy się byli rad wiedzieć jak młodzik ma na imię, przedstawił się:

- Witajcie Szanowni Państwo w ten piękny - " i jakże wczesny" ale tego nie powiedział głośno - jestem Basillius. Miło mi was poznać

Chłopak uśmiechał się co chwila chociaż najchętniej przytulił by się do kobiecych piersi i poszedł spać.
Bas przyglądał się od niechcenia wszystkim zebranym a w szczególności kobiecie.

„Erika, Uryka.. aaa Ulrika.. tak jej było na imię. No Mistrz miał rację.. nie powiem.. nie powiem„

Widać było że młodzieniec uważnie sobie „zlustrował” dziewczę i tylko delikatnie się do niej. Nic na razie nie mówił, bowiem chciał pierw poznać ludzi z którymi miał podróżować.
 
__________________
Dzięki za 7 lat wspólnej zabawy:-)
valtharys jest offline  
Stary 06-07-2011, 10:29   #3
 
Komtur's Avatar
 
Reputacja: 15449 Komtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputację
Martin nie był dziś w dobrym humorze, a to za sprawą Hildy. Tak miała na czym siedzieć i czym oddychać, takie dziewuchy lubił, tylko że sprawa się nieco skomplikowała. Wczoraj wspomniała coś, że okres jej się opóźnia, a to oznaczało tylko jedno: małego, beczącego bachora. Cholera nie zamierzał przecież utknąć w tutaj na stałe, chciał przecież zobaczyć kawał świata, wypić rzekę bimbru i obrócić ze setkę dziewek. Hilda oprócz tyłka miała wiele innych zalet, znała się na przykład na ziołach i nie raz pomogła mu wylizać się z bardzo paskudnych ran. Tak więc Martin miał u niej dług do spłacenia i wiedział że nie zostawi jej samej z dzieckiem bez żadnego zabezpieczenia, a właściwie to choć jego wredny charakter nie dopuszczał do niego tej myśli, ale czuł do tej dziewki coś więcej niż tylko wdzięczność. Łowca zabrał swój sprzęt i ruszył na dziedziniec, czekała go teraz robota i na niej musi się skupić, wierzył jednak że świeże powietrze pozwoli mu znaleźć rozwiązanie z tej sytuacji.

Martin załadował swoje klamoty na wóz i spojrzał na witającego się wylewnie młodzieńca. Szanownym panem nie był, więc nie odezwał się nic, jedynie co to ukłonił się szlachcie, brak przywitania mogli uznać za obrazę. Przyjrzał się jeszcze krzątającej służce, ale coś mu się za chuda wydała, pozostało więc tylko czekać, aż padnie rozkaz wyjazdu. Zapowiadał się długi nudny dzień.
 
Komtur jest offline  
Stary 06-07-2011, 10:43   #4
 
Agape's Avatar
 
Reputacja: 1444 Agape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumny
Ulrike, niewysoka, bo mierząca 157 cm wzrostu siedemnastoletnia dziewczyna o zgrabnej figurze i miłej dla oka twarzy klęczała na podłodze i zaciekle atakowała szmatą pokrywający ją bród. „Jak można było doprowadzić podłogę do takiego stanu?”- zastanawiała się po raz nie wiadomo który odgarniając z czoła kosmyk ciemno blond włosów, który wysunął się z pod jej chusty. Pracowała tu od niedawna, na tyle niedawna, że nie zdążyła jeszcze wszystkiego doprowadzić do porządku. Usyfiona podłoga była jedną z takich rzeczy. W tej chwili jednak bardziej niż podłoga interesował ją jutrzejszy wyjazd. Cała złota korona na tydzień, doprawdy wspaniała perspektywa nawet, jeśli będzie musiała usługiwać szlachcicom. Chociaż ta akurat perspektywa niepokoiła ją nieco. Zwykle nie miała bezpośredniego kontaktu ze szlachetnie urodzonymi i miała niewielkie obawy co do tego czy zdoła spełnić wszystkie wymogi grzeczności względem nich. „Nie przejmuj się, co ma być to będzie.”- pocieszyła się i wróciła myślami do podłogi zauważając z niesmakiem, że szmata i woda są już zbyt brudne. Nie zdążyła wymienić wody gdyż przełożona uznała, że już dość pracy na dziś. Wiadomość tę przyjęła z ulgą i bezzwłocznie udała się na spoczynek. Zasnęła natychmiast snem bez snów.

Wstała wcześnie zastanawiając się, kto dokończy myć podłogę, ale szybko porzuciła tę myśl, to nie był jej problem. Ubrała się szybko, zjadła śniadanie i pobiegła pomagać w pakowaniu wozu. Kiedy wszystko było już gotowe zjawili się ci, którym miała usługiwać. Zaniepokojona czy wygląda dostatecznie schludnie rzuciła okiem na swoją błękitną spódnicę i białą bluzkę, poprawiła na włosach chustę, po czym przyjrzała się dokładniej reszcie towarzystwa. Renald Swan zdawał się posiadać szczególne względy, choć podobno jego rodowód był raczej wątpliwy. Heinrich von Staden odsunięty na margines po jakiejś nieudanej wyprawie i przesadnie dbający o wygląd, o tak to akurat było widać. Nic więcej o szlachetnie urodzonych panach nie wiedziała, nie zdążyła bowiem poznać wszystkich plotek albo nie też nie wystarczająco starała się je poznać. Basillius Alterhofer, jemu również miała służyć, nie wyglądał szczególnie imponująco, ale podobno był solą w oku hrabiego, z powodu jakichś glejtów. „Bardzo ciekawe.”- skomentowała go w myślach, kłaniając się im wszystkim nisko i wdrapała się na kufer obok Martina Brunna łowcy nagród o szemranej reputacji. Wyruszyli.
 

Ostatnio edytowane przez Agape : 06-07-2011 o 19:57.
Agape jest offline  
Stary 07-07-2011, 10:53   #5
 
More Power's Avatar
 
Reputacja: 9 More Power nie jest za bardzo znany
Renald wstał gdy jeszcze było ciemno. Ubrał się w strój podróżny, tak aby nie wyglądać na pierwszy rzut oka na szlachetnego pana. Lepiej nie zwracać na siebie uwagi. Dostojne ciuchy spakował i załadował na wóz. Jako pierwszy pojawił się przy pojeździe i nadzorował załadunek. Kazał rozstawić wszystkie toboły tak, aby jak najbardziej wykorzystać je jako osłonę. Broń ustawił tak, aby była szybko dostępna. W miarę jak kolejni członkowie wyprawy pojawiali się przy wozie, Renald uważnie się im przyglądał i oceniał ich przydatność podczas zadania. Służka, elegancik, skryba, sam też nie wyglądał groźnie... gdyby nie ten zakapior Brunn to najpewniej pierwsze napotkane osoby spróbowały by ich okraść. Czemu nie przydzielili zbrojnych albo zwiadowców? No cóz, lepsz rydz niż nic. Potraktował to jako kolejne wyzwanie. Cały czas milczał, witał wszystkich tylko skinięciem głowy. Gdy już wszyscy się zebrali, wsiadł na konia i dał sygnał do odjazdu.
Jechał bardzo blisko wozu, tak aby słyszeć wszystkie rozmowy. Chciał bardziej poznać swoich towarzyszy, aby lepiej móc nimi dowodzić. Sam jednak nic się nie odzywał, chyba że bezpośrednio o coś zapytany.
Gdy dojechali już do tego zajazdu wykupił dla siebie osobny pokój. Rozejrzał się też czy w karczmie nie ma najemników, których można by nająć gdyby zrobiło się gorąco w wiosce.
 
More Power jest offline  
Stary 07-07-2011, 17:43   #6
 
pawelps100's Avatar
 
Reputacja: 49 pawelps100 jest na bardzo dobrej drodzepawelps100 jest na bardzo dobrej drodzepawelps100 jest na bardzo dobrej drodzepawelps100 jest na bardzo dobrej drodzepawelps100 jest na bardzo dobrej drodzepawelps100 jest na bardzo dobrej drodzepawelps100 jest na bardzo dobrej drodzepawelps100 jest na bardzo dobrej drodzepawelps100 jest na bardzo dobrej drodzepawelps100 jest na bardzo dobrej drodzepawelps100 jest na bardzo dobrej drodze
Heinrich siedział w swojej komnacie i intensywnie rozmyślał. Po raz pierwszy od dłuższego czasu miał szansę się wykazać przed hrabią. "Może nawet dostałbym w lenno wioskę?". Takie myśli kłębiły się w głowie jeszcze całkiem młodego szlachcica. Niestety, między nim a realizacją tego celu stał jeden poważny problem, a nazywał się on Renald Swann. Szlachcic słyszał różne plotki o tym człowieku. Od razu jak się pojawił, z miejsca zyskał antemę hrabiego."Co z nim począć?" Z tymi myślami w głowach Heinrich położył się spać.
Następnego dnia z samego rana przystąpił do porannej toalety. Wiedział, co wielu ludzi na dworze o nim myśli, ale się tym nie przejmował. "Przynajmniej są efekty dbania o siebie", pomyślał zadowolony szlachcic.
Z lustra patrzył na niego człowiek, o którym od razu można było powiedzieć, że pochodził z wyższych sfer.
Po skończonej toalecie i śniadaniu von Staden udał się na dziedziniec. Gdy zszedł, wszyscy już czekali tylko na niego. Jak na szlachcica przystało, przywitał się tylko z równym mu urodzeniem.Słowa młodzika potwierdził skinieniem głowy jako znak, że go usłyszał i że przyjmuje to do wiadomości. Rzeźnika zignorował kompletnie. Dziewczynę zlustrował od stóp do głowy okiem rasowego znawcy kobiecej urody."Urodziwa dziewka", pomyślał szlachcic. Jednak noblesse oblige zawsze jest w mocy i Heinrich nie odezwał się do niej także. "Przynajmniej na razie",od razu dodał w myślach.
Po przedstawieniu się von Staden ruszył konno na przedzie razem ze Swannem. Przynajmniej wszystko dobrze się zaczynało, pomyślał ruszając w drogę.
 

Ostatnio edytowane przez pawelps100 : 07-07-2011 o 18:32.
pawelps100 jest offline  
Stary 07-07-2011, 22:10   #7
 
Mortarel's Avatar
 
Reputacja: 784 Mortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwu
Wyruszyliście w drogę. Powóz wolno toczył się po nawierzchni miejskich ulic wykładanych kocimi łbami. Skierowaliście się do bramy wschodniej, bowiem stamtąd najłatwiej dało się trafić na trakt prowadzący do Weiler. Była to dość uczęszczana droga, przynajmniej do zajazdu. Okolicę często przepatrywali strażnicy dróg. Kilkakrotnie minęliście kupców, którzy na swych wozach zmierzali w stronę miasta, z którego wyruszyliście. Co chwilę natomiast natrafialiście na jakiegoś pieszego podróżnika. Najczęściej byli to chłopi, którzy nieśli kosze z płodami rolnymi. Zapytani, gdzie zmierzają, odpowiadali, że udają się na jarmark, który za dwa dni ma rozpocząć się w Nagenhof. Było to zgodne z wiedzą, jaką posiadaliście. Zbliżała się jesień, więc nastał czas zbiorów. Chłopi z okolicznych wsi schodzili się do miasta, gdzie mogli sprzedać nadwyżki żywności, którą wyhodowali. Jednak żaden z napotkanych chłopów nie pochodził ze wsi Weiler. Tak jakby nikt stamtąd nie wybierał się na jarmark. Było to dziwne.

W południe zatrzymaliście się na popas. Urlike rozpaliła ognisko i nastawiła nad nim kociołek. Uwijała się dość sprawnie, więc po niecałym kwadransie w okolicy zaczęło pachnieć gulaszem z kaczki. Kiedy potrawa była gotowa podała ją panom, którym usługiwała. Tylko Martin musiał obejść się smakiem. Jedzenie ze wspólnego garnka razem z szlachetnymi panami było nie do pomyślenia. Nie mógł nawet skorzystać z ogniska, przy którym krzątała się Urlike. Zamiast tego rozpalił obok własny, nieduży stosik, przy którym podgrzał na patyku kawałki suszonego mięsa z prowiantu. Zjadł je zagryzając sucharami.

Szlachetni panowie natomiast starali się prowadzić rozmowę. Mimo wymienianych miedzy sobą wzajemnych uprzejmości, każdy z nich bacznie obserwował współrozmówców, aby odkryć ich słabe punkty i zdobyć nad nimi przewagę. Mimo, że każdy zdawał sobie z tego sprawę, należało zachować przyzwoite maniery, bowiem wymagała tego etykieta.

Po posiłku ruszyliście dalej. Wędrowaliście przez następne kilka godzin, aż do następnego postoju. Było już późne popołudnie. Zajazd był co najwyżej o dwie godziny drogi od was. Jednak trzeba było dać odpocząć koniom. Urlike ponownie przygotowała podobny posiłek i schemat poprzedniego postoju powtórzył się. Taki już urok życia w drodze. Kiedy wszyscy nabrali sił, ruszyliście dalej. Po niespełna dwóch godzinach ujrzeliście w oddali zajazd. Ucieszyliście się na jego widok. Kiedy byliście już całkiem blisko słońce zniżyło się nad drzewami. Dotarliście w samą porę przed zmrokiem.

W miejscu, w którym zbudowano gospodę znajdowało się rozwidlenie dróg, od którego odchodziły trzy odnogi. Droga na zachód prowadziła do wsi Buckow, a północ do wsi Rundespitze, natomiast na wschód do wsi Weiler.

Każdy, kto wszedłby do karczmy ujrzałby główną izbę przepełnioną gośćmi. Gwar, muzyka i śpiewy doniośle rozbrzmiewałyby między ścianami przybytku. W większości byli to chłopi ze wsi Bukow i Rundespitze, którzy zmierzając na jarmark zatrzymali się tu na noc. Być może wśród zgromadzonych tu osób znajdzie się choć jeden mieszkaniec wsi Weiler, trzeba by popytać. Naprzeciw wejścia ulokowana była lada, za którą stał gruby karczmarz. Krzątał się przy czarkach na piwo i ruszcie z pieczonym prosiakiem. Miał ręce pełne roboty, nic dziwnego przy takiej liczbie osób. Zapytany o miejsce do spania rozłoży bezładnie dłonie oznajmiając, że wszystkie pokoje są zajęte. Zaoferuje nocleg w sali głównej. Jednak są to niewystarczające warunki dla jakiegokolwiek szlachcica. Trzeba będzie znaleźć inne rozwiązanie. Może któryś z gości zechce odstąpić swój pokój.

Basilius

Całą drogę przesiedziałeś na wozie. Przyglądałeś się z uwagą widokom oraz ludziom, których mijałeś. W twej głowie powstawał koncept całkiem ładnego poematu tyczącego się właśnie podróży i przygód z nią związanych. Czekałeś jednak na jakieś wydarzenie, które mogłoby nadać dziełu niepowtarzalny urok. Kiedy zatrzymałeś się na postoju postanowiłeś rozprostować nogi i przejść się po okolicy. Spostrzegłeś, że droga, którą wędrowaliście była dobrze ubita i zadbana, jednak jeśli tylko z niej zejść trafiało się na teren, który byłby trudny nawet do marszu. Pokryty był on ziemią, która w zasadzie bardziej wyglądała na zaschnięte w słońcu błoto. Co jakiś czas natrafiałeś na dużą kępę traw i wrzosu. Domyśliłeś się, że wystarczyłby tylko deszcz, żeby wszystko dookoła zmieniło się w bagnisko. Po chwili Urlike przyniosła Ci miskę z jedzeniem, które zjadłeś ze smakiem. Nawet suchy prowiant przyrządzony w odpowiedni sposób potrafi być dobry. Czas do wieczora dłużył ci się nieubłaganie. Na szczęście, gdy tylko ujrzałeś karczmę twych uszu dobiegły dźwięki muzyki i śpiewów. W końcu jakaś zabawa.

Martin

Cała drogę przyszło Ci siedzieć na niewygodnej skrzyni za siedzeniem woźnicy. Była ona tak niewygodna, że kilkakrotnie nawet zeskakiwałeś z wozu, żeby przejść się trochę na własnych nogach. Na szczęście załadowany pojazd nie poruszał się z dużą szybkością, tak więc mogłeś spokojnie iść obok niego. Przy okazji przyglądałeś się uważnie terenom leżącym poza ubitym traktem. Wśród kęp roślinności dostrzegłeś kilka śladów zajęcy, tworzących swoiste ścieżki. W jednych miejscach tropów było więcej, w innych mniej. Zdziwiło Cię to, bowiem wiedziałeś, że zwierzęta te nie lubią okolic podmokłych i bagiennych, z których słynie Ostermark. Wskazywało to na to, że ziemie w okolicy zalewane są wodą tylko okresowo i mimo to zwierzęta nauczyły się po nich poruszać. Może to być cenna wiedza w przyszłości. Dostrzegłeś też kilka przepiórczych gniazd.

Na postojach byłeś pozostawiony sam sobie. Kiedy dotarliście w końcu do karczmy poczułeś ulgę po całym dniu drogi. Miałeś ochotę porządnie odreagować cały dzień przy kuflu czegoś mocniejszego. Zdawało ci się nawet, że z karczmy dobiegał kobiecy pisk i śmiech. Tym lepiej dla Ciebie. Myśl o dobrej zabawie została przerwana przez wspomnienie słów Hildy o dziecku. Chwilę się wahałeś, gdy twoich uszu znowu dobiegły śmiechy kobiet.

Urlike


Przez całą podróż cierpliwie siedziałaś na niewygodnym miejscu. Zajęta byłaś przygotowywaniem posiłku, który na postoju był tylko podgrzewany. Na samym początku dokładnie przyjrzałaś się poszczególnym składnikom, wchodzącym w skład prowiantu, jaki wam przydzielono. Były to orzechy, suszone mięso kaczki, zakonserwowane dodatkowo sporą ilością soli, suszone jabłka, śliwki i grzyby, beczułka kiszonej kapusty , mąkę oraz suchary. Były to produkty, które można było przechowywać długo i zachowywały one zdatność do spożycia. Dzięki temu były idealne jako prowiant w podróży. Postanowiłaś, że przyrządzisz z tego gulasz.

Kiedy zatrzymaliście się na popas przystąpiłaś do dzieła. Nalałaś wody do kociołka i wrzuciłaś do niego pokrojone mięso. Następnie uzupełniłaś to czerwonym winem, które znalazłaś na wozie. Suszonych grzybów użyłaś, aby nadać potrawie aromatu. Wszystko zagęściłaś mąką. Po drodze otrzymałaś także marchewkę i nać pietruszki od mijanego chłopa. Wystarczył twój uśmiech. Posiekane warzywa urozmaiciły danie. Obsłużyłaś swoich panów, a kiedy najedli się do syta miałaś prawo do resztek „z pańskiego stołu”. Na dnie kociołka została taka ilość potrawy, która w zupełności zaspokoiła twój apetyt. Potrawa była bardzo dobra.

Na drugim postoju powtórzyłaś schemat z równie dobrym skutkiem. Kiedy dotarliście do zajazdu wszyscy zdawali się myśleć o zabawie. Ty jedna miałaś jednak obowiązki.

Renald

Kiedy nastała umówiona pora zbiórki na dziedzińcu, byłeś tam już od dawna. Chciałeś wszystkiego dopilnować, tak, aby wyruszyć jak najlepiej przygotowanym. Słusznie dziwiłeś się, dlaczego nie przydzielono wam ludzi. Przecież wysyłano was w okolice, w której już ktoś zaginął. Kto wie, co może tam na was czekać. Do tego prawdopodobnie ludność była w buntowniczym nastroju. Do głowy przychodziły Ci tylko dwa rozwiązania. Albo ta misja jest na tyle delikatna, że jakikolwiek oddział zbrojnych mógłby wzbudzić sporą niechęć wśród ludności, albo ktoś chciał wysłać was w niebezpieczną okolicę bez ochrony. Jednak czy tego chciałby hrabia? Kiedy wyjeżdżałeś dostrzegłeś oddział żołnierzy zmierzający w kierunku koszar. Wyglądali jakby wracali spod siedziby hrabiego. Na ich czele stał człowiek, którego rozpoznałeś, jako kapitana Lankdorfa, komendanta straży miejskiej. Wzbudziło to twoje podejrzenia. Jednak w tej chwili już nic nie można było zrobić. Wyruszyliście w drogę.

Cały czas jechałeś przodem, popędzając konia zdarzało Ci się wybiec trochę w przód dla rozeznania drogi, jednak większość czasu starałeś się trzymać na tyle blisko pozostałych, aby usłyszeć o czym mówią. Jednak oni nie byli rozmowni i raczej milczeli. Napotkani po drodze ludzie byli przyjaźnie nastawieni i kłaniali Ci się z daleka. W czasie postojów zachowywałeś czujność. Posiłki przygotowane przez Urlike nie mogły zastąpić dworskiej kuchni, ale i tak były o niebo lepsze niż jedzenie prowiantu bez uprzedniego przygotowania. Wiedziałeś o tym, ponieważ go próbowałeś. Byłeś bardzo zadowolony z dziewczyny, ponieważ okazało się, że jest zdolną kucharką.

W karczmie dowiedziałeś się, że pokojów brak. Chyba będziesz musiał otworzyć sakiewkę, aby załatwić sobie godny nocleg. W jednym kącie sali spostrzegłeś czterech osobników popijających duże ilości wina. Z daleka było widać, że są to osoby przygotowane do wojaczki.

Heinrich

Musiałeś taktownie się spóźnić i dopiero po twoim przybyciu wyprawa mogła ruszyć. Widziałeś kąśliwe spojrzenie Swanna, jednak jego uśmiech przywitał Cię serdecznie. Odwzajemniłeś grzeczność taktownym ukłonem. Całą drogę jechałeś przy Renaldzie. Trzymałeś się troszkę z tyłu, ponieważ myślałeś, że porywczy młodzieniec koniecznie chce się wykazać. Ty byłeś zaś doświadczony życiem i mogłeś pozwolić sobie na takie ustępstwo. W końcu młodość ma swoje prawa. Poza tym nie chciałeś być niegrzeczny, gdyż oficjalnie to Swann odpowiadał za misję. Dostrzegłeś także niektóre jego cechy. Był zaradny i umiał przewidywać. Nie bez powodu nakazał, aby rozstawić toboły w taki sposób, aby osłonić wóz. Zastanawiałeś się, czy twój towarzysz czegoś się nie obawiał, skoro tak umacniał pojazd. Jeśli tak, czy to grozi również tobie. Jeśli nie, to może mógłbyś to wykorzystać dla własnych celów.

Kiedy zatrzymaliście się na postój od razu doceniłeś umiejętności Urlike. Nie raz zmuszony byłeś do jedzenia tego samego prowiantu całymi tygodniami. Na samą myśl o tym, że czeka Cię to znowu, dostawałeś skrętów w żołądku. Jednak przyrządzony przez dziewczynę gulasz był bardzo dobry. Gdybyś w czasie swoich dawnych wypraw miał w oddziale kucharza, to wasze codzienne życie byłoby w tedy przynajmniej w tej dziedzinie łatwiejsze.

Kiedy zbliżyliście się do karczmy usłyszałeś muzykę. Twoje ucho wyczulone było na jej piękno najbardziej, spośród wszystkich sztuk. Nie była to jednak muzyka w jakiej się lubowałeś. Ot zwykła wiejska melodia. Dziś wieczór przyjdzie Ci zejść wśród prosty lud nie tylko fizycznie. Twoja dusza zostanie także przepełniona prostymi dźwiękami. Bądź co bądź może to być ciekawe doświadczenie estetyczne.

GM info:
-Jesteście w karczmie, możecie w niej robić to co chcecie. Powinno się to mieścić raczej w granicach tego, co zwykle robi się w karczmie.

-Jest późny wieczór. Zanim pójdziecie spać minie jeszcze kilka godzin. Wykorzystajcie ten czas na np. zabawę, kobiety, zdobywanie informacji, uzupełnienie prowiantu, czy co wam przyjdzie do głowy.

-Ważna sprawa. W sobotę wieczorem wyjeżdżam. Jeżeli odpowiecie do jutra, do godzin wieczornych, to w sobotę zdążę napisać kolejnego posta i zostawię was z nim na tydzień. Jeżeli nie zdążycie się wyrobić, to ten post będzie widniał do mojego powrotu (17.07). Tak więc jutro jest piątek, macie cały dzień na sklecenie ok. pół strony tekstu. Myślę, że jest to możliwe do wykonania, prawda?
Jak tylko wrócę umieszczę kolejnego posta, także bez obaw. Będziecie mogli wykorzystać moją nieobecność do przeprowadzenia kilku rozmów na google doc (link w komentarzach)
 
Mortarel jest offline  
Stary 11-07-2011, 14:22   #8
 
valtharys's Avatar
 
Reputacja: 2801 valtharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputację
Basillius ruszył prosto do karczmy. Uśmiechał się cały czas przy tym, zachowując się jakby to była po prostu kolejna przygoda. Gdy wszedł do karczmy spokojnie rozejrzał się po niej. Prosty lud bawiący się, chłopak uśmiechnął się pod nosem. Dźwięki muzyki, bawiące się chłopstwo to było coś, co mogło ożywić młodzieńca. Ten podszedł żwawo do lady i rzekł :

- Karczmarzu piwo i jakąś ciepłą strawę – położył gotówkę na stole

Czas oczekiwania na posiłek umilał sobie „oglądaniem” towarzystwa. Brak pokoi zmartwił chłopaka na tyle, że ten postanowił znaleźć przyjemniejszą alternatywę niźli spanie we wspólnej sali. Popijając spokojnie piwo, a właściwie coś co miało imitować ten trunek, bowiem karczmarz ochrzcił to piwo niemiłosiernie w końcu odnalazł.. Kobieta, zdawała się być samotna, a przynajmniej nie przyszła w towarzystwie mężczyzny tylko bawiła się ze swoimi koleżankami. Przyjaciółki co jakiś czas proszone do tańca przez miejscowych lub też przyjezdnych z uśmiechem się zgadzały i szły radośnie w tany.
Bas miał już ruszyć ku tej, która wpadła mu w oko. Dziewczę miało może metr siedemdziesiąt i było szczupłe. Niebieska sukienka, uszyta zapewne ręcznie, z jakiegoś marnego materiału idealnie leżała na jej ciele uwidaczniając delikatny zarys drobnych piersi. Długie, rude włosy związane w kucyk i uśmiech bardzo dziewczęcy. Dziewczę zapewne nieczęsto uczęszczało do takich przybytków i co by tu nie mówić, na oko wyglądało na niedoświadczoną z mężczyznami.

Basillius odstawił piwo, machnął ręką na karczmarza który właśnie podał mu strawę i ruszył pewnym krokiem ku dziewczynie. Podszedł, ukłonił się delikatnie i rzekł:

- Wybacz Pani że śmiem przeszkadzać, jednakże parkiet taneczny bez Pani wdzięku wydaje się szary i ponury toteż nie godzi się go tak pozostawiać. Basillius Alterhofen z Altdordfu, czy zechciała by Pani wyświadczyć mi niesamowitą przyjemność i zatańczyć ze mną ? – po tych słowach delikatnie wziął dziewczę za rękę i ucałował delikatnie by potem po prowadzić na parkiet

Gdyby dziewczę spłoszyło się zbyt śmiałą postawą, Bas delikatnie przeprosił i zapytał chociaż o imię kobiety, o której chciałby napisać wiersz bądź jakiś poemat.

Jeżeli zgodziła się, Bas idzie z nią zatańczyć czekając aż sama się przedstawi.
 
__________________
Dzięki za 7 lat wspólnej zabawy:-)
valtharys jest offline  
Stary 12-07-2011, 09:40   #9
 
Agape's Avatar
 
Reputacja: 1444 Agape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumny
Ulrike wielce się ucieszyła, że dojechali do karczmy, miała już serdecznie dość siedzenia na niewygodnej skrzyni, zastanawiała się nawet czy następnego dnia nie iść na równi z wozem, ale musiała ten pomysł odrzucić, nie dało się przygotowywać jedzenia idąc. „Mam nadzieję, że z posiłkiem pójdzie równie łatwo jak dzisiaj”- uśmiechnęła się do siebie, gulasz wyszedł jej naprawdę smaczny.
Zeszła z wozu przyciągana przez muzykę i światła. Weszła do środka i od razu poczuła się lepiej, nareszcie zwykli ludzie, nie to co szanowni panowie szlachta, którzy nie raczyli uznać jej za godną choćby spojrzenia czy słowa rozmowy. Nie żeby chciała by się na nią gapili albo wciągali w jakieś dysputy, ot po prostu czuła się w ich towarzystwie nieswojo. Kiedy usłyszała, że wszystkie pokoje są już zajęte nie przejęła się tym, a nawet uśmiechnęła delikatnie. „Ciekawe co na to wielcy panowie?” Zamówiła dla siebie piwo i cały czas mając swoich podopiecznych na oku, na wypadek gdyby któryś się za nią rozglądał, przysiadła się do grupki chłopów pod pretekstem zdobycia świeżych warzyw na jutro. Szlachcice nie powinni mieć nic przeciwko temu zwłaszcza, jeśli smakował im dzisiejszy gulasz, a była przekonana, że tak właśnie było.
Zagadnęła o zbiory i ceny na targu, po czym płynnie przeszła do tego jakaż to szlachta jest wybredna i jak trudno ją zadowolić, co łączyło się w oczywisty sposób z zapotrzebowaniem na kilka marchewek i trochę zieleniny, po czym płynnie przeszła do sytuacji w Weiler „podobno nie dzieje się tam najlepiej?” I tak toczyła się rozmowa, podczas której jeśli trzeba było oddalała się na chwilę by wypełnić swoje obowiązki. O ileż przyjemniej było być gościem w karczmie niż pracować w kuchni bądź obsługiwać gości. Zamyśliła się na chwilę przywołując w pamięci stare czasy, kiedy to pracowała w podobnym przybytku i kiedy TO się stało, szybko jednak skierowała myśli na inny tor, to nie była pora by o TYM myśleć.”
 
Agape jest offline  
Stary 14-07-2011, 12:52   #10
 
Komtur's Avatar
 
Reputacja: 15449 Komtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputację
"Nie tylko mnie znudziła ta podróż" - pomyślał Martin widząc jak młody pędzi prosto do karczmy. Łowca rozprostował kości, a potem rozmasował sobie tyłek. Jazda na skrzyni to nie było to, czego by oczekiwał od życia.

W karczmie był tłok, chłopów było co nie miara. Martin rozejrzał się, ale wolnych miejsc za wiele nie było, a do Alterhofera nie chciał się za bardzo przysiadać. Dobrze wiedział w jakim poważaniu mają go zamkowi, a przecież trzeba było zaciągnąć języka o tej dziwnej wsi. Łowca obłapił wracającą z pustą tacą uśmiechniętą kelnerkę, obrócił się z nią dookoła, a potem podszedł do baru. Dziewczyna zaśmiała się głośno i zniknęła za kuchennymi drzwiami.
Martin zamówił cztery piwa i michę gulaszu. Kufle sam wziął do rąk i zbliżył się do stolika gdzie siedziało trzech facetów, ubiór i twarze wskazywały na to że to chłopi z dziada pradziada.
-Można się przysiąść, gospodarze? Tłok dzisiaj taki że i miejsca mało.
- Siadojcie, jeśli kcecie - powiedział najstarszy z nich
- Poczęstujcie się - Martin położył przed nimi kufle - po podróży trzeba gardło przepłukać. Skąd jesteście gospodarze?
- Z Rundespitze, na wielki targ jedziem do Nagenhof. - tym razem odezwał się najmłodszy.
- Wasza wieś to nie czasem na północy leży?
-Zgadza się.
- A na zachód stąd to co będzie?
- Buckow, dziewki tam przednie mają, nie to co te nasze chuderlaki, co nie Kosma?
- Co racja to racja. - przytaknął tym razem ten co nic do tej pory się nie odezwał
- A na wschodzie to co będzie za wioska?

Pytanie Martina zawisło jak smród w oborze, chłopi spuścili oczy i w milczeniu poczęli sączyć złocisty trunek.
- No co jest? Rzekłem coś nie tak? - Martin nie dawał za wygraną.
- No bo tam leży Weiler, ale to dziwne miejsce. Ludzie gadają że...

Tak właśnie Brunn wyciągał informacje od chłopów, a gdy skończył zamówił jeszcze jedno piwo i z kuflem w ręku poszedł oglądać potańcówkę. Nie omieszkał oczywiście puszczać oczy do urodziwszych dziewek i podszczypywać kelnerki.
 
Komtur jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 02:11.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166