Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction > Archiwum sesji z działu Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 27-03-2022, 16:21   #1
Wiedźma
 
Buka's Avatar
 
[Autorski] "Mutants" (+18)

Gdzieś na północy USA,
18 listopada,
górska droga,
godzina 18:31







Sierżant w pierwszym opancerzonym pojeździe na czele kolumny spojrzał na zegarek na nadgarstku. Mruknął niezadowolony.
- Spóźnimy się, będzie notatka w aktach - Powiedział, spoglądając na kierowcę obok - Jedź trochę szybciej.
- Śnieg, ślisko… - Zaprotestował skromnie prowadzący.
- Nie masz grzać jak głupi, ale trochę szybciej chyba można?? - Odparł podoficer. Zwiększono więc tempo z 80km/h na setkę.

Przez kwadrans było wszystko w porządku. Aż do feralnego zakrętu w prawo, gdzie droga była niczym szklanka.

Pierwszy pojazd wpadł w poślizg, kierowca jednak zdołał w pewnym stopniu odzyskać kontrolę. Wozem co prawda obróciło o 90°, i rozległy się zgrzyty opon i hamulców, nie było jednak tragicznie…

- Fuck!! - To było wszystko, co krzyknął prowadzący korporacyjną, 30-tonową ciężarówkę mężczyzna. Wbił bucior w hamulec pojazdu, nie chcąc staranować swoich kumpli przed sobą, i skręcił ostro w prawo, byle nie w drugą stronę, ku stromej skarpie. Więzienny kolos jednak już się go nie słuchał, a siła rozpędu zrobiła swoje. Ciężarówka pomknęła w przód, i jedynie lekko w prawo, coraz bliżej i bliżej pojazdu przed nimi i skarpy… trzasnęli lekko w wóz przed sobą, przesuwając go, wciąż jednak byli zbyt rozpędzeni, wciąż zbliżali się niebezpiecznie do zewnętrznej strony drogi.

Zatrzymali się w ostatniej chwili, z kabiną mocno zgiętą w prawo względem naczepy, a lewe koła były już poza drogą?? Obaj mężczyźni w kabinie głośno wypuścili powietrze, niewiele brakowało… stuknął w nich wóz osłony jadący na tyłach.

Coś zgrzytnęło. Zatrzęsło ciężarówką.

- Fuck - Powiedział tym razem cicho kierowca. 30-tonowy pojazd zsunął się jednak z drogi, i runął w bok.

Było jak w pralce… choć skąd zwykły człowiek ma to wiedzieć? Nigdy w niej nie siedział, gdy ta wirowała. Ale takie mieli właśnie odczucie, gdy więzienny pojazd staczał się w dół zbocza, a oni w nim obijali się w swych malutkich celach o ściany, sufit, podłogę. Okropny hałas, wyginanego metalu, czyjeś wrzaski, ciągłe i ciągłe wibracje, uderzenia o drzewa lub skały(?), w drodze… ku piekle. Znaczy się, w dół zbocza.

Pierwsza krew.

~

Ktoś cicho płakał. Ktoś wymiotował, ktoś jęczał. W przedziałach więziennych panował półmrok, rozświetlany jedynie iskrami jakiejś uszkodzonej instalacji. Tyle widział każdy przez wzmocniony, kuloodporny pleksiglas-drzwi swojej celi.

Czyjeś szepty.
- Już… po… mnie…
- Przeżyjesz, trzymaj się.
- Nie… pierdol… ale wy… macie szansę… a ja ją… zwiększę…

Przez wnętrze leżącego do góry kołami pojazdu przetoczyła się fala jakiegoś dziwnego wyładowania. Elektroniczne kajdanki, jakimi byli skuci, drzwi ich celi, i co najważniejsze, ich cholerne obroże zrobiły ciche "klik", i wszystko się otworzyło.

Byli wolni?

~

Powoli jakieś poobijane osoby wypełzały ze swoich cel, rozglądając się skołowanym wzrokiem po wnętrzu ciężarówki… niektórzy mieli oprócz siniaków, nawet małe, krwawiące ranki, głównie na głowach.

Dwójka uzbrojonych strażników, jaka przebywała tu z nimi w trakcie transportu, również chyba jeszcze żyła. Leżeli rozpłaszczeni w "korytarzyku" między celami. Jeden poruszył ręką, drugi jęknął.


Kilka par oczu, często z nienawistnym spojrzeniem, spoczęła po chwili na ich sylwetkach.

Z 12 przewożonych "więźniów", nie wszyscy przeżyli. Jakiś grubas leżał ze skręconym karkiem w swojej celi, młoda kobieta z paskudnie rozbitą głową również była martwa, był i prawdziwy pechowiec. Młody nerd w okularach, którego lewy bok przebiła jakaś rura na plecach pod tak dziwacznym kątem, iż wpakowała się i w jego obrożę na szyi. I to on chyba wywołał dziwne wyładowanie, uwalniające wszystkich pozostałych, nim zmarł.

Byli wolni… ale jeszcze nie byli naprawdę wolni-wolni. W naczepie dwóch strażników, w szoferce dwóch kierowców, a w pojazdach eskorty, pewnie z… tuzin kolejnych typów?? No i nadal byli w zamkniętym, metalowym kolosie.



Jakaś mała, naprawdę mała(140cm wzrostu) drobniutka nastolatka z nieco wyłupiastymi oczkami, zignorowała leżących i jęczących strażników, po czym ruszyła do szoferki… zagrodzonej metalowymi drzwiczkami. Zaczęła nagle jednak rozrywać palcami(pazurami??) metal, i po chwili wślizgnęła się do środka… skąd rozległy się męskie, przerażone wrzaski. Nie trwało to długo. A po chwili pojawiły się tam odgłosy okropnego mlaskania.

Barczysty afroamerykanin uśmiechnął się wrednie na widok leżącego przed nim, ledwie przytomnego strażnika.
- No to się zabawimy kutasie... - Murzyn ściągnął z siebie szybko koszulkę więzienną, ukazując mocno umięśnione ciało, a jego muskularne ramię zamieniło się nagle w kamienny odpowiednik, i wyglądało na to, że za chwilę będzie z kogoś miazga.

Blada i wychudzona, młoda dziewczyna, wyglądająca jak siedem nieszczęść, trochę się nawet trzęsąc na całym ciele, rozglądnęła się półprzytomnie po wnętrzu pojazdu…








***

Komentarze za chwilę...
 
__________________
"Nawet nie można umrzeć w spokoju..." - by Lechu xD
Buka jest teraz online  
Stary 27-03-2022, 20:45   #2
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Huk, trzask, łomot... i szaleńcze wirowanie, niczym w beczce śmiechu, chociaż Peterowi do śmiechu nie było.
A potem cisza... i wszystko znieruchomiało.

Młody mężczyzna, w poplamionym tu i ówdzie krwią więziennym wdzianku, wzrokiem pełnym zdumienia i radosnego zaskoczenia zarazem rozejrzał się po celi, której drzwi nagle się otworzyły.
Był wolny!
Jeśli dni nie zaczęły mu się plątać, jakieś pięć tygodni minęło od chwili, gdy sprzedała go cholerna suka, której niepotrzebnie zaufał. Przeklęty Judasz w spódnicy... tyle tylko, że dostała dużo więcej, niż trzydzieści srebrników.
Ale jeszcze ją dopadnie...

Uszkodzone okowy nie zatrzymały go w celi, podobnie jak nie zatrzymały kilku innych szczęśliwców, co uszli mniej więcej cało z wypadku i wydostali się na korytarz.
Nie tracił czasu na uprzejmości, powitania czy okazywanie wyrazów radości. Do wolności pozostał jeszcze jeden, niewielki kroczek - wydostanie się z przeklętego więzienia na kółkach.
Jedna ze współwięźniarek już przedostała się do szoferki,więc Peter uznał, że warto iść w jej ślady. Ale było jeszcze coś do zrobienia...

Jakiś młody współwięzień, siedział na strażniku, i dał mu z pięści w pysk… Szybkim ruchem, w zasadzie niedostrzegalnym dla ludzkiego oka, Peter zjawił się przy obu, i zabrał leżącemu strażnikowi karabin, a potem, kontynuując ruch, rozwalił mu krtań. Strażnik zaczął się dusić, rzęzić, złapał się za gardło, i nawet wierzgał nogami. Współwięzień nie przejmował się tym absolutnie, dalej siedząc na umierającym typie, zabierając mu pistolet i nóż, jaki ten miał wśród osprzętu…
- Złaź z niego... - Peter szarpnął młodego za ramię. - Nic mu nie zaszkodzi, jeśli trochę pocierpi. Nie psuj mi planu.
- Nie rób tego więcej - Młody wskazał na swoje ramię - Mam go w dupie, zbieram fanty. Mogą się przydać.

I jakby nigdy nic, nie zwracając dalej uwagi na wierzgającego i dławiącego się strażnika zdjął mu hełm… i zamarł. To była kobieta. I właśnie pod nim umierała, od zgniecionego gardła. Wpatrywała się w niego z przerażeniem w oczach, nie umiejąc złapać powietrza. Zerwała sobie w końcu maskę z twarzy, a z jej oczu poleciały łzy. Chciała coś powiedzieć, ale nie była w stanie… Po chwili, wśród ostatnich konwulsji całego ciała, było po wszystkim.


- Wybrałaś złą stronę mocy - powiedział Peter - ale spoczywaj w spokoju - dodał, nie wkładając w te słowa ani odrobiny uczucia. Ostatnimi czasy przestał uważać tych, co pracują dla Korporacji, za ludzi.

Współ…morderca zabrał kobiecie pas biodrowy i hełm, a sam Peter, mając w nosie szacunek dla zmarłych ściągnął ze strażniczki kurtkę. Więzienne ciuszki może by i się spodobały jakiemuś popaprańcowi, ale zbyt się rzucały w oczy. O tym, że akurat panowała zima, też warto było pomyśleć.

Przyodziawszy się w zdobyczną kurteczkę ruszył w stronę szoferki, nie przejmując się dochodzącymi z niej odgłosami, które oznaczały, że ktoś miał dużego pecha.
I że ów ktoś nie stanie mu na drodze do wyjścia.

Cóż... Peter od urodzenia był szczupły, laboratoryjna dieta odjęła mu jeszcze parę kilogramów, ale musiałby być z gumy, by przecisnąć się przez wyszarpany otwór, stanowiący drogę do szoferki.
- Możesz to trochę rozgiąć? - zwrócił się do Murzyna, który wyglądał na takiego, co byłby w stanie rozwalić nawet grubszą płytę.
Zagadnięty, właśnie przyklęknął przy drugim strażniku na jednym kolanie… łypnął na Petera.
- Pierdol się? - Powiedział wielce elokwentnie i przypieprzył z kamiennej piąchy w twarz strażnika. Był okropny zgrzyt, zarówno rzeczy noszonych na twarzy delikwenta, jak i samej twarzy. Murzyn poprawił. Raz, drugi, trzeci. Krwawa miazga. Tyle zostało z twarzy drugiego zbrojnego w ciężarówce.
Peter wzruszył ramionami. Nie zamierzał się narzucać komuś, kto tak wyglądał i tak się zachowywał. Ruszył w stronę szoferki z cieniem nadziei, że jednak zdoła się przecisnąć przez niezbyt duży otwór.
 
Kerm jest offline  
Stary 27-03-2022, 21:39   #3
 
Elenorsar's Avatar
 
Ostre hamowanie, a później uderzenie. Przez chwilę czuł się jak w prace obijany o ściany swojej celi. Cały obolały poczuł jak obroża spada z jego szyi, a drzwi otwierają się.

Był wolny. Wstał.

Przeciętny chłopak z kilkoma tatuażami, twarzą wyglądającą jakby przyjęła w życiu wiele ciosów, krótko ściętymi włosami oraz lekko wysportowanym ciele nie zastanawiał się długo. Zobaczył dwóch strażników, gdzie przy jednym właśnie stał murzyn z wielką kamienną łapą. Wiedział, że już po tamtym.

Doskoczył do drugiego z nich. Uderzył pięścią w twarz próbując go ogłuszyć, co jako tako wyszło, ale typek nie stracił przytomności całkowicie. Wzrokiem szukał już jakiejś broni - noża, tłuczka lub czegoś podobnego. Okazało się, że strażnik ma nóż.



Wyjął go z pochwy i chciał już poderżnąć mu gardło, kiedy zjawił się przy nich jakiś inny młodzian, najwyraźniej posiadający superszybkość. Zabrał strażnikowi karabin, po czym pieprznął mu kolbą w gardło. Strażnik zaczął się dusić, rzęzić, złapał się za gardło, i nawet wierzgał nogami. Siedzący na strażniku trochę zaskoczony nagłym pojawianiem się mężczyzny, odchylił się do tyłu, gdy kolba świsnęła mu przed oczami, mimo, że ta już była szybko zabrana.

Chłopak ogarnął się szybko i sięgnął do boku wierzgającego strażnika. Zabrał znajdującą się tam broń, a także pochwę od noża…
- Złaź z niego... - Peter szarpnął młodego za ramię. - Nic mu nie zaszkodzi, jeśli trochę pocierpi. Nie psuj mi planów.
- Nie rób tego więcej - Wskazał na swoje ramię - Mam go w dupie, zbieram fanty. Mogą się przydać.

I jakby nigdy nic, nie zwracając dalej uwagi na wierzgającego i dławiącego się strażnika zdjął mu hełm… i zamarł. To była kobieta. I właśnie pod nim umierała, od zgniecionego gardła. Wpatrywała się w niego z przerażeniem w oczach, nie umiejąc złapać powietrza. Zerwała sobie w końcu maskę z twarzy, a z jej oczu poleciały łzy. Chciała coś powiedzieć, ale nie była w stanie… Po chwili, wśród ostatnich konwulsji całego ciała, było po wszystkim.



Mężczyźnie przeszedł po plecach dreszcz, bo spodziewał się mężczyzny. Jednak to nie była chwila, aby dłużej się nad tym zastanawiać. Tam na zewnątrz na pewno jest ich więcej. Trzeba działać.

- Wybrałaś złą stronę mocy - powiedział młody z karabinem - ale spoczywaj w spokoju - dodał, nie wkładając w te słowa ani odrobiny uczucia.

"Elusive" spojrzał na chłopaka, ale ugryzł się w język od komentarza odwrócił się powonienia do martwej. Poza hełmem zabrał kobiecie jeszcze pas biodrowy. Obie te rzeczy założył na siebie, za pas wcisnął broń oraz pochwę noża. Współ…morderca zabrał zaś po chwili martwej kurtkę, i ruszył w stronę szoferki.

- Ktoś ma jakiś pomysł, jak się wydostać? - "Nieuchwytny" Powiedział idąc w stronę tylnych drzwi, koło których zobaczył jakiś panel, który okazał się cały.
- Tu jest jakiś panel, może do drzwi, mogę spróbować go rozkodować. Jakieś szybsze alternatywy? - przystąpił do próby włamania się do systemu. Od razu poczuł się lepiej, nie robił tego od dobrych dwóch miesięcy i niestety musiał stwierdzić, że palce od braku ruchu nie pracowały już tak samo, były lekko zdrętwiałe, lecz nie mogło mu to przeszkodzić w wykonaniu obecnej misji.
 
Elenorsar jest offline  
Stary 27-03-2022, 23:21   #4
 
Dydelfina's Avatar
 
Trzeźwo rzecz biorąc, od czego może zależeć bieg wypadków, jeśli nie od przypadku? W wirze codzienności jest jak ziarenko piasku, które może zadecydować o całej egzystencji. Błąd techniczny wozu, celowy sabotaż, a może po prostu zwykła ludzka nieuwaga sprawiły że konwój Korporacji wykoleił się gdzieś pośrodku zimowej drogi daleko od punktu docelowego i daleko od miejsca wyruszenia. Nie wszyscy przeżyli kraksę, nie zostali też sami. Oni - przesyłka mająca zmienić jeden stół laboratoryjny na drugi i kto wie? Tym razem jeszcze badanie odruchów czy mechanizmów mutacji? Wiwisekcja czy już sekcja zwłok? Wpierw jednak dopadło ich przeznaczenie, czyli wyjątkowo złośliwy przypadek od którego już nie mieli odwrotu. Zostawało się cieszyć i to właśnie poczuła Nox kiedy z jej szyi spadła metalowa obroża: radość, ulgę, wściekłość i strach.

Pierwsze jednak przyszło niedowierzanie, bo jak to tak? Po wielu miesiącach zamknięcia, gdy dawno straciła rachubę jaki jest dzień albo pora roku teraz nagle była…
- Wolna - wyszeptała, a te kilka cichych dźwięków odblokowało mózg do działania. Błyskawicznie zrzuciła z siebie resztkę znienawidzonej obroży.
Nie chciała wracać do klatki, należało spieprzać póki jest szansa, ale samemu mało bezpiecznie.
Straciła chwilę na rozglądanie po wnętrzu transportera. Chwilę jaką wykorzystała do stłumienia zawrotów głowy od uderzenia o metalową ścianę parę minut wcześniej podczas szalonego rollercoastera. Nogi najpierw niepewnie trzymające ją w pionie na rozedrganych kolanach stanęły pewniej, a wraz z nimi cała sylwetka.
Było świetnie, przeżyła!

Żeby to utrzymać należało się ruszyć, najpierw chwiejnie poza celę. Wtedy wzrok mutantki padł na ciało za pancerną plexi. Maya zmrużyła oczy, łapiąc coraz to nowe detale w półmroku.
Od swojej strony ujrzała półprzeźroczyste odbicie siebie samej: ściętej dość krótko brunetki o drobnej budowie, wielkich zielonych oczach i buźce aniołka jakże niepasującej do rogatego charakteru.
Po drugiej stronie wychudzona, skołowana dziewczyna chyba w jej wieku też żyła, w tle zaczynała się jakaś tęga rozróba. Jeszcze mieli trochę czasu.
Zapukała w szybę, a potem cofnęła się do tamtej celi.
- Sup?- zagadnęła cicho i kucnęła obok obcej laski - Dasz radę wstać?
- Hm? - Dziewczyna spojrzała na nią skołowana… po chwili kiwnęła potakująco głową.
- To wstawaj, zbieramy się. Trzeba zwiewać - Nox dodała wyraźnie, dając przykład samej wstając. Wyciągnęła rękę do pomocy. - Jestem Maya, a ty?
- Ja… yyy… ja… - Powiedziała niepewnym tonem dziewczyna, przyjmując pomocną dłoń. Na jej ręce było zaś widocznych wiele śladów po ukłuciach igłami, i towarzyszących tym miejscom różnokolorowych siniaków - Ja… nie wiem… - W jej oczach zamigotały łzy.
Castellano chciała zakląć głośno, ale udało się jej powstrzymać. Zamiast tego potrząsnęła ramionami towarzyszki niedoli chociaż bez zbędnego znęcania. Bardziej jako symbol aby wzięła się w garść.
- To na razie jesteś Lilly, zapamiętaj. Lilly - powtórzyła pogodnym głosem ciągnąc już znajdę ku wyjściu z celi. - Tak cię będę wołać w razie czego. Potem się dowiemy jak się naprawdę nazywasz. Mieliśmy wypadek, dostałaś w głowę. Później sobie przypomnisz, ale teraz zwiewamy, jasne? Na dworze jest całkiem sporo typów w mundurach Korpo, niestety zamiast zaprosić nas na drinka będą chcieli wrzucić z powrotem do celi. - wykrzywiła pełne usta niechętnie - Chujki.
- Uciekać… tak… - Szepnęła "Lilly" - Uciekać… - Wstała w końcu, nawet się lekko uśmiechnęła, i zrobiła pierwsze, dosyć niepewne kroczki.
- Drinka? - Skupiła wzrok na Mayi - Napiłabym się…

W korytarzyku, dwóch współwięźniów mordowało właśnie strażnika, a właściwie strażniczkę. Parę kroków dalej, czarnoskóry robił miazgę z twarzy kolejnego. "Lilly" się na takie widoki paskudnie odbiło, i rzygnęła, na szczęście nie na Mayę.
Naprawdę dzisiejszy dzień był dniem spełniających się powiedzeń: było już “nieszczęścia chodzą po ludziach”, a teraz nadeszło “głupi ma zawsze szczęście”.
- Ugh, dobrze że jestem przed lunchem - Nox wzdrygnęła się. Zapach krwi jej nie odrzucał, ale wymiotów już tak. Zaczęła oddychać przez usta żeby samej się nie porzygać, za to widok zmasakrowanych ludzi przypominał Mexico City: obie plamy stanowiły podobnie bure pecyny cieczy na podłodze i gdyby nie woń mutantka nie mogłaby ich odróżnić w tym półmroku. Brakowało ryku silników, zapachu skórzanych kurtek oraz wysokooktanówki.
- Spokojnie, no już. Rzygaj… będzie ci lepiej - mruknęła do “Lilly” rozglądając się za bronią inną niż wielki, napakowany murzyn wypłaszczający klawisza Korpo. Ale to do niego się odezwała.
- Hej siłaczu - postarała się aby jej głos zabrzmiał sympatycznie - Ten frajer już ma dość i raczej nic już nie czuje. Tam za ścianą jest jeszcze w pytę innych. Wywalisz dla nas wyjście? Dla ciebie pryszcz, nie daj się prosić.

Czarnoskóry obejrzał sobie Mayę z góry do dołu, po czym wyszczerzył zęby… i jeszcze raz przypieprzył kamienną piąchą, w resztki zmasakrowanej głowy strażnika. "Lily" na ten widok zaś rzygnęła, aż prężąc plecy niczym kot.
- Ty wiesz biała dupeczko, co to znaczy, nie? - Murzyn chwycił karabin strażnika, po czym rzucił do Mayi. Następnie zaś przemienił kamienną rękę, w już normalną, po czym przejechał dwoma zakrwawionymi palcami po swoim brzuchu, zostawiając ślady… w kierunku krocza. Wyszczerzył przy tym znowu bialutkie zęby.
Odpowiedział mu figlarny uśmiech dziewczyny z ofiarowanym karabinem w dłoniach. Należało zawiązywać sojusze, chociażby chwilowe, a po długiej odsiadce w celi widać że ludzi cisnęło nie tylko ze złości. Ruch czarnej ręki obserwowała z zagryzioną dla lepszego efektu dolną wargą.
- Wypierdol nam wyjście z tej puchy, a znajdę ci jeszcze coś do podobnej aktywności - podeszła bliżej aż nie położyła mu dłoni na ramieniu, gładząc je delikatnie palcami. Wnętrze policzka wypchnęła językiem.
- Robimy wypad z lokalu siłaczu, a potem znajdujemy motel z barem. Albo i zwykły bar, byle bez leszczy z Korpo. To co, jesteśmy umówieni? - wskazała ruchem karku drzwi.
- A spróbuj mnie słodka, w chuja robić… - Powiedział muskularny typek, po czym wprost pożerał ją wzrokiem, gapiąc się zwłaszcza na biust Mayi.
- Już mi lepiej… - Mruknęła pozostawiona sama sobie "Lilly", wycierając niedbale usta dłonią.
- Słodka też jestem, ale wolę Maya - oblizała powoli wargi. Pomogła drugiej dziewczynie wstać i wzięła ją pod ramię. - A to Lilly, z nią się akurat umówiłam na drinka. Jesteśmy zaraz za tobą.
 
__________________
This is my party
And I'll die if I want to
Dydelfina jest offline  
Stary 28-03-2022, 19:54   #5
Highlander
 
Connor's Avatar
 
To była jego pierwsza odsiadka jednak od razu zgarnął całą pulę kilku swoich i nieswoich wykroczeń. Niestety był też mutantem. Nie lubił tego słowa, ale też nie mógł zaprzeczyć, że nim nie był. Dlatego też trafił od razu do więzienia nadzorowanego przez Konsorcjum. To już nie było jakieś tam zwyczajne miejsce odosobnienia. Tu trafiali tylko “najlepsi” no i mutanty.

Nie wiedział czy efekt “wirówki” był adekwatny do tego jakby siedzieć w wirującej pralce, ale efekt był podobny do zjazdu wewnątrz opony ogromnego traktora. Natomiast tego już w życiu próbował. Efekt był bardzo zbliżony choć tu i teraz był bardziej poobijany. Nie wiedział co się stało, jak chyba nikt z obecnych wewnątrz pojazdu transportowego. Kluczowym dla niego i jak zapewne i dla wszystkich pozostałych, było to, że jakimś dziwnym trafem byli wolni. Wolni w sensie, że nie byli już skuci i co ważniejsze specjalne obroże nie blokowały już ich mocy. Póki co byli zamknięci wewnątrz.

Kto był to był. Trevor mógł w każdej chwili wydostać się na zewnątrz gdyż potrafił przedostawać się przez każdy rodzaj materiałów do grubości czterech metrów bez żadnych problemów. Wiedział jednak, że byłoby to samobójstwo, gdyż prawdopodobnie wystawił by się prosto pod lufy strażników na zewnątrz pojazdu. Wystarczała mu sama świadomość, że w każdej chwili mógł to zrobić.

Nie siedział w więzieniu zbyt długo. Wiedział jednak, że nie było to zwykłe więzienie dla zwykłych ludzi. Nie zdążył się nauczyć zbyt wiele o tym jak przeżyć w zamknięciu. Wiedział jednak, że każdy z tych ludzi tu przewożonych musiał dysponować jakąś nadprzyrodzoną mocą. Nikt tutaj nie znalazł się przez przypadek. To znaczy on tu się siedział przez przypadek. Całkowitym przypadkiem wpadł.
Jedno z więźniów zniknęło w kabinie kierowców. Mógł sobie jedynie wyobrażać co tam się działo, choć wolał o tym nie myśleć. Tu też zaczęła się przewaga brutalnej siły i elementu zaskoczenia. Prym w tym niósł jakby wyciosany z marmuru czarnoskóry mięśniak.
Dlatego też Trevor wiedział, że lepiej zrobić sobie tu szybko przyjaciół niż wrogów. Sam był przeciętnym przystojniakiem o niepokojąco dyskretnym uroku niegrzecznego chłopca. Dlatego wiedział, że lepiej znaleźć się po właściwej stronie barykady. Na przyjemności przyjdzie czas później.

Przypuszczał, że każde tak zwane siłowe rozwiązanie i próba na siłę rozwalenia drzwi czy ścian, żeby się wydostać będzie wyraźnym i jednoznacznym znakiem dla ochrony na zewnątrz gdzie skupić swoją uwagę. Przypuszczał, że mało kto może podejrzewać i spodziewać się, że więźniowie mogą wydostać się przez otwarte drzwi. Mięśniakiem nie był i nigdy nie starał się być. Potrafił za to poprowadzić i to bardzo dobrze praktycznie każdy pojazd mechaniczny jak i potrafił pilotować śmigłowce. Był jeszcze w jednym lepszy. Można było nawet powiedzieć, że był jednym z najlepszych. Znał się na hakerstwie.

W sumie jednak ktoś już tam zaczął grzebać przy panelu sterującym także Trevor się już nie wyrywał. Nie będzie się nikomu w robotę wpierdalał, bo za dobre chęci to tylko samemu wpierdol można zaliczyć. Postanowił póki co się nie wychylać, a tym bardziej nie zgłaszać na ochotnika. Gdzieś kiedyś wyczytał, że jak wzywają ochotników by dokonali czegoś “wielkiego i czystego” to się okazuje, że trzeba szorować jakiś ciężki i zardzewiały most. Zawsze już pamiętał, żeby nie zgłaszać się na ochotnika choćby nie wiem co. Wiedział, że jeżeli się nie uda to pewnie ten czarny brutal wywali dziurę wielkości drzwi od stodoły. Wiedział, że on ze swoimi zdolnościami na pewno by ten panel zhakował. Ale nic to. Nie zgłaszać się na ochotnika.

Siedział więc cicho jak mysz pod miotłą i starał się jedynie nikomu nie podpaść. Nie wiedział co będzie dalej i jakie mieli szanse na ucieczkę także za bardzo nie planował nic do przodu. Patrzył w zadumie na martwą strażniczkę. Jaka piękna twarz. Szkoda młodego życia, ale gdy wejdziesz między psy musisz szczekać tak jak one. Miał świadomość tego, że niestety to samo dotyczyło współwięźniów. Miał wybór albo zostać ze stadem i robić to co ono albo zniknąć i próbować ucieczki na własną rękę. Był spokojny gdyż wiedział, że on przynajmniej na pewno miał taki wybór i przede wszystkim możliwości.

Post poprawiany ponieważ w poprzednim zbytnio mnie poniosły emocje i fantazja.

 
__________________
Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza. Jednym jesteś ty. A co jest drugim. Biały Wilku?
- Nie ma przeznaczenia - jego własny głos. - Nie ma.
Nie ma. Nie istnieje. Jedynym, co jest przeznaczone wszystkim, jest śmierć.
Connor jest offline  
Stary 29-03-2022, 12:43   #6
Adi
Keelah Se'lai
 
Adi's Avatar
 
Zima….zawsze zaskakuje kierowców. Tak było i tym razem. Ice podróżował razem z parunastoma innymi 'mutkami' do najpewniej siedziby Korporacji. Metalowa puszka na kołach ze znienawidzonymi przez społeczeństwo osobami posiadające superzdolności. W środku panowała duchota choć James czuł chłód….wewnętrzny. Nie było okien, więc nie było jak zobaczyć dokąd jadą, jedynie co to kiwał się w prawo, lewo, przód, tył, gdy pojazd co ruszał się to zatrzymywał. James wiódł całkiem spokojne życie nie licząc posiadanych zdolności nadnaturalnych. Nie osiągnął jeszcze progu dojrzałości, więc wydawało mu się, że jest najmłodszy w 'klatce'.

Jasne włosy na pewno nie czyniły z niego mistrza kamuflażu, do tego chudzinka przez wiodkie mięśnie, niska postura, nie stanowiły dobrych warunków na skuteczną ucieczkę przed korpokurwami. Został schwytany oraz zaobrożowany jak kundel i wrzucony jak mięso do puszki. Dioda, którą widział na twarzy jednego ze współwięźniów była czerwona, oznaczała jedno. Zero supermocy.
Nagle usłyszał niekontrolowany uślizg kół na oblodzonej jezdni i sru w powietrze. Zakotłowało nimi w środku. Trwało to kilka dobrych sekund nim ciężarówka się zatrzymała. Chyba stracił przytomność, gdyż nie bardzo wiedział co i jak. Powoli otworzył oczy, panował półmrok, ktoś płakał, inny gramolił się do kabiny inny zaś się nie ruszał.

"O ja pierdole" - to była pierwsza myśl jaka przyszła mu do głowy. Chwycił się za kark i poczuł, że nie miał już jej na szyi. Jeden z 'supków', wielki czarny człowiek z kamienną ręką, tłukł aż zatłukł jednego ze strażników. Kolejny dobierał się to terminala sterującego drzwiami, kolejny zaś wziął karabin drugiego ze strażników. Krótko mówiąc 'rozpierducha po całości', nawet jedna, przepraszam dwie babki się ostały powoli kierując się do wyjścia za murzynem. Tylko jeden wydawał się być zupełnie nie zrażony tym co tu się wydarzyło.
Mieli dwie drogi wyjściowe, jedną za murzynem, drugą tam, gdzie poszła drobna dziewczyna, która pazurami, tak przynajmniej zakładał, wdarła się do szaferki. Poszedł za grupą, bo z definicji im nas więcej tym weselej.
 
__________________
I am a Gamer. Not, because i don't have a life. But because i choose to have Many.
GG 53887240
Adi jest offline  
Stary 29-03-2022, 22:17   #7
 
kanna's Avatar
 
To tylko sen.

- To tylko sen. – powtarzała sobie Ocelia i to zdanie pozwalało jej zachować zdrowe zmysły. – To tylko sen, jesteś w śpiączce. To nie jest realne.
To zdanie – przekonanie, w które wierzyła z granitową pewnością pozwalało jej znieść to wszystko, co działo się od czasu Marszu. Zatrzymanie, dziwaczne pytania, dziwne, opresyjne zachowania.

- To tylko sen – powtarzała sobie. – Czujesz ból, ale to dobrze, znaczy, że zaraz się obudzisz. To tylko sen.

Nie mogło być inaczej. Bo jak inaczej wytłumaczyć całe to szaleństwo, które rozpętało się wokół jej osoby? Początkowo myślała, ze nie dopełniała jakiś formalnych warunków – ale była w tych sprawach bardzo skrupulatna, pozwolenie od dyrektora, policji, służb miejskich. Była w tych sprawach bardzo skrupulatna. Jeśli nawet cos przeoczyła… nie mieli prawa jej zamykać bez wiedzy rodziców, ani przesłuchiwać bez ich obecności! Znała swoje prawa. Kiedy mówiła, ze maja jej dać telefon, to tylko się śmiali.

To tylko sen.

Potem jednak zrozumiała, że nie chodzi im o Marsz. Nie mówili tego wprost, musiała się domyślać, kiedy pytała „Wytłumacz, proszę” znów się śmiali. Albo gorzej.

Mutant. To słowo pojawiało się nagle, bez wcześniejszego przygotowania. Uderzyło w nią, poczuła fizyczny ból, jakby ktoś przywalił jej w brzuch. Krzyczała, to opamięta. Potem spała? Była jakby obok. Mutanci? Wiedziała, ze są. Ale jaki to miała związek z nią? Próbowała tłumaczyć, ze w Marszu chodziło o obronę praw wszystkich mniejszości. Ze miała wszystkie zgody.
Znów się śmiali. A potem Ten – nie śmiał się, on nigdy się nie śmiał, stał z boku, słuchał, mało mówił – podszedł do niej.
- Na prawdę nie ogarniasz mała, co? Serio sądzisz, że ot tak, po prostu, tylko siłą swojej perswazji, gówniara z liceum podburzyła pół miasta?

- Nie ogarnia – słyszała potem, jak Ten mówił do innych. – Albo ma coś z głową, albo to świeżo się jej obudziło.

To tylko sen.

Klatka trzęsła się, wszystko wokół wirowało. Jednak 3 miesiące przerwy nie mogły zburzyć tego, co wypracowała przez ostatnie 13 lat – a ćwiczyć gimnastykę zaczęła jako trzylatka. Ciało automatycznie przyjmowało najbezpieczniejsze pozycję, odruchowo chroniła głowę, zgrała swojej ruchu z ruchami wirującej klatki. Dlatego, gdy wszystko się w końcu zatrzymało, ona też znieruchomiała. Czekała. A potem obroża na jej szyi otworzyła się i Ocela pojęła, że to jednak nie był sen.

Zaczęła rejestrować szczegóły otoczenia i składać z nich, jak z puzzelków, obraz całości: krzyki, martwe ciała, dwie osoby na korytarzu. Płacz, zapach wymiocin, zapach krwi. Dziwny pisk, na granicy słyszalności, jakby jakieś sprzężenie? Charkoty. Jęki.
- Wygląd na to, że był wypadek – stwierdziła.

Wyszła powoli na korytarzyk, szukając wyjścia na zewnątrz pojazdu.

- Czy ktoś ma telefon? –zapytała głośno. – Trzeba zadzwonić pod 911.
 
__________________
A poza tym sądzę, że Reputację należy przywrócić.

Ostatnio edytowane przez kanna : 02-04-2022 o 21:12.
kanna jest offline  
Stary 02-04-2022, 13:43   #8
Wiedźma
 
Buka's Avatar
 
Gdzieś na północy USA,
18 listopada,
zbocze górskiej drogi,
godzina 18:35


W wywróconej do góry kołami ciężarówce działo się dużo… choć były to dopiero początki całej akcji. Mutanci poczuli wolność, i najwyraźniej nikt, ani nic, nie powinno im stawać na drodze.

Peter wsadził głowę do niewielkiej, wyrwanej dziury w drzwiach prowadzących do szoferki… i zastygł bez ruchu. Dwóch zmasakrowanych, przemienionych w krwawe miazgi mężczyzn, wszędzie pełno krwi i flaków. I on, twarzą w twarz, z czymś bardzo, bardzo nieprzyjemnym.


Potworne zębiska i pazury. Smród śmierci, wprost zionący w jego twarz z kilku centymetrów. Cichy bulgot, jakby warczenie… bardzo powoli, bardzo spokojnie cofnął się w tył. Nie, tam nie wchodzić.

"Elusive" poradził sobie bez problemów z panelem otwierającym tylną klapę wielkiego pojazdu. Coś zgrzytnęło, coś syknęło, i klapa zaczęła się otwierać. A że sama ciężarówka leżała do góry kołami, owa klapa otworzyła się w dół, prosto w śnieg. Zrobiło się zimno…

- Szybciej! Ktoś wyłazi!
- Broń w pogotowiu! - Pojawiły się nawoływania, gdzieś jakby z prawej strony, poza widokiem z wnętrza ich więziennego kolosa.

Kolosem był i po części murzyn, który właśnie podchodził do "Elusive", z dwoma laskami zaraz za nim. Jedna z nich, ta ciemnowłosa i krótko obcięta, miała w łapkach zdobyczny karabin. Druga, blada i rozczochrana, ledwo co stała na nogach…

Trochę głębiej w naczepie ciężarówki, jakiś facet z dziwaczną fryzurą przyglądał się martwej strażniczce.

Był i chudy blondas, który powoli zmierzał ku wyjściu… i jakaś najwyraźniej mocno zakręcona nastolatka, która właśnie coś paplała o zadzwonieniu na 911??

~

Muskularny afroamerykanin przemienił się cały w kamienny odpowiednik swojej własnej osoby, po czym zerknął zza winkla w prawo.
- Zbiegają w dół po zboczu, mamy jeszcze kilka sekund. Nie wiem kto z was co potrafi, ale jak nie chcecie z "placka"*, to trzeba ich…

Za plecami właściwie wszystkich, głęboko w ciężarówce, a dokładniej to w szoferce, rozległ się odgłos rozbijanego szkła. A potem krzyki nadciągających zbrojnych na zewnątrz, i liczne strzały.
- Co to jest?!
- Strzelaj! Strzelaj! Strzelaj!
- Aaaaarggghhhh!!!


Wrzaski kolejnego trupa?

To chyba był dobry moment, by wypaść z ciężarówki, i zająć się eskortą… zanim oni nie zajmą się nimi.










***

* placek: jedna z wielu nazw panująca wśród mutantów-więźniów, określająca karabin obezwładniający, a właściwie elektryczny "placek" którym się z niego obrywa.

Komentarze jeszcze dziś.
 
__________________
"Nawet nie można umrzeć w spokoju..." - by Lechu xD
Buka jest teraz online  
Stary 02-04-2022, 17:02   #9
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Nie da się ukryć - nie wyglądało to zbyt sympatycznie. Wszędzie krew, a dziewczyna, która do szoferki się przedostała, nie wyglądała na kogoś, kogo chciałoby się zaprosić na randkę.
"Nic dziwnego, że niektórzy nie lubią mutantów", pomyślał Peter, rezygnując z próby porozumienia się z tym czymś, w co zamieniła się współwięźniarka. Miał niejasne wrażenie, że zrobienia kolejnego kroku mogłoby się źle skończyć, a on nie chciał "dołączyć" do kierowcy i pasażera szoferki.
Wycofał się ostrożnie, a potem... nawet nie musiał się oglądać by wiedzieć, że ktoś otworzył wyjście. Zima przypomniała o sobie i bez wahania wkroczyła do wnętrza samochodu, a Peter pożałował, że nie zabrał strażniczce spodni i butów.

Nie było jednak na to czasu, bowiem - jak uprzejmie poinformował 'kamienny' Murzyn - (a raczej Afroamerykanin) eskorta nie zasypiała gruszek w popiele i ruszyła w dół zbocza.
Brzęk tłuczonych szyb i późniejsze wrzaski nadciągających wojaków mogły oznaczać tylko jedno - mała z szoferki wylazła z niej, na skróty, i zabrała się do pracy. Jaka była, taka była, ale wypadało jej pomóc, więc Peter, ze zdobycznym karabinem w dłoni, ruszył w stronę wyjścia.
 
Kerm jest offline  
Stary 09-04-2022, 13:24   #10
 
Elenorsar's Avatar
 
Po otworzeniu się tylnej klapy i opadnięciu jej na śnieg "Elusive" wyjrzał delikatnie poza ścianę pojazdu i spojrzał w stronę góry zbocza, skąd dochodziły głosy. Zobaczył kilku ludzi zbiegających ze skarpy ubranych identycznie jak martwi strażnicy w środku pojazdu.
- Widzę minimum sześciu, ale raczej jest ich więcej. Trzeba się ewakuować.

Parę osób już znalazło się przy wyjściu, a Peter nie należał do tych, co chcieliby poczekać na dalszy rozwój wypadków w "bezpiecznym" wnętrzu ciężarówki. Dołączył do tamtych.
Wystarczył rzut oka... Banda wojaków zmierzała w stronę przewróconego samochodu. Peter nie wiedział, jak szybcy są pozostali, ale nie wierzył, by ucieczka coś dała. Wysunął się na zewnątrz i, schowany za ciężarówką, ruszył biegiem w stronę szoferki. Miał zamiar ustrzelić pierwszego wojaka, jaki się nawinie.

"Elusive" widząc jak jedna z osób wybiega z pojazdu w dół skarpy i chowa się za nim, podążył tą samą drogą. Jednak w momencie, gdy schował się za pojazdem, stanął widząc jak tamten idzie na drugą stronę wozu. Sięgnął po broń przy pasie. Przyjrzał się jej. Odbezpieczył i przeładował. Wiedział jak to się robi tylko i wyłącznie z filmików z internetu. Ponownie minimalnie się wychylił zza pojazdu, wycelował broń w schodzących ludzi i krzyknął.
- Wychodźcie! Osłaniam! - Te słowa także powtórzył z oglądanych przez siebie filmów.

Trevor nie był mięśniakiem. Był komputerowcem. “Osłaniam”... Plan dobry tylko czy zadziała. I tak był prawie na końcu. Wiedział, że w ostateczności może stać się niewidzialnym, jednak w tych warunkach na śniegu i tak będą zostawać ślady. Czekał na swoją kolejkę, żeby pod osłona ostrzału wyskoczyć z ciężarówki i szukać jakiejś osłony. Gówniany ten plan, ale lepszego nie mieli. Stawką było życie i wolność.

Zaczynało się robić wesoło, przynajmniej w ten sposób Maya próbowała o sytuacji zbiegów myśleć.
- Bierzemy ich na dwa baty - popatrzyła na toczące się przy wyjściu towarzystwo i chwilowo przewiesiła karabin przez ramię.
- Mogę przenieść dwie osoby za ich plecy. Każdy z nas teraz walczy, ale lepiej żeby poszli ze mną ci co mają obycie w obiciu.

Mroźne powietrze wtargnęło do środka, dając przyjemną odmianę po zapachach, które atakowały ją przez ostatnie dni. Ocelia wciągnęła pachnące świeżością powietrze. Zapadła się w śnieg po kolana, było zimniej, niż się spodziewała. Potrzebowała znaleźć jakieś ubranie – a raczej przekonać jednego z nadchodzących mężczyzn, że powinien jej oddać swoja kurtkę. Plan był niezły, trochę komplikowało go to, że tamci byli uzbrojeni. Było ich też za dużo… Musiała poczekać. Spojrzała w górę, szacując wysokość wozu.
Jednym skokiem znalazła się na górze i przywarła do zimnego metalu.

- Co wy kurwa robicie?! - Słuchał nieco zdziwiony "Elusive" to dziewczyny z zewnątrz, to zaraz patrząc na drugą na dachu - Nie mam pojęcia co zamierzacie zrobić, ale jeżeli nie macie kamiennej skóry jak ten facet, to radziłbym się ukryć! - Mówił ciągle celując w ludzi schodzących w dół. Wątpił, aby trafił w nich, nawet jakby celował pół dnia, ale domyślał się, że strzały zapewne zmusiłaby ich do spowolnienia.

- Dawaj siłaczu, szybciej ich brać od tyłu i z zaskoczenia - Nox z psotnym uśmiechem posłała kamiennemu całusa w powietrzu. Potem spojrzała na dziewczynę obok siebie próbując nie pokazywać irytacji. Tracili czas.
- Co umiesz Lilly? - spytała.
- Do walki to nie bardzo… - Mruknęła dziewczyna, i jedna z jej rąk, tak od łokcia, zaczęła się wydłużać, jakby była z gumy??
Castellano zaświeciły się oczy.
- Łap ich za nogi jak wejdą w zasięg i wywracaj. Albo rzucaj czymś ciężkim - kiwnęła głową biorąc do rąk broń - I postaraj się nie oberwać, jesteśmy umówione na drinka, pamiętasz?

Ocelia czekała, przyczajona, na górze wozu. Miała swój pomysł, ale musiała poczekać, aż napastnicy podejdą bliżej… Już rozumiała, że na pomoc służb niespecjalnie mogą liczyć. W sumie.. to były służby. Poniekąd.

James jakby 'przysnął' na to czasu działo się za ciężarówką. Jednak chłód otwartej klapy bagażnika szybko ocucił go. Jedni strzelali do mutantów, ci zaś do przeciwnika, których widać było dosyć dużo. Niemniej jednak wyszedł w końcu na chłód, w końcu był to jego żywioł bądź co bądź. Starał się nie wychylać zbytnio blond czupryny, bo za działałoby jak płachta na byka. Postanowił, więc schować się za pojazdem by rozeznać się w otoczeniu i kalkulować jak się sprawy mają.
 
Elenorsar jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 11:18.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172