Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 12-04-2012, 10:11   #1
 
Mortarel's Avatar
 
Reputacja: 3654 Mortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputację
[warhammer 2ed.] Krew, piach i łzy (+18)

Krew, piach i łzy



Carl "Miecz" Gretch

-Wejść!- Usłyszałeś krzyk w odpowiedzi na twoje pukanie. Miałeś zgłosić się do komendanta garnizonu, więc stawiłeś się na wezwanie.
-A, to wy. Siadajcie sierżancie.- Komendat przywitał Ciebie serdecznie. Najwidoczniej Ciebie lubił. Znaliście się już jakiś czas odkąd postanowiłeś zaciągnąć się na służbę u von Raukova.
– W końcu się doczekaliście, hę? – Zagadał. –Skończy się wylegiwanie w koszarach. Wyruszacie. Co nie ciekawi was kiedy? Natychmiast! – Kapitan mówił swobodnie, widocznie przywykł do prowadzenia „rozmów”, w których to on był jedyną stroną mówiącą. Lata żołnierskiej służby wpajają i takie nawyki. –Misja natychmiastowa – ciągnął – alarm. Ruszycie jako wsparcie. Zgadnijcie gdzie. Do kapitana Albrechta Herza! Muszą mu tam nieźle dupsko trzepać, nie? Zaraz, zaraz, gdzie to było. A wyruszacie pod Birkewiese. Paskudne miejsce. – Kapitan mówił nieprzerwanie. Osoba, która go nie zna, mogłaby odnieść wrażenie, że gdzieś się śpieszy. Jednak on już tak miał.

-Co ja jeszcze miałem – zamyślił się – a, już wiem! Dostaniecie swój oddział. Dziesięciu ludzi. Lubię was sierżancie, więc dam Ci radę. –Głos kapitana spoważniał. –Uważajcie na nich. Jedna połowa to skazańcy, a druga połowa to dzikusy wyciągnięci z Lasu. Wiem, że „świeżacy” – bez urazy – lubią bawić się w rycerzyków i prowadzić szeregi do ataku. Coś ci powiem, przy tych ludziach takie zachowanie może grozić sztyletem w plecach. Uważajcie. Przynajmniej zanim nie będziecie ich pewniejsi. – Kapitan zrobił pauzę, żeby nabrać powietrza w płuca a następnie kontynuował.
-Dobra, do rzeczy. Oddział znajdziecie na placu zbiórki. Jedenasty oddział, III regimentu Salkalten. Odmaszerować!

Matt „Grzeczny” Burgen

Właśnie kończyłeś jeść kaszę w koszarowej kantynie, kiedy usłyszałeś nad sobą krzyk.
-Matt Burgen! Za mną! – Kątem dostrzegłeś żołnierza starszego stopniem. Na pierwszy rzut oka jakiś paniczyk, który ma się za lepszego od innych. Wiedziałeś, że z takimi panienkami nie warto wdawać się w dyskusję. Jeszcze honorem się uniesie i na szafot pośle człowieka za nic. Dojadłeś kaszę i bez słowa poszedłeś za nim.

Zaprowadził Cię na plac zbiórki, gdzie stało pięć oddziałów ludzi. Wszyscy w barwach von Raukova. Chyba nie pomyliłbyś się wiele opisując ich z wyglądu jako szumowiny i dzikusi. Jak wszyscy ochotnicy w dzisiejszych czasach.
Oficer starszy stopniem wyjął z kieszeni kartkę i odczytał:

- Z mocy nadanej mi przez najjaśniej nam panującego Wielkiego Księcia- Elektora von Raukova, przekazuję wam, Mattheusie Burgenie, dowództwo nad trzynastym oddziałem, III regimentu Salkalten. Rozkazuję wyruszyć w trybie natychmiastowym, wraz z pozostałymi oficerami, którzy za chwilę dołączą, do miejscowości Birkewiese. Wyruszacie jako posiłki dla stacjonującego tam IV Regimentu Salkalten. Zgłosicie się tam do kapitana Albrechta Herza i oddacie się pod jego komendę.– Oficer skończył czytać rozkaz, a następnie krzyknął.
-Trzynasty oddział! Wystąp!- oddział ruszył dwa kroki do przodu. –Oto wasz nowy dowódca. Wykonujcie jego komendy.- Oficer najwyraźniej skończył bowiem odszedł na parę kroków i zajął się czytaniem jakichś kartek, które wyjął wewnętrznej kieszeni kurty.

Miałeś dziwne przeczucie, że zadanie, które Ci powierzono nie będzie łatwe. Utwierdziłeś się w tym przekonaniu, kiedy jeden z podwładnych Ci ochotników wykonał gest do współtowarzysza. Cóż za niefart, że ochotnik ten nie zastanowił się nad tym, czy jego nowy dowódca nie zna przypadkiem języka gestów osób z półświatka. Gest ten oznaczał, że zamierza pokazać Tobie, kto tu naprawdę rządzi.

Leo Ente

-No to dawaj tu tego, co się wyróżnia – Rzekł regimentarz. –Dosyć już mam gry z tępymi dzikusami. Przydałby mi się mądrzejszy przeciwnik. – Porucznik szybko przyprowadził Ciebie do kwatery dowódcy. Mimo, że dowódca regimentu był dobrym żołnierzem, to swoje wady miał. Jedną z nich była słabość do gry w kości. Niejedną już duszę w ten sposób wygrał.
-Siadajcie żołnierzu- rzekł na twój widok – powiadają, żeście z tych bystrzejszych. No to może zagracie ze mną. Oto zasady. Gramy w kości do trzech razy. Jeśli wygram ja, to wysyłam Cię na zwiad w głąb Lasu Cieni.- Usłyszawszy te słowa serce podeszło Ci do gardła. Postanowiłes walczyć o swoje życie.

-A co, jeśli nie zechce zagrać? – Zapytałeś. –Chyba nie sprzeciwisz się słowu dowódcy?! – Wyczułeś nutę gniewu w głosie regimentarza. Domyśliłeś się, że odmowa oznacza również śmierć.
-Zagram, ale jeśli wygram to uczynicie mnie dowódcą. – Odparłeś zuchwale, bowiem i tak w tej sytuacji nie miałeś wiele do stracenia.
-Patrzcie no, jaki bezczelny! Dowodzić mu się zachciało. – Zakrzyknął oficer
-Chyba nie zrezygnujecie, przecież zamierzacie ze mną wygrać – próbowałeś podpuścić przeciwnika, zabawić się z jego potrzebą gry. Widziałeś już ludzi takich jak on i z doświadczenia wiedziałeś, że nic tak nie działa na nich jak zwiększona stawka.

-Dawaj te kości! Pokaże Ci gdzie twoje miejsce – udało się. Wyglądało na to, że oficer połknął haczyk.
Po chwili było po grze. Wygrałeś. Jak mogłeś przegrać, skoro pół życia parałeś się kantowaniem w grach takich jak kości. Regimentarz siedział cały czerwony i mimo, że wściekł się jak osa, to swój honor miał.

-Słowa dotrzymam- odparł sucho – będziecie dowodzić dziesiątym oddziałem naszego regimentu. O, akurat ustawiają się na placu zbiórki. Pędź do nich, ale to migiem. Wyruszacie do Birkewiese. Odmaszerować! – Dowódca wydał rozkaz i wygonił Cię za drzwi. Cieszyłeś się ze swojego szczęścia, ale moment radości popsuły ci zasłyszane przypadkowo słowa. Oficer, którego ograłeś rugał porucznika, który cię przyprowadził. Wyraźnie podsłuchałeś przez drzwi jak krzyczał:

-Co ty sobie wyobrażasz! Przyprowadzać mi jakichś szulerów! Jeszcze kilku takich i cały regiment im oddam! – Krzyczał wściekle.
-Panie regimentarzu, po co te nerwy. I tak tam zginie, przecież wiecie. Nikt z stamtąd nie wyjdzie. Przecież to samobójcza misja. – Porucznik starał się załagodzić sytuację. W tej chwili usłyszałeś kroki na korytarzu i uciekłeś spod drzwi. Popędziłeś na plac zbiórki spotkać się ze swoim oddziałem. Nie wiedziałeś, co masz o tym wszystkim myśleć, ale lepiej było wyruszyć do Birkewiese, zanim dowódca każe ściąć Ci głowę za niewykonanie rozkazu.

Johann Eberhardt

Kiedy wyruszałeś na północ, aby dołączyć do sił von Raukova nie liczyłeś na nic więcej niż możliwość walki jako ochotnik. Pośrednio miał na to wpływ Gereon Kaestner. Wciąż miałeś w pamięci lata, w których oczekiwałeś na możliwość wypróbowania swoich zdolności. Spodziewałeś się, że von Raukov również nie będzie chciał powierzyć Tobie ważniejszej funkcji. Jakież było twoje zdziwienie, kiedy już trzeciego dnia pobytu przydzielono Ci oddział. Miałeś być dowódcą. Wiedziałeś, że nie zawdzięczasz tego osobistym umiejętnością, które przecież nie były w żadnym stopniu weryfikowane. Wszystko rozstrzygnęła kwestia twojego urodzenia.

Widocznie mało było już ludzi szlachetnej krwi, tu na północy. Domyślałeś się, że większość od dawna gryzie ziemię. Do tego niewielu kwapi się do tego, aby osiedlić się lub choć przyjechać do Ostlandu. Przechadzając się po koszarach zaobserwowałeś, że większość garnizonu stanowią różnej maści odszczepieńcy, dzikusy wyciągnięci z wiosek, które leżały w głębi lasu oraz największy plebs i hołota, której nie było stać na opłacenie przewoźnika i ucieczkę z tej przeklętej krainy.

Szlachetne pobudki, którymi kierowały Toba w momencie podjęcia decyzji o dołączeniu do Księcia-Elektora Ostlandu nieco zblakły. Wciąż jednak pozostawała Ci nadzieja odnalezienia brata Twojego seniora.
Ściskałeś w ręku list polecający od jakiegoś wyższego rangą oficera, którego nazwiska nie kojarzyłeś. W wiadomości tej zawarte było upoważnienie do przejęcia komendy nad dwunastym oddziałem, III regimentu Salkalten. Oddział miał już czekać na placu zbiórki. Wraz z czterema innymi dowódcami miałeś wyruszyć do miejscowości Birkewiese, aby wspomóc tamtejszy garnizon i oddać się pod dowodzenie tamtejszego kapitana.

Waldebert „Buśka”

„Buśka” umiał się w życiu ustawić. Już od małego przywykł do widoku krwi, co wymusiła na nim praca w rzeźni. Cecha ta ułatwiła mu tylko praktykowanie leczenia. Puszczanie krwi, przystawianie pijawek, czy wyrywanie zębów – wszystko było proste, jak w rzeźni. Tak łatwo jak podrzynał gardła prosiakom, tak samo łatwo łatał dupska swych pacjentów. W większości z dobrym skutkiem inaczej jego mistrz już dawno by go pogonił.

Jednak nadszedł dzień, w którym Waldebert nauczył się już wszystkiego, co mógł mu przekazać jego patron. Wtedy znowu odezwały się w nim jego dawne aspiracje. Chciał być kimś więcej. W końcu wiek jeszcze młody i siły ma sporo. Zapytał więc nauczyciela, co powinien zrobić, aby nauczyć się czegoś więcej.

-Słuchajcie Waldebercie, na szkołę was nie stać, więc medycznego rzemiosła jeno wojaczka was może nauczyć. Najlepiej jakaś spora, to będziecie mieli dużo roboty.
-A gdzie to teraz wojują? – Zapytałeś
-W Ostlandzie.

W tamtym momencie podjąłeś decyzję o podróży do Ostlandu. W prezencie pożegnalnym dostałeś od swego mistrza komplet narzędzi i instrumentów medycznych. Pożegnawszy się z nim wyruszyłeś. Był to dzień, w którym podjąłeś najgłupszą decyzję w swym życiu.

Na miejscu trafiłeś pod skrzydła von Raukova, który z zadowoleniem powitał Cię u siebie. Dostałeś posadę koszarowego medyka, ponieważ poprzedni został zadźgany nożem, kiedy próbował wyleczyć bolący ząb jednego z żołnierzy. Zdziwiłeś się na te słuchy, jakbyś parał się niewdzięczną profesją.

W lazarecie poznałeś jeszcze trzech innych medyków. Wszyscy powtarzali to samo, żebyś jak najszybciej wyrwał się z tego miejsca. Kiedy więc jakiś porucznik zajrzał do was z rozkazem, aby jeden z lekarzy dołączył do jakiejś tam wyprawy, zgodziłeś się bez pytania. Przydzielono Cię do trzynastego oddziału, jako specjalistę. Status ten dawał Ci dużo swobody, nie musiałeś brać udziału w bezpośrednich starciach, bowiem specyfika twojej profesji nie wymagała tego.

Na miejscu okazało się, że oddziałem dowodzi twój stary znajomy. Zaśmiałeś się na myśl o tym, że nie ty jeden babrasz się w tym bagnie i że są tacy, co siedzą w nim głębiej od Ciebie.

Wulfhart „Młody Wilk”

Ze wszystkich przybłędów szukających roboty w ogarniętym wojną Ostlandzie, fanatycy religijni byli najgorsi. Wielu ogarniętych obłędem dziadów wykrzykiwało na ulicach miast o końcu świata. W ponadnaturalnym widzeniu zwiastowali zagładę Imperium i śmierć wszystkich jego mieszkańców. Dla władzy byli to zwykli awanturnicy, którzy zakłócają publiczny spokój i już dawno trafiliby na wiedźmie krzesło albo madejowe łoże, gdyby nie fakt, że szli za nimi ludzie.

Jesteś pewien, że nigdy nie wpuszczono by ciebie do Salkalten, gdybyś nie przekonał strażnika, że chcesz się zaciągnąć na ochotnika. Wartownik ten wykazał się jednak sprytem i postanowił osobiście eskortować Cię do biura zaciągu. Nie protestowałeś, ponieważ armia tworzyła możliwości, dzięki którym mógłbyś niszczyć pomioty chaosu z jeszcze większą skutecznością. Posadzono Cię przed tłustym komendantem, który to wojnę zna tylko z perspektywy swego stołka. Posypały się pytania:

-Imię? Skąd przybywacie? Po co chcecie do armii? Czy aby nie szpieg? Czym się trudniliście? Ooo, kapłan. – Zdziwił się komendant. Ostatni, którego tu mieliśmy pewnie już dawno skończył pod ziemią, hehe. Nie śmieszy Cię to, trudno.
Co by tu z tobą zrobić – komendant zamyślił się – kiedyś kapłanów dawaliśmy do oddziałów, ale odkąd bierzemy w nasze szeregi dzikusów z lasu, to nie wypada. A dowódcą, Cię też nie mianuję, bo nie mogę tak za nic. Nie nadajecie się tu, wróćcie skąd przybyliście. – Zaskoczony odmową już chciałeś wstać, lecz komendant powstrzymał Cię gestem ręki.

-Albo czekajcie. Mamy tu jeden oddział, co to go nikt nie chce. Sami dzicy ludzie, z najgłębszych lasów. Ostrzegam, że to wściekłe bestie, niczym wilcy. Walczyliby najchętniej za pomocą zębów i pazurów, co też robili zanim ich do włóczni nie przysposobiliśmy. Świat schodzi na psy, że też takich do armii się bierze. To jak, bierzecie ich?

-Jeśli tak, to czekają właśnie na placu zbiórki. Przerzucamy ich na wschód, gdzie będą mogli zginąć dzielnie. Musielibyście z nimi iść. Wystarczy, że pójdziesz z tym rozkazem – wręczył Ci karteczkę – pilnuje ich jakiś obibok, który ucieszy się, że może się od nich oddalić. Czternasty oddział, III regiment.- Skończył czekając na to, co powiesz

Wszyscy

Dokonaliście pobieżnego przeglądu oddziałów, przeliczając czy aby liczba ludzi się zgadza. Na więcej nie było czasu, bowiem trzeba było wyruszać. Oficer, który do tej pory kręcił się po placu przeglądając kartki papieru, podszedł do was i krzyknął:
-Uwaga dowódcy! Jak wiecie macie udać się do Birkewiese, moim zadaniem jest wytłumaczyć wam jak tam trafić. - Zainteresowaliście się tym, co ma do powiedzenia.
-Na szczęście droga jest prosta jak budowa cepa, więc powinniście dać sobie radę. Wychodzicie południową bramą i idziecie około 10 mil na południe. Następnie skręcacie na wschód, czyli wasze lewo. Trzymacie ten kierunek przez trzy dni. Proste?- zapytał. -Zaznaczę, że misja wasza jest priorytetowa. Macie maszerować tak długo, jak słońce będzie widoczne na niebie! Jeśli trzeciego dnia nie traficie do Birkewiese, to wszyscy traficie na szafot! Zaniesiecie też te rozkazy. - Wykrzyczał oficer i przekazał wam zapieczętowaną wiadomość. - Kapitan wie, że wiadomość ma mieć pieczęć, więc radze jej nie łamać!
-No już! Jazda! Wyruszać! - Padła komenda. -Bo każę was wszystkich stracić!- Zagroził.



***
Info: Proszę nie wybiegać z akcją do przodu dalej niż do planów założenia pierwszego obozowiska na noc.
Pytania, wnioski, zażalenia- PW
 
Mortarel jest offline  
Stary 12-04-2012, 13:08   #2
AJT
 
AJT's Avatar
 
Reputacja: 14597 AJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputację
~No i mam swój odział, karierę wojskowego dowódcy czas zacząć, a co los dalej przyniesie… Samobójcza misja? Jak dobrze pójdzie, to ktoś z oddziału przeżyje.~ Rozmyślał Leo, szybko jednak ruszył w kierunku placu.

Odnalazł dziesiąty oddział. Jego oddział. ~Ło kurcze, cudu nie ma… Ale jak to powiadają… Nie od razu Altdorf zbudowano.


- Dziesiąty oddział! W szeregu! Zbiórka! –Wykrzyczał komendę. Z zadowoleniem zauważył, że ustawili się według wzrostu. ~No może coś z tych chłopa będzie…~

- Sierżant Leo Ente, wasz nowy dowódca! Przedstawić się, po kolei! – Krzyknął.
- Yannick Klein – zaczął największy.
- Hans Jurgen Schweine – krzyknął kolejny, barczysty i wysoki.
- Edeltraut Passeck, Chantal Demir, Horst Orth, Maren Worz, Lars Sollner, Heino Prause, Max Hirschfeld, Heinz Thurau – wykrzyczeli pozostali.

- Dobrze zatem, zbierać manatki i wyruszamy za dwadzieścia minut! Wyruszamy do Birkewiese z bardzo ważną misją. Zostaliście na nią wybrani, jako odpowiedni ludzie. Nie zawiedźcie mnie! Za równe dwadzieścia minut zbiórka w tym samym miejscu! Ruchy! Ruchy! – Przekazał swojemu oddziałowi, a sam poszedł po zapieczętowaną wiadomość i swój ekwipunek.

***

- Naprzód marsz! – padła w końcu komenda. Czekały ich trzy dni męczącego marszu, ale trzeba było wyruszyć jak najszybciej, by pokonać jak najdłuższy dystans.

***

Gdy słońce zaczęło zachodzić, rozpoczęły się poszukiwania odpowiedniego miejsca na obóz.
- Klein, Passeck, do mnie. Reszta przygotować obóz. Ruszać! - Padła komenda. – Wy dwaj, zrobicie obchód po okolicy, potem odpoczniecie, a także weźmiecie pierwszą wartę. Obudzicie później Sollnera i Demira. Tylko pamiętać! Bez brawury! Widzicie niebezpieczeństwo wracacie! I też nie oddalać się za daleko! Wykonać!

Sam poszedł na chwilę spotkać się z innymi dowódcami. Później udał się na odpoczynek. Miał ludzi, którzy będą czuwali za niego, ale sam też wolał zostać ostrożny. Zawsze ufał swojemu instynktowi i nie miał zamiaru tego zmieniać. Na razie nie czuł zagrożenia, ale wiadomo, jak to jest na terenach w których przyjdzie im spędzić noc.
 

Ostatnio edytowane przez AJT : 12-04-2012 o 13:30.
AJT jest offline  
Stary 12-04-2012, 16:37   #3
 
Potwór's Avatar
 
Reputacja: 84 Potwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znany
Ród Eberhardtów nie należał do majętnych jak i żaden z jego członków w ciągu kilku ostatnich wieków nie wysławił się jakoś wyjątkowo bojach, do tego wywodził się z Hochlandu który bądź co bądź również znajdował się nie blisko więc Johann był zaskoczony oferowanym mu stanowiskiem. Zapewne poprzedziły go listy polecające od jego ojca ale o swoich zamiarach opuszczenia szkoły oficerskiej i ruszenia na północ poinformował jedynie Joachima prosząc go przy tym o dyskrecję, zdawał sobie sprawę że kurtyzana prędzej utrzyma złączone uda niż jego brat dochowa powierzonej mu tajemnicy ale nie spodziewał się że stanie się to tak szybko.

Do ostatniej chwili odwlekał poznanie swoich nowych ludzi, Gereon Kestner nauczył go czego tylko mógł o walce i rycerskim rzemiośle, nauczyciele z Akademii Wojskowej nie szczędzili czasu aby wbić do jego opornego łba historię wojskowości, zagadnienia taktyczne, manewry, wpływ morale na żołnierza ale nigdy jeszcze nie dowodził oddziałem i nie miał bladego pojęcia jak się zabrać za musztrowanie tej zgrai czarnych owiec Imperium. Dlatego właśnie z ulgą powitał wrzaski starszego rangą oficera.
***
- Mila mili nie równa, jest jakiś określony punkt gdzie mamy skręcić? Kapliczka przy rozwidleniu, gospoda czy głaz w kształcie kutasa? No i czy są jakieś wieści o oddziałach przeciwnika które mogły przejść za Birkewiese i możemy je spotkać po drodze? – Dowódca nie sprawiał wrażenia zbyt skłonnego do odpowiedzi na pytania ale Johann wolał narazić się teraz na opierdol niż potem żałować że się nie dowiedzieli czego tylko mogli.

-Tak, jest określony punkt. Nazywa się skrzyżowanie dróg! - Odburknął dowódca niemiłym tonem. – To jest jak idziesz drogą i nagle pojawia się inna droga biegnąca z prawej do lewej. I tam macie iść w lewo! Mówię o drodze, a nie o ścieżynkach, którymi podróżni schodzą za drzewa, żeby się odlać! - Oficer najwyraźniej cierpiał na rozstrojenie nerwów, bowiem darł się niemiłosiernie.

-Do Birkewiese powinno być spokojnie. Dawno nie widywano już wroga przy tym trakcie. Jednak czujność trzeba zachować. Każdy dobry żołnierz zachowuje czujność w każdej sytuacji... - tu oficer zaczął rozwodzić się na temat cech dobrych żołnierzy. Johann słuchał tego ze zniecierpliwienia przestępując z nogi na nogę i starając się zachować przy tym kamienną twarz ale po kilku minutach paplaniny skłonił się tylko i wycofał wolno do „swoich” ludzi. Po chwili monolog starego wygi przerwał inny z nowych oficerów.

- No. Fajnie. Wroga nie widziano. Czyli... kogo? - Grzeczny miał świadomość tego, że dowódca najwidoczniej już powiedział wszystko co chciał, ale Matt chciał wiedzieć z czym ewentualnie przyjdzie mu się zmierzyć. Czekał chwilkę na odpowiedź świadom tego, że dalsze pytania o charakterystyczne punkty terenowe, o mieszkańców siół okolicznych i bandy wagabundów tylko pogorszą nastrój dowódcy. W dupie to miał.

-Jak to kogo? Chaośników! - Wykrzyknał oficer. –Plugawe istoty, pozostałości po armii chaosu, która spaliła niemal całą naszą prowincję. Spałeś przez ostatnie dwa lata, czy ktoś uderzył Cię w głowę, że nie wiesz? .

***

-Baaaczność – wydarł się na swoją bandę –Witajcie w dwunastym oddziale trzeciego regimentu Salkalten!- dobrze przynajmniej że nie byli to doświadczeni weterani którzy urządzili by mu piekło wyczuwając że mają przed sobą „świeżego” podoficerka –Nazywam się Johann Eberhardt i będę waszym bezpośrednim przełożonym. Słuchajcie się rozkazów a zawędrujecie daleko zdobywając chwałę i więcej złota niż zdołacie w ciągu żywota przechlać i przedupczyć, róbcie co do was należy a nie będziemy mieć żadnych kłopotów. Spierdolcie a poznacie moją mniej przyjemną stronę!- Liczył że kilka motywujących zdań skleconych naprędce z kilku podręczników historycznych zrobi wrażenie na motłochu przed nim i wyglądało na to że się nie przeliczył. –Pobrać broń, ekwipunek i prowiant! Nie zapomnijcie o amunicji i dodatkowej wodzie, długa droga przed nami. Ruszamy do Birkewiese i mamy tam trafić w ciągu trzech dni.- nie pytał o imiona swoich ludzi, i tak nie byłby w stanie ich teraz zapamiętać a podczas drogi do Birkewiese będzie miał mnóstwo czasu żeby zapoznać się z każdym z nich z osobna.
 
__________________
Blood angels are red,
Ultramarines are Blue,
In the Grim Darkness of the 41st millenium,
The Emperor protects you.

Ostatnio edytowane przez Potwór : 16-04-2012 o 21:46.
Potwór jest offline  
Stary 12-04-2012, 21:38   #4
 
Luffy's Avatar
 
Reputacja: 29 Luffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodze
Carla obudziło łomotanie. Po chwili dało się je określić jako niewyobrażalny ból głowy spowodowany wczorajszym świętowaniem w karczmie nowej drogi życia. Mimo iż Gretch nie miał przyjaciół, znalazło się zadziwiająco dużo osób chętnych wypić z nim gorzałę za zdrowie księcia. Księcia… Wezwanie! Zamglony i obolały umysł zdołał przypomnieć mu o konieczności stawienia się dziś w garnizonie, powinien jeszcze zdążyć. Wstał, z trudem umył się w beczce i powstrzymując odruch wymiotny spojrzał na swoje odbicie w tafli wody.
Od dziś nie piję…

Znajomy komendant przywitał go i pouczył. Ostrzegał go przed jego przyszłymi podopiecznymi, jakoby dzikusami i skazańcami.
Gdybyś wiedział, że kiedyś byłem do nich tak podobny…- pomyślał Carl dalej uśmiechając się do żołnierza. Na młot Sigmara, jak go bolała głowa.

Gdy wyszedł na plac zobaczył ustawione oddziały i paru dowódców. Poprzedniego dnia zastanawiał się na wpół pijany jakim powinien być dowódcą, surowym, pobłażliwym czy może takim, który zastępuję matkę i ojca.

- Jedenasty oddział III regimentu Salkalten, wystąp!- krzyknął. Najbliższy niego oddział postąpił parę kroków. Nie tacy najgorsi, stoją prosto i w równych rzędach. Postanowił ich jednak trochę musztrować, żeby i on i oni wczuli się w swoje role. W tym samym czasie dziesiąty oddział również wykonywał polecenia dowódcy. Może mu się wydawało ale jego ludzie obrzucili tamtych wyzywającymi spojrzeniami.

- Spocznij! Baczność! W dwuszereguuu zbiórka przede mną!- O dziwo „chłopcy”, jak zaczął ich nazywać w myślach, wykonywali sprawnie polecenia. Ponownie zaczął się zastanawiać; surowy czy pobłażliwy. Matka czy ojciec?

-Żołnierze! Wiem, że większość z was jest tu nie z wyboru! Wiem, że inni chcą zarobić. A ja jestem po to, abyśmy wszyscy przeżyli i być może razem cieszyli się żołdem! Od dziś jestem waszym dowódcą, to znaczy że decyduję który z was śpi i kiedy śpi, od tego momentu nie macie prawa się wysrać w krzakach bez powiadomienia mnie o tym oraz otrzymaniu mojego pozwolenia. Walczcie jak na żołnierzy Imperium przystało a gwarantuję wam, że wyjdziemy z tego żywi i bogatsi o parę koron. Mam być z was dumny! Czy to jasne?

Nie usłyszał oczekiwanej wrzawy, więc krzyknął głośniej:
Czy to jasne?!- Teraz odzew jego ludzi był dużo żywszy niż poprzednio.

-Przed nami trzy dni ciężkiego marszu. Z góry ostrzegam, że jeśli ktoś będzie zostawał w tyle potraktuję to jako dezercję i tak jak dezercję ukarzę. Macie dziesięć minut na zebranie prowiantu, potem zarządzam wymarsz.
Oddział, rozejść się!


Wyruszyli z resztą oddziałów. Droga jak do tej pory nie sprawiała im kłopotów a sami żołnierze nie wyglądali jakby mieli uciekać kiedy tylko odwróci głowę. Carl szedł na czele kolumny wzywając każdego po kolei do siebie by zamienić z nim parę słów i poznać ich imiona. Gdy zaczęło się ściemniać wszystkie kolumny się zatrzymały.

-Hans, Alex, do mnie! Rozbijamy obozowisko. Wy dwaj pełnicie pierwszą wartę, zamieniacie się z Ottem i Walem. O wszystkim niepokojącym informujecie bezpośrednio mnie, jasne?
Następnie poszedł spotkać się z resztą dowódców z którymi jakoś nie poznał się w drodze.
Noc zapowiadała się na spokojną.
 
Luffy jest offline  
Stary 14-04-2012, 10:20   #5
 
Bielon's Avatar
 
Reputacja: 1239 Bielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumny
- Jebać to… - to był jedyny komentarz na jaki był w stanie się zdobyć słuchając pierdolenia tych z naczalstwa. Dziwić się kurwa, że Chaos ich rozpierdolił, jak posyłają pięćdziesięciu ludzi bez dowództwa w pizdu! I co, każdy będzie obóz osobny zakładał? Każdy osobne warty? A jak ich kto zaatakuje to pewnie każdy osobną taktykę obronną przyjmie. I tak spójnie przeprowadzą pięć kontruderzeń.

- Niech to jasny chuj! – zaczął kurwować zaraz po wymarszu obserwując niemrawy szyk pięciu kolejnych oddziałów. „Trzynasty”, za sprawką jego manewrów, ruszył w ariergardzie. Idący obok „Grzecznego” Kuśka splunął siarczyście. Znali się z obozu. To w tej zbieraninie obcych mord wystarczało.

- Co? Wadzi ci żeś dowódcą? – Kuśka nie wyróżniał się się niczym poza tym, że miał dar do ludzi. Umiał się na nich poznawać szybko. No i miał skłonność do bab. Dokładniej, do brania ich siłą. Stąd i przydomek, bo ta drobna wada niemal zaprowadziła go na szafot. Trzykrotnie.

- Nie to. Patrz, leziemy bez osłony, każdy sobie tu szefuje a ludzie ino patrzą jak prysnąć. I się im nie dziwię. A nasi? Chyba dostałem najgorszą zbieraninę. Można by rzec, że czuję się jak w domu…

***

- Jebać Imperium. Nie zawaliło się, to się i pewnie nie zawali! – chłopaki stali wkoło spoglądając nań z mieszaniną niepewności, podejrzliwości bądź nawet otwartej wrogości. Jak ci, którzy na placu obiecali Grzecznemu troskliwą pamięć. Nie byłby sobą gdyby tego nie zapamiętał. – Jednakże są ważniejsze sprawy a czasu nie mamy wiele. Jednak te musimy omówić tu i teraz. Stąd i moje pytanie. Kto tu jest największym skurwielem?

Grzeczny powiódł oczyma po wszystkich zakazanych mordach z wysokości swego wzrostu. Kilku z jego ludzi spoglądało nań z niepewnością, zastanawiając się o co mu chodzi. Byli jednak i cwaniacy z placu, którzy swoje zdanie mieli na ten temat. Ci uśmiechnęli się chytrze. Trzej. Wystąpili do przodu pewnie. Trzy to dobra liczba.

- Kląć każdy potrafi. Myśmy chuju… - co „myśmy” robili pozostało tajemnicą, bo Grzeczny wyciął go w pysk tak, że cwaniak runął na ziemie plując krwią. Dwaj jego towarzysze wyskoczyli od razu z żelazem bez krępacji atakując z dwóch stron. Reszta oddziału cofnęła się, choć by tak się stało Kuśka musiał dwóch najgorliwszych powstrzymać. Chyba chcieli pomóc dowódcy…

- Zahebe ciee!! – ryknął zrywając się pechowiec. Jego dwaj kompani skoczyli z dwóch stron, ale Grzeczny tajniki walk ulicznych wyssał z mlekiem matki. Można by rzec, że więcej o tym zdążył zapomnieć, niż oni się nauczyć. Skoczył w bok do tego z lewej skracając dystans i uderzając go hakiem od spodu w splot słoneczny. Głuche stęknięcie w jedno zlało się z jękiem i łoskotem padającego. Prawy był już za plecami Grzecznego, ale gwałtowne pchnięcie przeszło pod pachą unikającego ciosu zapaśnika. Grzeczny szybko złapał rękę napastnika i jednym ciosem wytrącił mu oręż z łapy. Dalej wystarczył łokieć w splot słoneczny i przeciwnik ja szmaciana lalka ciśnięty legł na ziemi. Pyskaty „myśmy” został sam. Z zakrzywioną szablą w łapie skoczył do przodu, ale nie spodziewał się, że Grzeczny skoczy mu naprzeciw. Garda oręża bezkarnie uderzyła Grzecznego w bok. W przeciwieństwie do kolana Grzecznego, które wylądowało na kroczu cwaniaka, który skulił się na ziemi z bólu wypuszczając oręż.

- No to kto tu jest największym skurwielem, się pytam? – Grzeczny pozwolił im się pozbierać. Reszta oddziału wchłonęła ich. Ludziska spoglądali na Grzecznego spode łba nie mówiąc nic. – Powiem wam. Ja jestem! I se to kurwa zapamiętajcie! Chyba radzicie sobie z prostym liczeniem. Jeden, jeden i jeden równa się: NIE PODSKAKIWAĆ MI TU, KURWA! Nie jestem wojakiem i wy chyba też nie. No, nie dla mnie. Niby myślą że jesteśmy żołnierzami, ale przecie nie o chwałę wam idzie a o pełną miskę i trochę spokoju. No, chyba że jest wśród nas drugi Sigmar, ale jakoś nie widzę… - Grzeczny powiódł wzrokiem po „swoich” ludziach. Kilku nawet się uśmiechnęło, to był dobry znak. - … a wzrok mam niezły. Ja naprawdę nie chcę dla was źle. Nie jestem waszym wrogiem. Ale jak mamy przetrwać i mieć pełne brzuchy musicie być ze mną. Z czasem docenicie co potrafię dla was zrobić. To działa w obie strony. Wy mnie słuchacie i dbacie o mnie, ja dbam o was. I tak długo jak się tego będziemy trzymać, to będzie git!


***


Trzynasty przybył do prowizorycznego obozu jako ostatni, jak przystało na ariergardę. Trzech chłopaków, którzy chcieli omawiać kwestie dowodzenia w trakcie marszu kuśtykało z lekka, ale pretensji już nie zgłaszali, choć Grzeczny miał świadomość, że do wspólnoty celów jest im jeszcze piekielnie daleko.

- Kuśka rozłóż naszych tam z boku, przy tym strumieniu, tam na górce! – Grzeczny wskazał kompanowi miejsce położone nieco z boku. o ile można było mówić o boku takiej menażerii. Grzeczny wiedział, że jeśli mieli przetrwać tę wycieczkę, to musi pogadać z resztą „naczalstwa” o zakładaniu obozu, wartach i całej służbie. Bo póki co wyglądało to tak, jakby burdel frau Bingerowej zjechał się z całą różnorodną menażerią i spółkował właśnie ćwiczebnie. Z oddziałem III regimentu Stalken niewiele to miało wspólnego…


.
 
__________________
Bielon "Bielon" Bielon
Bielon jest offline  
Stary 15-04-2012, 15:54   #6
 
Wnerwik's Avatar
 
Reputacja: 125 Wnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znany
Wulfhart pobieżnie rzucił okiem na kartkę i rozkaz na niej zapisany.
- Czternasty oddział, trzeci regiment... - Powtórzył cicho, by zapamiętać. - Niech będzie. Już ja się postaram, by dzielnie zginęli. Jako, że ich dowódcą będzie kapłan Ulryka to z pewnością nie zhańbią się ucieczką. Rzeknij raz jeszcze gdzie ich znajdę?
- Czekają na placu zbiórki. To na tyłach budynku, w którym się obecnie znajdujemy. Zamiast okrążać go dookoła użyj drzwi za mną, a znajdziesz się od razu na placu. - Odparł oficer.
"- Czy ja wyglądam na idiotę?" - zapytał się w myślach. Raczej nie, choć oficer tak go właśnie traktował. Może to jakiś fanatyk Sigmara, który uważa, że każdy Ulrykanin to tępak? A, niech go wilki pożrą, nie będzie tracił na niego czasu!
- Doprawdy? - Zapytał, unosząc w udawanym zdziwieniu brew. - Sprytne. U nas, w Middenheim, nie mamy takich luksusów. - Stwierdził, po czym powstał od stołu i nawet się nie pożegnawszy wyszedł na plac.

Na placu mogli mu się przyjrzeć jego nowi podwładni, a także dowódcy innych oddziałów. Wulfhart był mężczyzną wysokim i barczystym, o długich blond włosach i sięgającej niemal do pasa brodzie. Cerę miał bladą, a jego szare oczy z uwagą przypatrywały się otoczeniu.
Odziany był w czarną kapłańską szatę, zdobioną wilczym futrem. Nie każdy wyznawca Ulryka miał prawo nosić wilcze futro - tylko taki, który wpierw własnoręcznie tę bestię ubił za pomocą broni wykonanej przez z siebie, z surowców zapewnionych przez las. Nie była to łatwa sprawa i tylko najlepsi mogli poszczycić się tym trofeum.
Uwagę zwracał noszony przez kapłana medalion - wykonany był ze srebra, a przedstawiał... wilka. Cóż, można się było tego spodziewać.
Przez ramię miał przewieszoną podróżną sakwę, a u nabijanego ćwiekami pasa, którym była przepasana szata, wisiał miecz w pochwie.

Mężczyzna rozejrzał się po placu, widząc kilka różnych grupek. Szczerze mówiąc wszyscy ich członkowie wyglądali na dzikusów, bandziorów, złodziei i gwałcicieli, więc nie był pewien który należy do niego. Część żołnierzy pewnie łączyła w sobie kilka z tych "profesji".
- CZTERNASTY ODDZIAŁ! - Ryknął, a zaznaczyć trzeba, że głos miał donośny. - DO MNIE!
Chwilę później jeden z oddziałów ruszył w jego kierunku. Stanowiła go zbieranina mocno zarośniętych, barczystych mężczyzn o surowym i groźnym obliczu. W ich spojrzeniu było coś dzikiego i nieprzewidywalnego.
Wilczy kapłan wyszczerzył zęby na ich widok. Jego zdaniem wyglądali na twardych chłopaków. Cieszyło go to. Teraz wystarczyło zrobić na nich dobre wrażenie.
- Jam jest Wulfhart, kapłan Pana Wilków i Zimy, a od dziś także dowódca waszego oddziału. Słyszałem, żeście dzicy niczym wilki. I dobrze, cenię sobie te zwierzęta - Żadnemu z żołnierzy pewnie nie umknął fakt, że czarna szata kapłana obszyta była u góry wilczym futrem. - Od dzisiaj jesteśmy braćmi. Stanowimy jedną watahę, ale to ja jestem przewodnikiem stada. Macie się mnie słuchać i jeśli będziecie to robić to mogę was zapewnić, że zasmakujecie dobrej bitki, a przy okazji napełnicie swe kieszenie złotem. -Żołnierze tylko spoglądali na niego podejrzliwie. Zdawali się jakby oceniać jego siły. W końcu jeden z nich, stojący gdzieś z tyłu odezwał się:
- Jam się z tobą nie bratał, żeby cię nazywać bratem. - Niestety, Wulfhart nie dostrzegł który gdyż wtedy nauczyłby go szacunku do przełożonego. Nie mogąc znaleźć winowajcy zaczął zadawać pytania:
- Jakie są wasze miana? Darzycie czcią Pana Bitwy? Powiedzieć wam muszę, że jego opieka przyda wam się w najbliższym czasie.
- Jam jest Bertolf, a to Ehrl, Eldred, Goran, Jander, Odwin, Volker, Odric i Jorn. - Jeden z żołnierzy wystąpił przed oddział i po kolei przedstawił jego członków. - Jesteśmy wszyscy z jednej osady - dodał. Najwidoczniej był nieformalnym przywódcą grupy i najprawdopodobniej najstarszym z jej członków. - Przybyliśmy tu z głębokiego lasu, o którym nawet nie śniłeś w najgorszych snach. Wyznawaliśmy tam swoich bogów, starszych niż cokolwiek stworzonego waszą ręką.
- Tak mówisz? Głęboki las o którym nie śniłem w najgorszych snach? - Wulfhart się roześmiał. Chcieli go wystraszyć? Chyba sądzili, że jest jakimś miastowym kapłanem, który w życiu puszczy nie widział. Srodze się mylili. - Powiem ci, że pochodzę z Drakwaldu. To taka wielka puszcza pokrywająca ogromną połać Imperium, pełna zwierzoludzi, bandytów i wszelkiego innego śmiecia. Atak na moją wioskę zdarzał się co najmniej dwa razy w miesiącu, czasem częściej. Zanim miałem dziesięć lat potrafiłem się posługiwać włócznią i łukiem, a pierwszego zwierzoczłeka zabiłem mając czternaście wiosen. Przebiłem go na wylot włócznią. Możecie pochwalić się czymś podobnym czy jeno próbujecie mnie wystraszyć czczymi przechwałkami? - Znów się wyszczerzył. Był to uśmiech kogoś kto wie, że jest zwycięzcą. Zapowiadała się trudna przeprawa, ale wierzył, że da radę. Ulryk go wspomoże.
- Rzeczywiście starzy muszą być ci wasi bogowie. Sam Sigmar wyznawał Ulryka, a założył Imperium przeszło dwa i pół tysiąca lat temu. - Wątpił by potrafili liczyć do dwudziestu, więc taka liczba powinna zrobić na nich wrażenie. - Wasza wioska pewno nawet nie ma stu lat, dziwne więc że nie słyszeliście o Ulryku.
- W naszej osadzie wyznajemy tylko parę bogów, o których prawił założyciel naszego leśnego grodu setki lat temu i o których przekaz ustny się zachował. - Zaczął tłumaczyć starszy. - Boginię matkę, panią lasów i łowów oraz boga ojca, silnego srebrnego wilka. Nie znam nazw, o których mi opowiadałeś i nie wiem kto to Ulryk, ani kim jest Pan Bitwy. Naszym panem jest srebrny wilk zwiastujący zimę. - Odparł z pełną powagą, zaś kapłan z uwaga słuchał jego słów. Wszak sprawy wiary wielce go interesowały! Brzmiało znajomo... Czyżby Rhyia i... Ulryk? Właściwie było to możliwe. Ponoć kult Rhyi, Taala i Ulryka był jednym kultem bóstwa Ishernosa. Dopiero później wyodrębniono z niego właściwych bogów, wcześniej zwracano się do nich tak jakby byli jednością.
W tej leśnej wiosce kult Taala i Rhyi musiał się nie rozdzielić.
Nie było tak źle, nie czcili żadnych heretyckich kultów. Podczas drogi będzie miał wiele czasu by ich nauczać o prawdziwej naturze ich bóstw.
- Ulryk jest panem bitew, wilków i zimy. Możliwe nawet, że mówimy o tym samym bogu, lecz znamy go pod innymi mianami. Nie poznaliście go gdy nazwałem go Panem Bitwy, ponieważ nie toczyliście zbyt wielu wojen i nie musieliście go prosić o łaskawe spojrzenie, prawda?
- Wojen? - Zapytał zdziwiony Bertolf. - U nas w lesie nie było z kim wojen toczyć. Niby o co? O krzaki i drzewa? - Zaśmiał się. - Leśne ludzie żyją w harmonii, walczą jedynie o przetrwanie. Las jest na tyle duży, że wyżywi wszystkich. Walczyliśmy tylko z bestiami, po to, aby je zjeść. Polowaliśmy na nie. - Tłumaczył mężczyzna.
- Tak właśnie myślałem - przerwał wywód "dzikusa". - A teraz stańcie w szeregu. - Chwilę zajęło im wykonanie polecenia, najwidoczniej nie byli przyzwyczajeni do wykonywania rozkazów. Gdy w końcu równo stanęli przyjrzał się dokładnie im oraz ich ekwipunkowi. Nie był zadowolony - z butów wystawała im słoma, a skórzane kurty robiące za pancerze były wielokrotnie łatane. Za broń służyły im włócznie, też niezbyt dobrej jakości.
Ale cóż zrobić? Przecie nie wyczaruje im płytowych pancerzy.
- Nie wygląda to zbyt imponująco, ale pewno i tak już nic innego w zbrojowni nie mają. No cóż, stoczymy jakąś bitwę to pewno sporo oręża po martwych zostanie, wtedy się dozbroimy... - Myślał na głos.
- Ty! - wskazał najstarszego żołnierza - Bertolf, tak? Będziesz moim pomocnikiem i gdyby, nie daj Ulryku, coś mi się stało, obejmiesz komendę nad swoimi towarzyszami. Poza tym wszelkie sprawy mają zgłaszać do ciebie. A teraz macie dziesięć minut by zebrać swoje rzeczy i przygotować się do wymarszu!

W czasie gdy jego żołnierze się przygotowywali on sam musiał omówić kilka spraw z innymi dowódcami.
W wyniku ustaleń które poczynili, jego oddział początkowo zajął się zwiadem po bokach kolumny. "Młody Wilk" szedł razem z nimi będąc pod wrażeniem ich obycia w lesie.

W kwestii rozbijania obozu Wulfhart zdał się na Bertolfa. Wpierw wysłał jeszcze Ehrla i Odwina, którzy przed wstąpieniem do armii parali się myślistwem, by upolowali coś zjadliwego (co będzie trudne, jako że nie mieli łuków) i przy okazji sprawdzili teren. Jego ludziom potrzebne było prawdziwe mięso, a nie jakieś suszone owoce i suchary. Takie żarcie jest dobre dla owiec, a nie prawdziwych wilków!
Leśni ludzie rozłożyli obóz na uboczu, w pewnym oddaleniu od reszty armii. Chyba nie chcieli się zbytnio integrować z resztą oddziałów... Kapłanowi Ulryka to nie przeszkadzało, wszak reszta armii nie była jego "watahą".
Wieczorem, przy ognisku, nauczał ich o Ulryku:
- Słowa Ulryka są niczym zew zimowego wilka. Zapewniają siłę i wytrwałość jego wyznawcom, a we wrogach wzbudzają strach.

Później rozmówił się ze "współdowódcami", a następnie objął pieczę nad pierwszą wartą, coby przypadkiem żaden z wartowników nie zdezerterował. Chciał też pokazać swoim ludziom, że też jest żołnierzem, jak oni i razem z nimi znosi wszelkie trudy. Powinno to nieco polepszyć nastawienie oddziału do jego osoby.
 
Wnerwik jest offline  
Stary 15-04-2012, 22:58   #7
 
Mortarel's Avatar
 
Reputacja: 3654 Mortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputację
Knucie przed wyruszeniem


Jeszcze przed wyruszeniem Johann podszedł do pozostałych dowódców, aby się przedstawić.
-Nazywam się Johann Eberhardt- Powiedział kłaniając się lekko –Dowodzę dwunastym oddziałem. Proponuję wydzielić z naszych jednostek po dwóch żołnierzy i wysłać ich jako zwiad. Powiedzmy czwórka na dwieście metrów przed główną kolumną, dwie pary na pięćdziesiąt metrów po bokach kolumny i jedna para pięćdziesiąt metrów za nami żeby zabezpieczać tyły. Okolica powinna być dość bezpieczna ale lepiej chuchać na zimne.

- Leo Ente, dowódca dziesiątego – przedstawił się. – Zwiad się przyda, dobrze prawisz. Aczkolwiek ten boczny, to chyba by po lesie musiał chodzić – dodał z charakterystycznym sobie uśmiechem. - Myślę, że trzy pary z przodu, dwie z tyłu – zaproponował.

- Jeśli ktoś będzie chciał przygotować na nas zasadzkę to przecież nie będą na nas czekać na drodze tylko właśnie schowają się w lesie. – nie zgodził się Johann – Jak puścimy bokami leśników, myśliwych czy innych kłusowników obeznanych z terenem to nie powinni nas jakoś specjalnie spowalniać.

- Wulfhart, kapłan Ulryka i dowódca czternastego oddziału. “Ostlandzkie Wilki” - tak zamierzamy się nazwać, ale to może ulec zmianie. - Wyszczerzył kły do pozostałych dowódców. Znaczy, uśmiechnął się, choć wyglądało to dziwnie... i na swój sposób drapieżnie. Właściwie to Wulfhart, nie wiedzieć czemu, nawet wyglądem i postawą przypomniał wilka. Ba! Nawet futro miał! - Cały mój oddział to “ludzie lasu”, więc sądzę, że mogą się zająć zwiadem na bokach kolumny.

-Carl Gretch, poprowadzę jedenastych! Zgodzę się z Johannem, powinniśmy wystawić też ludzi na boki. Miejmy nadzieje, że nie będą potrzebni ale ja wolę bronić flanki. I owszem, po lesie chodzić będą, powinniśmy ich może zmieniać co godzinę, nie forsować marszem po lesie przez cały dzień.

- Proponowałbym takie ustawienie - Johann podniósł z ziemi kawałek połamanego badyla i zaczął szkicować nim po udeptanej ziemi – http://desmond.imageshack.us/Himg600...&res=land ing – Jeśli nikt nie ma nic przeciwko to po czterech godzinach ludzie moi i Carla wezmą flanki, a dziesiąty zabezpieczy tyły i przód. Później zastanowimy się jak ustawić kolejną zmianę.

- Zgoda - odrzekł Leo. - Ustalmy może też po prędce warty nocne przy postojach. Proponuje po dwóch z każdego oddziału. w trakcie jednej zmiany. Mamy wtedy dziesięciu, do obstawy obozu. Pięć zmian więc i każdy wypocznie odpowiednio.

- A nie lepiej pełnić warty oddziałami? Zmiany wart będą prostsze, bez zbędnego kombinowania. Co prawda, ułatwia to możliwość dezercji, lecz wątpię by zamierzali uciekać będąc pod opieką swoich dowódców i do tego tak blisko Salkaten. - Wtrącił się Wulfhart

- Preferuje, by jednak, z każdego oddziału po dwóch. Wbrew pozorom, wydaje mi się, że wtedy lepiej zadbają o ochronę całego obozu.- odparł mu Leo.

Sądzę, że dwóch ludzi z każdego oddziału jest dobrym pomysłem. Jeśli tylko jeden oddział zostanie do tego oddelegowany będzie mniej wypoczęty. Ja już wybrałem swoich ludzi, dostali wszystkie instrukcje. - dodał Carl.

- Czemu któryś z oddziałów będzie mniej wypoczęty? - Zapytał zdziwiony Wulfhart. - Przecież każdy z oddziałów będzie pełnił wartę, wszystkie będą “wypoczęte” tak samo.

Jeśli tylko jeden oddział by pełnił wartę przez całą noc, musiało by nie spać więcej niż dwie osoby z tego samego oddziału nie sądzisz? Czyli oznacza to, że nie będą mieli kogo zmieniać. Chyba, że niefortunnie was zrozumiałem i po określonym czasie oddział zmieni się z innym. Wtedy ten pomysł faktycznie może się udać.- Przekonywał Carl.

- Będzie pięć zmian, w każdej zmianie dziesięć osób - czyli cały oddział albo po dwóch z każdego. Po jakimś czasie zmieniają się z kolegami. Proste. - Wulfhart miał nadzieję, że odpowiednio to wytłumaczył. A ponoć to Ulrykanie są “prości”. - Dwójka to zbyt mało by pilnować całego obozu.

- Wolę na każdej zmianie mieć swoich ludzi. Zamieszania nie widzę. Każdy oddział odpowiadałby za wartowanie w określonym sektorze i zmienialiby się wewnątrz grupy.- Odparł Leo.

- Ja bym wolał, by każdej warty pilnował jakiś sierżant, ale skoro wolicie się wylegiwać... Przecież wam rozkazywać nie mogę, wasza sprawa.- Dodał kapłan Urlyka.

- Wiadomo że nie będziemy tego niesprawdzonego motłochu bez kontroli zostawiać. O warty martwmy się później, czas ruszać zanim faktycznie nas wyślą na szafot.- Podsumował Johann



Pogoda była mglista, a z północy wiał chłodny wiatr, jednak szybkie tempo marszu pozwoliło się rozgrzać. Droga widziała już lepsze czasy, ale nie była najgorsza. Faktycznie po przebyciu niecałych dziesięciu mil pojawiło się spore skrzyżowanie. Skręciliście w lewo, aby trzymać ten kierunek już do końca podróży. Szliście szykiem, który wstępnie ułożyliście. Formacja sprawdziła się dobrze. Las po bokach drogi był bardzo rzadki. W zasadzie były to luźno rozsiane drzewa, a czasem nawet pojawiała się większa łąka porośnięta trawą do wysokości kolan. Osoby idące po bokach nie miały większych problemów z marszem.

Leo Ente

Zapoznałeś się za swoim oddziałem wypytując o imiona żołnierzy. Dowiedziałeś się przy tym czym trudnili się zanim wzięto ich do armii. Taka wiedza mogła okazać się przydatna w planowaniu działań poszczególnych członków oddziału. Przekazałeś im także w zarysie cel ich podróży. Następnie nakazałeś, aby zabrali to czego nie zdążyli i stawili się na placu w przeciągu dwudziestu minut.

Żołnierze rozeszli się po rzeczy. W większości przypadków brakowało im prowiantu, toteż każdy pobrał trzydniową porcję od kwatermistrza. Wszyscy wrócili w oznaczonym czasie. Mogliście wyruszyć.

Kiedy nastał czas postoju sprawnie wydałeś rozkaz rozbicia obozu swoim ludziom. Żołnierze przygotowali miejsce na ognisko, nanieśli chrustu i rozłożyli swoje koce. Byli głodni i zmęczeni, szybko popadali na ziemię. Niektórzy wzięli się za rozpalanie ognia. Inni czekali, aby móc podgrzać na patykach kawałki suszonego mięsa.

Wysłałeś na zwiad Kleina i Passecka. Nie było ich może z godzinę. Wrócili oznajmiając, że dookoła znajdują się tylko wrzosowiska rzadko porośnięte drzewami. Klein zameldował, że dostrzegł w podłożu ślady dzików, ale nie udało im się żadnego wytropić. Powiedział także, że możliwe jest upolowanie dzika włócznią, ale niestety nie jest myśliwym i nie umie podchodzić zwierzyny.
Po spotkaniu z innymi dowódcami zasnąłeś przy ogniu.

Johann Eberhardt

Albo ci się wydawało, albo wszyscy wyżsi stopniem traktowali swoich podwładnych jak debili, nawet jeśli sami byli dużo głupsi. Zbyłeś więc gadatliwego oficera, który więcej się wydzierał niż mówił z sensem i ruszyłeś do swego oddziału.

Postanowiłeś przedstawić się i zachęcić swoich ludzi do posłuchu. Obietnice złota, picia i dupczenia były najwyraźniej tym, co trafiało do uszu i serc twoich ludzi, bowiem zaczęli śmiać się i wznosić radosne okrzyki. Rozbudziłeś ich wyobraźnię i zmotywowałeś do wędrówki. Wydało Ci się to całkiem proste.
Nie wypytywałeś o imiona swych ludzi, postanowiłeś, że poznasz ich lepiej w czasie drogi. W czasie marszu nie było na to zbyt wiele czasu, ponieważ ciągle musiałeś obserwować a to swoich ludzi, a to okolicę – tak dla pewności. Parę razy mijaliście się z wozami, więc trzeba było poinstruować podwładnych do zejścia z drogi i przepuszczenia powozu, a następnie sprowadzić ich w formacji na trakt. Jednak w czasie kilku przerw zdołałeś porozmawiać z czteroma z nich. Poznałeś w ten sposób Conrada, Barta, Fulko i Igora. Dowiedziałeś się też, że przed wstąpieniem do wojska Conrad pracował jako tkacz, Bart był murarzem, Fulko parał się handlem, a Igor był hodowcą koni.
Wieczorem zatrzymaliście się na nocleg. Żołnierze początkowo nie wiedzieli co robić, ale podejrzeli działania ludzi Entego i również rozpalili ogień i rozłożyli koce. Usiedli odpoczywając i posilając się.

Carl "Miecz" Gretch

Początkowo zastanawiałeś się, jak odbierze Ciebie oddział i jak powinieneś nim dowodzić. Krótka musztra przed wymarszem pozwoliła Ci zorientować się w ogólnym wyszkoleniu twoich ludzi. Wykonywanie poleceń szło im całkiem sprawnie, póki co nie wyglądało na to, że będą sprawiać większe kłopoty, jednak wciąż miałeś w pamięci ostrzeżenie dowódcy. Fakt, że ochotnicy zostali już wstępnie przeszkoleni umocnił Cię w przekonaniu, że jednak nie będzie aż tak źle.

Wyruszyliście w podróż. Droga od początku do końca przebiegała wam sprawnie. Zacząłeś jednak martwić się tym, czy aby na pewno idziecie odpowiednio szybkim tempem. W końcu nikt nie powiedział wam, gdzie powinniście znaleźć się po pierwszym dniu. Wiedziałeś tylko tyle, że jeśli trzeciego dnia nie dotrzecie do celu, to może się to dla was skończyć tragicznie.

Picie w przeddzień wymarszu nie było dobrym pomysłem. Po przejściu kilku mil zatrzymałeś się aby zwymiotować. Sytuacja powtórzyła się jeszcze dwa razy w ciągu dnia. Ból brzucha nie pozwolił Ci na posilenie się prowiantem, który niemal natychmiast zwracałeś. Dopiero pod wieczór udało Ci się coś przegryźć i się napić. Do obozu dotarłeś ostatkiem sił. Wydałeś rozkazy swojemu oddziałowi, zamieniłeś parę zdań z innymi dowódcami i padłeś na koc ze zmęczenia niemal od razu zasypiając.

Matt „Grzeczny” Burgen

Miałeś wiele zastrzeżeń co do sposobu dowodzenia reprezentowanym przez wyższe dowództwo. Słaba organizacja i brak bardziej szczegółowego planu działania to ewidentna słabość tej armii.

Gdyby nie znajomy z obozu byłbyś sam wśród swojego oddziału, który pod względem stanowiących go osób był jednym z bardziej parszywych. Wiedziałeś, że albo oni albo ty. Na szczęście należałeś do osób, które umieją chwycić za cudzą gębę i nią potrząsnąć gdy będzie trzeba.

Jakiś czas po wymarszu obmyśliłeś plan, za pomocą którego miałeś zamiar pokazać, kto tu rządzi. Plan wypalił wyśmienicie. Trzech oprychów, którzy podważali twój autorytet nieprędko zrobią to ponownie. Widać było, że reszta oddziału jest z tego zadowolona. Widocznie też miała ich dość. Może jednak nie wszyscy byli tacy źli. Wiedziałeś już, że tylko silny przywódca może kierować tą grupą. Nadawałeś się tu idealnie.

Kiedy dotarłeś na miejsce noclegu sam wybrałeś wzgórze, na którym ma rozłożyć się twój oddział. Wszyscy posłusznie udali się na pagórek przy drodze i tam rozpalili ognisko.

Wulfhart „Młody Wilk”

Spotkałeś się ze swoim oddziałem. Przedstawiłeś się swoim ludziom. Postanowiłeś dowiedzieć się czegoś o nich jeszcze przed wyruszeniem w drogę. Poznawszy ich imiona wdałeś się w dyskusję na tematy religijne. Zaciekawiło Cię to, co mieli do powiedzenia. Z ich słów wynikało, że mogli być wyznawcami Urlyka, tak jak ty. Jednak opis przez nich przedstawiony różnił się nieco od tego, który znałeś. Było bardzo prawdopodobne, że czcili tego samego boga, jednak fakt, iż żyli w leśnej głuszy, w odosobnieniu, mógł zniekształcić przekaz o Urlyku. Widziałeś w tym rękę samego Pana Bitwy. Na pewno nie było dziełem przypadku, że dostałeś ten oddział. Poczułeś się jak wybraniec, przed którym postawiono misję wyprostowania wyobrażeń tych ludzi na właściwy tor.

Wydając rozkazy dostrzegłeś, że wykonywanie komend przychodzi oddziałowi nieco wolniej niż pozostałym, ale nie był to duży problem. Trochę musztry i wszystko się unormuje.

Droga przebiegała wam sprawnie. Trzymaliście się ustalonej formacji. Podróż po bokach kolumny nie była specjalnie utrudniona, więc nie popadliście w dodatkowe zmęczenie.

Po dotarciu na miejsce obozowiska rozmieściliście się nieco na uboczu. Bertolf przygotował miejsce na ogień, udało mu się nawet wykonać prowizoryczny rożen na którym mogliście wygodnie opiekać kawałki suszonego mięsa. Żołnierze, którzy nie musieli piec jedzenia samodzielnie, zajęli się innymi sprawami. Nanieśli mchu pod koce, dzięki czemu posłania były wygodne i spało się na nich przyjemnie.

Po jakimś czasie z polowania wrócił Ehrl z Odwinem. Zameldowali, że nie udało im się niczego upolować, jednak odnaleźli liczne tropy zwierzęce. Mówili o dziku, sarnach i zającach. Byli przekonani, że mogliby upolować dzika, gdyby mieli więcej czasu. Zastawili też kilka pułapek ze pętli sznurka przy wejściach do zajęczych nor. Jeśli dopisze im szczęście, to być może złapią jakiegoś zająca.

Kiedy nauczałeś o Urlyku oddział zdawał się chłonąć każde twoje słowo. Nawet starszy z leśnych ludzi zdawał się być tym zaciekawiony.

Kiedy obóz został już rozłożony Leo i Carl postanowili zagrać w kości dla zabicia czasu

- Herr Carl, co powiesz na małą partyjkę w kości? Posiedzimy, pogadamy, zaplanujemy coś, a dodatku jeden z nas się po tym spotkaniu wzbogaci. Materialnie wzbogaci. Może o jednego Karla? Dla relaksu. – zagadał Leo, eksponując swój uroczy uśmiech.

Z ochotą, jednak podbijam stawkę! Gramy za 2 Karle o ile się nie martwisz porażką. Zaczynaj.- Z chęcia z kimś zagra, zwłaszcza że uczył się tego od największych krętaczy po karczmach, odparł Carl.

Dobrze, zaczynajmy zatem - Leo zerknął do raczej pustej sakwy, a następnie chwycił kości i rzucił. - No, Twoja kolej - odparł zadowolony. - Coż sądzisz o naszej misji? Nie zastanawia Cię, że raczej początkujących dowódców wysłali? No chyba, że masz większe doświadczenie ? - zagadał, lecz z uwagą patrzył co jego towarzysz czyni z kośćmi.

Szczerze? Nie szukałem spisku. Pracowałem dla księcia bardzo długo, gdy powiedział że kończą się ludzi spytał czy nie zostanę jego sierżantem, wytłumaczenie wydawało mi się logiczne.-Rzcuił kośćmi. Remis. Gramy dalej?-zagadał Carl czując rosnące napięcie

- Księcia? - zapytał z zaciekawieniem Leo - Zapewne masz rację, pewnie nic dziwnego w tym, nie będę więc niepokoju siał. Oczywiście, że kolejna parta, czyjeś korony muszą właściciela zmienić - uśmiechnął się.

Kości okazały się być dziś szczęśliwsze dla Leo.

Carl Był ostro zdenerwowany porażką ale z tego co zauważył, następnym razem ma szansę ogołocić przeciwnika do zera. Z drugiej strony partia było przyjemna, o dziwo.
-Niech Cię, traf nie traf, uczciwie wygrałeś. Oto Twoje monety. Mam nadzieję, że noc będzie spokojna!

- Też taką nadzieję mam - odpowiedział Leo chowając monety do sakwy. Z zadowoleniem zobaczył, że brzęczy ich tam już więcej, po czym zachęcony rzekł. -Następnym razem pójdzie Ci z pewnością lepiej. Ja zapraszam na rewanż - uśmiechnął się i odszedł.


Wszyscy

W nocy zbudziliście się zaalarmowani przez krzyki żołnierzy. Po chwili pojawili się strażnicy. –Szybko sierżancie! Tam, za mną! Trup! Trup! – usłyszeliście. Pobiegliście czym prędzej za wartownikami.

Zaprowadzili was do miejsca, w którym spał oddział Carla. Na jednym z posłań leżało martwe ciało ochotnika. Carl rozpoznał w nim swojego człowieka, Ulfricka. Leżał twarzą do ziemi. Tył jego munduru był cały czerwony od krwi. Przyjrzeliście się mu dokładniej i stwierdziliście, że został dźgnięty w plecy, najprawdopodobniej nożem. Cios był na tyle niefortunny, że musiał przeszyć serce mężczyzny powodując jego śmierć.

Natomiast kiedy odwróciliście denata okazało się, że pod nim znajdowała się rozrzucona talia kart, w garści natomiast wciąż ściskał pulę, którą zapewne wygrał.

Nagle jeden z żołnierzy krzyknął: -Tam! Tam pod drzewem, jakiś cień. – Spojrzeliście w stronę, którą wskazał. Ktoś podbiegł z płonącą szczapą rzucając światło. Parę metrów od was pod drzewem siedział w pozycji embrionalnej Chantal Demir, członek oddziału Leo Ente. W ręku trzymał zakrwawiony nóż. Jego mundur był ubrudzony krwią. Mężczyzna trząsł się, a kiedy zobaczył iż spostrzegliście jego obecność drżącym głosem krzyknął: -To nie ja! To nie ja!

Pozostali żołnierze wpadli w gniew i chwycili za broń. –Śmierć za śmierć! –Krzyczeli. –Śmierć za śmierć!- Przerażony Chantal upuścił sztylet na ziemię zasłaniając rękoma uszy. –To nie ja! To nie ja!- Krzyczał – Nikogo nie widziałem! To nie ja! – Powtarzał w kółko niczym mantrę, a po chwili osunął się na ziemię mdlejąc.

Wartownicy zameldowali, że widzieli ich grających razem. Nikt jednak nie widział jak to się stało, że Ulfrick został zabity. Wartownicy odeszli na chwilę, a kiedy wrócili znaleźli ciało.

***
GM info: Jest noc, zebraliście się wokół źródła zamieszania, którym był truposz. Akcję waszego postu możecie zacząć od momentu zaalarmowania was przez strażników. Niech będą to posty krótkie, to polecimy szybciej.

Dla informacji dodam, że karą za zabicie jest śmierć. Działania, które teraz podejmiecie mogą wpłynąć pozytywnie lub negatywnie na morale waszych oddziałów, więc nie postępujcie pochopnie.

 

Ostatnio edytowane przez Mortarel : 16-04-2012 o 21:44.
Mortarel jest offline  
Stary 19-04-2012, 00:42   #8
 
Luffy's Avatar
 
Reputacja: 29 Luffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodze
Zamieszanie w nocy!


- Karą za zabójstwo jest śmierć... - Zaczął Ulrykanin. - A w życiu nie widziałem, by ktoś był tak bezczelny by wypierać się morderstwa trzymając w dłoni zakrwawiony nóż. Nie sądzę, by znalazł go przypadkiem w trawie. Zabijcie go, a jeśli jesteście za słabi by wydać na niego wyrok ja mogę to zrobić. - Dla Wulfharta sprawa była prosta. Jest trup, jest koleś z zakrwawionym nożem w dłoni. Kto może być zabójcą?
- Na cyce Myrmidii, zamknąć kurwa mordy!- Johann wydarł się na żołnierzy. – Fulko! Weźcie linę i zwiążcie go. - Polecił najbliższemu ze swoich ludzi, - Wy dwaj! Pilnować podejrzanego, jak ktoś na razie go tknie chociaż to rozkażę przybić za kutasa do dębu! Zebrać się w oddziały i kurwa kolejno odlicz!
[Twoi żołnierze ustawili się w szeregu i odliczyli kolejne. Stan się zgadzał, dziesięć osób.]
[COLOR="rgb(255, 140, 0)"]Johann uśmiechnął się lekko, sytuacja wynikła nieprzyjemna ale jego oddział przynajmniej zaczyna się słuchać.
- Dobra, teraz bieżcie pochodnie i w parach raz dwa przeszukać okolicę.
Sam wrócił szybko do pozostałych dowódców czekając na decyzje Carla i Leo, ofiara jak i podejrzany są z ich oddziałów więc to oni powinni zacząć przesłuchiwać więźnia i mieć największy wpływ na decyzję co z nim zrobić.[/color]
-Kurwa mać- pomyślał Carl patrząc na ciało jednego ze swoich chłopców. Reszta oddziału wyraźnie domagała się kary.
-Spokój! Oddział baczność i nie zapominać się! Na razie to podejrzany, coś mi tu śmierdzi. Obiecuję że jeśli ten śmieć okaże się być winny, jeszcze rano zginie śmiercią najgorszego menta i zdrajcy. Na razie zamierzam go przesłuchać. Wy jako oddział macie dalej patrolować okolicę i pomyśleć nad przygotowaniem grobu. Ale już!! [Żołnierze ruszyli na patrol. Preszukiwali las dookola. Zameldują jeśli coś dostrzegą.]

-Leo, powinniśmy go przesłuchać w spokojniejszym miejscu, tylko nasza trójka. Coś mi mówi, że to nie tak oczywiste na jakie wygląda.
- Dokładnie, ani ważcie mi się go tknąć, przed rozmową z nim! Z mojego doświadczenia wiem, że nie zawsze wszystko jest takie, na jakie wygląda - wtrącił się gwałtownie Leo. - Siedziałby tu i się trząsł, gdyby to on?! Jest przerażony, a prawdopodobnie gdyby był mordercą już by go tu nie było. To mleczarz, nie morderca. Oby... - dodał już ciszej.
- Czekajcie wszyscy! Skoro tak bardzo chcecie dowodu... Odric! - Wezwał jednego ze swoich ludzi, który przed wstąpieniem do wojska parał się tropieniem. - Sprawdź ślady i powiedz co widzisz. A reszta niech uważa, by czegoś nie zadeptać!
[Odric przeszukał teren dookoła ciała. -Za dużo tu innych śladów- krzyknął. W ciągu dnia kręcili się tu ludzie z oddziału, więc trudno coś odczytać z tropów. Innych śladów niż ludzkie nie dostrzegał. Odric znalazł jednak ślady krwi, prowadzące od ciała do podejrzanego. Widocznie ten wyjął nóż i odszedł z nim kawałek, tak, że krew kapała na ściółkę.]
- Odric mówi, że od ciała do tego zabójcy prowadzą ślady krwi. Musiał wyjąć nóż z trupa i pójść z nim na spacer. - Wulfhart zaśmiał się krótko. Tym niewinnym żartem chciał trochę rozładować napięcie, ale chyba średnio mu to wyszło. - Dobra, przepytajcie go, a potem zetnijcie mu głowę i idziemy spać. Nie ma nic na swoją obronę, pewnie będzie się tylko zapierał, że to nie on.

- Mówiłem bez oskarżania! Łatwo powiedzieć to on! A jeśli nie? Chcesz mieć kolejnego na sumieniu? Carl, jak zaproponowałeś, moglibyś ze mną i z nim porozmawiać? Powtarzam porozmawiać - wejrzał na Demira, a później jeszcze na Wulfharta. - Pójdziemy do mojego namiotu. Klein, Schweine, przypilnujecie, by nikt nie przeszkadzał.
[żołnierze zanieśli podejrzanego do namiotu-jeszcze namioty dla dowodcow wycyganiliscie- i ocucili go woda. Ochotnik spojrzal na was wystraszony.]
- Spokojnie żołnierzu, widzimy żeś roztrzęsiony, ale postaraj się uspokoić. Po pierwsze, jesteś tu, gdyż uważany za winnego nie jesteś, a my prawdy jeno chcemy dociec. Więc i sam nie czuj się jakbyś winnym był. Po drugie jesteś tu, bo chcemy cię wysłuchać, więc słuchamy… Co się stało? Co widziałeś? I co dokładnie zrobiłeś? – zapytał spokojnie.

-Ja nie wiem co sie stalo. - zolnierz zaczal drzacym glose. - Gralismy w karty i nagle on upadl. Zobaczylem noz w jego plecach, ale z tylu nikogo nie widzialem. Czary jakies, pomyslalem. Musicie mi uwierzyc! Ja nic nie zrobilem - dodal blagalnym glosem.
[COLOR="rgb(139, 0, 0)"]- Chantal, spokojnie - Leo próbował uspokoić chłopaka. - Prosiłem byś powiedział mi dokładnie co się stało. Krok po kroku, z najmniejszymi szczegółami, od początku do końca. Więc od momentu kiedy się umówiliście na grę, do momentu kiedy znaleźliśmy ciebie z nożem. Weź głebokie dwa wdechy i zacznij jeszcze raz.[/color]

-Od poczatku?- powtorzyl ze zdziwieniem. Widac bylo ze probuje sobie przypomniec kolejnosc wydarzen, co przychodzilo mu z trudem. W koncu zaczal: -Przyszedl zeby zagrac, bo ci od Burgena juz z nim nie chcieli. Zapytal czy nie mam ochoty na partyjke, wiec sie zgodzilem. Zagralismy pare razy, nawet cos tam wygralem chociaz wiecej stracilem. Dobrze mu szlo wiec szybko napelnil swoja sakiewke moim kosztem. Skonczylismy rozdanie i nagle on wywrocil oczami i upadl do przodu. Tak jak siedzial. Zobaczylem sztylet w jego plecach. Taki co nam w koszarach dali. Ale z tylu nikogo nie bylo. Pomyslalem ze duchy, ze chaosnicy i czary. Dalej co sie dzialo nie pamietam. Mowie prawde. Nie zabijajcie mnie. - skonczyl.
- Wciąż pomijasz czas między zobaczyłem sztylet, a siedziałem i miałem go w swoich rękach - stwierdził Leo, wyraźnie czekając, aż chłopak rozwinie wypowiedź.
-Nie pamietam. Balem sie. Chcialem uciekac. Chcialem mu pomoc. Nie wiem co robilem. Nie pamietam. - Chlopak mieszal sie i platal.
[COLOR="rgb(139, 0, 0)"]- Mógłbyś mi pokazać Twój przydziałowy sztylet?[/color]
-Moj sztylet? - zapytal zdziwiony. -Gdzie ja go mam... - chlopak zastanawial sie goraczkowo. - Ale ze mnie gamon- krzyknal- przeciez mam go ukrytego za pasem. Jestem zwiazany wiec sprawdzcie sami. [faktycznie ma swoj sztylet].[/color]
- Wiesz, którzy od dowódcy Burgena z nim grali?
-Nie wiem. Nie mowil mi o tym. - skonczyl.
[COLOR="rgb(139, 0, 0)"]- Dziękuje Ci Demir za odpowiedzi, na razie zostaniesz tu, w namiocie. Carl masz pytania? [/color]
-Wyjdźmy... Wyraźnie widać, że to nie on. Wątpie by był geniuszem, który to zaplanował w taki sposób, trzeba przeszukać żołnierzy.
 

Ostatnio edytowane przez Luffy : 19-04-2012 o 00:43. Powód: zły kolor :D
Luffy jest offline  
Stary 19-04-2012, 11:05   #9
AJT
 
AJT's Avatar
 
Reputacja: 14597 AJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputację
- Co o tym sądzisz? - Leo zapytał po cichu Carla - Ja idę się rozmówić z Mattem, trzeba się przyjrzeć jego chłopakom. Może który przegrał i korzystając z sytuacji znalazł kozła ofiarnego w postaci mleczarza. Pójdziesz ze mną? Szczerze, to trochę się tego wielkoluda obawiam, oczywiście tylko fizycznie. Po mojej posturze widać, że wielkim wojakiem nie jestem.
- Nie ma problemu, też wydaje mi się... nadgorliwy jeśli rozumiesz. Choć może wojsko go nawróci, tak jak naszych ochotników.-
Miecz skrzywił się znacząco, nie pałał miłością goryli.
- Jednak myślę, że możemy zrobić zbiórkę całego obozu. Pokazać ludziom co się dzieje z mordercami.


Widząc że przesłuchujący chcą prywatności Johann podszedł do jednego ze strażników pełniących wcześniej wartę.
- Pokaż gdzie dokładnie grali w karty. – Jakoś nie mógł uwierzyć że grali na posłaniu w samym środku obozowiska oddziału. No i nawet gdyby ktoś był na tyle wściekły, i głupi, żeby zadźgać towarzysza po przegranej w karty to zapewne zabrałby on również wygraną.
[Faktycznie wszystko wskazywalo na to ze grali na poslaniu. Zaczales przeszukiwac dokladniej to miejsce. Wtedy twoja uwage przykul szczegol, ktorego wczesniej nie widzieliscie. Znalazles dodatkowe karty w rekawie zmarlego. Nie trzeba bylo byc geniuszem aby stwierdzic ze musial oszukiwac w grze. Trup ma sztylet?-ma]


Leo wyszedł z namiotu i wymienił swoje informacje z Wulfhartem i Johannem, następnie podszedł (z pozostałymi jeśli chcą-będzie ich namawiał) do Grzecznego i przekazał mu też informacje, które zdobył (nie mówił jednak o swoich przypuszczeniach). Mógłbyś zebrać swych chłopaków w szeregu? A następnie zarządzić, by pokazali swój ekwipunek? - zapytał. - Choć może inaczej. Wszyscy zbierzmy swe oddziały. Demir sztylety ma dwa, więc prostą kalkulacją wyjdzie, że ktoś sztyletów będzie miał...zero.
- To ja pójdę po swoich ludzi, choć szczerze wątpię by któryś z nich to zrobił. Ba! Wątpię nawet by umieli grać w kości! -
Rzekł Wilk, po czym poszedł poszukać swego oddziału.
- Moi ludzie przeszukują okolicę, jak wrócą to sprawdzimy czy liczba ostrzy się zgadza. Popytajcie kto z nim grał w karty i ile przegrali. Trzeba sprawdzić sakiewkę zabitego. Jeśli to nie ten biedak to zrobił to mogli zostawić jego przegraną ale zabrać z powrotem własne pieniądze. - Johann ruszył za Leo do Grzecznego.
- Jak dla mnie najpierw, szybko, sprawdźmy ostrza. By czasu na podmianę i kombinowanie nie mieli. Później będziemy dalej pytać z kim grał, poza oskarżonym i ludźmi Burgena. - zwrócił uwagę Leo

-Jedenasty oddział, oderwać się od kopania grobu i zbiórka przede mną! W pełnym umundurowaniu! Robimy tu sobie mały przegląd, prezentuuuuj broń!

- Dziesiąty, poza wartownikami przy namiocie, w szeregu zbiórka! - poczekał, aż wszystkie oddziały się ustawią, po czym wydał komendę - Eksponuj broń! Włócznie i sztylety na wierzch!
- Czternasty, do mnie! Ustawić się w szeregu na placu i pokazać... sztylety.

[Zebraliscie oddzialy w szeregu z zamiarem dokonania przegladu ich ekwipunku. Szczegolna uwage zwracaliscie na otrzymane przez zolnierzy noze. Dostrzegliscie ze jeden z ludzi Matta Burgena zachowuje sie nerwowo. Zapytany o sztylet odparl ze go nie posiada gdyz zostal skradziony. Czlowiek ten mial na imie Otwin i byl bylym cyrkowcem. Pozostali ludzie ze wszystkich oddzialow mieli komplet uzbrojenia.]

- Schować broń! Ci co grali z martwym wystąp! - Ente wydał komendę. - Otwina zabrać do kolejnego namiotu.

[zaden z zolnierzy nie ruszyl sie z miejsca.]

***

Żołnierze, jak widzicie będę po waszej stronie i będę was chronić, jeśli tylko nie odjebiecie czegoś takiego jak tamten! Nie ważcie mi się! Przeciwnik jest dla nas tylko jeden, a nie ludzie, którzy mają z wami go zwalczać! Powieszonego spotka zasłużona kara i spotka taka każdego! Bez wyjątku! Proszę tylko, nie utrudniajcie mi walki o was, jak to zrobił Demir. Wyjmować nóż z trupa?! Myślcie też! Jesteście w stanie odegrać w tej wojnie ważną rolę pod moim dowództwem! Jesteście do tego zdolni! Ale musicie mieć serce i rozum! Rozejść się!

Gdy mieli rozbić obóz wydał rozkazy. Demir miał tym razem pierwszą wartę mieć razem z Prause i rozbijać dziarsko obóz ( z nimi Passeck i Sollner). Schwein z Worzem mieli iść po drzewo. Klein i Hirschfeld zapolować na coś większego, z czego Thurau miał zrobić coś zjadliwego, po wcześniejszym przygotowaniu przez Ortha. Orth miał również zobaczyć, czy da radę coś zasuszyć, by mieć prowiant na ewentualne cięższe dni.
 

Ostatnio edytowane przez AJT : 19-04-2012 o 16:03.
AJT jest offline  
Stary 19-04-2012, 15:16   #10
 
Potwór's Avatar
 
Reputacja: 84 Potwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znany
Johann rozejrzał się kontrolnie gdzie są jego ludzie, powinni już do tej pory skończyć obchód i być z powrotem. Odetchnął cicho widząc w ciemności zbliżające się światła pochodni. Polecił jednemu z żołnierzy pobiec szybko do dwunastego i kazać im przyjść do niego oraz przyprowadzić wszystkich ludzi którzy mieli wcześniej warty po czym podszedł do zgromadzonego na polu trzynastego oddziału.

- Ogłuchliście do chuja wafla żołnierze czy co? Druga szansa, kto grał z zabitym w karty wystąp.
- Chantal Demir, on grał. - usłyszał w odpowiedzi od jednego z dryblasów z oddziału Matta.
- Tak pogrywacie, inna metoda. Kto nie grał z nim w karty dwa kroki w tył. - Johann rozejrzał się za wartownikami przeklinając w duchu ich opieszałość.
Zgodnie z przewidywaniami oddział wybuchnął śmiechem. Uśmiechnął się do nich, przyda się wszystkim nieco rozluźnienia, na szczęście w końcu przyszli strażnicy.

Johann przywołał żołnierzy który pełnili warty przed morderstwem.
- Którzy grali z zabitym?
- Jak myśmy widzieli, to on spędził sporo czasu z trzynastym oddziałem. Długo tam grali. Nie wiemy dokładnie kto, bo nie chcieliśmy podchodzić. Po nich można się wszystkiego spodziewać. Możliwe, że nawet ze wszystkimi tam grał. Chyba go pogonili, bo za dużo przegrali. Dlatego przyszedł tutaj. – Jeden z żołnierzy wskazał na posłanie, gdzie leżał trup.
- Żaden z was się nie przyglądał? Zastanów się żołnierzu, toż to nie kazirodczy pomiot jednej chędożonej maciory z wioski na wzgórzach żeby tak samo wyglądali. Żołnierz kocha trzy rzeczy: kurwy, chlanie i karty, nie wmawiajcie mi że żaden z was nawet nie rzucił okiem na grę.
Wartownicy popatrzyli się po sobie. Widać było, ze się krępują. Jeden nawet się zaczerwienił. -Można powiedzieć, żeśmy rzucili okiem na grę. - Zaczął nieśmiało jeden z nich. -W zasadzie może coś nawet troszkę więcej- dodał niemal szeptem. -Sam sierżant wie, jak to jest jak pojawia się nuda obozowa. - odparł.
- Myślicie że ja sierżantem od gówniarza jestem? Sam byłem zwykłym najmitą i wiem jak to jest pół nocy stać na warcie, no już, gadać którzy to. Chyba że wolicie pozwolić być-może-niewinnemu zatańczyć na linie kryjąc potencjalnych morderców.
- No to poza oddziałem Matta grała jeszcze cała warta- rzekł nieśmiało żołnierz. - Mysmy nie chcieli- dodał drugi - ale tak jakoś wyszło. - Wiemy, że nie wolno grać na pieniądze, to się więcej nie powtórzy.- Przekonywał trzeci.
Johann przeklął w duchu, jakby mało im było podejrzanych to jeszcze trzeba będzie do tego niezbyt zacnego grona dodać wartowników. – Nie przejmuj się grą w karty, przed matką czy babą się możesz tego wstydzić ale mnie nie obchodzi co robicie z żołdem. Odpowiadaj lepiej czy cały oddział Matta grał? Możecie chociaż stwierdzić czy ktoś tam nie grał w karty?
- Wszyscy grali. - rzucił krótko. - Bez wyjątku- podkreślił.
Johann rozejrzał się za którymś z pozostałych oficerów. W takim wypadku niewiele mógł zrobić poza sprawdzeniem sakiewek, wolał tego nie robić bez poparcie innych dowódców no i do tego zdawał sobie sprawę że nawet gdyby znaleźli u kogoś podejrzanie dużo pieniędzy to nie był to wystarczający dowód żeby wysłać kogoś na szafot.
- Widzieliście żeby ktoś przegrał szczególnie dużo pieniędzy? Może ktoś się z zabitym głośno kłócił albo mu groził?
- Wszyscy przegrali z tym szulerem. Musiał oszukiwać. Ci z oddziału Matta byli wściekli. Wyzywali i grozili, że jeszcze się odegrają. Myśmy też byli źli. Nikt nie chwalił się jaką część posiadanego majątku stracił. W moim odczuciu wszyscy byli jednakowo źli - tłumaczył.
- Rozejść się. – Warknął Johann do trzynastego oddziału. Niewiele więcej mógł zrobić bez żadnych dowodów ani świadków, miał za to zamiar pogadać z ich dowódcą i postarać się jak najbardziej sprzykrzyć im służbę.

***
Drugi dzień podróży Johann spędził podobnie do dnia poprzedniego. W dzień kontrolował kto wychodzi na zwiad przez większość czasu prowadząc Mariusa za uzdę wędrował obok swoich żołnierzy starając się przez chwilę porozmawiać z każdym z nich aby jak najwięcej się o nich dowiedzieć. Jak się nazywają, skąd pochodzą, czemu dołączyli do wojska, czy ktoś czeka na nich w domach i tym podobne rzeczy. Co jakiś czas jechał konno sprawdzić co się dzieje u strażników idących przed i za kolumną żołnierzy. Wieczorem polecił Igorowi zająć się Mariusem, Conrada i Barta wysłał żeby sprawdzili okolicę i w drodze powrotnej nazbierali opału na noc, a Anselmowi kazał wraz z Gervasem spróbować upolować coś do jedzenia. Sam nadzorował zakładanie obozowiska przez resztę wojaków a przed zmierzchem zgromadził swoich ludzi poza obozem i przeprowadził ćwiczenia walce wręcz włócznią i w rzucaniu.
 
__________________
Blood angels are red,
Ultramarines are Blue,
In the Grim Darkness of the 41st millenium,
The Emperor protects you.

Ostatnio edytowane przez Potwór : 19-04-2012 o 15:19.
Potwór jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 10:36.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169