Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 15-07-2012, 09:54   #31
 
Karmazyn's Avatar
 
Reputacja: 1536 Karmazyn ma wspaniałą przyszłośćKarmazyn ma wspaniałą przyszłośćKarmazyn ma wspaniałą przyszłośćKarmazyn ma wspaniałą przyszłośćKarmazyn ma wspaniałą przyszłośćKarmazyn ma wspaniałą przyszłośćKarmazyn ma wspaniałą przyszłośćKarmazyn ma wspaniałą przyszłośćKarmazyn ma wspaniałą przyszłośćKarmazyn ma wspaniałą przyszłośćKarmazyn ma wspaniałą przyszłość
Ryk słyszany w całej okolicy, oraz mały niedźwiadek, który wybiegł z pomiędzy chat dały starszemu z braci jasno do zrozumienia, że ten wieczór nie będzie należał do najprzyjemniejszych. Już miał proponować, że weźmie na siebie sprawę z niedźwiedziem, gdy z takową propozycją wyszedł Orlik.

Beldar po oddzieleniu się od reszty towarzyszy starał się biec za niedźwiadkiem. Jego futro wyraźnie rzucało się w oczy, lecz wysoka trawa zmuszała myśliwego do skupienia na nim całej swojej uwagi.

Spokojnie mały. Nikt z nas ci nie zagraża. Nie musisz się bać.

Chłopak nie wiedział czy niedźwiadek zareaguje na jego próbę porozumienia. Wcześniej nie miał do czynienia z wystraszonymi a tym bardziej z wściekłymi zwierzętami jak niedźwiadek i jego matka.
Beldar dużo ryzykował. Bardzo dużo. Ale takie były obowiązki najstarszego z paczki. Ryzykowanie własnym życiem w celu ochrony życia innych.

No już. Nie bój się. Jesteś wśród swoich. Jesteśmy rodziną. Jesteś bezpieczny.
 
__________________
Dłuższy kontakt może zagrażać Twojemu zdrowiu lub życiu.
Toczę batalię z życiem. Nieobecny na długi czas.
Karmazyn jest offline  
Stary 15-07-2012, 20:53   #32
 
kanna's Avatar
 
Reputacja: 29701 kanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputację
Wioska wyglądała niepokojąco. Chłopcy – oczywiście – lekceważyli ten fakt, wprost przeciwnie – wydawali się nakręceni możliwością zbadania osady. Kesy to nie zdziwiło – miała już w końcu 14 lat, wiec świetnie znała się na chłopcach.

Choć wypadałoby raczej napisać: żywiła głębokie przekonanie, że się świetnie zna.

Zanim jeszcze grupa rozdzieliła się, dziewczyna podjęła ostatnia próbę przemówienia im do rozsądku.

-Beldar – powiedziała zatrzymując na chwilę chłopaka - zanim pójdziesz... może zapytasz Koszyka, czy on coś wie?
- Skoro tak ładnie prosisz
– młodzieniec uśmiechnął się ciepło – To gdzie jest ten….
Nie dokończył, Kesa wyciągnęła dłoń i szaro-brązowy gryzoń skoczył zręcznie na rękę chłopaka. Ostre pazurki łaskotały go po dłoni.


Gdy tylko zwierzak znalazł się na rękach Beldara ten patrząc mu w oczy zadał w myślach pytanie
„- Wiesz może co tu się dzieje?”.
Nie był pewny czy tą metodą coś osiągnie. W swoim życiu nie rozumiał dwóch rzeczy. Dlaczego dzikie zwierzęta się go nie boją i nie atakują oraz dlaczego i w jaki sposób jest w stanie zrozumieć to co chcą mu powiedzieć.
Koszyk podrapał się łapką po brzuchu.
"-Masz słonecznika? Albo samice? "
“-Rozumiem, że bez tego nie odpowiesz? Eh... Niestety nie mam ani słonecznika ani samicy.”
-" Powiem, ale zawsze warto sprawdzać, gdybyś miał
- Koszyk podrapał się, dla odmiany po uchu - nic nie wiem, dopiero przyszliśmy. Musiałbym pójść i sprawdzić, ale nie mogę, bo jej pilnuję. Ona ma słonecznika.”
usłyszał chłopak, a potem Koszyk skoczył na powrót na rękaw dziewczyny.

- Coś wie? - zapytała.
- Daj mu słonecznika. Pytał czy nie mam. A co do tego co dzieje się w wiosce nic nie wie. - odparł Beldar.
- Wszystko zrobi dla słonecznika...- Kesa pokiwała głową - Ale za dużo nie może, bo mu krew zasładza.
Spojrzała na Beldara, z rozczarowaniem malującym się na twarzy
- Myślałam, że się znasz na zwierzętach...
- Bo się znam
- odparł myśliwy lekko się uśmiechając - Wiem z jakich zwierząt jakie mięso jest. O reszcie mówią mi same.
Kesa chciała coś odpowiedzieć, ale Beldar już pobiegł za Orikiem.

-----
- Jaki śliczny! – wyrwało się jej na widok słodkiego niedźwiadka, po sekundzie skuliła się jednak, usłyszawszy ryk jego matki. Ryk niezadowolonej matki.
- Na szczęście to tylko niedźwiedź a my jesteśmy daleko od niego więc nie bój się Kesa, nic nam nie będzie. A nawet jeśli będzie biec w naszą stronę to ustrzelę ją zanim do nas dotrze i będziemy mieli sporo mięsa na kolejne dni – usłyszała przechwałki Karla i to pozwoliło się jej otrząsnąć.
- Nie pomyślałeś, że ten maluch umrze bez matki?! – rzuciła do chłopaka – poza tym, znamy się już tyle lat, ze powinieneś się zorientować, ze nie jadam mięsa. A on tylko broni swojego małego, to przecież normalne… -

Planowała palnąć Karlowi przemowę, ale w tej chwili ktoś złapał ja za łokieć i pociągnął.
- Hej! – zawołała przestraszona odwracając się, ale na szczęście był to tylko Aaron.
- Wycofajmy się tam.- wskazał na jakiś budynek.

Kesa skinęła głową i pobiegła do drzwi zabudowania. Dziewczyna wiedziała, że matki w obronie młodych mogą być bardzo agresywne. A niedźwiedzica nie musiała przecież wiedzieć, że są przyjacielsko nastawieni i nie jedzą małych niedźwiadków… Znaczy – ona nie je.
 
__________________
Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy. Pół wieku poezji
kanna jest offline  
Stary 15-07-2012, 21:49   #33
 
Wnerwik's Avatar
 
Reputacja: 125 Wnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znany
Jak na razie wszystko szło świetnie - udało mu się zniknąć sprzed nosa reszcie bez wywoływania zbędnego zainteresowania, bez problemu dostał się do domu - drzwi były otwarte! W środku było tylko lepiej - takiego bogactwa to on w życiu nie widział, a najlepsze było to, iż w ogóle nie było pilnowane! Wszystko było praktycznie jego... No, prawie wszystko, przecież trzeba się będzie podzielić z przyjaciółmi. Ale najciekawsze (i najbardziej kosztowne) okazy zamierzał zachować dla siebie! Nie przejmował się tym, że i tak nie będzie mógł tego nigdzie sprzedać, liczyła się przyjemność z posiadania tych rzeczy...
Choć z drugiej strony był nieco zawiedziony. Nie przyznałby tego, w końcu taka okazja, ale... spodziewał się czegoś ciekawszego. Jakiejś akcji, chociaż odrobiny ryzyka. A tu nic. Pusto. Zero wysiłku, zero satysfakcji.
I wtedy usłyszał głos.
Zaciekawiony od razu ruszył na górę. Wszedł do pomieszczenia...
Zamarł. Wpatrywał się w zamkniętą w klatce istocie z rozszerzonymi oczami i otwartymi ustami.
Była piękna, choć to akurat nie było dla niego problemem - lubił gawędzić z ładnymi dziewczynami w rodzinnej wiosce, a one lubiły jego.
Tym razem jednak nie mógł rzec ani słowa. Istota w klatce miała skrzydła.
Skrzydlata piękność w opuszczonej przez mieszkańców wiosce, do tego zamknięta w klatce? Co tu się, u licha, stało?
- Yyy... Czym ty właściwie jesteś? - Wydukał w końcu.
- Nie bój się młodzieńcze. Błagam cię pomóż mi. - Zdążył usłyszeć Taelryn zanim wziął nogi za pas. Nie żeby był tchórzem, ale cała ta sprawa wyjątkowo mu się nie podobała...
Biegiem ruszył ku wyjściu, lecz nim wydostał się na zewnątrz trafił na grupkę przyjaciół, która miała pozostać na zewnątrz. Odetchnął z ulgą. Od razu zrobiło mu się jakoś raźniej.
- Tam na górze... jest kobieta - rzekł, z trudem ukrywając drżenie głosu. No przecież nie pokaże im, że się boi! Ktoś spojrzał się na niego jak na idiotę. Niemal słyszał jego myśli - "Kobieta, świetnie. W życiu żadnej nie widziałeś, że się tak ekscytujesz?"
- Tylko wiecie... ona ma skrzydła. To jakaś cholerna wróżka!
 
Wnerwik jest offline  
Stary 17-07-2012, 20:55   #34
 
Fenriz's Avatar
 
Reputacja: 30 Fenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodze
Orik, Beldar Johanson, Begus, Ronniel
Stało się. Przygoda dopadła grupę przyjaciół i mimo zaskoczenia zadziałali oni nad wyraz sprawnie.
Nie speszyły ich ani odgłosy niedźwiedzicy, ani uciekający w podskokach podglądacz.
Plan został opracowany w mgnieniu oka i tak też zaczął być realizowany.
Orik, Begus i Ronniel zaczęli okrążać zbiega wykorzystując wysokie trawy, by sprawnie przekradać się w jego stronę. Beldar w tym czasie spróbował dogadać się z niedźwiadkiem, lecz przy pierwszym kontakcie myślowym zwierzak po prostu zniknął.
Nie chodziło oto, że się ukrył i Beldar go nie widział. Nie! Zwierzę po prostu rozpłynęło się w powietrzu, jakby za pomocą czarodziejskiej różdżki. Na domiar złego kilkanaście metrów z przodu wyskoczyła z zarośli potężna niedźwiedzica.
Chłopak stanął, jak wryty i nie wiedział, co ma dalej robić. Nie chodziło bynajmniej o to, że się przestraszył, choć niedźwiedź wyglądał naprawdę groźnie. Coś jednak w tym wszystkim się nie zgadzało. Ryk niedźwiedzicy dobiegał za ich pleców, a teraz wyskakuje ona wiele metrów przed nimi. Na dodatek mimo groźnej postury i obnażonych kłów bestia nie wyglądała strasznie. A to dlatego, że się nie ruszała. Beldar wiedział już, że nie mają do czynienia z prawdziwymi zwierzętami. Tutaj działała jakaś magia.

W tym czasie pozostała trójka goniła nadal włochatego zbiega. Gdy pojawiała się niespodziewanie niedźwiedzica wszyscy stanęli, podobnie jak Beldar i z lękiem wpatrywali się w stojącego na dwóch łapach niedźwiedzia. Cała trójka zapewne wzięłaby nogi za pas, gdyby nie reakcja istoty, którą gonili.
Włochaty skoczek spanikował jeszcze bardziej niż młodzi poszukiwacze przygód i jeszcze szybciej zaczął uciekać wprost na przygotowaną na niego pułapkę.
Orik widząc zbliżającego się do niego skoczka przygotował sieć i sprawnym ruchem rzucił ją dokładnie w momencie, gdy istota przelatywała tuż nad nim. Cała trójka rzuciła się obalonego przeciwnika i przygniotła go do ziemi.
- Nie zabijać, nie zabijać! - zapiszczał włochaty jegomość.
Orik i Beldar zobaczyli, że w momencie gdy zbieg został pochwycony, niedźwiedzica zniknęła.

Karl Johanson, Kesa, Bolesław, Taelryn, Aaron, Marlowe
Nie do końca wiadomo, czy to opowieść Taelryna, czy ryki niedźwiedzicy, czy też namowy Kesy i Aarona skłoniły grupę do ucieczki. Najważniejsze, że koniec końców wszyscy znaleźli się w największej chacie wioski. Wystrój wyraźnie wskazywał, że zamieszkiwał ją jakiś szacowny obywatel wsi, wójt, a może kapłan.
Gdy tylko przyjaciele znaleźli się wewnątrz poczuli się bezpieczni i spokojni. Jedynie Taelryn wykazywał objawy zdenerwowania. Nasiliły się one, gdy z piętra dobiegł głos kobiety:
- Błagam was pomóżcie mi!
Wszyscy ruszyli za Taelrynem, który poczuł się niemal jak gospodarz i zaprowadził przyjaciół przed klatkę w której, tak jak mówił uwięziona była piękna kobieta. No, może nie do końca kobieta, gdyż nie wszystkie piękne niewiasty obdarzone są przez naturę równie pięknymi skrzydłami.
Kobieta popatrzyła na wszystkich, którzy otoczyli klatkę błagalnym wzrokiem i jeszcze raz powtórzyła.
- Błagam pomóżcie mi. Oni już się zbliżają.
 
Fenriz jest offline  
Stary 17-07-2012, 21:39   #35
 
korwinlk's Avatar
 
Reputacja: 11 korwinlk nie jest za bardzo znanykorwinlk nie jest za bardzo znany
Bolesław nie zaprotestował gdy Aron złapał go. Przyjaciel mógł mieć rację w swoich poczynaniach, rzeczywiście było za cicho. Może mieszkańcy obawiają się czegoś i siedzą z załadowanym kuszami oczekując jakiegoś zagrożenia? Popatrzał na swoich towarzyszy a my jesteśmy tu obcy. Tymczasem zobaczył jak Marlowe i Taerelyn wymknęli się i ruszyli do największego budynku niewątpliwie w celach rabunkowych. Gdy to zobaczył mruknął coś o chędożonych złodziejach, mimo, że chciał się wybrać do tego samego domu w tym samym celu. Jednak nie chciał być uznany za złodzieja przez przyjaciół, a pójście za Marlowe i Taerelyn to właśnie oznaczało. Jednak po usłyszeniu przeraźliwego ryku niedźwiedzia grupa postanowiła schronić się w domu wójta. Spotkali tam przerażonego Taelryna, który wybełkotał
- Tam na górze... jest kobieta.

- I to cię tak przeraziło?
Zapytał.

- Tylko wiecie... ona ma skrzydła. To jakaś cholerna wróżka!

-Niemożliwe żeby kobieta miała skrzydła chyba, że byłaby ptakiem.


Spokojnie odpowiedział. Poczym usłyszał głos z góry „Błagam was pomóżcie mi!”

-Chodżmy może dowiemy się co to za wieś i gdzie się wsączy podziali Prowadż Taelrynie. Powiedział. Dotarli przed klatkę w której uwięziona była piękna kobieta o długich i kręconych kasztanowych włosach, która mimo racjonalnego sposobu myślenia Bolesława rzeczywiście miała skrzydła. Nie zwariowałeś ona rzeczywiście ma skrzydła. Bolesław szepnął towarzyszowi. Po chwili kobieta odezwała się.

-Błagam pomóżcie mi. Oni już się zbliżają.

Spokojnie może najpierw powiesz nam co to za wieś gdzie są jej mieszkańcy i kto tu się zbliża.
 
__________________
Co tam komu w duszy gra
Co kto widzi w swoich snach
korwinlk jest offline  
Stary 19-07-2012, 14:37   #36
AJT
 
AJT's Avatar
 
Reputacja: 14597 AJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputację
Grupa I z włochaczem

- Nie zabijać, nie zabijać! - zapiszczał włochaty jegomość.
Begus z zadowoleniem patrzył jak włochacz trzepocze się w siatce. Po to ją brał, po to ją dał Orikowi... udało się! Sam by pewnie nie złapał tej istoty, a teraz ona tak pociesznie szamotała się. Nie wiedzieć czemu z wielkim zadowoleniem patrzał na nią.
- Zabijać nie będziemy, najwyżej ogonek odetniemy – powiedział jak najbardziej spokojnie i poważnie. Następnie spojrzał na większych, bardziej reprezentatywnych, Orika i Beldara. Taki wstęp możliwe, że jeszcze bardziej zachęci istotę do wytłumaczenia co tu robi i czemu ich obserwował. Ale może niech te pytania zada ktoś ‘dobry’. Tego ‘złego’ zawsze może grać, czy też nawet nie grać, młody, brzydki gnom.
- Nie zabijać! Nie odcinać! Ja błagać! - odparł włochacz. Widać było, że ludzka mowa może i nie jest mu obca, ale na wielkie dysputy i długie rozważania filozoficzne z jego udziałem nie ma co liczyć.
- Nie błagaćI Nie skomleć, tylko mówić kim jest i czego nas obserwował? Bo inaczej my obcinać, a później zjadać. - Odparł Begus, a na jego twarzy zagościł złośliwy uśmiech.
- Ja Ringo. Ja przyjaciel. - odparł już swobodniej włochacz.
- Wybacz mojemu koledze – przejął pałeczkę Orik - Bywa czasem... niepokojący. Jeśli uważasz się za naszego przyjaciela, liczę, że potrafisz to udowodnić. Bo widzisz - przybywamy do całkowicie opustoszałej wioski, gdzie straszą magiczne niedźwiedzie, a tu ukradkiem obserwuje nas tak cudaczny osobnik jak ty. Więc, przyjacielu, może opowiesz nam od początku, co tu się właściwie wyprawia?
W trakcie pytań Orika, Wizwolt się nie odzywał. Wyjął jedynie swój sierp i naprzemiennie patrzył na niego, gładząc ostrze, oraz na ogon upolowanego.
Ronniel popatrzył na tę małpę. Zmarszczył czoło, podniósł jedną z brwi. Po chwili się uśmiechnął:
- Czym ty do licha jesteś i czemu przed nami próbowałeś wiać?
- Ja Ringo, ja przyjaciel – powtórzył jegomość - Ja się was bać i wiać. Tutaj przybyć złe, zielone ktosie i zabrać wszystkich. Tylko ja uciec. Oni cała reszta zabrać ze sobą.
- Karl nadbiega od strony wioski i krzyczy:
- Chłopaki! Jesteście potrzebni. –
Gdy już stoi obok nich patrzy się na dziwną istotę w sieci- Co to do pioruna jest ? Nigdy nie widziałem tak wyglądającej istoty.
- Ja Ringo - powtórzył jegomość niczym nakręcana zabawka - Ja was przyjaciel, ja nie chcieć wasza krzywda.
- Ringo tak ? Wiesz nawet zabawnie wyglądasz. Czym ty właściwie jesteś? - powiedział Karl do Schwytanego, - Ale to akurat nie o ciebie mi chodzi, Przybiegłem do Ciebie Orik, Potrzebny jesteś w chatce. Tealryn coś znalazł i mówią, że wy jesteście tam potrzebni, nie wiem o co chodzi bo nie wchodziłem na górę ale podobno to coś bardzo dziwnego
- Ty Ringo, przyjaciel, mi o Ciebie za to chodzi, odpowiesz mojemu przyjacielowi na pytania? - Odezwał się Begus, wskazując głową Orika - Czemu nas obserwowałeś i co się tu dzieje? - Dokończył po chwili.
- Ja mówić. Złe, zielone przybyć i wszystkich zabrać. Tylko Ringo uciec.
- Ringo jak dawno to było ? – Spytał Karl.
Ringo zamyślił się na chwilę... dłuższą chwilę i w końcu powiedział.
- Gdy Pete dać Ringo placek. Wtedy przybyć zielone złe i zabrać wszystkich.
- Zjadłeś już placek ? – Zaciekawił się Karl.
- Oj tak! - odparł radośnie Ringo - Pyszny być, ale w brzuchu już burczy.
-Czyli było to dość dawno, bardzo się nas boisz? My nie złe, chodź do domku w wiosce pokażemy ci coś i porozmawiamy w spokoju – syn myśliwego starał się uspokoić włochacza.
- Powiedz no tylko jeszcze. Jest więcej takich jak Ringo w okolicy, czy Ringo sam? - Wtrącił Begus.
- Dobrze, Ringo, pomogłeś nam swoimi odpowiedziami - odezwał się Orik – Co zrobisz jeśli wypuszczę cię z siatki?
- Ja?
-zdziwił się Ringo - Ja wam pomóc. Wy bohatery, tak? Ja dużo umieć. Ja pomocny.
- Teraz otworzę siatkę. Ale nie próbuj niczego dziwnego, bo Begus będzie musiał zjeść ci ogonek. Tak, jesteśmy bohaterami. Ja jestem duży i silny i mam wielki młot. Obronimy cię przez zielonymi.
Po czym Orik odwrócił się do Karla:
- Chodźmy już. Ringo, idziesz z nami. Nie oddalaj się.
- Dobrze, ja iść z wami
- przytaknął uradowny Ringo po odzyskaniu wolności.
Kowalczyk odpakował małpę i wyruszyli. W drodze spytał jeszcze:
- Ringo, czy to ty wyczarowałeś niedźwiedzia?
- Nie, ja nie umieć czarować. Nutpthys tylko umie.


***

Razem z pozostałymi, za wezwaniem Karla, ruszył do domu. Tam uwięzione było coś jeszcze dziwniejszego niż małpiatka. I temu czemuś dziwniejszemu Begus nie ufał. Szczególnie, że nie chciało mu to odpowiedzieć na jedno proste pytanie, które zresztą i włochacz omijał. Begus zdecydował się poprzeć plan zaniesienia jej do Świątyni, jednak sam ostatecznie do budynku nie wszedł. Miał złe przeczucie, czuł że coś mu nie pasuje…
- Będę na czatach – rzucił, po czym stanął na zewnątrz. Rozejrzał się po okolicy w poszukiwaniu jakiegoś punktu z którego mógłby zaobserwować jak najwięcej, a zarazem zostałby w miarę niewidoczny. Zbliżał się wieczór, więc nie powinno być problemu z ukryciem się.
 
AJT jest offline  
Stary 19-07-2012, 18:23   #37
Aro
 
Aro's Avatar
 
Reputacja: 5427 Aro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputację
Grupa II z wróżką + I z Ringo w dalszej części

- Błagam pomóżcie mi. Oni już się zbliżają.
- A nie mówiłem? - Zapytał Taelryn prezentując przyjaciołom swe “znalezisko”. -Siedzi w tej klatce i jęczy. Wiecie może co to jest? - Oczywiście mówił szeptem, by ta nibywróżka przypadkiem nie podsłuchała.
- Kto? -zapytała krótko i rzeczowo Kesa, przyglądając sie kobiecie. Niewątpliwie była to kobieta, wskazywały na to szaty, opinające się w miejscach, gdzie Kesa chciałaby, zeby jej szaty się opinały. Musiała to być jakaś wrózka, albo ktoś taki, czarodziejka, bo zwykłe kobiety tak pięknie nie wyglądały. No, i nie miały skrzydeł.
- Kim, lub raczej czym jesteś? - Aaron zapytał się owej “kobiety” w klatce, która okazała się być całkiem prawdziwa. Chłopak myślał na początku, że Taelryn zmyśla, jednak został zaskoczony. - Nie pomożemy Ci, dopóki nie odpowiesz na nasze pytania i nie będziemy pewni, czy możemy ci zaufać. Nikogo nie zamyka się w klatce ot tak. Możesz być niebezpieczna.
Alchemik trzymał się w bezpiecznej odległości poza zasięgiem rąk istoty, gdy powoli obchodził klatkę, z wyraźnym zainteresowaniem studiując postać.
- Nazywam się Nutpthys. Jestem... a raczej byłam opiekunką tej wioski. Teraz błagam was o pomoc, bo ludzie którzy mi zawierzyli są w niebezpieczeństwie.
- Świetnie ci poszło, biorąc pod uwagę, że w tej wiosce nie ma ani żywej duszy... - mruknął z powątpiewaniem ćwierćelf. A potem skarcił się w myślach. Za dużo przebywał z Marlowe i podobnie jak on zaczynał we wszystko powiętpywać. Jeszcze trochę i będzie marudził.
- A ów niebezpieczeństwo... - Aaron spytał się, tym razem bliżej przyglądając się skrzydłom. - Posiada jakąś formę czy cechy charakterystyczne? Czy może ty nim jesteś?
- Sługi Abadiela podstępem opanowali wioskę, a mnie uwięzili. Wszyscy mieszkańcy są w ich rękach. Pozbawili mnie mocy i teraz nie mogę już chronić mego ludu, ale i tak muszę im pomóc. Musicie mnie tylko uwolnić. Czuję, że oni się zbliżają. Błagam was pospieszcie się.
- Jasne. We wszystkich strasznych historiach które słyszałem działo się podobnie i nie skończyło się to dobrze dla otwierających...
- Uwierzcie mi, błagam. Gdy oni tutaj przyjdą będzie za późno i dla mnie i dla was. Sługi Abadiela nie znają litości.
- Kim jest Abadiel? - Aaron spytał się.
- Abadiel to okrutny bożek, a raczej za takiego się sam ma. Tak naprawdę to czarownik, którego chora ambicja ukierunkowała na poszukiwanie boskości. Wybrał niestety drogę prowadzącą do zła. To zło odcisnęło na nim swoje piętno i teraz zapewne mało już co przypomina człowieka. Uwolnijcie mnie, to jedyna szansa dla mnie, dla moich ludzi i dla was także.
- A cóż stało się z mieszkańcami? Nie żyją? Wszak słudzy tego Abadiela litości nie znają. Tylko trupów brak.
- Wszyscy zostali uprowadzeni z wioski. Abadiel potrzebuje wielu niewolników, który będą dla niego pracować i bić mu pokłony.
- Na raz? - dopytała Kesa - to mało praktyczne...
Cała sytuacja wyglądała dziwnie. Ale Taelryn miał rację, we wszystkich bajkach uwalnianie stworów z klatek konczył się źle...
- Co za stwory służą Abadielowi? Nie znam ludzi którzy zostawili by te wszystkie błyskotki...
- Ci, którzy przybyli mieli zieloną skórę i ohydnie cuchnęli. Nie wiem, jednak kto jeszcz mu służy. To człowiek zły do szpiku kości, więc posunie się do wszystkiego co tylko zwiększy jego moc.
- Uwolnimy cię. - Aaron wrócił do przyjaciół, stając twarzą w twarz z istotą w klatce. - Pod jednym tylko warunkiem. - Wygrzebał z torby fiolkę z przezroczystą substancją i uniósł ją, by wszyscy mogli uważnie się jej przyjrzeć. - To tutaj jest jedną z najsilniejszych trucizn na świecie. Niewiele osób potrafi wytworzyć na nie antidotum. Jestem jedną z nich. Wypijesz to, a jeśli nas zdradzisz, zginiesz powolną i okrutną śmiercią. Jeśli okażesz się pomocna, zrobię antidotum. - Chłopak uśmiechnął się lekko. Nikt nie musiał wiedzieć, że w fiolce znajduje się jedynie woda.
- Widzę, że jesteś równie okrutny co Abadiel. Mógłbyś być jego sługą, ale zapewniam cię nie tędy droga. Nie wypije żadnej truciny. - zaprzeczyła gwałtownie kobieta.
- To będziesz siedziała w klatce i skażesz swój lud na niewolę. Aleś okrutna... - Taelryn pokręcił głową i zacmokał w udawanym niezadowoleniu. - Prawie jak Abadiel.
- Być może istotom twej rasy wiara w czyste intencje innych przychodzi łatwo. My jednak, jeśli znajdujemy kogoś zamkniętego w klatce, bez żadnej żywej duszy obecnej w pobliżu, musimy być czujni. - Aaron pokręcił jedynie głową. - Mój przyjaciel dobrze mówi. Los twój i tych, których przyrzekłaś chronić zależy od tego, czy będziesz z nami współpracować. Jeśli nie, zostaniesz w klatce. My możemy uciec z wioski. Decyduj.
- Ostrożność to dobra cecha - pochwaliła Aarona kobieta - Jeżeli mi nie ufacie, to proszę tylko o jedno. Przenieście klatkę wraz ze mną do podziemi świątyni. Tam postaram się udowodnić wam, że można mi ufać.
- Jak nas zauroczysz za pomocą czarów to z pewnością ci zaufamy.
- Gdybym mogła to zrobić, to zrobiłabym to już dawno - zripostowała.
- Więc niby jak zamierzasz udowodnić nam swą prawdomówność, hę? - Blondyn pozostawał nieprzekonany.
- Tam postaram się odzyskać, choć część mocy i wtedy pokażę wam kim jest Abadiel i co zrobił ludziom z mojej wioski.
- Nawet gdybyśmy chcieli, klatka jest zbyt ciężka. - Aaron odparł. - Bez urazy.
- Poza tym jeszcze przed chwilą mieliśmy się śpieszyć, a teraz mamy czas na przemeblowanie? Coś kręcisz. - Według skromnej opinii Taelryna ta sprawka strasznie śmierdziała. Jak na razie Abadiela ani jego sług nigdzie nie było widać... Czyżby był to sprytny blef?
- Nadal nie mamy czasu, a każda chwila dyskusji skraca go. Sami się niedługo przekonacie. A klatka nie jest taka ciężka. Razem dacie radę. A w świątyni będziemy bezpieczni.
- Mimo wszystko, przeniesienie klatki zajmie za dużo czasu, a tego podobno nie mamy za dużo.
- Aaronie, czy w twej truciznie można zanurzyć ostrze? Wiesz, wtedy jedno nacięcie, nawet bez jej zgody i nie będzie miała wyboru - Młody złodziejaszek zwrócił się szeptem do nieco starszego alchemika. - Choć z drugiej strony... To trochę mało bohaterskie.
- Nazwijmy to planem B. - Aaron odparł Taelrynowi. - Spróbujmy znaleźć linę, łańcuch, cokolwiek, czym można byłoby ją związać. Mam nadzieję, że na tyle jesteś w stanie się zgodzić? - Spojrzał jeszcze na kobietę, zanim zaczął rozglądać się za owymi rzeczami, które wymienił.
- Łańcuch, czy też lina może wam pomóc z klatką. Skrępowanie może mnie zabić. Moje skrzydła są bardzo delikatne.
- Nie mówię o skrzydłach. Dłonie. Ewentualnie nogi. Jeśli ktoś będzie chciał cię nieść. - Odpowiedział kobiecie. On sam nie nadawał się na tragarza.
- Dobra, to wy poszukajcie sznurka, a ja spróbuję rozpracować tę kłódkę - Niski blondyn ruchem dłoni wskazał na klatkę. - Skoro już ją mamy zamiar stamtąd wyciągnąć... - Dodał jeszcze, po czym podszedł do klatki, by przyjrzeć się zamkowi.
- Co to za znaki? - Zapytał wróżkę, widząc, iż kłódkę pokrywają jakieś tajemnicze runy. - Mam nadzieję, że to nie jest magiczne albo coś...
Na te słowa Nutpthys aż uklękła i zakryła dłońmi twarz.
- Nie - westchnęła cicho - To magiczne pismo Abadiela. Nie wiem, jaki czar jest zaklęty w kłódce. Można się tylko domyślać, że jakiś ochrony. Błagam was przenieście mnie do świątyni. Czasu zostało nam niewiele.
- No właśnie dlatego próbuję otworzyć tę cholerną klatkę! - Warknął Taelryn. - Jak ją otworzę to sama dojdziesz do świątyni, co z pewnością będzie szybsze niż targanie tam całej klatki. - Westchnął głośno. - Aaronie, podejdź tu na chwilę. Potrafisz rozszyfrować te znaki?
- Znaki? Jakie znaki? - Alchemik podszedł do Taelryna.
- Runy. Na kłódce. Przeczytałeś więcej ksiąg ode mnie, może coś kojarzysz...
Aaron pochylił się nad zamkiem i przyjrzał kłódce. Taelryn miał rację, chłopak przeczytał wiele ksiąg, jednak tylko kilka z nich zawierało informację o runach czy magii. Mimo to, obrócił kłódkę i zmrużył oczy na widok znaków. Badanie samego mechanizmu zajęło mu dłuższą chwilę. To go obrócił, to postukał palcem. Metal zdawał się pulsować w jego dłoni.
- Zamek jest magiczny. - Powiedział Taelrynowi, cofając dłoń. Zagryzł wargi, próbując przypomnieć sobie jakiekolwiek informacje o runach czy zaklęciach. - Zaklęcie może być wymierzone przeciwko temu, kto spróbowałby wyłamać zamek. Może, a bo ja wiem, zmienić cię w ropuchę, jeśli będziesz w nim gmerać. Trzeba klucza. Albo zaklęcia. - Zmierzwił czuprynę. - Jedyne, co mogę zapewnić to to, że jest połączona z tym, kto ją zaczarował. Będzie wiedzieć, kiedy ktoś otwiera klatkę lub próbuje ją otworzyć. Na twoim miejscu zostawiłbym to w spokoju i poszukał innego wyjścia. Może któryś z prętów jest obluzowany. Najpewniej jednak będziemy musieli przenieść ją razem z klatką. Potrzebujemy kogoś silnego. Może Orik.
Aaron znowu nachylił się nad kłódką, wyraźnie zaciekawony magią, która była w niej zaklęta. Ba, sekretem nie było, że chłopak był zainteresowany jakimkolwiek jej przejawem. Dzisiaj jednak, po raz pierwszy w życiu miał okazję być świadkiem owego przejawu.
- Właśnie, przydałby się tu Orik z tym swoim młotem. Rozwaliłby kłódkę. Albo klatkę. Ja tam nie zamierzam ryzykować oślepnięcia, paraliżu, ani zamienienia w ropuchę. Lepiej to rozwalić. - Stwierdził, wyraźnie zdenerwowany. Był zawiedziony. Już myślał, że będzie mógł się pobawić, popisać się przed towarzyszami, a tu co? Magiczny zamek!
- Coś długo nie wracają... Może niech ktoś po nich pójdzie?
- Miecz nie da rady magii - Kesa pokreciła przecząco głową. Była dziwnie pewna swoich słów - prędzej miecz pęknie, niz kłódka
- Co tam się u was dzieje ? długo jeszcze ? na polu wszyscy ucichli ale nadal nikt nie wrócił - odpowiedział Karl do wszystkich przebywających w budynku. - wiecie, takie stanie w drzwiach i rozglądanie się w puste budynki nie jest za ciekawe
- Orik nie ma miecza, tylko młot. - Aaron odwrócił się do Kesy. - Kłódkę powinniśmy zostawić w spokoju. Klatka za to nie wygląda na zbyt solidną, więc może uda się obluzować kilka prętów, żeby owa wróżka mogła wyjść.
- Co za różnica - Kesa wzruszyła ramionami - na magię broń nie pomoże. Wiem to na pewno.
Alchemik, gdy usłyszał głos Karla dobiegający z dołu, podszedł do schodów i zszedł po kilku z nich, by móc zobaczyć chłopaka.
- Potrzebujemy innych do pomocy. Pobiegnij po nich i powiedz, żeby się pospieszyli.
I nie czekając na odpowiedź, wrócił na piętro. Po raz drugi zaczął obchodzić klatkę, tym razem jednak próbował znaleźć jakieś słaby punkty w jej konstrukcji.
- No dobrze, to ja biegne po nich tylko uważajcie na siebie - odpowiedział Karl i pobiegł do Orika i reszty aby zawołać syna kowala do pomocy.
- Trzeba będzie przenieść ją razem z klatką. - Odezwał się alchemik, palcem trącając jeden z runów na pręcie. - Jest zaklęta. Jak zamek.
- Cześć. Już wróciliśmy - przywitał się Orik - Patrzcie, co znaleźliśmy. O! A co wy znaleźliście.
Kowalczyk pokrótce przysłuchał się informacjom i zdał raport ze swojej przygody z Ringo. Po czym zabrał się za oględziny klatki. Zamiast brutalnej siły, postanowił użyć wiedzy rzemieślniczej. Klatka musiałą mieć jakieś łączenia, śruby możliwe do wykręcenia, kliny do wybicia, ścianki, która dało się podważyć długą dźwignią. Zasadniczo klatki służą do przetrzymywania zwierząt, w ostateczności ludzi nie wyposażonych w narzędzia. A Orik narzędzia miał.
- Ale to magia! Jestem wojownikiem, do magii wolę się nie dotykać. To co, taszczymy razem klatkę do świątyni?
- O Ringo - ucieszyła się Nutpthys - Żyjesz!
Ringo padł na twarz i pokłonił się kobiecie w klatce.
- Powiedz im Ringo kim jestem i że mogą mi ufać. Nie mamy czasu, bo zbliża się znowu zło.
Ringo kiwnął tylko w odpowiedzi głową i stanął między klatką, a całą grupą.
- To jest Nutpthys, nasza pani. Opiekunka i samo dobro. Ona przyjaciel, jak Ringo. Wy jej pomóc wyjść, proszę.
- Dzień dobry. Niestety, ja tego nie otworzę - kto wie jakie zaklęcie jest rzucone na klatkę. Ej, przyjaciele, to zaniesiemy klatkę do tej światyni? Tu naprawdę nie trzeba się nadźwigać, wystarczy podłożyć coś okrągłego... bo ja wiem - pniaczki drewna na opał, albo wiadra pod spód i już łatwiej ją przenieść.
- Widzę, żeś mądry i rozsądny - rzekła kobieta do Orika - Błagam cię przekonaj ich, czasu zostało nam bardzo niewiele. Ja już słyszę okrzyki sług Abadiela i ich potworny smród. Oni się zbliżają. Błagam pomózcie mi.
- Pomóżcie, pomóżcie - wtórował Ringo - Nutpthys dobra, Abadiel zły. Pomóżcie.
- Przepraszam, a czy to pani wyczarowała magicznego niedźwiedzia?
- To nie ja. Uwięziono mnie i zabrano znaczną część mocy. To musiał być ktoś inny.
- Hmm. To skąd się wziął ten niedźwiedź?.. W każdym razie, bratki, jaka decyzja? Albo ufamy Nutpthys i wtedy niesiemy ją do światyni. Albo nie ufamy - wtedy najlepiej zwiać z wioski, bo faktycznie może się tu zbliżać ktoś ponad nasze siły.
- Jestem za pomocą, tak długo jak będziemy trzymać ją w klatce. - Odparł Aaron. - Przynajmniej dopóki nie upewnimy się co do jej intencji.
- A niech mnie, nie wyglądają na groźnych. Ta małpiatka pocieszna bardzo...i chyba straty ogonka nie zaryzykuje. Pomóżmy... - wtraćił Begus.
- Zanieśmy ją do tej świątyni. Nuży mnie ta rozmowa - wyraził swoją opinię Taelryn. Dla potwierdzenia swych słów zrobił równie znudzoną minę co na lekcjach w ich rodzinnej wiosce.
- Jestem za tym aby ci pomóc i zabrać cię do świątyni. Ale pod jednym warunkiem. Powiedz czym Ty jesteś i czym jest Ringo. - powiedział stanowczo Karl i oglądał z każdej strony uwięzioną w klatce Nutpthys.
- I czy więcej, takich przyjaciół jak ty, jest w okolicy... - Wizwolt kolejny raz starał się uzyskać odpowiedź na to pytanie.
- Na resztę waszych pytań odpowiem, gdy będziemy już w świątyni - odparła Nutpthys - Teraz nie ma na to już czasu.
- Myślę, że po ‘drodze’ masz wystarczająco czasu by odpowiedzieć... Co bowiem innego możesz robić. Zatem słuchamy... - rzucił zgryźliwie Begus.
- Daruj sobie, Begus. I tak ci nic nie powie. Nam nie pisnęła ani słówka choć prosiliśmy, przekonywaliśmy, a nawet groziliśmy. Do świątyni i koniec! - Żachnął się Taelryn.
- Co znaczy nie powie? Chce do świątyni, to gada! To my ryzyku... - oburzył się Wizwolt.
- Przecież wiem - wtrącił się gnomowi wpół słowa. - Ale weź jej to powiedz! Odkąd tu jesteśmy ją przekonujemy i nic. Dla świętego spokoju jej pomóżmy...
- Motyl... Gadasz, czy zostajesz tu? - Gnow zwrócił się bezpośrednio do Nupthys.
- Begus, odpuść - uspokoił gnoma Orik - Zaufam ci, Nutpthys. Ale wiedz, że jeśli nas oszukasz, nie darujemy.
- Nutpthys nie zdradza - oburzył się Ringo.
- No ludziska! nie ma czasu do stracenia. Zanieśmy ją i po problemie. A przy okazji może będziemy mieć nowych przyjaciół - powiedział radośnie Karl, - Chodź Ringo, jak oni nie chcą to sami ją zaniesiemy - rzekł do jegomościa młody myśliwy.
Ringo radośnie podskoczył i zaraz stanął przy klatce, gotowy ją dźwigać.
Orik podłożył pod klatkę coś ułatwiającego toczenie i zaparł się o ścianę.
- Naaa raz!
- A... róbcie co chcecie...- burknął Wizwolt. Miał zamiar iść parę kroków za niosącymi klatkę. Z pewnością też nie miał zamiaru wchodzić do świątyni.
- Ech... - westchnął Ronniel - Co tu się dzieje... chodźmy stąd, jeśli tu niebezpiecznie. Przespałbym się, zjadłbym i poleniuchował chwilę. Mamy w końcu … wakacje...
 
Aro jest offline  
Stary 31-07-2012, 07:46   #38
 
Fenriz's Avatar
 
Reputacja: 30 Fenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodze
Młodzi poszukiwacze przygód wykazali się wielką ostrożnością, czy wręcz nieufnością. Tajemnicza kobieta zamknięta w klatce budziła wiele podejrzeń i lęków wśród członków drużyny.
Mimo to jednak przyjaciele postanowili zaryzykować i przenieść klatkę do świątyni.
Nie było to może zadanie trudne, ale wymagało troszkę sprytu i wysiłku.
Zejście po schodach było najtrudniejszym etapem. Łatwiej się schodzi z nawet ciężkim pakunkiem, gdy nie trzeba uważać aby nic mu się nie stało. Tutaj ostrożność była konieczna, gdyż wewnątrz klatki przebywała żywa osoba.
Gdy klatka znalazła się już na parterze, dalsza droga okazała się już o wiele łatwiejsza. Siła Orika i jego uwagi sprawiły, że wszystko poszło szybko i sprawnie.
Grupa ruszyła do świątyni, która była tuż obok. Wtedy właśnie okazało się, że nie wszyscy mają ochotę przekraczać jej progu słowa Nutpthys o tym, że wewnątrz świątyni odzyska część mocy kazała zachować daleko posuniętą ostrożność. Drużyna podzieliła się, więc na tych którzy weszli ze skrzydlatą kobietą do świątyni i na tych którzy pozostali na zewnątrz.

ŚWIĄTYNIA
Orik, Aaron, Taelryn, Karl, Marlowe

Świątynia okazała się o wiele skromniej urządzona niż dom włodarza wioski. Pod zachodnią ścianą stał niewielki kamienny ołtarz na którym płonęła oliwna lampka. Wzdłuż prostopadłych do niego ścian stały dwie długie, drewniane ławy. Pod powałą wisiało kilka wiązek suszonych ziół, których woń unosiła się w całym budynku.
Gdy tylko Nutpthys znalazła się wewnątrz budynku pochyliła głowę i zaczęła coś szeptać pod nosem.

DZIEDZINIEC
Ronniel, Bolesław, Kesa, Begus, Beldar

W tym czasie reszta drużyny stała na dziedzińcu i obserwowała zarówno to co się dzieje w świątyni, jak i wioskę oraz jej okolicę. Nutpthys wszak ostrzegła, że do wioski zbliżają się ludzie Abadiela.
W wiosce nadal panowała kompletna cisza i nawet nie było słychać szumu wiatru. Wszystko było bardzo niepokojące i dziwne. Wszyscy czuli, że z wioską jest coś nie w porządku.
Wyjaśnienia jakie przedstawiła Nutpthys wcale nie musiały być prawdą i ci, którzy zostali na dziedzińcu doskonale zdawali sobie z tego sprawę.
Czas płynął...
Klatka wraz ze skrzydlatą kobietą znalazła się w świątyni, ale nadal nic się nie wydarzyło. Nie było też już widać co się działo wewnątrz, gdyż panował tam półmrok, który rozświetlała tylko niewielka oliwna lampka.
Wszyscy czekali w napięciu na dalszy rozwój wydarzeń.

To Begus pierwszy dostrzegł zagrożenie. Wejście na dach jednego z domów okazało się owocne. Z pobliskiego lasu wyjechała grupa kilku jeźdźców. Begus nigdy nie widział ani takich wierzchowców, które przypominały zdeformowane i przerośnięte wilki, jak i samych jeźdźców. Ringo wspominał coś o zielonych maszkarach, które najechały wioskę. Dopiero teraz Begus przekonał się, że ich włochaty towarzysz mówił prawdę. Istot tych nie można było nazwać inaczej niż maszkarami. Tylko z sylwetki przypominali humanoidalne istoty. Mieli zieloną skórę i zdeformowane sylwetki. Ich kończyny były nieproporcjonalnie długie lub za krótkie. Ich twarze, o ile tak je można było nazwać, przypominały potwory z bajkowych rycin. Powykrzywiane w dziwnych grymasach, z wielkimi wyrostkami które tylko szpeciły ich głowy. Wszyscy mieli długie wystające kły, a co niektórzy niewielkie rogi wyrastające z czubka głowy.
Grupa siedmiu jeźdźców zbliżała się do wioski.


Reszta drużyny stojąca na dziedzińcu nie widziała zbliżającego się zagrożenia. Wiatr jednak w pewnym momencie przyniósł ohydną woń, która kojrzyła się z brudnym, niemytym wiele dni ciałem i zgnilizną.
 
Fenriz jest offline  
Stary 31-07-2012, 08:17   #39
AJT
 
AJT's Avatar
 
Reputacja: 14597 AJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputację
DZIEDZINIEC

Gnom, gdy tylko ujrzał strzelców podbiegł do skraju dachu.
- Mówiła prawdę – krzyknął. - Biegnijcie do Świątyni powiedzieć, że nadchodzą, prędko! Nie mamy wiele czasu, będą tu za jakieś... Siedem zielonych maszkar na wielkich wilkach! - Dodał na koniec, po czym uznając, że skrytkę i punkt obserwacyjny będzie miał dobry skrył się ‘przyklejając się’ do komina. Był mały, było ciemno, miał nadzieję, że akurat na dachu go nie dosrzegą.

- Kesa, wchodź do środka – Beldar mocniej ścisnął kij. – Nie możemy zostawić jednego z naszych na pastwę napastników. Wilki mają dobry węch. Ale jeśli nie są jakieś magiczne to nie powinny zwrócić na mnie uwagi. W razie czego powinienem dać radę ich zatrzymać.
Słowa najstarszego z myśliwych nie szły jednak w parze z zachowaniem jego ciała, które lekko drżało.

- Wolałbym, by Karl nie zauważył, że nie ma mnie w środku. Gdyby jednak zdał sobie z tego sprawę nie pozwólcie mu wyjść. Nie chcę by zrobił jakieś głupstwo.

Kesa poczuła dziwny, bagienny zapach. Zapach brudu, niemytych ciał. Przestraszyła się, Koszyk też zapiszczał ostrzegawczo. Kiwnęła głową , słysząc słowa Beldara i pobiegła w stronę światyni. Szrpnęła drzwi, zeby wejśc do środka. Chciała przyczaic się przy wejściu i stamtąd obserwować dziedziniec. Może da radę coś zadziałać...

Co tu tak smierdzi Bolesław pomyślał i spojrzał na swojego przyjaciela gnoma Begusa. Nie to nie on stwierdził i wtedy zobaczył zbliżających się wilczych jeźdźców. Na pierwszy rzut oka nie mieli oni przyjaznych zamiarów. Wziął w ręce kuszę, załadował zmierzył wzrokiem odległość dzielącą go od przeciwnika, zmierzył kierunek i siłę wiatru. Załadował i wycelował w jadącego na przedzie jeźdźca, a dokładnie w jego tułów. Czeka aż przeciwnik będzie jakieś 50metrów od niego dopiero wtedy naciską spust.

Ronniel także nie miał zamiaru pokazać tym nieproszonym gościom, że będą tak tu stać i bezczynnie czekać. Wyjął łuk, przymierzył i oddał strzał. Co prawda z niego większego dystansu, bo na taki pozwalały mu jego elfie oczy. Szybko naciągnął kolejną strzałę na cięciwę i wysłał ją ku jeźdzcą. Widział, że nie mają wiele czasu. Bez chwili namysłu wbiegł do świątyni.

Begus kątem oka zauważył Bolesława szykującego się do ataku na siedmiu jeźdźców.
~ Głupiec ~ pomyślał, po czym znieruchomiał.

Beldar silnym uderzeniem wbił w ziemię kij. Powiesił na nim zdjęty z siebie płaszcz. Samemu wziął w rękę swój łuk, naciągnął strzałę i ruszył w stronę zabudowań wioski. Miał nadzieję, że jego przypuszczenia dotyczące wilków będą słuszne. To była jedyna szansa by mógł to przeżyć. A już raz się pomylił…
Po dobiegnięciu do najbliższego budynku miał zamiar znaleźć kryjówkę, z której mógł obserwować wejście do świątyni i w razie, czego likwidować najeźdźców. Gorzej, jeśli oni wcześniej zlikwidowaliby jego…
 

Ostatnio edytowane przez AJT : 31-07-2012 o 20:20.
AJT jest offline  
Stary 31-07-2012, 20:18   #40
 
JanPolak's Avatar
 
Reputacja: 593 JanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemu
Poprzednia tura, w świątyni

-Karl odstawia klatkę z uwięzioną czarodziejką w świątyni i patrzy się na zmianę na nią i na Ringo po czym mówi: I co ? jesteś w świątyni więc co teraz? teraz wyjdziesz z klatki, podziękujesz nam i powiesz czym jest Ringo ? Nie mam nic przeciwko ale chciałbym wiedzieć czy jest więcej takich jak on bo wydaje się fajny popatrzył jeszcze raz na Ringo i się uśmiechnął po czym poszedł pod ścianę i się oparł

Orik starał się nie wyglądać na zdenerwowanego - tylko na czujnego. Młot miał gotowy na ramieniu, rozglądał się wkoło i oczekiwał na rozwój wypadków. Tak naprawdę nerwy go zjadały - pierwsza poważna przygoda jego życia, a tu już wybory, niebezpieczeństwa magia! Lecz starał się nie dać tego po sobie poznać - mężny wojownik chłodnym zachowaniem powinien dawać przykład innym.
- Pani się pośpieszy - rzekł do Nutpthys - Cokolwiek ma się wydarzyć, lepiej nie tracić czasu.
Po czym dodał ciszej:
- Ciekawe, co robią ci na zewnątrz?

Kobieta jakby na życzenie Orika podniosła głowę, a jej oczy emanowały dziwnym niebieskim blaskiem. Popatrzyła wokół i rzekał:
- Oriku! Teraz wystarczy jeden silny cios, twego młota i kłódka spadnie. Ringo! - zawołała po chwili przerwy - Otwórz przejście, szybko.
Ringo w podskokach dobiegł do ściany i pociągnął wystający z niej kawałek drewna, który wyglądał, jak naturalne odkształcenie bala z którego zbudowana była świątyni. Gdy tylko to uczynił.coś chrobotnęło jakby ktoś ciągnął coś ciężkiego po ziemi.
- Tędy! Tędy! - zawołał Ringo skacząc w stronę ołtarza.

Aaron postanowił dołączyć do tych, którzy zdecydowali się na wejście do świątyni. Nie ufał Nutpthys i nawet słowa pociesznego włochacza nie były wystarczająco mocnym powodem, by zmienił zdanie. Z jednej strony obawiał się, co kobieta zrobi po wydostaniu się z klatki, jednak czuł się zobowiązany do ochrony innych. W końcu tylko on jeden wiedział cokolwiek o magii i mógł w razie czego ostrzec innych. Świątynia okazała się być skromna, wypełniona dziwnym zapachem. Alchemik rozpoznał ową woń i bez problemu odnalazł jej źródło. Suszone zioła pod sufitem. Zdawało mu się, że rozpoznał kilka z nich, jednak nie miał czasu, by poświęcić im nieco więcej uwagi. Zanim się obejrzał, oczy wróżki wypełniły się blaskiem, ta krzyknęła coś o jakimś przejściu, a Ringo pociągnął jakiegoś rodzaju dźwignię. Aaron ruszył za nim w stronę ołtarza, z tyłu zostawiając Orika i resztę przyjaciół wraz z decyzją do podjęcia. Dłoń alchemika powędrowała do rękojeści sztyletu, wokół której zacisnęły się jego palce.
- Przejście dokąd? - Spytał, obdarzając Ringo nieufnym, zielonym spojrzeniem.

Gdy Aaron zbliżył się do ołtarza ujrzał niewielki otwór w ziemi, który odsłonił się po pociągnięciu dźwigni. Otwór, a właściwie wejście było niewielkich rozmiarów i alchemik widział, że aby zejść na dół trzeba skorzystać z drabiny, które koniec oparty był o krawędź otworu.
- Tam skrytka - bąknął Ringo i nie czekając na odpowiedź Aarona zeskoczył na dół. Po chwili z dołu dobiegło głuche uderzenie.
- Wszystko dobrze - krzyknął Ringo - Ringo cały. Skacz, skacz, tu być dobrze i bezpiecznie.

- Skrytka? Na co? - Spytał się, ale Ringo już skoczył na dół.
Aaron podszedł do otworu w ziemi i klęknął przy krawędzi. Zawahał się przez moment. Spojrzał w dół, próbując dostrzec dno. Kiedy dobiegł go krzyk Ringo, pokręcił głową i chwycił koniec drabiny, rozpoczynając zejście na dół.
- Aaron, krzyknij, co tam widzisz - Orik nachylił się nad dziurą - Ja zabezpieczę tyły.
- Kolejna sala. - Alchemik odkrzyknął. - Są tutaj jakieś korytarze i drzwi z żelaza. Rozejrzę się i wrócę do was.

W podziemiach było ciemno i Aaron mało co widział. Słaby blask lampy oliwnej z ołtarza pozwalał tylko rozróżnić, że znajduje się on w dość dużej sali, o wiele większej niż ta na górze. Widać też było dwa korytarze na dwóch przeciwległych końcach sali oraz obite żelazem drzwi. Sama sala była skromnie urządzona i wyglądała bardzo podobnie, jak ta na górze. Tutaj także ustawiono pod ścianami dwie długie ławy i w powietrzu unosił się mocny zapach ziół.
Aaron przekazał te informacje na górę. Ringo, gdzieś wyparował, albo się ukrywał, albo gdzieś poszedł. W każdym razie Aaron go nie widział.

- Teraz albo nigdy - rzekł Orik - Bestie się zbliżają. Zaufamy jej jeszcze jeden raz?
Młot miał wzniesiony do ciosu.
- Nic nie ryzykujecie - rzekła Nutpthys - W podziemiach będziemy bezpieczni. - a po chwili dodała - Błagam pospieszcie się. Oni już tu są.

- Ringo? Gdzieżeś się podział? - Aaron krzyknął, rozglądając się za włochaczem.
Nie czekając na odpowiedź, ruszył do przodu. Lewą dłonią sięgnął do jednej z kieszeni przy pasie i chwycił fiolkę ze srebrzystą substancją, która skutecznie rozpraszała mrok niczym lampa. Uniósł ją wysoko nad głowę, by przegonić jak najwięcej cieni. Wzrokiem poszukiwał Ringo, jednocześnie zbliżając się do korytarza po prawej stronie, by sprawdzić dokąd prowadzi.

Po Ringo nie było śladu. Ich włochaty przyjaciel, gdzieś zniknął. Aaron za pomocą specjalnej mikstury rozświetlił sobie drogę. Światło wyłowiło więcej szczegółów i Aaron mógł się przyjrzeć dokładniej pomieszczeniu w którym się znalazł. Pierwsze, co go uderzyło to fakt, że podłoga wyłożona jest kamiennymi płytami. Druga rzecz to, że na środku sali znajdował się niewielki kamienny krąg w który ułożony był stos kości. Aaron nie potrafił powiedzieć do kogo one należały, ale po wielkości mógł przypuszczać że należały do jakieś humanoidalnej istoty.
Korytarze które znajdowały się na przeciwległych końcach sali były wykonane w bardziej prymitywny sposób niż główne pomieszczenie. Wyżłobione je bez specjalnej finezji i dbałości o wykończenie. Alchemik zbliżył się do korytarz sprawej. W jego nozdrza uderzył wyraźny zapach wilgoci. Sugerować to mogło, że korytarz prowadzi w pobliże rzeki wzdłuż której wędrowali lub jakiegoś innego podziemnego źródła lub zbiornika.

- Aaron, co tam widzisz? - krzyknął Karl - pospiesz się Orik, zróbmy co do nas należy i wychodźmy na dwór tutaj czuję się jakoś nieswojo, po czym młody myśliwy zaczął chodzić bez celu po pomieszczeniu co chwilę patrząc na wyjście ze świątyni

- Nie możemy zostawić Aarona na dole! - zaprotestował Orik, a jego wzniesiony do ciosu młot błyszczał w świetle kaganków

Aaron zignorował jak na razie korytarze, uwagę poświęcając kościom. Zbliżył się do nich, rozglądając czujnie na boki. Nie podobało mu się to. Wróżka twierdziła, że w świątyni będą bezpieczni. Kto wie, czy właściciel kości również nie usłyszał podobnego zapewnienia. Nie zamierzał jednak wracać na górę, dopóki nie przekona się, czy nie były one ludzkie. Będąc uczniem alchemika i medyka, był pewien, że zdoła rozpoznać do kogo kości niegdyś należały. Zatrzymał się tuż przed kamiennym kręgiem i klęknął, by móc im się przyjrzeć z bliska..

Krótka chwila i spojrzenie na stos kości, pozwoliło Aaronowi stwierdzić, że większa część kości w kręgu należy do zwierząt. Niestety nie mógł też zaprzeczyć temu, że część z nich należała albo do ludzi albo do istot humanidalnych. Alchemik znał różne istoty i zwierzęta i potrafił je rozróżniać. Większość humanoidalnych była na tyle inteligentna, by tworzyć własną kulturę i tożsamość. Czy to jednak znaczyło, że wróżka ich oszukała i nie byli tu bezpieczni, czy tylko oznaczało, że w tej wiosce panują inne zwyczaje? Alchemik nie potrafił ocenić, jak była prawda. NIepokojący stos kości pośrodku komnaty był niczym cierń w dłoni, kuł i drażnił. Aaron musiał zdecydować, czy to co widzi należy uznać za niebezpieczny objaw zwyrodnienia i magię, czy też za zwyczajne inne podejście do życia...

Alchemik ruszył w stronę drabiny, pozostawiając kamienny krąg z kośćmi za plecami. Musiał wrócić na górę, podzielić się z innymi wiedzą o tym, co znalazł i wypytać wróżkę. Nie był pewien, za co brać swoje znalezisko. Mogło zwiastować niebezpieczeństwo. Mogło być również przejawem religii o wiele bardziej brutalnej niż ta, którą znał z Idleville. Nie chciał zostawać sam, nie tutaj. Zniknięcie Ringo dodatkowo napawało go zwątpieniem w zamiary i jego, i Nutpthys. Słowa są jedynie wiatrem, uciekającym z ust. Nie można być pewnym, że niosą ze sobą prawdę. Aaron wiedział, że muszą sami ją odnaleźć. Powiązać ze sobą zdarzenia, jakie ich spotkały i podjąć decyzję o tym, co powinni zrobić. Wróciwszy na górę, odetchnął z ulgą na widok wróżki, nadal zamkniętej w klatce. Ruszył w jej stronę, jednocześnie zwracając się do przyjaciół.
- Nie możemy jej uwolnić. Jeszcze nie teraz. - Zbliżył się do kobiety. - Mówiłaś, że będziemy tutaj bezpieczni. Dlaczego na dole są kości? Zwierząt, jakiegoś humanoida, być może człowieka. Jak możemy ci zaufać?
Aaron po raz kolejny zaczął rozważać, czy wróżka nie znalazła się w klatce z dobrego powodu. On sam miał coraz mniej powodów by jej ufać, a nie było ich za wiele w pierwszej kolejności. Był jednak tylko jednym z wielu. Jeśli jego głos zostanie zagłuszony, kto wie jak to się skończy.

- Uwolijnicie mnie, a sami uciekajcie na dół. To wasza jedyna szansa na przetrawanie - odrzekła Nutpthysys. Nadal oczekiwała na ostateczny cios Orika, który ją uwolni.

Orik w tym momencie usłyszał poruszenie na dworze - odgłosy rozpoczynającej się walki. Zarzucił swój młot na ramię i wyszedł przed świątynię, po drodze wpadając na Ronniela.
- Co jest? - spytał wojownik - Do kogo strzelacie? Ilu ich? Gdzie? Skąd? Jaki mamy plan?
Był gotów, jeśli trzeba, osłaniać odwrót, bądź inne działania drużyny.
- Kilku jakiś popaprańców na wilkach, albo czymś co przypomina wilka. Nie wygląda to jakoś strasznie, ale nie wiemy co to coś potrafi. Dwóch chyba zestrzeliłem, wolałbym nie ryzykować.
- Ej! Zostawcie coś dla mnie! Ja też chce coś ustrzelić- żywiołowo wykrzyczał Karl po czym zdjął łuk z pleców i szybko zaczął biec na dwór pomóc innym w walce.
Ronniel złapał Karla za kaptur gdy ten był już przy drzwiach.
- Poczekaj no... myślisz, że tak łatwo jest oddać strzał do istoty rozumnej? Stój tu i czekaj. Nie wiadomo czy oni też nie mają czegoś z czego możesz sam oberwać. Lepiej stanąć tutaj i się przyczaić. Gdy tylko drzwi się otworzą możemy przywitać ich salwą.
Elf nie wyglądał na takiego co właśnie ma dobry humor i chce mu się słuchać dyskusji. Zerknął czy wszyscy są już w środku, pogonił tych co jeszcze nie zdążyli zauważyć, że kogoś tu na zewnątrz brak. Następnie zaryglował wejście od wewnątrz.
- Dobra. Co teraz? Bronimy się czy słuchamy tego motylka w klatce i jej małpiego kolegi?
- Ej - zaprotestowała Kesa, które ciagle stała przyczajona przy drzwiach, starając sie dostrzeć, co dzieje sie na dziedzińcu - nie mozesz zamykac, przecież Begusa i Bolesława tu nie ma! Chcesz im tam zostawiac na pastwę.. tych... zielonych jeźdźców? Wypusćmy ta motylice, niech ich powstrzyma!
 
__________________
Jestem Polakiem, mam na to papier i cały system zachowań.
JanPolak jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 03:06.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169