Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 18-09-2013, 21:13   #1
 
Barthirin's Avatar
 
Reputacja: 31 Barthirin jest na bardzo dobrej drodzeBarthirin jest na bardzo dobrej drodzeBarthirin jest na bardzo dobrej drodzeBarthirin jest na bardzo dobrej drodzeBarthirin jest na bardzo dobrej drodzeBarthirin jest na bardzo dobrej drodzeBarthirin jest na bardzo dobrej drodzeBarthirin jest na bardzo dobrej drodzeBarthirin jest na bardzo dobrej drodzeBarthirin jest na bardzo dobrej drodzeBarthirin jest na bardzo dobrej drodze
[Warhammer IIed.] Wiatry Magii: Część I



Wiatry Magii: Część I

Gdzieś na traktach Imperium, przedpołudnie

Gościniec. Gęsty las. Zasadzka. Krzyk. Świst strzał. Ogólne zamieszanie. Kwik koni. Kurz i pył. Kłęby kurzu. Jeszcze głośniejsze krzyki i jeszcze więcej strzał. Ktoś atakuje nieuzbrojonych wędrowców i karawany kupieckie. Szczęk ostrzy i wyzwiska. Krew, krew wszędzie. Zalewa oczy, wpada do ust. Na ziemi kałuże krwi zmieszanej z piachem. Chaos i ogólny rozgardiasz. Nagle, pośrodku bitwy wybucha ogień. Ktoś cisnął kulą ognia. Do smrodu krwi i gówna dochodzi swąd palonego ciała.
Między szczękiem oręża i bezładnym chórem wrzasków daje się słyszeć krzyk. Krzyk, który niesie w sobie informację mrożącą krew w żyłach. Jedyny krzyk, który da się zrozumieć w ogólnym zgiełku. I wyraz, który słyszało niewielu żyjących, ale setki, może nawet tysiące martwych wojowników.
- Zwierzoludzie!
A potem była już tylko ciemność...

***


Ostland, rano

Obudziliście się prawie jednocześnie, niemalże jak na gwizdek. Może to przez pianie koguta na podwórku, a może przez jasną łunę słońca, wpadającą przez duże okno w izbie. Niemal od razu zauważyliście coś dziwnego. Każde z was miało zabandażowaną prawą rękę i lewą nogę. Do tego noga usztywniona była dwoma deszczułkami. Najdziwniejsze jednak było to, że kończyny nie bolały. Bolał łeb. I to mocno, jakby każdy z was wypił dzień wcześniej po beczce taniego piwa, albo pokaźną butlę samogonu, robionym na podejrzanym zacierze z suchego chleba. Pamięć też szwankowała. Nie pamiętaliście nic. Ledwie urywki. Migające obrazy, pojawiające się i znikające, jak sen, który próbuje się za wszelka cenę zapamiętać.
Oprócz was leżało tam jeszcze dwóch typów. Jednym z nich był elf rzężący coś pod nosem. Biedak majaczył, jak przez sen.
- Nie chcę... nie dotykaj... to boli... to jest złe...
Najwyraźniej był pomylony, albo miał cholernie realistyczny sen.
Ten drugi ranny - khazad - zdawał się juz nie żyć. Śmierdziało od niego, jak od umarlaka. Być może była to tylko woń typowego krasnoluda, ale fakt, że się wcale nie poruszał nie świadczył dobrze o jego zdrowiu.
Oprócz nich w pokoju nie było nikogo. A pokój mógł pomieścić znacznie więcej osób. Wzdłuż wybielonych ścian, po obu stronach pomieszczenia stał długi rząd drewnianych łóżek z cienkimi materacami, które potrafiły uszkodzić kręgosłup bardziej niż ork na sterydach. Oprócz prycz, w pokoju nie było żadnych mebli, co w połączeniu z białymi, jak śnieg ścianami i dwoma wielkimi, zakratowanymi oknami, nadawało mu ponurego, szpitalnego nastroju.
Elf dalej rzęził, a kur piał, choć dawno minęła pora budzenia. Za drzwiami, wstawionymi dokładnie na środku jednej ściany, rozległo się stukanie butów, a izbę wypełnił zapach świeżego chleba i smażonych jajek.
Od razu poczuliście się głodni... Nawet krasnolud rzucił się w spaźmie, zapewne z powodu zbliżającego się posiłku.
 
__________________
Ash nazg durbatuluk,
Ash nazg gimbatul,
Ash nazg thrakatuluk,
Agh burzum-ishi krimpatul!

Ostatnio edytowane przez Barthirin : 18-09-2013 o 21:27.
Barthirin jest offline  
Stary 19-09-2013, 16:48   #2
 
Cattus's Avatar
 
Reputacja: 16563 Cattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputację
Pianie kura było bezlitosne i doszczętnie przegoniło sen pozostawiając tylko wyrwane z kontekstu obrazy, które nie układały się w żadną sensowną całość.
Zaraz... pianie kura?!
Młodzieniec, tuż po otwarciu oczu, zerwał się próbując usiąść na łóżku. Najwyraźniej utrudnił mu to ból wyzwolony przez ten gwałtowny ruch, gdyż niemalże od razu złapał się rękami za głowę, a na jego gładkiej twarzy pojawił się grymas cierpienia. Ciągle nie puszczając głowy, rozejrzał się po pomieszczeniu przymrużonymi oczyma, otwierając je coraz szerzej, a na jego licu zamiast bólu zaczęło malować się zdziwienie.
Gdyby ktoś dokładnie mu się przyjrzał, pewnie dostrzegł by że jedna jego źrenica jest koloru niebieskiego i dość wyraźnie odcina się od drugiej, ciemnobrązowej skutecznie przyciągając uwagę rozmówcy.
Nie wydając żadnego dźwięku poza ciężkim oddechem, puścił swoją głowę, pozostawiając krótkie, kasztanowe włosy w nieładzie, i zaczął oglądać swoje dłonie jakby chcąc się upewnić czy oby na pewno należą one do niego. Dłuższym spojrzeniem obdarzył bandaże zakrywające jego rękę i nogę, po czym przystąpił do dokładnego lustrowania okolicy z wolna przesuwając po niej wzrokiem.
Wyraz jego twarzy przeszedł kolejną metamorfozę, ze zdziwienia w zamyślenie na co wskazywały zmarszczone brwi i czoło.
Omiótł wzrokiem pomieszczenie, spoglądając na każdą z osób w nim się znajdujących. Na dłuższą chwilę zatrzymał wzrok na elfie i krasnoludzie, starał się odszukać w pamięci twarz każdej osoby znajdującej się razem z nim w pokoju.
Wystrój oczywiście nie umknął jego uwadze, i wszystko wskazywało na to że znajduje się w szpitalu, nie tylko czyste, białe ściany i ascetyczny wystrój ale i fakt że ktoś go opatrzył. Jego i inne osoby znajdujące się w sali.
Podpierając się rękami, przesunął się na łóżku w stronę wezgłowia żeby móc oprzeć się o nie plecami. Następnie prawą rękę ostrożnie położył w okolicy brzucha, a palcami lewej podparł czoło ciągle pulsującej bólem głowy.
Zapach jajek nieznośnie wwiercał się w nozdrza i doprowadzał żołądek do szaleństwa, lecz siłą woli zepchnął te myśli na skraj świadomości gdyż były znacznie ważniejsze rzeczy którymi należało się niezwłocznie zająć.
Trzeba było ustalić gdzie się znajduje i dlaczego, jak również powód zabandażowania jego kończyn.
Na szczęście odgłos zbliżających się kroków zwiastował rychłe nadejście przynajmniej części odpowiedzi na nurtujące go pytania.
 
__________________
Our sugar is Yours, friend.

Ostatnio edytowane przez Cattus : 19-09-2013 o 17:12.
Cattus jest offline  
Stary 19-09-2013, 18:40   #3
 
Koinu's Avatar
 
Reputacja: 1825 Koinu ma wspaniałą przyszłośćKoinu ma wspaniałą przyszłośćKoinu ma wspaniałą przyszłośćKoinu ma wspaniałą przyszłośćKoinu ma wspaniałą przyszłośćKoinu ma wspaniałą przyszłośćKoinu ma wspaniałą przyszłośćKoinu ma wspaniałą przyszłośćKoinu ma wspaniałą przyszłośćKoinu ma wspaniałą przyszłośćKoinu ma wspaniałą przyszłość
Larandal spróbował otworzyć oczy, ale szybko zamknął je z powrotem. Promienie słoneczne dzisiejszego poranka kłuły niczym wyjątkowo ostre igły. Leżał jeszcze przez chwile z zamkniętymi oczami. Co dzisiaj mu się śniło? Co dziś będzie robił? Rozmyślania trwały by trochę dłużej, gdyby nie usłyszał jakichś ruchów i szelestów, oraz dziwnego mamrotania. Przez chwilę miał wrażenie, że to po prostu kontynuacja jakiegoś strasznego snu. W końcu powoli podniósł się do pozycji siedzącej i kiedy chciał przetrzeć oczy i ziewnąć leniwie, zorientował się, że jego prawa ręka jest zabandażowana. Jednak to nie był koniec dziwów dzisiejszego ranka. Zaczął się rozglądać, chwilowo ogarnęła go panika. Co tu się dzieje? Gdzie ja do cholery jestem?! Kiedy spróbował się podnieść, bardzo skutecznie uniemożliwiło mu to nagle nasilenie bólu głowy. Złapał się jedną ręką za skroń, i upadając z powrotem na łóżko, zaczął ją masować. Wydał z siebie tylko cichy jęk. Z racji tego, że nie był w stanie nic innego zrobić, zaczął po prostu rozglądać się po pomieszczeniu i przyglądać trochę wszystkim, którzy byli tu z nim.
Śmierdzący krasnolud, mamroczący elf i cała reszta. Cóż to za dziwne towarzystwo?
Odgarnął swoje długie, poczochrane, kasztanowe włosy na plecy i westchnął ciężko. Jego uwagę przykuł na chwilę pewien młodzieniec. Przez moment wzrok jego i Larandala spotkały się. Elf zauważył wyraźną różnicę w barwach oczu chłopaka. Cóż za przypadek! Oczy Larandala również różniły się pod tym względem, prawe oko miało barwę brązową, drugie zaś było zupełnie czarne. Czym dłużej przyglądał się chłopakowi, tym bardziej upewniał się w czymś- Toż to moja ludzka wersja!- zaśmiał się w duchu. Jednak to nie był czas na żarty. Zresztą przypomniał sobie słowa matki, ostrzegające go przed ludźmi. Nie powinno się im ufać.

Chwilę po tym zbombardowały go dziesiątki niepokojących myśli. Czemu wszyscy mamy zabandażowane te same części ciała? Sądząc po wyrazach twarzy całej reszty, raczej nikt nie wie o co tu chodzi. Czy ktoś użył ich do jakiegoś dziwnego rytuału? Czy to może bardzo nieśmieszny żart?
Kolejna kwestia to… gdzie podziewał się mistrz Ravandil? Właśnie! Mistrz! Przecież podróżowali razem. Czy dotarli do miejsca docelowego? Może wczorajszego wieczora Larandal pił alkohol i to dlatego teraz ma takie problemy z koncentracją i bólem głowy? Ale to wciąż nie wyjaśnia wszystkiego. W pewnej chwili młodemu elfowi przypomniano o czymś okrutnie. Dawno nic nie jadł! Jego brzuch zaczął warczeć i domagać się jedzenia, gdy tylko dostał informację od nosa, że zbliża się coś niesamowicie pysznego. Zaczął pospiesznie szukać wzrokiem źródła zapachów i nadchodzącej osoby.
 
Koinu jest offline  
Stary 19-09-2013, 22:40   #4
 
Ester's Avatar
 
Reputacja: 0 Ester nie jest za bardzo znanyEster nie jest za bardzo znanyEster nie jest za bardzo znanyEster nie jest za bardzo znanyEster nie jest za bardzo znanyEster nie jest za bardzo znanyEster nie jest za bardzo znany
Pustka została zastąpiona niezrozumiałymi dźwiękami, jak i wyjątkowo jasnym światłem zza zamkniętych powiek. Gdzieś z tyłu głowy pozostaje wspomnienie nieludzkiego ryku jak i sceny rzezi, które momentalnie postawiły mężczyznę do pozycji siedzącej, z niejasnymi i niewyraźnymi słowami sprzeciwu. Nieoczekiwanie, napotykana ściana nagłego bólu głowy jak i eksplozja oślepiającego światła, kończy jego niewyraźną mowę syknięciem. Walcząc z bólem głowy, szybko rozgląda się w poszukiwaniu niebezpieczeństwa z szeroko otwartymi, brązowymi oczyma. Niebezpieczeństwa którego nie widać, tylko budzących się ze snu osoby. Więc ze słyszalna ulgą w wydychany powietrzu, kładzie się z powrotem na łóżko. Zasłania rękoma zarośniętą twarz, na której już widać zmarszczki i trwa tak chwilę, uspokajając nerwy.
To tylko wspomnienia, nic więcej, to pewnie był tylko zły sen z przeszłości. Takimi myślami stara się uspokoić nerwy, nie pomaga jednak świadomość iż najwyraźniej nie pamięta czemu znajduje się tutaj. Byli w podróży do jakiegoś miasta które miało się znajdować w prowincji Ostland. Miał tam zacząć nową hodowlę z obietnicą lepszego życia i zarobków, a potem miał sprowadzić rodzinę. A jednak ostatnie wspomnienie jakie posiada to te iż byli nadal na trakcie, potem jest dziura i pobudka tutaj. Póki się to nie wyjaśni, powinno się zachować ostrożność.
Z takimi wnioskiem przeciąga ręce z twarzy na dłuższe już, brązowe włosy, spogląda na sufit. Ból głowy zdążył zelżeć w trakcie przemyśleń, więc postanowił podnieść się ponownie do pozycji siedzącej, jednak im wyżej się podnosi tym ból się nasilał. Więc ze stęknięciem porzuca próbę podniesienia się, postanawiając poprzestać na podparciu się lewą ręką, u dłoni której brakowało środkowego palca.
Masując czoło prawą ręką, rozgląda się po pomieszczeniu spod przymrużonych brązowych oczu, pierwej w lewo gdzie widzi jedną obandażowaną osobę, potem drugą, trzecią, czwartą. Coś jednak nie pasowało w tym obrazie, więc spogląda w lewo, następnie bada własną osobę. Każdy w pomieszczeniu miał zabandażowaną prawą rękę jak i lewą nogę z usztywnieniem. Nagły przypływ strachu, postawił włosy na karku Konrada, lecz było to jedyne fizyczne ukazanie strachu, jakie chłop pokazał. Będąc skupionym na tym nieoczekiwanym odkryciu, całkowicie zapominając o bólu głowy, powstał do pozycji siedzącej.
Mając złudną nadzieję iż każdy tutaj przez przypadek jest ranny w te same części ciała, miał zamiar sprawdzić rękę za potencjalnymi miejscami nieodkrytego bólu. Lecz nim przeszedł do czynu wyczuł zapach świeżego pieczywa, ten bodziec zewnętrzny wywołał uczucie głodu. Rozproszyło też jego uwagę, dzięki czemu usłyszał kroki zza drzwi, których jakoś wcześniej nie zauważył. Mając nową potrzebę, postanowił sprawdzić rękę później i skierował wzrok w kierunku drzwi, mając nadzieję iż to jedzenie jest przeznaczone dla nich i że nie zawiera niemiłych niespodzianek.
 
__________________
Szaleństwo, to po prostu kolejny krok w stronę dobrej zabawy.

Ostatnio edytowane przez Ester : 19-09-2013 o 22:45.
Ester jest offline  
Stary 19-09-2013, 23:34   #5
 
Mocny's Avatar
 
Reputacja: 11 Mocny nie jest za bardzo znanyMocny nie jest za bardzo znanyMocny nie jest za bardzo znanyMocny nie jest za bardzo znanyMocny nie jest za bardzo znanyMocny nie jest za bardzo znany
Pianie kura, smród panujący w pokoju, głód, zapach chleba, mamrotanie elfa to wszystko wybuchło nagle w głowie Kaela niczym bomba zegarowa. Gwałtownie się uniósł, a potem z jękiem znów opadł na "łóżko". Tym razem odezwały się ręka i noga co zaowocowało chwilowym paraliżem z następstwem nieznośnego bólu.
Kiedy ból przestał oddziaływać na jego ciało przyszedł czas na szybkie obeznanie się z sytuacją. Jaszczuroczłek podniósł lekko głowę, jego serca zaczęło bić dużo szybciej kiedy zobaczył wystrój pokoju i współlokatorów. Dla złodzieja takiego jak on wyglądało to na celę, chociaż nigdy jeszcze do niej nie trafił, w końcu białe ściany mówiły same przez się. Osoby siedzące i leżące obok niego najpewniej były jakimiś wielkimi zbrodniarzami, którzy „zjedli” by go w kilka sekund. Przyjrzał się im uważniej. Pięknie, w śród nich nie zabrakło nawet krasnoludów. Teraz był już pewien, że albo trafił do jakiegoś pośmiertnego „czyśćca”, albo jest w normalnym więzieniu. Chwila... Widząc umiejscowienie bandaży poszczególnych osób zauważył pewien schemat. W jego umyśle jak za sprawą magicznej różdżki odsłoniły się obrazy wspomnień, a i zdanie o „współlokatorach” przeszło przemiany. Okazali się dobrymi ludźmi, którzy pozwolili mu na bezpłatny transport. Nie pamiętał nic więcej jednak ucieszył się wiedząc, że może uda mu się jeszcze pożyć. Ucieszył go widok tylko jednej martwej osoby i to wyjątkowo szpetnego krasnoluda, chociaż sam nie wiedział ilu ich było na początku co za tym idzie ilu zginęło.
Za długo się rozglądał, jego wzrok spotkał się wreszcie z innym współlokatorem, który oprzytomniał. Mężczyzna wyglądał na dużo starszego od jaszczura, Kael nie rozpoznał jednak czy był człowiekiem czy może kimś inny był zestresowany, szybko odwrócił się i skulił na łóżko, którego twardy materac obił jego „uszkodzoną” rękę powodując spory nakład bólu.
Teraz uwagę jaszczura przykuły zbliżające się kroki, jego brzuch buraczał z głodu. Czuł się jak by nie jadł od dobrych paru dni. Chętnie wziął by na ruszt jakiś porządny kawał mięsa. Chociaż chleb i jajka też mogą być na dobry początek dnia. Miał także nadzieję, że razem z jedzeniem pojawią się odpowiedzi na pytania, które go nurtowały. Gdzie jest? Co się stało? Kiedy stąd wyjdzie? Spoglądał z nadzieją na drzwi, w których lada chwila ktoś miał się pojawić
 
__________________
Full
Mocny jest offline  
Stary 20-09-2013, 07:55   #6
 
czajos's Avatar
 
Reputacja: 600 czajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemu
Konrad budził się ledwie kur zaczął wyśpiewywać swoją poranną pieśń. Ciemne oczy otworzyły się szeroko i przez parę sekund wpatrywały się w biały pokryty wapnem sufit. Nie rozglądał się jeszcze chłonął te wszystkie bodźce które miły już na zawsze przeminąć , uczucie ciepła ofiarowane przez wystrzępiony, silny zapach alkoholu, ziół i lekki gorzkawy zapach krwi i choroby. Miał już nie żyć, słyszał już wycie wilka który miał zabrać jego duszę do królestwa Ulryka, a jednak żył. Podniósł się ciężko, głowa dała o sobie znać. Towarzysze mogli się przyjrzeć jego twarzy, około 30 letni mężczyzna o bladej karnacji , znacznych rozmiarów blizna na prawo od oka, czarny zarost i również czarne włosy aż do połowy łopatki. Wyraz twarzy miał groźny i nieprzyjazny.

- Walka - wyszeptał pod nosem.

Karawana kupiecka kupców korzennych i on razem z nimi, akolita Pana Lodowego Wichry. Postój na noc na krawędzi puszczy. Na skraju obozowiska krzyk a potem zwierzoludzi, masa zwirzoludzi. Akolita rozejrzał się po pozostałych towarzyszach niedoli, nie doliczył się nawet jednej czwartej karawany, kilku nawet kojarzył z widzenia. Jaszczuroludz ciągle tu jest, ranny dodatkowo.

- A jednak to nie ty poczwaro - pomyślał Konrad.

W chwili ataku był przekonany ,że to właśnie on ściągnął na nich zwierzoludzi ale jego obecność tu między rannymi zapewnia mu u akolity minimum zaufania.
Po tych krótkich przemyśleniach coś uderzyło akolitę. Wszyscy zostali ranni w te same części ciała ? Niemożliwe. Konrad usadowił się wygodnie i naprężył muskuły rannej ręki, ból pojawił się ale nie był to przytłaczający rwący strumień cierpienia otwierającej się na nowo rany a po prostu tępe pulsowanie. Druga dłoń właśnie skierowała się stronę supła na końcu bandaża gdy poczuł zapach nadchodzącego śniadania. Nie powstrzymało go to jednak, pewnym ruchem rozerwał węzeł i zaczął pospiesznie odwijać opatrunek.
 

Ostatnio edytowane przez czajos : 20-09-2013 o 10:05. Powód: literówki
czajos jest offline  
Stary 20-09-2013, 23:05   #7
 
SyskaXIII's Avatar
 
Reputacja: 53 SyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodze
- Uciszcie tego potwora ! Zaraz zrobię z niego zupę!

Krótki człowieczek obudził się w dziwnym miejscu, zabandażowany i z kilkami bólami. -Co to za partacz robił ? Ale niech już będzie... - powiedział do siebie Falmwit. Jego niebieskie oczy przyglądały się każdemu w sali. Nie miał zielonego pojęcia gdzie jest, dlaczego tu jest, kim są inni ale wiedział jedno, musiał teraz znaleźć Dziobaka. Z bólem zerwał się z łóżka i zaczął wyglądać za okno. Nic nie widział. Jak najszybciej ruszył do drzwi aby wyjść na zewnątrz i go zawołać ale przed samymi drzwiami coś go zatrzymało. Podrapał się po brązowych włosach i przypomniał sobie co to za zapach. Jajka, dawno nie jadł jajek. Zapach przyciągał go jak kurtyzana do łóżka. Co prawda nie miał okazji skorzystać z usług takowej, w końcu nie każdy lubi niziółków ale teraz to nie miało znaczenia. Szedł za zapachem w kierunku jajek, miał nadzieje najeść się ile wlezie i dopiero znaleźć Dziobaka
 
__________________
"Widzieliście go ? Rycerz chędożony! Herbowy! trzy lwy w tarczy! Dwa srają, a trzeci warczy!"
SyskaXIII jest offline  
Stary 22-09-2013, 13:32   #8
 
Blythos's Avatar
 
Reputacja: 0 Blythos nie jest za bardzo znanyBlythos nie jest za bardzo znanyBlythos nie jest za bardzo znanyBlythos nie jest za bardzo znanyBlythos nie jest za bardzo znanyBlythos nie jest za bardzo znany
Noc. Krzyki. Ogień. Krew. Senne mary trwożyły akolitę zalewając jego wycieńczony umysł niewyraźnym echem minionych zdarzeń. Wszystko przewijało się przed jego oczami w nienaturalnie szybkim tempie mieszając ze sobą i wypaczając. Przeszłość nie dawała chwili wytchnienia, ciągle przypominała, że coś nie jest tak jak być powinno.
Walka z koszmarami trwałaby pewnikiem o wiele dłużej, gdyby nie nagła nawałnica dźwięków, która swą intensywnością przywróciła świadomość młodzieńca. Pianie koguta, szamotanie czy wreszcie znajome głosy zrobiły swoje. Z każdą mijającą sekundą oddalały się imaginacje wyobraźni, ale nie oznaczało to końca problemów. Wręcz przeciwnie. Na ich miejsce wstępowały pytania, pytania na które nie potrafił w żaden sposób odpowiedzieć.
W pewnym momencie, chęć poszukiwań wiedzy stała się silniejsza, niż błogość odpoczynku. Z trudem otworzył zaropiałe powieki i niemal natychmiast je zamknął, bowiem przez przeciwległe okno padała nań mordercza smuga światła. Mimo to spróbował ponownie przy okazji starając się podnieść do pozycji siedzącej. Ku jego niezmiernemu zdziwieniu zauważył, że prawa ręka i lewa noga zostały porządnie zabandażowane. Nie było mu, jednak dane zastanawiać się nad tym zbyt długo, ponieważ ni stąd, ni zowąd głowa poczęła pulsować ostrym bólem przyćmiewającym wszystko inne. Na jego łysej głowie pojawiły się żyły świadczące o odczuwanym cierpieniu. Przetarł twarz dłońmi. Po długości zarostu wywnioskował, że leżał tu pewnie kilka dobrych dni. Zmarszczywszy czoło rozejrzał się bacznie lustrując stalowoszarymi oczami każdy fragment otoczenia. Surowe pomieszczenie wypełnione prostymi łóżkami na których leżeli inni członkowie zaatakowanej karawany. Co poniektórych rozpoznawał - szczególnie w pamięć zapadł mu ten nieokrzesany wyznawca Ulryka i podejrzany jaszczuroludź. Tak po prawdzie to sam nie wiedział do kogo czuje większą awersje. Najdziwniejsze w tym było to, że oni również mieli opatrzone te same części ciała. Na myśl przychodziły mu najgorsze możliwe scenariusze. Świat był, jest i będzie okrutny, nie należało się, więc łudzić. Szczególnie, że przecież napadli ich zwierzoludzie, częstokroć będący czcicielami Chaosu. Dziękował Sigmarowi, że wybawił go tamtego feralnego dnia od śmierci, widać nie nadszedł jeszcze jego czas, Pan miał wobec niego plany. Mimowolnie dotknął piersi szukając amuletu, przedmiotu, który samą swoją obecnością podnosił go na duchu. Na nieszczęście ludzi opiekujących się tym przybytkiem nie odnalazł tegoż. Pomijał już nawet fakt stracenia szat, ale tego przepuścić nie mógł. Na kogoś musiały spaść gromy rozzłoszczonego sługi bożego. Wymamrotał gniewnie pod nosem:
- A żeby was strawił ogień.
I właśnie w tym momencie nozdrzy Albrechta doszedł zapach jedzenia w akompaniamencie kroków. W brzuchu się zakotłowało, trzewia zaburczały żądając posiłku. Miał nadzieję, że dowie się gdzie jest, dlaczego i czemu nie ma swojej własności. Zachcianki cielesne były w tej chwili sprawą drugorzędną. Czekał, więc wpatrując się w drzwi ze skamieniałą twarzą.
 
__________________
Ten, który walczy z potworami powinien zadbać, by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również w nas. - Fryderyk Nietzsche

Ostatnio edytowane przez Blythos : 22-09-2013 o 13:40. Powód: Dopisek
Blythos jest offline  
Stary 23-09-2013, 21:29   #9
 
Aeshadiv's Avatar
 
Reputacja: 959 Aeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwu
Kokon z koca i poduszki poruszył się. Dotychczas wystawały spod niego pasma nieco pofalowanych brązoworudych włosów. Głośne ziewnięcie przerwało ciszę.
- Niech to diabli! Ile wczoraj wypiłem...?! - rozległo się z jednego z łóżek. Po chwili jego obecny okupator przewrócił się na bok i poprawił kolejny raz przykrycie.

Po piętnastu minutach prób uśnięcia w celu przespania tego dziwnego kaca w końcu spod kocy wyłoniła głowa Alberta. Nie byle jakiego Alberta. Słynnego podróżnika, obieżyświata... wielkiego wojownika... znawcy... długo by wymieniać. Osiągnięcia tego wybitnego obywatela Imperium znalazły już sławę w pieśniach i legendach lokalnych. O jego wyczynach z pewnością jeszcze jego towarzysze niedoli będą musieli się przekonać.

Szare i niebieskie oko popatrzyło po pomieszczeniu, w którym się znajdowali. Patrzenie na słońce bolało. Bardzo. Z pewnością nieogolona twarz Alberta znów znalazłaby ukojenie gdyby Lynre nie znalazł się po chwili na podłodze. Widząc niecałe trzy metry od siebie jakiegoś mutanta z głową jaszczura, mężczyzna wrzasnął i odruchowo zaczął się cofać.
- Na Sigmara! Co to za potworzysko?!
 
__________________
Sanity if for the weak.
Aeshadiv jest offline  
Stary 24-09-2013, 04:30   #10
VIX
 
VIX's Avatar
 
Reputacja: 195 VIX ma w sobie cośVIX ma w sobie cośVIX ma w sobie cośVIX ma w sobie cośVIX ma w sobie cośVIX ma w sobie cośVIX ma w sobie cośVIX ma w sobie cośVIX ma w sobie cośVIX ma w sobie cośVIX ma w sobie coś

Altdorf. Wieża Zjednoczonych Kolegiów.
Wellentag 9, Nachhexen, 2523 K.I.

- To głupiec. Zrobi jak mu powiem. - Przemówił, pewny siebie mężczyzna w złotej masce.

- Jesteś pewien Mistrzu Gothillf'ie? Ten starzec nie wygląda na obłaskawionego darem posłuszeństwa. Pewnym jest, że nie takiego którym dałby się on kontrolować. Jest niestabilny. Ufać mu nie można. Moje słowo padło. - Piękna kobieta w barwach kolegialnej i jakże drogiej zieleni, przemówiła gorzko.

- Cóż córko matrony. Myślisz że jakikolwiek syn Agshy jest w stanie oprzeć się woli Zjednoczenia? Odpowiem twym zamysłom. Nie jest. Czy byłby to Adelmund, Octavius lub nawet sam Thyrus, żaden z nich... nie mają w sobie tyle żaru by spopielić nasze dyrektywy. - Głos Pana Alchemii był nieprzejednany i twardy niczym matallum Laithero.

- Yhm... cóż panie. Jednak jest to duch niestały. Przyznasz. Templatia zasięgała mocy z węzłów geomancyjnych. Przekierowane w komnacie pryzmatów, dały niezbyt pomyślne wróżby i fundament by budować na nim naszą przyszłość. - Odezwał się starzec w todze Shyish. Jegło głos łamał się, za sprawą wieku lub może strachu.

- Już samo to powinno cię zawrócić Gothillfi'e. To zła ścieżka. Słuchajmy rady Werun'a. - Wtrąciła zdenerwowana lekko kobieta i skinęła wyraźnie starcowi, który musiał być tym który nosił imię Werun.

- Hm... czyżby zamysłem waszym było obrażenie mego intelektu? - Pytanie było niczym iglica nieboskłonu, nieodgadnione i nieosiągalne... bez dobrej odpowiedzi. - Nasi bracia wysłali już czternastu uczniów oraz dwóch mistrzów. To musi być Agshy... to musi być jeden z nich, nikt inny nie udźwignie Termenus Activum. Przecież wiecie. Zatem po co cała ta dywagacja? Wszak któryś z nich tego dokona. Prawda?! - To pytanie zamaskowanego człowieka było tak retoryczne jak tylko być mogło.

- Tak. Sposobu by się nie zgodzić nie ma. Któryś dopnie swego i dźwignie Termenus. Dlaczego jednak nie posłaliśmy kogoś doświadczonego? Kogoś kto wie jak okiełznać moc i nie poddać się podszeptom złego? - Dopytywał starzec.

Gothillf spojrzał na Weruna, a chłod, bijący poprzez drogocenny kruszec maski, zdawał się być namacalny. Zupełnie jakby kislevska zima zawitała do pomieszczenia gravitorium. Kobieta odwróciła twarz i zasłoniła się niewidzialnym całunem Spirali Życia. Mistrz Zjednoczenia podjął się jednak spokojnej odpowiedzi.

- Werunie. Jak na mędrca i kogoś w twym wieku, czasem mówisz jak uczniak. Jedynie ze względu na szacunek dla ciebie odpowiem, gdyż kontrakcja jest tak oczywista jak zabójcze jest działanie rtęci. Wyobraź sobie że Termenus wpada w ręce Thyrusa, albo kogoś z ludzi Reinera, co wtedy? Co jeśli ktoś o mocy tak dużej będzie w posiadaniu tego przedmiotu? Jaką my będziemy wtedy stanowić przeciwagę dla ... dla, takiej istoty? - Gothillf uniósł dłoń w pojednawczym goście i kontynuował.

- Wiem, wiem. To tylko więcej pytań, ale każde z nich ma oczywistą odpowiedź. Skupi się ona wokół jednego faktu. Przegramy... to będzie fakt o którym właśnie mówię. Termenus musi odnaleźć ktoś kto posiada swego rodzaju harmonię. Spokojny acz niszczycielski ogień. Uczeń lub magister nowomianowany. Ktoś kto ma w sobie tyle siły by okiełznać przedmiot, ale tak niewiele mocy by nim się posłużyć... tak niewiele, by przedmiot nie chciał zapanować nad nim. Godny straceniec czyli. - Alchemik zaciągnąć się głęboko powietrzem i odetchnął po swym monologu. Po czym sięgnął do pasa i uniósł pomander do swych ukrytych pod maską nozdrzy. Wwąchał się w jego lawendowy zapach.

- Wszystko ma sens. To jasne. Prawie. Przyznasz jednak że pojąć trud czemuż wybrałeś takich jak Arvellus, Merio, Evilla lub ten ostatni, Nikodemus? Oni wszyscy nie są nawet godni by nosić szaty Płomienia. Pojmuję twój zamysł panie, ale to dziwny wybór. - Starzec wydawał się być niemalże przekonany do słów Gothillf'a.

... bo nikt nie będzie za nimi tęsknił Werunie. Jeśli któremuś z nich się uda, wtedy wyniesiemy go do rangi magistra. Za nic właściwie, zyskamy wszystko. Magisterium za Termenus. To jak zwycięski los na loterii, kupiony za jednego miedziaka. Jeśli się nie uda zaś, osłabimy Thyrusa i jego szeregi magistrów ognia... to też coś dobrego. Później podsycimy w nim żar porażki i kompetencji, a on wyśle kolejnych głupców ze swej szkoły. Z tej rozgrywki nie możemy wyjść jako przegrani. To wspaniałe idee. - Mistrz złotego kolegium był zadowolony z siebie. Słychać to było w jego głosie.

- Zaiste wspaniałe przedsięwzięcie. Cudowny rachunek sił... i jak przemyślany. Godny lidera tronu. - Głos Weruna był przesiąknięty pustą pychą i służalczym akcentem. Gothillf uśmiechnął się pod zasłoną swego lica, z głupoty Weruna lub faktycznie pełen był pychy, niczym bretoński szlachetka.

Milcząca od dłuższego czasu kobieta, wsłuchiwała się w komiczną rozmowę dwóch potężnych magistrów. Wedle jej myśli, obaj byli śmieszni niczym błaznowaty król wydający swe mądrości i ponury błazen o nikłej władzy, który choć je resztki z pańskiego stołu to wciąż tkwi przy brudnych stopach swego pana. Druidka wciąż słuchając, patrzyła w ogień tańczący w kominku, tknięta tym faktem przemówiła.

- Pamiętajcie. Ogień pokazał już że strawić może wszystko. Drewno i metal. Rozświetlić może cień i pochłonąć światło. Uciekają od niego zwierzęta, a ludzi niszczy i obraca w popiół. Gładzi gwiazdozbiory, a ze śmiercią jest za pan brat. Pamiętajcie że być może kładziemy płonącą żagiew na stos pod własnymi stopami. - Czarodziejka Ghyran patrzyła w głębię płomieni.

- Oh! Meragh... ty i te twoje filozoficzno fatalistyczne wywody. Daj spokój. Wesel się i nie kłopocz naszych umysłów bredniami ulicznych wróżbitów. Czas zająć się innymi sprawami. Werunie, co mamy jeszcze na wokandzie? - Gothillf zwrócił się do starca.

Panna Gaju Patr... Meragh, druidka kolegium jadeitu, wiedziała jednak swoje. Czuła że Thyrus Gormann, patriarcha płomienia nie da się oszukać, ani on, ni żaden z jego synów ognia. Rozbolała ją od tych myśli głowa. Sumienie mówiło jej że stoi po niewłaściwej stronie barykady. Być może to najlepszy moment by zmienić równowagę sił. Tak... musi rozmówić się z Thyrusem i dać mu znać co planuje Zjednoczenie Kolegiów. Tak postąpić było trzeba od razu. Oby nie było za późno.

***

Ostland. Data i czas nieznane.
Obce miejsce. Niepewność.

- Liber preaterita. Prawda? - Głos Nikodemusa był twardy, oschły, dokuczliwy i nieznoszący sprzeciwu... a jednak dobiegał z oddali. Był echem z przeszłości.

- Zbudź się!!! - Krzyk. - Rób swoje lub umieraj!!! - Straszne słowa, obce i zimne jak wraże ostrze między łopatkami.

- Tak... nie śpię już. Słyszę cię i postępuję zgodnie z twym słowem. Za długo spałem. Otępiały nieznanym. - Nikodemus szeptał do siebie, do swych myśli lecz zdołał otworzyć z trudem swe bursztynowe, przesiąknięte lipochromem do granic możliwości, oczy. Patrzył w sufit i wydął lekko usta w grymasie niezadowolenia. Poruszył ręką i przywiódł ją do twarzy tak by móc na nią spojrzeć. Zefir karminowego tła eteru spowił mu przedramię. Czarodziej obrócił kilka razy dłonią by wejrzeć w piękno fal ciepła, dostrzegalnych tylko jemu podobnym ludziom. Wspaniałe podmuchy agshy, wzmacniane były za pomocą okiennego pryzmatu. Nikodemus nabierał sił. Choć czerpał ze źródła które było jedynie tworem jego wyobraźni to czuł że energia wraca w jego mięśnie. Było to jednak tylko błogie, sztuczne i zwodnicze uczucie... wystarczyło jednak by zasilić głodny odpowiedzi na wiele pytań rozum. Na jakiś czas.

~ Moja głowa. Na szczyty świata. Cóż to za dziwaczny ból? ~ Nikodemus zastanawiał się i przeglądał w myślach listy znanych sobie substancji mogących wywołać podobne stany... ale nic, zupełna pustka, do tego ból skutecznie blokował umiejętność skupienia się na zaistniałym problemie. I jeszcze ten zapach, Nikodemus Schultz nie znosił tego zapachu. Spalenizna. Czyżby to stosy ciał ze snu, który sowicie zrosił czoło czarodzieja potem, spowodował owe odczucia? Czy była to jawa czy sen, tego określić nie dało się na ową chwilę. Światło i spalenizna. Trudno, ale ta niewiedza, ta luka w pamięci, to było znacznie gorsze niż spostrzeżone bandaże na ręku czy nodze. To była niepewność, mająca być wszak podstawą do kolejnych działań herr Shultz'a.

Uczeń kolegium płomienia zerwał się z łóżka i rozejrzał po sali. Jego surowe rysy nadawały mu dumnego wyglądu, nawet pomimo faktu iż nie był odziany w swe kolegialne szaty. Nikodemus ściągnął swe brwii w wyrazie złości. Bujne owłosienie jego twarzy i głowy zafalowało, a jego ognisty kolor robił swoje, przyzwając w wyobraźni innych skojarzenia płomieni. Dwoma szybkimi ruchami, czarodziej pozbył się skrywającej jego tors płóciennej koszuli i ukazał silne ciało, choć niemłodego już człowieka. Trud byłoby młodej dziewce szukać na owym ciele wspaniale zarysowanych mięśni, miast tego była jedynie solidna postura wysokiego, postawnego mężczyzny który wiekiem dobiega schyłku wieku średniego. Jednak każda dziewka z chęcią by pewnie przytuliła głowę do szerokiej, owłosionej klatki piersiowej i wielbiła oliwkowy odcień skóry czy słodki zapach jej potu. Tak, Nikodemus nigdy nie miał problemów z adoracją ze strony płci pięknej. Jego jestestwo wyraźnie dawało sygnał że człek jest to srogi i nieugięty, ale w jakiś dziwny, pokrętny sposób ściągało to przychylność dam. Kierowały się ku czarodziejowi niczym ćmy w stronę pochodni, a później jak ćmy płonęły... nie dosłownie oczywiście, ale ich serca nie były już nigdy takie czułe jak przed romansem w objęciach agshy. Świat był taki dziwny.

Kilka osób leżacych na szeregowo ustawionych łóżkach, w tym elf i krasnolud, zapach jadła i zbliżające się kroki... wszystko to nie było ważne. Złość wzbierała w terminującym w kolegium ognia Nikodemusie, to zachowanie było mu tak bliskie. Wściekłość. Czarodziej sięgnął i chwycił brzeg łóżka, zebrał siłę i pociągnął do góry. Łóżko z trzaskiem wywróciło się na bok. Trzask, łomot... skołtuniony koc i poduszka wylądowały na podłodze. To kosztowało więcej energii niż można było przypuszczać. Czoło, plecy i klatka piersiowa zlana potem... kolana na podłodze. Schultz nie miał sił, padł i na klęczkach ze złością zrywał bandaże z ran. Wtem pewna myśl dojrzała w głowie Nikodemusa na tyle by móc uwolnić ją pod postacią słów, a raczej krzyku.

- Ignisssss!!! -
 
VIX jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 17:11.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166