Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 10-10-2013, 09:06   #1
 
czajos's Avatar
 
Reputacja: 600 czajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemu
[Warhammer IIed.] Przez ostępy Drakwaldu

Przez ostępy Drakwaldu



Wielka wojna z Chaosem, Burza Chaosu, Czas Końca, Ostatnie dni tak właśnie nazywany jest czas nikt nie mówi o szesnastym dniu Brauzeit Czasu Warzenia, nie jest to Dzień Królewski czy Dzień Pracy po prostu wojna, a na wojnie nikt nie liczy już dni.


Szlak ciągnął się niemiłosiernie długi i monotonnie, błoto i rzęsisty deszcz. Czubki butów i brązowa maź pod nogami tak wyglądał wasz cały świat tego pięknego poranka, aż do samotnej chaty które widać świeżo postawione na zgliszczach spalonej chałupy której światła zamigotały ze szczytu niezliczonego już mijanego przez was pagórka.

- Utengard powiadacie Panie - rzucił przez zęby cuchnący nie mytym od dawna ciałem i mokrą wełną chłop.
- A takie tym miaścicho na trakcie do Middenheim, mój stryj był no tym nawyt ryz. Ci co tam od tego yyyyy Mości Pana Sternhauera ziemi uciekli. Za mygo ojca jeszcza ty bylo. - seplenił dalej chłop.
- Tera to inno tam mieścicho urosło tera to i po obu stronych rzeki siedzo most zbudowali targi otwierajo. Ale tera tam nie leżcie Panie złe wieści traktym płyno, ino bestyje z lasu na mieścicho napadły dziesięć dni sie bili. Tera to ja nie wim czy tam kamień na kamieniu sie ostał, ale jak do Midenheim idzieta to chyba wyboru nie ma tera to dużo deszczy i brody wszystkie pozalewane tylka ichniejszym mostem przejdzieta.....



Francesco Samuele "Cesco" Mertens

Wojna gnała Francesco po imperium jak uschły liść. Ile to razy linia frontu odciągała go od wyznaczonego celu nie potrafił już zliczyć ale temu nie mógł się dziwić w czasie wojny i tak ciężko podróżować a co dopiero jak trzeba cały czas zerkać przez plecy. Życie ucznia czarodzieja nie jest łatwe zwłaszcza po tym jak jego mistrz ginie niespodziewanie. Brak papierów wydanych przez Kolegium i pozwalających na podróż czyni z Francesco niemal ,że renegata. Musi on czym prędzej znaleźć jakiegokolwiek Magistra i spróbować jakoś załatwić sprawę. Od jednego stosu już się wywinął, kto wie czy uda się kolejnym razem. Middenheim już nie tak daleko, tam powinno się udać poza tym Sir Danewan zgodził się eskortować go razem z grupką uciekinierów do celu.

Olaf

Olaf odłączył się od oddziału któremu towarzyszył,obwody kierowały się w inną stronę niż nasz poczciwy złodziej grobów, miały przez najbliższy miesiąc ciągnąc nieustannie na południe przez nic nie znaczące malutkie wiochy w kierunku Sigmar raczy wiedzieć czego. Cel Olafa był inny, Middenheim wielkie miasto z równie wielkimi kryptami . Miasto które podobno jeszcze stoi. Olaf nie wędrował sam nawet przez jedno popołudnie na trakcie spotkał grupę uciekinierów kierującą się w stronę Middenhaim. Dwa wozy zaprzęgnięte w ledwo żywe szkapy jakiś jegomość na koniu i mała grupka ludzi w koło. Nie mieli nic przeciwko by kolejny przyłączył się do konwoju . Mówią, że wczoraj z wieczora zaatakowała ich grupka goblinów dlatego Mości rycerz leży teraz w bólu na wozie.


Earleh

Kolejny ślepy zaułek, los chyba nie sprzyjał Łowcy nagród. Grupa uciekinierów którą ścigał przez ostatnie dwa tygodnie wyglądała identycznie jak opisywał mu informator był tylko jeden szkopuł, wysoki barczysty brunet za cholerę nie był jego celem, na prawym ramieniu żołdaka powinien znajdować się tatuaż wilka ,a wisząca teraz na temblaku ręka była umazana błotem które od ciągłego przecierana rozmyło się w długie pasy ale nic więcej, ani tatuażu ani nawet blizny po jego usunięciu z mordy też nie był specjalnie podobny.
- Kurwa - warknął pod nosem Earleh.
Nic z tego nie będzie zleceniodawca dobrze znał cel, nawet nie da się główki tego pachołka podrzucić. Wracać też już nie ma co, ale ta chałastra chyba gna do Middenhaim a wszyscy wiedzą że duże miasto do dużo zleceń i duże pieniądze.

Reinhard von Hagen

Sir Danewan nie wyglądał dobrze spoczywając na jednym z dwóch wozów grupki uciekinierów miotał się w gorączce, paskudna rana uda zadana mu w goblińskiej pułapce ponad tydzień temu jątrzyła się i cuchnęła. Reinhard wiedział ,że jego protektor nie pożyje długo w chwilach świadomości powiedział mu już nawet co ma z nim uczynić po jego odejściu. Ciało miało spocząć w grobie w pełnej zbroi i z mieczem na piersi Sir Danewan rozkazał też przekazać jego rodzinie miejsce jego pochówku by rodzina mogła przenieść go do rodzinnych krypt. I tak oto giermek znowu stracił swego Pana. Ale do Middenheim już nie tak daleko może tam w końcu doczeka się upragnionej rozety...

Rubus Sheinder

Kolejny obóz uchodźców okazał się tylko plotką , ludzie gnani strachem chwytają się każdego skrawka nadziei. Przechodząc miedzy resztkami spalonych namiotów i mijając sterty płonących trupów trudno pokazać się jakiejkolwiek strony po prostu pracujesz, pracujesz jak każdy, kolejna para chłodnych stóp w twoich dłoniach i pusty wzrok pachołka który trzyma ręce trupa gdy wleczecie go na stos. Po uprzątnięciu bałaganu nie pozostało nic innego jak przeć naprzód trafił przez spalony obóz i tak przejeżdżała teraz mała grupka uchodźców mówią ,że w Middenheim podobno przyjmują uchodźców. Rycerz na jednym z wozów jest ranny Rubus chciał mu pomóc… ale nie było już w czym, rana nogi cuchnęła gangreną ,a czarne węże tężca wiły się już nawet na brzuchu Sir Danewana ,porozmawiał z jego giermkiem mógł mu ofiarować tylko spokojną śmierć. Miał ostatnią falszkę mleka makowego którą za zgodą jego wasala podał konającemu, odszedł spokojnie we śnie.

Wszyscy

Na horyzoncie zaczyna majaczyć kolejna mieścina z tego co wypytalicie ludzi na trakcie nazywa się Untergard i to w niej jest most który pozwoli wam przedotać się przez rzekę. Zanim dotrzecie do celu macie jeszcze z dwie/trzy godziny. Zapowiada się na paskudny, pochmurny poranek, chmury wiszą nisko nad głową, mgła snuje się po polach i zapowiada się na deszcz.

 

Ostatnio edytowane przez czajos : 10-10-2013 o 10:31.
czajos jest offline  
Stary 10-10-2013, 14:18   #2
 
czajos's Avatar
 
Reputacja: 600 czajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemu
Jaromir Gniewisz zwany Niedźwiedziem i Glanus Zigildum

Dwójka towarzyszy kroczyła wzdłuż traktu przebijając się przez krzaki i wysoką trawę tak było szybciej i wygodniej. Tygodnie deszczu zmieniły trakt w rzekę błota w koleinach pozostawionych po kołach wozów i wypełniającym je błocie potrafiła zginąć cała noga rosłego kozaka nie wspominając już o kranoludzie dwójka wędrowców nie miała pojęcia jak podążająca około godziny za nimi grupa ma w planie wtoczyć wozy na mijany teraz przez nich stromy podjazd. Ale iść było trzeba, nikt w tych czasach nie chce spędzać nocy na trakcie, poza tym gdzie mieli by się udać na tym zadupiu kierunek był tylko jeden Middenheim.








 
czajos jest offline  
Stary 10-10-2013, 14:34   #3
Konto usunięte
 
Ulli's Avatar
 
Reputacja: 592 Ulli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemu
Olaf szedł rozglądając się na boki i uważnie obserwując współtowarzyszy podróży. Podczas dotychczasowej wspólnej drogi uważał żeby za dużo o sobie nie powiedzieć. Wszak nie wiadomo z kim zetknął go los. Szczególnie uważał, żeby nie wyjawić swojej profesji i zarazem głównego źródła swoich dochodów czyli okradania grobów. Obawiał się szczególnie jednego z wędrowców, który mu dziwnie wyglądał na łowcę nagród. Od samej rozmowy jednak nie stronił. Zdążył powiedzieć, że pochodzi z dalekiej Sylwani, że cała jego rodzina pozostała w kraju wampirów i nieumarłych, że wyruszył z domu w poszukiwaniu lepszego życia. Powiedział także, że ma nadzieję zaciągnąć się do armii i odmienić w ten sposób swój los. Był bardzo przesądny. Długo rozwodził się o swoim znaku gwiezdnym - gwieździe uroku i wszelkich możliwych tego inklinacji. Gdy tylko widział kota składał palce w znak Ranalda i wypowiadał krótką modlitwę. Szczęście było bardzo ważną rzeczą w życiu Olafa. Od niego zależało czy będzie jadł, czy będzie głodny. Od niego zależało też czy pozostanie na wolności, czy zgnije w więzieniu.

Gdy spotkali na drodze chłopa uważnie wysłuchał co tamten ma do powiedzenia. Ze zrozumieniem było już gorzej bo chłop zaciągał gorzej niż w rodzinnych stronach Olafa.
- Tedy nam trzeba przez Untergard iść- zwrócił się do towarzyszy.
- Przy odrobinie szczęścia zastaniemy tam jeszcze armię i znajdę sposobność by się zaciągnąć.
- Dziękujemy chłopie za wieści i niech Sigmar ci błogosławi.
 
Ulli jest offline  
Stary 10-10-2013, 14:49   #4
 
zelator89's Avatar
 
Reputacja: 27 zelator89 jest na bardzo dobrej drodzezelator89 jest na bardzo dobrej drodzezelator89 jest na bardzo dobrej drodzezelator89 jest na bardzo dobrej drodzezelator89 jest na bardzo dobrej drodzezelator89 jest na bardzo dobrej drodzezelator89 jest na bardzo dobrej drodzezelator89 jest na bardzo dobrej drodzezelator89 jest na bardzo dobrej drodzezelator89 jest na bardzo dobrej drodzezelator89 jest na bardzo dobrej drodze
Ostatnie zlecenie łowcy nagród nie należało do najłatwiejszych. Banda, którą ścigał zawsze była o krok przed nim. Jednak poszukiwania trwały nadal, może znajdzie się jakiś trop, który ostatecznie doprowadzi go do ujęcia bandytów...

Od dłuższego czasu podążał z grupką towarzyszy. Nie tyle, że razem zawsze raźniej. W grupie można przeżyć podróżując po rubieżach. Swoim towarzyszom przedstawił się jako Earlah. Pochodził z Altdorfu. Wyjawił czym się zajmuję ale dał do zrozumienia, że nie ma jaskrawego podziału na dobro i zło a życie raczej miesza się z różnymi odcieniami szarości. Co w praktyce oznaczało, że pracuje nie tylko dla organów ścigania ale zdarzy się współpraca z półświadkiem.

Podróżowali w paskudnej pogodzie, w nadziei, że w końcu dotrą do miasteczka. A chyba najbardziej do karczmy, tudzież zamtuza. Żeby oczywiście wypocząć po trudach marszu. Napotkany po drodze chłop utwierdził ich w przekonaniu, że zmierzają w dobrym kierunku.
 
zelator89 jest offline  
Stary 10-10-2013, 15:20   #5
 
Dziadek Zielarz's Avatar
 
Reputacja: 323 Dziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skał
Poranek tego dnia nie rozpieszczał podróżnych. Nie dość, że chłodny i wilgotny od mgły, to jeszcze ciężkie powietrze zwiastowało rychły deszcz. Paskudna aura i zagony błota nie pomagały we wspinaczce na wzniesienie. Szczęściem rzadkie zarośla na skraju traktu okazały się wcale nie gorszą drogą pod górę. Po osiągnięciu szczytu Jaromir przystanął na chwilę, otarł pot sperlony na czole i rozejrzał się za brodatym towarzyszem. Krasnolud, choć parł nieustępliwie do przodu poruszał się znacznie wolniej od kislevity, toteż należało nań zaczekać.

Z Jaromira był rosły typ, choć na pierwszy rzut oka wcale nie nalany i barczysty. Może to cecha ludzi z północy, że najwięksi u nich siłacze to Ci smagli i żylaści, a nie tacy o byczych karkach i tłustych gębach. Gniewisz ubierał się typowo na modłę swego kraju, acz w militarnym charakterze. Na grzbiecie koszula, kamizela, mocne, skórzane okrycie i kolczuga spięta pasami. Na ramionach wełniany płaszcz i futro z wiszącymi zeń łapami zwierza. Głowę wygoloną w osełedec, obdarzoną sumiastymi wąsiskami, kryła czapka z lisim brzegiem. Na nogach buty z czubem i cholewą, oraz wygodne hajdawery, choć do kolan upięte w utwardzone skóry. Obrazu dopełniał rynsztunek dźwigany na plecach. Można rzec kozak jak się patrzy.

Wykorzystując chwilę spokoju kislevita przysiadł na spróchniałym pniaku, pokrzepił się łykiem wody i rozejrzał dokoła. Ze wzniesienia rozciągał się wcale nie najgorszy widok na okolicę. Topornik odszukał wzrokiem ogromne drzewo jakie jeszcze parę godzin temu mijali z Glanusem. Teraz niknęło ono we mgle, ale jasno dawało do zrozumienia jaką odległość pokonali. Pomysł z marszem na przełaj pozwolił im oszczędzić dobre parę mil, mimo gałęzi czepiających się ubrania i rosy kapiącej za kołnierz. Widoczne z tego punktu fragmenty traktu wiły się wstęgą pośród drzew, a jego rozmokła powierzchnia wcale nie obiecywała łatwiejszej podróży. Okoliczny teren coraz liczniej usiany był pagórkami tonącymi w gęstej mgle, ze względu na bliskie sąsiedztwo Gór Środkowych. Choć Gniewisz niezbyt rozeznawał się w topografii Imperium, wiedział, że poza okalającymi kraj pasmami jest to jedyne większe wzniesienie. Nie dziwota, że właśnie w tych jedynych górach wzniesiono warownię Białego Wilka.

Kiedy Glanus wreszcie dogonił Jaromira, ten podał mu bukłaczek z wodą i wskazał coś palcem w oddali. Z tej odległości wydawało się to jedynie rozmazaną plamą, ale Niedźwiedź mógł przysiąc, że ktoś tam się poruszał i to więcej niż jedna istota. Pierwszą myślą, było: "Zwierzoludzie", ale zaraz po niej nadeszła druga mówiąca: "Ktoś na trakcie", a wiadomym było, że rogate pomioty przeważnie unikały ludzkich ścieżek.

- Nu, mistier Zigildum, zdaje się, że mamy tawaristwo. - kozak odebrał bukłak od krasnoluda i upiął go na powrót u pasa - Jak myślicie, czekamy nań? Czy to może jednak wraży wróg?
 

Ostatnio edytowane przez Dziadek Zielarz : 10-10-2013 o 15:42.
Dziadek Zielarz jest offline  
Stary 10-10-2013, 19:10   #6
 
Reinhard's Avatar
 
Reputacja: 1500 Reinhard ma z czego być dumnyReinhard ma z czego być dumnyReinhard ma z czego być dumnyReinhard ma z czego być dumnyReinhard ma z czego być dumnyReinhard ma z czego być dumnyReinhard ma z czego być dumnyReinhard ma z czego być dumnyReinhard ma z czego być dumnyReinhard ma z czego być dumnyReinhard ma z czego być dumny
Barczysty wasal rycerza z pozorną obojętnością obnosił wystającą spod hełmu ciemnorudą czuprynę i wodził po okolicy fioletowymi oczami. Kolor ten ponoć oznaczał wrodzone magiczne moce, czy jednak był to przesąd, czy prawda, w przypadku wojaka - trudno było orzec. Jeździec nosił co prawda własny herb na tarczy - białą wieżę w której zamknięty był wspięty czarny koń, całość na czerwonym tle - lecz malunek był wyblakły i poznaczony licznymi szczerbami. Reszta ekwipunku również, choć zacna, była wysłużona. Opinał go pas żołnierski, nie rycerski, brakło też odpowiednich ostróg. Wszystko wskazywało na giermka - i to giermka ubogiego, bo tylko tacy z trzydziestką na karku nadal służyli, nie mając gotowizny na pasowanie. Na lancy znajdował się czerwony proporczyk, tegoż koloru były także szarfy, którymi przyozdobieni byli zarówno rycerz, jak i giermek.
Giermek lustrował bacznie okolicę, często jednak omiatał również wzrokiem pachołka powożącego wozem, jak i rycerza. Temu pierwszemu raz pogroził sękatą pięścią, gdy wóz podskoczył na wyboju a ranny syknął z bólu; szlachcica co jakiś czas poił z glinianej flaszy i poprawiał okrycie, gdy spadało wskutek odbijania się wozu na nierównościach.
 
Reinhard jest offline  
Stary 10-10-2013, 21:31   #7
 
harry_p's Avatar
 
Reputacja: 393 harry_p jest po prostu świetnyharry_p jest po prostu świetnyharry_p jest po prostu świetnyharry_p jest po prostu świetnyharry_p jest po prostu świetnyharry_p jest po prostu świetnyharry_p jest po prostu świetnyharry_p jest po prostu świetnyharry_p jest po prostu świetnyharry_p jest po prostu świetnyharry_p jest po prostu świetny
Rubus przyjrzał się kilku chłopakom którzy przez ostatnie parę dni razem z nim zajmowali się obozem a w zasadzie tym co z niego pozostało. Była to paskudna robota, smród, owady padlinożercy ale ktoś to musiał robić. Większość sanitariuszy jak szumnie ich nazwały władze robili to już tak długo że prędzej marszczyli nos wąchając cebulę niż trupa. Gdy kończyli pojawili się kolejni uchodźcy. Rubus przeczesał czarne sięgające ramion włosy przez chwile błysną pomarańczowy paciorek kolczyka w lewym źle zagojonym uchu. Obmył ręce i twarz w cebrzyku. Blady i chudy nie prezentował się wiele lepiej niż uchodźcy tylko żywe zielone oczy człowieka którego nie złamała tułaczka odróżniała go podążających traktem uciekinierów. Zebrał cały swój dobytek czyli dużą i małą torbę, obszerny płaszcz i solidny wyrzeźbiony w różne wzorki kij.

Nie mając już zbyt wiele do roboty w obozie postanowił przyłączył się do uchodźców. Ci widząc stosy ciał gotowe do spalenia zatrzymali się co najwyżej na czas krótkiej modlitwy do Mora na nowo sformowali kolumnę i pociągnęli dalej na Middenheim zabierając ze sobą tych którym było po drodze a zostawiając za sobą bijące w niebo słupy dymów. Jeszcze nim ruszyli obejrzał co ciężej rannych poprawił co po niektórym opatrunki gdy jednak zbadał rycerza pokiwał tylko smętnie głową. Chwilę grzebał w torbie.

„Ostatnia …”

Pomyślał Rubus wręczając giermkowi buteleczkę.

- Przynajmniej cierpieć nie będzie. – Gdy już opuścili obóz zapytał – Panie a z daleka idziecie?

-Dziękuję - wyraźnie poruszony jeździec zwrócił się do medyka. Do tej pory kojarzył przedstawicieli tej profesji z ludźmi, którzy najpierw brali zapłatę, a potem czynili swą powinność. Taki czyn, w dodatku wobec obcego na szlaku, był niezwykły. - Jaki jest koszt, dobry człowieku? - zapytał z szacunkiem.

- To tylko mleko makowe. 7 pensów. Żadne takie. Powinienem znaleźć jeszcze gdzie jaki dziki mak. - zamyślił się. - W mieście gorzej tam samo nie rośnie. Tsza wszystko kupić.

-Każdy medykus, jakiego znałem, użyłby lingua classica i wymieniał różne uczone nazwy, by po zakończeniu zażądać 7 ZK. No i nie powiedziałby, co to za specyfikAle ty chyba nie z tej szarańczy? Za uczciwy jesteś. Jestem Reinhard von Hagen, szlachcic z Ostermarku.

- Jestem Rubus Sheider. To już wiem czemu nadal włóczę się po traktach7 koron - gwizdnąłem z podziwu - to będe musiał podnieść cene hehe. Mnie to rzadko szlachciców leczyć przychodzi. Rzadko który na trakcie osłabnie ani w siołach pomocy nie szuka.

-Usnął chyba...nie! Nie czuję oddechu! Medykusie, bywaj tu! Czy to kruczym skrzydłem ostatnie tchnienie pchnięte jest ku Ogrodom Morra ?!

Rubus podszedł do rycerza. Położył głowę na klatce piersiowej rycerza i chwilę posłuchał.

- Tak. On już przekroczył bramy Morra. - Pochylił lekko głowę okazując szacunek zmarłemu jak przystało na Ostermarczyka.
 

Ostatnio edytowane przez harry_p : 11-10-2013 o 22:02.
harry_p jest offline  
Stary 10-10-2013, 23:24   #8
 
Aro.is's Avatar
 
Reputacja: 148 Aro.is wkrótce będzie znanyAro.is wkrótce będzie znanyAro.is wkrótce będzie znanyAro.is wkrótce będzie znanyAro.is wkrótce będzie znanyAro.is wkrótce będzie znanyAro.is wkrótce będzie znanyAro.is wkrótce będzie znanyAro.is wkrótce będzie znanyAro.is wkrótce będzie znanyAro.is wkrótce będzie znany
Było nieprzyjemnie. W sumie po wojnie ciężko spodziewać się czegokolwiek dobrego. Łzy, krew, śmierć. Cesco od tego uciekał, chcąc mieć problemy wiele lig za sobą, ale los miał inne plany. Problemy przykleiły się do niego od chwili, gdy jego mentorka Vittoria zginęła w nordlandzkiej kniei. Mertens bez licencji czy jakiegokolwiek innego dokumentu z Kolegium był dla wielu ludzi dzikim magiem. Od stosu dzieliło go w sumie niewiele.

Szczęśliwie Sir Danewan uwierzył mu na słowo i obiecał eskortę do Middenheimu. Francesco nie posiadał się ze szczęścia, ale mimo najszczerszych chęci nie mógł pomóc rycerzowi. Rana była zbyt poważna, a jego wiedza zbyt mała. Mógł tylko westchnąć i pogodzić się z faktem wkrótce dokonanym.

Zaczęło kropić, kiedy Mertens dołączył do towarzyszy, spoglądających w dal na Untergard. Cesco opatulił się szczelniej ciemnym płaszczem i powiódł błękitnym spojrzeniem po grupie. Był dziwny. Ciemna karnacja i gęste, czarne loki dobitnie świadczyły o tileańskich korzeniach, ale te oczy - zimne i niebieskie; nie były ani pospolite, ani przyjemne. No, i był magiem.

Cesco stał w milczeniu. Jak już się zdążyli przyzwyczaić, mówił mało i trzymał się na uboczu. Teraz też milczał, ale wzrok wbity w Rubusa i zmarszczone czoło świadczyły, że coś go w cyruliku zaintrygowało.
 
Aro.is jest offline  
Stary 12-10-2013, 08:18   #9
 
SyskaXIII's Avatar
 
Reputacja: 53 SyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodze
Droga nie rozpieszczała ani karsnoluda ani innych podróżników. Dla khazzada momentami była nawet trudniejsza niż dla wozów. Działo się tak w momentach gdy błoto było na tyle śliskie, miękkie i głębokie, że wpadał w nie po pas. Wtedy musiał korzystać z pomocy innych i zostać przewiezionym na wozie. Nie uśmiechało mu się to, w końcu krasnolud swoją dumę ma. Po pewnym czasie Glanus ruszył uboczem i krzakami razem z Jaromirem aby ubezpieczać przody. Mgła była gęsta i wcale nie zapowiadało się jakby miała ochotę zniknąć.

Glanus był krasnoludem jak każdy inny, dla większości nie było między nimi różnicy. Niby każdy wygląda tak samo. Jednak Zigilduma nie dało się pomylić z nikim innym. Każdy postrzega krasnoluda jako kurdupla z brązowymi, rudymi lub czarnymi włosami, długą brodą, śmierdzącego piwem i butnego jak mało kto. Jednakże w przypadku Glanusa było inaczej. Mimo swojego wieku zachował blond włosy. Bardzo rzadko spotykany widok. Dobrze umięśniony i silny. Reszta rzeczy była jak u każdego krasnoluda. Butny jak mało kto, śmierdzący gorzałką ale jednak tylko po zabawie w karczmie. Tak to starał się aby nie było czuć od niego wódki kiedy tylko się da. Podróżował ze swoją tarczą i toporem od wielu wielu lat, a od nie dawna jego kolejną bronią był Jaromir zwany Niedźwiedziem. Właściwie to nie bronią a wsparciem.

- Nu, mistier Zigildum, zdaje się, że mamy tawaristwo. - kozak odebrał bukłak od krasnoluda i upiął go na powrót u pasa - Jak myślicie, czekamy nań? Czy to może jednak wraży wróg?
- Gdzie? ja tam nic nie widzę, ale jeśli wróg to dobrze. Bo już mnie łapska świerzbią od tego błota. Chyba w końcu czas na odrobinę zabawy- szybko odparł do towarzysza.
Jaromir stanął na pieńku i wytężył wzrok, ale gęste mleko zasnuwające okolicę skutecznie uniemożliwiało szczegółową obserwację. Mężczyzna sapnał z niezadowoleniem i zlazł na trawę.
- Wróg, czy nie wróg, nie możem stawać jak kołki na trakcie. Niech no się te kształty zbliżu, a obaczym czje gotować topory, he? -
Wąsacz wstąpił między zarośla i oparł się wygodnie o drzewo, tak by widzieć cały podjazd jak na dłoni jednocześnie pozostając ukrytym.
- Tylko jak to budiom jakie niegroźne łaziki nie wyjdźmy na grupę zbójów dybiących na ich karki. Wyjdziemy sobie jakby nigdy nic trochę za wzniesieniem nim w ogóle nas obaczą. -
- Spoko wodza niedźwiedź, spoko wodza. - odchrząknął khazzad i ruszył za Jaromirem
 
__________________
"Widzieliście go ? Rycerz chędożony! Herbowy! trzy lwy w tarczy! Dwa srają, a trzeci warczy!"
SyskaXIII jest offline  
Stary 13-10-2013, 21:23   #10
 
Reinhard's Avatar
 
Reputacja: 1500 Reinhard ma z czego być dumnyReinhard ma z czego być dumnyReinhard ma z czego być dumnyReinhard ma z czego być dumnyReinhard ma z czego być dumnyReinhard ma z czego być dumnyReinhard ma z czego być dumnyReinhard ma z czego być dumnyReinhard ma z czego być dumnyReinhard ma z czego być dumnyReinhard ma z czego być dumny
-Wstrzymaj konie!-Krzyknął zbrojny do powożącego pachołka. Oddał fiolkę z preparatem medykowi i podziękował mu skinieniem głowy. Stawać na trakcie było niebezpiecznie, ale należało przygotować zmarłego do ostatniej podróży. Reinhard zdjął koc z sir Danevana - teraz chłód był jego sprzymierzeńcem w doprowadzeniu doczesnych szczątków rycerza do godziwego miejsca spoczynku. Skinął na pachołka i wraz z nim, z wieloletnią wprawą, po raz ostatni pełnił obowiązki giermka dla swojego pana - odziewał go w zbroję płytową, szepcząc przy tym modlitwy otwierające bramy do Ogrodów Morra, których nauczył go brat. Po kilkunastu minutach zakończył pracę, kładąc na piersiach nieboszczyka jego miecz rodowy i splatając palce zmarłego na głowni broni. Sztyletem rozciął płócienne ladry rumaka sir Danevana, który zginął na ostatnim polu walki. Materiał nosił herb i barwy rycerza, posłużył więc za całun, kryjący postać wojownika wraz z głową.
Reinhard starannie zawarł w sobie uczucia, tak, jak bramy Królestwa Morra zawarły się za jego panem i nauczycielem. Odgonił wszystkie myśli, pozostawiając w umyśle jedynie modlitwę. Dosiadł swego wierzchowca i rozkazał pachołkowi dalej powozić.
Musiał znaleźć miejsce, w którym godnie zdoła pochować rycerza.
 
Reinhard jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 08:08.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166