Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 26-06-2014, 16:24   #1
 
Mortarel's Avatar
 
Reputacja: 425 Mortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetny
[warhammer 2 ed.] Ścieżka Łotra

Hoheleben, środek nocy.

Murowana katedra Sigmara stojąca przy centralnym placu Hoheleben została ufundowana przed paroma wiekami przez przodka rodziny von Grunwald, Wielkiego Budowniczego Ottona von Grunwalda i po dziś dzień służy jako główne miejsce kultu w tej części prowincji. Jednak tej nocy mury Katedry oglądały zupełnie inne zgromadzenie. Nie było w nim kapłana, ani wiernych, a jedynie ciemne płaszcze, kaptury i sztylety ukryte w rękawach. Gdzieś za oknem ujadał pies przerywając ciszę nocy. Kroki ludzi, zbliżających się główną nawą świątyni rozbrzmiewały echem w przestronnych jej wnętrzach. Cala piątka zgromadziła się przy głównym ołtarzu, a na ich czele stał najroślejszy z nich wszystkich – Kapitan Lebengut.

-Za mną-
padła komenda i wszyscy udali się w stronę malutkich drzwiczek ukrytych za posagiem Sigmara. Znajdowały się tam wąskie i kręte schody prowadzące w dól do krypt i piwnic. Ukryci pośród fundamentów budowli znaleźliście się przed niewielkim, zakurzonym ołtarzem. Można było poznać, że jest on równie stary jak najstarsze kamienie kładzione pod mury świątyni. Jego powierzchnia, niegdyś marmurowo biała, ponaznaczana była ciemnymi plamami.

-Powtórzę jeszcze raz
- dało się słyszeć szept w ciemnościach – jutro wyruszamy w podróż. Naszym celem są Czarne Góry, miejsce śmiertelnie niebezpieczne. Zrozumiem, jeśli nie będziecie chcieli iść, ale fakt, że zjawiliście się na spotkaniu świadczy raczej o tym, że już podjęliście decyzję. – Cztery zgromadzone dookoła osoby słuchały uważnie słów padających z ust Kapitana. Lebengut przerwał na moment, aby ułożyć na ołtarzu kupkę darów złożoną ze złota, kości do gry, kart i sztyletu.

-Nie będzie łatwo, czeka nas ciężkie zadanie. – kontynuował
- Nie będę oszukiwał i od razu powiem, że możemy zginąć w trakcie naszej misji. W tej chwili nie mogę powiedzieć wam nic więcej, ale obiecuję, że wszystko wyjaśnię, jak tylko skończymy się modlić. Pamiętajcie, że obowiązuje nas najwyższy stopień dyskrecji. Jeżeli jesteście zdecydowani... – w tym momencie Kapitan sięgnął do kieszeni płaszcza –...to proszę.

W świetle księżyca dostrzegliście błysk metalu. Kapitan wydobył z kieszeni niewielkich rozmiarów sztylet. Dla osoby zaznajomionej ze zwyczajami półświatka nóż ten wywołałby niechybnie dreszcze na plecach, bowiem rytuał, który jest przez niego zapowiadany świadczy o momencie najwyższej próby.

-Ja Horst Lebengut
– rzekł Kapitan unosząc sztylet – biorę sobie Ranalda za świadka tego, że zawiązuję z tymi tu obecnymi spisek. Intrygę, której celem jest dobro rodu von Grunwald. Biorę Ranalda na patrona tego przedsięwzięcia, aby nam sprzyjał aż do momentu osiągnięcia naszych celów. – Wypowiedziawszy te słowa położył lewą dłoń na ołtarzu. Zgromadzeni mogli dostrzec, że brakuje mu części małego palca lewej dłoni, tej z paznokciem. Przyłożywszy nóż i zacisnąwszy zęby, Kapitan odciął kolejną część palca, tak że została mu tylko jedna trzecia jego pierwotnej długości. Czerwony na twarzy, krwawiąc z rozgryzionych warg podał nóż do kolejnej osoby oczekując, że każdy złoży tę samą przysięgę.

[Po złożeniu przysięgi możecie zadawać pytania Kapitanowi, najlepiej na PW]


***

Zgromadzenie skończyło się w niedługim czasie po złożeniu przysięgi. Konspiratorzy rozeszli się do swoich kryjówek mając w pamięci wypowiedziane w krypcie słowa: Wyprawą przewodzi kapitan Lebengut. Przestrzegamy odwiecznych praw, hierarchii i zasad panujących w Imperium, jednak nie wahamy się ich złamać, jeżeli służy to dobru naszej misji. Nikomu nie zdradzamy naszych celów.

Spiskowcy skupiali się również na kolejnym poleceniu. Z samego rana, po dokonaniu ostatnich sprawunków na miejscowym targowisku, mieli udać się za mury miasta, gdzie przy przydrożnej kapliczce Grungniego, wzniesionej dawno temu przez osiadłe tu niegdyś krasnoludy, będzie czekał na nich powóz.

[GM INFO: możecie dokonać zakupu dodatkowego ekwipunku. Skorzystajcie z cen podręcznikowych. każdy z was może kupić maksymalnie 3 rzeczy]
 

Ostatnio edytowane przez Mortarel : 14-09-2014 o 21:33.
Mortarel jest offline  
Stary 27-06-2014, 16:43   #2
Konto usunięte
 
Ulli's Avatar
 
Reputacja: 592 Ulli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemu
Niklaus przywiązał swego kuca przed świątynią i wszedł do środka. Pozostali spiskowcy już na niego czekali razem z kapitanem Legengutem. Horsta znał jeszcze z czasów swej służby w imperialnej armii, pozostali natomiast stanowili dla niego zagadkę. Przywitał się z kapitanem i zaczął się uważnie przyglądać towarzyszom spiskowcom.

Sam był dość typowy jak na niziołka. Mierzył jakieś sto dwadzieścia centymetrów wzrostu, był bardzo szczupły. Jego kasztanowe, gęste, dosyć krótkie włosy sterczały niedbale tu i ówdzie. Przyczesywał je co jakiś czas ręką. Ubrany był w obszywany skórą kaftan, białą koszulę, również obszytą dla wzmocnienia przy mankietach i płócienne portki. Stopy zwyczajem niziołków miał nieobute. Otulony był płaszczem z grubego lnianego płótna.

Był nieco wystraszony gdy Horst sprowadził ich do krypt. Jeszcze bardziej się wystraszył, gdy kazał odcinać sobie palce. "Co on w końcu sobie myśli, ten duży człowiek?!"-Niziołek był bliski wpadnięcia w panikę. Jak to on sam sobie ma odciąć palec? I to po co? Dla jakiś von Grunwaldów? Przecież wcale ich nie znał. Do diabła z von Grunwaldami. Popatrzył jednak na pozostałych i na kapitana Legenguta. Zdał sobie sprawę, że wyjdzie na tchórza. W końcu służył pod rozkazami Horsta Legenguta w armii i nigdy się na nim nie zawiódł. Teraz kapitan chciał czegoś od niego. On też nie może zawieść. Wyjął sztylet zza pasa i mocno pobladły podszedł do ołtarza. Położył dłoń na blacie, przystawił sztylet, zagryzł zęby i Ciach! Było po wszystkim zdusił w sobie krzyk po czym z wolna odwrócił się do zgromadzonych.

- Ja Niklaus Bilberwelt przystępuję do spisku!- powiedział nieco przytłumionym głosem.

Wyjął z plecaka skrawki materiału przygotowane na wypadek, gdyby musiał opatrywać rany i obwiązał obficie krwawiącego kikuta. Gdy skończył udało mu się trochę opanować emocje.

- Skoro już przy tym jesteśmy kapitanie to na czym właściwie ma polegać nasza misja?

Horst Legengut skinął głową i odpowiedział.
- Udamy się w Góry Czarne, aby nająć oddział krasnoludzkich minerów. Dysponują oni wiedzą o rozległych górskich tunelach i jaskiniach. Dzięki nim uda się nam dostać pod mury obleganej osady i wysadzić je od spodu.

Niziołek pokiwał głową jakby rozmyślając o tym co przyjdzie im zrobić.

- A co z końmi kapitanie? Będą potrzebne, czy będą zawadzać? Nie wiem czy nie zostawić swojego kuca w stajni.

-Konie będą potrzebne, ponieważ oblężenie już się zaczęło, a oblegający nie mają dział żeby przełamać obronę. Musimy działać szybko, czeka nas długa i niebezpieczna droga. Ci, którzy nie mają koni pojadą powozem, który przyszykowałem.

To było wszystko co aktualnie chciał wiedzieć. Czekał teraz niecierpliwie na ruch pozostałych. Nie chciał być jedynym frajerem, który się okaleczył.
 
Ulli jest offline  
Stary 27-06-2014, 16:59   #3
 
Aeshadiv's Avatar
 
Reputacja: 958 Aeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwu
Cały świat się trząsł. No… przynajmniej jego oczy. Erik przez całą drogę do ukrytego pomieszczenia za posągiem szedł jak na egzekucję. Noc, postaci w kapturach, jakiś ołtarz na środku pomieszczenia. Atmosfera powodowała, że krew w jego żyłach różniła się temperaturą niewiele od Kislevskiej zimy. Każdy krok po schodkach prowadzących w dół odbijał się echem. Ciało Erika interpretowało to niemal jak mlask przy ścinaniu głowy. Miał złe przeczucie, że za chwile może się stać coś złego.

To, co podpowiadała mu intuicja się spełniło. Wojskowy chciał nas po prostu okaleczyć. Erik popatrzył po pomieszczeniu, po innych, po sztylecie. W jego oczach panował obłęd. Oddech trząsł się. Dodatkowo jeden z jego przyszłych kompanów zrobił to, o co prosił kapitan. Jakiś fanatyk? O co tutaj chodziło?! Chłopak wiedział jednak, że nie może się wycofać.

Gdy tylko Niziołek wykonał to, co nakazywał kapitan nadeszła jego kolej. Erik był sparaliżowany strachem. Zaniemówił i znieruchomiał. Po prostu stał i patrzył się na nóż, z którym zbliżał się Lebengut. Włóczykij zaczął szeptać jakieś słowa w nieznanym tutejszym języku. Ostatnie dwa były jednak zrozumiałe dla wszystkich. „Dopomóż Ranalcie”.
Kapitan zbliżył się do chłopaka, a nóż z jego ręki wypadł. Po prostu upadł na podłogę z charakterystycznym dla uderzenia metalu i kamień brzdękiem.
Sytuacja powtórzyła się jeszcze dwukrotnie. Kapitan spojrzał na Erika i zbliżył się na odległość kilku centymetrów.
- Co znaczyły te słowa? – zapytał patrząc chłopakowi prosto w oczy.

- To modlitwa do Rannalta. Poznałem ją będąc w Bretonii. Mój przyjaciel zawsze ją odmawiał i zawsze wracał bez krzywdy z wszelkich kłopotów.
Horst odstąpił. Popatrzył przez moment na dary złożone na ołtarzu i westchnął.

-Brałem sobie Rannalta na świadka… widocznie jednak nasz patron nie chce, abyś poświęcał kawałek swojego ciała. Niech i tak będzie. Wiedz, że słowa przysięgi musisz powtórzyć.

- Oczywiście, Panie. – odpowiedział Erik kłaniając się.
- Również ja, Erik von Merfeld przystępuję do spisku i przysięgam uroczyście, że wszystkimi staraniami będę wspierał naszą misję. Dopomóż nam Rannalcie. – powiedział głośno.
 
__________________
Sanity if for the weak.
Aeshadiv jest offline  
Stary 27-06-2014, 20:45   #4
 
Asmodian's Avatar
 
Reputacja: 3733 Asmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputację
Heinrich stał razem z innymi zaproszonymi na ceremonię „spiskowcami”. Wydawało się, że kapitan zechce uzyskac błogosławieństwo dla swoich przyszłych czynów, jednakże okazało się, że zorganizował coś w rodzaju rytuału przejścia. Lub testu lojalności.

Heinrich zmarszczył brew i myślał intensywnie nad wydarzeniami dzisiejszego wieczora.
Słowa przysięgi i surowa twarz kapitana świadczyły, że sprawa jest o wiele poważniejsza niż złoto. Krew zawsze miała najwyższą cenę i dawanie jej w ofierze jako zastaw przysięgi stanowiło zawsze poważny zastaw dla ludzi honoru. Takich ludzi jak kapitan Lebengut. I takich jak Heinrich, który mienił się być takowym. Początkowo myślał, że chodziło o pieniądze i wpływy. Kiedy w końcu spotkał kapitana w jednej z karczm w Hoheleben wszystko zapowiadało powrót do normalnej służby. Pogadanka o politycznej sytuacji w Averlandzie pozwoliła zorientować się w sytuacji, i dawała nadzieję na stabilny zarobek przez jakiś czas. Potem nie był już taki pewny kiedy zobaczył resztę ochotników. „Gdzie jest szlam, tam są niziołki„– stare Stirlandzkie powiedzenie w tym wypadku raczej nie kłamało i zapowiadało dosyć nietypową robotę. Horst traktował całe przedsięwzięcie poważnie i Heinrich szybko zrozumiał ,że tym razem musi wyzbyć się uprzedzeń. Ludzie których kapitan wybrał, skądkolwiek by nie pochodzili musieli być mu znani i wypróbowani. Zwłaszcza, że w czasie werbunku kapitan posłał kilkunastu wyglądających na żołnierzy najmitów do swojego adiutanta. Zaszczycenie ich osobistym werbunkiem musiało mieć więc znaczenie większe niż zwykła wojaczka.

Horst prowadził ich do boju wiele razy. Wiele razy szans wielkich na zwycięstwo nie było, i każdy ryzykował wielokrotnie dla swoich towarzyszy, tworząc więzi które czas niełatwo zaciera. Niektórych zobowiązań nie zacierał zaś nigdy. Jeśli Horst płacił krwią, Heinrich był gotów zapłacić nią również, nawet jeżeli jedyną korzyścią mógł być katowski pieniek. W końcu śmierć nie gorsza od ciosu na polu bitwy zadanego ręką wroga i niechybnie znajdzie każdego.

Patrząc na zakłopotane, potem wyraźnie już przestraszone twarze niziołka i dwóch, pospolicie wyglądających ludzi Heinrich nie wahał się dłużej, dobywając sztyletu i kładąc lewą dłoń na ołtarz.- Ja, Heinrich z rodu Leiningen, pieczętuję moją przysięgę, i mój udział w spisku własną krwią. Niech Ranald mi dopomoże jej dotrzymać, lub ukarze moje krzywoprzysięstwo. - Zimna stal przyjemnie chłodziła dłoń, aby po chwili zalać rękę płonącą falą bólu, kiedy klinga wcięła się w opuszkę małego palca, odcinając jego koniec. Rana krwawiła obficie, pryskając na ołtarz. Czyste, ładne cięcie zostawiło Heinrichowi dokładnie tyle samo palca, ile miał Horst przed złożeniem przysięgi. Heinrich schował sztylet po czym obwiązał okaleczoną dłoń jedwabną chustką i słuchając imion i słów przysięgi pozostałych spiskowców.

Pierwsze zadanie okazało się dosyć proste, przynajmniej w teorii. O ile dotarcie do gór szarych nie powinno sprawić trudności, to nakłonienie krasnoludów już tak. Jednak skoro potrzebni byli krasnoludzcy saperzy, a oni złożyli przysięgę saperzy muszą się znaleźć.
Po wysłuchaniu instrukcji od kapitana pożegnał się ze wszystkimi i wyszedł ze świątyni.
Noc działała orzeźwiająco. Zdążył nawet wychylić kolejkę wina i złapać nieco snu, choć okaleczona dłoń bolała jakby sam Ranald wiercił w palcu. Rankiem, po dokonaniu niezbędnych dla podróży sprawunków czekał w umówionym miejscu na resztę towarzyszy.
 

Ostatnio edytowane przez Asmodian : 04-07-2014 o 15:19. Powód: literówka;)
Asmodian jest offline  
Stary 01-07-2014, 14:10   #5
 
Luffy's Avatar
 
Reputacja: 27 Luffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodze
Schodząc do podziemi świątyni razem z pozostałymi Albrecht czuł podniecenie, jak przed każdym nowym przeżyciem. Pomimo młodego wieku mógł z całą pewnością stwierdzić że wypił pintę z niejednego kufla, niestety żadne mu jeszcze nie zasmakowało. Dlatego kiedy Kapitan zjawił się oferując nietypową pracę, mężczyzna zgodził się nawet nie pytając o szczegóły. Nie były mu potrzebne.

Teraz stał wraz z innymi spiskowcami w krypcie i bystrze obserwował otoczenie, zwracając szczególną uwagę na plamy pokrywające ołtarz. Gdy Horst, którego pomimo nieprzyjemnych początków ich znajomości Albrecht szanował i miał za człowieka godnego zaufania, wyjął sztylet i złożył przysięgę jako pierwszy, akrobata tylko skrzywił się nieznacznie. Mógł się spodziewać czegoś podobnego, w cyrku było podobnie tylko inicjacją zamiast okaleczenia było picie gorzały na czas. Biorąc pod uwagę jego słabą głowę nie wiedział, które było lepsze.

Wziął sztylet jako ostatni od dobrze ubranego mężczyzny i zawahał się. Nie był tchórzem, chyba nikt kto potrafi chodzić po linie kilka metrów nad ziemią nie może być tak nazywany, ale ciężko jest się pożegnać z częścią swojego ciała zwłaszcza gdy nie jest się najbardziej uduchowioną osobą w Imperium. Nie chcąc jednak być jedynym, który stchórzy zwłaszcza gdy wśród nich był niziołek, zacisnął zęby i przejechał ostrzem po skórze. Natychmiast poczuł uderzenie gorąca i bólu w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą był jego palec. Odetchnął, by głos mu nie drżał i powiedział:

-Ja, Albrecht Kratz przystępuję do spisku i przysięgam zrobić wszystko by nasza misja się powiodła. Niech Ranald ma nas w swojej opiece

Swoisty rytuał dobiegł końca i kiedy Albrecht starał się zatamować krwawienie pozostali zadawali pytania Kapitanowi. Słuchał jednym uchem jego odpowiedzi, z całą pewnością mógł stwierdzić że murów nigdy nie wysadzał lecz gdy Horst oferował mu zadanie związane z "politycznymi kłopotami" myślał raczej o dworskich intrygach i czymś tego pokroju. Widocznie nasłuchał się za wielu bajek o zepsutych szlachcicach, nie miał zamiaru się zniechęcać na samym początku.

Nikt nie miał chyba więcej pytań, więc się rozeszli. Wiedział, że to jego ostatnia spokojna noc kiedy może się obijać, nie marnował więc czasu na bliższe poznawanie przyszłych towarzyszy. Będzie na to mnóstwo czasu od jutra. Nazajutrz udał się na targ by kupić linę z kotwiczką i mały toporek, idealny do rzucania. Gotowy do drogi stawił się w umówionym miejscu.
 
Luffy jest offline  
Stary 01-07-2014, 16:33   #6
 
Mortarel's Avatar
 
Reputacja: 425 Mortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetny
Spotkaliście się z Kapitanem w umówionym miejscu. Faktycznie czekał tam na was powóz, z Lebengutem w roli woźnicy. Kapitan wyglądał nieco inaczej niż wczoraj. Przebrany w zwykłe ubranie podróżne nie stwarzał już takiego wrażenia jak w mundurze. Na wozie poustawiane były przeróżnych rozmiarów beczki i skrzynki. W jednych znajdowały się futra- towar bardzo cenny-, w kolejnych owcze runo, a także sukna, w innych natomiast towary mniej wartościowe jak powrozy i kościane grzebienie. W beczkach zaś pszenica, owies oraz miód.

-Udajemy kupców- wyjaśnił Kapitan – Nikt nie może zwracać na nas zbyt dużej uwagi. Te skrzynie są puste – Kapitan wskazał na dwa wieka – schowajcie tam swój ekwipunek mogący świadczyć o tym, że więcej macie wspólnego z walką niż z handlem. Do tego żadnych pancerzy i mieczy na widoku. Zwykłe ubranie podróżne – poinstruował.

Po wyszykowaniu się wyruszyliście zostawiając Hoheleben za sobą. Kierowaliście się na Merfeld licząc, że uda się wam ominąc oblegających osadę żołnierzy i ruszyc dalej w stronę gór. Niestety, za jednym z leśnych zakrętów dostrzegliście barykadę i posterunek żołnierzy w barwach von Grunwalda.

-Kurwa – zaklął Kapitan – pamiętajcie, jesteśmy teraz kupcami. Barwy na mundurze to jedno, ale komu donoszą żołdacy, tego nie sposób stwierdzić. – Poinformował.
-Stać! Kto jedzie? – Zakrzyknął sierżant posterunku, na widok zbliżającego się wozu.
-Jedziemy z Hoheleben- odkrzyknął Kapitan – jesteśmy kupcami.
-Mam rozkac nikogo nie puszczać. – Odparł posterunkowy. –Merfeld jest oblegane. Nikt nie może zbliżać się do miasta.
-Ale…- urwał kapitan.
-Żadnych „ale”! Zawróćcie. Tędzy nie przejedziecie.

Lebengut na wpół wściekły, że nie może się ujawnić i zmieszać sierżanta barykady z błotem, a na wpół zrezygnowany zwrócił się do was.
-Ktoś ma jakieś pomysły? – Zapytał, kierując swoją uwagę glównie na ulubieńca Ranalda – Erika.

Od początku podróży można było wyczuć pewnego rodzaju napięcie na lini Heinrich – Erik. Do tej pory wszyscy obserwowali to w milczeniu, widząc, jak w niewytłumaczalny sposób Erik wyrugował z pozycji w grupie Heinricha stając się ulubieńcem Ranalda oraz Lebenguta. W pewien sposób urągało to też Heinrichowi, gdy zwykły włóczęga strącił go z piedestału.
 
Mortarel jest offline  
Stary 01-07-2014, 17:47   #7
Konto usunięte
 
Ulli's Avatar
 
Reputacja: 592 Ulli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemu
Niziołek na swym kucyku stawił się karnie na miejscu spotkania. Obcięty palec bolał już jakby mniej. Przynajmniej nie krwawił. Po raz kolejny przyjrzał się dokładnie ludziom z którymi przyszło mu wykonać zadanie. Za wcześnie było na wyrobienie sobie opinii na ich temat. Walki o pozycję w grupie w ogóle go nie zajmowały. On ze swojej pozycji był bardzo zadowolony i nie chciał niczego zmieniać. Gdy w końcu ruszyli trzymał się tyłów. Uważnie się rozglądał i nasłuchiwał, to było w końcu jego zadanie. Przyniosło to wkrótce owoce. Dwóch jeźdźców minęło ich dwa razy, zaś z tyłu było słychać tętent koni.

- Kapi... to znaczy panie Horst- w ostatniej chwili ugryzł się w język- ktoś nas śledzi. Tych dwóch jeźdźców którzy nas dwukrotnie mijali nie zrobili tego przypadkowo. Do tego słyszę za nami tętent koni. Podejrzewam, że za nami jadą.

Niklaus oczekiwał, że kapitan zarządzi w stosownym momencie zasadzkę na szpiegów. Mogli by przy okazji dowiedzieć się czegoś od nich, na przykład dla kogo pracują. Tymczasem jednak jechali.

Mieli udawać kupców, przykrywka dobra jak każda inna, że nie idealna przekonali się już wkrótce. Gdy musieli zawrócić i kapitan Legengut zwrócił się do nich po radę, Niklaus się nie wychylał. Na początek słuchał co zaproponują inni. Wiedział, że nie jest tu od rozkazywania. Gdy już wszyscy się wypowiedzieli wreszcie zabrał głos.

- Spróbujmy ich przekupić. Nieco ryzykowne, ale może zadziałać.
 
Ulli jest offline  
Stary 01-07-2014, 23:02   #8
 
Aeshadiv's Avatar
 
Reputacja: 958 Aeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwu
Erik od czasu do czasu zerkał w stronę szlachcica, który chyba nie darzył go zbytnią sympatią. Nieco zakłopotany odwracał wzrok udając, że niczego nie zauważył. Po prostu siedział na wozie ze swoim kijaszkiem na kolanach. Podczas podróży po prostu wspominał pobyt w Altdorfie. Jego dotychczasową pracę tam, w sumie jedyną jaką miał. Poza rodzinnym Merfeld, które właśnie było oblegane nigdy nie zagrzał na dłużej miejsca.

Strażnicy na barykadzie nie zwiastowali niczego dobrego. Dodatkowo kolejnym kłopotem było to, że kapitan miał nadzieję, że Erik wpadnie na jakiś błyskotliwy pomysł. Chłopak zakłopotany w tym czasie, modlił się po prostu do Rannalta o przychylność, kolejny cud, łut szczęścia.

Stało się coś dziwnego. Strażnicy na drodze zaczęli nerwowo oglądać się wokoło. Ci, którzy mieli lepszy słuch w kompani, mogli usłyszeć szczęk zbroi między krzakami, łamane gałązki, napinane cięciwy. Jakby jakiś oddział zbliżał się do blokujących drogę. Ktoś ich ewidentnie otaczał.
Sam Erik natomiast czuł narastający strach. Nie wiedział co zrobić. Zaraz mogli stać się świadkami pojedynku. Po prostu cofnął się na wóz i mijając kapitana szepnął:

- Jeśli tylko nadarzy się okazja... po prostu przejedźmy przez drogę. Nie szczędź koni, kapitanie. Musimy wykorzystać zamieszanie, jakie zesłał nam Rannalt.
 
__________________
Sanity if for the weak.

Ostatnio edytowane przez Aeshadiv : 01-07-2014 o 23:11.
Aeshadiv jest offline  
Stary 02-07-2014, 12:31   #9
 
Asmodian's Avatar
 
Reputacja: 3733 Asmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputację
Heinrich powoli jechał w stronę widocznych w oddali towarzyszy. Było jeszcze wcześnie rano i Heinrich długo zastanawiał się nad listem, który przyniósł mu służący. Popatrzył uważnie na pieczęć i długo wpatrywał się w pismo. W końcu dostrzegł co chciał - Ktoś się domyśla....- Heinrich nieco tylko uspokojony postanowił na najbliższym popasie podzielić się tą wiedzą z kapitanem. Wspominanie takich kwestii na środku traktu nie było najmądrzejsze, więc postanowił przywitać się z resztą kompani.

Towarzystwo wyglądało na nieco przestraszone, wiec Heinrich próbował zagadywać ich, próbując rozładować nieco napięcie. Niklaus okazał się być pogodnym niziołkiem i mimo faktu, że znalazł się tutaj w ogarniętej ruchawką krainie sam w otoczeniu dużych ludzi, nie przełamał jego pogody ducha. Heinrich pogwarzył z nim kilka chwil, głównie na tematy kulinarne. Albrecht był cyrkowcem. Heinrich widział kilka trup aktorów, cyrkowców i kuglarzy więc w sumie kojarzył, czym się zajmują. Małomówny, ale może na popasie uda się nieco dowiedzieć o tym towarzyszu.
Heinrich początkowo zdziwił się atencją, okazywaną przez kapitana dla nieznanego człowieka z gminu jakim był Erik. Być może było to spowodowane wydarzeniem w czasie przysięgi, być może jakimiś faktami z przeszłości tego człowieka - tego Heinrich wiedzieć nie mógł. Jednak za którymś z kolei zakrętem zagadnął o to kapitana, który ogólnikowo wyjaśnił, że uważa Erika za "naznaczonego łaską Rannalta". Heinrich nie był specjalnie religijny, jednak bogów, nawet tak przebiegłych jak Rannalt należało jednak szanować.
Heinrich skinął głową Erikowi który z dala przyglądał się ich konwersacji i sprawiał wrażenie, że wie o kim rozmawiają. Miał nadzieję, że ten drobny gest akceptacji i szacunku zostanie zrozumiany. Nie zamierzał konkurować o jakąkolwiek pozycję - było to po prostu niepotrzebne. Tarcia i brak zaufania również. Kapitan był szlachcicem i na pewno rozumiał, że prosty człowiek nie może stać nad szlachcicem, nawet pomimo swojego stanu i błogosławieństw jakimi był naznaczony. Nie było również potrzeby być dla kogokolwiek niemiłym, zwłaszcza, że wspólne przedsięwzięcie czyniło z nich towarzyszy doli i niedoli.

Udawanie kupców nie było trudne. Wszyscy mieli podróżne ubrania, a kapitan zatroszczył się o wozy z "ładunkiem" - Heinrich zostawił sobie jedynie pałasz, zostawiając w skrzyni broń pojedynkową, która mogła wzbudzić jakieś podejrzenia. Wszyscy wyglądali więc mało podejrzanie, chociaż w tych okolicznościach i tak nie było wiadomo czego się spodziewać.

Droga schodziła przyjemnie, przynajmniej w jego odczuciu - Heinrich jechał wolnym tempem na przedzie zabijając czas składaniem rymów do nowego poematu na temat wdzięków niewieścich, a zwłaszcza pewnej niewiasty spotkanej w gospodzie Pod Trzema Liśćmi jednak sielanka nie trwała długo. Barykada ustawiona w poprzek drogi przez żołnierzy von Grunwaldów uniemożliwiała dalszą podróż.

Kapitan, po chwili rozmowy spotkał się z kategoryczną odmową przejazdu. Heinrich, widząc porażkę kapitana nie zamierzał jednak rezygnować. Szczególnie, że sugestia Niklausa brzmiała sensownie.

- To może wam się opłacić, Panie oficerze - Heinrich podjechał do barykady po czym brzęknął cicho sakiewką.
- Co to ma być? Przekupstwo? - zaperzył się posterunkowy jednak wyraźnie zmiękł słysząc uprzejmy ton i niezasłużony tytuł.
- Po co takie wielkie słowa, Panie oficerze....powiedzmy, że to będzie opłata drogowa. W końcu jesteście tu na urzędzie, prawda? - Heinrich ściszył głos i uśmiechnął się do "oficera". Widział, że go ma, bo tamten rozpaczliwie szukał argumentów i przekonany, że nie jest to nawet przekupstwo machnął ręką
- Dobra. Trzy karle dla mnie, i po jednym dla każdego z moich ludzi. To razem.... - wojak zaczął rachować ale niespieszno mu szło
- Dwanaście złociszy. Umowa stoi Panie oficerze. Zaraz dostaniecie "opłatę drogową" - dokończył za żołnierza Heinrich po czym sięgnął do sakiewki odliczając ustaloną kwotę.

Nie zdążył jednak przekazać pieniędzy żołnierzowi kiedy coś zaczęło się dziać. Zbliżające się z głębi lasu odgłosy, prawdopodobnie nadciągającego oddziału wyraźnie przestraszyły wojskowych którzy stali się strasznie nerwowi.

- Co się dzieje? - mruknął po czym cofnął się koniem z powrotem do swoich towarzyszy....
 

Ostatnio edytowane przez Asmodian : 02-07-2014 o 13:08.
Asmodian jest offline  
Stary 07-07-2014, 01:44   #10
 
Luffy's Avatar
 
Reputacja: 27 Luffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodze
Obolały Albrecht stawił się na miejscu zbiórki wraz z innymi i wysłuchał spokojnie planu Kapitna. Kiedy dowiedział się, że ma podróżować bez broni, skrzywił się znaczaco. Nie lubił rozstawać się ze swoim toporkiem, który nie raz wyratował go z opresji. Wiedział jednak, że nie ma sensu wdawać się w dyskusję na ten temat, pozwolił sobie jedynie na zostawienie dwóch małych noży do rzucania za cholewkami butów.

Gdy jechali drogą był poddenerwowany. Nie wiedział już czy to wyobraźnia płata mu figle, ale czuł się obserwowany. Wiercił się nerwowo co chwila spoglądjąc w stronę kapitana, ten jednak był zajęty rozmową z pozostałymi. Może później będzie czas na rozmowę w cztery oczy. Jechał więc w milczeniu nie nagabywany przez towarzyszy podróży.

-Żadnych „ale”! Zawróćcie. Tędy nie przejedziecie.
Szlag! Strażnik wyglądał na nieugiętego i Albrecht nawet nie podejrzewał, że on mógłby go do czegoś przekonać. Już miał się zgodzic z Niklausem i zaproponowć zrzutkę na łapówkę dla patrolu ale wtedy jego uszu dobiegł zbliżający się gwar. Żołnierze też musieli go usłyszeć bo zaczęli się rozglądać na wszystkie strony. Akrobata rzucił jedynie pełne zdziwienia spojrzenie w stronę Erika, by się upewnić że to on w jakiś dziwny sposób nie stoi za tym zjawiskiem i powiedział do Kapitana:
-Dokładnie, nie ma co się gapić, spinaj konie i wykorzystajmy zamieszanie kiedy się na dobre rozpocznie!
Miał szczerą nadzieję, że przejadą. Nie usmiechało mu się być świadkiem, lub co gorsza, przypadkowym członkiem zbrojnej potyczki.
 
Luffy jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 03:26.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166