Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 15-12-2019, 21:41   #21
 
archiwumX's Avatar
 
Reputacja: 7457 archiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputację
Gdy Izabella odtajała przy ognisku z lekką paniką doskoczyła do swojego rumaka i bagażu, aby z lekką paniką sprawdzić, że wszystko jest w porządku. Gdy wszystko okazało się w dobrym stanie wstąpiła ją nowa werwa i i entuzjazm.
 
__________________
Szukam tajemnic i sekretów.
archiwumX jest offline  
Stary 16-12-2019, 12:31   #22
 
Ayoze's Avatar
 
Reputacja: 27866 Ayoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputację
Sierżant Hildenberg orzekł, że ruszacie za goblinami i tak też uczyniliście. Volmar, Gunnar i Izabelle ruszyli przodem, ale nie trzeba było tropiciela, aby poprowadzić oddział za wilkami. Ślady były wyraźne. Minęło południe, jechaliście przez rzadki las, coraz bardziej oddalając się od stanicy. Czapy śniegu okrywające konary drzew stały na drodze słabych, delikatnych promieni słońca. Z każdą minutą robiło się coraz chłodniej i ciemniej, śnieg przestał padać, teraz trzaskał pod kopytami.

Suchy, twardy, zwiastujący kolejną ciężką noc. A trop biegł i biegł. Wciąż coraz dalej od stanicy, odciągając was od zbawienia, ostatniej deski ratunku.


Nim zapadł zmierzch dostrzegliście w jednym z jarów zwłoki mężczyzny. Przysypane śniegiem tworzyły zaspę spod której wystawał tylko sterczący pionowo kij. Podjechaliście bliżej, gdzieś z góry spadła czapa śniegu uderzając z suchym trzaskiem w ziemię. Rupert zeskoczył z z konia jako pierwszy, nachylił się nad starcem. Skąd jednak miał pewność że to starzec? Przecie to mógł być ktokolwiek, młody chłopak, może zbój, a nawet zielonoskóry? Kto wiedział co kryje się pod zaspą? Kto zmrożoną ręką trzymał, jak niegdyś Hakkar, gruby kij.

Słyszeliście wszyscy tę historię... Hakkar, starzec nie był szczególnie bogaty, ani biedny, żył samotnie w małej, cichej osadzie na północ od Middenheim. Pewnej zimowej nocy pod osadą pojawiły się wilki, zwierzęta były duże i głodne. Krążyły wokół wioski i wyły. Łaknęły krwi, Hakkar w swym życiu słyszał wiele opowieści o wilkach, widział także nie jeden atak zwierząt na wieś.
- Zabijcie świnie i rzućcie na pożarcie zwierzętom, najedzą się i odejdą - mówił.

Ale nikt nie chciał go słuchać. Wyciągnęli siekiery i widły. Niech przyjdą, niech tylko podejdą, mówili, wskazując cienie na granicy osady. Hakkar bał się, bał się jak nigdy dotąd. Czuł, że to nie są zwykłe zwierzęta. Jakimiś cudem wiedział, że mieszkańcom osady przyjdzie zapłacić za swą głupotę. Ubrał się najcieplej jak potrafił, zabrał torbę z jedzeniem i wyszedł. Ruszył w las. Wilki nie zrobiły mu krzywdy, nie wiedzieć czemu puściły go i pozwoliły skierować się w stronę najbliższej osady.

A potem zaatakowały wieś.

Tej nocy w zmarzniętą ziemię wsiąkło wiele krwi. Żaden z wieśniaków nie ocalał. Wilki opętane niezrozumiałą furią rozszarpały wszystkich mężczyzn, a potem zagryzły kobiety i dzieci. Hakkar nie dotarł do sąsiedniej osady, zmarł nad ranem, z zimna.

Legenda mówiła że starzec czasem pojawiał się na drodze tych, którzy źle wybrali. Na drodze tych, którzy srogo zapłacą za swoją butę. Ale to przecież były tylko legendy, bajania, prawda?

Rupert odgarnął hałdę śniegu, tam, gdzie na brzuchu leżał mężczyzna wsparty na kiju. I nagle okazało się, że to tylko gruba warstwa śniegu okrywała kupę liści i gałęzi. Hakkar... też coś. Ale przecież wszyscy widzieliście to samo - starzec leżał pod śniegiem. A może tylko wam się zdawało?
- Wszyscy zginiemy - mruknął nagle Marcus, pochylony w siodle swojego wałacha. Wpatrywał się w zaspę nieobecnym spojrzeniem. Był blady, a jego czoło perliły kropelki potu.


Monotonia terenu zabiła czujność, równina przetaczała się leniwym rytmem, po lewej i po prawej stronie wciąż widzieliście gładki, wciąż bez skazy, równy, prosty ślad, ciągnący się przed oddziałem.

Było chłodno, bardzo chłodno. Coraz chłodniej.

W końcu dostrzegliście pozostałości po obozie zielonoskórych. To dobry znak, byliście coraz bliżej. Wokół ogniska rozciągał się okrąg szeroki na kilka metrów, w którym nie było śniegu. Szara ziemia, która nie była skostniała, raczej zmrożona po całym dniu. Jakby ktoś rozpalił tu ognisko, olbrzymie, potężne, stopił śnieg, rozmroził ziemię, a potem odszedł. Tylko że wtedy po ognisku zostałyby ślady spalenizny. Tu, wokół ogniska ich nie było. A wokół ogniska panowała wysoka temperatura, która stopiła śnieg w odległości kilku metrów. Czyżby gobliński szaman był aż tak potężny?

Musieliście ruszać dalej....


Mijała godzina za godziną, poruszaliście się dość szybko, a po drodze nie natrafialiście na żadne kłopoty. Nie musieliście tracić cennych minut na omijanie przeszkód, podążaliście prostą drogą, trop nadal był wyraźny i świeży. Minęliście kolejnylodowy krąg, taki sam jak poprzednio, wiedzieliście, że są blisko, cholernie blisko. Jeszcze mila, druga, w końcu na horyzoncie pojawił się tuman śniegu. Od północy uderzyło w was zimne powietrze. Nie, nie zimne, lecz mroźne. Zaniepokojone konie rżały, spadały pierwsze płatki śniegu. Pozostała wam może godzina drogi. Ale pogarszające się samopoczucie i mróz, który był porównywalny do wczorajszego, utrudnił dalszą drogę.

Ktoś osunął się z konia, jeden ze zwiadowców runął z głośnym hukiem na śnieg. Pozostali odwrócili się, to był Marcus, najbardziej osłabiony że wszystkich zwiadowców nie wytrzymał. Jego twarz była blada. Gunnar drżał, chciał zeskoczyć z konia i pomóc towarzyszowi, ale gdy spróbował, również runął na ziemię. Podniósł się z oporem, wszyscy byliście głodni, zmarznięci i pozbawieni sił.

Otto wiedział, że to koniec drogi na dzisiaj. Trzeba było odpocząć, przenocować. Rozpalenie ogniska znów nastręczyło sporo problemów, ale w końcu się udało. Konie zostały nakarmione, wy też usiedliście do wieczerzy. Ciepła zupa i słonina były wybawieniem w ten mroźny wieczór. W pewnym momencie, siedzący cicho przy ogniu Marcus spojrzał po was, jakby widział was pierwszy raz i zerwał się nagle na równe nogi, wylewając zupę w śnieg. Dobył miecza i zataczając się, groził nim sierżantowi i pozostałym.

- Nie weźmiecie mnie żywcem, skurwysyny! Nie dam się tak łatwo! - Warknął. - Nie podchodźcie, bo nie ręcze za siebie. Chcę się stąd jedynie wydostać, rozumiecie? Sierżancie, Cichy, gdzie jesteście!! - Krzyknął, co uświadomiło wam, że musi mieć zwidy.

Kirchmair był strasznie blady, pod oczami wyszły mu sińce, a skórę na twarzy miał mokrą. Trawiła go choroba.
 

Ostatnio edytowane przez Ayoze : 16-12-2019 o 12:33.
Ayoze jest offline  
Stary 16-12-2019, 13:46   #23
 
archiwumX's Avatar
 
Reputacja: 7457 archiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputację
Gdy Izabelle uświadomiła sobie, że ich misja trochę przypomina historię z Hakkarem pomyślała, że ten wróg jest szczególnie grożny... może nawet nawet najgorszy w historii oddziału.


Gdy oszalały Kirchmair dobył miecza sytuacja łowczyni musiała działać rozważnie. Odpięła od pasa sieć i rzuciła ją w niego. Rzut był udany, dzięki czemu kompan przestał stanowić zagrożenie dla siebie i innych.

----


Rzuty:
54 > 46 - rzut siecią w Kirchaimera. Pudło
29 < 46 - przerzut po zużyciu I PS. Trafienie
 
__________________
Szukam tajemnic i sekretów.

Ostatnio edytowane przez archiwumX : 16-12-2019 o 13:54.
archiwumX jest offline  
Stary 16-12-2019, 18:05   #24
 
Shiv's Avatar
 
Reputacja: 7554 Shiv ma wspaniałą reputacjęShiv ma wspaniałą reputacjęShiv ma wspaniałą reputacjęShiv ma wspaniałą reputacjęShiv ma wspaniałą reputacjęShiv ma wspaniałą reputacjęShiv ma wspaniałą reputacjęShiv ma wspaniałą reputacjęShiv ma wspaniałą reputacjęShiv ma wspaniałą reputacjęShiv ma wspaniałą reputację
Ruszyli po śladach, które wyraźnie odznaczały się na śniegu. Volmar liczył, że dane im będzie szybko dopaść gobliny i zawrócić w stronę stanicy, gdyż Marcus nie wyglądał najlepiej. Niestety, jak to ostatnio miało miejsce wyjątkowo często - prześladował ich pech. Ślady ciągnęły się i ciągnęły, a zielonych widać nie było. Trafili za to na zwłoki mężczyzny, którego ręka zacisnęła się na kiju.

Cichy słyszał o tym człowieku, a właściwie jego smutną historię. To było dziwne i podejrzane, że natrafili na jego zwłoki właśnie teraz, choć gdy Rupert podszedł do nich, okazało się, że to, co pod śniegiem jedynie wyglądało jak ciało. Ebert mimowolnie wzdrygnął się na myśl o tym, co historia Hekkara sugerowała tym, którzy niby na niego trafią na szlaku. Nie chciał wierzyć, że czeka na nich tylko śmierć.

W końcu trafili na pozostałości obozu zielonych i tu przyszło kolejne zaskoczenie. Ziemia była zmrożona, odkryta ze śniegu, jakby ktoś wcześniej wypalił tu ogromne ognisko. Ale jak to było możliwe? Przecież ten szaman nie mógł mieć aż takiej mocy, no nie? Z tego, co Volmar wiedział, goblińscy czarownicy umieli rzucać jakieś proste zaklęcia, ale na pewno nic, co mogłoby zrobić takie coś w ziemi.
- Zaczyna mi się to nie podobać - powiedział do kompanów, po czym klepnął piętami boki Cienia i ruszył za śladami.

Z każdą kolejną milą pogoda pogarszała się, Cichy czuł w kościach, że znów czeka ich szalona noc na mrozie. Sierżant dał w końcu rozkaz o rozbiciu obozu i chyba w samą porę, bo Marcus nie wyglądał najlepiej. Zreszą, nikt nie wyglądał, ale on miał się najgorzej. Gdy rozpalili ognisko i zaczęli jeść, Kirchmair zupełnie zaskoczył swoim zachowaniem. Sięgnął po miecz, wygrażając towarzyszom. Wyglądało na to, że ich nie poznaje.

Izabelle zareagowała pierwsza, zarzucając na osłabionego mężczyznę swoją sieć.
- To choroba miesza mu w głowie - rzucił głośno Cichy. - Nie róbcie mu krzywdy, najwyżej walnijcie go w łeb, żeby poszedł spać. Trzeba go też będzie rozbroić, żeby sobie i innym krzywdy nie narobił!

Niech to szlag! Ta paskudna pogoda sprawiała, że ludzie zaczynali się dziwnie zachowywać. Ludzie, których Volmar znał nie od dziś. Może rzeczywiście wtedy widzieli na szlaku Hekkara a nad okolicą wisiała jakaś złowieszcza magia? Te i inne myśli przychodziły mu do głowy, gdy spięty i gotowy do działania czekał, jak zareagują kompani. W razie problemów z unieruchomieniem Marcusa, miał zamiar rzucić się na niego, by wykręcić mu i przytrzymać z tyłu ręce.
 
Shiv jest offline  
Stary 19-12-2019, 13:09   #25
Rekrutacje
 
wysłannik's Avatar
 
Reputacja: 12199 wysłannik ma wspaniałą reputacjęwysłannik ma wspaniałą reputacjęwysłannik ma wspaniałą reputacjęwysłannik ma wspaniałą reputacjęwysłannik ma wspaniałą reputacjęwysłannik ma wspaniałą reputacjęwysłannik ma wspaniałą reputacjęwysłannik ma wspaniałą reputacjęwysłannik ma wspaniałą reputacjęwysłannik ma wspaniałą reputacjęwysłannik ma wspaniałą reputację
Dla Ruperta oczywistym było, że cała drużyna ruszy dalej za wyraźnym tropem. Nie wiedzieli dokąd ich zaprowadzi, ale był to pierwszy wyraźny ślad zielonoskórych. Być może miał ich doprowadzić do szybszego zakończenia zadania i prędkiego powrotu do miasta, do koszar na zasłużony wypoczynek.

Czarny strażnik jako pierwszy zauważył ciało w śniegu. Nie miał zamiaru z ekscytacją wykrzykiwać tego do całej drużyny. To nie byłoby dobre zachowanie. W końcu nie wiedzieli, czy gdzieś zza drzewami nie kryli się sprawcy, którzy pomogli temu komuś zamarznąć w śniegu.
Rupert zeskoczył z konia, rozejrzał się szybko dookoła. Miał drużynę, więc im zostawił wypatrywanie ewentualnych zagrożeń i sam podszedł do ciała. Szybko okazało się, że zmysły zaczynają im płatać figle. Może to z mrozu, jednak ciało wcale nie było ciałem. Z daleka wszystko wyglądało inaczej. To był tylko śnieg, który ułożył się razem z liśćmi w taki niefortunny sposób, niby cień który po bliższym przyjrzeniu odkrywa prawdę.
- To tylko śnieg, gałęzie i kupka liści. Ale lepiej zachowajmy te czujność - powiedział tylko na końcu do drużyny. Rycerz zachował spokój.

* * *

Przy wieczornym ognisku Cadaver rozmyślał nad tropami, na które natknęli się tego dnia. Pozostałości po ognisku było zastanawiające. Myślał o tym, jak wielką mocą może dysponować gobliński szaman. Z pewnością nie należało ignorować jego mocy. Czy będzie tak potężny jak ludzcy Magistrowie? Może silniejszy?

Kiedy wybuchło zamieszanie z Marcusem Rupert dobył miecza i tarczy. Tarczy w pierwszej kolejności. Nie miał zamiaru atakować, jednak dziwaczne zachowanie jego towarzysza mogło być nieprzewidywalne i być może wymagające samoobrony.
 
__________________
"Inkwizycja tylko wykonuje obowiązki, jakie na nią nałożono. Strach przed nią jest zbyteczny; nienawiść do niej, to herezja." - Gabriel Angelos, Kapitan 3 Kompani Krwawych Kruków.
wysłannik jest offline  
Stary 19-12-2019, 14:19   #26
 
Lechu's Avatar
 
Reputacja: 38182 Lechu ma wspaniałą reputacjęLechu ma wspaniałą reputacjęLechu ma wspaniałą reputacjęLechu ma wspaniałą reputacjęLechu ma wspaniałą reputacjęLechu ma wspaniałą reputacjęLechu ma wspaniałą reputacjęLechu ma wspaniałą reputacjęLechu ma wspaniałą reputacjęLechu ma wspaniałą reputacjęLechu ma wspaniałą reputację
„Rzeźnik” podejrzewał jaką decyzję podejmie Otto. Sierżant był bardzo oddanym armii człowiekiem i nawet stan Marcusa nie był w stanie odwlec go ze zdecydowanie obranej ścieżki – za zielonoskórymi pokrakami zagrażającymi wszystkim napotkanym istotom. Mimo iż zwiadowcy byli na szpicy Kastner nie tracił czujności. Weteran nie chciał wpaść w zasadzkę. Ślady wyraźne dla wszystkich mogły być tak oczywiste, że prowadziły konnych zgodnie z wolą goblinów. To jednak oznaczałoby, że zielonoskórzy wiedzieli o ogonie co było wręcz nieprawdopodobne.

Trzeszczący pod kopytami śnieg i monotonny krajobraz był usypiający jednak Magnus co pewien czas schodził z wierzchowca aby przebiec się obok niego. Sztorm z zadowoleniem nadstawiał uszu kiedy jeździec dawał mu wypocząć. Weteran podejrzewając, że mogła zbliżać się walka przymocował do przedramienia puklerz i sprawdził czy jego broń aby nie przymarzła w spoczynku. Wojownik nie był w stanie porządnie się rozgrzać, ale trochę ruchu i aktywności było lepsze niż bezustanne obciążenie wałacha i przysypianie na jego grzbiecie.


Gdy Magnus dostrzegł ciało starca nie miał złudzeń co do stanu mężczyzny. W żyłach staruszka krew krążyła znacznie wolniej, a ziąb był tak potężny, że nawet ktoś w kwiecie wieku – jak Kastner – wyzionąłby ducha tak leżąc w nie więcej niż godzinę. „Rzeźnik” nie był w stanie uwierzyć, że ciało Hakkara, o którym historię słyszał wielokrotnie było tylko zbiorowym omamem. Gdyby zwykła sterta liści i gałązka wydawałaby się starcem im wszystkim naraz to byliby zbieraniną siedmiu szaleńców, a nie zwiadowców. Dlaczego na takie zabobony reagować miał on, który większość życia spędził w surowym, brutalnym, pełnym krwi i flaków otoczeniu? Magnus spojrzał z troską na Marcusa, a jego czujność wzmogła się jeszcze bardziej. Weteran musiał uważać aby nie zwariować popadając niemal w paranoję. Może Otto podjął złą decyzję i w przypadku nieuniknionej śmierci każdy z nich powinien decydować za siebie? Nie. Magnus nie mógł myśleć w ten sposób. Kompanom był znany z lojalności i całkowitego oddania. Kastner nie był osobą, w której stylu byłoby podważanie rozkazu dowódcy i przyjaciela. Oby tylko inny kompan nie przypłacił tej decyzji życiem…


Magnus nie był w stanie utrzymać skrajnej czujności kiedy temperatura spadła jeszcze bardziej. Z niemałymi obawami wojownik sprawdzał napotkane obozowisko zielonoskórych zastanawiając się jak udało im się ogrzać tak duże połacie śniegu. Być może ich szaman potrafił rzucać czary, które ogrzewały najbliższą mu okolicę. Kastner wiedział, że pewnie nie stanowiłoby to problemu dla ludzkiego czarodzieja, ale czy członek tak nisko cywilizowanej rasy mógł się posługiwać tym samym wachlarzem zaklęć?

Dalsza cześć drogi tego dnia nie należała do przyjemnych. Mróz jaki panował połączony z opadami śniegu sprawiał, że ludzkie ciało marzło aż do kości. Magnus nie wiedział ile jeszcze będzie w stanie wytrzymać w takich warunkach. Jako były gladiator jego środowiskiem był piach areny, przeraźliwie piekące słońce i pot zalewający twarz. Zima – mimo swej urody – była dla niego najmniej przyjemną porą roku. Za rozkazem potrafił jednak wyzbyć się uprzedzeń i – razem z towarzyszami – ruszyć nawet w najgorsze piekło. Oby tylko żaden z nich nie przypłacił swego heroizmu życiem…

Kiedy Marcus i Gunnar spadli z koni sierżant zdecydował się zarządzić postój. Musieli wypocząć, bo mimo iż ślad był świeży to walka w takim stanie mogła nie przynieść im zwycięstwa. Przez swoje doświadczenie w szeregach zwiadu Magnus nauczył się, że w takich bitwach nie zawsze decydowało kto był lepszym szermierzem. Wygrywali zwykle wojownicy mający przewagę taktyczną, a zziębnięci, skrajnie wycieńczeni i głodni oni jej nie mieli. Pchanie się za wrogiem w takim stanie byłoby zwyczajną głupotą.


W końcu zapłonął ogień, wojownicy zajęli się swoimi zwierzętami po czym zabrali się za napełnianie własnych żołądków. Zupa i słonina nie byłyby czymś specjalnym dla weterana areny karmionego przez lata najlepiej jak tylko się dało w Mieście Białego Wilka. W takich warunkach jednak Magnus czuł się jak król pałaszując zwykłą słoninę jakby był to idealnie wysmażony antrykot. To co zaczął wyprawiać Marcus początkowo zaskoczyło „Rzeźnika”, który po ciężkiej wyprawie opuścił gardę. Pierwsza zareagowała Izabelle rzucając na Kirchmaira swoją sieć. Cichy chciał aby nie robić Marcusowi krzywdy. Kolejni zwiadowcy zaczęli sięgać po broń. Kastner zaczął się poważnie obawiać, że Marcus zrobi za chwilę krzywdę sobie albo pozostałym. Wojownik spojrzał na swój puklerz uśmiechając się z lekka. Dawno nie ogłuszał przeciwnika. W wojsku zdecydowanie częściej miał okazję korzystać ze swoich zapaśniczych umiejętności. Nie chcąc przypadkowo nabić guza przyjacielowi „Rzeźnik” zdecydował się na chwyt zapaśniczy. Miał nadzieję, że jak przytrzyma towarzysza, posiłuje się z nim i porozmawia Marcus w końcu odzyska zmysły…
 
__________________
[Samouczek] Szarpanie krawędzi obrazów by Lechu...
[Samouczek] Przezroczystość by Lechu...

---> Zapraszam do "Kuferka Skarbów"
Lechu jest teraz online  
Stary 19-12-2019, 14:49   #27
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 82156 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Koniec wieńczy dzieło... i można się było domyślać, jak skończy się ich wyprawa. Niby mieli powstrzymać gobliny, a wyglądało na to, że to mróz powstrzyma ich - małą grupkę.
Zimno, śnieg, śnieg, zimno. A jeśli dodać do tego głód i brak porządnego snu - wychodziły z tego kłopoty. I nie potrzebne do nich były gobliny.

Wetknięty w śnieg kij, kojarzący się z opowieściami o Hakkarze, nie zrobił na Gunnerze zbyt wielkiego wrażenia, w przeciwieństwie do szaleństwa, jakie opętało Marcusa.
I dobrze, że Izabelle z powodzeniem użyła sieci, bo inaczej nie wiadomo, czy Marcus przeżyłby "pomoc" kompanów.

- Trzeba go ogłuszyć i związać, żeby nie narozrabiał - powiedział, ruszając towarzyszom na pomoc.
 
Kerm jest offline  
Stary 19-12-2019, 19:12   #28
 
Ronin2210's Avatar
 
Reputacja: 12988 Ronin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputację
Marcus widocznie nie był tak wytrzymały na jakiego wyglądał, załamał się z choroby i nie poznawał własnych towarzyszy. Reszta zareagowała błyskawicznie i po chwili Marcus był oplątany siecią i trzymany kilkoma parami silnych ramion. Był jego podkomendnym, z którym przeżył wiele i chciał go ocalić od samego siebie.

- Starszy szeregowy Marcus Kirchmair! - krzyknął na miotającego się z obłędem w oczach mężczyznę - Baczność! Do szeregu!
 
Ronin2210 jest offline  
Stary 20-12-2019, 16:43   #29
 
Ayoze's Avatar
 
Reputacja: 27866 Ayoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputację
Ciśnięta przez Izabelle sieć oplotła Marcusa, sprawiając, że mężczyzna stał się jeszcze bardziej rozeźlony, wijąc się w niej jak piskorz. Sierżant Otto mocnym, żołnierskim tonem próbował przywołać podwładnego do porządku i chyba to poskutkowało. Gdzieś w trawionym przez chorobę umyśle Marcusa przebił się znajomy głos Hildenberga i zwiadowca stanął nagle na baczność a to wystarczyło, by Magnus rzucił się na niego i przyszpilił go swoim wielkim cielskiem do ziemi.

Kirchmair wił się w śniegu, jednak nie był w stanie uciec z zapaśniczego uchwytu Rzeźnika. Po chwili Gunnar podszedł do niego, zabrał mu miecz, sztylet oraz zawinięty w szmaty pistolet.
- Kurwa, ale zimno... - rzucił nagle Kirchmair. - Złaź ze mnie, Rzeźnik, co wy wyprawiacie! Przecież to ja, Marcus!

Wyjaśniliście mu, co się wydarzyło a zwiadowca jakby zamknął się dodatkowo w sobie. Zbladł jeszcze bardziej i widać było, że trawi go gorączka, dlatego Volmar postanowił dać mu do wypicia jedną ze swoich mikstur leczniczych, mających za zadanie postawić go na nogi. Mężczyzna wychylił mętną zawartość buteleczki do dna i skrzywił się niemożebnie.
- Co oni tam wlewają? Szczyny trolla, że to takie paskudne?

Jednocześnie Kirchmair poprosił sierżanta o zwolnienie z warty, na co - biorąc ostatnie zwidy kompana - Otto przystał. Poza tym musiał mieć pewność, że Marcus się wyśpi i być może następnego dnia będzie mu lepiej na tyle, że zwrócą mu jego broń. Dojedliście kolację, ustaliliście warty i kto mógł, położył się spać.


Po przebudzeniu wszyscy wiedzieli że wybrali źle. Nie należało ruszać tropem zielonoskórych, od początku pogoda sugerowała wam, że należy zaniechać pościgu. Trzaskający mróz wgryzał się pod ubrania, ranił odsłonięte partie ciała. Sypiący gęsto śnieg rozmywał widoczność. Jedynym pozytywem był fakt, że Marcus obudził się wypoczęty i bez gorączki, nawet w niezłym nastroju. Mikstura zadziałała, a skoro zwiadowca czuł się dobrze, można było zwrócić mu broń. Pozostali odczuwali kolejne skutki przebywania na zimnie - Rupert miał dreszcze, czuł, że chyba jakaś choroba zaczyna się do niego dobierać, to samo odczuwał Gunnar. Volmar dostał kataru i kaszlu, Ottona bolało gardło, dostał paskudnej chrypy i pocił się przy każdym ruchu, jakby zrobił sto pompek. Jedynie Magnus trzymał się póki co całkiem dobrze, jak na takie warunki. No i Marcus, którego wzmocniła mikstura lecznicza.

Po śniadaniu ruszyliście w dalszą drogę. Nie udało się natrafić na ślady goblinów - nawet jeśli zostawili jakieś tropy, już dawno przykrył je zacinający śnieg. Postanowiliście więc udać się w stronę stanicy, biorąc pod uwagę pogarszający się stan zdrowia niemal wszystkich żołnierzy. Niestety, i tu nie było sukcesu - nagle nie wiadomo skąd wyrósł przed wami zagajnik, którego wczoraj nie mijaliście i byliście tego pewni. A może nie zwróciliście uwagi? Mapa w tym wypadku nadawała się tylko do tego, by podetrzeć nią sobie tyłek. Zgubiliście się, czyli najgorszy scenariusz z możliwych. Śmierć nachylała się nad wami, uśmiechając prosto w twarz.

Próbowaliście odnaleźć właściwą drogę, ale na tej białej pustyni, pod nisko wiszącymi, ciemnymi chmurami było to ekstremalnie trudne. Żadnego punktu zaczepienia, nic, co mogłoby nakierować was w odpowiednią stronę. Śnieg sypał jeszcze bardziej, co tylko pogarszało orientację w terenie, na domiar złego znowu zaczęło wiać. Północne tchnienie wiatru kąsało i kazało otulić się czym można jeszcze bardziej. Posuwając się naprzód, pochyleni w siodłach, wyglądaliście bardziej jak grupa jakichś dziadów-włóczęgów, niż oddział zwiadowców lekkiej jazdy.

Było dla was już jasne, że do żadnej stanicy dziś nie dojedziecie. Byliście już wykończeni, nic do was nie docierało. Zawieszeni w półśnie, zamknięci w sobie. Czas uciekał wam między palcami, zbliżał się kolejny wieczór, a wy nawet nie wiedzieliście, kiedy minął dzień. Byliście otumanieni, niemal nieprzytomni. Zrozumieliście już, że właśnie oto zbliża się koniec, nie dotrzecie do żadnej stanicy. Źle wybraliście. Popełniliście błąd. Koniec. Beznamiętny, cichy koniec. Temperatura znów spadła. Zaczęła iść w dół na dwie, trzy godziny przed zmrokiem. To miała być kolejna ciężka noc.

Wszystko było przeciwko wam, od niedokładnej mapy, po oddział goblinów gdzieś na plecach, a do tego pogarszający się stan zdrowia. Byliście już pewni, że przyjdzie wam umrzeć, tutaj, na tej zawszonej, białej pustyni. Nagle jednak na krawędzi widoczności coś wam mignęło. Pojawił się wilczy jeździec! Zbyt daleko, by go spróbować zdjąć, poza tym warunki i tak nie sprzyjały. Instynkt samozachowawczy zwiadowców sprawił, że wszyscy bez wyjątku ożywiliście się.


Sierżant wydał z siebie krótki okrzyk.
- Z konia! W zaspę! Położyć konie! - wszyscy jak jeden mąż padliście w zaspę, nie mieliście pojęcia, czy jeździec ich zauważył, czy też nie. Drżeliście z przerażenia i zimna, czekając aż postać się oddali. Po paru chwilach Magnus podniósł wzrok; jeździec zniknął, pozostawiając za sobą tylko ślady. Rzeźnik dał znak pozostałym żołnierzom, że droga jest już czysta. Pozostało podjąć decyzję, czy ruszacie za świeżymi, nie zasypanymi jeszcze śladami gobliniego zwiadowcy, czy próbujecie jakimś cudem odnaleźć drogę do stanicy.

Nie zanosiło się na poprawę pogody.
 
Ayoze jest offline  
Stary 20-12-2019, 18:20   #30
 
Ronin2210's Avatar
 
Reputacja: 12988 Ronin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputację
- Na koń! - komenda była szybka, jego ludzie umierali w oczach i Otto nie miał zamiaru do tego dopuścić.

- Jedziemy do strażnicy, gotować broń, zachować ciszę do momentu wykrycia przez wroga, możliwe że będziemy musieli się przebijać - kontynuował już z konia.

 
Ronin2210 jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 10:07.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169