Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 10-02-2018, 13:38   #1
 
Avitto's Avatar
 
Reputacja: 27292 Avitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputację
[WFRP 1.ed] Bracia krwi 2. Łabędzi śpiew


Do świtu brakowało kilku chwil. Zapowiadał się pogodny poranek.
- Zachary? - powtórzył Albrecht głośniej i usiadł, by się rozejrzeć. Niziołek kucał przy zwłokach, starając się wydobyć swój ulubiony nóż ze stalowego napierśnika jednego z rycerzy. Młody Schutz odetchnął z ulgą. Nie uszło to uwadze Zachariasza.
- W świetle dnia wszystko wydaje się inne. W lewym korytarzu jest cała masa zrujnowanych posągów ze szlifowanego, czarnego kamienia. To miejsce musi być w jakiś sposób ważne. Od szwagra mojej ciotki Blanki, Jiřiego, słyszałem że w jego rodzinnym miasteczku w piwnicy po zgorzałym domostwie takie posągi znaleziono, było z kilkanaście lat po pożarze. Jak którego dnia rodzeństwo się bawiło wkoło i długo nie wracało, matka ich szukać poczęła, a rano całą trójkę znaleźli całkiem skamieniałą u szczytu schodów. Później dopiero się okazało, jak złoczyńcę na gardło skazanego lustrami obwieszonego do ciemnicy wrzucili, że to bazyliszek tam się zalęgł, a oczy miał, przysięgał Jiři, jak u żaby!

Paplanina niziołka dotarła do uszu każdego, śpiącego czy też nie, przywołując zebranych do rzeczywistości. Ulli, Emmerich i Gerhart otwierali powoli zaspane powieki. Gdy chwilę później do ich uszu dotarł krzyk natychmiast obrócili głowy w kierunku wejścia do kurhanu. Z jamy wychyliła się potężna, obrośnięta łuską głowa jaszczura i chwyciła Zachariasza w połowie, wbijając się zębami w jego ciało. Niziołek wisiał bezwładnie niczym bez ducha.

Test strachu
Gerhart (66): 37 udany
Emmerich (56): 53 udany
Albrecht (48): 15 udany
Ulli (42): 36 udany



* * *

W izbie panował półmrok. Płonęły dwa łuczywa rozstawione na przeciwnych krańcach długiego stołu. Brodate twarze krasnoludów wyglądały na zmęczone i błyszczały się od potu.
- Od kogo to wemy? I skąd, że nie kłame?
- Bardag to krasnolud. Wojownik, za niecałe czterdzieści lat będzie długobrody. Pracuje dla Ginenburga.
- W takym razie mamy pewność. Dalej nie wemy dlaczego, ale z czasem wszystkego się dowemy.
- Jest jeszcze coś. Wcześniej walczył na arenach Wissenlandu. Nie wiadomo, dlaczego opuścił karak Wielkiego Króla.
- Być może ktoś od nich będzie w stane mu pomóc -
starszemu odpowiedziały jedynie pomruki aprobaty.
- Puście gońca do młodego Olafsena. Do Bardaga drugego, by poznał drogę - zakończył zebranie starszy, a wszyscy pozostali powstali czekając aż wyjdzie z pomieszczenia.
* * *


Obudził go śmiech Ritty. Ta ludzka psotka zawsze wstawała przed nim a on, wyczulony od pewnego czasu na wysokie dźwięki nie potrafił spać, gdy zaczynała krążyć w obejściu.
- Nie dokazuj!
- Ale dziadku...
- A jak pojawią się goście marsz do kuchni i ani nosa nie wyściubiaj!
- Ale dlaczego?
- Cichaj latawico i zbieraj szyszki.

„Szyszki. No tak. Obiecywała pomóc” pomyślał Aslaak. Gdy wstawał z posłania posłyszał odgłos kopyt.
- Już, zmykaj!

Krasnolud ubrany wyszedł na podwórze. Od progu usłyszał od starego Wiktora, że ma gościa w głównej sali. Podążył tam bez zwłoki. Na ławie, plecami do wejścia, siedział jego rodak moczący zarost w kuflu.
- Aslaaku, bądź pozdrowiony ty i rzemiosło, któreś wyssał z mlekiem matki. Przybyłem z posłaniem od starszego Jorunda z Wördern. Zwrócił się do nas krasnolud z Karaz-a-karak. Podaliśmy mu jak dotrzeć do tego miejsca, gdyby była taka potrzeba - upił kolejny łyk. - Jest lepsze z miesiąca na miesiąc. Gdy powrócisz przyniesiesz dumę klanowi.
Niedługo potem posłaniec odjechał. Należało dokończyć zbiór składników a następnie zacierać i chmielić słód, bowiem poprzednia partia złotego trunku była już na wykończeniu. Czym bowiem dla zajazdu jest osiem antałków piwa? Czterdzieści litrów to ilość obiadowa, jak zwykł mawiać Wiktor.

* * *


Ostatnie wydarzenia wywróciły uporządkowane życie Bardaga. Jego pozycja na dworze Ulrica von Ginenburga we Franzen była wysoka i często podczas wyjazdów szlachcica był jego najbliższym silnorękim. Ich współpraca musiała się jednak skończyć i tylko kwestią czasu było czy nastąpi to prędzej czy później.

Wszystko zaczęło się od spotkania handlowego w Wördern dwa tygodnie temu. Tamtejsi krasnoludowie byli od dłuższego czasu obiektem zainteresowania von Ginenburga ze względu na trzymany twardą ręką monopol na wyroby stalowe. Bardag brał udział w negocjacjach jako ochroniarz szlachcica, którego wykształcenie nie predestynowało do twardego handlu. By osiągać zyski używał się podstępu i oszustwa.
Poznawszy prawdziwe zamiary swego pracodawcy wobec krasnoludzkich obywateli Imperium Bloodaxe nie pozostał obojętny. Choć przed wyruszeniem w świat w drabinie społecznej w rodzinnym karaku zajmował niski szczebel jego ród nie splamił się dotąd i nie było w niczyim interesie zmieniać taki stan rzeczy. Posłał więc gońca z informacją do swych rodaków a sam, nie mając niezbitych dowodów na nieuczciwość szlachcica, wystąpił ze służby.
Słowo krasnoluda znaczyło wiele nawet w tych coraz bardziej parszywych i nielojalnych czasach.

Posłaniec dopadł Bardaga na północ od Vigaun.
- Pozdrowienia od starszego Jorunda. Uznał, że powinieneś wiedzieć: niedaleko osiadł twój krajan z Karaz-a-karak. Kazał też przekazać, że gdy porzucisz swoje dotychczasowe zajęcie i przemyślisz co mógłbyś robić innego chętnie powita cię w Wördern.
Pod wpływem chwili Bardag skręcił na zachód, ku Gladisch. Choć jeszcze nie zdecydował czy uda się do poleconego krajana wolał, przynajmniej na razie, ominąć siedzibę starszego. W Naffdorfie stanął jeszcze przed wieczorem.

Główna droga pokryta była luźnym pyłem zamiatanym przez wiatr. Mieszkający tu ludzie wyglądali na przestraszonych. Przed swoim domem w centrum wsi stał jej sołtys.
- Bądź zdrów, przedstawicielu starszej rasy. Kończymy żniwa i nadchodzi pora świętowania, zasiądziesz z nami do wieczerzy? - zaprosił z nerwowym uśmiechem na twarzy.
 

Ostatnio edytowane przez Avitto : 12-02-2018 o 21:23.
Avitto jest offline  
Stary 12-02-2018, 20:35   #2
 
hen_cerbin's Avatar
 
Reputacja: 43915 hen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputację

Powiadają, że paranoicy śpią z bronią pod poduszką. To wierutna bzdura! Żaden szanujący się paranoik nie dopuściłby się takiego niedbalstwa. Za duże ryzyko, że broń się zaplącze, no i trzeba po nią sięgnąć. Emerich zawsze spał z kuszą pod ręką i lojalnie uprzedzał, by nie budzić go za gwałtownie.
Krzyk Zachariasza był takim właśnie gwałtownym przebudzeniem. Uchylenie powiek przez Emmericha i posłanie bełtu w poczwarę odbyło się niemalże na poziomie odruchów, praktycznie bez świadomej kontroli.
 
__________________
Ostatni - termin: 24.05.2019r.
Gob1in, druidh, pi0t, Komtur, Morel, Stalowy, Hakon
Straż, straż! - termin: 24.05.2019r.
Oczekuję na: Wisienki, druidh, lynx lynx, Phil
hen_cerbin jest teraz online  
Stary 12-02-2018, 22:03   #3
 
Feniu's Avatar
 
Reputacja: 24630 Feniu ma wspaniałą reputacjęFeniu ma wspaniałą reputacjęFeniu ma wspaniałą reputacjęFeniu ma wspaniałą reputacjęFeniu ma wspaniałą reputacjęFeniu ma wspaniałą reputacjęFeniu ma wspaniałą reputacjęFeniu ma wspaniałą reputacjęFeniu ma wspaniałą reputacjęFeniu ma wspaniałą reputacjęFeniu ma wspaniałą reputację
"Ten znów jęzorem paple" - pomyślał Ulli otwierając oczy. Jeszcze do niedawna wszystko w życiu mu się udawało, ale odkąd spotkał Zachariasza wszystko zaczęło się sypać. Tylko szczęśliwy szeling sprawił, że banita dychał jeszcze. Dotknął palcami monety i od razu poczuł się lepiej.

Krzyk niziołka wybudził go z zamyślenia. "Co jest to on śpi z kuszą pod ręką?" - zapytał w myślach sam siebie widząc jak łowca zwany Emmerichem wypuścił bełt ze swej kuszy w kierunku wielonożnej jaszczury o gadzim wyglądzie, który w pysku trzymał już niziołka.


Ulli działał bez zastanowienia rzucając na łeb potwora koc, na którym jeszcze przed chwilą leżał. Liczył na to, że jeśli ten stwór był faktycznie bazyliszkiem to skoro mu się ślepia zakryje nikogo w kamień nie zmieni. Po czym chwycił dwuręczny topór, który otrzymał od kislevity przed jego śmiercią. Gotów był walczyć z potworem, nie mogąc się nadziwić skąd w nim samym tyle odwagi.
 
Feniu jest offline  
Stary 14-02-2018, 15:16   #4
 
Hakon's Avatar
 
Reputacja: 33801 Hakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputację
Bardag Bloodaxe wyruszył z Wördern na północ. Nie miał wielkich planów, ale przebywanie w mieście gdzie jego były pracodawca a zarazem wpływowy człeczyna było nierozsądne. Bardag wiedział, że gdyby został prędzej czy później doszło by do konfrontacji, ale przez ten czas trzeba było coś jeść i za co pić.

Krasnolud był przygotowany do drogi na tyle ile czas pozwolił podczas rychłego opuszczenia miasta. Bardag nie chciał mieć na sumieniu swego niedawnego pracodawcy a także ludzi pracujących dla niego. Z kilkoma z nich nie raz osuszał antałem piwa.

***

- Prześlij pozdrowienia dla Starszego Jorunda i podziękuj za zaproszenie. Zapewnij go, że rozważę jego propozycję.- Kiwnął głową i odprowadził oddalającego się posłańca.
~ Dziwne, że aż posłańca wysyła Starszy.~ Zastanawiał się wojownik a po chwili wzruszył ramionami i ruszył przed siebie.

***

Zainteresował go jego rodak, o którym wspominał posłaniec. Może będzie miał jakieś informacje o jego klanie i rodzinie a może się okazać jego druhem z dzieciństwa.
Bardag postanowił, że odwiedzi khazada i odbił z obranej drogi na zachód.

Bardag na wieczór trafił do Naffdorfu. Wkroczył dziarskim krokiem do wsi i zobaczył zapewne sołtysa patrzącego sprzed chaty na niego. Krasnolud podszedł do człeczyny i przystanął gdy ten go powitał i zaproponował gościnę. Zazwyczaj nie tak się wędrowca witało i to do tego wyglądającego jak Bardag.
- Pozdrawiam Cie również. Jeśli ktoś prosi na wieczerzę nie ładnie odmawiać.- Odpowiedział Bardag kiwając głową na znak, że się zgadza.
- Czy rodak mój niedaleko waszej wsi zamieszkuje?- Zapytał starając się być kulturalny. Coś mu mówiło, że gospodarz niezbyt jest zadowolony z jego obecności lub coś go trapi.
~ Ale po jakiego wała zaprasza na jadło?~

Bardag zamierzał zapytać o nocleg jeśli okaże się, że dziś jeszcze nie odwiedzi rodaka.
 
Hakon jest offline  
Stary 15-02-2018, 22:23   #5
 
Gormogon's Avatar
 
Reputacja: 8512 Gormogon ma wspaniałą reputacjęGormogon ma wspaniałą reputacjęGormogon ma wspaniałą reputacjęGormogon ma wspaniałą reputacjęGormogon ma wspaniałą reputacjęGormogon ma wspaniałą reputacjęGormogon ma wspaniałą reputacjęGormogon ma wspaniałą reputacjęGormogon ma wspaniałą reputacjęGormogon ma wspaniałą reputacjęGormogon ma wspaniałą reputację
Krasnolud ubrany wyszedł na podwórze. Od progu usłyszał od starego Wiktora, że ma gościa w głównej sali. Podążył tam bez zwłoki. Na ławie, plecami do wejścia, siedział jego rodak moczący zarost w kuflu.
- Alsaaku, bądź pozdrowiony ty i rzemiosło, któreś wyssał z mlekiem matki. Przybyłem z posłaniem od starszego Jorunda z Wördern. Zwrócił się do nas krasnolud z Karaz-a-karak. Podaliśmy mu jak dotrzeć do tego miejsca, gdyby była taka potrzeba - upił kolejny łyk. - Jest lepsze z miesiąca na miesiąc. Gdy powrócisz przyniesiesz dumę klanowi.

- Bądź pozdrowiony i Ty - zaczął gardłowym głosem po Khazadzku Alsaak, język ten nie sprawiał mu problemów, w przeciwieństwie do staroświatowego. - Wiem, że jest coraz lepsze. Rzekłbym, że lepszego mogłeś nie pijać, a ja, cholipka, coraz lepszy jestem w warzeniu piwa. Musicie spróbować mojego nowego piwa, nazwałem je Kozłem Imperium. Kozioł, bo trzepie niczym stary cap, a Imperium bo głownie ludzi trzepie! - Olafsen zaśmiał się, także gardłowo - Niech będzie, rodakowi zawsze pomóc wypada. Chętnie bym podyskutował o polityce, ale praca na mnie czeka.

Alsaak Gustav Olafsen specjalnie zignorował część o powrocie do klanu, na razie tego nie planował. Niedługo potem posłaniec odjechał.

Krasnolud wrócił natomiast do karczmy i widząc starego Wiktora skłonił się lekko, tak jak wypadało, po czym ryknął zachrypiałym głosem.
- Ten Khazad jest zachwycony, że pomóc mi z piwem pragnie Ritta, może siem czegoś naumie wreszcie!
Następnie ruszył w kierunku miejsca, w którym warzył trunki i obmyślał nowe receptury. Jedna z mieszkających karczmie dziewcząt czekała już tam na niego.

- Czołem - wrzasnął Alsaak, a następnie dodał z dumą. Dość długo przygotowywał w głowie konstrukcję tego zdania i był przepełniony dumą, że powiedział je zgodnie z obowiązującą gramatyką - Ten Khazad jest zachwycony, że pomóc mi z piwem pragnie Ritta, może siem czegoś naumie wreszcie! - po chwili namysłu dodał jeszcze komplement - Bo ładna, ale niczym koza inteligentna!

W karczmie zostało jedynie czterdzieści litrów piwa, a to prawie nic. Dlatego należało zabrać się za nową partię trunku. Alsaak planował uwarzyć jego oczko w głowie, czyli Kozła Imperium.
Okazało się, że Ritta zebrała już odpowiednią ilość szyszek. Ześrutowany słód zastał już dostarczony z młyna kilka dni temu, dzięki czemu zacier był już niemal gotowy. Alsaak zdaniem Ritty wyglądał komicznie wiosłując i widłując w kadzi zaciernej. Przy pracy ponoć śpiewał tradycyjne krasnoludzkie pieśni.
Krasnolud korzystał z metody dekokcyjnej, pozwalało to mu uzyskać lepszy smak piwa. Wiedział także, że to dzięki słodowi smak piwa może tak bardzo się różnić, a jego sekretem było wędzenie go przed przekazaniem młynarzowi.

Olafsen zaczął przelewać wyprodukowany trunek przy pomocy czerpaka do kadzi filtracyjnej, wiedział, że dopiero po osadzeniu się młóta mógł wyjąć czop z dna zaciernicy i wypuścić ciecz do osobnego naczynia, a następnie powtarzyć kilka razy, aż do osiągnięcia pożądanej klarowności brzeczki. Sklarowaną brzeczkę należało następnie wlać do panwi browarniczej i zacząć gotować. Wtedy właśnie znów musiał mieszać wiosłem, co przyprawiało Rittę o łzy ze śmiechu. Alsaak pozwalał wtedy dodać jej do brzeczki chmiel, a czasem też inne dodatki. Używała do tego lnianych toreb.

Następnie Alsaak Gustav Olafsen przelewał gorąca brzeczkę, przy pomocy drewnianego czerpaka i rynny, do osobnego naczynia, w którym była chłodzona. Z niego natomiast przelewał do beczki fermentacyjnej. Okres fermentacji był różny i zależał od zapotrzebowania Wiktora.
 
__________________
„Wiele pięknych pań zapłacze jutro w Petersburgu!”
Gormogon jest offline  
Stary 16-02-2018, 12:38   #6
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 40925 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Koguta, gdy za często i za wcześnie robi pobudkę, pakuje się do gara, wcześniej odrąbawszy łeb.
Na Zacharym raczej nie wypadało stosować tej metody. Wiązać i kneblować na noc?
Nim jednak Gerhar zdołał do końca przemyśleć ten problem sprawy się znacznie skomplikowały.

- Na wszystkie demony... - Gerhart nie do końca wierzył swym oczom.

Wnet jednak stwierdził, iż nie jest to koszmarny sen, a działania kompanów i jego w końcu zmotywowały do zrobienia czegokolwiek.
W pierwszej chwili chciał wpakować strzałę w oko bestii, lecz niziołek był zdecydowanie za blisko celu, a gdy wreszcie Gerhart się zdecydował, oczy zostały zasłonięte. Pozostawało zatem jedno...
Strzelił, chcąc wpakować strzałę w ciało przerośniętej jaszczurki.
 
Kerm jest offline  
Stary 17-02-2018, 14:53   #7
Ośmiorniczka
 
Fyrskar's Avatar
 
Reputacja: 9297 Fyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputację
- Zachariasz! - krzyknął przerażony Albrecht, gdy niziołek został pochwycony przez bestię. Ta pojawiła się znikąd i czarodziej, po raz pierwszy od śmierci brata, otrzeźwiał na tyle, by sprawnie podjąć jakiekolwiek zadanie.

"Bazyliszek", pomyślał. A może to były tylko bujdy, ale jego gadatliwy towarzysz już się tego raczej nie dowie. Zaklął sążniście pod nosem. Nie był dobrym wojownikiem, ale miał miecz... i zręby planu. Zamiast ku broni, sięgnął do niewyobrażalnie pojemnej torby. Zamierzał użyć sztuczki z leśniczówki - odwrócić uwagę bestii niesamowicie głośnym dźwiękiem dochodzącym zza jej pleców.
 
__________________
A bad necromancer always blames the corpse.
Fyrskar jest offline  
Stary 17-02-2018, 16:31   #8
 
Avitto's Avatar
 
Reputacja: 27292 Avitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputację
Gdy każdy z chwatów kolejno robił co w jego mocy, by poczwara puściła Zachariasza – a najlepiej, by z miejsca wyzionęła ducha ta zdawała się dobrze bawić. Podrzucała beztrosko zdobycz i trzęsła niziołkiem, którego ciało bezwładnie poruszało się w powietrzu chwilami ignorując zasady fizyki. Coś pękło, gdy bazyliszek z radości zacisnął szczęki mocniej. Krew została rozchlapana na trawę.

Tymczasem w innej rzeczywistości, poza domeną Morra, Emmerich gwałtownie szarpnął za spust. Szczęśliwie posłał pocisk nie we własne stopy a w ziemię na której leżał i tylko niezachwiany optymista w ogóle podjąłby próbę odszukania bełtu w gąszczu traw. Zbudził go brzęk cięciwy, bowiem za spust pociągnął za sprawą skurczu bądź odruchu na sytuację zagrożenia. W jednym momencie zobaczył jasny błękit nieba, a w drugim stracił go z oczu i nastała zupełna ciemność.

Owa ciemność nastała za sprawą Ulliego, który przez sen zacisnął dłonie na kocu, którym był przykryty i machnął nim w stronę Emmericha. Zgodnie z planem derka spadła na łeb potwory. Z całej czwórki tylko Gerhart miał bardziej złożony plan, wymagał on bowiem przyjęcia pozycji pionowej. Co oczywiście ciało strzelca uczyniło, w dalszym ciągu śpiąc, następnie wykonując serię gestów sugerującą, że strzela z łuku. W dłoni miast majdanu trzymało jednak koc za jeden z jego rogów a w ręce cięciwnej – zupełnie nic.

W całej sytuacji najśmieszniejsze było to, że jedynie Emmerich rzeczywiście przebudził się z sennego koszmaru a dodatkowo, ponieważ we śnie reagował na poziomie odruchów nie zdawał sobie sprawy, że jego kompani mogliby śnić dokładnie to samo.
Wszyscy wyrwali się z objęć sennej mary dopiero, gdy zgięty w pół Albrecht grzebiąc palcami w kępce trawy, wykrzyknął imię Zachariasza.

* * *


Krasnolud wykonał swą pracę i zastał go obiad. Z zaskoczeniem spostrzegł, że Ritta niespodziewanie gdzieś zniknęła. Nie zauważył jej absencji - tak pochłonięty był warzeniem. Podczas pracy stwierdził, że zapasy słodu są na wyczerpaniu.
Był przy tym głodny. Dużym plusem pracy u Wiktora była regularność posiłków. Tego dnia Olge, starsza siostra Ritty, gotowała polewkę z grzybami.

Beczki, które wykorzystywał Aslaak, wykonywał na miejscu mąż Olge, Hans. Był spokojnym człowiekiem przed trzydziestką, co dla ludzi oznaczało wiek w pełni dorosły. Kilka dni temu opuścił zajazd w celu sprzedania swoich wyrobów oddalonej o kilka dni drogi winnicy. Przy obiedzie było spokojnie, odbył się on w gronie pracowników gospody a rozmawiano o kupcu, który wyruszył na południe przez las mimo krążących w okolicy opowieści o atakach wilków.
- Na pewno nic mu nie jest - perorowała Olge. - Widzieliście jego obstawę, jechał jak princ jakiś.
- Swoją drogą, ciekawe co wiózł -
wtrącił się Wiktor ciamkając. - Ośmiu chłopa nie od parady chroniło transportu a wóz tylko wyglądał zwyczajnie. Osie i koła to był kawał solidnej roboty. Hans na pewno by od razu docenił, obręcze dobrze leżały. Kiedyś, kiedyś wiozłem takiego jednego zbira pod sąd we Franzen i się koło rozeszło na kamieniu...
- Dziadku! -
Zaśmiała się Ritta. - Spróbuj piwa.
- Mało zostało, ostawić trzeba. Wino z wodą lepsze na ten gorąc. Burze chyba ustaną na kilka dni.
- Może -
odparła Olge nieprzekonana, czy rozwodnione wino ma jakąkolwiek przewagę nad piwem.
Poza Aslaakiem przy stole siedział jeszcze Klaus, mężczyzna mniej więcej w wieku Hansa o ciemnym owłosieniu na niemal całej twarzy. Na co dzień był milczący i podczas posiłku również nie błyszczał elokwencją. Pełnił w zajeździe rolę wykidajły.

- Aslaak - zwrócił się Wiktor do krasnoluda. - Hansa nie ma, weź wóz i jedź po ziarno. Kup na zapas - krzepki starzec mówił powoli, niestety mlaskając do wtóru słów.
- Część pójdzie na chleb a reszta na słód, bo chyba już nie ma?
Zdolność Wiktora do pilnowania interesu potrafiła zaskoczyć. Kiedy był w browarze, skoro Aslaak cały dzień w nim pracował? A może to Ritta szepnęła mu słówko?

* * *


- Krasnolud tutaj jest. Znaczy dzień drogi stąd, nie tutaj - poprawił się sołtys. - Wsi Gebersdorp szukasz, dzień drogi jeszcze.

Zmierzchało gdy Bardagowi podano misę gorącej cebulowej i czarkę z piwem. Przy długim stole siedziało blisko czterdzieści osób w różnym wieku a młodsze dzieci biegały wesoło bawiąc się dookoła. Część ludzi była zauważalnie smutna. Sołtys odprawił obrządki dziękczynne za dobre plony i zaczął wieczerzę. Po chwili na zwilżenie gardła przysiadł się do krasnoluda by zdradzić swoje prawdziwe intencje.
- Dużo przyjezdnych dziś przewinęło się przez naszą wieś. Byli kupcy, najemnicy, nawet bawidamek się trafił. Akurat w tym czasie dwóch chłopów poszło do leśniczówki co by dziczyznę od myśliwców odebrać. Chłopa tam nie było, za to juchy było po kostki.
A podróżni o atakach wilków gadali. My w nocy słyszeli wycie nie raz i nie dwa, ale poza naszemi polami z rzadka bywamy. Strażników wzywać daleko więc pomyślałem, że może ty, dobrześ uzbrojony, sprawdzisz co też się mogło stać?
 
Avitto jest offline  
Stary 17-02-2018, 21:41   #9
 
Feniu's Avatar
 
Reputacja: 24630 Feniu ma wspaniałą reputacjęFeniu ma wspaniałą reputacjęFeniu ma wspaniałą reputacjęFeniu ma wspaniałą reputacjęFeniu ma wspaniałą reputacjęFeniu ma wspaniałą reputacjęFeniu ma wspaniałą reputacjęFeniu ma wspaniałą reputacjęFeniu ma wspaniałą reputacjęFeniu ma wspaniałą reputacjęFeniu ma wspaniałą reputację
Ulli przetarł oczy i sam nie dowierzał temu co zobaczył. Sen a raczej koszmar był tak rzeczywisty. Nie mógł uwierzyć, że to wszystko działo się jeno w jego wyobraźni. - Też zdawało wam się, że niziołek został pożarty przez bazyliszka? - zapytał towarzyszy? kompanów? znajomych? Sam nie wiedział kim był dla Emmericha, Gerharda i Albrehta. Jednak, żył nadal a przy tym nie był związany. Ulli czuł się poniekąd za nich odpowiedzialny bo to przez grupę Zeelera jego nowi towarzysze wpakowali się w tą kabałę. - To miejsce jest przeklęte. - powiedział Ulli - znam lepsze miejsce na nocleg. W Gbersdorpie, ojciec mojego ojca prowadzi oberżę. Zaprawdę, powiadam Wam, że piwo robią tam przednie, a i posłanie się dla was znajdzie. - Ulli opowiadał zachwalając jak umiał - Co na to powiecie? Geberdorp jest na trasie do Wurtbadu. - dodał banita.
 
Feniu jest offline  
Stary 18-02-2018, 12:44   #10
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 40925 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Sen-mara, powiadano.
Ten sen był wyjątkowo koszmarny i Gerhart szczerze się ucieszył, gdy się okazało, że nie było żadnego bazyliszka.
Gdyby był, to pewnie staliby jako kamienne posągi (o ile to, co głoszono o tej jaszczurce, było prawdą).

- Przeklęte, to fakt - powiedział. - Paskudny sen... Zwiedzimy najpierw grobowiec, czy od razu wynosimy się gdzie pieprz rośnie?
 
Kerm jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:37.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166