Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 01-06-2016, 16:59   #1
 
Astrarius's Avatar
 
Reputacja: 265 Astrarius jest jak klejnot wśród skałAstrarius jest jak klejnot wśród skałAstrarius jest jak klejnot wśród skałAstrarius jest jak klejnot wśród skałAstrarius jest jak klejnot wśród skałAstrarius jest jak klejnot wśród skałAstrarius jest jak klejnot wśród skałAstrarius jest jak klejnot wśród skałAstrarius jest jak klejnot wśród skałAstrarius jest jak klejnot wśród skałAstrarius jest jak klejnot wśród skał
Piekło w Gębie (18+)

Mały Rudolf gnał. Czasu miał cholernie malutko i wiedział, że to wyłącznie jego wina. Szefuncio Ropuch znalazł go ukrytego w beczce na zapleczu, wyjadającego skradzioną bułkę. Rudi został wyciągnięty za czuprynę, zdyscyplinowany kopniakiem i posłany z wieściami. Musi zdążyć przed trzecim Dzwonem. Naprawdę starał się nie patrzeć na smukłą wieżę zegarową, tylko pod nogi. Strach mu teraz w niczym nie pomoże, a mamcia Shallya wie, że podniszczony bruk ghettowskich ulic kryje niejedną, paskudną niespodziankę…
Udo Lebioda
Chłopak wpadł do „Kielicha i Kozła”, jakby go goniło stado rozjuszonych wieprzy. Kiedy jednak przeszedł przez próg zbyt szykownej dla niego gospody, zatrzymał się i przystąpił niepewnie z nogi na nogę. Zawsze czekał na Udo na zapleczu. Czasu jednak zostało przeraźliwie mało więc zdecydował się przebić przez tłum jedzących bądź na strawę czekających. Do kuchni. Udo stał, niezbyt zaskakująco, przy kotle. Kiedy tylko zauważył malucha, uśmiechnął się wesoło i już miał dowcipnie upomnieć chłopaka za brak dyskrecji, jednak sierota go ubiegła.
-Praszam, Łasica. Ropuch wyrechotał, że Seth ma tyrę. Po czwartym Dzwonie. U siebie. Lecem dalej. Puścisz mnie przez zaplece?- Chłopak wydyszał i nieopatrznie wciągnął do nosa zapach bulgoczącego w kotle gulaszu. Brzuch odpowiedział nieznośnym burczeniem, a na wysuszone usta powróciła ślina. Nie! Nie ma czasu! Szefuncio zleje! – Dzieciak wygrał walkę sam ze sobą i wybiegł tylnymi drzwiami, zostawiając krzątającego się między natką, a kolendrą Nizioła.
Ulf Kichter
Na ten moment największy fart Rudiego polegał na tym, że była pora obiadowa. A o takowej spotkać Baryłę można tylko w jednym miejscu. Dzieciak wybiegł na ulicę pieszczotliwie zwaną Paróweczką. A to z racji kształtu i faktu, że w całości składała się z większych bądź mniejszych jadłodajni. Rudi żmudnie prześlizgiwał się przez zgraję tłoczących się pustych brzuchów, aż wreszcie doszedł do gospody najlepszej z najtańszych. To była wielka, dwupiętrowa izba z karnym szeregiem długaśnych stołów. Wszystkie ciasno zajęte, a mimo to wypatrzenie Baryły to była betka. W końcu zajmujący trzy miejsca siedzące, pochłaniający potrawkę chochlą z wiadra osiłek nie jest przysłowiową igła w stogu siana. Rudolf mimo zmęczenia i stresu rozcieszył japsko. Lubił Ulfa. Chłopak wyminął potężną babę niosącą tacę ze strawą, podbiegł do Kichtera i postukał w kark. Takiemu postawnemu chłopowi siłą rzeczy oderwanie się od jedzenia i obrócenie się w pełnym ścisku trochę zajęło, więc Rudi zdążył się nacieszyć z dowcipu. Kiedy tylko gruby go ujrzał, dzieciak wypalił.
-Miłej wyżerki, Baryła! Ropuch rechocze. Seth ma cacy tyrę i czeka po czwartym Dzwonie u siebie. Tyle. Spadam.- Ulf coś tam mówił, ale chłopak serdecznie puścił to mimo ucha. Manewrował między jedzącą ciżbą i wybiegł na ulicę.
Hredrik Ludvigson

Rudolf długo stał przed następną oberżą. Cholernie się bał. Zanosił norsowi wiadomość. Kiedyś. I wtedy mało się nie zesrał w gacie.
Musi przecież zebrać ludzi z listy. Jak najwięcej, a szefuncio spyta. „Dzikusowi przekazałeś?” I co Rudi powie? Że go nie było? Przecież widać, że jest… W końcu, zbierając w sobie resztki odwagi dzieciak wszedł do niewielkiego przybytku na samym końcu już i tak nieprzyjemnego zaułka. Hredrik był jedynym gościem. Jak za pierwszym razem, kiedy chłopak się na niego zbliżył, uderzył go zapach. Skrzywił się. Był inny niż odór bezdomnego, chociaż podobnie dominujący i nie dający o sobie zapomnieć. Dziki. Jakby wielkolud wraz ze sobą przytachał kawałek najmroczniejszej mroźnej puszczy. Chłopak słyszał historie o lasach na północy. O wielkoludach, łakach i mordercach ze stalą zamiast skóry. Kim on był, skoro przeżył w tak strasznym miejscu? Rudolf postanowił, że nie będzie przeciągał tego ani sekundy dłużej.
-Pan ee…. Ludvig…son?- Te oczy… mamuniu!- obijało się o czaszkę sieroty. Nie czekał na reakcję norsa, prędko mówił dalej.- Ropuch skrzecze… przekazuje znaczy, że Seth ma robotę. I chce się z panem spotkać. U siebie, pod czwartym Dzwonie. Todowidzenia.- Wydukał, po czym obrócił się na pięcie i po prostu uciekł.
Gerhard von Welinger

Rudolf myślał, że zedrze sobie sandały, ale w końcu, w rekordowym czasie wybiegł na ogromny plac targowy. Zwolnił, wniknął w niezwykle głośny i liczny tłum okupujący stragany, budki i wozy handlowe. Czuł się bezpiecznie, przede wszystkim dlatego, że nie miał nic, co można by ukraść. Rozglądał się jednak uważnie, wypatrując nie tylko zagrożenia, ale i okazji. Po kwadransie kręcenia się nie tylko się nie wzbogacił, ale i solidnie zdenerwował. No gdzie jest? Zawsze się gdzieś tu kręci… papo Ranaldzie, gdzie twój sługa? To chyba Wielki Złodziej się nad nim zlitował, bo oto oczom chłopaka w końcu ukazał się Blackadder. Zaczął przeciskać się ku niemu, możliwie z jak największą gracją. Byle tylko zaimponować mężczyźnie. Rudi podziwiał Gerharda. Zawsze mówił, że chce być taki jak on. Jak tylko dorosnę, a Ropuch wypuści mnie z łapsk, też będę akolitą!- Zapewniał siebie w duchu. Zręcznie wyminął dwóch kupców i w przypływie brawury wyciągnął jednemu z nich coś z kieszeni. Okazało się, że to był stary guzik, ale kiedy chłopak zauważył uśmiech u swojego idola, wypiął dumnie wątłą pierś.
-Żmija! Ropuch rechocze, że Seth ma tyrę i czeka u siebie po czwartym dzwonie. – Wysłuchał uważnie, co Blackadder ma do powiedzenia, a potem wniknął w tłum i tyle go widzieli.
Jonathan Tintenherz

Zeszło się, zanim Rudolf dobiegł do rzeki. Miał nadzieję, że Titenherz nie zmienił miejscowy i nadal jest tam, gdzie Oleg twierdził, że go widział. Po dwudziestu minutach bicia butami o nieco zbutwiałe drewno rzecznego mola stanął na rynku flisackim. Rudi nie przepadał za tym miejscem. Śmierdziało rybami, a w dodatku co młodsi retmani uwielbiali takiemu jak on dawać kuksańce. Rzeczne szczury.- przeklął ich chłopak w myślach. Ranald się w końcu do niego uśmiechnął, bo zobaczył grupkę ludzi przed drewnianym podestem. Ich uwagę ściągał pomalowany czerwono-białą farbą żongler. Podrzucał pięcioma śledziami, jednocześnie je filetując brzytwą. Normalnie chłopak siedziałby tu i do wieczora, jednak czas go gonił. W trymiga okrążył podest i wszedł ukrytym przejściem pod scenę.
-Gdzie jest Jon? Jonathan!- Czekający na swój moment cyrkowcy sklęli go, ale w końcu jeden pokazał kącik, w którym akrobata bawił się piłeczkami. Dzieciak szybko podbiegł.
-To ja, Rudi od Ropucha! Spadam, zanim twoje koleżki mnie skopią, ale jedna sprawa. Ropuch zaskrzeczał, że Seth ma robotę. Po czwartym Dzwonie, u siebie. – Skinął głową, kiedy Titenherz mu odpowiedział, po czym wyszedł spod podestu i pobiegł dalej w miasto.
Johan

Rudolf zdecydowanie nie wiedział, gdzie szukać Liszaja. Biegł po tych gorszych uliczkach Ghetta, w których nie było bruku, jedynie udeptana ziemia. Tu jeszcze bardziej śmierdziało rynsztokiem, a dookoła, ciśnięte w zaułki leżały góry śmieci. Nikt jednak, poza najbardziej zdesperowanymi żebrakami w nich nie grzebał. Wszyscy stąd opowiadali o szczurach wielkości kotów, które nie boją się ludzi i rzucają do gardła bez sprowokowania. Rudi więc wymijał sterty jak tylko mógł. Biegł po kogoś innego i w ten sposób jedynie sobie skracał drogę. A jednak na Johana wpadł i to niemal dosłownie, bo facet wynurzył się z krzyżującego się z uliczką zaułka niczym duch. Tylko wrodzona gibkość Rudolfa ocaliła go przed zderzeniem się z nieprzyjemnym mężczyzną. Liszaj zmierzył chłopaka od stóp do głów, tak jakby zastanawiał się, czy nie wrzucić go w śmieci i nakarmić nim szczurów. Nawet jeśli to były tylko wymysły młodego strachajły, dzieciak wolał jak najszybciej spadać.
-Liszaj. Tobie też miałem przekazać. Ropuch skrzecze, że Seth ma robotę. Po czwartym Dzwonie u siebie. – Po wypowiedzeniu ostatniego zdania chłopak zaczął biec, nawet nie dbając o to, czy Johan ma coś do powiedzenia.
Stary Edward

Rudolf wbiegł już chyba do czterdziestej karczmy. Większość to był ślepy strzał. Nikogo z listy kontaktów. Ta jednak, „Słodycz Reiku”, to był pewnik. Stary Edward ruszał się z niej tak rzadko, że większość bywalców zaczęła go traktować jako interesujący, gadający mebel. Chłopak miałby nadzwyczajnego pecha, gdyby weterana tam nie było, a zdaje się na dziś wyczerpał limit. Była późna pora obiadowa, każdy stół zajęty, ale Rudi od razu przeszedł do południowego narożnika i ławy przy samej oknie. Edward nie rozczarował go. Siedział gdzie zawsze, ślimaczymi ruchami dziabdział rozgotowany gulasz i po każdorazowym wahaniu wkładał do ust. Rudiego nie miał kto uczyć szacunku dla starszych, jednak widok weterana napawał go respektem. Przeczuwał, że gdyby był bardzo chamski Edward stłukłby go nie gorzej niż Ropuch. Dlatego ustawił się tak, żeby weteran go widział, chrząknął i spokojnie zaczekał, aż starzec pogryzie, przełknie i wreszcie na chłopaka spojrzy.
-Bry, drogi panie.- to był szczyt grzeczności, na jaki sierotę było stać.- Ropuch zaskrzeczał, że Seth szuka ludzi do tyry. I pomyślał o panu… Czeka u siebie po czwartym Dzwonie. – Rudolf wysłuchał spokojnie, co starzec ma do powiedzenia i pomknął dalej.
Wszyscy:

Dzwon wieży zegarowej potężnie zabił, roznosząc wdzięczny i czysty dźwięk ku Mordheim. Dał znak katedrze Sigmara oraz Morra, a one przekazały go jeszcze dalej, ku ratuszowi, wielkiej bibliotece i pałacowi hrabiego Steinhardt’a. Dzwonnicy każdego z tych monumentów podążyli za mechanizmem zegara i wkrótce ogarnęli całe miasto regularnym biciem. Południe minęło, a wraz z nim pora obiadowa. Wszyscy pracujący, od najpodlejszego robola, po znamienitego kupca z mniej lub bardziej pełnymi brzuchami wracali na swoje stanowiska i z wytęsknieniem oczekiwali wieczornego, czwartego Dzwonu. Końca pracy. Rudolf zatrzymał się. A zatem to koniec. Policzył na palcach ludzi, którym przekazał wiadomość. Siedmiu. Tylko tylu. Pozostało mu stawić się u szefuncia i modlić do mamci Shallyi, żeby Seth był usatysfakcjonowany ochotnikami. Bo inaczej Rudi dostanie takie manto, że nie usiądzie przez miesiąc…

***

Siedmiu wiadomość dostało i siedmiu też się stawiło. Bo Ropuch i Seth to nie jest połączenie, które można od tak sobie zignorować. Ten pierwszy był „filantropem o złotym sercu”, prowadzącym w Ghettcie trzy sierocińce. Tak się jednak dziwnie składało, że dzieciaki, które nie były zdrowe, bystre, a przede wszystkim szybkie, uprzejmie odprawiano do shallyańskich przytułków. Te jednak, które mogły się tymi cechami pochwalić oprócz dobroduszności Ropucha dostawały wyszkolenie i pracę. I tak zacny altruista został właścicielem najszybszej siatki posłańców po tej stronie Stiru. A Seth… rozwiązywał problemy. Ciężkie do zgryzienia, poważne kłopoty, o których lepiej nie mówić głośno. Był w tym na tyle dobry, że o jego renomie zaczęły krążyć legendy.
Tej okazji nie można było przepuścić zwłaszcza dlatego, że była rzadka. Seth słynął z uwielbienia do stałości, zarówno w kwestii nałożnic, jak i współpracowników. I nikt z wymienionych nie narzekał na ten stan rzeczy. Jeśli ktoś taki szukał ludzi i to na gwałt, to mogło oznaczać dwie rzeczy. Że z poprzednimi stało się coś paskudnego, albo zlecenie to coś paskudnego. Tak czy owak, siedmiu wezwanych postanowiło zaryzykować. Po czwartym Dzwonie stawili się w balwiarni Sulli Avalliona. Dwupiętrowym, murowanym i schludnym domku dwie przecznice od Wielkiej Biblioteki. Bez fałszywej skromności, najlepszym takim przybytku w mieście. Avallion był mistrzem, jeśli chodzi o włosy i to niezależnie czy chodzi o ich usunięcie czy ułożenie. Swoich klientów obsługiwał sam, w pojedynkę. W miłej, wygodnej i wyciszonej komnacie, w której klient prócz ucywilizowania włosa mógł jednocześnie zwierzyć się ze swoich zmartwień. Bywało, że nawet arystokracja ciągnęła do rzemieślniczej dzielnicy, byle tylko trafić pod brzytwę mistrza.

Jeśli jednak miałeś stać się człowiekiem Setha, to przy wejściu ochroniarz stanowczo cię wypraszał. Kiedy byliście już na ulicy, dawał wskazówki. Wchodziłeś od innej strony. Najpierw do budynku obok, sklepu stalowego. Tam właściciel gburowato wskazywał ci klapę w podłodze. Po schodkach do zawalonej gratami piwnicy, a potem ciasnym korytarzem już do bawialni. I tam musiałeś czekać. Nie było to strasznie kłopotliwe, bo w rozległej piwnicy, oprócz felczerskich zapasów były dwie solidne ławy, stół, beczka z piwem i zestaw kufli.


Baryła i tak nie miał nic do roboty, więc trafił tutaj jako pierwszy. Był trochę przed czasem, ale zaraz zeszła do niego blond służąca odziana gustowny kremowy fartuch z wyszywanym złotą nicią wyobrażeniem szyldu salonu.


Sama jej prezencja wywołała na twarzy Ulfa uśmiech. Nie mógł się jednak długo nacieszyć jej towarzystwem, bo miała do przekazania tylko tyle, że mistrz Avallion obsługuje znamienitego klienta, z którym wpierw musi skończyć. Potem weszła na górę, zamykając za sobą drzwi. Ulf klapnął sobie na ławie.
Nie musiał sam długo czekać, bo do piwnicy wchodzili właśnie Hredrik z Gerhardem. A tymczasem przed sklepem stalowym spotkali się- pędzący z „Kielicha i Kozła” Udo i Jonathan. A Johan? Stał przed bawialnią, obserwując ochroniarza z zakłopotaniem odciągającego od wejścia starego Edwarda. Jak tylko znaleźli się poza zasięgiem uszu klientów, osiłek przestał złorzeczyć na pchający się do mistrza motłoch i powiedział do obydwu cicho.
-Panowie… wchodzimy od stalowego. To tak na przyszłość. A teraz jazda!- Ostatnie słowo wykrzyknął i znów wrócił do wulgaryzmów.
 

Ostatnio edytowane przez Astrarius : 01-06-2016 o 18:18.
Astrarius jest offline  
Stary 01-06-2016, 20:41   #2
Banned
 
Reputacja: 0 Eryk jest na bardzo dobrej drodzeEryk jest na bardzo dobrej drodzeEryk jest na bardzo dobrej drodzeEryk jest na bardzo dobrej drodzeEryk jest na bardzo dobrej drodzeEryk jest na bardzo dobrej drodzeEryk jest na bardzo dobrej drodzeEryk jest na bardzo dobrej drodzeEryk jest na bardzo dobrej drodzeEryk jest na bardzo dobrej drodzeEryk jest na bardzo dobrej drodze
Szczurołap skrzywił się lekko. Nie lubił jak się go poganiało. Jego fach wymagał raczej cierpliwości i pomyślunku. Tylko idioci ganiali za szczurami w nadziei ubicia ich kijem.
Czym prędzej zszedł do piwnicy nie chcąc pozostawać na widoku przed budynkiem, do którego nie pasował ani on, ani jego łachmany, ani towarzyszący mu kundel.
Piwnica to było jego naturalne środowisko. Łypnął tylko spode łba na obecnych i zasiadł przy stole w oczekiwaniu tego, co miało nastąpić. Na razie niewiele go to wszystko obchodziło.
 
Eryk jest offline  
Stary 01-06-2016, 20:41   #3
 
Ardel's Avatar
 
Reputacja: 12775 Ardel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputację
Hredrik patrzył prosto w oczy chłopca, który przybiegł do niego z wiadomością. Zawsze bawiło go przerażenie w oczach rozmawiających z nim imperialnych ciołków. Ani tignu, ani tirru nie mieli. W jego rejonie, gdzie Khrone mówił dobranoc, a sny Tzeentch zsyłał nie było miejsca na strach. Kiedy dzieciak skończył mówić Hredrik uśmiechnął się jedynie - to jest wąsiska oddaliły się nieco od brody i odsłoniły rząd mocnych zębów. Norsmen dojadł obiad, wstał i ruszył. Robota, to robota. Może tym razem dowie się czegoś konkretnego.

***

W piwniczce czekał już wielki osiłek, który na przywitał Hredrika piwem. Taki gest się cenił, a Baryła zasłużył na lekkie skinienie głowy. Ku swojemu zażenowaniu wróż zahaczył kosturem o strop kiedy wchodził i potknął się lekko. Krucza czaszka wydała pusty dźwięk przy uderzeniu o sufit, a kościane amulety na szyi północnego zaklekotały głucho. Zasiadł ciężko i z ulgą na ławie. Tutejsze korytarze nie były dostosowane do jego rozmiarów. Liczył ponad sześć stóp, czy po tutejszemu metr i dziewięć jeszcze metra części. Durne miary, bo jak to sobie wyobrazić? Uniósł kufel do ust, zapaskudził sobie brodę i wąsy pianą i westchnął. Tak może rozmawiać.

- Chciał żem spytać, gdzie nasz gospodarz, lecz jak jest piwo, to niech mu się nie spieszy.

Zdając sobie sprawę, że nikt nie będzie wiedział na temat pracy więcej niż on, postanowił nie prowadzić czczej konwersacji i rozkoszować się chwilą. Bondi z tej krainy zawsze gdzieś biegli i nie potrafili usiąść i nacieszyć się dobrym trunkiem. Niewielu było tutaj takich, których mógłby nawet nazwać bondimi. Większość nadawałaby się jedynie na thralli. Miękkie pizdy! Szczęśliwie przyjdzie mu pracować z ludźmi, których można prawie nazwać drengrami. Chociaż... To wszystko się jeszcze okaże.
 
__________________

Ardel jest offline  
Stary 01-06-2016, 23:48   #4
 
Hakon's Avatar
 
Reputacja: 20743 Hakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputację
Gerhard stał opart o rynkową studnię lustrując ludzi wokół. Nikt ciekawy się nie kręcił. Żadnych przyjezdnych puki co. Dyliżans jak zwykle się spóźniał. Miał cynk, że przybędzie dość bogaty jegomość handlujący winem. Niejaki Wolfgang Brenger. Akolita chciał zająć się przybyszem należycie. Doprowadzić go do dobrej karczmy i rozpytać o interesy. Lepiej mieć na oku nowo przybyłych bogaczy. A zdobywając zaufanie pokazując dobrą kwaterę i ułatwiając interesy sporo mógł zyskać. Zresztą może będzie skory do przemytu jak się dowie o podatkach od trunków, które ostatnio wzrosły. W takiej sytuacji i gildia mogłaby zyskać i kupiec, a sam Żmija zaplusował by w gildii i może zdobył by dobrego klienta.
Stał tak i czekał na ten przeklęty dyliżans kiedy zobaczył młodego Rudolfa. Uśmiechnął się do chłopaka, którego lubił za jego starania by się przed nim pokazać. Widział jak chłopak dumnie przechodzi między kupcami i dość zwinnie opróżnia kieszeń jednego z nich. Niestety okazał się tylko guzik.
-Żmija! Ropuch rechocze, że Seth ma tyrę i czeka u siebie po czwartym dzwonie. – odezwał się chłopak.
Gerhard kiwnął głową na potwierdzenie, że przyjął wiadomość i raczej będzie.
- Młody. Zanim następnym razem zabierzesz się za guziki upewnij się, że jest tam coś wartościowszego. Kiepsko by było słyszeć na mieście, że za guzik straciłeś rękę.- Łagodnie powiedział chłopakowi i poklepał go na pocieszenie.
- Widzę, że się spieszysz z wiadomościami dla innych więc pędź bo mało czasu zostało.- Mrugnął okiem do ulicznika i jakby nigdy nic zawiesił wzrok na wjeżdżającym dyliżansie.

***

Gerhard nie lubił się spóźniać i po doprowadzeniu kupca do "Złotej Gęsi" zaproponował żeby się rozgościł a jutro pokaże mu miasto i doprowadzi do odpowiednich ludzi.
Kiedy podchodził pod miejsce spotkania zobaczył Hredrika cofanego przez ochroniarza.
- Cześć Hedrik. Dawaj ze mną wiem gdzie trza wejść, nie denerwuj się.- Uśmiechnął się do Norsa i wyciągnął rękę na przywitanie. Poznał go jakiś czas temu pomagając mu w jednej sprawie a potem odwrotnie, więc byli kwita, ale znajomość pozostała. Zresztą zapomnieć takiego wielkoluda ciężko było.
Weszli do piwnicy i Gerhard zatrzymał się na chwilę by przepuścić blond ślicznotkę z obsługi zakładu. Uśmiechnął się szczerze i zalotnie. Wiedział, że nie teraz na to czas i że dziewczyna pracuje na razie u zbyt potężnej persony ale dobre wrażenie i może zasadzenie ziarenka zaciekawienia nie zaszkodzi.
Chwilę po tym wszedł i przywitał się z Baryłą i od razu złapali za kufelek piwa życząc sobie zdrowia.
Na serdeczne docinki Baryły Gerhard uśmiechnął się i usiadł przy znajomym.
- Moje cztery litery wymościć mogę na krzesłach Złotej Gęsi wieczorkiem. A tu w zacnym gronie, nie gorszym niż w pałacu pogawędzę i się napiję.- Usiadł we wskazanym miejscu i kontynuował.
- Niestety młody nic mi nie powiedział więcej niż Tobie i reszcie jak mniemam.- Uniósł kufel na przywitanie kolejnych gości.
 

Ostatnio edytowane przez Hakon : 02-06-2016 o 08:53.
Hakon jest offline  
Stary 01-06-2016, 23:57   #5
 
Orthan's Avatar
 
Reputacja: 1580 Orthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłość
Jonathan przerwał żonglowanie widząc podbiegającego do niego młodego smarka. Słysząc słowa smarka, Jon skiną głową na potwierdzenia i widząc że młody drapichrust oddala zakrzyknął za nim.

-Jak będziesz chciał smarku dziś wieczorem zobaczyć połykaczy ogni, żonglerów czy tańczące niedźwiedzie. To poszukaj Oddety i powiedz żem ja cię przysłał!!!

Wiedząc że robota czeka, Tintenherz nie zamierzał się ociągać zabrał co trzeba i ruszył.

***

Wchodząc do piwnicy Jon skiną głową na powitanie wszystkim. Widząc stające nieopodal ławy usiadł na brzegu jednaj. Widząc że Baryła podaję po kufelku, Tintenherz uśmiechną się do olbrzyma i odrzekł mu odkładając swój kufel na stół.

-Podziękować.

Przy okazji Jonathan poszperał w kieszeni i wyciągnął szóstkę kolorowych piłeczek, przynajmniej żonglując umili sobie i innym czas.
 

Ostatnio edytowane przez Orthan : 02-06-2016 o 00:08.
Orthan jest offline  
Stary 02-06-2016, 01:41   #6
Dnc
 
Dnc's Avatar
 
Reputacja: 687 Dnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwu


Baryła jedynie ryknął na młodego gdy ten szybko uciekał po dostarczeniu informacji. Lubił smyka ale musiał dbać o reputację, prawda?
Ulf dokończył swój obiad. Następnie domówił jeszcze jedzenie by być pewny, że nie wyjdzie głodny z tej jadłodalni.
Zwartym krokiem udał się na miejsce spotkania, trochę sie obawiał że się spóźni ale okazało się, że jest pierwszy.

Jako, że nigdzie nie było widać gospodarza Baryła jako ten pierwszy poczuwał się by to własnie on rozpoczął beczkę z piwem. Nalał sobie jeden kufel który wypił na raz, a następnie drugi którym miał zamiar sączyć.
Zajął miejsce na ławie w środku by być pewnym że nie będzie musiał wstawać by kogoś przepuszczać. Wolał tego uniknąć gdyż nie lubił jak ludzie często się ocierali o jego wystający brzuchol.
Widząc, że schodzą się kolejni zaproszeni na robotę każdemu sprezentował kufel pełen piwa.
Gdy dokończył swoje już drugie piwo bez większych skrupułów dolał sobie kolejne.

Przywitał się ze wszystkimi gdyż każdego znał. Serdeczniej usmiechnął się do Gerharda po czym wskazał mu miejsce obok siebie.
- Dawaj do mnie "Żmijka". Jedwabnych krzeseł dla paniczyków tutaj nie ma ale z grubym zawsze cieplej. Ha! Może jaśnie pan nam opowie po co nas tutaj zebrano. Czy nie zniżysz się by z niższymi warstwami pogadawędzić? Jakieś przecieki masz? - Zagadnął go przyjaźnie.
Robienie aluzji do szlacheckiego urodzenia Gerharda było jednym z ulubionych zajęc gdy się z nim widywał.
Po odpowiedzi szlachcia uśmiechnął się i dodał:
- Hmm... no to tym bardziej to tajemnicy szwindel. Może być ciekawie

 

Ostatnio edytowane przez Dnc : 02-06-2016 o 11:37.
Dnc jest offline  
Stary 02-06-2016, 20:22   #7
 
Lomors's Avatar
 
Reputacja: 124 Lomors wkrótce będzie znanyLomors wkrótce będzie znanyLomors wkrótce będzie znanyLomors wkrótce będzie znanyLomors wkrótce będzie znanyLomors wkrótce będzie znanyLomors wkrótce będzie znanyLomors wkrótce będzie znanyLomors wkrótce będzie znanyLomors wkrótce będzie znanyLomors wkrótce będzie znany
Edward słuchał chłopaka nie przerywając żucia kawałka mięsa z gulaszu. Gdy tylko posłaniec skończył starzec skinął mu głową na znak że zrozumiał, zagryzł mięsiwo kawałkiem chleba i drapiąc się po postrzępionej, siwej brodzie wstał od stołu. Uśmiechnął się lekko pod nosem widząc jak wszyscy goście lokalu zerknęli na niego a sam Rudolf skulił się trochę w sobie ze strachu przed starczą ale nadal masywną sylwetką wojownika.
- Zrozumiałem mały - mruknął - leć, załatw co jeszcze musisz załatwić

* * *

Edwarda zirytowało nieporozumienie z ochroniarzem ale nie dał po sobie tego znać. Złość w takim wieku nie przystoi. Z kamienną twarzą starzec ruszył we wskazane mu miejsce gdzie - po paru nieprzyjemnych uderzeniach w głowę - dotarł do piwnicy. Wszedłszy jako ostatni rozejrzał się po wszystkich zebranych i starał sobie przypomnieć czy powinien jakąś z tutaj obecnych twarzy rozpoznawać. Na pewno z przynajmniej jednym z nich miał do czynienia..
Porzucając próby odwołania się do swojej pamięci stary Ed usiadł na jednym z krzeseł, wziął kufel piwa i niespiesznie nabił przyglądając się zebranym.
 
Lomors jest offline  
Stary 02-06-2016, 20:45   #8
Konto usunięte
 
Ulli's Avatar
 
Reputacja: 592 Ulli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemu
Udo westchnął słysząc gadkę sieroty. Został odciągnięty akurat od przyrządzania gulaszu z dzika według nowej receptury. Kolejny etap jego kucharskiej ewolucji w drodze po tytuł najznamienitszego kucharza w kraju.

-Seth prosi? Hmm...

Dobrze wiedział co taka prośba oznacza i że lepiej Sethowi nie odmawiać. Sięgnął do sakiewki i rzucił posłańcowi złotą monetę. Chłopak złapał ją w locie i zaraz znikł.

Wrócił do kuchni, gdzie razem z Bernhardem gotowali i niechętnie zdjął poplamiony fartuch.

-Wychodzisz, znowu? Teraz kiedy mam pełną salę gości?

Karczmarz ewidentnie nie był zadowolony. To Udo był magnesem, który przyciągał tu najznamienitsze osobistości Mordheim. Wiedział jednak o podwójnym życiu swojego przyjaciela choć nie ze szczegółami.


-Przepraszam panie Waldeck, ale ciotecznemu kuzynowi urodziły się bliźniaki. Sam pan rozumie trzeba chłopa pilnować żeby ze szczęścia czegoś głupiego nie zrobił.

Karczmarz oburzony kolejnym bezczelnym kłamstwem podwładnego spurpurowiał ze złości na twarzy. Wymachując utytłaną w zupie chochlą jak buzdyganem postanowił udzielić swemu najcenniejszemu pracownikowi upomnienia, które jak wszystkie poprzednie zignoruje.

-Doprawdy Udo bogowie pokarzą cię kiedyś pypciem na języku. Przecież ze sto razy mówiłeś, że cała twoja rodzina została w Wurtbad. Nie godzi się, nie godzi.

Niziołek śmiejąc się już szedł w kierunku drzwi.

-Ma pan rację panie Waldeck, jak zwykle zresztą. Powodzenia.




***



Udo nie mógł się nadziwić niektórym ludzkim zwyczajom. Światka przestępczego również się to tyczyło. Na przykład ta cała konspiracja. Skoro on niziołek i obcy dowiedział się o Sethcie i jego kryjówce drugiego dnia pobytu w mieście to nie ulegało wątpliwości, że wie o niej każdy w mieście. Ale maskarada musi być. Podejrzewał, że to bardziej kwestia tradycji niż cokolwiek innego. Gdyby nie łapówki jakie hojną ręką rozdzielał Seth stróże prawa dotarliby do niego pewnie w kilka dni.

Po drodze zobaczył kuglarza Jonathana idącego w tym samym kierunku. Bystry umysł niziołka od razu podpowiedział mu, że idzie w to samo miejsce co on. Podkradł się cichutko i dobył sztyletu. Szybkim ruchem przystawił sztych broni do pleców ofiary, tak by poczuł szpic i zmieniając barwę głosu na bas przemówił stanowczo.

-Nie ruszaj się! Straż elektorska miasta Mordheim. Jesteś aresztowany Jonathanie Tintenherz. Nie próbuj się odwracać łachmyto, bo przebiję cię mieczem. Kilka lat na galerach zrobi z ciebie człowieka. Pewnie masz przy sobie kradzione pieniądze. Odepnij sakiewkę i upuść na ziemię, sprawdzimy.

Przedstawienie trwało by być może dalej, ale obserwujące wszystko z boku dzieci zaczęły się śmiać rujnując szatańskie plany niziołka. Jonathan odwrócił się do dowcipnisia a Udo zrobił to z czego był znany w całym mieście, dał dyla z szybkością charta i zwinnością łasicy, tak na wszelki wypadek. Jonathana znał przecież dobrze i nie pierwszy raz robił mu podobny psikus.

Wpadł do sklepu żelaznego nawet nie zdyszany.

-Ja na spotkanie strażniku- powiedział nienaturalnie poważnie i ze srogą miną.

Właściciel znał już i nie przepadał za nim, ale z konieczności otwarł klapę.

Niziołek zwinnie przebiegł wszystkie pomieszczenia i z impetem wparował do piwnicy.

- Czołem przyszli galernicy! Jak nastroje, jak zdrowie?!- pytał podchodząc do każdego z osobna, witając się i klepiąc po ramieniu.

-No to teraz dobrego napitku i strawy! Żeby tu przybyć olałem kapitułę Zakonu Płonącego Serca, która przybyła do nas na wieczerzę. Oby to było tego warte.
 
__________________
Zawsze zgadzać się z Clutterbane!

Ostatnio edytowane przez Ulli : 02-06-2016 o 21:33.
Ulli jest offline  
Stary 02-06-2016, 21:11   #9
 
Ardel's Avatar
 
Reputacja: 12775 Ardel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputację
Hredrik warknął na niziołka, gdy ten spróbował klepnąć go w ramię. Nie znosił tych małych ciołków, szczególnie, że nie raz go już okradli. Nie wywrócił jednak stołu i nie zatłukł karła, jedynie wymamrotał pod nosem:

- Knulla dverg.

Potem znów zanurzył się w piwie, zastanawiając się, czy nie przekląć jakoś tego pokurcza. Działał mu wyjątkowo na nerwy, podobnie jak ten zwolennik macania piłeczek, cholerny fudflogi. Miał jedynie nadzieję, że ten wielkolud nie będzie starał się mu chwalić twardością swojego młota...
 
__________________

Ardel jest offline  
Stary 03-06-2016, 14:19   #10
 
Hakon's Avatar
 
Reputacja: 20743 Hakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputację
Blackadder był w połowie kufelka kiedy przybył, chyba najweselszy jegomość w tej piwnicy. Udo Lebioda. Niziołek, który uwielbiał się droczyć i robić numery wszystkim.
Gerhard pamiętał ostatni numer jaki mu wywinął niziołek i zamierzał się odgryźć. Kiedy maluch do każdego podchodził i na powitanie klepał po ranieniu Żmija wykorzystał okazję i zaczepił go.
- Siemka. Ciebie też tu ściągnęli? Chyba naprawdę na brak ludzi cierpi szefostwo. Hehe.- Gdy niziołek popatrzył na akolitę, ten ostatni zwinnym ruchem uwolnił sakiewkę Lebiodzie. Czyn dość trudny bo niziołek w ciemię nie był bity i na widoku nie nosił skarbów. Gerhard kiedyś przyuważył podczas jakiegoś spotkania gdzie trzyma kiesę więc miał ułatwione zadanie.
Wrócił do rozmowy z Baryłą i po wychyleniu kufla odwrócił się do siadającego Udo.
- Udo! Łap. Chyba coś zgubiłeś.- I Żmija rzucił niziołkowi jego sakiewkę, opróżniając ją wcześniej z jednej monety.
- Starzejesz się Udo.- Uśmiechnął się serdecznie i zaczął się śmiać.
- Aaa. Dla Ranalda zachowałem jedną. Pomyślałem, że i tak byś ofiarował jemu za odnalezienie zguby. Ja jako przedstawiciel zadbam o to by dotarła- I Żmija na powrót zaczął się śmiać i nadstawił kufel by Baryła mu dolał piwa. Żmija swoich nie okradał, ale co się należy bogu złodziei to winno do niego trafić i zamierzał na rzecz świątyni, którą się opiekuje przeznaczyć.
Część z obecnych tu zebranych wiedziała o kapliczce na poddaszu "Kislevskiej Ruletki", w której posiadał kwaterę od niespełna roku.
 
Hakon jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 03:42.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166