Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 22-05-2022, 21:41   #1
Aro
 
Aro's Avatar
 
[WFRP 2ed.] Tresconeto (18+)



12 Caldimese 2524
“Półmaszt”, Remas


“Półmaszt”, wciśnięty w jedną z wąskich alejek w dzielnicy będącej domeną klasy niższej (ale jeszcze nie tak niskiej, by klasyfikować ją jako biedotę), nie był specjalnie popularnym lokalem. Nie, był tym specyficznym typem lokalu o jeszcze bardziej specyficznej klienteli. Do “Półmasztu” trafiali zazwyczaj osobnicy, którzy doskonale wiedzieli co to za miejsce i tacy, którzy znaleźli się tam tylko i wyłącznie przypadkiem, wszedłszy w złą bramę i zbyt najebani, by dbali o to gdzie byli. Był też i trzeci typ, który zjawiał się tam nie tyle w gościnie czy wskutek pijackiej wędrówki, co w interesach. “Półmaszt” był bowiem jednym z lokali, w którym można było spotkać się z kolegami po fachu, należącymi do jakże licznej nieoficjalnej gildii oszustów, handlarzy informacjami, kanciarzy, szalbierzy i innego szeroko pojętego marginesu społecznego.

Tyle że i nie z tego powodu ludzie braci Fontaniere odwiedzili “Półmaszt”. Powód ich wizyty był o wiele bardziej przyziemny, mocno prozaiczny, acz dalej wpisujący się w specjalistyczne usługi oferowane przez kabaret oraz tabun artystów i mistrzów krawiectwa nazywających lokal swoim domem. Przyjęcie w Palazzo Puttanesco wymagało wszak wiele przygotowań, zlecenie nie należało do najprostszych. Infiltracja balu maskowego wymagała subtelnego podejścia i odegrania roli, a to z kolei wymuszało pewne rzeczy. Jak chociażby odpowiednie dla tej okazji maski, jak i kreacje uszyte na miarę i wedle najnowszej mody. Pech jednak chciał, że mimo pełni lata, obecnym trendem i fanaberią możnych i bogatych były kreacje o wysokich, obcisłych kołnierzach. Oraz nieśmiertelna, wiecznie elegancka czerń. Nie śmieli jednak narzekać czy psioczyć, nie gdy dyktator “Półmasztu” w osobie Guccio Armaniego operował przy nich igłami, w asyście armii służek i paziów.

Bo choć Guccio Armani, delikatny i chudy Guccio, na pierwszy rzut oka nie wyglądał jakby mógł stanowić jakiekolwiek zagrożenie, to oni wiedzieli lepiej. Owszem, był pionierem - jak sam to określał - “sztuki impersonacji kobiet”, nocami przeistaczając się w Lapescę i przywdziewając damską personę, ale to w niczym nie ujmowało mu zdolności. Zdolności, które pozwalały jemu samemu i braciom Fontaniere utrzymywać wygodną pozycję w remańskim półświatku - pozycję neutralnych graczy. Co przy monopolizacji kryminalnych działań przez konkurujące ze sobą familie Monteschi i Cappoferro zakrawało na cud. Armani wbrew pozorom zasługiwał na szacunek, uznanie i może nawet kapkę zdrowego strachu.

Guccio, zaprzęgnięty do roboty, sprawdził się jak zwykle. Nie tylko w kwestiach modowych, zapewniając im kreacje, maski i akcesoria (z marsową miną nakazując zwrot wszystkiego), ale i informacyjnych. Armani był zaufanym źródłem z rozbudowaną siatką informatorów i rekomendacjami od braci Fontaniere, wobec czego zawierzyli mu zbieranie danych wywiadowczych. Posłańcy dostarczyli im już parę wiadomości spisanych eleganckim pismem, ale Guccio też przy okazji przymiarek wyciągnął i wręczył im koperty z informacjami.

Co wynagrodziło przydługi i mało komfortowy pobyt w “Półmaszcie”.




13 Caldimese 2524
Palazzo Puttanesco, Remas
Wczesny wieczór


Ciemny strumień możnych i wpływowych wlewał się miarowo w obręby ociekającego bogactwem Palazzo Puttanesco. Złocona brama. osadzona w marmurowym murze i obsadzona wartownikami w liberiach, otwarta była na oścież, brukowany dziedziniec rozbrzmiewał bez przerwy terkotaniem kół eleganckich powozów i dorożek, starannie przystrzyżone żywopłoty i krzewy szumiały w lekkiej bryzie znad morza. Crème de la crème remańskiego społeczeństwa stopniowo wdzierało się wewnątrz odrestaurowanego pałacu, przechodząc przez obszerne atrium złączone z szerokimi stopniami, zwieńczone wysoko w górze kopułą, w drodze do wschodniego skrzydła, w którym to bić miało serce balu. Wielka sala balowa powoli była wypełniana przez tłum w różnych odcieniach czerni, skrzący się biżuterią i dekoracyjnymi akcentami różnego sortu (jak choćby aksamitem, którym wartownicy wiązali oręż). Szmer rozmów odbijał się od ścian zdobionych freskami i arrasami, przeplatany spokojnymi nutami uciekającymi spod palców orkiestry na podwyższeniu. Tłum falował miejscami, możni zbijali się w grupki i mieszali, spacerując leniwie to tu, to tam. Służący w nieskazitelnych liberiach krążyli z paterami wypełnionymi przystawkami różnej maści - od owoców, przez kawałki sera, po owoce morza - oraz kielichami wina, wśród których niepodzielnie królowało ciemne Lucerrano z winnic na południu Tilei. Skryty w dalekim końcu sali korytarz prowadził ku dalszym pomieszczeniom skrzydła, z których część oddana do użytku gościom stanowiły kameralne saloniki.

Część z gości spacerowała też i na zewnątrz, przecinając atrium w drodze do ogrodów przylegających i okalających północną fasadę. Brukowane ścieżyny wiły się wśród zieleni akcentowanej tęczowymi barwami krzewów, składały na labirynt wyznaczany przez żywopłoty sięgające pasa. Tu i ówdzie rozsiane były marmurowe ławeczki na których spotykali się żądne nieco większej prywatności czy kameralności pary i duety, szepcząc między sobą czy chichocząc w bezpiecznej kryjówce złożonej z cieni i flory. Centrum ogrodów była potężna marmurowa fontanna w kształcie pięknej nimfy z dzbanem, z którego wylewała się woda, nad którą rozpływali się fani estetyki i zachwytom nie było końca.

Zachodnie skrzydło, którego parter ograniczony był do pomieszczeń użytkowych i mieszkalnych, było zamknięte. No, nie tak do końca zamknięte - drzwi przepasane były zaledwie grubą aksamitną liną w kolorze czerwieni, dobitnie sygnalizującą zakaz wstępu. Podobne liny rozpostarte były też przy schodach na górne kondygnacje, w bocznych ścieżynach ogrodów i wszędzie tam, gdzie gości mieli nie wchodzić. Miejscami dodatkowo wartowali kondotierzy najęci przez signore Gentile, mający pilnować porządku i by gości nie pałętali się tam, gdzie nie trzeba. To zachodnie skrzydło właśnie było celem ludzi braci Fontaniere. To tam, na piętrze, znajdowała się galeria i kolekcja artefaktów uzbieranych przez lata przez byłego Senatora i to tam, w tamtejsze pomieszczenia, wedle wcześniejszych poleceń “goździkowcy” przemycili dla nich ich sprzęt oraz ekwipunek.

Wieczór rozpoczynał się leniwie.




___________________________________

Powodzenia i miłej zabawy, Panowie.
 

Ostatnio edytowane przez Aro : 20-06-2022 o 22:29.
Aro jest offline  
Stary 03-06-2022, 21:06   #2
 
Gladin's Avatar
 

 10 Caldimese 2524, „Tłusty Knur”, Remas

Vincenze powrócił ostatnio z zagranicznych występów - wyjechał ze względów zdrowotnych. Jego zdrowiu groziło, że kilka osób zechce mu je odebrać po tym, jak rozstało się z pieniędzmi. A przecież oddali mu je bez żadnego przymusu z jego strony. W Imperium było nawet dość ciekawie. Zwiedził podziemną rzekę Pogłosów i dotarł aż do Kreutzhofen. Postanowił spróbować swych sił jako tileański amant i uwieść córkę hrabiego. Córka co prawda uwieść się nie dała, ale nic straconego. Jako tileański szlachcic korzystał z życia pełnymi garściami. Nie tylko gościł u hrabiego, ale i pozwalał mu na wzbogacenie sakiewki Vincenze. Jak wtedy, gdy tenże od siedmiu boleści hrabia wystawił się na blamaż i pozwolił jakiejś bandzie obwiesiów upokorzyć go przed generałem. Acierno odegrał oburzonego szlachcica żądnego zmazania skazy na honorze swego gospodarza. Zaproponował mu więc, iż zorganizuje poszukiwania i znajdzie winnych, a nawet że pokryje połowę kosztów tej operacji. Nie mniej, nie więcej, a wyłoży sto karli. Hrabia nie miał wyjścia, musiał się zgodzić i wyłożyć pieniądze. Zmontowanie drużyny poszukiwaczy, kosztowało grosze. Wykorzystał swoją pozycję, urok osobisty, kilka wstydliwych sekretów i już miał oddział jak się patrzy. Za kilka dalszych monet „wykupił” kilku skazańców, których następnie „złapali” jako „winowajców”. Wszyscy zadowoleni! Hrabia, bo „zmazał” plamę na honorze, pospólstwo, bo zarobiło parę monet, a on, Vincenze… jemu starczyła połowa tej kwoty, nie był chciwy. Spędził kilka dni podróżując, niby to w pościgu, to wszystko.
Ale, to było już jakiś czas temu, pieniądze się rozeszły, więc z szerokim uśmiechem na twarzy powitał propozycję Fontanierów. Nie był to zresztą pierwszy raz, gdy pracowali razem. Umiejętność Acierno stawania się kim chciał oraz szeptania do różnych uszu dokładnie tych słów, które chcieli tamci usłyszeć pozwoliło braciom na niesiłowe rozwiązanie problemów, na jakie czasem się natykali. Pozyskanie odpowiedniego kontraktu, przekonanie kluczowego pracownika konkurencji do zmiany stron, wręczenie urzędnikowi prezentu, wcielenie się w rolę inspektora… zlecenia były różne.
Tym razem rola Vincenze miała polegać na tym, by w razie potrzeby przekonać kogo trzeba, że mają prawo przebywać tam gdzie przebywają. Albo aby dyskretnie wydobyć potrzebne informacje, by umożliwić realizację zlecenia.
Rozejrzał się, kogo jeszcze zaproszono do tego zadania, szukając znajomych twarzy. Spodziewał się, że będzie tam ktoś, kto zna się na wszelkiej maści pułapkach i zamkach. W tym również ktoś, kto wykryje i zneutralizuje magiczne zabezpieczenia. Oraz ktoś, kto potrafi szybko rozprawić się z przeciwnikami przy pomoc broni. Jako zabezpieczenie mógłby być ktoś potrafiący łatać rany - Vincenze wzdrygnął się na taką możliwość.
Zaczął też rozważać, jak wejść na bal. Po chwili namyślunku postanowił, że wejdzie jako gość przebrany za malarza. Pozwoli mu to wnieść tubę malarską, w której będzie można wynieść mapę. Jeżeli pozostawią oryginalny tubus na miejscu, dłużej potrwa zanim ktoś się zorientuje, że mapa zniknęła. Co więcej, gdyby udało mu się zdobyć tubus z miejscem na schowanie mapy, będzie mógł przygotować fikcyjną mapę i podmienić ją na prawdziwą, Jest szansa, że miną lata, zanim ktoś się zorientuje, że w ogóle doszło do kradzieży. Oczywiście, wtedy powinni pozostawić wszystkie inne bibeloty nienaruszone. O ile sam nie miał z tym problemu, 500 denarów stanowiło kwotę zaspokajającą jego potrzeby, o tyle nie był pewien, czy reszta zespołu podzieli jego zdanie. Wolał bowiem wydostać się z balu frontowymi drzwiami, a nie uciekać przez kanały.

Wystąpienie jako malarz będzie o tyle dobre, że ułatwi wniesienie na bal Cordone, jego tresowanego zwierzaka. Jako malarz będzie szukał modelki, która zapozuje do jego dzieła „Dama z Fretką”.

Si… dla większego efektu może dałby radę zamówić kilka portrecików dam, które mogą być obecne na balu. Mógłby je wtedy wyciągać z tuby i dodatkowo je czarować. A jeszcze lepiej, gdyby przygotował kilka portrecików służących. Z takim malunkiem i odpowiednim podejściem panienka mogłaby dać się nakłonić, by zaprowadzić go do wnętrza domu.
Si… Przerwał rozmyślania i powrócił do toczącej się przy stole rozmowy.

 12 Caldimese 2524, „Półmaszt”, Remas

Inni nieco narzekali na metody Guccia, ale Vincenze wysoko cenił sobie jego sposób załatwiania spraw. Poza tym jego przebrania były niemalże dziełami sztuki i nie mógł wymyślić nikogo lepszego, kto mógłby przygotować mu przebranie na bal.

Był bardzo zadowolony ze swojego stroju. Poza tym w ciągu jednego dnia zebrał całkiem sporo informacji na temat służby i ochrony pałacu. Może jeszcze tego dnia odbierze od malarza zamówione portreciki?

 13 Caldimese 2524, Palazzo Puttanesco, Remas, Wczesny wieczór

Vincenze wkroczył niosąc Cordone na jednym ramieniu, z tubusem przewieszonym przez drugie ramię, elegancką laseczką w lewej dłoni. Koniec końców zrezygnował z palety malarskiej i pędzla, gdyż miałby za dużo rzeczy do trzymania i ręce zajęte.

Swoją uwagę póki co poświęcił po równi gospodarzowi spotkania, podsłuchując prowadzone przez niego rozmowy, jak również obserwacji czy ktokolwiek wchodzi bądź wychodzi z zachodniego skrzydła. Ilość person ze świata nauki dawała nadzieję, że gospodarz będzie chciał im pochwalić się swoimi zbiorami. Acierno nie był znawcą sztuki, ale dobrze by było, aby włączył się w dyskusję zanim gospodarz zaprosił część osób na prywatny pokaz.

Nie spieszył się z rozpoczęciem działań czekając, aż alkohol i zmęczenie zacznie działać na ich korzyść.

Miał nadzieję, że majordomus zacznie pić i straci czujność. Jeżeli nie, to trzeba będzie mu w tym pomóc. Miał już wstępnie pomysł, jak to zrobić. Zastrzeżenia co do jakości serwowanego wina mogły być wytrychem - Bernard powinien chociaż spróbować wina, by je ocenić. A czy jego zdaniem można porównać wina bretońskie do tileańskich? Czy mógłby spróbować tych kilku podawanych tutaj i powiedzieć mu, które jego zdaniem będzie bardziej pasowało do owoców morza, które bardziej do serów, a które do owoców?
Zresztą, gdy sprawy zajdą tak daleko, z pewnością jego wstępne plany staną się konkretniejsze.

Aby jednak jego zachowanie nie wydało się podejrzane, nawiązywał luźne rozmowy z różnymi osobami, w czym wielce przydatne okazywała się Cordone.
 

Ostatnio edytowane przez Gladin : 03-06-2022 o 21:32.
Gladin jest offline  
Stary 07-06-2022, 09:51   #3
 
Dhratlach's Avatar
 
Vescutio Tartolini miał swoje wady i swoje zalety. Mówiąc w skrócie był... oszustem. Młodym oszustem z szeregiem przekrętów na swoim koncie. Tych większych, tych mniejszych, ale zawsze jakiś.

Nie nazywał siebie szarlatanem, co to to nie! Bardziej... pewnym siebie człowiekiem... człowiekiem z krwi i kości który musiał nauczyć się twardych ścieżek życia od najmłodszych lat.

Nie był złodziejem! Nie czuł do tego powołania. Doceniał fach i ogólnie szanował ludzi o lepkich palcach... Szczególnie, gdy swoje paluszki trzymali z daleka od jego sakiewki. Sakiewki która nigdy nie była zbyt pękata.

Nie był zbójem! Choć doceniał potrzebę siłowych rozwiązań i ich nieuchronność. Nie mniej, zawsze zdawało się, że miał szczęście w ten czy inny sposób uniknąć bezpośredniego zaangażowania w nieprzyjemne sytuacje. Można powiedzieć, że miał do tego dar zdaje się wrodzony.

Kim jednak był? Był wieloma osobami w zależności od okoliczności i potrzeby. Był Sztukmistrzem. W końcu Świat był Sceną, a Scena była Światem Rozrywki i od wszelakiej rozrywki nie stronił! Teraz jednak czekał go kolejny występ dla wpływowego człowieka którego miał zamiar wyłuskać z dóbr. Miał nawet dobre ku temu przebranie i wymówkę.

Ot, reprezentował przedstawiciela jednego z mniej znanych szlachciców z powiązaniami z rodem kupieckim, który zainwestował w rynek ekspedycyjny do dalekich krajów. Miesiące trwało nim udało mu się przygotować grunt do tego skoku, a praca i zadanie dla Braci Fontanier było doskonałym uzupełnieniem jego źródła dochodu... które zapowiadało się bardzo obiecująco!
 
__________________
“Equality is a lie. A myth to appease the masses. Simply look around and you will see the lie for what it is! There are those with power, those with the strength and will to lead. And there are those meant to follow—those incapable of anything but servitude and a meager, worthless existence. Equality is a perversion of the natural order!”
Dhratlach jest offline  
Stary 09-06-2022, 13:22   #4
 
Lynx Lynx's Avatar
 

Fabio nie był przyzwyczajony do takiej pracy. Jego świat był prosty. Każdy znał swoje miejsce, mówił prosto i zwięźle bez tego zbędnego pieprzenia i zbędnych ozdobników, a jak czegoś potrzebował to zwyczajnie brał i walczył o to , aby nikt mu tego nie zabrał. Jednak ten piękny prosty świat poszedł już na dno wspomnień wraz z Likedeelers i Kapitanem. Teraz robił dla tych nędznych szczurów lądowych i bawił się tu w jakieś podchody, ale cóż pieniądz trza jednak zarobić.

Dla Braci Fontaniere zdążało mu się już prawować nawet w lepszych czasach. W tych gorszych można powiedzieć iż stali się oni jego głównym źródłem utrzymania. Robił w windykacji, jak również zajmował się machaniem szabelką jeśli było trzeba jak i "perswazją" tak jakby kogoś trzeba było przekonać do współpracy, a wyjątkowo się przed nią wzbraniał. Zarabiał na tyle dobrze iż począł snuć nawet marzenia o powrocie na otwarte wody na swej własnej łajbie, a jak usłyszał o tej nowej robótce i o tym pięć set plus za nią to od razu mu oczy rozbłysły.

Przygotowania szły pełną parą. Guccio Armani był według Fabio przykładem lądowca, któremu padło z lekka na łeb, ale koniec końców zgodził się na jego zielone piórko oraz jego biżuterię i dobrał ładne fatałaszki Piumeverdiemu z lekka tylko narzekając na piczo...sziczo kiczo coś tam. Dopasowane też pod nie jego szpadę i sztylet w eleganckich pokrowcach poprzewiązywanych jakimiś wstążkami. Niby takie wymagania straży, aby zachować bezpieczeństwo. Głównie dlatego poprosił, aby któryś z agentów braci po kontroli na wejściu ponacinał je trochę. Tak w razie czego jakby szybko musiał sięgnąć po ostrze. Raczej znajdzie się wśród nich wprawny kieszonkowiec z doświadczeniem w odcinaniu sakiewek dla którego to nie będzie większym problemem. Resztę swoich gratów zostawił w pokoju w "Tłustym Knurze". Liczył, że swój swojego nie okradnie, oraz na reputację Fontanierów


Balanga się zaczynała Fabio przybył na na niego pod przykrywką jednego z tych niepokornych mistrzów szermierki jakich się ostatnio namnożyło. Cóż taka moda nastała dzięki jakieś tam powieści estalijskiego gryzipiórka o niejakim zamaskowanym mistrzu szpady walczącym z niesprawiedliwością. Piumeverdiemu szkoda było jednak czasu na takie głupoty. Przywitał się z gospodarzem i starał się zachowywać wobec innych gości, ale główną uwagę póki co przyciągnęło go jadło boś nigdy takiego dobrego w gębie nie miał. Za to trunki tu mieli okropne i nikt tu chyba nigdy grogu poczciwego Sancho z "Białej Mewy" Saratosie nie próbował, ale i tak musiał czymś czas zabić zanim ekipa się zbierze i zacznie się akcja, więc nie narzekał. Za darmo w końcu było, a wiadomo że za darmo to i ocet słodki.

On sam w sumie był jako ubezpieczenie i argument siłowy. Bracia kazali mu też mieć baczenie na towarzyszy. Tak jakby, któryś nie okazał się nazbyt wielkim cwaniakiem.
 
Lynx Lynx jest offline  
Stary 09-06-2022, 20:41   #5
 
Gladin's Avatar
 

 12 Caldimese 2524, „Czerwony Koń”, Remas

Vincenze ciężko pracował zdobywając informacje o gościach imprezy. Czerwony Koń nie był mu obcy, ale też nie preferował w przesiadywaniu w tym przybytku. Ale akurat tutaj zatrzymał się niejaki Stephan Glaser z imperium. Kogoś, kto znał imperialny (Acierno do nich nie należał) nazwisko mogłoby wprowadzić w błąd. Przybysz nie był bowiem szklarzem, a archeologiem. I to nie takim, który siedział w książkach i w eksponatach, ale takim, który przecierał szlaki i zwędrował pół świata. Tileańczyk nie znał wszystkich szczegółów, a pogłoskom nie chciał zbytnio dawać wiary. Jak można bowiem wierzyć, że taki z wyglądu żaden archeolog, walczył z minotaurem? Zwierzoludźmi? Kultystami? I bogowie wiedzą, z czym jeszcze? Grunt, że Laura Croftini zaprosiła Stephana na bal.

Vincenze podniósł zamówił karafkę wina i ruszył w stronę stolika, przy którym siedział obcy. Dobre wino pozwala na komunikację nawet, gdy żadna ze stron nie zna języka drugiej. Przypadkowe spotkanie przy winie, rozmowa na temat przeszłości i tego, co można znaleźć. A cóż dopiero Remas! Zbudowane na podwalinach elfiej koloni, zrównanej z ziemią przez krasnoludy, odbudowane tylko po to by zostać zniszczone przez Nehekheran. Dużo by na ten temat rozmawiać.

I tak właśnie rozmawiać, rozmawiać... raczyć się trunkiem... wspomnieć, że wybiera się na bal do pana Gentile, który ma wiele starych przedmiotów... o, doprawdy? Ty też? To może się jutro spotkamy, byłoby wybornie...

Ziarno było zasiane. W razie potrzeby podejdzie do Stephana, który będzie przy Laurze, która będzie przy Gentile... i może wybiorą się na oglądanie eksponatów, kto wie?
 
Gladin jest offline  
Stary 10-06-2022, 20:26   #6
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Marco Negri nie urodził się w Remas, lecz przebywał w tym mieście tak długo, że znał je lepiej, niż większość rodowitych jego mieszańców. No ale nie da się ukryć - profesja, jaką się parał, miała wiele wymagań. Trzeba było wiedzieć, gdzie kogo znaleźć, ale i wiedzieć, gdzie się schować przed tymi, których unikać należało. Wszak nie można było sprowadzać kłopotów na młodą wdówkę, która nie dość, że za niewielką opłatą użyczyła mu dachu nad głową i zadbała o wikt i opierunek, to czasami (już bez opłat) umilała mu - ku zadowoleniu obu stron - noce.
Te noce, których nie spędzał w jakiejś karczmie, w ramionach jakiejś panienki "Pod Różą", czy też "w pracy".
A pracował w różnych porach dnia czy nocy i żadnej pracy się nie bał. Z drugiej strony... to, co zlecili mu (i nie tylko jemu) bracia Fontaniere, zdecydowanie nie było w jego stylu. Kradzieżami w swym życiu w zasadzie się nie zajmował. W zasadzie, bo co innego obszukać leżącego i opróżnić mu kieszenie, a co innego dostać się strzeżonego pomieszczenia, zabrać coś, a potem ulotnić się niepostrzeżenie.
Chyba był głupcem, gdy się zgodził na te robotę, a może błysk stosu złota zaćmił mu rozum i odebrał rozsądek... Cokolwiek to było, to wpakował się w niezłą kabałę i pozostawało tylko robić dobrą minę do złej gry.
Robił więc , spacerując między innymi gośćmi (z których znaczną część znał z widzenia, acz nie osobiście), ubranymi w podobne (zdecydowanie niewygodne) stroje i częstował się różnymi egzotycznymi potrawami i popijał wino, które co prawda najmocniejsze nie było, ale całkiem, całkiem smaczne.
Wymieniając uprzejme ukłony i nic nie znaczące uwagi zastanawiał się nad sposobem odwrócenia uwagi strażników, pilnujących przejścia do 'zakazanych' rewirów rezydencji.
Jak na razie nie przychodziło mu do głowy nic, co nie skłoniłoby gospodarza do wyrzucenia go na zbity pysk. Co gorsza - raczej nie zmieniłoby to sytuacji, bo strażnicy pewnie i tak by się nie ruszyli.
Czyli pozostawało mu czekać na to, co wymyślą inni i wspomóc ich w miarę możliwości.
 
Kerm jest offline  
Stary 11-06-2022, 23:08   #7
 
Wired's Avatar
 
Miasto! Remas! Eh, służba u Madame miała swoje niebywałe plusy, ale jak Ronaldo mu bliski siedzenie na bagnach to nie jest jego ulubione zajęcie, owszem przywykł, owszem znał je lepiej niż ruiny Miragliano czy pobliskie Ebino, ale wilgoć i smród bywał momentami nie do wytrzymania, Ebino zresztą nie mogło równać się z Remas. Dlatego cieszyły go te chwile gdy musiał wyjechać dalej, oj cieszyły, tak naprawdę nie chciał by zadanie jakie mają do wykonania skończyło się zbyt szybko. No i jeszcze ta prośba od Madame...

Ronaldo pobłogosławił go wieloma darami, był dla niego Panem życia i śmierci, ba, głęboko wierzył że żyje jedynie tylko dzięki niemu, ale czy musiał z niego jednocześnie drwić i kazać mu mieszkać na bagnach, gdy tyle pięknych miejsc, bogactw i cudowności w około? No i jak tam jakąś niewiastę zaprosić? Eh, bóg dał, bóg odbiera.
Swoją drogą co do tego życia to ciekawa sprawa, mawia się że Morr jest bogiem od Śmierci, ale czy nie mawia się również że fartem przeżył? Albo czy wojak modląc się o pomyślność w bitwie tak naprawdę nie modli się o szczęście? Zaiste nie ma boga nad Ronaldo, a kto myśli inaczej niech poczeka aż go fart opuści.

Podróż była długa, to też spakował wszystko co miał, nie było tego wiele, wyglądał bardziej jak łowca z bagien niż ktoś kto miał tańczyć na balu w Remas, ale nie takie rzeczy robił, pomimo że nie wyglądał to swoje lata miał a i niejednego się nauczył zanim Perłę Północy szlag trafił, chociaż powiedzmy sobie szczerze Miragliano nigdy nie miało szczęścia, jak nie plagi, choróbska czy skaveni to walka o władzę, właściwie to dużo szczęścia trzeba było mieć by tam przeżyć, ale chociaż z głodu nikt nie zdychał, ropuchy, żaby i ślimaki z bagien dawały dość mięsa by niejedną armię wyżywić. Oczywiście o ile wiedziałeś jak zrobić by co innego za Tobą nie polazło i Ciebie nie zamieniło w posiłek. Dobre miejsce, dobre też gdy chcesz by za Tobą nie łazili i Cię nie szukali, rozumiał więc w pełni czemu Madame tam przebywa.

Luigi Fontaniere nie był zbyt rozmowny, chociaż mieli dość czasu by mu opowiedział trzy razy co wie o Signore Gentile, zadaniu i jego przyszłych kompanach, sam ich zbierał, choc nie wiedział czy wszyscy się będą pisać na misję. Udało mu się też wyciągnąć od sztywniaka trochę informacji o mieście i zwyczajach, sam nigdy nie był tak daleko na południu więc były to cenne informacje, cieszył się również że pojawią się dużo wcześniej, zdąży się zaklimatyzować. No i podobno wśród kontrahentów nie było kapłana, znaczy poza nim rzecz jasna, i słusznie, większość z nich nie rozumie istoty religii a już tym bardziej potęgi wspaniałego Ronaldo.

Całą drogę miał wrażenie że Luigi nie był zadowolony z jego towarzystwa, spodziewał się innej pomocy, łatwiejszej w utrzymaniu i mniej niezależnej zapewne, cóż, nie wiedział jeszcze jakim skarbem go Madame obdarzyła.

Zabrał w podróż swojego springera, psy bojowe, myśliwskie i łowieckie bywają różne, rasa ta jednak nie bała się wody czy bagien, miała niezawodny węch i poza miłością do łowiectwa była nader ładna, jak umyć, nadawała się więc na bal. Pies znał kilka innych sztuczek, w jego obroży były zapasowe wytrychy, i mini kieszonki w których można było coś przemycić, mało kto sprawdzał psy. W ostateczności diament i w dupie psa można było... Fama, bo tak wabiła się suka, mu tego pewnie do końca życia nie wybaczy, ale zdzierżyła ten dyshonor dzielnie, więc wiedział że się da.

Miał tez tresowaną wronę - jeden z świętych symboli Ronaldo - zabawne jak podobny do kruka od Morra symbol. Jego plan na wyjście z włamu był prosty, Wrona miała przy nogach nie tylko wytrychy, mały nożyk ale i rzemyki, wystarczyło mapę zwinąć, dowiązać rzemieniem do jej nogi i niech frunie, zawoła się ją później wychodząc bezpiecznie przez główne wejście. Mogą go obszukać i po tysiąc kroć, łup będzie już daleko, czekał na niego na dachu karczmy gdzie się zatrzymał. Proste i genialne zarazem.

Fausto Alighieri był żylastym, chudym jegomościem o długich kończynach, nie wyróżniał się wzrostem (173cm), cechowały go ostre rysy twarzy i niezwykle cichy chód, doceniany w branży, podobnie jak jego długie zręczne palce. Poza balem nosił się niezwykle praktycznie, niczym łowca, którym nota bene był, pomimo aspiracji bagno było mu nadal bliższe niż jakiekolwiek osada, cieszył się więc każdą chwilą spędzoną w miejskiej dżungli.

Na spotkaniu z kontrahentami niewiele mówił, wolał obserwować, chociaż obecność fretki sprawiała że instynktownie czuł że polubi Vincenze, czas i wino pokaże.

Na bal przybył o czasie, wmieszał się w tłum i planował na razie unikać poznanego wcześniej towarzystwa, obserwował, liczył "zagoździkowanych" w służbie i myślał jak przedostać się do zachodniego skrzydła, czekał aż się ferajna upije, straci czujność. Plan niemal się udał, ale pies jego jednak polubił się za nadto z fretką, toteż z Vincenze szybko na balu zaczęli chodzić i poznawać ludzi razem, Fausto nawet tak preferował, wolał jak ktoś inny mówi, a on jedynie wrzuca zdania i kieruje czasem rozmową.

Dostanie się za szarfy nie wyglądało na kłopotliwe, niestety nie wiadomo było co dalej, ale może pies pomoże? Wszak zwierzę może się zagubić, a właściciel za nim pójść, naturalnie, nawet gdyby tam była straż wyjdzie z tego z twarzą. Był to jakiś pomysł. Na razie szukał wzrokiem gospodarza, by zobaczyć czy pije, czy może mu nie podać i przedstawić się jako znany łowca i treser zwierząt co to dla miejscowej szlachty świadczy usługi i z konotacji z możnymi trafił na bal. Podzielił się pomysłem zapoznania się z rektorem z Vincenze. Wydawało się to banalne, ot zapytać o znaleziska archeologiczne z których słynął, wszak łowcy mają wiele wspólnego i pewnie senior będzie chciał pochwalić się co tam ostatnio upolował. No ale, najpierw niech popiją, on sam jedynie moczył usta starając się spędzić cały wieczór trzeźwo, co najwyżej zmieniając kielich dla niepoznaki na nowy podany przez służbę z goździkiem by trzymanie się jednego nie wyglądało zbyt podejrzanie, a jeśli była możliwość to pić nawet rozcieńczone wino z wodą lub samą wodę, goździkowi wiedzieli co mu podawać. Te krótkie spotkania ze służbą wykorzystał też by poznać plan dnia i to co wiedzieli o możliwościach dostania się do zachodniego skrzydła i umiejscowieniu straży, wszak oni znali już dom i wiedzieli co kiedy będzie podawane na stół czy organizowane, o ile coś poza piciem i stołem z jadłem było zaplanowane jako rozrywka tego wieczoru.
 

Ostatnio edytowane przez Wired : 11-06-2022 o 23:36.
Wired jest offline  
Stary 16-06-2022, 21:08   #8
Aro
 
Aro's Avatar
 
“Tutaj plusz, a tam róż,
Tutaj tiul, tam znów król.
Chłop i pop,
Czerń i biel,
Tutaj pik, a tam kier.”

- “Maskarada”, “Upiór w operze”


Bal maskowy ożywał coraz to bardziej z każdą kolejną minutą, jakby w rytm cicho przygrywającej orkiestry i w miarę gęstnienia tłumu w głównej sali. Gościom zdawało się nie być końca, bo gdzie dwóch wychodziło się przewietrzyć, tam trzech nowych dołączało do korowodu możnych i wpływowych, który Sebastiano Gentile uznał za godnych zaproszenia do swojego Pałacu. I wszyscy niby zamaskowani, skryci anonimowo za zasłonami, ale mimo tego rozpoznawalni na odległość, a tam gdzie nierozpoznawalni, to przynajmniej sugerujący wyborem maski swoją właściwą tożsamość. Jak choćby sam gospodarz balu, Sebastiano Gentile, który krążył w otoczeniu wianuszka adoratorów i klakierów, z maską stylizowaną na sowi łeb i, mimo że lata służby w Senacie miał już dawno za sobą, starym senatorskim zwyczajem przeplótł rzadką i siwą już czuprynę srebrnymi laurami, zwiniętymi w kształt tiary czy inszego diademu. Towarzysząca mu postać w ciemnej sukni, skrojonej na taką miarę, która niewiele pozostawiała wyobraźni, nosząca maskę która zdawała się być wyciosana z marmuru (tak była biała) i włosami splecionymi w charakterystyczny warkocz, była nikim innym, jak Laurą Croftini - słynną w środowiskach naukowych archeolog, której eskapady fascynowały swoją niecodziennością. Jeśli wierzyć plotkom, to właśnie signora Croftini była głównym dostawcą kuriozów i artefaktów, jakie Sebastiano Gentile zbierał w zamkniętym skrzydle.

Były i inne mniej lub bardziej ważne persony. Jak choćby renomowany uczony i profesor historii, wykładający na Uniwersytecie Remańskim - Francesco Basco, w prostej do bólu masce zasłaniającej tylko pół twarzy. Taki, a nie inny wybór akcesorium ułatwiał życie innym, którzy nie mieli ochoty wysłuchiwać opowiadań i przydługich wywodów na temat zamierzchłych czasów, w czym Basco się lubował. Na domiar złego, profesor miał specyficzny styl wypowiedzi, monotonny i powolny, który kołysał do snu lepiej niż niejedna kołysanka. Nic więc dziwnego, że większość omijała uczonego szerokim łukiem. Inaczej rzecz miała się z Pulcrezzią Colonną, mistrzynią Domu Helleńskiego. O tak, szlachcianki w królewskiej purpurze i orlej masce nie omijał nikt. Nie z powodu błękitnej krwi, która w republikańskim Remas znaczyła już niewiele, ale z racji jej statusu - była wszak głową jednego z największych konsorcjów handlowych TIlei. Pozostałości po starej remańskiej szlachcie gromadziły się właśnie wokół niej i Domu Helleńskiego, a fortuny, które ostały się czystkom po Wielkim Głodzie, wpompowane zostały w szeroko pojętą gospodarkę i inicjatywy kupieckie, czyniąc z Pulcrezzi osobistość, obok której nie szło przejść obojętnie.

Na balu nie zabrakło również przedstawicieli innych stowarzyszeń, organizacji czy szeroko pojętych bytów miejskiej polityki. Owszem, lwią część gości można było zaliczyć do środowisk naukowych, tudzież tej czy innej gildii mającej miejsce w Senacie, ale obecni byli i, przynajmniej pozornie, mniej znaczące persony. Jak choćby Umberto Monteschi, syn przestępczej familii i kuzyn Eduardo Monteschiego, który lubił uważać się za capo di tutti capi remańskiego półświatka. Prawdy w tymże tytule było jednak niewiele, bo i Sabina Cappoferro rościła doń swoje prawa. I podobnie jak Eduardo, jej interesy na balu (o ile jakoweś miała) reprezentował jej kuzyn, Paolo. Mimo że obie rodziny tkwiły w otwartym konflikcie o monopol w półświatku od pokoleń, w Palazzo Puttanesco atmosfera między kuzynami była chłodzona przez czujne oczy najętych do ochrony kondotierów. Umberto i Paolo krążyli więc tylko w rodowych barwach po sali, nie kryjąc się z wrogością ku sobie, acz roztropnie ograniczając ją tylko do chłodnych i jadowitych spojrzeń.

Dość było powiedzieć, że bal maskowy oferował przegląd remańskiego społeczeństwa i mógł niewątpliwie stanowić inspirację dla jakiegoś uczonego, interesującego się socjologią i dynamiką społeczną. Tyle że w szeregach ludzi braci Fontaniere brakowało takiego. Poza tym, mieli inne sprawy na głowie.

Wszak w Palazzo Puttanesco byli w interesach.




Manewry gości trwały. Zaproszeni na bal maskowy gromadzili się w kółka wzajemnej adoracji, wymieniali plotkami, przerzucali opiniami na tematy wszelakie, by po paru chwilach ruszyć dalej, wkręcić się w kolejną gromadkę i rozpocząć następną pogawędkę. Zamaskowane grupki były dynamiczne, zmieniały się niczym kolory w kalejdoskopie w przeciągu chwili zaledwie. Ludzie krążyli wte i wewte, tu zatrzymując się na wymianę grzeczności, tam z kolei komplementując czyjś modowy wybór. Ten swego rodzaju taniec, powolny walc przetasowujący towarzystwo, rządził się swoimi prawami, na których zgłębienie potrzeba było lat spędzonych na scenie politycznej, by w pełni je docenić i poznać na tyle, by przewidywać kolejne kroki.

Vincenze robił furorę wśród towarzystwa. No, może nie on sam we własnej osobie, a jego zwierzęcy towarzysz. Cordone cieszył się niezwykłą uwagą, jaką poświęcały mu zebrane w murach Palazzo damy w eleganckich sukniach i jeszcze elegantszych maskach. Zachwycały się fretką niczym jakimś kuriozum, ochom i achom nie było końca, jedna przez drugą chciały głaskać delikatne futro. Korowód panien gęstniał tylko, przeplatany wyrazami zachwytu nad Cordone. Jedna z nich, która przedstawiła się szlachcicowi jako Donata Barbini, podświadomie poruszyła tematy, które zainteresowały szarlatana.

- Ale signore Gentile - zaświergotała dama - wiele ma obrazów przeróżnych mistrzów w galerii. Zaprawdę szkoda, że skrzydło jest dzisiaj zamknięte, bo kolekcja zapiera dech w piersiach. Byłam tam nie raz, może miałam przyjemność oglądać jakieś pańskie dzieło?

- Obawiam się, że nie miałem jeszcze przyjemności dodać do tej kolekcji - ripostował Vincenze smutno. - Nawet nigdy nie widziałem tej kolekcji, ale słyszałem o niej wiele. Podobno jest bardzo imponująca, si?

- Och tak - Donata wczepiła się w ramię Acierno. - Dzieła pędzli najświetniejszych mistrzów to tylko wierzchołek tej góry skarbów. Są też stare woluminy, kurioza wynalazców, artefakty z dawnych czasów...

- Signora zapewne ma swój ulubiony eksponat?

- Może to się wydać panu niedorzeczne - dama zachichotała - ale uwielbiam balkon w tamtej części rezydencji. Widok z niego jest niebywały, widać morze i niemalże całe Remas. A pod balkonem jest patio otoczone kratownicą, na której rosną... Rosną... Och, pamięć zawodzi. Ale jakieś kwiaty, których zapach jest zniewalający. Gdyby tylko skrzydło było otwarte, mogłabym panu pokazać...

Donata zapewne nie miała na myśli pokazania tylko i wyłącznie balkonu i kwiatów, wnosząc po sugestywnym tonie w jakim padły słowa i tym, że jeszcze mocniej wcisnęła się w ramię Vincenze. Tyle że flirt przepadł wraz z uwagą kolejnych gości, którzy właśnie wcisnęli się w grupkę wokół Acierno, który musiał dotrzymać konwenansu towarzyskiego i wdać się z nimi w pogawędkę. Szarlatan skrzętnie jednak odnotował fakt istnienia innego wejścia do “zakazanego skrzydła”. Między tłumem złowił nawet majordomusa Bernarda, który do serca chyba wziął sobie komentarz rzucony przez Vincenze w jego obecności o “podrzędnej jakości wina” serwowanego przez służbę. Milieux, czerwieńszy na twarzy niż wcześniej, dyrygował kelnerami noszącymi butelki trunku, odsyłając ich gdzieś na rubieże sali, gdzie z dala od uwagi zebranych majordomus mógł oddać się testowaniu trunków. I chociaż na skrytym tam stoliku dostrzec można było garnuszek, to z Bernarda kiper był słaby, bo więcej wina pochłaniał, aniżeli wypluwał.

Plan, przynajmniej na razie, sprawdzał się.




Ronaldo, jak w Tilei zwano Ranalda, patronował wszelkiej maści cwaniakom, rzezimieszkom, krętaczom-kombinatorom i reszcie szeroko pojętego marginesu społecznego. Spryt był wysoko ceniony przez jego wyznawców, podobnie jak delikatne i finezyjne podejście do spraw wszelakich i nic dziwnego że Fausto, który wyznawał boskiego Oszusta całym sobą, skupił się w dużej mierze na orbitowaniu całego wykwintnego towarzystwa, poświęcając uwagę dokładnemu rozeznaniu się w sytuacji. W ramach tegoż rekonesansu obracał się więc wśród goździkowców, gdzieniegdzie tylko wchodząc w kordialne pogawędki z resztą gości. Ze służącymi, którzy zawsze i wszędzie byli cennym źródłem informacji, rozmawiał zdawkowo, na raty, nie chcąc ściągnąć na siebie zbytniej uwagi innych gości, którzy zapewne za podejrzane wzięliby przestawanie z tak zwaną “pomocą”. Bo chociaż Remas, podobnie jak cała Tilea, szczyciła się egalitarystyczną kulturą, to hierarchia społeczna dalej istniała. Zwłaszcza na przyjęciach takich jak to.

Informacje, które zbierał Alighieri, zaczęły mocniej szkicować nie tylko rozkład zakazanych części pałacu, ale i sam plan wieczoru. Pierwsze dwie godziny poświęcone miały być początkowym rozmowom, napojeniu gości, serwowaniu przystawek i inszym punktom towarzyskim składającym się na uwerturę każdego przyjęcia. Aula na piętrze, gdzieś nad ich głowami, już dawno została przygotowana pod aukcję, która miała mieć miejsce po rzeczonych dwóch godzinach, już w nieco bardziej kameralnym gronie - tu Gentile zdawał się osobiście wybrać towarzystwo o głębokich kieszeniach, które stać było na kupno eksponatów, jakich chciał się pozbyć. Wszystkie kurioza, które miały pójść tam pod młotek, zostały już dawno przeniesione z zachodniego skrzydła do jednego z gabinetów we wschodnim. Komnata była zakluczona i stała pod nadzorem najemnych kondotierów, a jeśli wierzyć słowom goździkowców, jeszcze większa ilość ochroniarzy miała zostać oddelegowana do czuwania nad aukcją, gdy ta się już rozpocznie i tylko symboliczna garstka strażników miała pozostać na parterze i czuwać nad punktami wejścia do zakazanego skrzydła.

Samo zachodnie skrzydło, wedle rewelacji goździkowców, było już słabo chronione w środku. O ile wejścia były nadzorowane przez kondotierów, tak ten nadzór nie był zbyt mocny liczebnie. Gentile najwyraźniej liczył na poczucie porządku o swoich gości i nie spodziewał się, że któreś z nich planowało wtargnięcie do zakazanych partii rezydencji, co działało na korzyść ludzi braci Fontaniere. Parter tamtejszych pomieszczeń oddany był w dużej mierze pod pomieszczenia gospodarczo-służebne, z pokojami gościnnymi w dalekim jego końcu. Piętro z kolei wpierw przechodziło przez prywatne pomieszczenia byłego rektora i Senatora, za którymi była wspomniana już galeria, przepastna biblioteka i zbiory kuriozów i artefaktów. Służący napomknęli nawet o podziemnym skarbczyku, w którym starzejący się gospodarz trzymał najcenniejsze rzeczy (których wartość wahała się od realnej bezcenności po wartość sentymentalną) i gdzie, jeśli wierzyć plotkom, było to tajne przejście łączące Palazzo z innymi tunelami i kanałami.




Ogrody były przyjemne. Nie było w nich tak tłoczno i gwarno, jak w sali balowej, rozmowy prowadzone w otoczeniu zieleni akcentowanej kolorowymi kwiatami prowadzone były półszeptem, pozwalając na odpoczynek od kakofonii wytwarzanej przez towarzystwo i orkiestrę w środku. Tutaj, na zewnątrz, panowała kameralność i niejako z tego powodu to tam swoje kroki skierował Antonello Minerva. Był i też drugi powód, który Anto odnalazł nader prędko - mianowicie Gianni Rossini. Młody i chuderlawy Gianni, który pochodził z Luccini, konkurującego z Remas o tytuł “stolicy Tilei”, w Wiecznym Mieście doglądający interesów swojej dalekiej kuzynki Francesci, która zarządzała jednym z większych tileańskich banków. Banco Rossini mógł poszczycić się filiami w większości większych miast i mimo luccińsko-remańskiej rywalizacji, stanowił jedną z popularniejszych instytucji finansowych w mieście. Bank wtłaczał niebotyczne ilości remańskich denarów w wiele projektów, a Sebastiano Gentile, gospodarz balu - wedle informacji Anto - był jednym z wiernych klientów Rossinich.

Gianni, skryty obecnie za lamparcią maską, w świecie finansów był nieco niedoceniany przez lwią część Remańczyków, ale Minerva wiedział lepiej. Francesca Rossini, która urastała do rangi finansowego giganta, nie wysłałaby byle kogo do doglądania jej interesów w tak znaczącym mieści, jakim było Remas. Cały ten introwertyzm i zahukanie, jakie cechowały Gianniego, były niczym innym jak grą, mającą na celu uśpienie czujności rywali. Młody Rossini był rekinem. Z perfekcyjną zdolnością kamuflażu, ale mimo wszystko. Antonello uderzył więc do niego w celach rekonesansu. Nieco innego niż jego towarzysze, ale równie ważnego. Po wymianie początkowych grzeczności duet ruszył na przechadzkę między starannie przystrzyżonymi żywopłotami, wśród kwiecistych krzewów i pod egidą drzewnych koron. Rossini produkował się na tematy finansowe, miejscami serwując świeże plotki (jak choćby planowane ulgi podatkowe w północnych prowincjach Imperium mające zachęcić inwestycje w tereny zniszczone podczas Burzy Chaosu) czy biadoląc nad niepokojami społecznymi (jak choćby nad rewoltą w Wusterburgu, która pokrzyżowała plany Rossinich co do otwarcia faktorii).

- Ale że signore Gentile wyprzedaje swoją kolekcję na aukcji... - Antonello w końcu przeszedł na bliższe tematy. - To nieco niespodziewane. Tyle czasu to wszystko zbierał, finansował ekspedycje i co? Teraz sprzedaje? Nie myślałem, że ktoś taki jak on chciałby rozstać się z czymkolwiek, a co dopiero z historycznymi znaleziskami.

Gianni pokiwał głową, z ukosa zerkając na Anto. W chwilę później rozejrzał się wokoło, ale duet sięgał już granicy tej części ogrodów, która była otwarta dla gości i w okolicy brakowało żywej duszy.

- Problemy finansowe - oznajmił młody Rossini. - Tylko nie wiem, czy z racji jakiegoś długu, czy ma w planach jakąś kosztowną ekspedycję. Ale signore Gentile płynnych środków ma niewiele, bo większość jest wtłoczona w nieruchomości i papiery wartościowe. Coś chyba szykuje, stąd ta aukcja.

Antonello mruknął w odpowiedzi, mieląc w głowie rewelacje Rossiniego i zauważając, że parter zachodniego skrzydła, który jawił się przez roślinną zasłonę, nie był tak strzeżony, jak się tego spodziewał. Biorąc pod uwagę regularnie rozstawione okna (z których garść była nawet uchylona!), które od brukowanej ścieżyny dzieliły zaledwie rabatki, fakt ten był wart odnotowania.




Sebastiano Gentile był nieosiągalny. Gospodarz balu był stale oblężony przez coraz to nowsze persony, które formowały ludzki wał nie do przebicia. Wianuszek adoratorów i klakierów uniemożliwiał bliższy kontakt z byłym Senatorem, który chodził po głowie niektórym z ludzi Fontaniere’ów, zmuszając ich do chwilowego odłożenia tego działania. Musieli uzbroić się w cierpliwość, chociaż kompani zaczęli mieszać się z tłumem, orbitując coraz to bliżej siebie nawzajem. Każdy z osobna chyba doszedł do wniosku, że nadszedł moment, w którym warto było się przegrupować i wymienić informacjami. Zwłaszcza że Antonello wrócił z przechadzki po ogrodach i, umówionym wcześniej gestem, zasygnalizował zbiórkę w jednym z kameralnych saloników za salą balową.
 

Ostatnio edytowane przez Aro : 20-06-2022 o 22:29.
Aro jest offline  
Stary 20-06-2022, 19:52   #9
 
Gladin's Avatar
 

Vincenze rozdawał uśmiechy na lewo i pawo prowadząc luźne rozmowy. Panna Barbini dostarczyła mu interesujących informacji, pozwolił więc sobie na dłuższą z nią rozmowę podejmując jej grę. Kto wie, może posłuży mu za przykrywkę? Zapewnił ją, iż jej propozycja oprowadzenia go po zakamarkach posiadłości jest bardzo kusząca i odczekawszy na sprzyjający moment chętnie skorzysta z jej gościnności. Gdy jednak Fausto, który niezbyt go odstępował, przynaglił go do udania się na ich małe spotkanie - obiecując przy tym pannie Donacie, iż odda jej młodzieńca tak szybko jak to możliwe - z wielkim ubolewaniem, iż musi ją opuścić, oddalił się. Zrobił to nieco naokoło, chwytając po drodze smakowitą przystawkę, aż w końcu rozsiadł się w fotelu w towarzystwie pozostałych.

- Jeżeli można wierzyć pewnej trzpiotliwej damie - rozpoczął zdawanie swojej części relacji - powinna być możliwość dostania się na piętro tego skrzydła po kratownicy dla roślin, gdzieś z patio. Może warto byłoby spróbować tej drogi chociaż jedna rzecz mnie zastanawia. Panna wspomniała o odurzających roślinach pnących się po tej kratownicy i zastanawia mnie, czy nie rosną one tam w celach... ochronnych. Nie znam się jednak na tyle na botanice, by móc to ocenić. Wspinaczka też nie jest zajęciem dla mnie. Jeżeli ktoś z panów dysponuje stosownymi umiejętnościami, mógłby spróbować tej drogi.

Przerwał i pogłaskał fretkę, spoczywającą mu na kolanach.

- Mogę też spróbować udać się w ustronne miejsce z rzeczoną damą. Mała szansa, aby udało mi się dostać do skrzydła, ale nieudana próba raczej nie grozi większymi konsekwencjami. Ot odeślą nas poszukać innego miejsca na schadzkę. Innych pomysłów póki co nie mam, ale noc jeszcze młoda i sytuacja może stworzyć się w każdej chwili - zakończył i gotów był wysłuchać wieści od pozostałych.
 
Gladin jest offline  
Stary 22-06-2022, 12:58   #10
 
Lynx Lynx's Avatar
 
Fabio pociągnął z kielicha do dna i ruszył na spotkanko ze swoimi "współpracownikami" po drodze podjadając przysmaki z tac noszonych przez służbę. Impreza taka sobie, ale żarełko dobre.
Kompanom nie miał specjalnie co zaraportować. Wszak zajęty był czym innym. Słysząc jednak wieści od Vincenze rzekł do reszty.
- Mogę sprawdzić tą drogę po kratownicy. Od dzieciaka śmigałem po linach to takie coś nie powinno sprawiać problemów. Na roślinkach się nie znam, ale zawsze mogę je pociąć. Idzie kto ze mną, albo zna kto lepszą drogę.?- wypowiedział się swym ochrypłym ździebka głosem nawykłym do przekrzykiwania burz i okazjonalnego obsobaczania co bardziej krewkich, tępych, czy nieudolnych osobników.
 
Lynx Lynx jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 09:06.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172