Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 23-12-2014, 19:46   #1
 
Slan's Avatar
 
[FMAB-M&M] Kościej Nieśmiertelny 2.5 - Ludzie i Potwory

Minęło półtora miesiąca, a wichry wojny wiały na wskroś całego kontynentu. Postępy Armii Czerwonej były zostały na jakiś czas powstrzymane przez kontrofensywę klanu Biao oraz problemy z zaopatrzeniem z powodu zupełnego braku infrastruktury na terenie północno zachodniego Xing. Generał Zheng Long odparł atak Konarmi Budionneb. To jednak były tylko tymczasowe sukcesy, bowiem z terytorium Kaganatu Chagatajskiego zaczęło napływać zaopatrzenie, choć Wielki Chan nie zdecydował się na jednoznaczne przyłączenie do wojny ze swym odwiecznym rywalem. Kontrolę nad Armią wschód przejął niejaki marszałek Fiodor Gryfski. Dzięki jego dowodzeniu armia Xing została zepchnięta nad Białą Rzekę. W górach na teranie klanu Biao zaczęto mówić o straszliwych potworach. Ludziach Wilkach i skrzydlatych bestiach polujących na żołnierzy. Armia klanu wkrótce została okrążona i musiała walczyć o przetrwanie. Na froncie elitarne oddziały alchemików Sióstr Nocy i Synów Czerwonego Słońca pokazały, że Amestris nie ma już monopolu na wojenną alchemię. Krążyły pogłoski o całych batalionach żołnierzy o wzroście ośmiu stóp i Ludziach, którzy wstają nawet po kilku trafieniach w głowę. Co Gorsza 14 lipca podpisano porozumienie między Cesarzową Samedyjską Kathariną de Orlais, Padyszachem Imperatorem Sainumalem Straszliwym i pierwszym sekretarzem Strelnikowem. Pierwszego sierpnia niespodziewany atak samedyjskich torpedowców doprowadził do zatopienia dwóch pancerników i krążownika xingijskiej floty.


Jednak dla grópki przyjaciół w Centrali nie miało to pierwszorzędnego znaczenia. Stanisław Nowicki myślał, o pasożycie żyjącym w jego wątrobie, który przypominał o sobie, a Stefan Nowicki o tym co "Konik Spopieluszek" dla nich szykuje zwłaszcza po tym wszystkim co usłyszał. Na dodatek Sao była miła dla Stacha od ostanio miła. Ponoć znalazła pracę w klubie dla białych Lilii, nawet poszedł to sprawdzić, i niestety zobaczył ją z Mimi na bramce. Samuel rozmyślał o księciu Cin Longu, który zaginął udając się samotnie na wschód. Vilmund o dwóch kobietach siedzących obok niego. Jedna posyłała mu wesołe, a druga nienawistne spojrzenie. Razem z Cathariną i Leslie Armstrong jechał do nowego Xerxes, podobnie jak jego pozostali towarzysze z ekipy, a także Winry Rockbel May Chang i Alfonsem Elriciem. Dużo się działo w ciągu ostatniego miesiąca...
 
__________________
Myśl tysiąckrotna to tysiąckroć powtórzone kłamstwo.
Myśl jednokrotna, to niewypowiedziana prawda...
Cisza nastanie.
Awatar Rilija
Slan jest offline  
Stary 26-12-2014, 19:31   #2
 
Brilchan's Avatar
 
Samuel siedział zmartwiony w przedziale pociągu pędzącego do Nowego Xarxes. Pierwszym powodem był stan zdrowia Stanisława Nowickiego. Chłopak, któremu obiecał, że zadba o jego zdrowie został zarażony wyjątkowo złośliwym pasożytem, który w normalnych okolicznościach doprowadziłby do bardzo bolesnej śmierci.

Na szczęście mieli dość niezwykłe znajomości, pierwszym rozwiązaniem, jakie przyszło mu do głowy było wykorzystanie kamienia filozoficznego w tym celu udali się do Mustanga, aby wyjaśnić mu sytuacje i uzyskać pozwolenie na wykorzystanie artefaktu. Generał zamiast tego zaproponował, że skontaktuje ich ze sławetnym Doktorem Marco, który ukrywał się w Nowym Xarxes akurat w to miejsce gdzie Szkapa chciał ich wcześniej wysłać...

Jednak porzucił wszelkie wątpliwości, gdy Panna Ścieżka podziękowała mu za piękne kwiaty. Byli w związku odkąd to Syn Ziemi odstraszył kilka Białych Lilii, które bardzo chciały poderwać niczego nieświadomą bibliotekarkę byli na kilku randkach, które miały służyć, jako odstraszacz na kochające inaczej Xingiki a mieszaniec miał nadzieje, że z czasem fikcji stanie się rzeczywistością wszystko byłoby dobrze gdyby nie to, że do kwiatów był dołączony aforyzm, który upodobał sobie pewien skośniki skurczybyk, który nie życzył im najlepiej.

Tak, więc Samuel zapakował do pociągu wszystkich bliskich, jacy przyszli mu na myśl żeby w pustynnym mieście na spokojnie rozważyć, jakie zagrożenie może stwarzać rządny zemsty książę...

Z zamyślenia wyrwały go krzyki zdenerwowanej kuzynki Sao:



-Wy barbarzyńcy! Małą Mimi dręczą!- Wspomniała udomowioną białą tygrysicę, która musiała jechać w klatce ustawionej w luku bagażowym.

-Milcz kobieto, takie są przepisy. Tu jest Amertis i barbarzyństwem jest trzymanie zwierząt w przedziale z ludźmi. Nie mówiąc o uniknięciu paniki. Inaczej skończy się tak jak w dniu jak cię poznaliśmy- wycedził Stefan
-, Bo ty byś wszystkich wybuchał, a Mimi nikogo bez powodu nie ugryzła. To nie XiaoMay
-Xiao May jest malutka i świetnie udaje wypchaną. Dużo macie w Xing takich fajnych mini- niedźwiedzi? Spytał Stefan

- Kuzyneczko wiesz, że ja kocham Mimi tak samo jak ty, ale ludzie by się bardzo bali, masz racje to barbarzyńcy i nic nie rozumieją, ale nakarmiłem Mimuś ziółkami, więc sobie spokojnie śpi a jak tylko dojedziemy to ją obudzę a dzięki Danchemii dodam trochę energii i będzie szczęśliwym kotkiem - Samuel próbował załagodzić sytuacje.

-Mało mi palca nie upierdzieliła
- darła się Sao. - Ja widziałam tylko moją Xia Mei. Ale większych trochę na ziemiach mego klanu jest - odpowiedziała May
-, Ale jak ją porwą, albo coś zrobią - była przerażona.

-Jak się do tej pory nie dała porwać, to teraz pewnie też nie... Bo jak mądry zwierzak... Czyli dużo jest tam takich małych niedźwiedzi
. -Stefan, to jest kot... Chyba... -Gadasz jakbyś nie widział niedźwiedzia. Widziałem z siedem z bliska. I to wygląda jak niedźwiedź. Bardzo mały... I w czarno białe łaty... Ale to niedźwiedź…

- Znaczy się nie takich małych... Właściwie to całkiem dużych - powiedziała May - Ona jest kurduplowata jak ty, bo nie je mięsa jak ty - Sao wyjęła z torby Kiełbasę od Nowickich - Jedz, bo nie urośniesz!

-A, czyli, że jedyna w swoim rodzaju, jedno na tysiąc? Dobry omen, że panience się coś takiego trafiło. A miód zje? - potem dał Sao po łapie- A pytanie o pozwolenie? Gdzie proszę?!

- Nie wiem, nie dawałam mu go nigdy - rzekła May - Nie pozwalasz mi nawet nakarmić siostry? Sam, a po co... Sam, kto popilnuje, Mimi?

- W sumie ja mogę pójść będzie można tam spokojnie pomedytować a trzeba zerknąć, bo jeszcze ktoś się połasi na cenne futro, chyba, że ty chcesz? Wtedy byś się tak nie denerwowała?

-Nie zostawiaj mnie z nimi samego...
- Wycedził Stasiek łapiąc mieszańca za ramię.

- Idę, Mimi potrzebuje kogoś, kto ją naprawdę kocha... Ale wrócę Stefan! - zaniepokojona ruszyła w kierunku wyjścia.

- Ja ją też kocham, ale muszę zostać przy pacjencie
- Krzyknął za nią lekarz.

-Nie będę tęsknił- młodszy Nowicki się nawet nie obejrzał. -Jakim pacjentem? Stasiek kopnął Samuela w nogę.

- Z tobą pacanie! - Mieszaniec trzepnął Staśka w tył głowy.

-, Jakim? Al. wygląda zdrowo... Choć jakiś blady jest - zapytała Sao.

-To, co? Chcecie miodu na wzmocnienie? Wszyscy zdrowi. Przynajmniej na ciele, więc, o co chodzi? -Młodszy Nowicki wiercił oczami Samuela. Potem spojrzał na May -Chan Skinął głową: - Czy mamy czegoś nie mówić Edwardowi?

- Al. ostatnio źle sypia. Ciągle się budzi - powiedziała May - Staś chory? To pewno przez te chemie Stefana! Zawołało Sao.

- Chyba twoją kuchnię. Przy mnie nic mu nie było... A żarliśmy koty i psy
- To jak chcecie panie Samuelu, to pójdę z panem! - Stasiek szarpnął Samuela. - A oni sobie wyjaśnią

Samuel tylko pokręcił głową zniechęcony podejściem Stasia, ale obowiązywał go kodeks lekarski - Panie Alphonse może chciałby Pan mieszankę ziół nasennych - Spytał zmartwiony obawiał się, że jest winny koszmarom blondyna przez swój eksperyment z braterstwem krwi, który przywołał traumatyczne wspomnienia.

- Ale mi nic nie jest. To tylko stres - rzekł Alfonse poczerwieniały nagle.

- To może Waleriany na uspokojenie?


- Daj potem Staśkowi. Kretyn ostatnio łazi w nocy. Może mleko z miodem? Dobre na spokojny sen -ledwo spojrzał na brata.

- Moja kuchnia jest zdrowa. Moja prabacia ma sto cztery lata i nadal ćwiczy jogę. A Stach musi pić teraz żółć byka z krwią klaczy i mlekiem ryżowym dobre na wszystko
 
Brilchan jest offline  
Stary 26-12-2014, 20:21   #3
 
Guren's Avatar
 
Na początku Stefana Nowickiego naprawdę bawiła jazda pociągiem. Przedtem zaliczył jedynie jazdy na gapę. Jedną, aby skrócić nieco trasę do Amertis, ale szybko musieli uciekać, za drugim razem, gdy uciekali z Briggs do Centrali. Gdy miało się legalnie bilet, dobre sfałszowane papiery, ta jazda pociągiem była całkiem relaksująca. Długa, można było podziwiać z okna widoki. Przez to, że długa to widoki i sama jazda zaczynała po prostu nudzić. Zwłaszcza, że nie było jak się czuć całkowicie swobodnie, gdy siedzisz z obcymi.
Siedział w jednym przedziale z naburmuszoną Sao (raz Amertis wykazała chwalebność swej praworządności każąc wieźć tego durnego tygrysa- Mimi w oddzielnym wagonie z bagażami), Alphonsem Elriciem, May Chang była miła, Alphonse Elric też w przeciwieństwie do swojego Braciaka. Choć jak podejrzewał Stefan – woleli by już niezręczność swojego wzajemnego towarzystwa niż zabawianie obcych. Zwłaszcza, że pewnie Szkapa dała taka metkę o Nowickich, że pewnie się go boją. Może i jak napisała Nora w jednej ze swoich powieści „przekuwać te niezręczność w intymność”. Mistrz N. drzemał. Samuel zaś wydawał się pogrążony we własnych myślach.
Stefan w końcu się znudził czytaniem po raz kolejny tego samego tekstu i zajął się robieniem na drutach. W ostatni miesiąc zrobił trochę ubranek dla dzieci co miały się urodzić, skończył kalesony i szaliki dla siebie i Staśka,. To teraz pora na czapki. Na razie rękawiczki mu nie poszły.
Robienie na drutach było mechaniczna czynnością, a za bardzo go zastanawiały ostatnie wydarzenia. Wyjazd do Nowego Xerxes w tych warunkach wydawał się niezłym pomysłem. Przede wszystkim Stefan miał wrażenie, że coś jest kombinowane za jego plecami. Nos mu to mówił. Samuel wydawał się zadowolony z „niby- randek” ze Shieską, a po któreś jego polepszający się nastrój nagle spadł. Sao nagle stała się milsza dla Staśka pomimo awantury przed pamiętnym wieczorem u Ravena. I oczywiście sam Stasiek…
Stanisław Nowicki szybko zasnął w trakcie jazdy pociągiem. Parokrotnie się zdarzyło, że gdzieś wychodził w nocy z pokoju. Na długo. Parę razy zaś gdzieś wyszedł w nocy i wrócił bardzo późno. Wykręcał się gdzie i po co polazł? To nie była pierwszyzna i zdarzało się jeszcze przed spotkaniem Mustanga i reszty. Stasiek wtedy nazywał to „pracą na nocną zmianę”. Jasne zdarzały się takie prace, ale czasami… Stefan był pewien, że starszy wtedy szedł z jakimś niebezpieczniejszym zadaniem od Szarych. Ale po aferach z Wieśką nie było mowy, żeby szedł do Szarych. Więc dlaczego? Stefanowi przychodziły na myśl dwa rozwiązania: bardzo głupie- Stasiek za plecami wszystkich chodził na randki z Sao i przechodzi intensywnie zakochanie. I to rozwiązanie bardzo wkurzające- Szkapa coś oddzielnie zlecał Staśkowi. I ten kretyn Stasiek ukrywa to przed młodszym, pytanie, czy to na zlecenie Mustanga, czy pomysł starszego Nowickiego. Oba rozwiązania sprawiały, że krew w żyłach Stefana Nowickiego wrzała. Jak można traktować go jak takiego taniego kretyna?!

Rozmyślania chłopca przerwały dąsy Sao. Stasiek akurat wtedy się obudził. Wywody siwej idiotki były kretyńskie. I zerowego zrozumienia dla wymogów sytuacji. Przede wszystkim domagała się współczucia dla tych swoich farmazonów. Tego akurat Stefan najbardziej nie znosił u burżujek.
Tygrys siedzący obok ludzi?! Dobieranie się bez pytania do jego kiełbas?! Jeśli May Chang nie je mięsa to jej sprawa, a przede wszystkim nie wpycha się mięsa komuś kto nie chce. Uważał wegetarianizm za idiotyzm , ale naprowadzenie na zdrową i miesożerną ścieżkę powinno iść inaczej. Potem doszło do istnego pandemonium na temat zdrowia. Do takich rzeczy przyzwyczaił się w Piastii. Tylko czemu w Xing przeszły takie idiotyzmy?! Bycza krew?! Wolne żarty, że na tym można dożyć setki?! Siwa znowu łże w żywe oczy!
- Na wszystko dobre jest czosnek, miód i mleko. I to czasem podane naraz. Przynajmniej nie grozi wymiotami! – oświadczył Stefan łypiąc na Sao
- Idziemy, idziemy -Stasiek dalej popędzał Broken.
- Ja zadbam o Stasia... bo dał mi... - wyjęła z torby wiązankę pogrzebową chryzantem. Była tam karteczka "Od tego, który nie zapomina" i druga "Kto wspina się na górę Alamut, znajdzie swój kres [/i] - taką samą dostała Shieska…
- Uuu! A mówiłaś, że jesteś białą Lilią, a się cieszysz z liściku od Stasia… Jak się czerwieni! Jak się rumieni! - młodszy Nowicki skandował jak wtedy, gdy w szkole wyśmiewano czyjeś miłostki. Samuel i starszy byli za daleko, aby usłyszeć.
Samuel wstał i poszedł za Staśkiem kiedy oddalili się od reszty powiedział do niego ściszonym głosem – Mam nadzieje że to kolejny atak bo jeżeli chcesz mnie opieprzać za to że nie pomagam ci się kryć przed młodym to nie marnuj mojego czasu, naprawdę myślisz że młody jest taki naiwny ? Ślepy by zobaczył że coś jest nie tak – Rzucił zirytowany.
-Do tej pory nic nie zauważył, ani nie mówił. Nie ma po co... Tylko coś głupiego by po tym zrobił. No i po co go martwić, więc dobrze jest... – Stasiek sam się plątał we własnych wyjaśnieniach.
- Nie mówił żeby cię dodatkowo nie martwić a jest za mądry żeby nie zauważyć, nicy jak chcesz przed nim ukryć że będziemy szukać Doktora Marcoh ? Albo coraz częstsze ataki bólu ?
-Nic mi nie jest, panuje nad tym. W po za tym... Szkapa nadal nie widzi, a ponoć ten doktorek najlepszy, nie? Na razie nie jest poważnie, więc po co… [/i]
Lekarz jedynie westchnął i pokręcił głową: - To jak potrzeba już czegoś na ból ? Niedługo będzie trzeba przejść na zastrzyki żeby nie obciążać ci za nadto układu trawiennego.
-Niedługo tam dojedziemy, to... już bliżej Marco nie? Chyba na razie nie…
–Nowicki znów się plątał
- Widziałeś tą wiązankę ? To CinCin próbuje nas wystraszyć dlatego wziąłem z nami Ścieżkę i Mistrza – wskazał na liścik
-Rozumiem. To... niegłupie
- Tja dziwię się że Sao się nie zorientowała przecież on ciągle pierdolił ten aforyzm o górze i mądrości. A chryzantema to cesarski kwiat
-Przychodzi mi na myśl parę komentarzy jak się to odnosi do Sao, ale to twoja kuzynka... –
Nowicki się zaczerwienił.
- Echh już nic mi nie mów pewnie lubi i facetów i baby a tobie mówi że jest białą lilią żeby zaostrzyć ci apetyt więc korzystaj póki możesz – skomentował całą sytuacje – Bardziej mnie martwi tamten mściwy kretyn zaczynam żałować że nie zabiłem go kiedy miałem okazje trochę się obawiam że sprzeda duszę zakonowi w zamian za zemstę
-Teraz tego nie zmienimy. Najwyżej jak już się nawinie-
zapalił papierosa- Będę wdzięczny jak pozostaniemy na dotychczasowym układzie względem... moich problemów żołądkowych, panie Broken
 
Guren jest offline  
Stary 30-12-2014, 12:31   #4
 
Slan's Avatar
 
To działo się wiele tygodni temu. Najpierw Samuel postanowił rozmówić się z siostrami Ciao. Gdy znalazł bliźniaczki i opowiedział im o tym, że Shieskę nie interesują dziewczyny, one roześmiały się perliście.
- Och, my o tym wiemy, i dlatego jest tak ciekawą zdobyczą
- Sama, bezrobotna... łatwo ją skusić będzie
- A potem już z górki...
- To też kwestia Honoru
- Cbodzi o zakład z księciem Cin Longiem

Kilka dni później zaprosił Piastankę na ciastko i kawę. Dziewczyna przyszła w szarej sukience ozdobioną jednym szklanym diamentem. Rozmowa była trudna, bo Samuel nie mógł mówić o sobie za wiele, ani nie chciał mówić wiele o polityce. Za to bibliotekarka się rozgadała.
- Po tym, jak zginął pan Hughs i archiwum się spaliło, zostałam przesłuchana i odesłano mnie do wschodniego archiwum. Były tam wszystkie papiery dotyczące zaopatrzenia całej wschodniej ćwiartki. Dowodziła nami półkownik Matylda... ona zna regulamin. Wszystkie, nawet najbardziej chore przepisy sprzed dwustu lat. Musięliśmy pisać podanie, gdy chcieliśmy iść do toalety. Nie było tam papieru, bo nie znajdował się na liście wyposażenia... Musięliśmy też pisać raporty na temat naszego życia osobistego... moje były krótkie bo dostawałam ciągle dodatkową służbę. Najgorzej jak zabrakło atramentu wojskowego. Nie mógł to być zwyczajny ze sklepu, bo ona rozpoznawała z daleka odcień i nawet nie mogliśmy napisać podania o nowy, a jak nie mogliśmy pracować, to codziennie dostawaliśmy nagany, aż w końcu znajomy jednego z nas skopiował atrament. Ona... odkryła mój talent i kazała mi nauczyć się na pamięć wszystkiego, co znajdowało się w archiwum... do dziś te liczby siedzą mi w głowie... wykazy zaopatrzenia sprzed dwustu lat mogę recytować od ręki

Na kolejne spotkanie Shieska przyszła w biżuterii porzyczonej od Rizy i sukience od kuzyna Quinxianga.
- Z wojska wyrzucono mnie dwa dni po dniu sądu. Moja matka... ona wtedy umarła. Napisałam podanie o urlop ze względu na stratę, abym mogła udać się na pogrzeb, ale z tego wszystkiego podpisałam się jako Ścieżka, a nie Shieska. Matylda wpadła w szał i kazała wszcząć mi postępowanie w sprawie szeregowej Ścieżki... świat mi wtedy poczerwieniał przed oczami i rozbiłam na jej głowie krzesło. Mogłam trafić pod sąd wojenny, ale to były Czasy po dniu sądu, więc trafiłam do szpitala, a tam było dużo byłych podwładnych półkownik. Ale potem opowiedziałam moją teorię na temat Alfonsa i dostałam żółte papiery
Trzecie spotkanie było w parku.
- Wiem, że to wy byliście w tamtej świątyni i mnie widzieliście, ale to nie tak jak myślicie! Jestem prawą Amestrianką i wiem, że to wszystko to zabobon. Mój ojciec... był kapłanem Leto, ale jak uciekliśmy z Piastii, to nie mógł tu znaleźć pracy. Został górnikiem, ale zginął podczas zawału kopalni... wtedy byłam ostatni raz w świątyni.
Czwarte spotkanie przebiegało zgoła odmiennie. Czekał na Ścieżkę na ławce, gdy ta przybiegła zapłakana pokazując mu wiadomą wiązankę.
- Alamut to góra, na której swoją siedzibę ma Starzec z Góry. On przewodzi Assasinom! Najstraszliwszym zabujcom świata,,, co ja zrobię?

Tymczasem w pociągu May zmarszczyła brwi
- Sao, od kiedy jesteś białą Lilją?
- Od zawsze, po prostu ci nie mówiłam. Jesteś w końcu moją siostrą... a co miałam zapytać, czy idziesz na dziewczyny? A może miałam za0ytać Ala?
W tej chwili do wagonu wszedł konduktor i podał Stachowi list.
"Helena, Wildbourn i Tiger Cats zapraszają Stanisława Nowickiego"
 
__________________
Myśl tysiąckrotna to tysiąckroć powtórzone kłamstwo.
Myśl jednokrotna, to niewypowiedziana prawda...
Cisza nastanie.
Awatar Rilija
Slan jest offline  
Stary 30-12-2014, 20:19   #5
 
Brilchan's Avatar
 
Samuel Broken i Stanisław Nowicki


- Tak, chociaż nie składałem przysięgi wierzę w tajemnice lekarską i w to, że nie mam prawa zdradzać twoich sekretów, jeżeli sobie tego nie życzysz. A Doktora nie traktuj tak lekko to geniusz w dziedzinie medycznej alchemii i użytkowania kamieni filozoficznych. Ty módl się lepiej do świętej Panienki żeby chciał ci pomóc Szkapa wydał zgodę na użytkowanie kamienia, ale kontakt z Marco może być przydatniejszy. Tak jak ci mówiłem nie wiem czy nawet z kamieniem dałbym radę ci pomóc lepszego specjalisty niż on nie znajdziesz. Lepiej już wracajmy bo jeszcze uwierzą w te ploty co Nora rozsiewa - Stwierdził Samuel myślami wracając do tego momentu, gdy po raz pierwszy dowiedział się o chorobie Stanisława.

Kilka dni temu...

Gdy po tygodniu powtórzył się ten sam zabierający dech ból, by potem przynieść to samo swędzące uczucie Stanisław Nowicki odrzucił myśl, że poprzedni raz to był tylko nietypowy ból brzucha. Zgaga po hot dogach, co zjedli po odwiezieniu Leslie, czy coś równie głupiego. Pomysł po drugim razie wydał mu się jeszcze głupszy. Pomysł o robakach, o których gadała Izabela Ravenowa wydał mu się irracjonalny, ale tyle dziwactw ostatnio spotkał, że musiał się upewnić. I tak trafił samotnie pod progi Samuela. Bardziej, że innego medyka nie znał. I liczył, że Broken odpuści sobie od progu głupich uwag na temat życia miłosnego Staśka, zwłaszcza, że przyszedł bez Stefana. - Przepraszam za najście. Nie przeszkadzam ?

Samuel akurat czytał niewielką sfatygowaną książkę. Była to "Sztuka Wojny " w wydaniu oryginalnym. Jedna z niewielu rzeczy, którą jego Matka wzięła ze sobą z ojczyzny uczył się z niej czytać Xingisku papier zaczynał się kruszyć, była też niezliczoną ilość razy klejona. Lektura ta zawsze uspokajała mieszańca miał nadzieje że może w słowach starożytnego mędrca znajdzie jakąś inspiracje na pokonanie licznych wrogów - Skądże Stanisławie nie przeszkadzasz w czym ci mogę pomóc ? - Spytał zaznaczając stronę zakładką i chowając niewielki tomik do jednej z przepastnych kieszeni płaszcza.

- A ten no... Może ci pomóc w pakowaniu... Tak sobie pomyślałem, bo Stefan mnie właściwie wywalił z mieszkania, że mu przeszkadzam... Nie wiem, czemu...

- Dziękuje za propozycje, ale wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy mam już spakowane. Wiesz, gdy się pracuje w półświatku trzeba być zawsze gotowym na najazd policji i pakować się lekko. Aśka pomogła Mistrzowi się przyszykować zanim przeprowadziła się z powrotem do madame, ale możesz zapytać się Sao czy nie potrzebuje pomocy, bo nie wiem, na jakim jest etapie - Stwierdził z uśmiechem. Wydawał się być zrelaksowany - A bratem się za mocno nie przejmuj ma humory jak każdy nastolatek przejdzie mu

- Tia... Choć nie każdy zachowuje się na punkcie porządku gorzej od własnej matki...

Lekarz wzruszył ramionami - Różni ludzie, różne osobowości. Chcesz napić się herbaty? Właśnie miałem wstawić wodę

- Może być... Dużo masz takich dziwnych eksponatów? - spojrzał na słoik z "niewiadomo, czym"

Syn Ziemi wstał z prowizorycznego stołka, który kiedyś był chyba połową beczki - Trochę się tego nazbierało każdy ma jakieś hobby. Dzięki tym drobiazgom czuje się bardziej jak lekarz a i na pacjentach robi wrażenie - Wyjaśnił rozpalając ogień w piecu - Jaką chcesz herbatę? Ja napije się zielonej, ale mam też czarną, albo mogę ci zaoferować jakieś ziółka. Może być też kawa albo woda - Wymienił wsypując suszone liście do małego czajniczka.

- E ten... Zieloną. Ja się nie znam na herbacie. Jedna z nielicznych rzeczy, jakie Stefan chwali w Amertis to, że kawę i herbatę mają lepsze. Jak patrzę na te słoje to można by pomyśleć, że zetknąłeś się z najdziwniejszymi przypadkami...

A wiesz, że jeden mój znajomy opowiadał mi o takich dziwnościach jak ludzie urodzeni z wchłoniętym bliźniakiem, albo o robalach, co się zalegają we wnętrznościach i potem zżerają od wewnątrz. Wtedy myślałem, że to głupie. Ale teraz to nie wiem, czy to możliwe przy tych wszystkich dziwnościach. Co byś powiedział temu mojemu znajomemu?

- Raczej nie znam się na tego typu rzeczach, zwykle postrzały i rany kłute do tego przeziębienia, problemy z płucami, stawami i mięśniami. Nic niezwykłego najciekawszym przypadkiem był ten Pan, co cię uczył na Radziwiłła, ale niestety nie był zainteresowany moją ofertą pomocy a pomógłbym mu nawet za darmo... Przed nim największym wyzwaniem był alkoholik, w którym zakochała się pewna bogata mieszczanka był już w stanie agonalnym, ale udało mi się utrzymać go przy życiu kilka lat i znacznie to jego życie polepszyć

- Czyli, że nie miałeś z czymś takim do czynienia... A myślałem, że może w Xing to się przechodzi tak jak u nas, w Piastii przechodziło się świnkę z ospą wietrzną...

-Jest wiele rzadkich chorób niestety trudno mi zdobyć dostęp do książek medycznych szczególnie po tym jak niechcący spaliłem bibliotekę uniwersytecką, ale jakby, co to wiedziałbym gdzie szukać informacji

- Ach tak... Ty i ta biblioteka... - Stanisław nic nie mógł poradzić, ale mina mu zrzedła
Wciągnął głośno powietrze: - Jakby to powiedzieć... Wiem, jak poszło ostatnio jak mnie... Zbadałeś w chłodni, ale... Mógłbyś to zrobić jeszcze raz? W sensie badanie!

Zdjął z półki dwie czarki i odchylił wieczko czajnika - Jeszcze kilka minut i będzie gotowa. Tradycyjnie parzona Xingiska herbata, jest gorzka i mocna jak sam diabeł, ale odświeża umysł. Nie lubię tego całego ceremoniału, ale jako napój jest świetna! - Gdy zauważył, że Stanisław posmutniał lekko zdziwiony powiedział - Tak, wielka szkoda, choć jak byśmy coś stamtąd potrzebowali to Ścieżka podobno pamięta wszystkie woluminy tylko trzeba było wiedzieć, czego szukamy

- A co znów choroby weneryczne? Nie będę cię macać, bo znów mnie oskarżysz o zboczenie a Nora będzie miała za dużo pomysłów do książek. Co powiesz na szybki skan ? - Spytał, po czym zdjął klapki i zamknął oczy sięgając do smoczej żyły.

- Skan? A to chętnie! A co to jest skan - przeszedł szybko z radosnego wyrazu twarzy do dość głupawej.

- Skan skończony - Oznajmił neutralnym głosem lekarz - Po prostu zerknąłem na twoją aurę za pomocą specjalnej techniki, którą opracowałem na podstawie Serca Smoka techniki wyczuwania Chi Xingjskich wojowników. Nie mam takiego zasięgu jak oni i muszę się na tym skupić ale bywa przydatne - Wyjaśnił po czym zrobił niewesołą minę - Czekaj coś mi się tu nie zgadza - Wziął głęboki wdech, wyprostował plecy i złożył ręce na kształt odwróconej piramidy - Nie no to niemożliwe ?! - Krzyknął zdziwiony, po czym podszedł do Staśka po drodze podciągając rękawy kitla i pocierając tatuaże. Ukucnął przy chłopaku i bez pytania zaczął obmacywać mu podbrzusze jego ręce były gorące niczym dwa żelazka Nowicki wiedział z doświadczenia, że jest to spowodowane Chi, które przez nie przepływa.

Czajnik zaczął gwizdać, ale znachor wydawał się zbyt zaoferowany żeby to zauważyć.
- Nie mogłeś tego skana dać poprzednio?! O! Teraz jest jeszcze dziwniej niż poprzednio!- zawołał jak Samuel zaczął go macać. - Czajnik spalisz!

- Coś nie tak? Trochę to takie... - mimowolnie dotknął głowy mieszańca. Oburącz - Łaskoczesz... - Przepraszam, za najście, ale Paweł powiedział żebym do pana... - drzwi otworzyła Nora Roberts. - Nie nauczyli pani pukać?! - wrzasnął Stasiek czerwieniejąc. - to ja przyjdę jutro! - zatrzasnęła drzwi, a potem dało się słyszeć jak biegnie. - Muszę to opisać!! O Muzy moje dziękuje!! Takie rzeczy się dzieją! -Co to kurwa było?!

Mieszaniec zdawał się nie słyszeć, co dzieje się wokół w pełni skupiony na aurze pacjenta - Coś ty ostatnio jadł? Jakim cudem masz pasożyty w wątrobie? Żołądek to rozumiem tam mogą się lęgnąć różne rzeczy wystarczy trochę wzmocnionego ziołami środka na przeczyszczenie i nieproszony gość wylatuje razem z kałem, ale wątroba? Przecież to konieczny do życia organ... - Gadał zaaferowany.

- Człowieku, zauważyłeś, że tutaj przed chwilą była ta walnięta baba od męsko- męskich romansów?! - po czym dodał- Zara... To "to" tam jednak jest!?

- Są, są a ja zachodzę w głowę, co to jest?!! Nie da się usunąć konwencjonalnymi metodami. Jakby zrobić operacje to jest szansa, że się zregeneruje, ale trzeba by wyciąć większość organu i modlić się żeby nie zostały jakieś zbłąkane jajeczka... - Głośno myślał i patrzył na brzuch Staśka lekko nieobecnym wzrokiem.

- Że co!? Takie coś nie może istnieć! - Krzyknął zrozpaczony chłopak.

- Istnieje, podobnie jak kamień filozoficzny, homonculusy Brama Życia i ludzie transmutujący swoje duszę. W porównaniu z tym wszystkim pasożyty w wątrobie są niemal zwyczajne. Czy w ciągu ostatnich kilku tygodni jadłeś coś egzotycznego? Może bułki tej trójki kanalarzy? Jakieś surowe mięso? Może skubnąłeś jakieś egzotycznej potrawy jak grałeś Radziwiłła? A może to Scorpia ma jakieś magiczne robaki i cię otruła ?? - wyrzucał z siebie teorie

- Ta kurwa Izabela Ravenowa o tym gadała... Że to zżera po roku człowieka od wewnątrz. Myślałem, że to zgaga po hot-dogach zjedzonych po cynaderkach... Albo wczoraj ta paczka cukierków cośmy zjedli ze Stefanem na doła po sprawie Leslie. Ale jemu nic nie było.... Ale żeby to była prawda?! Dlaczego to nie może być zgaga, tasiemiec?! Dlaczego ja?! - Spytał wznosząc oczy do sufitu.

Stasiek przejechał sobie dłonią po twarzy: - Zaraz... Twardy miał ten pierścień. Jak mu podawałem rękę to mnie drasnął?.. Wtedy trochę swędziało. Ale tyle się rzeczy działo, że nie myślałem o tym... Porażony Stefek, Leslie, podejrzenia pani, Rizy

- Dobra, to w sumie pasowałoby do tego psychola. Powtórz mi dokładnie, co ta lafirynda ci powiedziała. Na pewno coś wykombinujemy pamiętaj, że mamy do dyspozycji pewne nietypowe środki i znajomości - Próbował pocieszyć chłopaka, ale nie wyszło to zbyt szczerze, bo był zbyt zaaferowany ciekawą chorobą żeby skupić się na empatii.

-Ravenowa gadała, że na wielkiej pustyni żyje taki mały roztocz. Wnika przez rankę do wątroby tam składa jaja. Potem młode zagnieżdżają się i zaczynają ją pożerać. Trwa to cale miesiące i gdy ofiara jest bliska śmierci, rój wylatuje przez usta. Noż kurwa...
- Kurwa, kurwa... Cholera... skulił się przyciskając pięści do twarzy. Popłynęła mu łza, ale potem nieoczekiwanie zaśmiał się gorzko. - A jak byłem mały to mi ciotki... Głównie ciotki nade mną sugerowały, że jestem pasożyt. Siedziałem w brzuchu matki dłużej niż powinienem, umarła zanim skończyłem rok i jak na złość ja się rozwijałem zdrowo i nie chcę umrzeć... Jestem pasożyt i od pasożytów mam umrzeć?

- Spokojnie, chodź podpytamy się Mistrza. On żył w klimacie pustynnym możliwe, że ci wsadzili coś mniej groźnego i bajek ci naopowiadali żeby wcisnąć jakiś kit o antidotum? A jeżeli naprawdę takie poważne to poprosimy o pozwolenie na użycie kamienia filozoficznego. Jest ich kilka, więc nie powinno być problemu, ale problem w tym, że ja nie umiem niszczyć obcych organizmów jedynie wspierać proces leczenia żywej tkanki, więc nie wiem czy nawet z kamieniem dałbym radę w końcu pasożyt to nie trucizna czy przestrzelone kolano, ale żywy organizm z własnym Chi, więc trudniej z nim walczyć...

-No tak... Jest przecież Kamień... Powie się Mu... Generałowi, że potrzebuje, to może nie będzie gadać? - otarł oczy - Nie mogę teraz umrzeć. Dzieci nie mam, żony nie mam... I kto wyprowadzi Stefka na ludzi?! Nie mogę. I na złość tym ciotkom, co mi gadały, że powinienem umrzeć już w dzieciństwie...

- Spokojnie, obiecałem ci opiekę medyczną a ja tak łatwo swoich pacjentów kostusze nie oddaje - Powiedział poklepując chłopaka po ramieniu. Nagle poczuł dym - A co to? OŻ KURWA CZAJNIK! - Rzucił się do naczynia, z którego wygotowała się cała woda.

- Rozumiem, że nie masz ubezpieczenia przeciwpożarowego? A w ogóle to czekają mnie straszne rzeczy jak Stefan i to, co nawyprawia Nora po tym, co tutaj zobaczyła!

- Co? Nie mam żadnego ubezpieczenia ani meldunku żywy trup pamiętasz? Gdzie? Co? A skąd tu ona ? - Spytał skołowany Samuel.

-To ja się powinienem spytać. Ze ją Paweł... Znaczy się Stefan przysłał... Przyszła jak mnie maca... Badałeś z klęczek i powiedziała, ze wpadnie jutro... Byliście umówieni?!

- A pies jej mordę lizał! Choć zapytamy się Mistrza o potwierdzenie a jutro pójdziemy do Mustanga

Ja pierdolę... Jak nic wylądujemy w jednej z jej zboczonych książek! Już to zapowiedziała, ale teraz.! To ja na dodatek wyląduje, jako Bottom w związku!! -Stasiek przeszedł do swojego świata.

- Albo pal licho nie jest jeszcze tak późno a to sprawa życia i śmierci, więc można mu wjechać na chatę, bo to stan wyjątkowy! - Odpowiedział Samuel udowadniając, że ma głęboko w poważaniu, co zrobi Nora - A jeżeli uda ci się pożyć dość długo żeby zobaczyć sukces Nory to będziesz miał tabuny fanek, które będziesz mógł zarywać na teksty "o tym, że chcesz spróbować jak to jest z kobietą" - Dodał z uśmiechem na chwilę wracając do sposobu myślenia największego podrywacza kilku wsi.

- Nie zamierzam i nie chce teraz tak umrzeć. To za niebezpieczne zostawiać Stefana bez smyczy przy panu. A jak mój ojciec się dowie... To... No połowa z tego, co mówi Stefan to przesadzona. Zwłaszcza o liczbie wybitych niedźwiedzi i jak wybitych, ale i tak obstawiam wysokie szanse na kolejnego trupa... - Przestrzegł Stasiek.
 
Brilchan jest offline  
Stary 30-12-2014, 20:23   #6
 
Guren's Avatar
 
- Przepraszamy za najście... - powiedział Stanisław po zapukaniu w drzwi przedziału
- Chcieliście się ze mną widzieć, więc przybyłem
Samuel i Stach minęli trzy przedziały, zanim trafili na właściwy. W środku była trójka niemal identycznych ludzi, ubranyc w kolorowe koszule i słomkowe kapelusze. Był tam mężczyzna, kobieta i osobik nieokreślony. Było w nich coś dziwnie „rizowatego”:
- O pan Stanisław witamy
- I życzymy szczęścia
- Jak praca dla Roya?

- Przepraszam że wpraszam się bez zaproszenia ale nie mogę zostawiać pacjenta bez opieki Pan Grumman z pewnością już wie w jakiej sytuacji znajduje się nasz drogi przyjaciel - Powiedział z przymilnym uśmiechem.
- Rozgłoś to od razu całemu światu..- Syknął Stasiek
-Szkapa wie więc jego teść też tak to działa a przy okazji użycie prawdziwego imienia i nazwiska było wysoce nierozsądne - Zganił kobiety.
- Zobaczyłbyś zloty rodzinne u nas jak idą relacje z teściem... – Stanisław uśmiechnął się z przekąsem
- To tragedia
- Prawdziwa i niezgłębiona
- Cóż można zrobić - mówili jeden przez drugiego
- Rozumiem, że miłe panie nie znają lekarstwa na to... co leży mi na wątrobie - uśmiechnął się na wpół czarująco na wpół jak szczeniak proszący o kość
- Może tak
- Może nie
- Któż to wie
- A co z pana rodziną? - rzekła Helena i usadziła Stacha obok siebie i brato
-Moja rodzina? To zbyt skomplikowane. Kontakty się urwały i nie bardzo wiem, gdzie większość jest... - skwitował- I o tym panie chciały rozmawiać? O moich złych kontaktach w rodzinie?
- Nasz dziadek zawsze mawiał, że rodzina jest najważniejsza - rzekł Wildburn
- A kocha pan rodziców i rodzeństwo - - dodał Tiger przusunąwszy się do Stacha
- Co Byś dla nich uczynił? - powiedziała Helena obejmując Stacha
- Ojciec mnie wydziedziczył. Ten przybrany. Za szlajanie się z kobietami. A ja tylko kochliwy jestem ... - zaśmiał się i podziwiając dyskretnie dekolt Heleny.
-To dziwne, bo Rodzina Stanidsława Nosickiego została uznana za wrogów ludu - A ich gospodarstwo spalone - rzekła Helena gładząc go po karku
- Że co? Nie znam żadnego Stanidsława Nosickiego...
Samuel jedynie słuchał w milczeniu wzdychając nad tym jaki Stasiek jest naiwny sądząc że ludzie Grummana nabiorą się na kłamstewka.
-Jeśli miałbym się przejmować Nosickim to wychodzi... Czy aby nie spaliliście nie to gospodarstwo co trzeba? -Stanisław zaczynał się cieszyć, że nie zabrał Stefana.
- W takim razie nie mamy o czym rozmawiać - dodał Tiger - Trafią do łagru, bo dziadek nie pomaga byle komu
- Odpuść sobie to profesjonaliści lepiej spytaj się co z rodziną bo sądzę że tym cię chcą zmusić do współpracy - Powiedział Broken smutno do chłopaka.
- Wiecie na co skazaliście ten kraj wkurzając Tatkę? A zwłaszcza dziadka? -przez głos Staśka przemawiało dogłębne współczucie. - A Dziadek Nowicki też żyje?
- Ja rozumiem że staramy się uratować cały kraj a może i świat ale Pan Grumman naprawdę stosuje ciosy poniżej pasa. Moją wioskę też żeście spalili ? A może w końcu spełniliście groźbę i porwaliście moją starą matkę razem z jego rodziną ? - W głosie Znachora dało się wyczuć złość
- Czy może starczy wam zaoczny wyrok śmierci który nade mną wisi? A jakąś krople miodu dodacie do tych gróźb ? Mi by się przydało oczyszczenie kartoteki a Staśkowi lekarstwo tak na dobry początek - Dodał już spokojniej siląc się na flegmatyczną pozę której używał jako maski gdy musiał ukrywać swą złość.
- Na szczęście udało im się uciec
- I zmierzają do nowego Xerxes - Ale czy tam dotrą?
- To w ich stylu... Na serio się pytam, czy dziadek żył jak uciekali? Jest równie nieustępliwy i wredny co młody, rozumiesz Broken? Łatwo się nie da zabić. Chyba na złość Tacie tyle dożył
- Szczerze to nie wiemy
- Ale nadal Stanisław Nowicki ma dług wobec dziadka \-
- Czy polubił Angeliqu Raven?
- Stanisław błagam cię oni dają ci do zrozumienia że jak nie będziesz się z nimi bawić grzecznie to wybiją ci rodzinę ale na wszelki wypadek nie mówią tego wprost. Ale my nie mamy za bardzo czasu bo właśnie umierasz i jak ci nie pomogą to będą mieli zarobaczonego trupa, a nie agenta przemówił Samuel
- Za mało z nią rozmawiałem, aby powiedzieć, że się dobrze znamy
Tia... Jak nie macie z co najmniej odtrutki to na wiele się wam nie przydam. Kwestie praktyczne, rozumiecie drogie panie. Ale Samuel, ty nie znasz mojej rodziny. Zwłaszcza Dziadka.... -

- to musicie się poznać
- Przed ślubem
- Błyskawicznym
Nowicki przez chwilę milczał, ale potem: - ŻE CO?!
- Panienka miała drobną wpadkę
- Z creteñskim nauczycielem fechtunku
- Kto uratuje honor rodziny Ravenów?
Samuel zaczął się śmiać tak że mało z krzesła nie spadł - No muszę przyznać że ładnie to Pan Grumman rozplanował! A nie macie wakatów ? Mam tyle wrogów że pewnie i tak zdechnę a jak jakimś cudem przeżyje to warto by się ustawić na przyszłość - Mieszaniec zaczął realizować plany które od dawna układał.
- Rozumiem, że Grumman preferuje kij nad marchewką? - wycedził Stasiek
- A jakbyśmy złapali tego nauczyciela fechtunku i Ravenowi przywieźli? Wtedy nie będę potrzebny Ravenowi, nie?
Aleæ gdzie tu kij - rzek¶ zdizwiony Wildburn
Samuel zaczął się śmiać tak że mało z krzesła nie spadł: -Potrzebowałbym wyczyszczenia kartoteki, że niby zostałem zwerbowany na tajnego agenta, oczywiście z żołdu zrezygnowałbym wspaniałomyślnie ale fajnie byłoby móc pójść na Akademie medyczną - Opisał swoją wymarzoną marchewkę
.- A nie mówiliście... Jeśli dobrze zrozumiałem, że bez ślubu zeżre mnie robal, albo coś się stanie mojej rodzinie? - Piastianinowi było mniej do śmiechu
- Krzywda mnie albo mojej rodzinie to chyba się kwalifikuje na kijek?
- Ale to nikt. W porównaniu z Radziwiłem
- Wie pan, Komisarz Zamieniew moæe zatrzymać pociąg
- Pan Zborowski chce współpracować©? - Rozumiem, że nie mamy większego wyjścia -
Wybór zawsze jest
- I co mamy zrobić na "początku tak pięknej znajomości"? Dorwać ojca dziecka Ravenówny?
Lekarz uśmiechnął się krzywo - Pan Zborowski wielkiego wyboru nie ma został wciągnięty w szambo wiele lat temu przez popleczników Ojca więc równie dobrze mogę spróbować się tak ustawić żeby za bardzo nie śmierdzieć jeżeli wypłynę na powierzchnie. Nie miałbym nic przeciwko gdybym mógł przy okazji pomóc Panu Grummanowi naprawić trochę ten świat przy okazji odbić sobie własne krzywdy
- Co do pana drugiego zadania - - Wildburn wyciągnął zza pazuchy dokumenty
- Śluby w nowym Xerxes można brać od ręki [/i ]
- A pani Angelque mieszka w hotelu Cronos
- Na serio, jeśli to dla Grummana pikuś aby odnaleźć Nowickich z jakieś zapadłej wiochy to nie może dorwać gagatka od Ravenówny?!
- Będziesz mógł wziąć rozwód w jakimś bardziej dogodnym momencie ślub pod fałszywym nazwiskiem a majątku i tak nie masz skoro ci kura puścili - Pocieszał mieszaniec

- No właśnie... Strasznie tanio cenicie Ravenówne... –skwitował Nowicki.
- A tutaj o to chodzi żeby smarkula Ravena urodziła dzieciaka po ożenku z dobrą partią a teraz tak wygląda Radziwiłł dość szumu wokół niego żeby nie było wstydu a dość biedny żeby wejść w taki układ
- Ależ panie Radziwile... Ten Creteńczyk nie wypierał się swego obowiązku... ale to byle Siekadło. Jakiś Alatriste

-[i] Nie rozumiem tych pojęć... W praktyce jestem synem rolnika z dziada pradziad. I sami powinniście o tym wiedzieć. I to lepsze od Alatriste?
-Słyszał pan o konstantińskich kompaniach najemnych? Na przykład Taborytach czy gwardii Vanów? Trzech komendantów chce się spotkać z generałem Ravenem, a jeden z nich to książę Umberto! Poprzysiągł upadek władcą Aerugio - [i] pokazał zdjęcie srogiego mężczyzny z miedzianym nosem
- Ale co to ma do jego córki?
- Nic. Ale łączy się z twym drugim zadaniem. Masz się dowiedzieć co knują
- Ciekawe jak? lubią Piastiańską kuchnię? - Nowicki zrobił się zgryźliwy
- Pozostawiamy to twojej... waszej inwencji - Rzekła Helena i pocałowała go w policzek,. Tiger Zaczął gładzić po drugim
Stasiek gwałtownie wstał: - A moja nagroda? Odtrutka może?
- Coś tam się wymyśli- Stwierdził mieszaniec.
- Obstawiam, ze sami nas znajdziecie po kontakt? –westchnął Nowicki
- [i] Być może... Naczelnik ma najlepszych lekarzy - rzekł Wildburn - Jako, że się już zgodziłeś, to pozostaje nam tylko pogratulować - Tiger wyciągnął rękę
Tak, tak wielkie dzięki z okazji "radosnej uroczystości"- Nowicki odwrócił się do drzwi.
- Prześlemy kwiaty i czekoladki - Helena mrugnęła doń
- Z góry dziękuje pomachał na odchodnym wychodząc.
Samuel skłonił się na modłę Xing po tym co wydarzyło się Stachowi nie palił się żeby komukolwiek podawać ręce - Do zobaczenie wkrótce- Pożegnał się i ruszył za Piastaninem.

Stanisław Nowicki przeszedł odległość paru przedziału i gdzieś w połowie drogi do przedziału ze Stefanem i resztą oparł się o ścianę. Zapalił papierosa, a potem przykrył twarz dłonią:
- Kurwa...
Po chwili zdał sobie sprawę z tego, że zbiera mu się na płacz, a nawet już łzy poszły.

Z powrotem w przedziale
-Liczyłem, że chociaż dopóki są w Piastii, to będą bezpiecznie, ale ich znaleźli.
Samuel próbował go pocieszyć niezdarnym poklepywaniem w ramię, co niewiele poprawiło nastrój Stanisława. Ale nie mógł sobie też pozwolić na całkowite rozklejenie się, trzeba było wrócić do reszty do przedziału. W otwierane drzwi wbił się drut od robótek ręcznych, a Al i May próbowali jak najdalej odsunąć od siebie Stefana i Sao. Wypowiedź młodszego Nowickiego była bardzo dziwna:
-Kozucha- kłamczucha, kozucha- kłamczucha równej urody i rozumu z ciebie jest. Zołza jedna i burżuja, co jeszcze domaga się przeprosin za to, że kłamała cały czas z tymi „Lilijstwem”! No niech się Stach dowie! No i jest!
-Was nie można zostawić na 5 minut samych, żebyście nie próbowali się pozabijać?-
westchnął starszy Nowicki.
-Jakie 5 minut? Dużo więcej was nie było! Ciekawe czemu? Ale najpierw…- oswobodził się z objęć May, by otoczyć ją ramieniem i oświadczył wskazując na Xingijkę wolną ręką:- Ten oto diament świecący wśród tandety Xingijskiego dworu powiedział, że to pic na wodę z tym, że ta kłamliwa… su… Sao! Z tym, że jest Białą Lilią to pic na wodę! I jeszcze się domagasz przeprosin? A ty się nie bój słoneczko…- poklepał po ramieniu May- takie zadanie młodszego rodzeństwa, żeby znać wstydliwe sekreciki starszych. Od tego są. Trzeba nadrabiać braki z sile fizycznej, nie? Nie dam ci się zastraszyć, o ozdobo Xing. Zwłaszcza siwej… A skoro o przewadze nad starszymi, to Stasiek masz teraz wyraz twarzy jakbyś się dowiedział, że zrobiłeś dziecko jakieś flądrze.
-W sumie blisko…-
Staśkowi nerwowo zadrgały usta, a potem świsnął mu nad głową drugi drut, ale razem z doczepioną do niego robótką, która wyglądała na połowę czapki. Całość zawisła wbita we framugę drzwi.
Zaraz jednak starszy Nowicki przeszedł do opowiedzenia co się wydarzyło przy trojaczkach, szczególnie element o sprawie Ravenównej.
-Wielkie mi co…- młodszy Nowicki nie specjalnie się przejął losem starszego- Dobra Sao, skoro wyszło, że masz upodobania jak większość… A przynajmniej i tak jesteś przyzwoitym człowiekiem, pomijając chryję z „Białolilijstwem”, więc w trakcie ceremonii ślubnej bierz chustę zarzuć temu idiocie na łeb „Mójci on”. Potem to przećwiczymy. Najlepiej wypchaj sobie brzuch, że tobie pierwszej…
-To nie wyjdzie młody…
- westchnął Stasiek.
-No może ten plan to za mało, więc przyda się więcej opcji… W końcu co mówi lis?
-Nie będę teraz recytował tego wierszyka, ani tego co mówią…
-Chodziło o to, że może być więcej niż jedno rozwiązanie na jeden problem, matole-
zdzielił go kantem książki po głowie- Rodzina ci przekazała tyle dobrych rad, a ty nic?
-Nasza rodzina to patologia…
-Chyba twoja, niewdzięczniku!
-A propo rodziny…

Opowiedział o sytuacji reszty rodziny Nowickich i losie ich gospodarstwa. Na co Stefan tylko powiedział:
-Tata tutaj jedzie? Do Amertis?

Gdy Stanisław skinął głową, to młody schował książkę i robótkę do walizki, a potem włożył ją pod pachę i wyglądało na to, że chce uciec oknem.
-Stefek, a ty dokąd!?!- zawołał Stanisław łapiąc młodszego wpół.
-Do Briggs się zaciągnąć!
-Zdurniałeś!?
-Tam może będę miał szansę na przeżycie i „niezabicie”!! Jako żołnierz!
-Nawet wtedy nie masz co liczyć przy Twardym! A Leslie?!
- próbował wciągnąć młodszego z powrotem do środka.
-Ona nie jest moją dziewczyną!!
-Mniejsza o to! Nie zostawiaj mnie z tym samego!! –
trudno powiedzieć czy to Stefan się sam poddał, czy Stasiek odpowiednio mocno pociągnął, ale obaj wylądowali na podłodze.
-Reszty też nie mogę zostawić samych naprzeciw Taty- powiedział młodszy Nowicki.- Nie przeciwko facetowi, który wybił z tuzin niedźwiedzi… Siekierą!
-Wiesz, że w tym jest wiele przesady… Zwłaszcza jak stryj opowiada.
-Jest Normalsem co samodzielnie załatwił z 3 alchemików. W tym jednemu złamał kark.
-Kim jest wasz ojciec?
- spytał Alphonse Elric.
-Piastiańkim rolnikiem. –oświadczył z kamienną twarzą- A w ogóle Stasiek to czego peniasz kiedy tobie się nie dostanie?! Nie jako tatowy pupilek…
-Ja? Od kiedy?
- zaprotestował starszy Nowicki.
-Ale to ja zwiałem z domu bez mówienia czegokolwiek i jestem czarną owca. W każdym razie ze względów oczywistych siła słuszności gniewu Papy przewyższa nawet Lady Armstrong.
-Po tym wszystkim i tak boisz się najbardziej swojego ojca?
- Sao kpiąco uniosła brew.
-Przede wszystkim uznaje słuszność jego gniewu. I wiem, że potrafił rzucić wujkiem Grubym Zenkiem, kiedy ten ważył ze 120 kilo. Potem wybuchła wojna i wujek schudł z 50 kilo.
-Tia…


Potem młody znów zdzielił go po łbie.
-A w ogóle to nasza rodzina dała tyle świetnych przykładów zaradności, a ty co?! Co zrobiła cioteczna prababcia- Dorota, gdy jej mąż chciał się dobrać do własnej córki?! Nie użalała się nad sobą, tylko znalazła wyschniętą studnię i urządziła mu wypadek. I upozorowała jego przypadkowość
-Nie wrzucimy Ravenównej do studni…
-A kto mówi o studni? Matole, tu idzie o to, ze jest problem to trzeba szukać rozwiązania! Co zrobił Dziadek jak po okolicy łaził nieuczciwy poborca podatkowy? Zarąbał z kumplami siekierą i ukrył zwłoki. Co zrobił Pradziadek z żołnierzem wymuszającym?!
-Naprawdę jesteśmy z patologicznej rodziny…
-I tam po prostu mieszkamy w okolicy, gdzie znikają często żołnierze, rabusie, kapusie, nieuczciwi poborcy i inna wredota. Taki pięciokąt z cyklu „Strefa mroku” pod granicą z DRACHMą. Ludzie dziwnie znikają zwłaszcza po tym jak zagrożą komu spaleniem chałupy. Za to nie wiedzieć czemu miejscowe jabłka rośną duże i bardzo czerwone! A miejscowi za to zaradni i solidarni jeśli akurat nie leją się z sąsiadami o przysłowiową gruszę na miedzy.
Stasiek przykrył twarz dłonią.

-Jedyne czego możemy się bać, to tego, że na końcu dopadnie nas Tatko z Dziadkiem. - ciągnął Stefan- Z resztą sobie poradzimy! Stasiek, a mogę zaprosić Leslie na twój ślub? Ej zostaw!
-Dziecko mi dorosło! W końcu zaczął się oglądać na panny!
!- starszy Nowicki przytulił młodszego.
-A wal się!!
 

Ostatnio edytowane przez Guren : 02-01-2015 o 23:30. Powód: Doklejone od "Z powrotem w przedziale"
Guren jest offline  
Stary 04-01-2015, 19:22   #7
 
Slan's Avatar
 
Stach westchnął wspominając jak wyglądał początek podruży

W gruncie rzeczy wszystko zaczęło się jeszcze w devils nest. Gdy Tony i cała ferajna dowiedzieli o wakacjach braci, zaprosili ich na małą popijawę. Po jakimś czasie Tony zapytał się braci.
- [i] Słyszałem, że to nowe Xerxes to prawdziwa kopalnia złota dla takich jak my. Niestety, wszyscy chłopcy i dziewczęta mają w pizdu roboty, ale ty młody jesteś zaradny i masz łeb. Poszukajcie z braciachem, gdzie tam można by się wkręcić i mamony wyciągnąć - - Tony poklepał Stefana po ramieniu

Na dworcu natknęli się na Winry, która niosła skórzaną teczkę i była ubrana w niapasujący do niej garnitur, wyjaśniła, że jedzie do Xexes do pana Yagle, aby zayinwestował w jej interes. Niestety, jej asystentka połamała nogi na wieść o jeździe pociągiem. Przystała na propozycję wspólnej podróży
Tymczasem w pociągu Al i May wpatrywali się w braci z mieszaniną strachu i niedowierzania

- [i] A nie macie krewnych w Brigs? Bo nasza mistrzyni potrafiła zabić niedźwiedzia gołymi rękoma więc...
- Brzmi straszniej, niż wioska wojowników cienia - wystękała Xingijka
- Co rześ ty się tak uczepił mojego gustu. Spójrz na siebie i powiedz, jak tu nie być białą lilją - Sao darła się na Stefana.
- [i] Wiesz, Staś, ja mogę uwieść tą Angele, po jednym moim pocałunku nie zechce faceta, albo może poszukamy jakiegoś księcia? Albo powiemy, że wolisz chłopców Multum możliwości! (/i) - pocieszała Stanisława
Za oknem krajobraz się Zmieniał. Pustynia zaczęła ustępować zielonym polom uprawnym, a potem zabudowaniom. Dotarli w końcu, i wyszli na dworzec.
- To miało inaczej wyglądać - rzekła rozpaczliwie May patrząc na upstrzoną kolorowymi neonami bryłę kasyna dwie dziewice. Posąg przedstawiający dwie zwrócone do siebie kobiety był jedynym historycznym elementem całej budowli
- Na starym planie tu znajduje się biblioteka- mruknął Mistrz
- Ale świat jest mały - odwrucili się i zobaczyli Profesora wąglikowskiego i priscilę trzymającą w ręku parasol.
 
__________________
Myśl tysiąckrotna to tysiąckroć powtórzone kłamstwo.
Myśl jednokrotna, to niewypowiedziana prawda...
Cisza nastanie.
Awatar Rilija
Slan jest offline  
Stary 05-01-2015, 15:52   #8
 
Rodryg's Avatar
 
Vilmund spodziewał się niemałej afery wynikającej ze zniknięcia Hakkena oraz miał pewne obawy co do tego czy nie trafi na listę podejrzanych w końcu prawdopodobne było że ktoś wiedział o jego zaangażowaniu w zadanie od Ambasadora na parę dni przed jego zniknięciem. Wkrótce spotkał się z Ragnarem który poinformował go o "zniknięciu" Hakkena oraz konsekwencjach z tego wynikających, mianowicie większość pracowników ambasady zostało zwolnionych ze służby, co i tak można było uznać za względnie łagodną karę jak by nie patrzeć był on nauczycielem króla więc reperkusje mogły być o wiele poważniejsze niż to. Sam Ragnar był wyraźnie niezadowolony z całej tej sytuacji i trudno było się mu dziwić jednak wbrew jego obawom nie wyglądało by on czy ktokolwiek inny wiązał go z tą sprawą. Oczywiście oznaczało to też że będzie musiał sobie znaleźć nowe lokum jak i zatrudnienie, choć miał na szczęście odłożone trochę grosza na wynajem zaś z tym ostatnim też nie wyglądało by miał problemy. Nie zamierzał oczywiście przyjąć oferty pracy dla Chciwców ale i tak miał obecnie zatrudnienie w postaci "ochroniarza" Selima przynajmniej do czasu aż Diana Bradley nie wydobrzeje. Zresztą Armstrongowie byli bardziej niż chętni by zaoferować mu pracę po ostatnich wydarzeniach jak i zakwaterowanie choć na to ostatnie nie zamierzał się zgodzić nie wypadała siedzieć komuś na głowie.

Rodzina Arstrongów była oczywiście zachwycona z faktu posiadania nowego członka choć sama Leslie raczej miała w tej kwestii dość mieszane uczucia. Z tego co zaobserwował dość szybko polubiła dziadków ku ich radości oraz wujka Alexa który oczywiście był wniebowzięty z faktu posiadania siostrzenicy zaś sama dziewczyna wydawała się go bardzo lubić. Lubiła też swych wujków z Xing i Rajastanu zwłaszcza tego ostatniego jak sama stwierdziła ze względu na to że uczył ją Yogi. Jednak o ile z wujostwem i dziadkami się polubiła to już ze swoimi ciotkami nie bardzo, wyraźnie za nimi nie przepadała jednak piedestał nienawiści przypadł Cathrinie prawdopodobnie też dlatego że to właśnie najmłodszej z córek Armstrongów przypadł "zaszczyt i obowiązek" uczynienia z Leslie młodej i kulturalnej damy godnej imienia rodu. Nie lada wyzwanie zaś sama dziewczyna też nie była chętna do uczenia się "burżujskich i zbędnych dyrdymałów" jednak Cathrina także nie zamierzała się od tak poddać i ulec wybuchom złości pannicy. Tym sposobem obie wkroczyły na "wojenną ścieżkę" gdzie jedna próbowała jej wpoić umiejętności godne młodej damy zaś druga stawiała dzielny opór oczywiście nie obyło się bez ofiar śmiertelnych, z zimną krwią Leslie zgładziła fortepian a wkrótce potem dołączyła do niego harfa, sam wolał nie wiedzieć jakie straty śmiertelne były w garderobie, perfumach i innych przedmiotach. Teraz miał wrażenie ze znalazł się tutaj nie tyle jako ochroniarz co jako zabezpieczenie przed ewentualnymi rękoczynami i kolejnymi "bataliami".

Oczywiście prędzej czy później musiało dojść też do spotkania z Olivier Armstrong, Nie dało się zaprzeczyć że kobieta ta budziła respekt samą swoją postawą i zachowaniem, Vilmund chyba w życiu nie słyszał tak złowieszczej prośby o podanie soli jak od pani generał.. Jednak pierwsze spotkanie z córką przebiegło raczej dość osobliwie, obie kobiety z uporem milczały wzajemnie świdrują się wzrokiem w czasie gdy reszta rodziny wzajemnie je wychwalała próbując złagodzić atmosferę. Prawdziwa "masakra" zaczęła się gdy zdecydowano się je zostawić sam na sam by ze sobą porozmawiały, było dużo wrzasku i demolowania wyposażenia salonu, choć była to głownie zasługa Leslie, tak czy inaczej trudno było określić stosunki panujące między matką a córką, jedyna pewna rzecz to to że cały pokój wymagał po tym generalnego remontu.

Leslie miała też pewne opory przed spotkaniem z Mustangiem i Rizzą zanim do tego doszło trzeba było ją namawiać a może i przekupić. Samo spotkanie wyglądało zaś trochę jak groteskowy kabaret gdzie młoda próbowała sprowokować Płomiennego Alchemika, Rizza próbowała oboje naprowadzić na właściwy tor zaś sam Roy albo udawał głupiego albo nie potrafił przyjąć do wiadomości tak absurdalnego zarzutu ojcostwa. Przynajmniej do momentu bezpośredniego przedstawienia mu "oskarżenia" wtedy zaczął stanowczo zaprzeczać choć wyglądało na to że niezupełnie udało mu się przekonać obecnych. Skończyło się tym że jak mu było wiadomo na daną chwilę Mustang był zmuszony do nocowania w swoim gabinecie, Vilmundowi szkoda było faceta ale chyba jedyną osoba zdolną mu pomoc w tej sytuacji o ironio był nie kto inny jak Olivier Armstrong.

Teraz jednak miał inne zmartwienie w postaci Leslie i Cathriny choć ta ostatnia chyba go polubiła zwłaszcza po tym jak w końcu udało mu się dać jej kwiaty z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia i jako przeprosiny że nie chwycił za broń od razu, nawet go ucałowała w policzek podczas podziękowania. Obecnie miał pilnować obydwu kobiet podczas ich wakacji w Nowym Xerxes i miał przeczucie ze to nie będzie łatwe zadanie. Zwłaszcza ze Leslie była ubrana prawie jak porcelanowa lalka i wyglądała jak by lada chwila miała eksplodować.
 

Ostatnio edytowane przez Rodryg : 05-01-2015 o 16:09.
Rodryg jest offline  
Stary 06-01-2015, 17:16   #9
 
Guren's Avatar
 
-A nie możemy bez zbędnego kombinowania i po prostu szukać gagatka co zmajstrował dzieciaka Ravenównej, a Sao jako koło ratunkowe udaje jego narzeczoną?! Zdaj się raz na coś z tym, że jednak masz cyc... Jesteś dziewczyną!
-Śmiem wątpić, żeby to wiele pomogło w aktualnej sytuacji... Albo kogoś nie naraziło -
westchnął Stanisław
- Że nie uwierzą nam na słowo? Och daj spokój! Nie rozmiar się liczy!
-Czyj rozmiar?!
-No Saowych cyc... klatki pier... no drugorzędnych cech płciowych. Sugerujesz, że nic tam nie widać, kiedy widać? Mimo wszystko... widać...

- Bo ja trenuje - rzekła Sao patrząc na swoją klatkę piersiową. To samo zrobiła May.
- Nie bój nic, panienka już się ładnie kształtuje -Stefan chciał położyć rękę na ramieniu May, ale zmienił zdanie - A po drugie panienka ma to czego nie ma Sao. Urok osobisty, intelekt i dobrą osobowość. Szkoda, że zajęta - w dramatycznym geście przyłożył palce do czoła.
-Ależ panie Stefanie - zawołała May poczerwieniała. Alfonse zrobił srogą minę:
- Czy takie zachowanie jest u was normalne Popatrzył na Stacha
- I stąd biorą się białe lilje! - dodała Sao - [i] Lepiej uważaj Alphonse, bo jej też obrzydzi męski rodzaj [/i
- Ja ten no... - Stasiek się plątał. Nie znajdując rozwiązania dał bratu kuksańca - Ledwo przekroczyłeś 15-stkę i już takie... takie rzeczy wydziwiasz
Stefan odpowiedział kopniakiem w łydkę: - Hipokryta.... - potem spojrzał na May - Czy mógłbym z panienką pomówić na osobności? Na korytarzu? Zanim sprawy zajdą za daleko. Albo dobra pan Alphonse też może iść, ale nie więcej... osób
- Coo? absolutnie skonfundowana May rozglądała się na boki w poszukiwaniu ratunku
- Może pójdźmy, bo coś chyba trzeba wyjaśnić - dodał Al
- To idziemy... - młodszy Nowicki powstrzymał starszego nogą. Przeszedł parę kroków od przedziału na korytarzu, rozejrzał się a potem skłonił w geście podpatrzonym u Xingijczyków:

- Ja bardzo, bardzo przepraszam jeśli to wypadło dziwnie... Ale mam problem z Sao, który nie wiem jak inaczej rozwiązać... I proszę uwzględnić, że jestem synem rolnika z Piastii, więc nie ogarniam tych no... dworskich ceremoniałów z Xing. U nas sprawy stawia się raczej jasno- flaszka, albo w pysk
- zakochałeś się w Sao - zawołała z zachwytem May
- Można było się tego domyślić - Al poklepał go po plecach
- Ja? Nie! Nie ma mowy, nie mój typ. W ogóle to nawet mnie do tej pory nie przeprosiła za tygrysa, chociaż tyle nam to narobiło problemów! W ogóle nie ogarniam tej... kobiety... zapewnił gorliwie - [i] To... Stanisław robi maślane oczy. Ma za sobą z Piastii dość... skomplikowany związek i pewnie nie ma co już się dłużej o to szarpać, tylko iść dalej. J I cóż skoro Sao też jak dla mnie robi do niego maślane oczy...A jednocześnie wyjeżdża z tymi białymi liliami... Ale pani May twierdzi, że pierwsze słyszy o tym... A młodsze rodzeństwo to z reguły nie docenione źródło informacji. To sprawa jest dziwna, czyż nie? -
- Wiesz Stefan, ja mam dużo rodzeństwa i nie wiem wszystkiego o wszystkich. Lepiej znam kuzynki i kuzynów bo wychowywałam się u ciotki – zamyśliła się - No do zaręczyn potrzeba paktu ojca pana młodego i matki panny młodej. Ustala się podarki i na ile lat mają być rozłożone [/i
- Tia słyszałem ile was jest ... Może nie wybiegajmy aż tak daleko do ślubu... Choć u nas podobnie na ślubach, mówi się na to "posag". W każdym razie panienka i tak ma większe szanse na dojście do prawdy ode mnie. W zasadzie największe z nas... Zwłaszcza, że Sao uparła się odpowiadać na wszystko tylko na "Nie". Dlatego nie wiem, czy mam pomóc mojemu idiocie... ekhem... Stanisławowi. Czy odwlekać go od tego pomysłu, bo nic nie wyjdzie. Ma zdecydowanie za miękkie serce...
- U nas to zabiera się dziewczynę do lasu i rozmawia o wszystkim, tylko o nie miłości. Wpatruje się w gwiazdy i potem nagle wyznaje się miłość. Czasem trwa to trzy dni powiedziała May tonem uczonego.
Al. wyjrzał przez okno: - Z lasem może być problem - odparł młodszy alchemik
- Pustynia też jest dobra - rzekła May
- U nas podobnie... W każdym razie sprawa wygląda tak- ja badam grunt u Staśka, a panienka u Sao. Jeśli panienka uznaje, że są hmmm.... sprzyjające warunki, to my ich jakoś dyskretnie popchniemy. Ja Staśka, panienka Sao.
W sensie czy jest sens ich zaprowadzamy do lasu, albo chociaż do baru. Rozumiecie?
Młoda danchemiczka promieniała
- Nikt mnie nie prosił o pomoc w swataniu
- Hej Stafano! - zawołała Leslie była ubrana w różową kokardkę z falbankami, a włosy miała wytrefione, i na dodatek na głowie miała wstążkę - [i ] Odprowadzasz Xingijskie dziecko do mamy? A ten duży to brat tej od profesora?

- Jak dobrze wiedzieć, że panna May rozumie. Leslie, mia belle... wyglądasz jakoś inaczej.... niewinniej i młodziej
- Nie niewinnie tylko jak mała gówniara - powiedziała leslie
- Powiało chłodem rzekł Alphonse
- Mam szesnaście lat - rzekła May z oburzeniem Leslie podeszła, przyłożyła dłoń do głowy May a drugą do swojej
- Góra dwanaście - odparła i mrugnęła do ala
-Ano aż dziw bierze, że jesteście siostrami z Sao. Nawet jeśli przyrodnimi. W każdym razie mam nadzieję, że sobie wyjaśniliśmy nieporozumienia. Zwłaszcza, że ledwo własne sobie wyjaśniliście... Z góry dziękuje za pomoc panienki May. Tylko niech panienka nie rozpowiada o moich porywach miękkiego serca. Muszę dbać o reputacje...
Rozumiem, że znacie już Leslie Armstrong. Długo przebywającą w szkołach za granicą wnuczkę Philipa Gargantona Armstronga

- E tak jakby z drugiej ręki - powiedział Alphonse
- Nie jestem dwunastolatką a to mój chłopak - May zagroziła, a xiao zaczęła warczeć
- To En punible - rzekła Leslie - Co to za kot?
- Leslie! - rozległ się krzyk z sąsiedniego przedziału.
- Z kim jedziesz? -Stefan przywarł do ściany i z ręką za spodnie po Nightwinga.
- Z twoim rudym kompanionem i moją głupią ciotką oraz taką okularnicą i burżujką - z przedziału wyszła Kobieta w pięknej, ale niepasującej Sukni - Co znowu narozrabiałaś? I czy się przedstawiłaś - To Stefano, chłopak z ferajny
- "Stefano" to przezwisko, bo Milord zawsze twierdził, że moje imię z chrztu jest komiczne. Bo przywodzi mu na myśl batony "Pawełki". Paweł Damięcki. Jak mniemam jest panna kuzynką panienki Leslie? - Stefan przeszedł do swojej oficjalnej roli i nie mniej oficjalnej postawy.
- Niestety, moja siostra piętnaście lat temu... to skomplikowane - rzekła uśmiechając się do Stefana - Ty też jedzieś do Los Xerxes? Z bratem? I konowałem "
- Kopę lat panie Vilmundzie. Nie spodziewałem się pana tutaj. Ano jadę z nimi i ze znajomymi. W tym z tą białowłosą, co już sie poznałyście [/]
- Ta wredną? Ma tu tygrysa - zapytała nieufnie
- Leslie, kto brałby do pociągu Tygrysa
- Tamta by wzięła - mruknęła leslie Z przydziału wybiegła Winry

- Cześć Al. Cześć May - uścisnęła się z May i Aphonsem
- Witam Panie...
- Paolo dokończyła Leslie
- Dawno się nie widziałyśmy od Briggs - zmieniła temat Xingijka
- Chciała i to bardzo, ale jej to wyperswadowaliśmy. I nadal płacze, że jak można trzymać oddzielnie tygrysa. Witam mistrzynię Rockbell -powiedział Nowicki zastanawiając się czy wiać, czy też to za niegrzeczne - Panie Vilmundzie, czy pozwoli pan na chwilę?

-Tak ? - Midgardczyk podszedł do młodego.
- Może lepiej byłoby to omówić jak dojedziemy do Xerxes w jakimś barze, ale... Cóż... Starszy powiedział, że chyba będzie się musiał ożenić
- Gratulacje ? - zapytał Vilmund zdezorientowany słowami młodego.
- Nie spyta pan nawet z kim i dlaczego?
- No właśnie się zastanawiam raczej nie spieszyło mu się do ożenku z tego co pamiętam.
- Powiedzmy, że to raczej nakaz od tych trojaczków spokrewnionych z panią Rizą. Nakaz ratowania honoru córki Ravena, bo ojciec jej dziecka gdzieś zniknął.
I nie wiem czy nawet znalezienie i przyprowadzenie właściwego "majsterkowicza" wystarczy. Trojaczki gadały, że spalono nasze rodzinne gospodarstwo, a... nie wiem jak to określić... Szczęście w nieszczęściu? Ale chyba pozna pan mojego Tatkę i resztę famili... Zmierzają do Amertis...
- To chyba dobrze, raczej nie ma sposobu by mu się urwać ?
-Urwać Tatce, czy Staśkowi?
- Trojaczkom... a raczej wiadomo komu...
-Wątpie, żeby moja rodzinka dała sobie łatwo zrobić krzywdę. Ja o tym świadczę, pan mnie zna, więc to wiele mówi o mojej rodzinie, nie?- Stefan klepnął się w klatę.
W każdym razie motyw przewodni najbliższego spotkania to będzie jak się z tego wykaraskać... Bo nawet jeśli nie Grumman i cała reszta, to Tatko i tak mnie zabije... Ślub, albo rozwód starszego, w ogóle nawet połowa tego bajzlu to by wystarczyła odpowiedzialnemu rodzicowi, aby osiwieć. Tatko i tak jest już siwy, ale rozumie pan... Na pewno nie zapomniał, że uciekłem z domu, ale jak się dowie o starszym...
Już sama Sao by starczyła, żeby rozpętało się w domu piekło. Stasiek i tak zawsze był pupilkiem taty, więc by się wykaraskał. Ale teraz trojaczki się wtrąciły. Jak dojdzie jednak do ślubu z Ravenówną, a potem pierwszy rozwód w rodzinie.... Jakoś to zwalą, że to też moja wina... Jakieś słowa otuchy dla biednego dziecka, panie Vilmund?

- To twoja wina ? - rzucił uśmiechając się złośliwie po czym dodał - Chyba dramatyzujesz twój ojciec musi mieć jakąś granicę tolerancji dla wybryków twojego brata.-Dla niego ma. Wszyscy mają bardzo wysoką... Ja jestem ten co wdał się w stryja- kombinatora i w dziadka zrzędę
- Rozmasował sobie kark: - Sęk w tym, że tolerancja na wybryki Staśka jest dużo wyższa niż na moje. Ja dostałem lanie za rozłożenie budzika na części, a miałem wtedy 5 lat. Staśkowi tylko kazali posprzątać spaloną alchemią szopę. A 2 lata temu chociaż byłem cały czas z ludźmi i daleko od wydarzeń, to gdy wysadziło piec Kowala petardami, to nikt nie domniemał mojej niewinności tylko kazali przepraszać na kolanach za coś czego nie zrobiłem. Bo jak nic w moim stylu. I dostałem lanie pasem. Tylko stryjek się za mnie wstawił. - westchnął - Aż współczuję Szkapie. Nawet nie ma jasnych dowodów, a ma przerąbane u własnej żony... [/I
- No tego ostatniego się nie spodziewałem, myślałem ze go nie znosisz. Niestety jedyna osoba która by mogła by tą sprawę wyjaśnić to Olivier a raczej wątpię czy ja lub ty byś przeżył zadanie jej tego pytania. - popatrzył na młodego i dodał - A z tym kowalem to doszliście potem kto naprawdę był winny ?
- Nie, nikogo nie obchodziła prawda. Zwłaszcza, że facet mnie nie lubi za to, że próbowałem ze stryjem zrobić koledze Staśka protezę na miejsce urwanej nogi. Kowal zrobił odlew nogi od której Jędrek się wywalił i złamał bark. Stryjek powiedział, że trzeba to potraktować jak część kukły i potem ze mną składał coś w stronę protezy. Po kilkunastu próbach daliśmy radę zrobić ze mną taką co trochę pod naciskiem się zginała. Marnizna w porównaniu z Amestrajskimi, ale tak nie obciążało ciała i mógł swobodnie kustykać. Nikt też nic nie powiedział jak Kowal przy wszystkich ją rozwalił... Było, że ]my się ze stryjem wtrącamy bez hm... uprawnień... Jędrek przez niego za to znowu złamał bark. I Kowal nawet nie przeprosił, że zrobił mu krzywdę
- Czyli zarozumiały debil.
- Tia, ale i tak jedyny kowal we wsi.... Rodzice chcieli mnie do niego oddać do terminowania, żeby był pożytek z tego mojego masteklepienia. Dużo prosili, ale Kowal się nie zgadzał. Też nie chciałem, ale nie mam nic do gadania... Po tamtym incydencie to odciął mi rodzinę od swoich usług. Na szczęście dla rodziny to stryjek kiedyś pracował w stadninie to umie podkuć konia. Z tatą też coś tam masteklepieć umieją
Kowale z pozostałych wiosek i miasteczka też się naszego boją narazić, więc też nas odcięli...

- Chyba trochę z tematu zboczyliśmy...
- Tia... W każdym razie... Nie wiem, czy Szkapa ma akurat Leslie na sumieniu, ale póki co bez dowodów jest niewinny.... Ale na jego miejscu bym przeanalizował wszystkie pomroczności jasne i nadużycie alkoholu, czy nie ma szans na innego bękarta. Bo jeśli nawet Leslie nie jego, a potem by się wydało, że jednak jakiegoś ma... Stryjek po jednej nocce z nadużyciem grzybków - halucynek zrobił mojego kuzyna Mirka, a teraz tkwi w małżeństwie ze stryjenką Helą. Dziurę w pamięci ma z tej nocy, ale Mirek niewątpliwie jego. Aż żal, że jeszcze nie popełnili ze stryjenką. pierwszego w rodzinie rozwodu. Osobno są w porządku, ale razem.... Już lepszy rozwód... W każdym razie trzeba myśleć co z tym ślubem. A w pociągu jest jeszcze Wąglik z Priscillą jakby chciał ich pan zobaczyć.
- Coś się wykombinuje, oby Grumman i trojaczki nie próbowali niczego więcej... bo wtedy dowiedzą się jak takie szantaże kończą się w Midrardzie. Poza tym jeszcze raz szantażuje was że zrobi coś waszej rodzinie którą próbowali złapać ale im się nie udało i teraz ich szukają ale jakoś im nie wychodzi... Tak ?
-Powiedzieli, że spaliło gospodarstwo, więc moja rodzina tutaj zmierza. Nigdy nie podawaliśmy adresu w Piastii, ale jeśli doszedł gdzie jest mała, przygraniczna wioska to Grumman ma jakieś dojścia u Szarych lub Wiesi. To brzmi jakby miał ich na celowniku, albo mu na razie uciekli. W każdym razie moja rodzina nie z tych co się łatwo dają złapać.
- Czyli poza groźbą udało im się popisać swoją niekompetencją ?
-Oby...Może nas tylko straszyć, albo jeszcze nie wie, że ktoś z jego ludzi leży pod jaworem po ciosie siekierą w łeb. Najlepiej tym zielonym, pamiątką po Potopie Midgardzkim. Z tuzin alchemików nim wybito
- Cóż jak on jest tak "uprzejmy" to my możemy się odpłacić tą samą metodą w ostateczności znaczy się. Choć wtedy by go zapewne krew zalała...
-Ano pożyjemy zobaczymy panie Vilmund. Dzięki
-potarł nos śmiejąc się
 
Guren jest offline  
Stary 10-01-2015, 18:35   #10
 
Slan's Avatar
 
Priscila pomachała po swojemu, czyli nieprzytomnie i podeszła z profesorem
- [i] Nauczyłam się prawie robić pomidową zupę, chcecie? - [i] - wyjęła z torby słoik z czymś czerwonym
- Na Keczupie - ostrzegł profesor - [i] Ale flaczki jej wychodzą znakomite /i] - pochwalił dziewczynę, która się uśmiechnęła z dumą
- Dzien dobry, ręka dobrze się sprawuje - - zapytała Winry uśmiechając radośnie
- A dobrze, dobrze... coraz lepiej - Pomachał ładnym srebrzystym automailem, na którym widniały znaki firmy, dla której pracowała panna Rockbel - Pracuję na uniwersytecie, Priscilla się spodobała, Choć dalej nic o jej pochodzeniu nie wiemy, po za tym, że matka miała normalne oczy i pracowała u Barrego Chopera
- A co cię tu sprowadza? Bo ja pragnę skorzystać z tutejszych term... chyba je odbudowali? - mistrz N podjechawszy do pozostałych
- Biorę udział w uniwersyteckich wykopaliskach...
- Odkopujemy Otchłań Zapomnienia - rzekła Priscilla i poczuli jak powiał zimny wiatr
- Eeee to był królewski loch - wytłumaczył profesor

Tymczasem Shieska przyglądała się posągom postawionym nad bramą Kasyna
- To przecież Teresa i Klara... były boginiami płodności i deszczu... raczej nie dziewicami - rzekła z Irytacją bibliotekarka

Tymczasem nagle coś nadbiegło z drugiej strony ulicy i skoczyło na Vilmunda. Stanisław zobaczył dwa Vilmundy... z czego jeden był całkiem ładny...
- Cześć braciszku - krzyknęła tamta osoba
- Pani jest chyba siostrą Vilmunda ? Zawsze chciałam mieć bliźniaczkę - rzekła Cathrrina
- Widać bogowie się zlitowali - - mruknęła Leslie
- Łał, kogo tu sobie tutaj przygruchałeś? Ma brata? - zapytała. Catharina się zaczerwieniła a Leslie wyszczerzyła zęby
- Ma i jest wolny
 
__________________
Myśl tysiąckrotna to tysiąckroć powtórzone kłamstwo.
Myśl jednokrotna, to niewypowiedziana prawda...
Cisza nastanie.
Awatar Rilija
Slan jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 12:58.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168