Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 23-04-2018, 09:42   #11
 
Sayane's Avatar
 
Reputacja: 9299 Sayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputację
Rada Pamosa potwierdziła przypuszczenie Heleny. Należało się udać do przywódcy wioski, nie zleceniodawcy. Shee'ra zaproponowała naradę na osobności; co prawda Helena nie wiedziała jak kobieta chce to uzyskać, skoro byli obstąpieni przez gapiów. Koniec końców zbili sę w grupkę i odeszli nieco na bok, schodząc z drogi.

A czemu się nie rozdzielimy i nie pójdziemy do nich obu na raz? A potem się tu wrócimy i przekażemy sobie wieści — zaproponowała Astine. — W ten sposób raczej nikogo z nich nie urazimy.
- W zasadzie ważne są odpowiedzi na dwa pytania - stwierdził cicho Ivor. - Kto w tej wiosce jest najważniejszy i kto nam będzie płacić. Teoretycznie biorąc mamy pracować dla Arvana. Ale czy on nam zapłaci z własnej kieszeni? Może to Dunin trzyma kasę? Nic się nie stanie, jeśli najpierw pójdziemy do niego, a dopiero potem do Arvana. Zresztą... ze słów Pamosa i tak wynika, że obaj mogą być w gospodarstwie Dunina, zacznijmy więc od niego.
- Przecież Pamos wyraźnie powiedział, że w wiosce przewodzi Dunin - zdezorientowana przemową mężczyzny Helena zmarszczyła brwi. Nie dziwiła się, że Ivor obawia się o wypłatę, ale patrząc na strażnicę to chyba na biednego nie trafiło. Miała nadzieję, że Starag nie należy do osób, które powtarzają cudze pomysły tak długo, aż inni uznają je za jego własne. Byłoby to ze wszech miar irytujące.

- Omijając Dunina okazalibyśmy brak szacunku, tutaj Pamos miał rację. Ja też optuję za tym, żeby udać się do gospodarstwa miejscowego przywódcy, a do Arvana tak czy inaczej zdążymy zajrzeć. Poza tym lepiej jest mieć najpierw obraz sytuacji reprezentowany pewnie przez większość mieszkańców tej osady, nie uważacie? - dodała Shee’ra.
- W takim razie chodźmy wszyscy do Dunina - powiedział Ivor. - Nie ma po co tracić czasu.
Skoro tak mówicie… — Astine westchnęła, mimowolnie przestępując z nogi na nogę. — Chodźmy więc do Dunina i dowiedzmy się co i jak.

Helena spojrzała na milczących krasnoluda i Xapiona, kręcąc w rozbawieniu głową. Oby podczas kolejnych decyzji szybciej przechodzili do konkretów, zamiast w kółko powtarzać cudze wypowiedzi.
Póki co rozejrzała się po twarzach zebranych nieopodal niziołków i spoważniała. Nie czas kpić z towarzyszy broni tylko zażegnać niebezpieczeństwo, by nie było już więcej powodów do żałoby.


 
Sayane jest offline  
Stary 24-04-2018, 22:32   #12
 
Rozyczka's Avatar
 
Reputacja: 8022 Rozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputację
anująca w wiosce niziołków żałoba przekonała Astine do tego, że należy jak najszybciej rozwiązać problem z koboldami. Domyślała się, że ten konflikt musiał być poważny, koniec końców bezmyślnością byłoby płacenie w złocie tak licznej grupie awanturników za coś, co bez większych problemów można by zrobić samemu. Jednak nawet przez myśl jej nie przeszło, że problem może być na tyle poważny, aby całą wioskę ogarnął taki smutek.
Nie należało więc tracić czasu, skoro jej pomysł nie spodobał się reszcie, zgodziła się z decyzją większości, licząc na to, iż uda im się osiągnąć zgodę.
 

Ostatnio edytowane przez Rozyczka : 11-06-2018 o 22:43.
Rozyczka jest offline  
Stary 25-04-2018, 21:17   #13
 
Cedryk's Avatar
 
Reputacja: 9330 Cedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputację
orin z uśmiechem zwichrzył czuprynę dziewczynki.
- Będziesz kiedyś wielką duchem osobą Elio. Już teraz jesteś najodważniejszą dziewczynką w wiosce. Może kiedyś też zostaniesz poszukiwaczką przygód.
Z szerokim uśmiechem skinął głową matce dziewczynki.


apłan Moradina rozpoznał symbole żałoby, lecz sam wierzył tak jak większość krasnoludów, iż czcić zmarłych należy czcić, czynem oraz zachowując się tak jak by sami zamarli zachowywali się za życia. Trochę śmiechu i radości nigdy nie zaszkodziło żadnej żałobie.


rasnolud nie lubił długo deliberować. Zwłaszcza, że teraz chodziło o złoto. Chciał się w końcu dowiedzieć ile zarobią, oraz ile da się utargować.
- Idziemy do Dunina. Zawsze najlepiej zaczynać od głowy.
Poprowadził muła w kierunku wskazanym przez Pomosa.

 
__________________
Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę.
Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem.
gg 643974
Cedryk vel Dumaeg czasami z dopiskiem 1975

Ostatnio edytowane przez Cedryk : 25-04-2018 o 21:24.
Cedryk jest teraz online  
Stary 25-04-2018, 23:52   #14
 
Noraku's Avatar
 
Reputacja: 7682 Noraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputację
Dziewczynka najwyraźniej nie poznała się na jego żarcie. Nigdy nie miał dobrej ręki do dzieci i to bynajmniej nie wynikało to z braku starań. Zwykle dzieciarnia uciekała jak tylko usłyszała stukot jego laski. Ci dość odważni by zostać nazywali go dziwakiem. Przywykł. Krasnolud najwyraźniej miał do tego lepsze podejście. Magia zawibrowała w powietrzu. Xhapion mocniej ścisnął swój posuch. Czuł jak skóra na dłoni drży mu z ekscytacji. Nie odczuł tego zaklęcia tak jak zwykle, najwyraźniej kapłańska magia działała inaczej. Mimo to z błyskiem w oku oglądał jego popis. Jarmarczne sztuczki. Dowód na wszechstronność magii, pozwalającej na okiełznanie sztormów jak i pozbawienie zarobku szwaczek. Zastanawiał się jaką strukturę wykorzystał krasnolud. Słów nie zrozumiał, nie miał do tej pory okazji nauczyć się tego szorstkiego języka. Mimo to wyczuwał w powietrzu coś znajomego. Dopiero po chwili zauważył, że reszta towarzyszy rozpoczęła planowanie ich kolejnego ruchu.
- Ah, przepraszam zamyśliłem się - wtrącił się do rozmowy czarodziej kłaniając się im w uniżeniu. - Nie znam niziołczych tradycji, ale również uważam, że należy udać się do starszego wioski. Wynika to z samego szacunku dla jego pozycji. Kto wie, może dodatkowo uda nam się naprawić stosunki między obydwoma ważnymi postaciami wioski.
Tak naprawdę sam los wioski nie obchodził go wiele. Potrzebował złota do kontynuowania swoich eksperymentów. Wszystko czego dokona i odkryje w trakcie przygody będzie jedynie wartością dodaną do zasobów jego wiedzy.
 
__________________
you will never walk alone
Noraku jest offline  
Stary 27-04-2018, 10:13   #15
 
Zormar's Avatar
 
Reputacja: 18960 Zormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputację
óz Pamosa znikał już za którymś z domostw, gdy grupka awanturników zakończyła swą naradę. Zmalał również tłumek gapiów. Jednych odciągnęły obowiązki, innych sprawy życia codziennego, a ci, którzy pozostali zaraz mieli ruszyć ich śladem. Atmosfera zauważalnie rozluźniła się, aczkolwiek nuta niepewności oraz bardzo delikatne napięcie wisiało w powietrzu. Skłoniło to przybyszów do podjęcia marszu w kierunku wskazanego im przez kupca.

inęli grupkę żałobników, tych najbardziej przejętych ich przybyciem, by wejść w głąb osady. Pomimo rozpierzchnięcia się tłumu nadal byli obserwowani, nie mogło być wszakże inaczej, gdyż takie małe osady miały to do siebie, iż ciekawskie oczy spragnione nowości nie dawały się okiełznać i co i rusz spoglądały na nowe twarze. Nie ważne, czy byłeś rolnikiem obsiewającym pole, pasterzem owiec, czy kowalem wykuwającym gwoździe zatrzymywałeś się w pół uderzenia, czy wpół wypasu byleby tylko rzucić okiem gdzie idą oni.

aturalną koleją rzeczy awanturnicy czynili podobnie przypatrując się pracującym niziołkom, czasami kogoś pozdrowili skinieniem głowy, czy wyczuli nosami, iż w którejś z chat jest właśnie przygotowywana strawa. Pobudziło to ich żołądki w drodze zapełniane jedynie poczynionymi zapasami, gdyż okazji do polowań praktycznie nie było, zarówno z pośpiechu, jak i z braku sposobności, chyba, że na myszy, czy inne gryzonie. Obserwowali więc, oglądali kolejne domostwa o niskim, jak dla większości z nich, stropie, z małymi drzwiami i charakterystycznymi okrągłymi oknami. Obejścia były zadbane i uprzątnięte, wszystko zdawało się być na swym miejscu.

pewnym momencie padł na nich cień. Podnieśli więc głowy, by zorientować się, iż rzucała je mała wieża ustawiona mniej więcej w centrum osady. Nie przechodzili bezpośrednio obok niej, lecz jej wysokość była na tyle duża, by zdecydowanie górować nad pozostałymi strzechami. Konstrukcję miała prostą, lecz prezentowała się solidnie. Smukła i kwadratowa. Zbudowana z połączonych zaprawą wygładzonych kamieni, być może nawet z samego Potoku Jednorożca, oraz drewnianych bali. Jedno spojrzenie na jej szczyt dawało jasną informację, że nie jest ona przeznaczona dla takich jak oni. Miejsce obserwacyjne było zdecydowanie za małe, nawet dla krasnoluda.


amos miał rację w tym, iż wpierw usłyszą, aniżeli zobaczą, domostwo Dunina. Szczekanie nasiliło się tak, jak gdyby miała zaraz na nich wyskoczyć cała horda psów. Przewijały się w tej kakofonii zarówno popiskiwania i cieniutkie szczeki szczeniaków, jak i głosy starych psisk. Awanturnicy minęli ostatnie domostwo po swojej prawej ręce, by dostrzec wówczas następne, już na pierwszy rzut oka odrobinę większe od większości dotychczas mijanych. Usadowione w niewielkim oddaleniu od pozostałych, z rozciągającą się za nim polaną, po której biegały psy.

amo gospodarstwo składało się przede wszystkim z domostwa, całkiem sporawej chaty z niedawno zmienianą strzechą, jak również czegoś pokroju stajni wyrastającej tuż za nim. Kawałek po prawej stał sporych rozmiarów głaz, którego powierzchnię przecinały liczne pęknięcia, zaś u jego podnóża walały się jakieś niezidentyfikowane przedmioty.

raz ze zbliżaniem się do gospodarstwa psy poczynały zauważać ich obecność. Podnosiły głowy i pilnie obserwowały. Już na pierwszy rzut oka Astine oraz Shee'ra, jak również zaraz za nimi Helena, dostrzegły, że zwierzęta są tresowane. Oczekiwały jak na polecenie, podporządkowując się odruchom, które im wpojono. Najdziksze, jeżeli tak można się było wyrazić, były rzecz jasna szczenięta, lecz i wśród nich dostrzegalne były początki szkolenia. Dopiero podczas przyglądania się psom dostrzegli, iż grupka biegająca po polanie nie jest pozostawiona sama sobie, a w jej środku stoi jakaś postać żywo gestykulująca, gwiżdżąca i wydająca komendy. Najwyraźniej ona również spostrzegła zbliżającą się grupkę podróżników, gdyż pozdrowiła ich uniesioną dłonią i wskazała na dom.

bliska rzucił się im w oczy symbol czarnej psiej głowy umieszczony nad drzwiami, jak również rozpoznali, że pęknięcia w głazie nie były w rzeczywistości pęknięciami, a wyrytymi nań, wijącymi się symbolami. Tak samo śmieci u jego podnóża nie były śmieciami, a kadzidłami i być może ofiarami, gdyż nad nimi, wyryty w kamieniu, górował identyczny wizerunek jak ten nad drzwiami.

rzwiami, za którymi, jak dosłyszeli, toczyła się jakaś rozmowa, a nie brakowało w niej podniesionych głosów. Nie dane im było jeszcze zapukać, gdyż nagle zza rogu wyskoczyły trzy mastify dopadające do Nazaira i szczerzące kły. Wilk instynktownie uczynił to samo, i wyglądało na to, że zaraz skoczą sobie do gardeł, lecz rozległ się donośny gwizd. Dwa z trzech psów powoli odstąpiły, lecz jeden, najbardziej agresywny nie dawał za wygraną. W końcu zaatakował. Skoczył na Nazaira, lecz ten był zbyt zwinny i nie dał mu się dopaść. Tamten z gniewem rzucił się znowu, lecz również bez rezultatu.
Aro! – krzyknęła na psa kobieta, która pojawiła się obok nich – Palikite! Palikite!
Ten odwrócił ostrożnie łeb w jej kierunku, a kiedy tylko ich spojrzenia spotkały się spokorniał. Spojrzał raz jeszcze tylko na wilka, po czym odskoczył i czmychnął za dom. Kobieta odprowadziła go wzrokiem, po czym zwróciła się do awanturników:
Przepraszam za niego. Aro jest jeszcze młody i nie do końca ułożony. Niemniej winniście uważać przyprowadzając wilka do Ostoi. Mamy tutaj wiele psów wyszkolonych tak, by odstraszać nieproszone dzikie zwierzęta. W jesteście…

ie dane było jej dokończyć, gdyż drzwi otworzyły się w pośpiechu i wyskoczyły z nich dwa niziołki. Pierwszy z nich o posiwiałych włosach trzymał w ręce miecz i unosząc go przed sobą ze zdziwieniem wpatrywał się w stojących na progu awanturników, na których to o mało co nie wpadł. Zza niego wychylał się drugi mężczyzna o twarzy z pokaźnymi bokobrodami. Jego mina wyrażała w pierwszej chwili również zaskoczenie, lecz szybko zmieniła się na taką okazującą mieszaninę smutku i troski.
Arvanie uspokój się. Nam widzisz mamy gości i to takich, których najwyraźniej oczekiwałeś – rzekł uprzejmie, lecz z wyczuwalnym dystansem. – Wejdźcie proszę.

ężczyzna nazwany Arvanem opuścił miecz i schował go do zawieszonej u boku pochwy. Głowicę zdobił ryt płomienia, a drugą, po przeciwnej stronie, błyskawica.
Wybaczcie – rzekł niskim głosem. – Tak tak, wejdźcie.
Postąpił do środka, a drugi mężczyzna przytrzymywał drzwi. Awanturnicy skorzystali z zaproszenia i weszli do środka. Wszyscy z nich, oprócz Torina, musieli się przy tym mniej lub bardziej pochylić.
Elely, dołączysz do nas?
Za chwilę. Sprawdzę tylko, czy nasze stadko czegoś nie zbroiło.
Mężczyzna skinął jej głową, po czym zamknął drzwi. Ubrany był w brązowy kubrak spod którego wychodziły rękawy lnianej koszuli, oraz takie same spodnie. Jak przystało na niziołka stąpał boso, a na szyi zawieszony był medalion z wizerunkiem psiej głowy. Arvan z kolei ubrany był w krótką błękitną tunikę oraz w porządne skórzane spodnie i koszulę z mocnego lnu. Biodra obciążone miał podwójnym pasem oraz dwoma krótkimi mieczami, zaś na piersi widniał symbol dwóch skrzyżowanych krótkich mieczy.


roszeczkę problematycznym było pomieszczenie się w izbie, gdyż Ivor oraz Xhapion praktycznie sięgali głowami sufitu, ale na całe szczęście pozostali mogli stać spokojnie, bez obawy, że się uderzą.
Jestem Dunin, kapłan Urogalana. Usiądźcie proszę, nie wypada to, by goście stali, kiedy mogą siąść – przedstawił się, po czym wskazał im ustawione przy stole krzesła. Było ich tylko cztery, to też w pierwszej kolejności zasiadły kobiety, a po chwili Dunin przyniósł z innych części domu kolejne dwa. W międzyczasie Arvan zabrał już głos.
Zwą mnie Arvan, dawniej Dwa Kły – położył dłoń na głowicy miecza – ale od tamtego czasu minęło wiele wiosen. Mniejsza o mnie. Jak sądzę widzieliście wezwania? W takim razie wiecie już zapewne, że mamy tutaj problem z koboldami, który trzeba jak najszybciej załatwić. Parszywe gady ośmieliły się zaatakować naszą osadę…
Tak samo jak *ty* ośmielasz się zabierać głos nie pozwoliwszy się im nawet przedstawić, jak również mówić o rzeczach o których nie masz większego pojęcia – przerwał mu Dunin przyniósłszy ostatnie krzesło. Atmosfera momentalnie zgęstniała, a napięcie między mężczyznami stało się więcej niż oczywiste.

Oficjalnie witam Was w Zielonej Ostoi, jako przywódca tutejszej społecznościDunin rzucił krótkie spojrzenie w kierunku Arvana stojącego obok – Przedstawcie się proszę i powiedzcie, cóż Was sprowadza. Postaram się odpowiedzieć na wszelkie wasze pytania.

 
__________________
Szlachetny Gniew: Zbiory. Oczekuję na odpowiedź od: Koime, Asderuki, MrKroffin, Morfik, BloodyMarry, Jaracz. [Termin postów: Jak najszybciej]

Szlachetny Gniew: Karmazynowy Szlak. Gracze: Kerm i Noraku

Ostatnio edytowane przez Zormar : 13-06-2018 o 19:23.
Zormar jest offline  
Stary 27-04-2018, 14:57   #16
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 43550 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Trudno było nie zauważyć, że między dwiema czołowymi postaciami wiejskiej społeczności nie ma ani zgody, ani miłości.
Powiadają, że gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta, tu jednak wyglądało na to, że tym, kto korzysta, są koboldy, zaś najemnicy, chcący sprawę koboldów załatwić, mogli się znaleźć między przysłowiowym młotem a kowadłem.

- Ivor. - Mag przedstawił najpierw siebie, potem pozostałych członków drużyny. - Dowiedzieliśmy się, że ostatnio macie jakiś problem z koboldami - powiedział natychmiast przechodząc do konkretów. - Chcielibyśmy się dowiedzieć, o co dokładnie chodzi, a potem pomóc w rozwiązaniu wszystkich kłopotów.
 
Kerm jest offline  
Stary 01-05-2018, 11:29   #17
 
Rozyczka's Avatar
 
Reputacja: 8022 Rozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputację
miałabym się sama przedstawić” — pomyślała Astine, spoglądając na maga. Chociaż zachowała to dla siebie. Kłótnie między Arvanem i Duninem jej wystarczały.
Gdzie tak w ogóle one są? — rzuciła tylko.
Arvan skrzyżował ręce na piersi i rzucił wymowne spojrzenie ponuremu strażnikowi. Ten uniósł wzrok ku powale, po czym westchnął.
Nie wiem ile wam wiadomo, to też postaram się w możliwie dokładnym skrócie nakreślić całą sytuację — rozpoczął Dunin swą opowieść. — Widzicie, Wysoki Las zamieszkuje wiele różnych stworzeń. Jedne są bardziej przyjazne, inne miej. Tak też było koboldami, a dokładniej z klanem zamieszkującym podnóża Gwiezdnych Gór na wschód od Zielonej Ostoi. Przez długi czas nasze rasy nie żywiły do siebie sympatii. Czasami dochodziło do napaści podczas polowań, ale generalnie staraliśmy się nie wchodzić im w drogę. Zmieniło się to rok po tym jak mój poprzednik odszedł na Zielone Pola. Tamtego roku zapanował w tej krainie nieurodzaj, ale dzięki łasce Urogalana plony w Ostoi były bogate, a nasze spichlerze pełne. Gorzej wiodło się koboldom. Brakowało bowiem zwierzyny, na którą mogły by polować, to też zapuszczały się dalej i dalej od swej siedziby. Ostatecznie podeszły pod samą Ostoję i wówczas dostrzegłem, iż są takimi samymi myślącymi i czującymi istotami jak my.
Raczej zwykłym pomiotem nieczystych sił, który… — wtrącił Arvan.
Mylisz się!Dunin nie dał mu dojść do słowa. — Tamtego dnia, kiedy stały głodne i zmęczone pośród drzew, spojrzałem im w oczy i dostrzegłem w nich lęk i obawę. Obawę przed tym, że nie zdołają znaleźć jedzenia dla swych bliskich. Zrozumiałem, że nie można polegać jedynie na starych opowieściach, że nie można oceniać innych jedynie po tym, czy ich skórę pokrywa łuska, czy też oczy ich są czerwone. Poszedłem do nich z dwoma workami. W jednym miałem podpłomyki, a w drugim ziarno. Nie miałem przy sobie broni. Na całe szczęście spotkanie poszło po mojej myśli. Dzięki łasce Urogalana udało mi się z nimi porozmawiać i poprosić ich o spotkanie z wodzem. Były tym niezmiernie zdziwione, lecz głód i desperacja skłoniły je do współpracy.
rven pokręcił głową. Dunin zignorował go i kontynuował:
Za dwa kolejne worki zboża zaprowadziły mnie do siedziby swego klanu. Składała się ona wówczas w większości z dość prymitywnych namiotów oraz jaskini, gdzie swą kaplicę mieli ich kapłani, jak również wódz. Zaprowadzono mnie przed oblicze starego kobolda odzianego w czarną szatę z wymalowanymi nań fioletowymi wzorami. Był równie zaciekawiony, jak zniesmaczony moją obecnością. Czym prędzej więc podjąłem negocjacje. Proponowałem podzielenie się zapasami w zamian za zawarcie pokoju pomiędzy klanem, a Zieloną Ostoją. Najpewniej coś mu się nie spodobało w sposobie jaki to powiedziałem, albo też odebrał to jako zniewagę dla swych rządów. Tego nigdy się nie dowiedziałem. Nie dowiedziałem się również tego, co chciał ze mną zrobić, gdyż nastąpił zamach stanu. Jeden z uczestniczących w spotkaniu czarowników zabił wodza, a następnie z pomocą sprzymierzeńców przejął władzę w klanie. Przedstawił się jako Kirkrim, a przemówił we wspólnej mowie. On z kolei postanowił przystać na mą propozycję. W późniejszej rozmowie z nim wyjawił mi, iż uczynił to dlatego, iż zdawał sobie sprawę z tego, że w obecnym stanie, atak na Ostoję osłabiłby ich klan jeszcze bardziej.
Trzeba było skorzystać z tej okazji i pozbyć się zagrożenia z ich strony raz na zawsze. Sam przecież widziałeś, że wśród stworów ich rodzaju władzę trzyma silniejszy i Ostoja jest teraz karana za twoją pobłażliwość!
Zapewniłem osadzie bezpieczeństwo i dostatek na wiele długich lat i wiem, że Kirkrim nigdy nie zaatakowałby nas. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, ile jego klan zyskał na tym pokoju oraz wielu innych sojuszach, które zawiązał z innymi istotami żyjącymi w lesie.
Co nie znaczy, że potrafi utrzymać władzę! Nie pomyślałeś może, że z nim postąpiono identycznie, jak on postąpił? Że obalono go? Z tego co mi opowiadałeś zaprowadził nowe porządki w tym ich klanie. Między innymi bardzo mocno ograniczył wpływy szamanów, którzy to dotychczas sprawowali faktyczne rządy. Zapewne nie spodobało im się to i wreszcie znaleźli jakąś okazję, by pozbyć się niewygodnego im wodza. Mają w pamięci zapewne również ciebie i ten wasz cały układ stojący im kością w gardle. I teraz mamy za swoje! Cała osada cierpi! Co powiedziałeś ich bliskim? Że tragedię, która ich spotkała może zostać od tak wybaczona? Jak zamierzasz się z tym uporać?!
unin oparł się o stół i wbił wzrok w blat.
Wiele złego się wydarzyło. Masz rację. Jak również w tym, że zbrodni tej nie można tak po prostu zapomnieć. — Wyprostował się. — Niemniej nie znaczy to, że porzucę to, co przez tak długi czas budowałem, a na pewno nie dowiedziawszy się uprzednio przyczyn tego wszystkiego!
Oto właśnie chciałbym was prosić.Dunin zwrócił się do zgromadzonych. — Dowiedzcie się przyczyny tych napaści i pomóżcie zaprowadzić pokój, a wówczas wynagrodzę was pieniędzmi oraz paroma klejnotami, które Kirkrim ofiarował mi w ramach zapłaty za pomoc.
Powody nie są najważniejsze. Dokonano zbrodni na ludności Zielonej Ostoi i należy wymierzyć agresorom sprawiedliwość, jak również zapewnić bezpieczeństwo osadzie na przyszłość.Arvan spojrzał wymownie na Dunina.Prawdziwe bezpieczeństwo.
Jestem wam gotów zaproponować zaklęcie niewielkiej liczby broni albo pancerzy w ramach zapłaty.
Czyli mamy pomóc w zaprowadzeniu pokoju? Co do tej pory zrobiono w tym celu? — spytała Astine.
Kapłan Moradina pogładził się po brodzie chwycił za symbol Moradina, szukając u boga porady.
Jak głębokie są jaskinie? Koboldów w ich jaskiniach nie należy lekceważyć. Znają się na pułapkach. Wymiana handlowa z koboldami jest spotykana, acz rzadka. Jeśli tego chcecie, postaramy się to umożliwić. Jednakże dokładniejsze dane o zapłacie też byłyby wskazane.
Tak, zaprowadzić pokój.
W ten, bądź skuteczniejszy sposób — dodał Arvan.
Starałem się pomówić z koboldami, lecz te, które ostatnimi czasy spotykamy nie chcą rozmawiać, tylko od razu atakują. Próbowałem przekazywać wiadomości, jak również wysyłać posłów oraz posłańców, lecz nikomu z nich nie udało się przekazać wiadomości. Źle się dzieje, że muszę prosić moich ludzi o takie ryzyko. Na całe szczęście wszystkim, których wysyłałem udawało się w porę uciec i wrócić do osadyDunin odpowiedział Astine, po czym zwrócił się do Torina.Niestety nie wiem. Byłem tam zaledwie dwa razy i to lata temu. Nasze spotkania przeprowadzaliśmy pod menhirem ustawionym na północnym wschodzie od Ostoi. Niedaleko na północ, gdyby kierować się prosto w stronę klanu. Jednak wnioskując po liczbie klejnotów, które przeszły przez nasze ręce należałoby przypuszczać, że kopały, niewątpliwie sporo. Natomiast co do wynagrodzenia jestem w stanie zaproponować Wam około stu sztuk złota na głowę oraz rzeczone klejnoty. Niestety nie wiem ile mogą być warte.
Pięćdziesiąt sztuk złota — rzekł dość niespodziewanie Arvan. — Na głowę ma się rozumieć. Tyle dołożę do waszego wynagrodzenia jeżeli postanowicie rozwiązać sprawę wedle sposobu Dunina. Bezpieczeństwo osady jest najważniejsze, nawet jeżeli miałoby być krótkie. Dlatego więc optuję za tym, by rozwiązać tę sprawę raz, a porządnie!
Na koniec Arvan znów rzucił Duninowi jednoznaczne spojrzenie.
 

Ostatnio edytowane przez Rozyczka : 11-06-2018 o 22:46.
Rozyczka jest offline  
Stary 01-05-2018, 21:26   #18
 
Cedryk's Avatar
 
Reputacja: 9330 Cedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputację
- Raz, a porządnie, czyli wyciąć w pień, bo tak najłatwiej? - W głosie Ivora nawet najbardziej czułe ucho nie zdołałoby usłyszeć ani entuzjazmu, ani aprobaty.
– Jest to jakiś sposób, ale nie jedyny. Można je przepędzić, czy osłabić na tyle, by nie stanowiły zagrożenia. Tak, czy inaczej zapewni bezpieczeństwo trwalsze, aniżeli ten niepewny sojusz – odrzekł ze spokojem Arvan.

- rvanie wspomniałeś coś o zaklęciu broni, co dokładnie miałeś na myśli? Czasowe zaklęcie broni mocą Twojego boga. Czy też trwałe umagicznienie, stworzenie magicznego przedmiotu, tak jak to czynią magowie. W dodatku “Prawdziwe Bezpieczeństwo” - przy tych słowach krasnolud skrzywił się jakby zjadł coś zarówno gorzkiego i kwaśnego - mogą zapewniać wam właśnie te koboldy. W kopalniach z przejściem do Podmroku, tak jest. W miejsce słabszego inteligentniejszego wroga, napływa groźniejszy, ale głupszy. Zapewne wolałbyś koboldy z dobrze zabezpieczonymi pułapkami pieczarami, niż polujące na powierzchni stado hydr. A że w miejsce wybitego plemienia koboldów wprowadzi się inny wróg, jest to pewne, tak jak to, że słońce wschodzi na wschodzie. Chociaż koszmar to dla tych, którzy mają zdobywać zabezpieczane przez koboldy korytarze.
Kapłan Moradina pokręcił głową, westchnął spojrzał po towarzyszach.

- Sam pamiętam jeden taki. Straciłem w nim kilku dobrych towarzyszy. Wyobraźcie sobie wąski, stromo opadający, ciasny nawet dla krasnoluda korytarz, człowiek musiałby w nim posuwać się prawie na czworakach, do którego te gadzie pokurcze skierowały strumyk, tak że dodatkowo kamienie były śliskie. Wyobraźcie sobie ostrzał z kusz, prawie ze wszystkich stron, lub włócznie dźgające przez sprytnie ukryte szczeliny lub otwory, dodajcie do tego dwa wilcze doły, sprytnie ukryte, jeden w jednej trzeciej drogi, drugi na końcu korytarza, to poznacie jakie pułapki potrafią robić koboldy. Za same powolne wbijanie plemienia sto sztuk złota umagicznienie broni plus kamienie szlachetne nieznanej wartości, bez wchodzenia w ich korytarze byłaby to godna zapłata, lecz trwało by to bardzo długo, nawet kilka miesięcy. Doszło by wam też kilka gąb do wykarmienia tym czasie, a byle czego nie jemy. Chociaż kilka miesięcy niziołczej kuchni, którą uważam za jedną z lepszych. - przy tych słowach twarz Torina przybrała wyraz rozmarzenia i na chwilę zamyślił się - Waham się czy nie wybrać tego rozwiązania właśnie z powodu dobrej kuchni.
Przy tych słowach uśmiechnął się i sugestywnie mlasnął językiem

- Niewątpliwie macie najlepszych kucharzy, tak jak my krasnoludy mamy najlepszych kowali, zbrojmistrzów, płatnerzy oraz kamieniarzy i jubilerów. Dorzućcie coś jeszcze oprócz tego co proponujecie w tej chwili, bo w tym co mówicie jest haczyk, którego jeszcze nie znamy, być może nawet wy o nim nie wiecie.

a słowa Torina o potencjalnym ataku z Podmroku w oczach Dunina można było dostrzec najprawdziwszy strach aczkolwiek nie można mu się dziwić. Nie dość, że przeżywa trudne chwile związane z atakującymi koboldami, to do tego jeszcze widmo najazdu drowów.
– Naprawdę uważacie, że koboldy mogły dokopać się do samego Podmroku? Do… do drowów?
– Więc to tak mości krasnoludzie? Chcecie żerować na naszym nieszczęściu, co?!Arvan uniósł się na słowa krasnoluda. – Nie dość, że proponujemy wam wszystko co mamy, gwarantując do tego miejsce do spania i posiłek, to jeszcze ci mało? Gdzie trochę przyzwoitości, na dziewięć piekieł!
– Nie sądziłem, że to powiem, ale zgadzam się z Arvanem. Oferujemy wam co możemy.
– Nie zapominajmy też, że jak na razie niczego nie zrobiliście. Oczywiście warunki warunkami, ale przy tym ile obecnie wiadomo trzeba stawiać realne propozycje! Nie stawiać nam przed oczami wydumanego niebezpieczeństwa. Jak przyjdą hydry to będziemy płacić jak za hydry, a jak na razie są koboldy, więc będzie jak za koboldy!

- Uważam, że w tej chwili potencjalny atak z Podmroku nie powinien nas obchodzić - powiedział Ivor. - Powinniśmy sprawdzić, co za zmiany zaszły wśród koboldów i, w zależności od tego, czego się dowiemy, zareagować. Wybić im, w taki lub inny sposób, z głowy jakiekolwiek ataki na wioskę. Uważam, że jeśli nie zajdą jakieś nieprzewidziane okoliczności, nasza zapłata powinna być wystarczająca.

- Zgadzam się z Ivorem - odpowiedziała milcząca dotychczas Shee’ra - Nie ma co gdybać o tym co zdarzyć się może, trzeba zająć się tym co jest. Jak dla mnie zapłata jest uczciwie zaoferowana. A o tym co należy zrobić przekonamy się jak rozeznamy się bardziej w sytuacji.

Jak mówił szacowny Arvan - powiedziała Astine, spoglądając Torina. - …tym, żeby płacono nam jak za polowanie na hydry, będziemy się przejmować gdy będziemy polować na hydry. Nie przeczę, jakieś wsparcie pokroju mapy podziemi na pewno by się nam przydało, jednak skoro nie jest ono dostępne, musimy zagryźć zęby i porazić sobie sami.

- A w jaki sposób wyobrażasz sobie zbadanie tej sprawy, Ivorze? - wtrącił się Xhapion malując iluzoryczne znaczki na podłodze domostwa. - Z tego co opowiadają nasi gospodarze koboldy są niezwykle bojowo nastawione. Bez przelewu krwi może się nie obyć, jeżeli zdecydujemy się wejść w paszczę lwa. Chyba, że chcemy ich wpierw zastraszyć, zmusić do rozmów bezkompromisowym pokazem siły.

-Co?! To wy mości Aravanie obstajecie nad jakimiś wydumanymi warunkami, od których uzależniacie zapłatę. Cóż to ma znaczyć to Wasze “Prawdziwe Bezpieczeństwo” w dodatku “trwałe”. Przypomnę wszystkich, że jako jedyny walczyłem pod ziemią, w dodatku z koboldami. Wójcie głupotą byłoby zakładać, że pieczary, kopalnie koboldów nie mają połączenia z Podmrokiem. Wszak coś musiał zmusić koboldy do zmiany zachowań, a jedną z przyczyn jest właśnie podporządkowanie się niewolnicze koboldów jakiejś silniejszej rasie, na ten przykład orkom. A one jakoś musiały by się tutaj dostać, a najprościej to Podmrokiem, w innym przypadku zostałyby jakieś ślady w okolicy, które byście zapewne zauważyli. No chyba, że wy Mości Aravanie zabiliście kogoś ważnego dla koboldów, o czym jeszcze nie wiemy i o czym nie raczyliście nas poinformować. Czy to aby nie Wasze działania Aravanie, nie doprowadziły do tragedii. Wszak słyszeliśmy już wcześniej, że dążyliście do zniszczenia koboldów. Szukajcie winy u siebie mości Aravanie a nie u innych uczciwie stawiających sprawę. Zgodzę się z Ivorem, że zapłata jest wystarczająca bez wcześniej wspomnianych przeze mnie waszych wydumanych warunków oraz jeśli nie zajdą wspomniane o mnie wcześniej przeszkody. - Torin z początku cały poczerwieniał, lecz w miarę przemowy się uspokajał.
- [i] Istnieje też możliwość, iż dzięki naszym działaniom wioska uzyska kopalnię cennych klejnotów, dzięki której stanie się bogata. Chcę się zabezpieczyć, aby i w tym przypadku zostaliśmy uczciwie nagrodzeni. Zaś dodatkowa zapłata niekoniecznie musi przyjąć formę pieniężną. Może być to na ten przykład prawo do osiedlenia się i stawiania wszelkich budynków, świątyń, karczm, warsztatów bez zwyczajowych opłat na rzecz społeczności, oraz zwolnienie z podatków na rzecz społeczności do końca życia osoby uczestniczącej w rozwiązaniu tego problemu.
Potem popatrzył po członkach drużyny, wzruszył ramionami.
- Tak, to w miarę spokojna wioska, może być dobrą ostoją na stare lata.

a słowa Torina Arvan huknął pięścią w stół.
– Kłamstwo! Kłamstwa i jawne oszczerstwa! Nie wierzycie w moją szczerość, tak? W moje intencje? To proszę! Załatwimy to inaczej! – z gniewem rzekł, po czym uniósł ręce i zaintonował słowa czaru. Symbol Arvoreena na jego piersi zajaśniał złocistym blaskiem, by po chwili zgasnąć. Wszyscy w pomieszczeniu poczuli delikatne muśnięcie energii.
– Od teraz nie można kłamać. Zatem powiadam wam, że od incydentu, kiedy pierwszy raz trafiłem tutaj na kobolda nie uczyniłem świadomie i z rozmysłem nic, co mogłoby zerwać pokój!
- I kto tu dramatyzuje? W dodatku nadużywa mocy swojego Boga, wiedząc, iż ta moc nie ma wpływu na ludzi o silnej woli. Arvanie jestem twoim ojcem oraz twoim Duninie. I co? Na Moradina niczego w ten sposób nie udowodniłeś, a ja mam coraz większe podejrzenia, iż jesteś w jakiś sposób winny całej tej sytuacji. Co nie zmienia jednak istoty sprawy. Macie poważny problem, a my jako rozwiązujący go chcemy tylko godnej zapłaty, adekwatnej do trudności oraz być może przyszłych zysków wioski z złóż klejnotów. Bez żadnych enigmatycznych kruczków w stylu “Prawdziwe bezpieczeństwo”,”trwałe”, które pozwoliły by Wam nie wypłacić nagrody. Możemy jedynie - tu odginał grube paluchy - a wybić plemię koboldów aktualnie rezydujące w pieczarach, b przywrócić porozumienie sprzed problemów, do czego okazać się może konieczne wydanie na ten przykład ciebie Arvanie, o ile zrobiłeś coś co spowodowało gniew koboldów.
Pogładził się po brodzie, chwilę się namyślał.
- Nienawidzę kruczków prawnych zresztą jak każdy krasnolud, a słowa takie jak “Prawdziwe bezpieczeństwo”,”trwałe” to sugerują. Czyli podsumujmy 150 sztuk złota dla każdego, plus klejnoty nieznanej wartości plus umagicznienie, po rozwiązaniu tego problemu, w taki sposób jak określiłem wcześniej, dla każdego nawet martwych w ich przypadku pieniądze, część klejnotów plus umagiczniony przedmiot, trafią do wskazanej uprzednio osoby z rodziny lub nie powiązanej rodzinnymi więzami. Dodatkowa nagroda w przypadku większych trudności niż określiliście lub znalezienia złoża klejnotów. Wierzę w waszą dobrą wolę wójcie Duninie, nagroda dodatkowa może być nie tylko w gotówce.

Ile razy mam powtarzać, że nie uczyniłem nic, by wywołać ten konflikt? Dlaczego miałbym to zrobić do cholery!? Dlaczego?! Arvoreen nakazuje bronić i zapobiegać zagrożeniu, a nie je sprowadzać! I nie ma żadnych kruczków! Powiedziałem co powiedziałem i jak powiedziałem, ale czy nie ustalamy właśnie, czego od was konkretnie chcemy, a to wy ciągle coś wymyślacie, że niby nie chcemy zapłacić. Otwórz, że oczy, odgoń przesłaniający wszystko blask monet i zrozum wreszcie, że zapłacimy ile tylko będziemy w stanie, byleby ochronić naszych ludzi!
Dość!Dunin zdusił wiszącą w powietrzu wrogość. – Waszym prawem jest domagać się godziwej zapłaty za swoje usługi, wszakże to my jesteśmy zależni od waszej dobrej woli i chęci pomocy. Nie macie jednak prawa na rzucanie bezpodstawnych oskarżeń względem Arvana. Różnimy się w poglądach, prawdą to jest ogólnie znaną, lecz nie zapominajcie, że celem kapłanów Ostrożnego Miecza jest obrona, nie agresja, a to o co go oskarżasz mości Torinie jest zaprzeczeniem doktryny tego kościoła Arvoreena. Tym bardziej, że przedstawiasz najzwyklejsze domysły nie poparte najmniejszymi dowodami, czy przesłankami. Wierzę, iż chcecie dobrze, ale takie oskarżenia nie pomogą naszej sprawie, a jedynie staną się zarzewiem niepotrzebnego konfliktuDunin spojrzał na Arvana. – Kolejnego…
W kwestii Waszego zadania i działań jakie chcemy byśmy podjęli zgadzam się z Arvanem – kontynuował kapłan Urogalana. – Dążymy przecież do ustalenia konkretów, a wasze, Torinie, słowa już po raz kolejny zbaczają z tematu. Nie mówię, że nie są to kwestie ważne, nie. Niemniej są ważniejsze, że tak powiem kwestie większej wagi, a taką niewątpliwie jest ustalenie wreszcie priorytetów, a obecnie tym najwyraźniej jest dowiedzenie się z czym tak naprawdę mamy do czynienia. Mogą to być zarówno skutki zmiany wodza w klanie, czy interwencja kogoś groźniejszego niż same koboldy, ale jeszcze coś innego o czym nie mamy najmniejszego pojęcia i w tej chwili to właśnie to jest największym problemem i przeszkodą w podjęciu jakichkolwiek konkretniejszych działań.

- Wiemy już, że nam zapłacicie - powiedział Ivor, nieco znudzony zbędnym (jego zdaniem) rozwlekaniem sprawy. - Proponowałbym jutro rano wyruszyć. - Spojrzał na swoich towarzyszy, ciekaw, czy ktoś ma jakieś wątpliwości.

- Nie dziwcie się. Jestem krasnoludem, zamiłowanie do złota, klejnotów i rzemiosła mamy we krwi. Zbyt często mnie i moich pobratymców próbowano nabrać gładkimi słowami, bym nie zwracał uwagi na dziwne sformułowania. Jestem krasnoludem. To co moje, to moje. Co mi należne, to mi należne i będę o to walczył jak smok. Ileż to razy wychodząc z bitwy z łupami lokalny władyka nakładał na nas jakieś podatki, albo nie płacił za rozwiązanie sprawy tyle ile było umówione. Przejdźmy zatem do sprawy - będziemy potrzebowali przewodnika do tych pieczar, chyba, że droga prosta jak strzała. Jaką dokładnie umowę zawarliście z koboldami, czyli jakie dobra mieliście wymieniać za jakie, czy też ta wymiana miał być tylko jednorazowa? - kapłan zaplótł ramiona na brzuchu.

Przede wszystkim wymienialiśmy część nadwyżki żywności, różnego rodzaju wyroby ze skóry oraz tkaniny, a w zamian otrzymywaliśmy klejnoty, bądź innego rodzaju dary gór, na przykład węgiel. Zawsze staraliśmy się pilnować tego, by obie strony były zadowolone z wymiany, a te jak już wspomniałem odbywały się pod menhirem, w lesie. Mniej więcej w połowie drogi między osadą, a siedzibą klanu. Poza paroma moimi wizytami u Kirkrima, lata temu, nikt inny nie był przyjmowany w ich siedzibie. Jednym z głównych postanowień naszej ugody było to, iż obie strony nie będą niepokoić domostw drugiej strony, chyba, że na jasne życzenie gospodarza. To też nie ma w Ostoi nikogo…


Moam? – nagle do rozmowy włączyła się Elely, która wyłoniła się z sąsiedniego pokoju. Podróżnicy mieli teraz chwilę dokładniej się jej przyjrzeć. Spod chusty spływały zaplecione brązowe włosy, a ciało opinał zakurzony skórzany napierśnik łączący się z futrem na ramieniu oraz barwionymi na zielono lnianymi ubraniami pod spodem. – Być może jego magia mogłaby pomóc?
Myślisz, że byłby skłonny pomóc?
Z nim to nigdy nie wiadomo, ale można by powiedzieć, że ma pewnego rodzaju dług u osady, czyż nie?

- A któż to taki ten Moam i w jaki sposób pomóc może w tej sprawie. krasnolud skłonił głowę i uśmiechnął się do kobiety. Ta odwzajemniła skinienie.

Elely – przedstawiała się. – Moam jest kimś w rodzaju… naszego wioskowego maga? Jakieś cztery lata temu przywędrował do Ostoi w poszukiwania spokojnego miejsca do osiedlenia się i prowadzenia badań. Badań nad stworzeniami z…
Innych Sfer – dokończył Dunin, a Elely podziękowała mu uśmiechem.
Właśnie – kontynuowała. – Naszym warunkiem było to, że te istoty, które zamierzał przywoływać nie będą niebezpieczne dla mieszkańców i jak dotąd z powodzeniem wywiązywał się ze swoich zobowiązań. Pomyślałam więc, że być może jego czary mogłyby w jakiś sposób podejrzeć koboldy, albo coś w tym rodzaju? Nie jestem pewna, nie znam się za bardzo na magii. Trzeba by się z nim rozmówić.

- W takim razie powinniśmy się do niego przejść i porozmawiać - stwierdził Ivor. - No i jeszcze powiedzcie, gdzie możemy coś zjeść i zatrzymać się na noc.

– Tym nie musicie się martwić – odpowiedziała Elely. – Już poinformowałam kogo trzeba, by przygotował Wam miejsce do spania. Mamy w osadzie świetlicę, którą to użyczamy podróżnym jeżeli nie mają się gdzie zatrzymać. Co do jedzenia to postaram się coś dzisiaj przygotować, a Wy w tym czasie możecie odwiedzić Moama.

- Gdzie go możemy znaleźć? - spytał Ivor. - I czy ktoś z was pójdzie z nami by ułatwić rozmowę?
– Mieszka na skraju osady. Mogliście już widzieć jego dom, to ten z zaniedbanym obejściem. – rzekł Dunin. – Ja pójdę z Wami.
 
__________________
Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę.
Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem.
gg 643974
Cedryk vel Dumaeg czasami z dopiskiem 1975

Ostatnio edytowane przez Cedryk : 01-05-2018 o 21:53.
Cedryk jest teraz online  
Stary 02-05-2018, 07:27   #19
 
Zormar's Avatar
 
Reputacja: 18960 Zormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputację
omostwo, w którym to mieszkać miał Moam, z zewnątrz rzeczywiście wyglądało na zaniedbane, lecz było to jedynie pierwsze wrażenie powodowane przez porastającą obejście wysoką trawę oraz wszelkiego rodzaju chwasty. Nie uświadczyli nawet kawałka wydeptanej ścieżki, co oznaczało, iż goście byli rzadkością, zapewne nie większą jak chwile, kiedy to wychodził sam gospodarz. Po bliższym przyjrzeniu się budynek był tak naprawdę dobrze utrzymany. Ściany i dach były szczelne, ale pozbawione śladów łatania.

unin podszedł do drzwi i zapukał uderzając trzykrotnie. Wszyscy oczekiwali w milczeniu, lecz zza drzwi nie dobiegł najmniejszy dźwięk. Niziołek spojrzał po awanturnikach i miał już pukać po raz wtóry, lecz drzwi nagle otworzyły się.

tojący w nich, niemal dwumetrowy, mężczyzna odziany był w długi czarny płaszcz, pod którym widoczna była wysokiej jakości biała koszula oraz szare spodnie związane szerokim pasem z ozdobną klamrą przedstawiającą symbol Oghmy. Ubranie uzupełniały doskonałej roboty wyższe buty. Niemniej tym co najbardziej było intrygujące w niniejszej postaci były dwa małe kły wystające spod dolnej wargi, gruba żylasta szyja oraz nie za ładna twarz. Moam był półorkiem.


ółork obrzucił wszystkich wzrokiem zatrzymując się jedynie chwilę dłużej na Xhapionie oraz Ivorze, po czym skupił się na Duninie.
Mości Duninie, wiecie, że jestem zajęty i nie życzę sobie, by mi przeszkadzano, cóż więc sprowadza Was do mnie. Ciebie i tych awanturników, po których posłał Arvan. Nie zapominajcie o naszej umowie, Mości Duninie – rzekł niskim głosem splatając przy tym ręce na piersi oraz spoglądając z góry, co przy dzielącej ich różnicy wzrostu było rzeczą naturalną.


 
__________________
Szlachetny Gniew: Zbiory. Oczekuję na odpowiedź od: Koime, Asderuki, MrKroffin, Morfik, BloodyMarry, Jaracz. [Termin postów: Jak najszybciej]

Szlachetny Gniew: Karmazynowy Szlak. Gracze: Kerm i Noraku

Ostatnio edytowane przez Zormar : 13-06-2018 o 19:25.
Zormar jest offline  
Stary 02-05-2018, 09:12   #20
 
Sayane's Avatar
 
Reputacja: 9299 Sayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputację
Przez całą rozmowę z kapłanami Helena była wyjątkowo milcząca. Raz, że mężczyźni mówili aż za dużo, by w końcu zacząć się powtarzać. Dwa, że wolała poobserwować wzajemne relacje obu niziołczych kapłanów. Wyglądało na to, że mimo różnic światopoglądowych to w kwestii bezpieczeństwa wioski Dunin ma do Avorana zaufanie i obaj dążą do tego samego.

Bardzo zaskoczyło ją to jak szybko Avoran zgodził się dopłacić im za polubowne rozwiązanie koboldziego problemu. Wydało jej się to podejrzane i wcale nie dziwiła się Torinowi, że obawiał się o zapłatę. Pomijając fakt, że jego rasa lubiła się handryczyć przy targach. Słowa krasnoluda wydały jej się rozsądne, nawet jeśli dla innych rozważanie takich problemów jak orki czy drowy było głupie. Dalekosiężna perspektywa była pożądana by zapewnić długotrwały pokój i była pewna, że gdy Duninowi minie pierwsze oburzenie to dostrzeże w słowach Hameraxa więcej niż żądanie wyższej wypłaty. Fakt, że Torin wyraźnie miał doświadczenie w walce z koboldami było nie do przecenienia. Krasnolud zaimponował jej i postanowiła w wolnej chwili zapytać go o rady i ewentualną strategię.

Póki co w drodze do chaty czarodzieja zrównała się z Torinem.
- Widzę, że znasz się na koboldach. Myślisz, że gdyby udało nam się złapać jakiegoś żywcem to powiedziałby co i jak? - zagadnęła.


 
Sayane jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 08:36.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166