Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 31-07-2007, 23:10   #1
 
Tammo's Avatar
 
Reputacja: 112 Tammo wkrótce będzie znanyTammo wkrótce będzie znanyTammo wkrótce będzie znanyTammo wkrótce będzie znanyTammo wkrótce będzie znanyTammo wkrótce będzie znanyTammo wkrótce będzie znanyTammo wkrótce będzie znanyTammo wkrótce będzie znanyTammo wkrótce będzie znanyTammo wkrótce będzie znany
Post [sesja] Dwanaście Masek

Rozdział pierwszy - Zaginiona



Kamisori Yoake Shiro, Twierdza Ostrza Blasku, terytorium Klanu Kraba; koniec miesiąca Onnotangu, wiosna.


Wiatr zatargał kartkami trzymanymi w rękach przez ciemnowłosego Smoka w zielonej lekkiej zbroi.

Mirumoto Fukurou odgarnął luźno puszczone włosy, które, targane wiatrem usilnie próbowały przesłonić mu oczy, i spojrzał raz jeszcze w oczy drugiego samuraja.

Potężny, olbrzymi wręcz mężczyzna górował nad siedzącym Fukurou jak dorosły góruje nad dzieckiem. I nawet, gdyby Fukurou powstał, nie zmieniłoby to zbytnio sytuacji. Toteż Smok zadzierał głowę, spoglądając na człowieka, którego obecność poza krokami na piasku zasygnalizowało mu też przesłonięcie przezeń słońca.

"Niczym góra", przemknęło przez głowę samuraja Mirumoto.



Akito z daleka wypatrzył towarzysza broni. Zielony kolor zbroi Smoka na pustym obecnie wewnętrznym dziedzińcu Twierdzy Ostrza Blasku przyciągał wzrok. Kwadratowy dziedziniec w całości był wysypany piaskiem, służył bowiem jako arena do meczy sumai, jakie odbywały się tu niemal każdego wieczora. Otoczony mieszkalną częścią twierdzy, rzadko był pusty, chyba, że miało się przywileje rekonwalescentów, i nie musiało się sterczeć na apelu.

Jak ich dwójka. Akito mimowolnie rozglądnął się wokół. Obaj czuli się na tyle dobrze, że podświadomie oczekiwał, że ktoś zaraz zapędzi ich do roboty. Czuł się wręcz na tyle zmęczony tym oczekiwaniem, że przed samym sobą przyznawał, że z chęcią powitałby głos jakiegoś rozgniewanego gunso, wyzywającego go od leni i obiboków i nakazującego natychmiast stawić się tu i tam lub zrobić to i to.

Ale... rozglądnąwszy się dokoła samuraj rodziny Hida skonstatował z mieszaniną ulgi i rozczarowania, że żadnego gunso w zasięgu wzroku nie widać. Ba! Sądząc po tym, że apel dopiero się rozpoczął, tak on, jak i Smok, mieli jakąś ćwierć godziny wolnego... a dzień dopiero się rozpoczynał. Spojrzawszy na słońce, Krab zmrużył oczy.

Zbliżał się koniec godziny Zająca. Sam początek dnia, można by rzec. I sądząc po bezchmurnym niebie, pięknego dnia.
 

Ostatnio edytowane przez Tammo : 16-12-2007 o 21:53.
Tammo jest offline  
Stary 01-08-2007, 19:04   #2
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 13478 abishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputację
Kamisori Yoake Shiro, Twierdza Ostrza Blasku, terytorium Klanu Kraba; koniec miesiąca Onnotangu, wiosna.

Fukurou po raz kolejny spojrzał na lakoniczny tekst napisany przez Daidoji Yuuki.
"Czytaj pomiędzy słowami.. to co tam wyczytasz, wiele ci powie o piszącym"- zacytował w myślach jedna z ojcowskich nauk.
- Ciekawą kobietą jest ta Yuuki. Niby Żuraw, a wyraża się jak Krab. To świadczy o uczciwości, albo...o desperacji. - powiedział cicho do siebie Fukurou. Smok schował list za obi, znał go już na pamięć...A jego treść zawsze napawała go smutkiem.
Nie odwracając się do Hidy, rzekł głośno.- Byłeś kiedykolwiek poza ziemiami Kraba Akito-san?
Po cieniu rozpoznał bowiem zbliżającego się samuraja, nawet wśród Krabów Akito wyróżniał wzrostem.
Wysłuchawszy odpowiedzi Akito Fukurou rzekł.- Obowiązki wobec rodziny każą mi ruszać w głąb Rokuganu. Po drodze zamierzam wstąpić do Zamku Goblina. Pomyślałem, że i ty się chętnie przyłączysz do tej podróży.
I po chwili dodał żartobliwym tonem.- Zamek pełny dumnych Żurawi, którzy tylko czekają na okazję by popisać swoimi umiejętnościami. Nie nęci cię utarcie im nosa Akito-san?
Po tych słowach oczy Fukurou skierowały się w kierunku Krain Cienia i Muru Kaiu. Pomimo ostatnich zdarzeń, cenił sobie dni które spędził na ziemiach Kraba, cenił swego szwagra i cieszył się szczęściem swej siostry. Prawie zapomniał o bólu i dręczących go Oni przeszłości.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.

Ostatnio edytowane przez abishai : 26-08-2007 o 20:37.
abishai jest offline  
Stary 02-08-2007, 01:24   #3
 
Tolkien's Avatar
 
Reputacja: 13 Tolkien nie jest za bardzo znanyTolkien nie jest za bardzo znany
Kamisori Toake Shiro, Twierdza Ostrza Blasku, terytorium Klanu Kraba; koniec miesiąca Onnotangu, wiosna.

Głos towarzysza wyrwał Akito ze snu na jawie. Snu o walce, murze, goblinach i Oni. Snu który powinien być jawą, a który jeszcze przez jakiś czas pozostanie tylko snem.

- Nie, wszak zbyt wiele jest tu do zrobienia...

Głos Kraba wpatrującego się w niebo nad Krainami Cienia zabrzmiał niczym mroczna przepowiednia.

- Ale może kiedyś, któż przewidzi Fortuny

Dodał tym razem zdecydowanie weselszym głosem.
Gdy usłyszał propozycje swego towarzysza roześmiał się, po czym skulił się na chwile, a na jego twarzy pojawił się grymas bólu. Gdy wyprostował się, odrzekł do wpatrującego się w tę samą stronę co On Mirumoto

- Jeszcze jakiś czas tam się nie pokażę (odwracając głowę w stronę rozmówcy, z uśmiechem na twarzy) więc czemuż by nie, nie sądziłem że tak szybko Fortuny się do mnie uśmiechną. A co do Żurawi. Ponoć dumne Żurawie patrzą na wszystkich z góry. Ciekawe czy zdążą zgromadzić wystarczający zapas szczudeł, gdy dowiedzą się że przyjeżdżam.

Akito tylko lekko sie zaśmiał ze swojego żartu, czując jeszcze ból po wcześniejszym roześmianiu się, po czym na chwile spoważniał, gdy przed oczyma mignęła mu twarz poznanego nie tak dawno Kakity.
 
__________________
Cztery piwka na stół, w popielniczkę pet,
Jakąś Damę roześmianą Król przytuli wnet.
Gdzieś między palcami sennie płynie czas.
Czwarta ręka, Króla bije As.

Ostatnio edytowane przez Tolkien : 02-08-2007 o 21:26.
Tolkien jest offline  
Stary 02-08-2007, 18:57   #4
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 13478 abishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputację
Kamisori Yoake Shiro, Twierdza Ostrza Blasku, terytorium Klanu Kraba; koniec miesiąca Onnotangu, wiosna.

Jeszcze jakiś czas tam się nie pokażę, więc czemuż by nie, nie sądziłem że tak szybko Fortuny się do mnie uśmiechną. A co do Żurawi. Ponoć dumne Żurawie patrzą na wszystkich z góry. Ciekawe czy zdążą zgromadzić wystarczający zapas szczudeł, gdy dowiedzą się że przyjeżdżam.- odrzekł żartobliwie Akito.

Fukurou śmiał się wraz z Krabem, ale po chwili spochmurniał..
"Zachowałem się niczym podstępny Skorpion.. Przecież Akito nie wie, że dwór może być bardziej zdradziecki niż bagna w Krainie Cienia. A ja nie udaję się z kurtuazyjną wizytą. Yomei-sama by to przewidział "- pomyślał młody Smok.- " Musashi - sensei miał rację.. Minie wiele lat, zanim dorównam ojcu."
Smok podszedł do bliżej kraba i rzekł nieco ciszej. - Wiedz Akito-san, że podróż ze mną niesie wiele zagrożeń.. I nie każde z nich można pokonać kataną.
Buńczucznej wypowiedzi Akito Fukurou się spodziewał.. Sam by odpowiedział podobnie. Ale teraz gdy ostrzegł Kraba przed zagrożeniami, przynajmniej kharma samuraja Smoka została oczyszczona.
- Idę załatwić sprawy związane z podróżą, a i ty powinieneś pomówić z Hideyori-sama..- rzekł Fukurou, i dodał żartobliwym tonem. - Nie chciałbym, aby posądził mnie o wykradanie mu najlepszych bushi.

Samuraj Smoka ruszył w kierunku kwatery dowódcy twierdzy. Potężne mury zamku zawsze robiły duże wrażenie na Smoku. Przemierzając wąskie korytarze oświetlone jedynie przez promienie Amaterasu czuł się tak, jak w tajemniczych tunelach wykutych w skale gór z rodzinnych stron. Gdy był mały, dziadek straszył go opowieściami, o zamieszkujących je Nagach które w nocy wyłaziły z nich, by porywać niehonorowo zachowujące się dzieci samurajów. Te opowieści powodowały, że jako dzieciak każde wejście, traktował do nich jako sprawdzian swej odwagi i honoru.. Później dowiedział się prawdy o tunelach.. O wiele mniej mistycznej.
Kwatera dowódcy twierdzy Krabów była uboga w porównaniu z najgorszymi pokojami w Otosan Uchi (z najgorszymi do jakich mógł trafić samuraj).
Fukurou wszedł , skłonił się głęboko taisa i rzekł. - Hideyori-sama przybyłem by podziękować za uratowanie przed śmiercią .
Wysłuchawszy odpowiedzi Hirumy rzekł. - Jednocześnie chciałbym się pożegnać. Pilne sprawy wzywają mnie do wyjazdu. Chcę wyruszyć jutro o brzasku.I mam jeszcze prośbę.. Nie zdążę się pożegnać z mym szwagrem i jego żoną. Rankiem chciałbym pchnąć listy przez posłańca do nich.
Po tych słowach położył przed Hideyori wezwanie od ojca.
Następnie schował papier za obi i czekał na odpowiedź Kraba.

Kamisori Yoake Shiro, Twierdza Ostrza Blasku; kwatera Mirumoto Fukurou

Fukurou zaczął się pakować, złożył starannie kimono i zbroję.. Smok bowiem, nie lubił nosić zbroi o ile nie było to konieczne. No -dashi odłożył na bok podobnie jak i słomkowy kapelusz. Potem z dużym pietyzmem wkładał drobiazgi jeden po drugim. Na moment zatrzymał się i spoglądając w na trzymane ozdobne puzderko z laki, westchnął. - Michiko, Michiko.. W co ty się wpakowałaś?
Po czym zapakował je razem z pozostałymi drobiazgami. A na końcu nieduża skrzyneczkę z drewna tekowego, w której była cała korespondencja jaką nagromadził.
Następnie wsunął za pas papierowy wachlarz i udał się w kierunku ściany pamięci pokrytej napisanymi imionami wszystkich samurajów jacy zginęli w Krainach Cienia.
Kucnął i rozłożył przed sobą wachlarz na którym napisane było jedno, za to długie zdanie.
" Dwa miecze i dwie drogi, człowiek odważny podąża drogą bushido, człowiek mądry Tao Shinsei, zaś samuraj powinien podążać oboma."
Było to ulubione powiedzenie dziadka Fukurou.
Spoglądając na mur i na wachlarz Fukurou pogrążył się w medytacji.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.

Ostatnio edytowane przez abishai : 26-08-2007 o 20:38.
abishai jest offline  
Stary 02-08-2007, 22:30   #5
 
Tolkien's Avatar
 
Reputacja: 13 Tolkien nie jest za bardzo znanyTolkien nie jest za bardzo znany
Kamisori Toake Shiro, Twierdza Ostrza Blasku, terytorium Klanu Kraba; koniec miesiąca Onnotangu, wiosna.

- Masz racje Fukurou-san, aby pokonać niektóre zagrożenia bardziej przydatne jest no-dachi albo tetsubo (Krab uśmiechnął się lekko). Lecz mimo tego co, czy kto stanie nam na drodze chciałbym Ci towarzyszyć. Oczywiście wszystko leży w rękach Hideyori-sama, to On musi wydać zgodę no moją podróż.

Akito lekkim skłonem pożegnał towarzysza który ruszał wgłąb labiryntu korytarzy wewnątrz zamku. Sam został jeszcze chwile i rozważał w myślach słowa Fukurou "... I nie każde z nich można pokonać kataną." podszedł do najbliższej ściany, i usiadł opierając się o nią plecami.

- "Co może nas spotkać po drodze, co może się zdarzyć ..."

Akito sięgał pamięcią do opowiadań, które słyszał jeszcze będąc dzieckiem. Przypomniał sobie opowieści i historie o innych klanach, które opowiadała mu Matka, i starał sobie z nich ułożyć obraz tego, co może go ... może ich spotkać w tej podróży. Po chwili rozmyślań wstał.

- Nie ma się nad czym zastanawiać, tylko trzeba wziąć się do działania

Akito ruszył śladem swego przyszłego towarzysza podróży, wgłąb kamiennej warowni, będącej dziełem Kaiu. Mijał kolejne drzwi, które pojawiały się raz po raz i rozpraszały monotonię kamiennych korytarzy. Po chwili odnalazł drzwi od kwatery dowódcy. Cisze wypełniającą korytarz przerwał odgłos otwieranych drzwi.

- Witaj Hideyori-sama (mówiąc te słowa Akito skłonił się swemu dowódcy). Z racji iż mój stan zdrowia niestety nie pozwala mi powrócić na mur, chciałbym prosić Cię Sama o pozwolenie na opuszczenie murów zamku i ziem naszego klanu, aby towarzyszyć Mirumoto Fukurou w jego podróży. Jeśli taka będzie Twa wola, chciałbym również podjąć się zadania dostarczenia rodzinom zabitych z mojego oddziału ich broni, aby w ten sposób uczcić ich pamięć.

Po tych słowach Akito skłonił się ponownie i oczekiwał na odpowiedz swego przełożonego.
 
__________________
Cztery piwka na stół, w popielniczkę pet,
Jakąś Damę roześmianą Król przytuli wnet.
Gdzieś między palcami sennie płynie czas.
Czwarta ręka, Króla bije As.
Tolkien jest offline  
Stary 03-08-2007, 03:17   #6
 
Tammo's Avatar
 
Reputacja: 112 Tammo wkrótce będzie znanyTammo wkrótce będzie znanyTammo wkrótce będzie znanyTammo wkrótce będzie znanyTammo wkrótce będzie znanyTammo wkrótce będzie znanyTammo wkrótce będzie znanyTammo wkrótce będzie znanyTammo wkrótce będzie znanyTammo wkrótce będzie znanyTammo wkrótce będzie znany
Kamisori Yoake Shiro, Twierdza Ostrza Blasku, terytorium Klanu Kraba; koniec miesiąca Onnotangu, wiosna.

Obaj samuraje do kwatery, gdzie urzędował taisa Hiruma weszli właściwie razem. Obaj przedstawili swe sprawy, i obaj zdali sobie sprawy z nagłej ciszy zaległej w pokoju, że powiedzieli coś bardzo złego.

Gdy weszli, Hiruma stał przy mapie. Potężnej postury mężczyzna, taisa był tej wielkości co Akito. Jego zbroja miała jednolicie czarny kolor, nie miała monu. Oddziały zwiadowców Hiruma często przesłaniały mon, ale jedynie Księżycowe Psy miały jednolicie czarne zbroje, była to też jedyna formacja, wedle wiedzy obu samurajów, która zamiast zawsze nosić mon na plecach, a przesłaniać go okazyjnie, okazyjnie zakładała na zbroje specjalne chusty z wyszytym monem Kraba.

Taisa nie odpowiedział od razu. Poczekał chwilę. Dłuższą chwilę.

- Fascynujące, jak zabicie jednego oni w trójkę, przy stracie trzech ludzi i ledwo uchodząc z życiem, potrafi młodym samurajom zrobić sieczkę w głowie. Hida Akito-kun, czy żołnierze Twego ojca często wpadają do jego komnaty bez pukania, by powiedzieć mu, panie, jestem słaby, nie posyłaj mnie dziś na misję, poślij mnie na wakacje? Myślałem, że jego formacja to taki dość... elitarny oddział. - na tonie głosu mężczyzny można by ostrzyć noże, aż dźwięczał od ironii - Ale może się mylę. Inaczej przecież jego pierworodny zapukałby, a nie wpadł do mej kwatery jak do burdelu. Twój stan zdrowia pozwala Ci stać, chodzić a także, jak widzę, dźwigać broń. O tym, czy to wystarcza na służbę, decyduję ja, nie ty, młodziku. I jeszcze jedno. Na całym świecie, istnieje może pięć osób, którym pozwalam się zwracać do siebie po imieniu. Jedną jest Hida Kisada-sama. Drugą jest mój ojciec. Żadną z nich nie jesteś Ty, Hida Akito-KUN.

Pozwalając, by słowa zapadły, w ciszy, Hiruma zwrócił się raz jeszcze do samuraja Kraba. Teraz jednak mówił cicho, uważnie spoglądając na młodzieńca:

- Możliwe, że poszedłeś za przykładem swego towarzysza z Klanu Smoka. Błąd. On popełnił błąd, za który zapłaci, ale jego rodzice, w świecie, do którego chcesz się udać, stanowią zbroję. Jemu taki błąd w większości wypadków ujdzie na sucho, ponieważ jego ojcem jest Mirumoto Yomei, wysoki rangą oficer, który parę razy na tydzień widzi Cesarza, a jego matką jest Togashi Hameko, jedna ze Szmaragdowych. Twoi rodzice, choć w moich oczach równie zacni, nie zapewnią Ci żadnej obrony na ziemiach Lwów czy Żurawi. Zapamiętaj to, Hida Akito, ponieważ nie chciałbym stracić dobrego bushi w idiotyczny sposób. Twoją karą będzie misja kurierska, jak również wygłoszenie kondolencji i opowiedzenie, jak zginęli ludzie, których daisho zabierzesz.

Taisa nie wykonał żadnego gestu, nie wypowiedział też żadnej formułki, która pozwalałaby Krabowi się odmeldować, wychodziło więc na to, że przyjdzie wysłuchać czegoś więcej.

Głowa Hideyoriego delikatnie okręciła się ku Smokowi. Brązowe oczy spoglądały nań spokojnie.

- Nie wiem, jakie bajeczki opowiadano Ci o Krabach, samuraju Smoka. - jak na Kraba, ten człowiek doskonale wiedział, jak odmówić uznania. Znając z imienia rodziców Fukurou, nazywając go samurajem Smoka, odmawiał uznania go za Mirumoto. Obelga, lecz takie od starszych stopniem można było jedynie znieść z honorem.

- Wiedz jednak, że choć nie dbamy o pewne idiotyczne uprzejmości a tak zwaną szczerością podcieramy sobie tyłki, bo tyle jest warta, to doskonale rozpoznajemy, kiedy ktoś odmawia nam szacunku. W moich oczach, jeszcze lata miną, nim otrzymasz pozwolenie, aby odezwać się do mnie po imieniu. I zrób to jeszcze raz bez mego pozwolenia i bez powodu, a wygarbuję Ci skórę tak, żeby wszyscy zachwycali się Twoim kolejnym tatuażem. Jestem nawet skłonny sądzić, że Twój szlachetny ojciec mi podziękuje, bo nie wyobrażam sobie jak zareagowałby ktoś na dworze cesarskim, słysząc jak młodzik parę chwil po gempukku ma czelność się z nim tak spoufalać. Wyobrażam sobie natomiast, że drogo by to kosztowało tak Ciebie, jak i Twoich rodziców.

Tsukai Inu pokręcił głową, patrząc na dwu stojących przed nim bushi.

- Dość lekcji. Wasza służba na Kaiu Kabe, panowie, dobiegła końca. Cieszę się, że ją przeżyliście. Mam nadzieję, że poradzicie sobie równie dobrze z niebezpieczeństwami wewnątrz Cesarstwa, jak poradziliście sobie z tymi z zewnątrz. Będę wręcz rozczarowany, jeśli tak się nie stanie. To inna wojna, ale wojna tak czy inaczej. Mirumoto-san, powodzenia w Twoich sprawach. Udajcie się do kwatermistrza w sprawie zaopatrzenia... - Hiruma przysiadł w seizan przy niewielkim stoliku z rozłożonym sumi-e, pospiesznie skreślił parę znaków na karcie, potem przystawił pieczęć i przesunął papier ku Akito.

- I nie ma za co, Mirumoto-san. Będę to robił tyle razy, ile będzie trzeba. Wróć tu kiedyś, to się może zdołasz zrewanżować mi tym samym. Możesz odejść. Ufam, że wiesz, gdzie znaleźć kurierów, jeśliby robili problemy, powołaj się na mnie.

Nie pozostało wiele do powiedzenia, więc Fukurou rzekł krótko:

- Hai. Domo arigato! - i wyszedł.

Taisa spoglądnął na równego mu wzrostem bushi i rzekł, normalnym już głosem:

- Hida Akito-san. Ekwipunek panów Kakita i Akodo jest już spakowany i czeka w ich komnatach. Lew dotarł tu pieszo, ale nie widzę przeszkód byś nie mógł objuczyć rumaka Żurawia rzeczami obydwu. Dostaniesz także listy do naszych dostawców na ziemiach Żurawia. Potrzeba nam ryżu, ludzi i jadeitu. Przede wszystkim jadeitu. Chodzą pogłoski, że Klan Żurawia chce ponownie otworzyć kopalnie na terenach Dzika. Nadstawiaj uszu. I jeszcze jedno. - taisa ściszył głos, nim kontynuował - Weźmiesz to - drewniana, ślicznie wyrzeźbiona i pomalowana persymona wylądowała na stole - i to - zaraz obok persymony wylądował żelazny tubus, solidnie opieczętowany i obwiązany - i przekażesz jedno i drugie panu Daidoji Sanzo, daimyo Zamku Goblina.

Taisa spojrzał ciężko na podkomendnego.

- Hida-san, nie dbam o pozostałe pisma. Nie dbam nawet o Twoje życie, choć uważam, że zapowiadasz się naprawdę dobrze. Jeśli to nie dotrze do rąk własnych pana Daidoji Sanzo, to osobiście zamaluję Twoje imię w Sunda Mizu Dojo, rozumiemy się? Nikt nie ma wiedzieć o tej konkretnej misji. W Shiro Tengu odnajdź Daidoji Yuuki. Pokaż jej persymonę. Ona zaaranżuje spotkanie, podczas którego będziesz mógł przekazać oba przedmioty. Na spotkaniu, przekażesz też wiadomość ustną. Brzmi ona: Szesnastu w przeciągu ostatniego miesiąca. W tym Hige i Ren Li. Powtórz.

Akito powtórzył. Odczuł przy tym coś dziwnego. Hige i Ren Li coś mu mówiły. Ale co? Nim miał czas się zastanowić nad tym dłużej, taisa podjął wątek:

- I jeszcze jedno. Tutaj, na Murze, mało kto będzie dbał o takie rzeczy, jak to - palec Hirumy przejechał po jego policzku, nosie. - Ale poza ziemią daną nam w opiekę... - mężczyzna wzruszył ramionami - Dlatego pamiętaj. Blizny, to oznaka służby wojownika. Jeśli komuś będzie to przeszkadzać ZA BARDZO... zabij. Nie baw się w pojedynki do pierwszej krwi. Jeśli ktoś Cię wyzwie, żądaj walki do śmierci. A najlepiej, kiedy podejrzewasz, że Cię zechce wyzwać, to wtedy już powiedz jakie pojedynki uznajesz. Zapewne uderzą pierwsi, ale na pewno nie ostatni. Możesz odmaszerować.

* * *

Kaeru Toshi, Zdobyte Miasto, terytorium Klanu Lwa; koniec miesiąca Onnotangu, wiosna.

Poranek okrył miasto mgłą, dodatkowo sprzyjającą zamiarom Akodo Ichizo i jego córki. Keiko, siodłając konia, przypominała sobie rozmowę, jaką odbyła z ojcem jeszcze tak niedawno.

- Nie mam podstaw, by kwestionować honor Daidoji-san ani przyjaźni jaką obdarzyła ona Michiko-san. Czy sądzisz, Panie, że... słuszne będzie podjąć ryzyko i spędzić w Zamku Goblina kilka dni, czy też ruszać bezzwłocznie ku Przełęczy i dopiero, gdy Yuichi-san będzie bezpieczny, jeśli okoliczności pozwolą, zająć się sprawą listu od Daidoji-san?

- Mając przewagę, której przeciwnik nie jest świadom, ujawnij ją w ostatnim momencie i wykorzystaj ją, aby zwyciężyć. Pamiętaj jednak, aby nie trzymać jej w ukryciu zbyt długo, jeśli nie wiesz, jakich i ilu zwiadowców wróg rozesłał i gdzie są jego szpiedzy. Wiesz, co to za dzieło, Keiko? - widząc potrząśnięcie głową, mężczyzna kontynuował - Traktat o wojnie ronina imieniem Sun Tao. Nie znam Daidoji Yuuki. Znam Daidoji. Wiem jak wygrali w Bitwie na Równinie Słońca, wiem jak wyglądało prowadzone przez nich uderzenie na Strażnicę Czterech. Czy ręczysz za tę kobietę na tyle, by zostać w Shiro no Tengu przez parę dni? Może to ona okaże się tą ukrytą przewagą, ale czy zaryzykujesz to, co już masz, na rzecz nieznanego?

Brązowy, nakrapiany wałach cicho zarżał, próbując bezskutecznie wywęszyć jakiś przysmak w ubraniu kobiety. Mechanicznie uspokoiwszy zwierzę, Keiko kontynuowała dociąganie popręgów. Pierwsze promienie słońca utonęły we mgle skrywającej Kaeru Toshi przed wzrokiem. Jak na wiosnę, ten dzień był naprawdę zimny.
 

Ostatnio edytowane przez Tammo : 20-03-2012 o 00:39. Powód: literówka w imieniu
Tammo jest offline  
Stary 03-08-2007, 20:21   #7
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 13478 abishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputację
Kamisori Yoake Shiro, Twierdza Ostrza Blasku, terytorium Klanu Kraba; koniec miesiąca Onnotangu, wiosna.

Zaraz po wyjściu z kwatery Hirumy Fukurou mruknął cicho wesołym tonem.- Zdziczałem na ziemi Kraba, ale wkrótce trzeba będzie sobie przypomnieć dobre maniery.
Idąc ciemnym korytarzem wspomniał jedną z nauk dziadka. " Krytyka od przyjaciela nigdy nie przynosi ujmy na honorze, gdyż tylko nasi wielcy przodkowie i Shinsei osiągnęli doskonałość. Nam zaś pozostało tylko kroczyć ich przykładem.. " Po czym zwykł dodawać... "Oczywiście, każdy cesarz również jest doskonały, na swój wyjątkowy sposób."
W drodze do swej kwatery Fukurou wstąpił do kwatermistrza i skłonił się i rzekł.
- Taisa - sama wysłał mnie po zaopatrzenie na wyprawę. Wyruszam bowiem wraz z Akito -san, jutro o brzasku do Zamku Goblina. Przydałby się jakiś koń, niekoniecznie do jazdy wierzchem.
Otrzymawszy odpowiedź Fukorou skłonił się i odparł. - Domo arigato Krab-sama.

Kamisori Yoake Shiro, Twierdza Ostrza Blasku; kwatera Mirumoto Fukurou tego samego dnia, późny wieczór.

Samuraj Smoka po skończonej medytacji wrócił do swego pokoju, zjadł posiłek i sięgnąwszy po pędzelek i papier do korespondencji. Najpierw powstał list do Kaiu Tsume utrzymany w ryzach etykiety, którą Smok starał sobie przypominać.
W utrzymanym w tonie serdeczności liście Fukurou dziękował za udzieloną gościnę , przepraszał że wyruszał bez pożegnania, tłumacząc się pilnymi sprawami wzywającymi go na łono rodziny, oraz zapraszał Kaiu-san na wizytę do rodzinnych ziem.
List siostry był bardziej osobisty..

Siostro droga,
zapewne prędzej czy później dotyczące do ciebie niepokojące wieści dotyczące Daitengu-sama. Nie chcę cię przedwcześnie martwić, więc nie będę rozwodził się nad tym. Wystarczy wspomnieć, że nasz szanowny stryj dopuścił się czynu który stawia naszą rodzinę w bardzo niekorzystnym świetle. Możliwe, że nasz kuzyn, Haru-san przybędzie na mur Kaiu, by zmazać hańbę swego ojca. Postaram cię poinformować o wszystkim jak tylko dowiem się czegoś więcej. Opuszczam mur Kaiu, gdyż minął czas mego pobytu i nasz szanowny ojciec wzywa mnie na pomoc rodzinie. Wyruszam jak najszybciej, więc wybacz mi, ale nie będę mógł się z tobą pożegnać osobiście. Zawsze będziesz jednak w mej pamięci. Postaram się napisać kolejny list jak tylko dowiem się czegoś więcej o wydarzeniach dotyczących Daitengu-sama.
Twój oddany brat
Fukurou.


Samuraj smoka dopisał daty i opieczętowawszy listy włożył je do tubusów. W kontekście nadchodzących zdarzeń, nawet jego ostatnia wyprawa do Krain Cienia jawiła mu się dziwnie spokojna.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.

Ostatnio edytowane przez abishai : 25-10-2007 o 20:30. Powód: poprawka w związku z dopasowaniem do fabuły
abishai jest offline  
Stary 03-08-2007, 21:27   #8
 
obce's Avatar
 
Reputacja: 231 obce ma w sobie cośobce ma w sobie cośobce ma w sobie cośobce ma w sobie cośobce ma w sobie cośobce ma w sobie cośobce ma w sobie cośobce ma w sobie cośobce ma w sobie cośobce ma w sobie cośobce ma w sobie coś
Kaeru Toshi, Zdobyte Miasto, terytorium Klanu Lwa; koniec miesiąca Onnotangu, wiosna, ranek - godzina Tygrysa

Jak na wiosnę, dzień był wyjątkowo zimny. Szczególnie teraz, na przełomie nocy i dnia, gdy słońce ledwie zaczęło rozjaśniać Kaeru Toshi. Jego promienie przemykające pomiędzy zabudowaniami rozczesywały mleczne kłęby mgły niczym złocisty grzebień, zaś one zdawały się leniwie tańczyć pomiędzy jego zębami. Otulone bielą budynki bardziej podobne było do z dawna wymarłych, pełnych ulotnych zjaw ruin, niż głośnego miasta pełnego ludzi.
Jak na wiosnę, dzień był wyjątkowo zimny i przy każdym oddechu z ust Keiko unosił się lekki obłoczek pary. Powoli, starając się nie robić zbędnego hałasu, wyprowadziła konia ze stajni jednocześnie dziękując Fortunom za ten biały woal wyciszający dźwięki i kryjący przed niepożądanymi spojrzeniami. „Spodobałby się jej ten poranek. Ubrałaby jasne kimono współgrające z kolorami świtu i ułożyła haiku, którym później, niby przypadkiem, podzieliłaby się z tym swoim Kakitą. Coś jak:

Pierwsze promienie
Grzebień we włosach nocy
Twój ostatni krzyk

Pomijając ostatni wers, który uznałaby za wysoce niesmaczny
”. Wykrzywiła lekko usta, nieświadomie przyśpieszając kroku. „O ile oczywiście wstałaby tak wcześnie, w końcu nic tak nie szpeci kobiety jak twarz szara z niewyspania”. Zamknęła na moment oczy, czerwone i podkrążone po nieprzespanej nocy. „Ech, Michiko, lepiej żebyś okazała się córką swej matki i swego ojca. Bo jesteś tylko delikatnym kwiatem zdobiącym naszą rodzinę podczas gdy Yuichi jest jej przyszłością. Przynajmniej w oczach ojca. I wybór, choć trudny, może być tylko jeden. Mam więc nadzieję, że jesteś córką swej matki i pod kolorowymi płatkami skrywasz choć odrobinę twardej stali”.

Kwadrans później, gdy kończyła się godzina Tygrysa, była już poza murami Kaeru Toshi poganiając konia do galopu.
Czy byłaby w stanie zaryzykować to, co już ma, na rzecz nieznanego?
W tak zimny, wiosenny poranek jak ten mogłaby zaryzykować wszystko.
 

Ostatnio edytowane przez obce : 03-08-2007 o 22:25. Powód: błędy, obrzydliwe stylistyczne błędy
obce jest offline  
Stary 05-08-2007, 00:47   #9
 
Tolkien's Avatar
 
Reputacja: 13 Tolkien nie jest za bardzo znanyTolkien nie jest za bardzo znany
Kamisori Toake Shiro, Twierdza Ostrza Blasku, terytorium Klanu Kraba; koniec miesiąca Onnotangu, wiosna.

W kwaterze zapadła cisza. Akito po wysłuchaniu "wykładu" Hirumy czuł się teraz ... nie mógł nawet nazwać tego uczucia. Na jego szczęście dalsza cześć rozmowy przywróciła mu przynajmniej częściowo spokój ducha. Uświadomiła mu również, że ta wyprawa może się okazać nie taka prosta jak jeszcze kilka chwil wcześniej myślał. Szesnastu w przeciągu ostatniego miesiąca. W tym Hige i Ren Li powtórzył jeszcze raz w myślach. Teraz trzymając w rękach list do kwatermistrza, pismo dla dostawców, oraz persymone oraz tubus, przyszło mu do głowy dwa pytania.

- Taisa -sama, na czyje ręce mam złożyć pismo z listą potrzebnego nam zaopatrzenia, i czy dokumenty podróżne na tę wyprawę otrzymam u kwatermistrza?

Po uzyskaniu odpowiedzi Akito skłonił się nisko i rzekł

- Hai Hiruma -sama. Nie zawiodę.

Po tych słowach Akito schował persymone oraz tubus, skłonił się i wolno skierował się do wyjścia. Był gotów w każdej chwili zareagować na każdy, nawet najcichszy odgłos jaki wydałby z siebie Hiryma. Odetchnął gdy znalazł się na korytarzu. Samurai sprawdził jeszcze raz czy ma ze sobą wszystkie otrzymane przed chwilą rzeczy i ruszył do swej kwatery.

Kamisori Toake Shiro, Twierdza Ostrza Blasku, terytorium Klanu Kraba; koniec miesiąca Onnotangu, kwatera Hidy Akito.

Pomieszczenie rozświetlał blask słońca wpadający przez okiennice. Akito uświadomił sobie zamykając za sobą drzwi, że od jutra czeka go zupełnie inne życie. Gdyby nie fakt, iż jedzie z towarzyszem broni, z którym służył razem na murze, i z którym walczył i wrócił z krain cienia pewnie by się martwił. Wiedział że ma dziś jeszcze parę spraw do załatwienia, i nie mógł tracić czasu. Usiadł i przygotował swoje rzeczy. Nie było ich dużo. Kimono, hachimaki, broń, zbroja. Od kwatermistrza dostaniemy resztę potrzebnych rzeczy pomyślał odkładając pismo do Niego na bok. Później wziął kartkę i napisał.

Do szanownego Hidy Ogitamaru
mojego Ojca

Jutro wyjeżdżam, udaję się wraz z Mirumoto Fukurou do Zamku Goblina, a później na ziemie moich towarzyszy aby oddać im cześć i zwrócić to co po nich pozostało.

Hida Akito


Spakowawszy list oraz pismo do kwatermistrza Akito udał się do kwater swych towarzyszy.

Kamisori Toake Shiro, Twierdza Ostrza Blasku

Cisza, smutek, wspomnienia. Chwile niesnasek, i chile żartów. Wspólna służba na murze, wspólna walka. Śmierć. Tyle wspomnień przebiega przez głowę, a teraz Oni już nie żyją. Jedyne co po nich pozostało to wspomnienia i te rzeczy. Dasiho w kolorze czystego nieba, po którym przelatuje stado białych żurawi, kimono w kolorze błękitnego jeziora, po którym pływa łudź w kształcie białego ptaka, niebieski woreczek, przewiązany białą tasiemką i ciemno błękitna zbroja. I ogniste, niczym płomienie buchające z pieca, w którym wykuwane jest ostrze Daisho, wraz z żółto- pomarańczowym kimonem niczym żywcem wyjętym z tęczy i piaskowa zbroja ... I posłaniec w granacie i czerni ... Akito spakował kimona i zbroje swych towarzyszy w paczki owinięte materiałem i związane sznurkiem. W ten sam sposób zabezpieczył ich daisho na czas podróży. Rzeczy były gotowe.

Kamisori Toake Shiro, Twierdza Ostrza Blasku, terytorium Klanu Kraba; koniec miesiąca Onnotangu, wieczór

Na korytarzu rozległy się kroki. Akito zbliżał się do otwartych drzwi magazynu. Jakby na powitanie wyszedł z nich nieco starszy człowiek z kartkami papieru w ręce. Na jego widok Akito skłonił się i rzekł:

- Witaj Sama, Taisa przysyła mnie do Ciebie. Jestem Hida Akito i wraz z Mirumoto Fukurou wyruszamy jutro do Zamku Goblina. Oto list który miałem Ci od Niego przekazać.

Po tych słowach młody bushi wręczył zapieczętowany list kwatermistrzowi i czekał.
 
__________________
Cztery piwka na stół, w popielniczkę pet,
Jakąś Damę roześmianą Król przytuli wnet.
Gdzieś między palcami sennie płynie czas.
Czwarta ręka, Króla bije As.

Ostatnio edytowane przez Tolkien : 05-08-2007 o 16:10.
Tolkien jest offline  
Stary 05-08-2007, 13:05   #10
 
obce's Avatar
 
Reputacja: 231 obce ma w sobie cośobce ma w sobie cośobce ma w sobie cośobce ma w sobie cośobce ma w sobie cośobce ma w sobie cośobce ma w sobie cośobce ma w sobie cośobce ma w sobie cośobce ma w sobie cośobce ma w sobie coś
Prowincja Kaitomo, terytorium klanu Lwa; koniec miesiąca Onnotangu, wiosna

Gdy zimny poranek przerodził się w szare popołudnie, a świat przestał przypominać zwiewne malowidła mistrza Shiby Josuke, Keiko prawie trzęsła się z wściekłości. Pomimo narastającego bólu mięśni i zmęczenia miała wrażenie, że znajduje się w bezruchu lub, w najlepszym przypadku, jeździ w kółko - monotonny widok uprawnych pól, łąk i podobnych do siebie zagajników stwarzał poczucie bezczasowości, które wytrącało ją z równowagi. Poganiana niepokojem i niecierpliwością chciała pędzić jak wystrzelona strzała, a tymczasem zdawało jej się, że porusza się prędkością i wdziękiem zreumatyzowanej kaczki.
Wciąż za wolno.
Dopiero teraz, dwanaście ri na południe od Kaeru Toshi, zrozumiała jak bardzo roczny pobyt pośród Lwów przyzwyczaił ją do wygód i spokojnego życia zgodnie z ramami wyznaczanymi przez rutynę. „Zmiękłaś, głupia”. „Głupia, głupia, głupia” – nawet dźwięk końskich kopyt zdawał się swoim powolnym rytmem z niej szydzić. „Z dobrym wierzchowcem i jeźdźcem można znaleźć się w Shiro Matsu w trzy dni, jeśli Fortuny sprzyjają. Z takim tempem powinnam się cieszyć, jeśli u celu znajdę się za pięć czy sześć”. Klęła więc konia, który choć wytrzymały do szybkich nie należał; klęła samą siebie; klęła wilgoć unoszącą się w powietrzu, która mogła uszkodzić lotki jej strzał; klęła zbliżający się powoli wieczór i czas, którego mogło jej zabraknąć.
Pomimo pośpiechu jednak, gdy tylko mogła, omijała wioski i grupki podróżnych, wybierając wąskie, mało uczęszczane drogi, na których przynajmniej nikt nie zatrzymywał jej, by sprawdzić podróżne dokumenty, wyrazić zdziwienie z powodu jej obecności na tych ziemiach czy po prostu utrudnić jej życie. Lwy nie miały wielu powodów, by pałać sympatią do Akodo Ichizo – Jedynego Honorowego Lwa z Shiro no Ashinagabachi, Zamku Osy, postrzeganego przez nich jako zdrajcę klanu; jeszcze mniej ich mieli, by szanować lub przynajmniej zostawiać w spokoju jego córkę. Ostatni rok był tego dobitnym dowodem. Dlatego Keiko unikała przypadkowych spotkań i konsekwencji jakie mogłyby płynąć z takich konfrontacji – porywcze, zapatrzone w swój wizerunek i dumne z natury Lwy bardzo łatwo angażowały się w pojedynki podczas których miały szansę pokazać swą siłę i wyższość. Ona jednak nie mogła sobie teraz pozwolić na niepotrzebne konflikty, na zbędne ceregiele, wymiany uprzejmości, niekończące się wyjaśnienia. Nie mogła sobie także pozwolić na rany, które zmniejszyłyby jej szansę na wykonanie powierzonego zadania – zadania od którego zależało tak wiele.
A jednak czuła się jak tchórz.
Była wściekła.

Gdy kończy się godzina Doji w oddali dostrzega linię lasu – ciemnozieloną kreskę znaczącą horyzont - oddaloną o mniej więcej trzy ri. Obolała po całym dniu konnej jazdy, zdaje sobie sprawę, że jeśli jutro ma gdziekolwiek pojechać, musi się niedługo zatrzymać. Mięśnie nóg i pleców palą żywym ogniem, zmęczone oczy wręcz krzyczą o sen, zaś pusty żołądek o pożywienie.
Spina konia.
W myślach już czyści tego flegmatycznego wałacha, szuka strumienia, w którym mogłaby się obmyć, rozpalała ognisko, by ugotować ryż i zaparzyć herbatę – czerwoną sorghum o matowym smaku kojarzącym jej się czasem zachodzącego słońca - która wygoniłaby w końcu chłód z jej ciała i uspokoiła niespokojne myśli.

A potem nadchodzi zmierzch.
 
obce jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 02:52.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166