Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 28-10-2008, 23:00   #11
 
Qumi's Avatar
 
Reputacja: 430 Qumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetny
Minęło już wiele dni od kiedy Vertigo zaczął wędrować po powierzchni, sam właściwie nie wiedział ile. Pewnego dnia po prostu się obudził, nagi, wyziębiony, samotny w środku lasu. Jednak mimo to przepełniała go duma i pycha, która sprawiła, iż nie czuł się wcale zagrożony mieszkańcami lasu. Wkrótce udało mu się opuścić las, napotkać wieśniaka, który „chętnie” oddał mu swoje odzienie, a potem ruszył dalej przed siebie. Oczywiście czym prędzej wymienił ubranie na coś bardziej odpowiedniego i mniej zapchlonego, prawdę mówiąc przez te parę dni, gdy był zmuszony do noszenia tych łachmanów nie mógł dobrze spać i czuł do siebie niepomierne obrzydzenie. Emocje podziemnego elfa były dalekie od kształtowania jego twarzy. Niczym nie wzburzona forteca, z wyrazem obojętności, mięśnie jego twarzy drgały tylko podczas gdy otwierał usta, aby zaszczycić niższe rasy swym melodyjnym głosem.

Tak… minęło już wiele dni… pytania, które sobie nieustannie zadawał nadal nie znalazły swych odpowiedzi, nadal błądziły po bezkresnych i pustych labiryntach umysłu Vertigo. Z czasem jednak przestał tracić czas na zadawanie pytań, zaczął szukać odpowiedzi, poszlaki, uważał on jednak że samemu, choć z pewnością się mu uda, zajmie mu to dłużej niźli gdyby miał sługi, informatorów i odpowiednie wpływy. Zresztą coś głęboko w nim pragnęło władzy, pragnęło mocy, pragnęło rządzić niepodzielnie, mając całkowitą kontrolę nad życiem i śmiercią innych. Ambicja draewa pozostawała na razie jednak niespełnioną. Miasta, które odwiedzał nie były… zbytnio „odpowiednie” dla niego. Jednak Allracja… Allracja kryła w sobie potencjał, szczególnie w związku z tajemniczymi plotkami dotyczącymi jej władcy. Sytuacja była idealna, teraz musiał „tylko’ wyrobić sobie reputację i wpływy w mieście.

Najpierw jednak zwiedził miasto, chciał poznać każdy jego zakamarek, a przynajmniej większość. Było tu wiele niższych ras, lecz czasami spostrzec można było również draewów. Coś jednak wstrzymywało go od nawiązywania z nimi kontaktów, zresztą same podziemne elfy również nie były szczególnie zainteresowane nim. Szedł więc ulicami miasta w swoim czarno-zielonym płaszczu pod którą kryła się skórzana zbroja tegoż samego koloru. Całe jego ubranie było w tej tonacji, spodnie, koszula, a nawet kolczyk w prawym uchu. Lubił mimo wszystko prostotę i jednolitość ubioru. Przy pasie trzymał rapier, który kupił od kowala w małej wiosce paręnaście kilometrów od Allracji. Doszedł w końcu do słupa z ogłoszeniami, było na nim wiele interesujących ogłoszeń, jednak zamiast stawać się bohaterem z nikąd, wolał wolniejszą drogę, ale za to bardziej pewną. Ogłoszenie z goblinami wyglądało na interesujące, z pewnością gdyby uzyskał dobrą reputację wśród plemion jaszczuroludzi to uzyskał by drogocenne znajomości, w końcu z tego co słyszał to oni zaopatrują Allrację we wszelkiego rodzaju zioła i składniki alchemiczne.

Pójście samemu byłoby oczywiście niezbyt roztropne. Zamiast tego Vertigo zaczął się rozglądać za grupką osiłków, możliwie niezbyt intelektualnie rozwiniętych. Jak na zawołanie jeden taki obdartus właśnie zaczął wykrzykiwać oferty darmowego napitku. Podziemny elf niemiał zamiaru wkładać do ust tego sikacza, który nazbyt pochlebnie nazywają tutaj „piwem”. Tylko, że coś ma inny kolor od wody nie znaczy, że jest ono spożywane, a tym bardziej smaczne. Delikatne podniebienie Vertigo wolało wino, a w razie ewentualności wodę, byleby nie piwo, na samą myśl o tym ogarniał go wstręt, lecz jego oblicze z czarnego marmuru nie drgnęło ani o cal, wpatrując się w brudasa, który złożył jakże „hojną” ofertę motłochowi. Za nim kolejny przedstawiciel niższej rasy zabrał głos, był nieco bardziej wyróżniający się wśród tego pospólstwa, on również mógł okazać się cennym nabytkiem, przynajmniej tymczasowo.

Tłum okrążył ich, ciężko się było dostać do mężczyzny, którego ubiór delikatnie to ujmując, nazwać „schludnym” byłoby tym samym co nazwać cyjanek wyjątkowo skutecznym lekarstwem na drobną niestrawność. Zamiast więc przebijać się i mieć styczność z odrażającym motłochem, jak pewien półork, wolał poczekać kiedy nieznajomy uda się do tawerny i tam zapoznać się z nim.

- Zło koniecznie… Mam nadzieję, że wie chociaż co to kąpiel…- aż go przeszły ciarki na myśl o tych wszystkich chłopach, których mijał po drodze do Allracji i o ich niesamowitym sposobie na uprawę roli, który polegał na gromadzeniu jak największej ilości pyłu i brudu na swoim ciele, który następnie obsadzali roślinnością w postaci grzybów lub używali do odstraszania zwierzyny leśnej, która omijała tych pomysłowych farmerów z daleka.
 
Qumi jest offline  
Stary 29-10-2008, 20:06   #12
 
Someirhle's Avatar
 
Reputacja: 2495 Someirhle ma wspaniałą reputacjęSomeirhle ma wspaniałą reputacjęSomeirhle ma wspaniałą reputacjęSomeirhle ma wspaniałą reputacjęSomeirhle ma wspaniałą reputacjęSomeirhle ma wspaniałą reputacjęSomeirhle ma wspaniałą reputacjęSomeirhle ma wspaniałą reputacjęSomeirhle ma wspaniałą reputacjęSomeirhle ma wspaniałą reputacjęSomeirhle ma wspaniałą reputację
...tymczasem, część owego zła, zwana Somkiem, pilnie przeszukując oczyskami tłum, dostrzegła półorka i nagle uznając że... "to jest właśnie to!" zawrzasnęła przeraźliwie, tak że ciężko by było nie dosłyszeć, jako że głos ma jak dzwon -
-Tyyy...! Chodź mi tu zaraz! - Prawdę mówiąc decyzja ta poparta była głównie brakiem czasu na podejmowanie głębszych decyzji... Akurat w tym momencie, gdy wodząc palcem wśród zebranych, uświadomił sobie, że robi się ciut nerwowo, paluch zatrzymał mu się na Thokku, co zresztą w chwilę później Somek uznał za bardzo dobry wybór, głównie dlatego, że był dość przypadkowy i spontaniczy - na swój sposób lubił działać na wariata. Niewątpliwie poruszało mu to też sprawę wyprawy do przodu, więc i boskie nakazy mu to spełniało, szczególnie że i znajomość nowa - znaczy multum korzyści. Tak więc kolejny Somkowy wyszczerz miał podwójnego, adresata, tak wybranego przybysza, jak i do samego Somka, znajdując odbicie w jego duszy. Nawiązując zresztą do ducha, kapłan dodał do tej listy jeszcze i Seimdalla, z trzech powodów: primo, lubił od czasu do czasu uśmiechnąć się i do boga, nawet symbolicznie, ogółem wierząc tak w Niego, jak i siłę uśmiechu.
Secundo, nowe miejsce, nowa wyprawa, nowa znajomość - to co czynił, należało dokładnie do domeny jego bóstwa, tak więc warto było wysłać Seimdallowi tak wyszczerz, jak i dołączyć do niego krótką prośbę o szczególną opiekę w tym okresie... Tertio, przyglądając się nowemu towarzyszowi, gdyż tak mu się jawi przybysz, uznał to za pierwszy, drobny objaw łaski, takie prosisz, i masz - lekki boski prztyczek, w dobrej sprawie.
Wszystkie te myśli zajęły mu coś tak paręnaście, czy może parędziesiąt uderzeń serca - nie liczył dokładnie - czyli dość krótko, bo i szybko myśli. Wymruczawszy jeszcze cicho, pod nosem -
dzięki...- zajął się z powrotem światem rzeczywistym, co objawiło się poprzez ponowne wskazanie palcem i wywrzeszczenie dokładniejszych instrukcji, dotyczących wybranej osoby... Po prostu po minach niektórych istot wokół "wybrańca" poznał, że istnieją pewne wątpliwości, o kogo konkretnie chodzi. Tak więc na wszelki wypadek -
Ork o czaszce niby lodowe pustkowia, klasto-toporzasty... Choć tu i napij się ze mną!- dorzucił do tego zachęcający, zagarniający ruch łapiszczem i czeka na efekt...
 
Someirhle jest offline  
Stary 30-10-2008, 19:46   #13
 
Wissereth's Avatar
 
Reputacja: 29 Wissereth jest na bardzo dobrej drodzeWissereth jest na bardzo dobrej drodzeWissereth jest na bardzo dobrej drodzeWissereth jest na bardzo dobrej drodzeWissereth jest na bardzo dobrej drodzeWissereth jest na bardzo dobrej drodzeWissereth jest na bardzo dobrej drodzeWissereth jest na bardzo dobrej drodzeWissereth jest na bardzo dobrej drodzeWissereth jest na bardzo dobrej drodzeWissereth jest na bardzo dobrej drodze
Vanyred

Przyglądając się zbiegowisku młodo wyglądający elf z łasicą na ramieniu zastanawiał się Co oni na Otchłań widzą w tym paskudnym napoju? Miał klasyczne rysy twarzy swej rasy, obecnie lekko skrzywione z powodu zniesmaczenia, szaroniebieskie oczy i miedziano rude włosy wysuwające się spod kapelusza którym chronił się przed zbytnią natarczywością promieni słonecznych.
Może ta ciecz ma dla nich inny smak? Albo działa jak Waleriana na koty? Zaraz jednak skupił się na swoich sprawach, dotarł do miasta ale to był dopiero początek jego poszukiwań. Teraz musiał odnaleźć i przekonać do siebie poszukiwaną osobę a to będzie wymagało nieco większych funduszy niż te które posiadał a przecież zanim uda mu się osiągnąć swój cel musi za coś żyć i to nie wiadomo jak długo. To oznaczało konieczność znalezienia jakiegoś zajęcia najlepiej dobrze płatnego. Strażnik w bramie miasta poinformował go że na targowisku jest słup z ogłoszeniami dla najemników i „innej hałastry”. Na targowisko nietrudno było się dostać wystarczyło podążać za wozami kupców. Po kilku chwilach znalazł się na miejscu i odszukał wspomniany słup. Zauważył dwa listy gończe ale wiedział że nie ma szans, nie znał okolicy a tutejsi łowcy głów już ich pewnie namierzyli. Wyprawa na gobliny wydała mu się , delikatnie mówiąc, nie najlepszym pomysłem co innego tępić te pokurcze w umiarkowanym klimacie i znajomych lasach a co innego pchać się do zarobaczonej, gorącej dżungli pełnej tych małych bestii. Teraz to gobliny były u siebie i mogły korzystać z każdej brudnej sztuczki jaką udałoby się im wymyślić, od trucizn po tresowane zwierzaki. A trzeba tym prymitywnym stworom oddać sprawiedliwość że potrafiły wymyślać naprawdę wredne sztuczki. Cóż na razie trzeba coś zjeść i dowiedzieć się gdzie znajduje się restauracja „Pod Złotym Lotosem” Pewnie jakaś bardziej wytworna gospoda wypadałoby trochę się oporządzić zanim tam pójdzie i może wyprać ubranie? Zawsze to lepsze wrażenie na potencjalnym pracodawcy i kto wie czy się nie opłaci? Jego prosty strój podróżny nie ucierpiał zbytnio podczas drogi, ot spodnie były teraz w jaśniejszym odcieniu brązu, koszula zyskała na szarości a straciła na bieli, za to kapelusz z szerokim rondem wreszcie przestał uwierać w czoło. Pewnie się rozciągnął. Kurtkę i płaszcz schował do plecaka już jakiś czas temu ale pewnie były całe w futrze Tsu... Wprawdzie miał zapasowe ubranie ale podejrzewał że i tam buszowała jego wszędobylska łasica.
Fiołkami pewnie też nie pachnę po tych paru dniach w drodze. Wachlując się kapeluszem lustrował tłoczące się po piwo postaci, w pewien sposób były one komiczne, kosmyk jego rudych włosów zasłonił mu na chwilę obraz
Tak, wypadałoby je trochę przyciąć albo zapuścić nieco dłuższe bo tak tylko przeszkadzają To myśląc udał się na poszukiwanie jakiejś przyzwoitej gospody i mając nadzieję że w tym mieście istnieje coś takiego jak łaźnia...
 
Wissereth jest offline  
Stary 31-10-2008, 16:58   #14
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 39399 abishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputację
1 Mondeus Crudusa 5466 CK, Allracja


Targowisko, Allracja

Coraz większe zbiegowisko zaniepokoiło strażników miejskich. Jednych z niewielu tutaj istot, noszących płytowe zbroje. Mimo duszącego upału panującego w tym mieście. Dwie trójki opancerzonych szkieletów zaczęły zbliżać się do zbiegowiska z dwóch stron, aby rozpędzić coraz bardziej bojowo nastawioną hałastrę. A także aresztować prowodyrów zbiegowiska... Na szczęście nie musieli. Kapłan wybrał kumpla od kufelka, i reszta zbiegowiska rozeszła się złorzecząc. Somek mógł dziękować swemu bogu za szczęście. Sądząc po akcencie półork był jego ziomkiem, również wywodził się z północnych krańców Tais. Powalacz nie bez powodu tak się nazywał. Alkohol szybko uderzał do głowy... Someirhle ledwo przetrzymał gigancią porcję, która szybko uderzyła do głowy. Thokk nienawykły do takich porcji obcego trunku (jako że częściej pił kumys, niż piwo), szybko padł jak długi, w ramiona kompana. Co prawda daleki był do utraty przytomności, ale już teraz trudniej mu było się wysłowić, a i nogi jakoś plątały się tak z siebie.
-Co to jest jeden kufelek, dla takich chwatów jak wy. Może jeszcze po giganciku?- zapytała nieco lubieżnym głosem handlarka, mrugając znacząco okiem.

Obserwujący tą popijawę Vertigo, z niechęcią musiał przyznać, że póki co...nie rozwijała się po jego myśli. Osiłki balowały bowiem, przy straganie nie zdradzając póki co oznak wybrania się do karczmy. Zniechęcony czekaniem rozejrzał się za możliwością kąpieli , których w Allracji nie brakowało. Były łaźnie z baliami z dodatkiem olejków kwiatowych, były bicze wodne, kąpiele z masażem, były baseny, były i z innymi atrakcjami...Były drogie. Od 10 szt złota za seans. Była też łaźnia parowego pół sztuki od łebka za godzinę. Oczywiście wiele karczm oferowało kąpiel: balia z zimną wodą (dopłata za nagrzanie), niektóre zaś miały własne prywatne baseny kąpielowe (oczywiście tylko te najdroższe). Niemniej żeby skorzystać z łaźni w karczmie, trzeba było tam się zatrzymać.

Świetlista dzielnica, Allracja


Świetlista dzielnica była miejscem kontrastów. Z jednej strony pełna blichtru, zakotwiczonych iluzji, świateł i bogato ubranych przechodniów, oraz budowli pełnych zdobień, płaskorzeźb i wszystkiego co może przyciągnąć oko. Z drugiej, jednak w zaułkach zauważał biedaków i żebraków, w starych łachmanach, załamanych osobników którzy przegrali w kości i karty nie tylko majątek...Siva mijały obojętnie nieumarłe patrole straży miejskiej, ukazujące dobrze, która świątynia ma największy wpływ w mieście. Poszukiwania Szajbusa nie były takie proste. Większość z tych których spytał, albo nie wiedziała, albo nie chciała w ogóle gadać, spiesząc się to tu to tam....Wreszcie Maahr dotarł do niedużego zbiegowiska, wokół latarni miejskiej na której wisiał półelf.
Do „uszu” siva docierały pojedyncze zdania.
- Znasz ,go?-
-Chyba Kruczopiórzy go dopadli.-
-A może to kultysta Drwiącego?-
-Niemożliwe, straż miejska nie wiesza na latarni, pewnie komuś się naraził.-
-Czy to nie ten co wczoraj przegrał duszę pod „Zalotnym Kolibrem”?-
- Nie...tamten, próbował uciec z miasta, ale straż świątynna go złapała. Widziałem wczoraj. Nawet nieźle się bronił przed złapaniem.-

Siv podszedł do jednego z komentujących ten widok ludzi i zapytał. -Przepraszam, szukam jednego człowieka, nazywają go Szajbus Morgan, podobno wie wszystko o Bagiennym Lesie. Nie wiecie, gdzie mogę go znaleźć?
-Hej Casjon, widziałeś ostatnio Morgana?- spytał niskiego orka, zapytany przez siva człowiek.
- Chyba utknął w „Chmurze”, dwie przecznice na lewo stąd.- mruknął ork o imieniu Casjon.
„Chmura” okazała sie być bardziej dyskretnym budynkiem, o małych oknach i niepozornym wyglądzie...Bez zakotwiczonych w jej okolicy iluzji. Gdy Maahr wszedł...rozejrzał się po zaciemnionym wnętrzu. Wnętrz było ubogie i pełne palaczy, którzy albo ćmili fajeczki, albo siedzieli pod rozpalonym ogniskiem w kamiennej wnęce w podłodze. Wielu było nieprzytomnych.

Pomiędzy nimi kręciła się obsługa, kilka szkieletów poszarpanych szatach. Nad którą pieczę miał osobnik przypominający wysuszone zombi.
Zapach narkotyku, choć słaby, mącił nieco umysł. Maahr wiedział, iż dłuższe przebywanie w tym przybytku może się skończyć jego omdleniem. Desperacko rozglądał się za osobą która mogłaby być Szajbusem Morganem...W końcu zauważył starca, rasy ludzkiej... w łachmanach i z dużym kapeluszem.

Mimo, że wyglądał jak kupka nieszczęścia, to według siva, pasował do jego wyobrażeń o doświadczonym podróżniku. Wytargała wiec półprzytomnego starca z „Chmury” na świeże powietrze i zapytał.- Szajbus Morgan?-
Niestety odpowiedzią na jego pytanie był bełkot starca, w ogóle nie przypominający ludzkiej (ani żadnej innej) mowy.

Targowisko, Karczma Szczurza Nora


- Teraz z trochę innej beczki. Tylko się za bardzo nie zdziw, bo takie pytania chyba nie należą do najczęściej zadawanych... Nie wiesz może, czy mógłbym gdzieś tu dostać jakieś małe zwierzątka? Myszy, wiewiórki... Ktoś to sprzedaje? Ktoś kupuje? Bo widzisz... - Kris zrobił pauzę, otworzył szerzej oczy i podniósł brwi. Przeniósł wzrok z Ratkina na podłogę i roześmiał się do siebie, tak jakby nie był do końca świadomy, że z kimś rozmawia. Spojrzał z powrotem na karczmarza i uśmiechnął się szeroko. - Ee... wybacz. Nie chciałbym urazić cię jako właściciela tego lokalu, nie chciałbym też niczego oceniać, ani komentować, ale... kiedy tu wszedłem, zobaczyłem szczura przebiegającego przez salę. Podejrzewam, że może być ich więcej... Oczywiście ja tylko stwierdzam fakty... Nie masz z nimi problemów? –
-Problemy ze szczurami? Nie zauważyłem.- odparł półelf, wzruszył ramionami.- Co właściwie masz na myśli?
- Mógłbym zająć się tą sprawą. Nawet tak się składa, że mam teraz trochę wolnego czasu, a to nie byłby dla mnie żaden problem. Hmm... może wreszcie czas na konkrety... Ja i mój przyjaciel pozbędziemy się szczurów, a w zamian za to nie będziemy musieli płacić za pokój przez tydzień. No i nie będziemy oporządzać konia. To jak, stoi? - Mówiąc, że gryzoniami zajmie się wspólnie z Grokiem, Kris posłał goblinowi krótkie, znaczące spojrzenie. Kaptur zakrywający twarz goblina nie pozwalał stwierdzić co na te insynuacje myśli Grok.
- Nie...Nie lubię gości szwendających się po spiżarce i kuchni za szczurami. Poza tym bez nich Szczurza Nora utraciłaby swój...niepowtarzalny klimat.- Ta odpowiedź zbiła nieco z tropu Krisa. Facet nie wyglądał na głupka, a prowadził swój interes jakby chciał zbankrutować. Nawet w najgorszych spelunach w jakich zdarzyło się przebywać Krisowi, gorszych nawet od Szczurzej Nory, karczmarze wykazywali więcej zainteresowania klientami, od tego tutaj typka. Oczywistym dla Krisa było, że ta spelunka nie utrzymuje się z przybyszy...więc z czego?
- Chyba nie masz tutaj zbyt wielu gości, co? No i nie wyglądasz na kogoś, kto by się tym za bardzo przejmował. To trochę dziwne, bo w mieście jest przecież masa ludzi, którzy potrzebują pokoju, tak jak ja... No ale jeśli nie chcesz, to nie mów, twoja rzecz. Hmm... Znasz trochę miasto, prawda? Wiesz może gdzie znajdę alchemika? Najlepiej takiego, który prowadzi sklep. - Kris uśmiechnął sie szeroko - Wolałbym zakup w takim miejscu, niż na targowisku. Tam zawsze mogą wcisnąć jakiś szajs nie koniecznie chcąc wykiwać klienta, ale po prostu nie znając się na rzeczy.
- Jakoś nie chcą przychodzić...ci klienci.-odparł Ratkin ironicznie, po czym dodał.- Co do alchemików, pełno jest ich w Dzielnicy Alchemików. Działają zrzeszeni w cechu, więc jest gwarancja, że w żadnym z ich sklepików nie znajdziesz bubla. Mają nawet coś takiego jak zbiorowe oferty, ale na miejscu wypytaj o szczegóły.
- A zwierzęta?- dopytał się Kris.
-Jaszczury sprzedają złapane okazy w Porcie, i możesz też zwierzaka kupić na głównym targu Targowiska. Poza tym, nie wiem.- dodał wzruszając ramionami Ratkin.
- Mógłbyś wskazać mi jakąś karczmę, w której jest naprawdę duży ruch? Chociaż niekoniecznie musi być tam tłoczno. Ważne, żeby klientela była zróżnicowana, bardzo zróżnicowana... No i niekoniecznie najbogatsza. Nie obraź się, ale jak już mówiłem, do ciebie nie zagląda wiele osób.-spytał na koniec Kris.
- A co mnie konkurencja obchodzi?- wzruszył ramionami Ratkin.- Połaź po Targowisku w okolicy Głównego Targu, a trafisz na wiele zapchanych karczm...Lepsza lokalizacja, ot co.

Targowisko, Karczma „Pod Pijanym Kozłem”


Satyr za szynkwasem spojrzał na wchodzącego tu rudowłosego elfa, z odrobiną niechęci, pomieszanej z zazdrością.
-Witaam pod Pijanym Kozłem.- rzekł bez entuzjazmu.
- Interesuje mnie wizyta w łaźni.- rzekł na wstępie Wissereth.
- Ci którzy u nas zamieszkują, moga skorzystać z balii z wodą, nawet podgrzewaną, za dodatkową opłatą. Z niewielkiej łaźni parowej, a jeśli sypniesz złotem panie, to podeślę dziewkę kuchenną ,co by ci obiła ciało pokrzywami, by krew do krążenia pobudzić. Ale to tylko dla tych co kwaterunek tu mają. Niemniej łaźni jest sporo Allracji ino drogie...-zaczął wyjaśniać.- ...Lepiej z karczemnej korzystać. Taniej wychodzi.- A ubranie wypierzecie?- spytał.
- Za dodatkową opłatą.- rzekł uprzejmie satyr.
- Pewnie posiłek też, za dodatkowa opłatą.- rzekł Wissereth.
- A jakże...Ale wybór przedni. Polecam specjał tutejszej kuchni, pijawki bagienne w dzikich ziołach. A dla tradycjonalistów, mam kurczaki z rożna w sosie z bagiennych jagód opiekane.- satyr.
-A wiesz może...karczmarzu. - spytał szlachetny elf. – Gdzie jest restauracja „Pod Złotym Lotosem”?
- Ja wiem, a jak ty chcesz się dowiedzieć, to musisz zamówić drinka, za sztukę złota.- rzekł satyr nalewając drinka. Za którego elf musiał zapłacić, i którego musiał wybić...To był mocny alkohol...Nie przywykłemu do takich napitków elfowi, łzy staneły w oczach, a gardło zdawało się palić.
-"Złoty Lotos" to najlepsza, najszykowniejsza i najdroższa restauracja w Dzielnicy Reprezentacyjnej. Za samo wejście trzeba zapłacić sztukę złota.- rzekł satyr, gdy elf wypil kieliszek.- To nie miejsce dla biedoty.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.

Ostatnio edytowane przez abishai : 01-11-2008 o 19:57.
abishai jest offline  
Stary 31-10-2008, 17:39   #15
 
Odyseja's Avatar
 
Reputacja: 1118 Odyseja ma z czego być dumnyOdyseja ma z czego być dumnyOdyseja ma z czego być dumnyOdyseja ma z czego być dumnyOdyseja ma z czego być dumnyOdyseja ma z czego być dumnyOdyseja ma z czego być dumnyOdyseja ma z czego być dumnyOdyseja ma z czego być dumnyOdyseja ma z czego być dumnyOdyseja ma z czego być dumny
***

Gościniec… Niewiele o tej porze wędrowców przemierzało drogę od Sol’orazan do Allracji. Księżyc w pełni oświetlał drogę samotnego jeźdźca. Półszeptem poganiał on konia do cwału. Płaszcz z kapturem powiewał za nim, niesiony pędem tej szaleńczej ucieczki. W miarę oddalania się od elfiego miasta, dało się rozpoznać słowa, które zmuszały karą klacz do tak porywistego biegu. Był to głos kobiety. Młody, przepełniony rozpaczą i desperacją głos.

Gdy rodzinne miasto zostało wystarczająco daleko za plecami dziewczyny, cichym rozkazem zatrzymała ona konia na rozstaju drogi. Odetchnęła głęboko świeżym powietrzem. Powietrzem wolności. Delikatnie pogładziła sierść zwiniętego w kłębek kota, leżącego przed nią w siodle. Wyczuwała niepokój chowańca, który spowodowany był jej stanem ducha.

- Mam dla ciebie zadanie, maleńka. – szepnęła cicho do kotki, ściągając z palca pierścień. Sygnet, będący symbolem rodowym jednej z głównych rodzin szlacheckich w Sol’orazan. Prawdopodobnie najbardziej wpływowego i najstarszego w mieście rodu Linra’kh. Podała go kotce. – Biegnij, Shamil. Gdy dobiegniesz do tamtego drzewa, upuść go w dobrze widzialnym miejscu. Nie możesz zostawić po sobie śladów. – wyczuła potwierdzenie od kotki, która natychmiast skoczyła i pobiegła we wskazanym kierunku.

Zrzuciła kaptur, a lekki i ciepły wiatr rozwiał jej czarne, rozpuszczone włosy.

- Jestem wolna i niezależna. Jak kotka. Nie wrócę, dopóki tego nie zaakceptujecie… - powiedziała cicho, wpatrując się w kierunku niewidocznego
Już miasta, a jej jedynym słuchaczem był stojący wokół od wieków lat. Odczekała, aż Shamil wróci i upewniła się, że kotka siedzi bezpiecznie w siodle naprzeciw niej i ruszyła dalej. Drogą przeciwną niż ta, na której wśród traw delikatnie błyszczał w świetle księżyca złotem i rubinami mały pierścień…

Klacz wiozła teraz swą panią powoli, stepa. Lane’rhal wiedziała, że do świtu nie będą jej szukać. Zajechanie konia nic tu nie pomoże. Powoli więc zbliżała się do Allracji. Dlaczego skierowała się właśnie tam? Może przez wrodzoną przekorę i nieposłuszeństwo? Od małego przecież wmawiano jej, jak podłym miejscem jest Allracja. Jak należy jej unikać. Właśnie dlatego ruszyła do tego ogarniętego ostatnimi czasy chaosem, miasta.

Po jakimś nieokreślonym czasie, na horyzoncie pojawiła się delikatna łuna zwiastująca powolne nadejście jutrzenki.
***

Przez bramy miasta codziennie przechodziły setki ludzi, elfów, półelfów, krasnoludów i innych istot żyjących w Tais. Jedna elfka, z ukrytą w cieniu kaptura twarzą, z łatwością przemknęła więc do miasta. Bez zwrócenia czyjejkolwiek uwagi. Niewielkie były szanse, by ktokolwiek ją rozpoznał. Stroniła od większych gal i bali. Rzadko też pozwalano jej wyjść poza obszar dworu. Nie obawiała się więc zrzucić kaptura i rozpuścić włosy.

Błyskawicznie delikatny węch elfki uderzył odór gnijących ciał nieumarłych, mieszający się ze zwykłymi zapachami miasta i targowiska. Delikatny grymas przeszedł po twarzy czarodziejki. ~No cóż… Będę musiała się przyzwyczaić…~

Zatrzymała konia w centrum targu. Powiodła oczami dookoła, przyglądając się otoczeniu. I nasłuchując. Urywki rozmów potwierdzały tylko to, co dokładnie wiedziała z lekcji. W Allracji nie działo się dobrze.
~Trzeba postarać się o jakiś nocleg…~

Zawróciła konia, szukając jakiejś porządnie wyglądającej karczmy. Gdy wzrokiem odnalazła takową, podjechała bliżej. Zostawiając konia w odpowiednim miejscu, wzięła na ręce Shamil i weszła do środka. Nie rozglądając się wokoło, podeszła dostojnym, tak wyuczonym, że już odruchowym krokiem do karczmarza.

- Witam. Czy mogę dostać pokój na najbliższe… hm… Powiedzmy, że na razie na dwa dni?

Pomimo, że nie miała na sobie bogatych sukien i klejnotów, w jej twarzy, mowie i postawie, można było dostrzec, że nie jest zwykłą podróżniczką, jakich wiele. Można było ujrzeć w jej obliczu szlachciankę. Jedynie ciepły głos i błysk nieposłuszeństwa i niezależności w spojrzeniu przeczył reszcie faktów. Szlachta zazwyczaj wszystkim osobom niższego stanu okazywała swą wyższość. U tej dziewczyny, takiej cechy próżno było szukać.
 
__________________
A ja niestety nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Co spróbuję coś napisać, nic mi nie wychodzi. Nie mogę się za nic zabrać, chociaż bardzo bym chciała. Nie wiem, co się ze mną dzieje. W najbliższym czasie raczej nic nie napiszę. Przepraszam.
Odyseja jest offline  
Stary 02-11-2008, 11:48   #16
 
Qumi's Avatar
 
Reputacja: 430 Qumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetny
Przy ścianie, z uniesioną brwią, stał pewien draew, pewien bardzo poirytowany draew. Vertigo stracił już wystarczająco dużo czasu przyglądającym się świńskim zalotom pół-orka i człowieka, z którymi miał pewne plany. Niestety jednak jak to w przypadku świń, kiedy dorwały się do chlewa jedynie rzeźnik mógłby je od niego odciągnąć. W tym momencie podziemny elf niemal żałował, że nie był owym rzeźnikiem, a niemal to dlatego, że jest to niegodna praca dla kogoś kto zostanie władcą tego miasta z czasem…

- Te brudne świnie chyba nigdy nie skończą pić, a jeśli nawet to na nic się dziś nie zdadzą… będą spały w tym swoim chlewie, a po przebudzenia ból głowy sprawi, że na nic mi po nich. Czas trochę się odświeżyć, potem może poszukać innych „towarzyszy”.- ostatnie słowo w głowie Vertigo zabrzmiało niczym obelga, jakby miał na myśli zwierzę.

Zostawiając za sobą dantejską scenę łaskawie wystawioną mu przez dwie świnie, czarnoksiężnik zaczął szukać jakiejś przystani, w której mógłby odpocząć i się odświeżyć. Nie należał do oszczędnych, lecz miał nagromadzone nieco złota, odpowiednio dużo, aby zapewnić sobie nieco luksusu. Gospoda, której szukał więc nie miała należeć do najtańszych, ale i nie najdroższych, bo mimo wszystko Vertigo nie mógł szastać zbytnio pieniędzmi. Szukał gospody o troszkę powyżej średniej poziomie. Kiedy takową odnalazł i zakupił pokój na noc, postanowił poszukać jednej z tych drogich łaźni, cena 10 sztuk złota była co prawda dość wysoka, ale czarnoksiężnik był w podróży już od dawna i nie mógł korzystać z żadnych dobrodziejstw cywilizacji w tym czasie, jeden seans w łaźni powinien mu zrewanżować cały ten wysiłek jaki włożył w przybycie tu.

Po wizycie w łaźni czuł się wyjątkowo dobrze, jego humor poprawił się na tyle, że postanowił zwiększyć nieco status człowieka orka, których spotkał wcześniej, do powiedzmy… psów, które trzeba wytresować. Teraz jednak niewielki będzie z nich pożytek, a więc zaczął się rozglądać na jakimś innym zajęciem. Przypomniała mu się „delikatna sprawa”, o której szczegółach miał się dowiedzieć w restauracji „Pod Złotym Lotosem”. Brzmiało to zachęcająco, być może drajwowi uda się uzyskać nowe wpływy..

Pewnym krokiem podziemny elf ruszył do restauracji. Kiedy znalazł się na miejscu czym prędzej wzrokiem poszukał kogoś kto wyglądał na właściciela, lub przynajmniej osobę, która nadzorowała miejscem.

- Najmocniej przepraszam Pana, ale czy mógłby Pan poświęcić odrobinę swego cennego czasu na małą pogawędkę? Na imię mi Vertigo.- grzecznie zwrócił się do swego słuchacza – Jestem tutaj w sprawie ogłoszenia, którego wyczytałem na targowisku, zdaje się, że, jeśli jestem oczywiście godny, powinienem dowiedzieć się tutaj o szczegółach mojej misji.

Przez cały czas draew starał się zachowywać wyjątkowo grzecznie, kłaniając się, jeśli to była kobieta całując w rękę, nawet jego ton głosu był zadziwiająco przymilny. Wokół jego osoby wciąż unosił się zapach wonny olejków z łaźni, dobrze zrobił, że postanowił z niej skorzystać.
 
Qumi jest offline  
Stary 02-11-2008, 12:41   #17
 
Makuleke's Avatar
 
Reputacja: 88 Makuleke wkrótce będzie znanyMakuleke wkrótce będzie znanyMakuleke wkrótce będzie znanyMakuleke wkrótce będzie znanyMakuleke wkrótce będzie znanyMakuleke wkrótce będzie znanyMakuleke wkrótce będzie znanyMakuleke wkrótce będzie znanyMakuleke wkrótce będzie znanyMakuleke wkrótce będzie znanyMakuleke wkrótce będzie znany
Widok Świetlistej Dzielnicy zrobił spore wrażenie na Maahrze. Przez większość życia obce mu były ludzkie (czy jakiekolwiek inne) miasta, a tutaj został od razu rzucony na głęboką wodę. Allracja bez wątpienia biła swoją barwnością wszystkie inne osiedla, które do tej pory widział. Co prawda obok wspaniałych czarodziejskich obrazów i arcydzieł architektury można było dostrzec żebraków i nędzarzy, ale Maahr uznał to za nieodzowny element cywilizacji, który towarzyszył jej poczynając od najmniejszych wiosek, a skończywszy na tej wielkiej metropolii. W końcu w tak wielkiej zbiorowości muszą być przegrani i zwycięzcy, element naturalnego dążenia do równowagi... Nie zwracając zatem uwagi na brudne zaułki, siv kroczył aleją, starając się odnaleźć mężczyznę wskazanego przez gospodarza z „Pijanego Kozła”. Niestety mało kto w ogóle przejmował się jego pytaniami, każdy pędził w swoją stronę. Dopiero po jakimś czasie zobaczył kilku stojących w grupie mężczyzn, którzy wydawali się nigdzie nie spieszyć. Podszedł do nich i dopiero wtedy zobaczył, o czym z dyskutują. Przysłuchując się jak komentują wiszące na ulicznej latarni zwłoki, Maahr mocno się zmieszał. Widocznie to nie jest tutaj tak niecodzienny widok, jak w innych miastach... Tak, tam, gdzie wcześniej przyszło mu spotykać się z cywilizacją, podejście do takich egzekucji było zdecydowanie bardziej... emocjonalne. Dopiero ten dosyć smutny widok wisielca, smętnie dyndającego nad głowami zabieganego tłumu, uświadomił mu, jakie zwyczaje panują w Allracji. Szybko jednak otrząsnął się z ponurych myśli i wrócił do swojego nadrzędnego celu. Jak się okazało, wreszcie dopisało mu szczęście. Podziękował za wskazówkę mężczyznom i udał się do „Chmury”.
Przybytek o tak wdzięcznej nazwie przeszedł jednak nieco oczekiwania siva. Wiedział co prawda, że Morgan jest uzależniony od opium, ale widok nieprzytomnych ciał leżących pośród oparów po raz kolejny wywołał u niego niemiłe refleksje na temat cywilizacji. Czy tu na prawdę jest tak źle, że ci tutaj nie wytrzymali i muszą uciekać w narkotyczny trans? Takie tchórzostwo wywoływało u niego obrzydzenie. Przez całe życie pracował dla dobra swojego ludu i nie wierzył, że można tak jak ci ludzie stracić cel w życiu. Potrzebował jednak pomocy tego Szajbusa, jak marnie by on nie wyglądał. Wyciągnął więc starca na ulicę i próbował się z nim dogadać.

-Morgan?! Ej, człowieku, słyszysz mnie?!
-Umpfhm... akhmbr? - odrzekł mu starzec.

Maahr póki co zrezygnował z dalszej rozmowy z Szajbusem. Chciał mieć jednak gwarancję, że będzie mógł liczyć na słynnego przewodnika, więc postanowił ulokować go tam, gdzie sam zamierzał spędzić noc. Dojdzie do siebie w gospodzie, wtedy z nim pogadam. W myśl tego planu zarzucił sobie jedną rękę starca na plecy i w ten sposób rozpoczął powolną wędrówkę przez ulice Allracji do gospody „Pod Pijanym Kozłem”.
 
Makuleke jest offline  
Stary 02-11-2008, 16:19   #18
 
TwoHandedSword's Avatar
 
Reputacja: 31 TwoHandedSword jest na bardzo dobrej drodzeTwoHandedSword jest na bardzo dobrej drodzeTwoHandedSword jest na bardzo dobrej drodzeTwoHandedSword jest na bardzo dobrej drodzeTwoHandedSword jest na bardzo dobrej drodzeTwoHandedSword jest na bardzo dobrej drodzeTwoHandedSword jest na bardzo dobrej drodzeTwoHandedSword jest na bardzo dobrej drodzeTwoHandedSword jest na bardzo dobrej drodzeTwoHandedSword jest na bardzo dobrej drodzeTwoHandedSword jest na bardzo dobrej drodze
"Rozejrzę się jeszcze za jakimiś gryzoniami dla tego małego skurczybyka, a potem raczej nie będę miał innego wyjścia, jak poszukać bardziej... standardowego lokalu."
- Wybacz mi bezpośredniość, ale... odkąd tu wszedłem... czułem się zupełnie inaczej, niż czuję się zazwyczaj, kiedy wchodzę do karczmy... - Kris mówił bardzo wolno, robił długie pauzy i bacznie wpatrywał się w Ratkina. - Chodzi mi o to, że Szczurza Nora jest dość... oryginalna. Nie wygląda na to, żeby ludzie tu często zaglądali. Widzisz... - Kris wziął głęboki oddech i uśmiechnął się nieznacznie - Zastanawiam się, czy to faktycznie jest karczma. Do cholery! Nie wierzę, żeby w ostatnich dniach zajrzał tutaj ktoś oprócz mnie!
Kolejny raz w swojej wypowiedzi Kris pominął Groka. Obaj zachowywali się podobnie w stosunku do siebie: goblin traktował Krisa jak swojego sługę (co w pewnym stopniu było zgodne z rzeczywistością), kogoś niewartego uwagi, a mężczyzna nie zaprzątał sobie głowy myśleniem o swoim pracodawcy, tak jakby Grok nie był myślącą istotą, tylko czymś, co bezwiednie za nim podąża, domagając się wykonania zlecenia.
- Do czego służy ten budynek? Te pomieszczenia? Czy faktycznie ktoś tu sypia, jada, pije i prowadzi rozmowy z innymi gośćmi? W końcu sam mówisz, że klientów raczej brakuje. Wspomniałeś o specyficznym klimacie Szczurzej Nory... Jakoś nie łapię. Zapłaciłem za zakwaterowanie. Mam zamiar spędzić tutaj kilka nocy. Domagam się więc wyjaśnień!
Kris miał kłopoty z argumentacją, głównie ze względu na to, że był bardzo podekscytowany tajemniczością Szczurzej Nory. Liczył na to, że karczma jest przykrywką dla jakichś nielegalnych interesów, że spotyka się tu jakieś tajemnicze stowarzyszenie... W każdym razie liczył na coś ciekawego.
- Ty też nie wyglądasz na zwykłego karczmarza. Chociaż różnych już widziałem. Chociaż w Allracji pewnie nie takich jeszcze zobaczę. No ale chyba niewielu ma opaskę na oku i takie problemy z poruszaniem się, że musi podpierać się laską. To świadczy o dość... interesującej przeszłości. Brałeś udział w jakiejś wojnie? Wyglądasz na rasowego weterana!
Kris przesadzał. I to bardzo. Wyobraźnia podsuwała mu coraz to bardziej niezwykłe i, jego zdaniem, bardziej prawdopodobne odpowiedzi na zadane przed chwilą pytania. Jednak sposób, w jaki zwracał się do Ratkina, mógł mu uniemożliwić otrzymanie na nie odpowiedzi. A przynajmniej otrzymanie odpowiedzi zgodnych z prawdą. Otrzymanie solidnego kopniaka i zakazu wstępu do Szczurzej Nory było jak najbardziej możliwe, w skrajnym wypadku oczywiście...
"Co za gość! Myślałem, że w tej Allracji za najmniejszą pomoc trzeba będzie płacić. A tu proszę! Typ mówi mi gdzie co mogę kupić, a nawet nie wspomina o wynagrodzeniu, chociaż JA o tym mówiłem! Cholera, muszę od niego wyciągnąć ile się da, bo podejrzewam, że druga taka okazja może się szybko nie trafić."
Niezależnie od otrzymanych odpowiedzi i ewentualnym zadaniu dotyczących ich pytań Kris brnął dalej. Topił się... albo nurkował po cenny skarb.
- Potrzebuję paru informacji na temat Portu. Wchodząc tam ktoś będzie mnie sprawdzał? Przeszukiwał? Hmm... Gdybym, tak hipotetycznie, chciał przejść przez tą wspaniałą dzielnicę niezauważonym... jak duże miałbym z tym trudności? Jak będzie z przejściem na bagna? Znasz może kogoś, kto mógłby mi w tym pomóc? Po prostu chcę wraz z moim przyjacielem - Kris wskazał ręką na Groka. Przyjacielem? Chłopak albo nadużywał tego słowa, albo go nie rozumiał. - nie wzbudzać zbędnego zainteresowania naszym malutkim wypadem na bagna. Iść i wrócić. Wszystko bez zbędnych komplikacji. To jak?
Kris uśmiechnął się do Ratkina szeroko i bezczelnie, rozkładając ramiona tak, że jego prawa dłoń znalazła się zaledwie o centymetr od twarzy Groka.
 
__________________
"Podróż się przeciąga, lecz ty panuj nad sobą
Sprawdź, czy działa miecz, wracamy inną drogą"
TwoHandedSword jest offline  
Stary 04-11-2008, 17:59   #19
 
Orionn's Avatar
 
Reputacja: 12 Orionn nie jest za bardzo znany
Przed wypiciem kufelka Thokk położył plecak pod stołem a swój topór oparł o stolik. I zaczęła się popijawa a gdy sie skończyła...
"Viva Allracja
Viva Allracja...
"
Przez kawałek czasu śpiewał, choć to nie była złożona pieśń gdyż po prostu śpiewał ciągle tylko te dwa słowa ciągle zmieniając ton głosu i tańczył, choć trudno było to nazwać jakimkolwiek tańcem po prostu trochę się kołysał na prawo i lewo. Po krótkim czasie przestał...
- i pomyśleć, ye... że physzedłem tu tylko zarobić pieniądze - powiedział lekko chwiejąc sie na nogach. Stukną sobie palcem w zęba a zaraz potem wyciągnął tego palca do przodu jakby miał wskazywać jakiś kierunek, choć i tak miał zaburzony zmysł orientacji
- eee... Człowieku hy nie poszhedlbyś ze mną do por... tu - zaczął się śmiać i znowu zakołysał. Upadł ciągle się śmiejąc. Spojrzał na swój oparty o stół topór i plecak pod stołem…
"Viva Allracja
Viva Allracja...
"
Znów zaczął swoją pieśń...
 
Orionn jest offline  
Stary 08-11-2008, 20:24   #20
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 39399 abishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputację
1 Mondeus Crudusa 5466 CK, Allracja


Targowisko, Karczma „Pod Pijanym Kozłem”


Satyr Kraxus Tenebra miał dzisiaj szczęście do klientów. Po żaboludziu i elfie, zjawił się elfia dziewczyna. Karczmarz uśmiechnął się lubieżnie...Nie bez powodu ta rasa fairfolk znana była ze swych nieokiełznanych chuci. Gdy więc słodziutka ptaszyna zapytała.- Witam. Czy mogę dostać pokój na najbliższe… hm… Powiedzmy, że na razie na dwa dni?-
- Oczywiście panienko...Za dwie sztuki srebra dziennie...Posiłki są ekstra.-rzekł przymilnie...Niestety nie mógł zbyt długo rozmawiać z Lane’rhal, gdyż zjawił się kolejny potencjalny klient...Vertigo. Co prawda draew wolałby karczmę o ciut wyższym standardzie. Ale problem polegał na to, iż lepsze karczmy były zajmowane przez bogatych kupców, a Vertigo nie miał w sobie dość pokory by wyżebrać w nich miejsce. Nie był też dość hojny by przepłacać. Humor draewa poprawiła co prawda kąpiel...droga, ale warta każdej wydanej na nią monety. W pachnidłach, z ciepłą wodą, świecami zapachowymi, bąbelkami i z delikatnie przyciemnionym światłem, tak że przez dłuższy czas nie musiał mrużyć oczu. Zakupił pokój na noc i ruszył by załatwić sprawę pracy.
Po drodze minął siva dźwigającego nieprzytomnego człeka. Gdy Maahr zjawił się w karczmie taszcząc nieprzytomnego starca, satyr rzekł.- Nie uzgodniliśmy jeszcze ceny za nocleg sivie. To będzie 4 sztuki srebra dziennie za jedną osobę, osiem za dwie.-
Maahr nie był w stanie w tej chwili mówić, ale wiedział, że jak tylko ulokuje swego „gościa” w pokoju trzeba będzie wrócić do sprawy opłat za nocleg...I rozliczyć się z karczmarzem.

Targowisko, Karczma „Pod Pijanym Kozłem”, pokój siva


Maahr rzucil nieprzytomnego starca na łoże...Czuł, że przesiąkł jego zapachem, czuł na sobie ludzki pot i smród. Niemniej Szajbus wydawał się odzyskiwał przytomność...A przynajmniej mobilność. Zaczął się bowiem wiercić na łóżku i majaczyć. W nadziei na uzyskanie za darmo interesujących go informacji, Maahr przybliżył głowę i...to okazało się błędem. Starzec wybełkotał jedynie.- Znalazłem ksieżniczkę, zaklętą w żabę !-
I chwyciwszy pysk Maahra, pocałował go ...Zaskoczony i zszokowany obrotem sytuacji siv, dopiero po chwili wyrwał się objęć. Ten pocałunek jednak okazał się dobrą terapią szokową. Bowiem Morgan bardziej przytomnym głosem wymamrotał.- Gdzie ...na wszystkie...piekła...jestem?-
Dzielnica Reprezentacyjna , Restauracja „Pod Złotym Lotosem”


Dzielnica reprezentacyjna była chyba najcichszą dzielnicą Allracji. I najelegantszą. Tutejsze rezydencje elity miasta były wkomponowane w stylowe ogrody. A ich urok dalece bardziej dyskretny i wysublimowany od krzykliwej Świetlistej Dzielnicy. Tu bogactwo było widoczne jedynie dla spostrzegawczego oka...Oka pełnego dobrego gustu. Vertigo mijał patrole w magicznych zbrojach, szlachciców, potężnych czarodziei w szatach z najrzadszych tkanin i złotogłowiu. Dyskretny urok bogactwa emanował zarówno z miejsc jak i z osób. Nic dziwnego że i sama restauracja miała stylową fasadę. Kolumny rzeźbione w węże, drzwi ozdobione złoconym kwiatowym motywem i klasyczny, lekko pozłacany szyld. Żadnych tandetnych iluzyjnych światełek i innych krzykliwych bzdur, jakich pełno było w Świetlistej dzielnicy.
Nawet wejście pilnowane było przez umięśnionych półolbrzymów uzbrojonych w zdobione kostury. Półolbrzymów o rysach twarzy i budowie ciała godnych mistrzów dłuta. Pełnili oni zapewne rolę wykidajłów. Draewowi nie pozostało nic innego, jak tylko zgłosić się tam.
- Najmocniej przepraszam Pana, ale czy mógłby Pan poświęcić odrobinę swego cennego czasu na małą pogawędkę? Na imię mi Vertigo.- rzekł uprzejmym tonem do jednego z pólolbrzymów.– Jestem tutaj w sprawie ogłoszenia, którego wyczytałem na targowisku, zdaje się, że, jeśli jestem oczywiście godny, powinienem dowiedzieć się tutaj o szczegółach mojej misji.
-Poczekaj waść chwilę.- rzekł z wikidajłów po czym udał się do środka. Wrócił wraz ze służką, w dopasowanej z sukni i jak ocenił Vertigo, z dość drogich materii.

- Proszę się udać za mną. – rzekła dziewczyna i przyprowadziła elfa , poprzez pomieszczenia dla obsługi do prywatnej komnaty, w której przebywał już rudowłosy elf, jak się później okazało, o imieniu Vanyred N`althis. Mieli trochę czasu by się dogadać, bowiem po chwili ta sama dziewczyna wróciła z pieczonym bażantem w buraczkach i butelką dobrego wina mowiąc.- Milady przybędzie nieco później. Dlatego też, w dowód przeprosin przesyła wam posiłek, na jej koszt. I prosi o cierpliwość.-
Draew i szlachetny zostali zostawieni razem w pokoju z posiłkiem i butelką przedniego wina. Aż na całą godzinę...Po tym bowiem czasie w komnacie zjawiła się kobieta, ubrana w dość gustowną białą suknię i delikatną kolię wartą fortunę.

Towarzyszył jej półelf trzymający się jednak w cieniu i, póki co, nie wtrącający się do rozmowy. Gdy kobieta przysiadła się, oba elfy poczuły silny zapach jaśminowych perfum. Kobieta musiała mieć do nich słabość...albo słaby zmysł powonienia.
- Dzielni bohaterowie, musicie mi pomóc!- zaczęła mówić egzaltowanym tonem głosu.- Ci barbarzyńcy...brutale...te dzikie bestie niegodne miana istot rozumnych, te potwory bez serca porwały ...mego Pimpusia! najpierw żądali pieniędzy, ale potem słuch o nich zaginął...A mój biedny Pimpuś jest sam...bezbronny...z dala ode mnie, musicie mi pomóc. Oczywiście zapłacę każdą cenę, za jego uwolnienie. Ważne jednak byście robili to bez rozgłosu. Mój dobry przyjaciel twierdzi, że gdyby to się rozniosło. Próby porwania Pimpusia zdarzałyby się częściej. -

Targowisko, Karczma „Szczurza Nora”


- Wybacz mi bezpośredniość, ale... odkąd tu wszedłem... czułem się zupełnie inaczej, niż czuję się zazwyczaj, kiedy wchodzę do karczmy... - Kris mówił bardzo wolno, robił długie pauzy i bacznie wpatrywał się w Ratkina. - Chodzi mi o to, że Szczurza Nora jest dość... oryginalna. Nie wygląda na to, żeby ludzie tu często zaglądali. Widzisz... - Kris wziął głęboki oddech i uśmiechnął się nieznacznie - Zastanawiam się, czy to faktycznie jest karczma. Do cholery! Nie wierzę, żeby w ostatnich dniach zajrzał tutaj ktoś oprócz mnie!-
Podczas całej tej przemowy Ratkin niewielką uwagę poświęcał Krisowi, ba...w ogóle nie zwracał na niego uwagi. Nalał sobie tylko odrobinę trunku do szklanego kieliszka. Był to dość luksusowy przedmiot jak na tą budę. Prędzej można by spodziewać się tu glinianych kubków.
- Mnie też to martwi...że nikt tu nie zagląda.- odparł Ratkin. Kłamał i nawet nie starał się zamaskować swych kłamstw. Następnie dodał.- Jest szyld, to i musi być karczma, prawda?-
Grok usiadł przy jednym ze stolików i od czasu do czasu obserwował szczury. Gobliny nie są wybredne, jeśli chodzi o posiłki. A Grok robił się głodny.
- Do czego służy ten budynek? Te pomieszczenia? Czy faktycznie ktoś tu sypia, jada, pije i prowadzi rozmowy z innymi gośćmi? W końcu sam mówisz, że klientów raczej brakuje. Wspomniałeś o specyficznym klimacie Szczurzej Nory... Jakoś nie łapię. Zapłaciłem za zakwaterowanie. Mam zamiar spędzić tutaj kilka nocy. Domagam się więc wyjaśnień! -desperackie krzyki Krisa, przyciągnęły uwagę Ratkina. Karczmarz spojrzał na niego, uśmiechając się tajemniczo. -Gdybym prowadził, tu nielegalne interesy, to byłoby czystą głupotą przyznać się do nich, prawda? Zapłaciłeś za zakwaterowanie, moje sekrety kosztują ...ekstra.-
- Ty też nie wyglądasz na zwykłego karczmarza. Chociaż różnych już widziałem. Chociaż w Allracji pewnie nie takich jeszcze zobaczę. No ale chyba niewielu ma opaskę na oku i takie problemy z poruszaniem się, że musi podpierać się laską. To świadczy o dość... interesującej przeszłości. Brałeś udział w jakiejś wojnie? Wyglądasz na rasowego weterana!- dodał Kris.
- Przemoc? Brzydzę się przemocą.- rzekł Ratkin.- Jednak to prawda, miałem ciekawe życie. Szlaki na Tais bywają pełne niebezpieczeństw. Niemniej postępujesz... nieuprzejmie. Żądasz czyichś sekretów, nie okazując w zamian zaufania.-
- Potrzebuję paru informacji na temat Portu. Wchodząc tam ktoś będzie mnie sprawdzał? Przeszukiwał? Hmm... Gdybym, tak hipotetycznie, chciał przejść przez tą wspaniałą dzielnicę niezauważonym... jak duże miałbym z tym trudności? Jak będzie z przejściem na bagna? Znasz może kogoś, kto mógłby mi w tym pomóc? Po prostu chcę wraz z moim przyjacielem - Kris wskazał ręką na Groka. - nie wzbudzać zbędnego zainteresowania naszym malutkim wypadem na bagna. Iść i wrócić. Wszystko bez zbędnych komplikacji. To jak?-
- W Porcie nie ma nic, co by mnie interesowało. A od gangów przemytniczych trzymam się z daleka.-
odparł Ratkin.- Widać jednak, że nie wiesz na co się porywasz. Jaszczurodzie nazywają bagna Zielonym Piekłem, nie bez powodu.
Allracja, Port, wrota celne

Port zdecydowanie różnił się od reszty Allracji...A także od typowego pojęcia portu. Jaszczuroludzie mimo bogactwa nie porzucili tradycyjnego stylu życia. Nadal żyli w szałasach, nadal piekli przy ogniskach złowione ryby i inne dary bagien. Budowle w porcie pozostawały niezamieszkane, lub były przerabiane na magazyny. A niezamieszkane budowle powoli obracały się w ruinę...Co mieszkańców Portu mało zresztą obchodziło. W Porcie stacjonowały jedynie niewielkie dłubanki i tratwy. Okręty na bagiennych wodach nie były użyteczne. Na wyprawę na wielkie rozlewiska nadawały się tylko płaskodenne łodzie. Przy wejściach do Portu byl spory ruch i harmider. Tu bowiem jaszczuroludzie handlowały z kupcami, tu pobierały cła od transakcji. Dwójka chwiejących się przechodniów szybko zwróciła uwagę czujnej straży plemiennej. Trzy rosłe jaszczuroludy , uzbrojone w długie magiczne włócznie i toporki podeszły do Somka i Thokka. Jeden z nich wysyczał.- A wy tu? Czego?-
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.

Ostatnio edytowane przez abishai : 14-05-2009 o 13:41.
abishai jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 04:41.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169