Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 01-09-2012, 22:30   #1
 
Nefarius's Avatar
 
Reputacja: 15848 Nefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputację
[WFRP 2ed.] Krew dla boga krwi



Ścieżka Czempiona – Krew dla boga krwi


Rozdział I: Depcząc wroga jak robaka





Talabecland, wiosna roku 2520

-Na północ stąd znajduje się ścieżka, która prowadzi do Obelheim. Nazywamy ten szlak Starą leśną drogą, ale to niebezpieczna i daleka wyprawa panie.- przypadkowo podpytany mieszkaniec Lieske odpowiadał Eckhardtowi z szacunkiem należnym reprezentanta zakonu za jakiego się podawał. Zbroja ewidentnie wskazywała iż Eckhardt nie jest zwykłym najemnikiem szukającym mocnego trunku, ladacznic za gospodą w nocy i łatwego zarobku.
-To jakie pięć dni drogi pieszo, ale w ciężkiej zbroi mój panie nie będzie łatwo. To droga pełna wzniesień.- kontynuował mieszczanin -No i wiele zagrożeń na szlaku.- dodał po chwili nie odwracając wzroku od Eckhardta -Można spotkać po drodze banitów, czy innych skurczybyków napadających na podróżnych. No i od jakiegoś czasu po tamtych okolicach krąży banda zwierzoludzi. Podobno już rozgromili dwa patrole strażników dróg...- człek zdawał się nie wyobrażać dramatu.

Banda zwierzoludzi, którzy napadali i grozili okolicom brzmiała dla Eckhardta całkiem ciekawie i interesująco. Poczwary były niezłym wyzwaniem a skoro sprawiali problemy, to pewnie przewodził im jakiś inteligenty osobnik. To oznaczało, że w prosty sposób Schwartzchaut mógł zarobić a i przy okazji pokonać niezłego przeciwnika na chwałę Boga zniszczenia, wojen i krwi. Czuł, że Khorne, byłby zadowolony, gdyby poświęcono mu ofiarę z nieprzeciętnego zwierzoludzia.
-[i]Po pięciu, może sześciu dniach wyprawy dotrzesz panie do rozstaju dróg. Na wschód będzie prowadził wąski szlak do Obelheim, zaś idąc prosto dotrzesz do Uckrofurt, ale to już trzykrotnie dłuższa droga niż do Obelheim.
-Ci zwierzoludzie... To gdzie krążą?- Eckhardt chciał się upewnić.
-[i]Na zachód od Obelheim panie. Jest tam spory teren wzgórz, porośnięty niewielkimi lasami. Ponoć na tych terenach można ich odnaleźć.

Trzy dni później

-Akh... Ekkh... Sa... Sabij mnie...- Eckhardt czuł ogromną satysfakcję, kiedy ostatni z trójki bandytów błagał go o śmierć. Żaden z żałosnych wieśniaków, marzących o podbijaniu traktu i zdobywaniu złej sławy nie był dla Eckhardta wyzwaniem. Rycerz Boga Krwi wytarł z pogardą dwuręczniak o ubranie dogasającego banity. Nie zrobił mu tej przyjemności. Pastwił się i czerpał przyjemność z oglądania cierpienia nieszczęśnika. Chaosyta miał ruszyć w dalszą drogę, kiedy kątem oka dostrzegł coś co mocno go zaciekawiło. Krew, która obficie toczyła się z wielkiej rany na piersi nieszczęśnika utworzyła dość wyraźny symbol przypominający rogatą głowę byka, na tle której znajdowało się drzewo. Eckhardt nigdy nie widział takiego znaku. Po chwili ciągle spływająca krew utworzyła już zwyczajną kałużę. Sługa Khonra wziął głęboki wdech i rzucił ostatnie spojrzenie banicie, który na jego oczach wyzionął ducha. Ruszył w dalszą drogę.

Dwa dni później

Schwartzhaut stanął na rostaju dróg, o którym kilka dni temu wspominał mu przypadkowo zapytany mieszkaniec Lieske. Na północ biegł szlak prowadzący do Uckrofurt. Na wschód znajdowała się ścieżka prowadząca do Obelheim. Eckhardt musiał podjąć decyzję. Miały mu w tym pomóc porozrzucane bezwładnie flaki i bebechy tuż przy rozstaju należące prawdopodobnie do człowieka. W nasiąkniętej krwią glebie znajdowały się odciśnięte ślady kopyt, jednak nie zwierzęcia czworonożnego...

 
__________________
A na sektorach, śląski koran, spora sfora fanów śląskiej dumy, znów wszyscy na Ruch katować głosowe struny!

Ostatnio edytowane przez Nefarius : 02-09-2012 o 21:16.
Nefarius jest offline  
Stary 02-09-2012, 23:00   #2
 
Aeshadiv's Avatar
 
Reputacja: 1745 Aeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłość
Czciciel Pana Czaszek nie był pokaźnych rozmiarów. Jego wzrost sugerował, że ma się do czynienia z przeciętnym przedstawicielem ludzkiej rasy. Pozory potrafią mylić. Właśnie przez nie Brat Petr z Siegfriedhof stracił głowę. Dureń. Eckhardt do dziś mile wspomina jego wyraz twarzy. Ten strach w drżących oczach. Pomyśleć, że okrzyk: Krew dla Boga Krwi! – może wywołać takie przerażenie u rycerza walczącego z nieumarłymi na codzień? To już nie był jednak jego problem. W sumie, gdyby wziąć to na logikę zwykłego Imperialnego zjadacza chleba, to Eckhardt był tak samo (o ile nie bardziej) bestialski jak te hordy nieumarłych. Różnica była jedna, zdechlaki były nieświadome tego co robią. Wypełniały rozkaz. On – jako wyznawca Khorne’a robił to z własnej woli, ku chwale Pana Czaszek!

Banici dostarczyli mu rozrywki. „Pięniądze skurwielu to tylko obetniemy ci język!” – groźba herszta tej małej grupki na prawdę rozbawiła Eckhardta. W ripoście przywódcta tej żałosnej trójki zjadł swoje jelita. Myśleli, że trafili na jakiegoś tam prawego rycerzyka walczącego w imię światłych idei, który z pewnością nie pozwoli aby krew przelała się bez potrzeby. Co za brednie! Krew od zawsze się lała na tym świecie, leje się i lać się będzie! Taka wola Khorne’a, a Eckhardt jest jednym z tych, którzy mają dopilnować, aby była wykonywana.
Symbol tego byka go zaintrygował. Czyżby jego władca dał mu jakiś znak? Byk do bardzo silne zwierze. Może przywódca tych zwierzoludzi ma taki łeb. Skoro Khorne wskazał mu głowę byka, to pewnie znaczy, że chcę taką pod swoim Tronem Czaszek.
~ Jak sobie życzysz Panie! – powiedział gdy symbol zniknął.

Następny dzień potwierdził Eckhardta w swojej teorii. Kopyta w ziemi nasiąkniętej krwią. Przypomniał sobie głowę byka. Oblizał wargi widząc krew i gdy tylko ściągnął hełm pociągnął ze swojego bukłaczka. Wyszczerzył zęby w czerwonym uśmiechu.
- Wzgórza na zachód od Obelheim ... Nadchodzę! – powiedział do siebie i ruszył traktem na wschód. W sumie wzgórza muszą być gdzieś niedaleko... Rozejrzał się po okolicy.
~ Naiwniacy z miasta na pewno ucieszą się jak ktoś wyrżnie zwierzoludzi... Oby Khorne zesłał dla nich coś znacznie gorszego na ich miejsce. Ha! - pomyślał.
 
Aeshadiv jest offline  
Stary 03-09-2012, 23:01   #3
 
Nefarius's Avatar
 
Reputacja: 15848 Nefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputację
Maszerował przed siebie. Energicznie i ochoczo. Cieszył się na myśl, że niebawem będzie mógł stoczyć pojedynek z przywódcą zwierzoludzi, by przelać jego krew w imię Pana krwi. Mistrz mordu dał Eckhardtowi wyraźne znaki. Wystarczające dla niego.
Droga była ciężka. Opancerzony w ciężką zbroję wojownik kroczył ostrożnie. Ziemia była grząska i wilgotna. Łatwo było się pośliznąć. Teren był nierówny, powoli przeradzał się w coraz to większe wzgórza. Marsz dodatkowo utrudniała masa drzew, które wojownik musiał omijać, ale z drugiej strony mógł się na niektórych wspierać.
Nagle w dali dostrzegł ciężko opancerzonego osobnika. Eckhardt widział takich kilka razy. Byli czempionami chaosu. Bogowie obdarowywali ich niezwykłymi zbrojami, które stawały się częścią ich ciała.


Ten, którego z daleka widział Eckhardt miał na sobie pancerz w kolorze rdzy zmieszanej z zaschniętą krwią. Uzbrojony w dwa topory maszerował w tym samym kierunku, jednak odległość, która dzieliła wojowników była spora. Eckhardt zastanawiał się długą chwilę co czarny rycerz robił w tej okolicy, w dodatku samotnie. Być może podobnie jak akolita Boga Krwi miał jakąś dziwną wizję, lub widział podobne znaki które doprowadziły go do tego miejsca.
Niespodziewanie przed Eckhardtem pojawił się zwierzoludź. Był wysoki i barczysty. Pod gęstą szczeciną widać było wiele mięśni. Stwór podpierał się na drewnianym kosturze. Jego jeleni łeb zdawał się być skierowany wprost na wyznawcę Pana Czaszek. Wielkie oczy bestii spoglądały mądrze na Eckhardta.


Mężczyzna błyskawicznie spojrzał w miejsce, gdzie ostatni raz widział Wojownika chaosu, lecz już go widać nie było. Być może skrył się za jakimś drzewem, choć tę myśl Eckhardt od razu skreślił. Ludzie ich pokroju nie tchórzyli. Może rycerz zwyczajnie nie widząc akolity Khorna poszedł dalej, znikając z oczu drugiego sługi chaosu. Shwartzhauta rozgniewał ten fakt. Rzucił mutantowi gniewne spojrzenie. O dziwo stwór pokłonił się nisko Eckhardtowi. Mężczyzna zmrużył oczy. Dopiero teraz, kiedy przyjrzał się dokładniej bestii dostrzegł tamten symbol, który ukazał mu się poprzedniego dnia. Zwierzoczłek miał na prowizorycznej szacie namalowaną głowę byka, z którego pyska wystawały liczne ostre kły.
Mutant wyprostował się i wskazał palcem lewej ręki spore drzewo, o korzeniach grubych jak udo Eckhardta.
 
__________________
A na sektorach, śląski koran, spora sfora fanów śląskiej dumy, znów wszyscy na Ruch katować głosowe struny!
Nefarius jest offline  
Stary 04-09-2012, 14:19   #4
 
Aeshadiv's Avatar
 
Reputacja: 1745 Aeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłość
~Czempion Pana Czaszek tutaj? Cóż mógły robić samotnie na takim trakcie? To jakaś próba? Mam udowodnić swoje umiejętności? - pytania kłębiły się w głowie Eckhardta. Wiedział, że Khorne lubi gdy jego wojownicy sprawdzają, który jest większym wojem. Gdy rozlewają krew, nie ma znaczenia czyja ona jest, czy wroga czy innego wojownika Chaosu. Poszedł dalej. Na spotkanie tego co szykował mu Wielki Rzeźnik.

W tym momencie z krzaków wyskoczył cholerny jeleniogłowy.
- Teraz? Zwierzoludzie i ten wojownik w tym samym momencie? Zapowiada się wspaniała potyczka! - powiedział Eckhardt łapiąc za miecz na plecach.
Schwartzhaut zerknął jak daleko jest czempion w rdzawej zbroi. Nie było go.
- Co to za cholerne magiczne sztuczki i oszustwa?! - rzucił ze złością w stronę jeleniogłowego.

Stwór pokłonił się, już to wydało się dziwne. Eckhardt dojrzał symbol byka na jego szatach.
- Aaa... służysz Władcy Czaszek? Przysyła cię żebyś mi coś przekazał tak? - zapytał jakby licząc, że szaman zrozumie.
Wskazanie na drzewo przez zwierzoludzia nie polepszyło sytuacji. Nie wiedział o co mu chodzi.
- No... drzewo i co? Duże drzewo. Nie znam się na żadnych żałosnych magicznych sztuczkach. O co tu chodzi? - gniew ponownie w nim zawrzał. Widząc jednak, że nic nie zdziała po prostu obszedł drzewo, a następnie wszedł w las.
- Cholerne magiczne sztuczki, symbole i inne plugawe oszustwa. GDZIE JEST KREW KTÓRĄ MI OBIECANO?! - krzyknął.
 
Aeshadiv jest offline  
Stary 05-09-2012, 19:37   #5
 
Nefarius's Avatar
 
Reputacja: 15848 Nefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputację
Eckhardt ruszył energicznym krokiem w przód. W jego duszy buzował gniew i irytacja. Ktoś najwyraźniej chciał go zrobić, w to, co koń nosi pod brzuchem. Nie lubił gdy ktoś z niego drwił. Zwykle kończyło się to dla takiej osoby niechybną śmiercią w rozmaity sposób. Nagle jednak coś go zatrzymało. Stanął jak wryty, gdy zza pleców dobiegło go gaworzenie dziecka. Wojownik zmarszczył czoło i powoli odwrócił się by spojrzeć, czy to aby nie kolejne sztuczki. Jeleniogłowy mutant stał przy drzewie, które wcześniej wskazywał chwytną dłonią, porośniętą szarawym futrem. Choć zwierz nie odzywał się ani słowem wciąż spoglądał mądrze na mężczyznę. Gaworzenie nie cichło. Dopiero teraz Eckhardt skojarzył fakty. Zwierzoczłek stał przy sporej dziupli w drzewie, zerkając na nią co chwila. Nie pewny woj podszedł bliżej, mierząc wzrokiem stwora z ogromnym porożem. W końcu zerknął do dziupli.


Widok ludzkiego dziecięcia sprawił, że nie wiedział co ma myśleć. Rzadko miewał podobny stan. Kilku tygodniowe dziecię leżało niemal nieruchomo, okryte błękitnym kocykiem, który prawdopodobnie został skradziony wraz z niemowlęciem. Eckhardt nie bardzo wiedział, co miał z niemowlakiem uczynić. Czyżby sam Khorne z niego zakpił? Pewności siebie dodał mu mutant, który oparł swój drewniany kostur o drzewo, po czym wsadził dłonie do dziupli i wyciągnął zawinięte w koc dziecko, wręczając je Eckhardtowi. Stwór w dalszym ciągu nie odzywał się słowem. Po chwili spoglądania na zmianę to na dziecko, to na rycerza mroku w końcu wskazał dłonią kierunek, w którym maszerował kilka chwil temu rycerz chaosu w rdzawo-czerwonym pancerzu.

Eckhardt nie miał pojęcia, o co w tym wszystkim chodziło. W końcu jednak ruszył. Domyślał się, że odpowiedź będzie czekała na niego właśnie gdzieś tam, za wzgórzem, a może za jakimś drzewem. Gdzieś tam. Szedł pewnym krokiem spoglądając na śpiące spokojnie dziecko. Nie znał się na niemowlakach, ale dziwił go fakt, że odebrany matce, pewnie głodny nie płacze niczym trąba krasnoludzkiego trębacza wojennego. Maszerował w milczeniu rozglądając się co jakiś czas na boki. Nigdzie nie było śladów innych wojowników, ani nawet zwierzoludzi, choć Eckhardt szczerze wątpił by jakieś dostrzegł nawet gdyby tu były. W końcu jednak po godzinnym marszu odpowiedź miała w końcu zostać mu udzielona. Mężczyzna dostrzegł skraj lasu, zamieniający się w polanę z wypaloną do gołej ziemi trawą.

Już z daleka w okolicy cuchnęło spalenizną i zgnilizną. Polana przypominała kształtem koło o średnicy dwudziestu metrów. Dookoła była otoczona lasem, zupełnie jakby ktoś wyrąbał tu dawno temu drzewa specjalnie. Przez chwilę Eckhardt spoglądał z zainteresowaniem na dziwny kształt, który majaczył na środku polany, jednak dopiero gdy znalazł się na samym skraju lasu zrozumiał, że jest to spory kopiec usypany z ludzkich (i chyba nie tylko) kości, u podnóża którego znajdowała się masa czaszek. Był to widok makabryczny, który cieszył jego oczy.
~Pan mordu...~ pomyślał od razu widząc to miejsce z bliska. Niektóre czaszki pękały pod ciężarem opancerzonego ciężko wojownika. Eckhard zatrzymał się tuż pod wielkim kopcem z kości.


Mężczyzna rozejrzał się z ciekawością dookoła i prędko dostrzegł kilka sylwetek między drzewami, zbliżającymi się w jego stronę. Znów nie był pewien, czy dobrze widzi, ale z każdą chwilą oraz pokonywanym przez nieznajomych metrem nabierał pewności. Wojownicy, tacy jak on. I podobnie jak on dzierżący w rękach zawinięte w szmaty, ręczniki czy koce niemowlęcia. Był rycerz w rdzawej zbroi. Był nord o siwych włosach, licznych tatuażach i co najważniejsze z wielkim, obusiecznym toporem. Był barbarzyńca rodem z odległych Pustkowi chaosu, który uzbrojony był w dwa miecze. Był człek ubiorem i rysami twarzy przypominający zwykłego mieszkańca Imperium. Mężczyźni wyszli z lasu, niepewnie zbliżając się do kopca. Każdy z nich już kilka chwil wcześniej dostrzegł Eckhardta, oraz pozostałych wojaków. Stanęli niedaleko siebie, tworząc okrą wokół kopca. Wyglądali, jakby nie wiedzieli, co mają poczynić. Pewnie i oni zostali obdarowani dziećmi przez zwierzoludzi, lecz żaden z nich nie dowiedział, się co powinien z owym niemowlakiem poczynić. Zwierzoludzie zaś jakby śledzili wojowników. Krążyli między drzewami dobre dwieście metrów od kopca, jakby czekając na to, co się wydarzy...
 
__________________
A na sektorach, śląski koran, spora sfora fanów śląskiej dumy, znów wszyscy na Ruch katować głosowe struny!
Nefarius jest offline  
Stary 06-09-2012, 17:45   #6
 
Aeshadiv's Avatar
 
Reputacja: 1745 Aeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłość
- Czy ja wyglądam na jakąś wieśniaczkę z miękkim sercem, że mam jakiegoś bachora niańczyć? - zapytał denerwowany jeleniogłowego. Zwierzoludź nic nie mówił, patrzył się jedynie na wojownika. Eckhardt przypomniał sobie jednak symbol drzewa. Może nie rozumiał na ten moment o co tutaj chodzi, ale Pan Czaszek na pewno ma jakiś boski plan, którego jego słaby ludzki umysł jeszcze nie pojmuje. Gdy szaman wręczył mu dziecko Eckhardt zatrząsł się, czuł się cholernie nieswojo. Zerkał to na zwierzoludzia, to ma malca, który właśnie spoczywał na jego płytowej rękawicy. Nie wiedząc co teraz ma zrobić, udał się we wskazane przez jeleniogłowego miejsce.

Idąc tak drogą, którą chwilę temu stąpał wojownik chaosu Eckhardt myślał o co może chodzić z tym dzieckiem. Czy Khorne chce aby ten bachor został wychowany tak jak powinno się wychowywać prawdziwych wojowników? Ale co Eckhardt może zrobić z takim dzieciakiem? Dać mu nożyk i kazać gonić wiewiórki po lasach?! Nonsens. Koniec tych bezsensownych rozmyślań. Odpowiedź sama prędzej czy później się znajdzie.

Polana, na którą dotarł Eckhardt spodobała mu się. Była niczym arena. Surowa ziemia, a na niej stos kości i czaszek. Doskonale ukazało to wielkość Khorne’a. Eckhardt uklęknął przed stosem kości, wyciągnął miecz i uniósł go wysoko.
- Chwała Władcy Czaszek, Wielkiemu Rzeźnikowi! - krzyknął.
Następnie wstał i popatrzył po pozostałych zgromadzonych tu wojownikach.
- Witajcie bracia, nasz władca widoczenie zaplanował nasze spotkanie tutaj. Jestem Eckhardt, służę temu, który obecnie pod stopami na czaszki pokonanych przeze mnie. Zapewne podobnie jak wy. - powiedział ściągając hełm i odsłaniając swoją twarz.

Pozostali wojownicy spoglądali na siebie wzajemnie, z niepewnością, kiedy Eckhardt przemawiał. Pewnie jak on nie bardzo wiedzieli, w jakim celu zostali tu sprowadzeni. Choć wielki kopiec z kości wiele tłumaczył to jednak nadal nie dawał odpowiedzi co z dzieckiem, które de facto każdy trzymał.
-Jam jest Wulfgar!- krzyknął starszy Norsmen.
-Jestem Gargo!- odrzekł osobnik rodem z pustkowi chaosu.
-A ja...- odezwał się w końcu rycerz mroku w pordzewiałej zbroi -Jam jest waszą śmiercią!- warknął, w momencie upuścił trzymanego berbecia i cisnął swoim toporzyskiem w stojącego najbliżej imperialnego wojownika. Zaskoczony nawet nie zdążył umknąć. Stalowa głowica topora wgniotła jego zbroję, choć jej nie przebiła to z pewnością wojak poczuł ból. I on upuścił swe dziecko, które podobnie jak to pierwsze zaczęło głośno płakać.
-Za Khorna!- wtrącił Norsmen i każdy zaczął atakować najbliższego wojownika...
Eckhardt także zostawił dziecko w miejscu, w którym stał wyjął miecz, który przed chwilą wbił w ziemię i rzucił się w wir walki z pozostałymi. Zaatakował najbliższego wojownika z okrzykiem na ustach:
- KREW DLA BOGA KRWI!
Później już tyko grała muzyka złożona z orkiestry szczęku broni, brzdęknięc ostrzy o zbroję i jęknięć rannych.
 
Aeshadiv jest offline  
Stary 07-09-2012, 18:34   #7
 
Nefarius's Avatar
 
Reputacja: 15848 Nefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputację

Eckhardt nie był strategiem. Nie planował manewrów, nie kombinował z taktyką. Jego taktyka była banalnie prosta. Dopadał i niszczył niczym dziki zwierz. Jego przeciwnikiem był barbarzyńca z naciągniętą na twarz maską, przypominającą skalp jakiegoś zwierzoludzia. Człek walczył włócznią, której drzewiec miał dziwnie purpurowy kolor, jakby dawno temu nasiąknął już krwią i przybrał jej kolor. Osobnik nie spodziewał się z której strony przyjdzie atak. Sam wyglądał, jakby szukał dla siebie przeciwnika. Eckhardt rozpędził się mimo bardzo małej odległości jaka dzieliła go do oponenta. Płynne cięcie dwuręcznym mieczem spadło niczym grom z jasnego nieba. Nawet dość porządna kolczuga nie uratowała barbarzyńcy od sporej, krwawiącej rany na łopatkach. Siła ciosu była tak wielka, że osobnik aż zatoczył się kilka kroków do przodu. Ból aż wygiął go w tył, jednak szybko przygotował się do walki twarzą w twarz.

Eckhardt błyskawicznie pokonał dystans dzielący go do woja. Mimo iż podłoże z ludzkich czaszek nie było zbyt przyjazne pojedynkującym się mężczyznom, to Eckhard całkiem zwinnie się poruszał mimo ciężkiego pancerza i wielkiej broni. Miecz po raz kolejny popłynął poziomo, pod lekkim skosem dokładnie powtarzając cios z przed chwili, tyle tylko, że tym razem spora rana pojawiła się na piersi człeka. Ten zawył wściekle z bólu. Eckhard zaatakował jeszcze raz i kolejny, jednak osobnik w jakimś dziwnym amoku począł unikać w końcu ciosów. Nawet niespodziewanie sam wyprowadził pchnięcie włócznią. Ten ruch jednak tylko rozbawił Eckhardta, gdyż stalowy grot nawet nie przebił solidnego pancerza, który wojownik odebrał zabitemu klerykowi.
~Czas to kończyć...~ pomyślał Shwartzhaut. Potężnym ciosem z boku wbił miecz niemal pod sam kręgosłup pechowca odbierając mu życie w sekundę.

Nim trup opadł bezwładnie na ziemię Eckhardt płynnym ruchem wyszarpał ostrze z ciała nieszczęśnika. W tym czasie liczba pozostałych przy życiu zredukowała się do trójki. Pod kopcem z kości stał on, wojownik chaosu w rdzawej zbroi, oraz Norsmen z wielkim toporem.
-Żadnej litości dla mych wrogów!- warknął uśmiechając się złowrogo. Wojownik chaosu nie odezwał się, nieustannie spoglądał to na czleka z północy, to na Eckhardta, który był podobnie jak on ciężko opancerzony. Sprawa była dość niejasna, gdyż nikt nie robił pierwszego kroku. Z pewnością kiedy dwójka zacznie ze sobą walkę, trzeci poczeka odpowiednio długo i wkroczy do zabawy na sam koniec...
 
__________________
A na sektorach, śląski koran, spora sfora fanów śląskiej dumy, znów wszyscy na Ruch katować głosowe struny!
Nefarius jest offline  
Stary 08-09-2012, 18:40   #8
 
Aeshadiv's Avatar
 
Reputacja: 1745 Aeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłość
Zadowolony z tak dobrej wymiany ciosów... Ha! Wymiany, dobre! Lepiej pasuje tutaj serii cięć wymierzonych w barbarzyńcę. Mniejsza. Eckhardt z okrwawionym mieczem podszedł do dwójki ocalałych. Nord z toporzyskiem wyglądał bardzo kusząco, ale wojownik chaosu jeszcze bardziej. Obdarzony hojnie przez Khorna zbroją, pewnie nie był byle jakim wojownikiem.

~Zaraz przetestujemy jego umiejętności - pomyślał Schwartzhaut.

Sekundę później Eckhardt przerwał ciszę i powiedział:

- Na co się tak patrzycie jak baby na targu? Jak żaden nie chce się ruszyć z obawy ciosu w plecy, to walczymy wszyscy naraz! - uśmiechnął się, chwycił miecz i zaatakował obydwu.

Miecz świsnął w powietrzu, dwa ataki trafiły w wojownika w rdzawej zbroi, co on sobie myślał? Że będą tu czekać aż, któryś pójdzie się odlać i dopiero zaczną walkę jeden na jednego? Takie coś jest dla dzieci na podwórku, a nie prawdziwych wyznawców Pana Czaszek. Obydwa ciosy trafiły w wojownika Chaosu. Syknął i zadrżał pod impetem uderzeń. Niestety Norsmen był czujniejszy, w porę uchylił się przed ciosem Schwartzhauta.
Mieszkańca północnych krain Khorne obdarzył tego dnia wyjątkową łaską. Może nie trafił Eckhardta, ale cięcie toporzyska połamało większość żeber i porozcinało mięśnie klatki piersiowej jego drugiego przeciwnika. Wojownik w rdzawej zbroi padł zanim zdążył podnieść topór.
Widząc z jaką łatwością Norsmen zmniejszył ich liczebność do dwóch Eckhardt był do niemałym wrażeniem. Plotki mówiące o sprawności ludów północy nie kłamały.

- [i]Ładnie ładnie, Pan Czaszek widać sprzyja twoim ciosom człeku z północy, chcesz przetestować też moje umiejętności czy może wolimy dowiedzieć się po co zostaliśmy tu zesłani? - zapytał Schwartzhaut trzymając miecz gotowy do ataku.

Mieszkaniec Norski, który po prawdzie mógłby być ojcem Eckhardta również nie opuścił broni. Po krótkiej potyczce, w której dosłownie rozgromił wojownika chaosu nawet zbyt mocno nie dyszał, dając ostatniemu przeciwnikowi wrażenie, że ten pojedynek będzie niezapomniany.

-A jak chcesz się tego dowiedzieć, he?- spytał starzec.

- Wyjścia są dwa. Albo będziemy myśleć, albo któryś z nas zaraz zapyta o to samego Khorna. - odpowiedział Eckhardt z uśmiechem.

- Które wybierasz? - zapytał.

-Myśleć? Myślenie zostawmy czarownikom i mędrcom. Niech poleje się krew!- burknął z uśmiechem.

- Za Boga Krwi! - wykrzyknął Eckhardt i ruszył na Norsmena.

Seria ciosów zakończyła się tym, że obydwoje z walczących mogli zobaczyć piszczel człowieka z północy. Potężny cios wbił się i roztoczył wokoło bardzo przyjemny dźwięk zgrzytu metalu o kość. Następny cios miecza nie był już tak efektywny. Niewielka rana na brzuchu Norsmena nie była aż tak artystycznie wykonana jak poprzednia.
Teraz był czas, aby pogromca woja w rdzawej zbroi się wykazał. Dwa celne ciosy toporzyska zmieściły się w ciasnych szczelinach zbroi Eckhardta, bez większych problemów ostrze topora dotarło do skóry i mięśni. W końcu ból spotkał też Schwartzhauta, który jedynie rozwścieczony przeszedł do kontry. W szale jego dwa zamachy nie dosięgnęły celu. Norsmen uśmiechnął się uchylając się przed ciosami, po chwili jego dobry humor przerwał kolejny trzask w nodze. Upadł, zobaczył jak jego noga poleciała w stronę kopca kości i czaszek.

- Przegrałeś. Pozwolę sobie przejąć twoje trofeum skoro cię pogromiłem. - Eckhardt wskazał na ciała pozostałych wojowników. Następnie dokończył żywota Norsmena skracając go o głowę.
Tak samo uczynił z pozostałymi czterema trupami.

- Pod Tron Czaszek! - krzyknął układając je obok siebie.
 
Aeshadiv jest offline  
Stary 08-09-2012, 19:49   #9
 
Nefarius's Avatar
 
Reputacja: 15848 Nefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputację
Kiedy wrzawa walki w końcu ucichła, a ostatnia z czaszek znalazła swoje miejsce u podnóża makabrycznego kopca Eckhardt spojrzał z satysfakcją po polu bitwy. Radował go widok pokiereszowanych ciał i utoczonej krwi. Choć ciągle czuł ból po ciosach topora norsmeńskiego barbarzyńcy, to jednak było to dla niego drugorzędą sprawą. Wyznawca Khorna wejrzał w stronę lasu, gdzie kręcili się zwierzoludzie. Stwory wciąż tam były, jednak znacznie bliżej. Zaledwie kilka metrów od skraju lasku. Nie czaiły się między drzewami, jak wcześniej stały nieruchomo obserwując Eckhardta. Po chwili jeleniogłowy stwór, którego Eckhardt wcześniej spotkał wyszedł na polanę. Szedł niepewnym krokiem, jakby obawiał się o to, co zrobi zwycięsca morderczego konkursu. Stwór podszedł do porzuconego niemowlęcia i podniósł je, a następnie podszedł do ocalałego wojownika i wręczył mu dziecko.

Eckhardt znów zaczął się irytować nie wiedząc do czego ma to mu służyć, kiedy nagle usłyszał potworny trzask. Coś jakby piorun uderzający tuż za jego plecami. Jeleniogłowy otwarł szeroko oczy i kilkoma błyskawicznymi susami uciekł z polany, chowając się znów między drzewami. Eckhardt odwrócił się by spojrzeć, co wystraszyło zwierzoludzia.
Mężczyzna dostrzegł wirującą w powietrzu plamę czerwieni. Plamę, która z każdym uderzeniem jego zepsutego serca rosła do ogromnych rozmiarów. Po krótkiej chwili miała już jakieś sześć metrów średnicy. Eckhardt spoglądając w jej wnętrze dostrzegł coś jakby lustrzane odbicie świata, jednak spustoszone przez nieustające płomienie, silny wiatr i potęgę mrocznych wiatrów magii. Z fascynacją i podnieceniem przyglądał się jałowym wzgórzom, oraz majaczącym gdzieś w oddali bestiom, fruwającym wysoko na niebie.

Nagle w czerwonej tafli wirującej materii pojawiła się olbrzymia bestia. Była większa od konia i masywniejsza od tura. Wyglądem stwór przypominał byka, którego ktoś zakuł w stalowy pancerz. Z jego czerwonych ślepi biła nienawiść, zaś z schowanych pod stalą nozdrzy buchały płomienie. Monstrum wejrzało mądrze na Eckhardta i jednym, szybkim skokiem wyskoczyło z "tamtego świata" znajdując się obok zwycięscy turnieju. Bestia, którą Eckhardt kojarzył z legend jako molocha głośno sapała zaś jej pancerz skrzypiał i piszczał momentami. Trzymane w ręku niemowlę zaczęło płakać w niebogłosy. Podobnie z resztą jak pozostałe dzieci, które na polanę przynieśli pozostali wojownicy chaosu. Moloch warknął niczym wściekły ogar i wejrzał złowrogo na samotnego człowieka. Nie wiedzieć czemu Schwartzhaut czuł, że niemowlę ma coś wspólnego z stworem.


Wojownik uniósł dziecko przed siebie zaś moloch zbliżył się niebezpiecznie blisko i jednym potężnym kłapnięciem stalowych szczęk schwycił w pysk dziecko, połykając je w całości.
-Idź i chwal imię Khorna, a każde twoje słowo przeradzaj w czyny. Znajdź przeklętego elfa Aesheriana i wbij jego ściętą głowę na swój sztandar. Wrrrr....- zamruczał stwór, po czym bez słowa wyjaśnienia wkroczył z powrotem w wirującą plamę materii, która zaraz potem zniknęła. Nim Eckhardt doszedł do siebie, po niezwykłym spotkaniu banda zwierzoludzi która kilka chwil temu kręciła się po lesie, teraz klęczała za jego plecami czekając na rozkazy nowego pana. Pana, który miał stworzyć swoją małą armię i zniszczyć wszystko co stanie mu na drodze.
 
__________________
A na sektorach, śląski koran, spora sfora fanów śląskiej dumy, znów wszyscy na Ruch katować głosowe struny!
Nefarius jest offline  
Stary 10-09-2012, 16:08   #10
 
Aeshadiv's Avatar
 
Reputacja: 1745 Aeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłość
~ Znów to cholerne dziecko! A żeby je zaraz coś zeżarło! – pomyślał Schwartzhaut gdy jeleniogłowy znów wręczył mu niemowlę. Eckhardt obejrzał je ponownie szukając jakiegoś symbolu Khorne’a czy czegoś, ale to był zwykły bachor, nie miał w sobie nic szczególnego. Po chwili usłyszał trzask za sobą i zorientował się, że jest sam. Szaman uciekł do lasu, a jakaś wielka czerwona plama zbliżała się do niego rosnąć.

- Kolejne magiczne sztuczki? – zapytał sam siebie poirytowany i sięgnął do miecza.

Nie było to jednak konieczne. Widok jaki Eckhardt zobaczył sprawił mi przyjemność. Zamiast jakiegoś cholernego magika z tego krwistego wiru wyskoczył moloch. Bardzo przyjemne (według Eckhardta) zwierzątko. Teraz dopiero zrozumiał o co chodziło z głową byka. Zwierzoludzie go czcili? Jeszcze chwila i będzie wiedział o co tutaj chodzi.

~ Dziecko... co z tym dzieckiem?! - zastanawiał się Eckhardt. W końcu podał niemowlę molochowi, jakoś tak to czuł, że tak powinien uczynić. Ryczący bachor zaczął denerwować go bardziej niż przed chwilą. Bestia Khorne’a oddała mu przysługę. Potężne szczęki jednym kłapnięciem pochłonęły niemowle dając rozkoszną ciszę, bez wrzasków małego dziecka.

Eckhardt miał tak wiele pytań, ale nie zdążył ich zadać. Odwrócił się gdy tylko moloch zniknął w wirze. Padł pierwszy rozkaz do swojej nowej kompanii.
- Brać te bachory i chować je tak samo jak chowali was jak byliście mali. Mają z nich być potężni woje w przyszłości. Jak się nie uda, to będziecie mieć więcej żarcia dla siebie. Poić je krwią, nie jakimś tam dziewiczym mlekiem! – Eckhardt uważał, że od małego powinno się wpajać to co dobre, to co nieludzkie, to co jest od Khorne’a.

Gdy zwierzoludzie wykonali swoje polecenie Schwartzhaut myślał co mówi mu imię Aesherian. W sumie to nic. Polecenie brzmiało nabić jego głowę na sztandar. Eckhardt wrócił do ciała barbarzyńcy i podniósł jego włócznie.
- Z tego będzie zrobiony mój sztandar. Na to narżnę łeb tego skurwiałego elfika. – powiedział do siebie.

Trzeba było się dowiedzieć coś o tym długouchym. Dobrze byłoby udać się do miasta i tam zdobyć informacje kim jest. Po wydaniu kolejnych rozkazów, takich jak zorganiznowanie sztandaru, zajęcie się tymi dzieciakami i czekaniu tutaj na niego, sam Eckhard udał się do Obelheim. Tam prędzej ktoś będzie znał imię Aesherian.
 
Aeshadiv jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 02:59.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168