Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 08-06-2008, 19:05   #1
 
Pandemonicum's Avatar
 
Przepraszam, czy mógłby pan mi zejść z ogona?

Trochę o pisaniu postów:
Ja piszę co cztery dni. W tym czasie każdy z was powinien napisać posta. Jeśli mu się to nie uda – jego los zostaje w moich rękach. Postarajcie się więc lepiej nadążyć w terminie… Piszcie posty długie i ładne, takie przynajmniej na pół strony. Refleksje postaci i działania. Wyprzedajcie trochę, w rozmowach z NPCami dawajcie długie wypowiedzi, żeby dowiedzieć się wszystkiego na raz. Możecie też przeprowadzać dialogi na gadugadu – mój numer 13382666. Dobrze by było, gdybyście dialogi między sobą ustalali również na gg. Wypowiedzi piszemy po – i kursywą, myśli tak: „Jakaś myśl.” Na początku, zanim akcja się rozwinie, pogadajcie trochę, poznajcie się, a w pierwszym poście koniecznie opiszcie swój wygląd. To na razie wszystko, zaczynamy:

Miasto Słupów, rok… a po co wam jakiś rok?!

Triskrit Plugawiec


Aaaaach! Cóż za wspaniała woń. Bulgotanie zielonej, wspaniałej cieczy wprawiało cię w stan błogiego uniesienia. Pochylony nad wypełnioną po brzegi balią odczuwałeś nieubłaganą potrzebą zanurzenia się we wspaniałym smrodzie.


Twoje zmysły zaczynały szaleć, zieleń, odór, to wszystko pochłaniało cię, pragnąłeś tam być. Twój nos powoli ogarnęła gęsta ciecz…
*PLUSK*
*khe, khe, khe*

Wynurzył się! Człek się wynurzył. Twoja łapka natychmiast zrobiła majestatyczny łuk na głową, trafiając prosto w nos ludka-ludka, który ośmielił się przerwać eksperyment. Łysol parę sekund ci się opierał, ale już po chwili zielona ciecz ogarnęła go ponownie, tym razem już się nie wynurzy. Trzeba zamykać! Rozległ się trzask i śmiałek został zamknięty w balii. Rozpaczliwie wynurzał głowę, ale przestrzeń, jaka została pomiędzy pokrywą, a powierzchnią wspaniałej, smrodliwej mieszanki wystarczyła ledwie na połowę głowy. I bardzo dobrze, mógł oddychać, a naraz niemal całe jego ciało poddane było wpływowi substancji, którą, z pomocą Wielkiego-Wielkiego Rogatego Szczura, wynalazłeś. Wszyscy będą bić przed tobą pokłony, kiedy już to się skończy.

Twoje doskonałe zmysły wychwyciły dźwięk drapania o skałę, mózg zaczął usilnie pracować i po chwili, dzięki swojej wrodzonej inteligencji, zidentyfikowałeś źródło odgłosów. Ktoś nadchodził! Zaraz, zaraz… Oprócz drapania jest jeszcze coś innego. Głuchy, głuchy dźwięk. Brzydki. Wiedziałeś, rozpoznałeś, nadchodził człek. Miałeś oczywiście rację, po chwili w wejściu pojawił się szarak, ciągnąc człeka. Ludek wyglądał całkiem nieźle, trochę krwi, trochę tam krzywo chodził, ale poza tym prawie nówka! Ostatni, którego ci dali nie był w najlepszym stanie. Podejrzliwie spojrzałeś za siebie na balię. O nie! Ludek utonął! Nie, nie, nie. Rogaty Szczur ci dzisiaj nie sprzyjał. Chociaż… Powróciłeś wzrokiem na nowego. Ten wyglądał na niezłego. Już miałeś przed oczyma wizje, już widziałeś, jakie to cudowne choróbska Rogaty Szczur na niego ześle za twoim pośrednictwem. Aaaach… te wszystkie ropiejące wrzody, przelewający się tłuszcz, wypływające mięśnie…
- Masz-masz! – twoje rozmyślania ośmielił się przerwać klanbrat, który właśnie ludka przyprowadził. – Wielki-wielki brat Kirrhit daje ci tego ludka do nowych choróbsk.
- Dobrze-dobrze – odpowiedziałeś. – Z poprzedniego już niewiele zostało! Choróbska fajne-fajne były – wskazałeś łapą leżące w rogu zwłoki.


Co prawda nie była to zasługa schorowania, troszkę choróbskom musiałeś dopomóc, ale jakiś tam szarak nie musiał o tym wcale wiedzieć. Już miałeś odebrać swoją zdobycz, gdy nagle do pomieszczenia wpadł wspaniały-wspaniały diakon zarazy Kirrhit. Natychmiast twój nos znalazł się przy ziemi, tak samo, jak szaraka obok ciebie.
- Czym zasłużyłem sobie na wizytę tak wielkiego, wspaniałego, cudnego-cudnego brata Kirrhita? – brzdąknąłeś cicho, zdezorientowany.
- Triskicie, zostałeś łaskawie wybrany trudno-długiej misji! Przywódcy klanu Moulder, tak-tak, to ci od mutanckich bestyji, – dodał pośpiesznie, widząc twoją zdziwioną minę – poprosili nas o pomoc, hehe… Ale ja tu mojego języka strzępić nie zamierzam. Masz iść do komnatki obok placu… tak-tak, tej ciemno-małej… i zgłosić się do mutanckiego mistrza.
- Wspaniało-schorowany diakonie… Czy nie mógłbym… niewolnika…
Diakonowi najwyraźniej nie spodobała się twoja prośba, bo zrobił zdziwiono-straszną minę, ale po chwili łaskawie stwierdził:
- Możesz pożyczyć ludka. Ale ma on wrócić w prawie-prawie dobrym stanie!
Czy to znaczy, że będziesz musiał chronić ludka? Przecież nigdy tego nie zrobisz! Ale wtedy diakon będzie straszno-zły…

Skrzypek

Ten dzień był inny. W obliczu ciągnącej się miesiące rutyny, walki o życie, było to coś naprawdę niesamowitego. Dzisiaj przerwano ci roboty, szczur przyszedł i powiedział koślawym wspólnym, byś przerwał. Usłyszałeś to od szczura pierwszy raz od wielu miesięcy… a może lat? Czas nie płynie w ciemnościach tak, jak na powierzchni. Dla ciebie nie płynął wogóle. Czasem było powstawanie kolejnych ran na skórze i zasklepianie się starych, czas był bólem w mięśniach, silniejszym w dzień, słabszym w nocy. O ile skaveny przyporządkowywały się zasadom dnia i nocy. Zabrano cię, a inni więźniowie spoglądali na ciebie wielkimi oczami. Jedni z zazdrością, że chociaż przez te parę chwil nie musisz pracować, inni z zaskoczeniem, bowiem, jako nowi, nie widzieli jeszcze, jak biarą kogoś ze sobą. Większość jednak z ulgą, że to nie ich odciągnięto od kilofa, bo oznaczało to niemal pewną śmierć w męczarniach. Kiedyś, pamiętasz, kiedy zaciągnęli gdzieś jednego, wrócił ze sprasowanym mózgiem i trzecią ręką. Pracował za czterech przez parę dni, potem znaleźliście go martwego, pokrytego ropiejącymi wrzodami. Bałeś się, chociaż tutaj każdy dzień naznaczony był strachem, chociaż już do strachu się przyzwyczaiłeś, tym razem było inaczej. Byłeś naprawdę przerażony. Zaciągnęli cię przez ciemne, mroźne korytarze do komnaty, która nigdy nie powinna zaistnieć. Widziałeś łańcuchy, metalowe łoża, balię z zieloną, obrzydliwą substancją. Był w niej człowiek. Wystawiając usta pomiędzy pokrywę, a powierzchnię cieczy starał się oddychać, prowadził ostatnią, rozpaczliwą walkę w swoim życiu. Koszmarne eksperymenty prowadził obrzydliwy skaven. Zrozumiałeś, że oddają cię jemu, jako następny obiekt eksperymentów. Przebiegł cię dreszcz. A jednak wtedy stało się coś dziwnego, przybył kolejny szczur, wyraźnie wyższy rangą od dwóch poprzednich. Poczułeś ukłucie nadziei, gdy obrzydliwiec zabrał cię z dala od pomieszczenia…

Rocky Szare Oko-Brudne Futro „Jednouchy”

*Sniff, sniff*
Oooo! Tak! Tam dalej, parę kroków trup szczurka. Mały-mały, bidny, strupiały szczurek. Jeszcze nie zjedzony. Mniam! Smaczny. Mmmm….
*Mlask, mlask*
*Chrup, chrup*
*Mlask, mla… sniff?*

Oooo! Zbiża się inny szczurek. O nie, Rocky nie odda swojego trupka! Będzie bronił! Ale zaraz, zaraz. Szczurek nie chce jeść. Wyciąga łapę, chce łapać!
*Łup*
Ojjj…

Kaarrtik i Asshyr

Czyściliście sztylety z zabawnych, małych, czerwonych kawałków mięska, jakie zostały na nich po ostatnim zadaniu. Były smakowite, stanowiły pewnego rodzaju nagrodę, ale tylko taką mało-skromną, reszta miała być potem, Kidy spotkacie się z chyżo-szybkim przełożonym. A jednak się nie spotkaliście. Nawet odpocząć wam nie dano, bo już-już jakiś szczurek podszedł i powiedział, że macie z nim iść. Toż to potwarz! Nawet się wyspać nie mogliście, już gdzieś dalej was zabierają! No ale powiedział wam chociaż, że to dlatego, że tacy silno-szybcy jesteście. Co prawda żadnemu z was nie odpowiadało, że mówił o waszej dwójce, bo to uniżało drugiemu. Porównywano was, że niby tak samo dobrzy jesteście. Oczywiście każdy z was wiedział, że i tak to on jest najwspanialszy w świecie. Zabrano was do takiego ciasno-małego pomieszczenia…

Wszyscy

Staliście, co chwila spoglądając na kogoś podejrzliwie. Lustrowaliście się wzajemnie, starając się wychwycić słabości innych. Każdy z was, Kaarrtik, Asshyr, Rocky i Triskrit, zastanawiał się, po co tu właściwie jest. W dodatku musieliście dzielić pomieszczenie z żałosnym ludzikiem. Ludzik ten nazywał się Skrzypek, choć oczywiście żaden z was o tym nie wiedział. Parę chwil temu wniesiono tu i rzucono na ziemię kolejnego skavena. Ten właśnie się budził.


Nagle w ciasno-małym przejściu do pomieszczenia pojawił się Szary Prorok, patrząc na was z góry. Wasze nosy natychmiast znalazły się przy ziemi. Jego pierwszym działaniem było zdzielenie w pyszczek Rocky’ego, który właśnie, niezbyt jeszcze wiedząc, co się dzieje, starał się pozbierać i wstać. Spowodowało to, że ten znowu był w pozycji leżącej, tylko tym razem był już przytomny… O ile może on być w ogóle przytomny. Za Prorokiem wsunęły się do pomieszczenia kolejne dwa skaveny. Wielki-wielki przebiegł po was wzrokiem, na jego twarzy pojawiło się zadowolenie. Tak, jakby chciał powiedzieć „O! idealne ofiary”. Uniósł dumnie pyszczek i oznajmił:
- Zostaliście wybrani do trudno-skomplikowanego zadania… - och! Jakich trudnych słów on używał! – Jacyś nieudacznicy z klanu Moulder stworzyli istotę silną, ale zło-nieposłuszną. Chcieli zrobić to, co zawsze, zmuszając ją do posłuszeństwa, a jednak ta istota okazała się być zbyt przerażająco-silna i uciekła im! Za dużo spaczenia, oj, za dużo. I za dużo istot połączyli, bo i ludka i szczura i takiego dużeeego, szarego z kłami, którego nazwy nikt jeszcze nie wymyślił i nawet takiego z mackami już zmutowanego, co to z Chaosu się wziął. I zbiegła im bestyjka, paru poganiaczy pozabijała i miota się gdzieś teraz po mieście, szczury zjadając. Ich problem, powiecie. Niech sami sobie radzą, powiecie. Ale nie, bo to stworzenie zabiło wielko-silnego Szarego Proroka. Zaskoczony był, oczywiście, spał, ale nic to nie zmienia, że hańba spadła na wszelkie skaveny! I Rogaty Szczur będzie zły, zły, zły! Macie to więc zabić. Zabić i mi przynieść. Waszym dowódcą będzie poganiacz Gyrba, bo zasłużony jest i z bestją sobie poradzi. – Wskazał na skavena stojącego za nim. – Ochroniarza Kriskina ma, żeby mu nikt łba nie odrąbał. To tyle. A, jeszcze macie tu taki fajny rysunek tego stwora, który sporządził mój uczeń.


- Ja wychodzę. Jak się będziecie guzdrać, to eksperymenty się z was zrobi.
Wyszedł, zostawiając was samych…
 

Ostatnio edytowane przez Pandemonicum : 08-06-2008 o 20:27.
Pandemonicum jest offline  
Stary 08-06-2008, 22:51   #2
 
Terrapodian's Avatar
 
"Kaarrtik nie chceee! Kaarrtik chceee jeść!" myśli skavena były jednoznaczne. Przybycie jakiegoś podrzędnego szczurka, który KAZAŁ Kaarrtikowi iść za nim! I dodatkowo przyrównał go do tego słabiaka. Powinien powiedzieć - "Najsilniejszy, najszybszy i najwspanialszy ze skavenów, Kaarrtiku..." Mimo to Kaarrtik poszedł, ale nie bo musiał, tylko z... ciekawości. Miał ochotę, wielką ochotę, wbić sztylecik w gładką szyjkę tego szaraka. Potem tarzać się w jego ślicznej, czerwonej wodzie. Syknął kilkakrotnie, co miało ukazać jego dezaprobatę sytuacją i ruszył powoli za pachołkiem.

Zatrzymał się w pomieszczeniu, w którym było kilka skavenów. Kaarrtik prychnął dość głośno, aby pobliskie osobniki go usłyszały. Jego erystyka nadrabiała wzrost i tuszę (a właściwie jej brak) w stosunku do innych osobników. Najbardziej zirytowała go jednak obecność człowieka. "Gołoskórek tutaj?! I ja tutaj! Hańba!!!" Kaarrtik usiłował zagulgotać, ale z gardła wydarł mu się jedynie chrobot. Miał ochotę natychmiast stamtąd wyjść, a przy okazji "niechcący" zahaczyć sztyletem o szczurzego pachołka.

W tym momencie do sali wkroczył Szary Prorok. Kaarrtik natychmiast padł na ziemię i przeklął w myślach na Rogatego Szczura. Kiedyś obiecał sobie, że gdy zasiądzie u boku boga, skosztuje mięsa Proroka. A nawet całe kopy! Najwyższy mówił coś z przejęciem, ale Kaarrtik niewiele z tego zrozumiał. Mówił o potworze i że mają go zabić. ONI. Potem rzucił rysunek celu i wyszedł. "Kaarrtik przecież sam może iść! Kaarrtik nie chce z nimi polować. Prych! Przecież Kaarrtik chce zostać najpotężniejszym!" Pisnął, po chwili wstał. Rozglądnął się po zgromadzonych lekko popiskując. Podrapał się po bliźnie na prawym ramieniu, dobrze ją eksponując. Następnie wskazał człeka i zapytał dość głośno;
- Chcę kawałek tego gołoskórka!
W tych słowach nie było tonu, który wskazywałby pójście na kompromis.
 

Ostatnio edytowane przez Terrapodian : 08-06-2008 o 22:56.
Terrapodian jest offline  
Stary 09-06-2008, 08:45   #3
 
Tom Atos's Avatar
 
Radość, radość. Nowa ofiara była całkiem zdrowa. Zdrowa i silna. Tiskrit tak dawno nie miał nówki. Dawali mu jakieś odpady. Jakiś ludków trupków. Nawet już chorych. Przeważnie na szkorbut.
Kirrhit robił to specjalnie, tego był pewien. Wredny wredny gównojadek. Dawał mu cherlaków, którzy umierali nim choróbki zdążyły się ładnie rozwinąć.
Jak w takich warunkach można pracować ? Jego badania wymagały czasu, by choć miesiąc wytrzymali, a nie tydzień i na przemiał do stołówki dla klanbraci.
Może coś podejrzewa ? Nie ... chyba, chyba nie. Wredny wredny i tyle.
- Jeszcze zobaczymy zobaczymy kto dostanie obustronnego zapalenia móżgoczachy. Dobra, dobra, dobra, dobra, dobra, dobra, dobra, dobra. – mruczał zacierając łapki z ukontentowania.
Podszedł do człowieka. Skaven nie był ładny, pachnący za to też nie. Co z resztą nie dziwiło u przedstawiciela klanu Pestilens.
Był ubrany w szary, brudny i poplamiony chabit spod którego wyglądało gdzie niegdzie futro. Szare z licznymi plamami różowej skóry bez włosów, gdzie niegdzie jego futro przybierało kolor zgniłej żółci. Wyszczerzył zęby w większości popsute nie wiadomo w uśmiechu, czy w grymasie złości. Był tak blisko, że jego śmierdzący oddech owionął twarz mężczyzny. Jedna z much jakie krążyły wokół niego usiadła na ramieniu Skrzypka. Tiskrit nadspodziewanie szybko machnął obandażowaną łapą i złapał ją wsadzając sobie zdobycz do pyska. Zamlaskał łypiąc na człowieka lewym zaropiałym ślepiem.
- Dobra, dobra, dobra, dobra, dobra, dobra, dobra, dobra. – zamruczał drapiąc krosty na przedramieniu, po czym tą samą brudną łapą odchylił wargi człowieka oglądając mu zęby.
- Zdrowy ludek ziutek. Zdrowy, ale już nie długo długo. Co by tu dać ? Sraczkę na początek, co by przeczyścić, a potem damy galopujące suchoty i pędzące wysychanie wątroby. – rozmarzył się na chwilkę.
Nagle zakaszlał gwałtownie prosto w twarz człowieka i na koniec kichnął prosto na niego. Nawet przez myśl mu nie przyszło żeby się zasłonić.
Odchrząknął i splunął flegmą na łapę chowając ją do glinianego pojemnika.
- Jeszcze się przyda przyda. Dobra, dobra, dobra, dobra, dobra, dobra, dobra, dobra.

I wtedy wszedł ten wredny wredny Kirrhit i kazał iść gdzieś i dał ludka ziutka. Tiskritt był zły zły. A jak mu powiedzieli co ma zrobić, że polować na zabawkę Moulder, to bardzo zły. Znalazł pretekst gównojadek by go załatwić. Tego był pewien. Chciał się go pozbyć wysyłając na polowanie, na bydlę które zabiło już poganiaczy. Poganiaczy, którzy znali różne bestyje. Ta musiała być wyjątkowo niedobrozła.
Podpierając się na kosturze łypał ślepiem na innych. Same wstrętnozdrowe szczurki.
Chcą go załatwić bez dwóch zdań, ale nie da się nie da. Tyle razy próbowali i nic. Teraz też nic. Da radę. Pozbędzie się zabawki, a może i reszty i wróci do swoich badań, a gdy je dokończy, to zobaczą i pożałują pożałują, a najbardziej ten gównojadek Kirrhit.

Gdy Szary Prorok sobie poszedł mogli wstać. Wtedy jeden ze szczurków powiedział, że chce kawałek ludka ziutka. Bezczelny śmiecioworek.
- Ten gołoskórek gnojoszczurku nosi w sobie zarazę. Jak zjesz zjesz kawałek taki tyci – pokazał pazurami jaki maleńki – to zdechniesz za trzy noce, a najpierw dostaniesz taki ślicznych ślicznych żółtych bąbli na skórce i pękną, a pod spodem będzie twoje różowe mięsko, a potem zrobi się czarne i odpadnie, i zobaczysz jak wyglądają twoje gnatki, gnatki, a jak będziesz miał szczęście to może zobaczysz jak wygląda twoje brzucho i co ostatnio zjadłeś. Hi, hi, hi, hi ... – zaśmiał się radośnie zacierając łapki na myśl o tak ślicznym widoku.
Chwycił ramię mężczyzny i podetknął pod pysk Kaarrtika.
- Częstuj się w prezencie od Pestilens, a jak już zachorujesz, to trafisz do naszej pracowni na badania badania. Wypróbujemy odtrutki. Może nie zdechniesz tak szybko, może pomęczysz się z tydzień, dwa ...
Wcisnął mu do łapy ramię człowieka i poszedł obejrzeć obrazek stwora.
Wyglądał tak jak mówili. W sumie oglądanie obrazka nie było potrzebne. Z pewnością nie pomyliliby tego czegoś z niczym innym. Bydlę było jedyne w swoim rodzaju.
Tiskrit skłonił się przed zasłużonym poganiaczem Gyrbą
- Dobrowielki Gyrbo gdzie zatem mamy szukać bestyji bestyji ? Ja bym dał mu trutkę, trutkę. Pułapkę zrobić zrobić. Nasypać ziarenek ze śmierciojadkiem. Dobra, dobra, dobra, dobra, dobra, dobra, dobra, dobra.
 
Tom Atos jest offline  
Stary 09-06-2008, 09:32   #4
 
MrYasiuPL's Avatar
 
Skrzypek miał już zacząć kopać, kiedy przerwano pracę. Odsunął się jak najdalej jak tylko mógł. Pamiętał jak zabrali kiedyś innego więźnia. Niestety, szczur wybrał właśnie jego. Człowiek jęknął cicho. Cieszył by się gdyby mógł dalej pracować, przynajmniej miał by jakąś szansę żeby przeżyć. Był tak przestraszony że prawie wypluł wątrobę, o ile ta była jeszcze na miejscu.
Kiedy doszli do innego skavena. Ale stąd też go zabrano. Nie cieszył się, podejrzewał że będzie to coś jeszcze gorszego. Znalazł się w jakimś pomieszczeniu gdzie była cała masa szczurów. Zastanawiał się co on tutaj robi. Może nie pracował za dobrze? Jeszcze inny skaven miał ochotę na jego mięso a to nie było dla niego zbyt pocieszające. Na całe szczęście drugi zaczął coś mówić o zarazie. Mężczyzna zauważył że rozumie już lepiej ich język. Musiał wytrzeć twarz która została obkichana.

Po przemowie o jakimś potworze Skrzypek się ucieszył. Jeśli ma gdzieś iść a w tym czasie nie zginie może będzie miał chociaż małą szansę żeby uciec. Ale gdyby miał chociaż trochę prochu... tymczasem wolał się nie wtrącać. Zastanawiał się jakie miałby szansę udawania kulawego i trzymania się z tyłu. Gdyby nie było żadnego wyjścia mógłby się przekopać. Ale czym? Rękami? To jednak był zły pomysł.
Człowieka najbardziej jednak przygnębiało to że nigdzie nie widział ognia. Po raz kolejny wyobraził sobie płonące tunele.
 
MrYasiuPL jest offline  
Stary 09-06-2008, 12:46   #5
 
Eliasz's Avatar
 


- Ushhh , snif snif. Asshyr zaczął węszyć, nos był jego przewodnikiem wszędzie, potrafił wyczuć pożywienie, strach, wykryć rzeczy których wzrok nie wykrywał. Najsilniejszym zapachem był jednak zapach innego skavena…Kaarrtik. Tak mimo, że skaveny raczej nie znały słowa przyjaźń, to jednak doskonale znały krótkotrwałe przymierza. Asshyr nie był głupim szczurem, o nie. Asshyr wiedział, że na obcym terenie można łatwo-łatwo zginąć. Wiedział, że jego „towarzysz” głupi, głupi konkurent może wbić mu nóż w plecy, Asshyr wiedział też , że sam może mu wbić nóż w plecy. Tyle że wówczas pozostanie sam sam, z dala od rodzinnych stron, sam sam na pożarcie reszty…o nie, Asshyr nie chciał być sam.

- Kaarik – spojrzał się na skavena, chyba po raz pierwszy nie wymawiając jego imienia z dużą nutką kpiny.
- Ja wiedzieć , że my nie lubić lubić się specjalnie, ty zawsze gorszy, słabszy a ja tracić na tym, bo nie wszyscy widzieć że ty słabszy słabszy.
Tu być jednak dużo innych, dużo dużo innych skavnów, które lubić nas jeszcze mniej niż my siebie, jeśli ty patrzeć-zerkać będziesz na mój ogon to i ja zerkać będę na twój. Nikt z pozostałych głupich szczurów nie był tak dobrze szkolony jak ja. To znaczy my
– dodał po chwili namysłu. - To jak?


Asshyr zdobył się na wiele, nie zamierzał jednak bezczynnie czekać, aż tak głupi to on nie był. Gdy został wprowadzony do małej sali w której znajdowały się inne skaveny i człowieczek najpierw dokładnie przyjrzał się wszystkim. Uruchomił swój najwrażliwszy organ i z miejsca w którym stał obwąchiwał pozostałych. Na widok Szarego Proroka z miejsca przywitał nosem podłogę. Ten był na dodatek wyjątkowo mądry. Gdy poznał już zamiary Proroka uspokoił się nieco.

Ciężka krwawa walka czeka, z dużym silnym silnym wrogiem. Coś co zabiło szarego musi być bardzo bardzo silne i wcale nie bać się Rogatego”pomyślał.

Kaarik chciał zjeść kawałek ludka, przez co i Asshyr zaraz zrobił się głodny, przecież ten słabszy gorszy , nie będzie jeść przed Asshyrem! Chwilę później apetyt wyraźnie mu przygasł, gdy inny skaven powiedział o chorobach. Asshyr nie lubił być chory i nie chciał być chory po zjedzeniu tyci kawałka ludka. Podszedł jednak do Skrzypka i powąchał go od stóp do głów.

- Snif snif, człowiek nie pachnieć chorobą. Otwarł mu usta zaglądając do środka, obejrzał też jego oczy. Mętny wyraz oczu świadczył o chorobie lub zbliżającej się śmierci, ten człowiek miał żywe oczy, szukające schronienia, szukające ucieczki. Choć z pewnością nie tak silnie jak niegdyś. Praca w kopalni, jak na wszystkich odcisnęła i na nim wyraźne piętno.
- Trzeba by rozciąć rozciąć i zajrzeć do środka czy jest choroba. Spojrzał wymownie człowiekowi człowiekowi w oczy obracając przy tym falistym nożem który znalazł się szybko w jego dłoni. Końcówką przymierzył do pępka i zrobił podłużny ruch aż do szyi, jakiś centymetr od ciała ludka.
Nóż szybko też jednak znikł, gdy Asshyr przerzucił swoje zainteresowanie na Triskrita.

- Ty jesteś dawcą chorób? Rzucił mu przeciągłe spojrzenie, starał się doszukać znaków chorującego ciała.
- Czemu ten ludek ludek tu być? Po co wystawiasz jego mięso jak nie można go zjesc?
Asshyr zastanawiał się po co wlec im się z chorym ludkiem. Jeśli chory i mięso złe to tylko kopalnia lub śmierć, po co ciągnąć? Chyba , że jako pułapka na stwora…
- AAA ja wiedzieć, ja wiedzieć – zawołał uradowany. - Ty chcieć z człowieka zrobić pułapka-choroba na stwora tak? Człowieka naszpikować trucizną i chorobą a potem dać temu ( zamachał kartką z wizerunkiem stwora) do zjedzenia!

Asshyr był właściwie pewien, że odgadł po co był ten ludek. Z radości zaczął aż zacierać łapki, z tego że jest taki mądry mądry. Chwilę później znów zmienił się w chłodnego i rzeczowego zabójcę. Szybkim ruchem naciął kawałek skóry – na wyciągniętym ramieniu człeka. „ My teraz zobaczyć po paru paru dniach, czy człowiek choruje, a przynajmniej tak szybko już nie zwieje jeśli czuć będzie jego krew…
 

Ostatnio edytowane przez Eliasz : 13-06-2008 o 12:20.
Eliasz jest offline  
Stary 10-06-2008, 23:54   #6
 
Wieczór's Avatar
 
Po ostatnim ganianiu za eksperymentami klanu Moulder Kriskin uważał iż będzie mógł sobie odpocząć lecz nie udało się, „wspaniały” szefo uznał że jeśli to zadanko się udało to wyśle mnie na następne. Na szczęście Kriskin miał pilnować tylko jakiegoś szczurka. Szefo kazał iść i o nic się nie pytać. Szefo prowadził Kriskina aż do ciasnego pomieszczenia.
„Jak ja przeżyje to urwę urwę łep szefa” – ta myśl towarzyszyła Kriskinowi przez całą droge. Kriskin czuł zapach szczurków oraz co dziwne człeka. W pomieszczeniu były szczurki oraz człek. "Co tutaj ludek robi robi ?!" - Kriskin nie mógł zrozumieć co ludek robił tutaj.

Nagle w pomieszczeniu pojawił się Szary Prorok i każdy padł na ziemie by go nie rozgniewać. Zaczął mówić o zadanku. Zadanko z każdym słowem Proroka przestawało się podobać Kriskinowi. Wskazał nam naszego kapitana i oczywiście tego kogo mam ochraniać. Szary Prorok rzucił jakiś rysunek potwora i odszedł.

Kriskin rozejrzał wokoło przyglądając się szczurkom. Nasłuchiwał ich rozmów. Stał przy ścianie niechcąc zwracać na siebie uwagę. Spod zbroi Kriskina było widać szarą sierść i trochę blizn. Lewe ucho ma poszarpane i brakuje mu kawałka ogona. Nie chciał się włączać do rozmów, jeszcze nie. Czekał na decyzje innych.
 
Wieczór jest offline  
Stary 11-06-2008, 14:51   #7
 
Mortarel's Avatar
 
Już już wyciągał łapki, aby dobrać się do swej… węch, węch… zdobyczy, już ostrzył żeby na samą myśl o zjedzeniu czegokolwiek, kiedy nagle niedobry, zły, przebrzydły…pisssk… szczurek pacnął go w łepetynę, tak, że Rocky stracił przytomność. …bada bum- upadł

Pissssk.. ale jebut w łep mnie… pissskkkk. Ale jebut w łepetynę biedną” –pomyślał padając na brudną ziemię.

Kiedy się ocknął zobaczył dziwne zgromadzenie szczurów-szczurów. …zgrzyt, prask

- Zgrzyt, zgrzyt, prask, mlask- wydał z siebie dziwne dźwięki, rozglądając się wokół. Wtem poczuł silne uderzenie w twarz, pisnął głośno, ale kątem oka ujrzawszy iż to szary prorok, padł płasko na ziemie przeklinając w głębi ducha oprawcę.

„A to przebrzydły, zapchlony, pisk pisk, szczuroszczur. Szary szczur szary, sługa tego tam z rogami. Piiisk.”
- pomyślał, w ciszy wysłuchując słów.

Kiedy szary prorok wyszedł, Rocky musiał poświęcić chwilę na zrozumienie tego, co właśnie zaszło. Jako iż nie udało mu się to do końca, zaczął przyglądać się człeko-człowiekowi, którzy leżał bezbronny... mlask, mlask... Rocky’emu w jednej chwili poczęło burczeć w brzuchu.. trryyy... i byłby go zaczął jeść, gdybanie usłyszał o jakiejś zarazie.

-pissssk, przebrzydły człeko-ludek, piissssk, toś ty trutka na szczurków-szczurków- mówiąc to uderzył go w twarz i odsunął się w kąt. Czekając na to, co zrobią inni. A szczególnie na to, co powie... piskkk.. dowódca.
 
Mortarel jest offline  
Stary 13-06-2008, 19:19   #8
 
Pandemonicum's Avatar
 
Wszyscy

Staliście sobie tak popiskując na różne tematy, głównie mięsa człowieka. Zaraz wyszło na jaw, że Kaarrtik był głodny. Zresztą każdy skaven był zawsze głodny, więc trudno się dziwić. A kiedy przed wami stoi taki smaczny mięsko-ludek to wasz głód jeszcze się wzmagał! Ale zaraz Asshyr popisał się swoją niebotyczną inteligencją. Nie odezwał się, oprócz ochroniarza Kriskina, jedynie wasz dowódca. Co inteligentniejsi z was zaczynali się zastanawiać, jak on zamierza dowodzić milcząc. Ale to nie wasz problem, tylko jego, najwyżej on poniesie bólo-straszne konsekwencje. Jedno było pewne – żeby ubić potwora trzeba było go najpierw znaleźć.

Opcje były dwie. Pierwszą było zaczekanie tutaj, aż przyjdzie potwór i was zje. Tylko że to było straszno-okropne, więc nikomu robić tego się nie chciało. Drugą opcją była wycieczka gdzieś, ale nie wiadomo gdzie. No cóż, alternatywy nie było, więc wyruszyliście na poszukiwania. Dreptaliście niemrawo. Najpierw łaziły obok was jakieś szarobure skaveny, mały i żałosne, aż was nęciło, żeby kogoś zbić, bo was jest siedmiu! Ale nie-nie, od razu przypominały wam się słowa Szarego Proroka – „Jak się będziecie guzdrać, to eksperymenty się z was zrobi.” Wiedzieliście co to eksperymenty.


One były potworne, złe i nawet straszne! Biorą was do takiej ciemnej-ciemnej komnaty i robią złe rzeczy, a potem wychodzi z was coś innego. Albo dają wam dużo brzydkich-bolących chorób, a jak z was nic nie zostanie, to mówią że dobre te choróbska! Albo…Brr… Nie, nie, to dobre dla ludka, nie dla szczurka, takiego ważnego jak wy. No ale co zrobić? Nie wiecie nic-nic o stworku, a on może być gdziekolwiek. Moglibyście zapytać innych, ale przecież oni wpędzą was w jakąś śmiercio-straszną pułapkę, nie pokażą…

Wędrowaliście tak trochę przez korytarze, co jakiś czas trochę popiskując. Nagle coś doleciało do waszych uszu. Takie…
*Szu, szu*
*Szu, szu*
Co to może być?
*Sniff, sniff?*
*Sniiiffffff?*

W ciemności ukazały się czerwone oczy wielkiego-mrocznego stwora. Poczuliście niepokojący powiew, a zaraz potem z ciemności korytarza wynurzyła się bestia.


Nie, nie taka co macie ją ścigać. Ta wyglądała jak nietoperz. Tyle że była jakieś trzy razy większa! Nie, nie trzy, dziesięć… Może więcej… No nic to, wielkość nie ma aż takiego znaczenia. W każdym razie był ogromny, puste ślepia były w was wlepione. Leciał na was. Może pikował. Dziwne było to, że w tunelu się mieści. No, mniejsza o definicję, mniejsza o rozmiar i wymiary e stosunku do wąskości tunelu. W każdym razie:
*PIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIISK!!!*
Na chwilę przestaliście myśleć. Była to naturalna reakcja skavenów, którą obdarzyła was natura. Natura zresztą nie była taka głupia. Przy akompaniamencie pisków zaczęliście biec, nawet nie patrząc, gdzie was nogi poniosą. Bestyja leciała za wami, uparta była. Naturalne było, że kiedy tak biegliście, ładując się w przypadkowy tunel rozdzieliliście się…

Triskrit Plugawiec, Skrzypek i Rocky Jednouchy

W głowie Skrzypka w czasie ucieczki pojawiła się zło-głupia myśl ucieczki. Nawet starałeś się tą myśl wprowadzać w życie, ale zaraz przekonałeś się, że nawet spanikowane skaveny boją się bólo-strasznych kar i nie dają uciec nawet kiedy nie myślą. Dostawałeś kopniaka za każdym razem. Poza tym byłeś wolniejszy, zarówno dlatego, że byłeś człowiekiem, jak i z powodu swojego osłabienia pracą w koszmarnych warunkach. Cud sprawił, że nie byłeś ostatni. Ten cud właściwie miał na imię Triskrit i biegł tuż za tobą, wyraźnie cię pilnując. Czysty pech, bo jak na skavena był bardzo inteligentny, a ty akurat do niego trafiłeś.

Odbiliście jako pierwsi we trójkę, stwór poleciał za resztą. Zorientowaliście się jednak niezbyt wcześnie, więc biegliście jeszcze spory kawał. Rocky, który biegł na przedzie po drodze rozsądnie zaznaczał teren posikując co pewien czas w biegu… Ale pewnie to było raczej ze strachu, niż z rozsądku. I tak wszystko prawie leciało na biegnącego za nim człowieka. Po pewnym czasie, Kidy w końcu udało się wam zrozumieć, że nic wam nie grozi, dobiegliście do dużej komnaty.


Była woda, taka duża-duża i przeraźliwie czysta. To was od razu odrzuciło, już chcieliście zawracać, ale w wodzie był… ludek! Sam i golutki. Bez broni i ubrania prezentował się tak żałośnie… Sierść miał przydługą i tylko na głowie. Po co mu ona - nie wiadomo. I miał taką gładką, słabą skórkę. Nie zauważył was jeszcze, pływał w tej obrzydliwie czystej wodzie. Co tu robi ludek? Albo raczej: co zrobić z ludkiem?

Kriskin i Gyrba Potrójne Szczęście

Łoh, łoh, zmęczenie! Długo już biegniecie, a wielki nietoperz, może wąpierz, leci za wami! Od reszty się odłączyliście, ale tego dużego-strasznego potwora coś do was przyciąga. Co robić, co robić? Po chwili dobiegacie do… Ślepego zaułka? O nie! Nie ma przejście, tylko gdzieś tak wysoko-wysoko coś się świeci…


Asshyr i Kaarrtik

Uff, stwora nie ma. Poleciał za przywódcą. Ha! Jak go zeżre to może kogoś z was mianują nowym? To jest myśl. Ale przecież nie będziecie wracać i pomagać stworowi, bo on chyba tak mądry nie jest, żeby zobaczyć, że wy to jego kumple, jeśli macie wspólnego wroga. I jeszcze zażre najpierw Grybę, a potem weźmie się za was. Zaraz, zaraz, co to, zapach krwi? Poszliście kawałek dalej i natknęliście się na małego, rannego skavena. Takich jest wiele i raczej nie zawracalibyście sobie nim głowy, gdyby nie leżał obok kawałek pergaminu. Podnieśliście to, obejrzeliście, ale w waszych oczach było to tylko trochę kresek.


Głupie. A może to wy byliście za głupi, żeby to odczytać? Może to był plan nowej spaczenio-groźnej broni Skryre, za który dostaniecie płodne samice na wyłączność? Kątem oka spojrzeliście na rannego szczura. Miał podłużną ranę wzdłuż lewego boku. Jeszcze żył. Był to szarak, ale miał ten pergamin, więc może wie co nieco o tej kartce? Żeby wam pomóc musiałby przeżyć. Ale ratować szaraka?...
 

Ostatnio edytowane przez Pandemonicum : 14-06-2008 o 14:08.
Pandemonicum jest offline  
Stary 13-06-2008, 19:53   #9
 
Terrapodian's Avatar
 
Podczas wędrówki Kaarrtik narzekał i prychał. Bo to go łapki dolne bolały, bo to zmęczony i głodny był, bo mu kazali iść z innymi miast samemu. Ale perspektywa (oczywiście to narracja - Kaarrtik nie znał tak trudnych słów) tortur Szarego Proroka skutecznie go popędzała. Był zły i miał ochotę rozszarpać pobliskie szaraki, ale niestety...

Wtedy ich oczom ukazało się to potworne-straszne monstrum, skrzydlate i zębate. Kaarrtik dobrze wiedział jak wygląda malutki, niewinny skaven jak on, w łapach takiego potwora. Uciekać, uciekać, bieg, bieg...! - myśli były bardzo proste w czasie tak chaotycznego działania. Kaarrtik pisnął i nieoglądając się za siebie pomknął w jakiś bliższy korytarz. Wraz z nim biegł znany mu Asshyr, co nie bardzo mu odpowiadało, ale wówczas o tym nie myślał. Gdy przystanął spostrzegł, że potwór-monstrum już go nie ściga. Odetchnął, pisnął, zagulgotał z dumą, gdyż dzięki swojej szybkości umknął niebezpieczeństwu. Ale nie oznaczało to, że jest bezpieczny. Wówczas zwrócił się do drugiego skavena, który umknął wraz z nim, a którego imię brzmiało... Asshyr. Tak! Kaarrtik wprawdzie nie miał pamięci do imion, ale tego skavena pamiętał. Nie jedna misja była za nimi. Możnaby tu mówić o specyficznej więzi, gdyby szczuroludzie z kimś więź zachowywali. W każdym razie wskazał w kierunku towarzysza palcem.
- M-m-my... - to słowo ledwo przeszło przez gardło skavena. - Musimy teraz przez chwilę-chwileczkę znów razem pracować... bo ten stwór-monstrum przyleci jak zeżre tych drugich...
Tutaj piskliwie zachichotał mimowolnie. Perspektywa, że ktoś inny dostaje w łeb, a nie on, była świetna i bardzo Kaarrtikowi odpowiadała.
- Ale potem już nie-razem! - dodał poważnie. - Dalej dwa skaveny-rywale!
Nie był pewien swoich słów, bo nigdy między sobą jakoś specjalnie nie rywalizowali. Wszakże z jednego klanu...

*Sniff* *Sniff* Zapach krwi doszedł do nozdrzy Kaarrtika i wiedziony tym zapachem poszedł kawałek dalej, gdzie dostrzegł małego szaraka na ziemi. Był ranny. Kaarrtik zaczął się śmiać z niego. Miał wielką ochotę wyłupać mu oczka - te malutkie, mięciutkie kuleczki, które po rozgnieceniu się tak rozpływają.
Ale co to? Na ziemi obok skavena leży dziwny kawałek pergaminu. Kaarrtik najpierw dźgnął go palcem, potem podniósł i kilkakrotnie obrócił w łapach. Jakieś rysunki! Śmieć! - stwierdził w myślach. Ale jednak nie chciał tego wyrzucić, bo może przydatne. Przed Kaarrtikiem rozwinęła się lista bogactw i własnego haremu. Żyłby jak... jak... Rogaty Szczur! Jednak pasowałoby dowiedzieć się coś więcej. Odrzucił pergamin w stronę Asshyra;
- Spojrzyj na to, bo ciekawe! Interesujące!
Potem dźgnął dolną łapą leżącego, dychającego skavena.
- Ty mały, szary robalu, co to za rzecz?!
Miał nadzieje, że postąpił dyplomatycznie. Może ten głupi szarak dostał ważne zadanie od Szarego Proroka i ten będzie zły, gdy się o tym dowie? Bzdura! Tacy nie zajmują się marnymi parobczakami. W małym rozumku Kaarrtika toczyła się walka emocjonalna, ale dodał;
- Szaraku-robaku, kim tyś i kto cię wysłał?! Gadaj, bo jam... *Sniff* *Sniff* zastępca Szarego Proroka!
 

Ostatnio edytowane przez Terrapodian : 13-06-2008 o 23:39.
Terrapodian jest offline  
Stary 13-06-2008, 22:12   #10
 
Eliasz's Avatar
 
Asshyr podrapał się po głowie gdy głupi-głupi dowódca, nic nie robił, ale to i dobrze, pomyślał zaraz. Ruszyli w drogę, byli bardzo silni-silni, całą grupą kupą. Gdy w końcu natrafili na stwore-potwore Asshyr pisnął i chilę po przełamaniu paraliżu rzucił się w ucieczkę. Biegł szybko, tak jak był tego nauczony. Szybki-szybki skaven to żywy skaven. Panika jaką zasiał w jego mózgu gigantyczny nietoperz odebrało mu całą logikę, o ile jakąś posiadał. Biegł w panicznej ucieczce, by w końcu chwili wytchnienia docenić fakt, iż nie rozminął się Kaartikiem. Lepszy znany zły skaven niż nieznany. Kaarrtika znał już trochę i obaj wciąż żyli…w społeczeństwie skavenów taka sytuacja zasługiwała by na uznanie. Jednak pokazywanie się z tym, mogło być równie niebezpieczne jak pomoc stworze-potworze.

Stworo potwora poleciała, sese se poleciała se." : Asshyr był bardzo radosny, że nie musi walczyć z stworem, jeszcze bardziej , że poleciał za innym skavenem – chyba nawet szefem…był zbyt spanikowany przy ucieczce by patrzeć za sobą, ale miał nadzieję, że to szef będzie przekąską. Choć ten szef akurat zły nie był…nic nie mówił, nic nie kazał, nawet dobry szef.

- SNIFF SNIFF Potężnie się sztachnął kanałowym powietrzem. Mały ranny skaven…aż ślinka pociekła Asshyrowi na myśl co można z nim zrobić. Zamierzał poznęcać się nad nim na początek, dostrzegł jednak kartkę z bazgrołami, a skaven wyglądał na pomocnika szarego.
Karrtik podał mu kartkę, Asshyr przyjrzał się jej udając , że coś rozumie, nie wiedział nawet, że trzyma ją do góry nogami, grunt, że po właściwej stronie. Spojrzał raz jeszcze po czym schował za pazuchę. „ Jak dam to szaremu prorokowi, to on może za to mnie nagrodzić? Może dać ludzkie mięsko, zwolnić z zadania, może nawet uczynić Asshyra szefem szefów??” Możliwość, że rozwścieczy Szarego proroka była równie wielka, choć zbyt odległa chwilowo by się nią przejmować.
Patrzył jak Kaatrik cacka się z skavenem, ale nic nie mówił, czekał na efekty. Teatralnie wyjął jednak podręczny nóż. Wiedział, że jeśli ranny skaven nie pójść z nimi, lub jakoś go nie przekonać, to trzeba się pozbyć świadka-zdrajcę co by nie wygadał, że mu zabrano świstek-kartka z bazgrołami.
 

Ostatnio edytowane przez Eliasz : 13-06-2008 o 22:17.
Eliasz jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 21:28.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172