Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 01-01-2017, 02:03   #1
 
Grave Witch's Avatar
 
Reputacja: 45177 Grave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputację
[Zaris] Ścieżki losu [18+]


Noc była cicha, spokojna. Łagodny wietrzyk poruszał liśćmi drzew, tworzących otaczający wioskę z dwóch stron, las.
Cicho…
Nie zaszczekał pies, nie zahuczała sowa. Bydło skuliło się w stajniach i szopach. Kury zrezygnowały z gdakania, strosząc piórka i chowając łebki pod skrzydła. Myszy, te zazwyczaj ruchliwe gryzonie, zrezygnowały tej nocy z okazji do żeru. Puste brzuszki nie były wystarczającym powodem, by wystawiać noski poza bezpieczne schronienie nory.
Cichuteńko…
Fale, jakby niechętnie i z oporem, dotykały tej nocy piasku. Ich szum pełen był ostrzeżenia, zbyt cichy jednak, by dotarł do uszu mieszkańców. Słyszała go natomiast natura, zamierając w odpowiedzi, kryjąc się lub uciekając.
Cicho sza…



Czar przerwała chwila, w której słońce uniosło się nad taflą wody. Niepewne tego, co przyjdzie mu zastać, nie spieszyło się w swej wspinaczce po niebie. Jego promienie, nieśmiali, złociści posłańcy, zaglądać poczęły w okna chat, tworzących osadę, którą ludzie Ravilą zwali. Ludzie… Lecz gdzie oni byli? Łódki zderzały się burtami, opuszczone niczym niepotrzebne nikomu śmieci. Dekoracje, z taką troską i oddaniem ustawione dnia poprzedniego, stukały i szeleściły, poruszane lekką bryzą.
Nad ziemią unosiła się mgła, która przybyła w odwiedziny tuż przed świtem. Jej mleczne macki przeciskały się szczelinami, wnikając do zabudowań, czy to tych zamieszkałych przez inwentarz, czy przez samych mieszkańców wioski. Ci zaś…

Krzyk… Przeraźliwy, wrzynający się w umysł, krzyk…

*****

Tego ranka śmierć zebrała swe żniwo. Liczne, niczym nie wytłumaczone żniwo. Tych, którym dane było otworzyć oczy o poranku, w święto Areny, można było policzyć na palcach dłoni.
Jednym z nich był młody elf, który do wioski przybył z wizytą do swego wuja, Illisira. Nie była to pierwsza jego wizyta w rybackiej osadzie. Wcześniejsza miała miejsce dokładnie dwa lata temu. Nie trwała ona długo, aczkolwiek zdążył on w tym czasie poznać niektórych mieszkańców i nawet zawrzeć pobieżne z nimi znajomości. Bez wątpienia Ravila nie była szczególnie interesującym miejscem dla młodego mężczyzny. Maelar jednak nie szukał tu rozrywek. Wystarczyło mu, że mógł swobodnie przemierzać otaczający wioskę las. Mógł cieszyć się urokami dzikiej przyrody, polować i cieszyć oczy widokiem złotych piasków. Wkrótce miał ruszyć dalej. Czekała wszak na niego cała wyspa obok której miał kolejną. Wuj jednak nalegał, by został przynajmniej do święta Areny i tak też uczynił. Spełnienie tej prośby nagrodzone zostało widokiem ciała Illisira, bezwładnie spoczywającego przed drzwiami pokoju, w którym zamieszkał jego siostrzeniec. Ręka kapłana wyciągnięta była w stronę drzwi. W dłoni spoczywał amulet Denary, który jednak nie ocalił go przed śmiercią. A może wcale ocalić nie miał? Może chronił on tego, który został oddany pod opiekę starszemu elfowi? Czy Illisir poświęcił życie by go ochronić? Lecz przed czym? Nie widać było śladów walki, nie było ran. Zupełnie jakby życie, które wszak jeszcze długo trwać powinno, zostało z niego wydarte.

*****

Kolejną osobą, która spotkała bliską jej osobę, martwą, była Aria. Młodej wróżki nie obudził krzyk. Nie, wtedy już oczy miała otwarte i wpatrzone w ciało, które spoczywało obok niej, na niewielkim posłaniu. Co ciotka Tinder robiła w jej pokoju? Dlaczego leżała przy niej? Dlaczego nie oddychała…
Na ostatnie pytanie odpowiedź była prosta - nie oddychała, bowiem nie żyła. Gdy tylko do Arii dotarła owa prawda, usłyszała krzyk, który rozerwał zasłonę śmiertelnej ciszy, spowijającej okolicę. Na ów wyraz bólu i przerażenia odpowiedziało wycie. Długie, żałosne wycie, które rozległo się w dole, przy pniu drzewa, w którego pniu dom swój urządziła Tinder. Zielarka była dobrze znaną personą w wiosce. Dąb, będący jej siedzibą, stał dokładnie pośrodku wioskowego placu, tuż obok wielkiej studni, służącej wszystkim mieszkańcom. Gałęzie drzewa często były wykorzystywane do zawieszania na nich ozdób. Wisiały na nich także dwie huśtawki, obie będące tworem Narosa, wędrownego rzeźbiarza, który często odwiedzał Ravilę. Powiadano, że czynił tak nie dla uroków osady, a dla wdzięków Nisy, najmłodszej córki Marcusa i Milli.
Teraz jednak, gdy słońce ciekawie zaglądało w okienka domostwa Tinder, to nie historie wioskowe były w głowie jej siostrzenicy. Oto bowiem stanęła oko w oko z potęgą, której nikt oprzeć się nie mógł. Potęgą, która tworzyła pytania, nie udzielając na nie żadnych odpowiedzi. Ujrzała śmierć, której macki dotknęły drobne ciało ciotki, omijając jednak to, które leżało obok. Dlaczego?

*****

Nieco dalej od centrum wioski, stała chata, w której tego ranka nikt śmierci nie ujrzał. Nie ujrzał, bowiem posłanka Tahary, zabrała już swe żniwo lata temu. Ta zaś, która po owych zbiorach została, prowadziła życie samotne. Nikt zatem nie znalazł się w jej pokoju, gdy otworzyła swe oczy. Nikt nie leżał na korytarzu, gdy otwierała drzwi. Nikt nie spojrzał na nią pustym wzrokiem, gdy rozpalała ogień w piecu. Tak, słyszała krzyk, jednak był on odległym echem, które łatwo było zignorować. Larissa już od trzech lat radziła sobie bez niczyjej pomocy. Od chwili, w której jej brat uznał za stosowne opuścić rodzinną wioskę i dołączyć do armii. Czternastoletnia wówczas dziewczyna, musiała nauczyć się jak żyć, jak zadbać o to by było co do garnka włożyć, ubrać na grzbiet, a nawet sprzedać bowiem niektórych rzeczy nie była w stanie sama wytworzyć. Była jednak pojętna, wytrwała i nie bała się wyzwania, które los zrzucił na jej głowę. Być może dlatego teraz, tego pięknego acz cichego poranka, nie musiała stawać oko w oko z grozą, jaka spowiła wioskę. Przynajmniej do momentu, w którym nie postawiła stopy za próg chaty. Dopóki nie zdała sobie sprawy z tego, że w drzwiach sąsiedniego domostwa, leży ciało. Młode ciało, znajome. Ethan, chłopak, który niejeden raz nadepnął jej na odcisk. Jego czarna czupryna nasiąkła wilgocią, oblepiając głowę w sposób do złudzenia przypominający ten, jaki niejeden raz widziała u tych, których wyrzuciło morze. Jego oczy, otwarte i szkliste, zdawały się spoglądać na nią z wyrzutem. Dlaczego bowiem przeżyła ona, a on nie? W czym była lepsza od niego?
Wzrok trupa dopominał się odpowiedzi.

*****

Mgła uparcie stawiała opór bryzie, jakby nie chciała jeszcze opuszczać Ravilli. Jakby tragedia, która spotkała jej mieszkańców, była słodkim, upajającym napojem. W końcu jednak się poddała, pozwalając słońcu na objęcie władania nad pogrążonymi w ciszy chatami. Nie było słychać zwyczajowego pokrzykiwania, ryku krów, gdakania kur czy śmiechu dzieci. Nawet krzyk zamarł i nie rozbrzmiał już więcej. I tylko cisza pozostała, na nowo pochłaniając wioskę. Czekając na tych, którzy odważą się ją złamać.
 
__________________
“Listen to the mustn'ts, child. Listen to the don'ts. Listen to the shouldn'ts, the impossibles, the won'ts. Listen to the never haves, then listen close to me... Anything can happen, child. Anything can be.”
Grave Witch jest offline  
Stary 02-01-2017, 15:30   #2
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 82156 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Gdyby Maelar urodził się w ludzkiej rodzinie, to już od paru lat uznawany by był z dorosłego. Jako elf... Można by rzec, że zalicza się go do młodzieńców. Dość obiecujących.

Otworzył oczy i nie bardzo wiedział, co go obudziło. Zdawało mu się, że słyszał, przez sen, jakiś krzyk, ale gdy usiadł i wytężył słuch, nic nie usłyszał. Jeśli to był krzyk, to nikt na niego nie zareagował. Może więc jednak sen? Albo ktoś zażartował?
Nie zamierzał robić z siebie idioty, wybiegając z domu w samych gatkach, więc ubrał się szybko - jasna koszula, skórzane spodnie, wysokie buty, srebrzystoszara kurtka - i otworzył drzwi.
I zamarł, nie wierząc własnym oczom. Uszczypnął się sądząc, że to dalszy ciąg jakiegoś snu. No bo kto by uwierzył w to, co teraz widział Maelar? Wszak wuj miał przed sobą jeszcze półtorej setki lat życia, jeśli nie więcej.
A może tylko stracił przytomność?
Maelar przyklęknął przy leżącym. Illisir nie oddychał, jego serce nie biło. Wyglądało na to, że dusza elfa już jakiś czas temu powędrowała do Ogrodów Tahary, bowiem kapłan był zimny jak głaz. Głaz zmoczony poranną rosą, bowiem skóra leżącego elfa była wilgotna, całkiem jakby przed chwilą kapłan opluskał się wodą i zrezygnował ze starannego wytarcia się.
Ale się nie utopił. Nie we wnętrzu świątyni. Dlaczego nie żyje - trudno było powiedzieć, w każdym razie Maelar tego nie potrafił i wolał, by na ten temat wypowiedział się ktoś o większym doświadczeniu. Na przykład Kiros, kapłan Areny. Albo chociażby Tinder, zielarka.

Chciaż Maelar nie widział żadnych ran, to jednak cofnął się do swego pokoju i zabrał miecz i łuk.
Paradowanie po małej wiosce, z bronią w dłoniach, w normalnych warunkach byłoby czystą głupotą i wywołałoby zrozumiałe uśmieszki na twarzach wszystkich widzów. Ale to nie były normalne warunki - najpierw ten krzyk, który, czego Maelar był coraz bardziej pewien, nie był wytworem sennej wyobraźni, potem śmierć wuja. I ta cisza dokoła... Mury świątyni były grube, ale nie na tyle, by stłumić odgłosy wiejskiego życia, zaś słuch to Maelar miał całkiem dobry.

- Wrócę do ciebie, wuju - obiecał. W końcu trzeba było zorganizować ceremonię pogrzebową, a on był najbliższym krewnym.

Nie wiedział, czy amulet Denary miał być pożegnalnym prezentem od umierającego Illisira, czy też nie miało to nic wspólnego z jego osobą, na razie jednak nic nie chciał z tym robić, nie zamierzał wyrywać amuletu z martwych, zaciśniętych palców wuja. Musiał najpierw sprawdzić, co się dzieje na zewnątrz.
Ostrożnie, rozglądając się na wszystkie strony, wyszedł ze świątyni.

Słońce wstało, przepędzając resztki mgły - dzień zapowiadał się całkiem nieźle... gdyby nie cisza, zakłócana tylko szumem fal i podmuchami wiatru, bawiącego się świątecznego dekoracjami.
Jakby wszystkich wymiotło.
Zaspali? Porwano ich? Wyjechali świętować do innej wioski? Wszak nie tak powinno to wyglądać, przynajmniej według słów wuja, który - jak by nie było - parę takich obchodów miał za sobą.
Maelar raz jeszcze rozejrzał się dokoła, po czym skierował się do najbliższej chaty. Może dowie się czegoś od starego rybaka, Amosa. A jeśli nie... Z pewnością Taurus coś będzie wiedział. Albo ktoś ze starszyzny, których i tak trzeba było poinformować o śmierci Illisira.
 
Kerm jest teraz online  
Stary 02-01-2017, 17:33   #3
 
Vesca's Avatar
 
Reputacja: 15595 Vesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputację
Dąb ciotki Tinder miał kilka pięter… Na ostatnim, obok niewielkiej biblioteczki od zawsze - odkąd tylko pamiętała, Aria miała swój mały pokój, w którym sypiała, gdy wraz z siostrami i matką, przyjeżdżały do cioci w odwiedziny. Jak co roku i tym razem przybyły na obchody święta Areny…
Co więc było nie tak tym razem? Bo ewidentnie coś było nie tak…

Aria spała zawsze jak kamień, budziła się jednak wcześnie, lubowała się bowiem w obserwowaniu wschodów słońca. I tym razem, jej oczy otworzyły się i wróżka przegarnęła kompletnie potargane i zmierzwione kosmyki włosów, które krótkie z jednej strony, zawsze pozostawały w nieładzie tam, gdzie pasma były dłuższe po drugiej. Jej zaspany jeszcze wzrok, odnotował kształt, którego być tu nie powinno i wtedy jej serce zabiło szybciej. Przetarła je dłońmi i dostrzegła leżącą obok ciotkę.
‘Śpi’ - pomyślała w pierwszej chwili. Ale dlaczego ciocia Tinder była w jej pokoju?
- Ciociu? - mruknęła jeszcze lekko zaspanym głosem i wyciągnęła rękę, żeby poruszyć ciemnowłosą wróżkę. I wtedy coś do niej dotarło. Ciało Tinder było kompletnie zimne i nieruchome. Wręcz rzec by można, że sztywne. Aria zamarła i przytknęła dłoń do miejsca, gdzie znajdowało się serce i do szyi ciotki. Nic. Zero. Blondynka opadła na poduszkę i przysunęła ręce do siebie, jakby się miała sparzyć od ciała ewidentnie martwej zielarki.
Wzdrygnęła się słysząc krzyk.
Właśnie to nieco ją otrząsnęło z pierwszego szoku. Młodziutka wróżka podniosła się i rozprostowała złotawe skrzydełka. Usłyszała wycie i rozpoznała w nim najpewniej Hugo. Serce łomotało jej po klatce piersiowej, kiedy przeskoczyła ciałko ciotki, jak na wróżkowy wiek nadal niezbyt starej, rzec by można że nawet młodej i wylądowała na chłodnej podłodze. Będąc w samej leciutkiej białej koszuli nocnej, ledwo zwróciła uwagę na chłód, a już na pewno nie zwróciła jej na tę ogłuszającą ciszę, bowiem dopadła do drzwi sypialni i już otwierając je z jej gardła dał się słyszeć donośny krzyk, zagubionej córki
- MAAAAMO! - zawołała na dół spiralnych schodków, prowadzących na kolejne pięterka w dębie. To właśnie tam zwykle zamieszkiwała jej matka i pozostałe trzy siostry i ciotka. Główna część domu była na pięterku pierwszym, a tak zwany parter był ładnie urządzonym ogródeczkiem dla roślin, które preferowały cień i wilgoć. Wróżka była w takim szoku, po zderzeniu ze śmiercią, że nie patrząc na nic, zleciała na dół, by obwieścić straszną nowinę reszcie wróżek. I oby nie pomyślały, że to jej kolejny żarcik. To jej ciotka znała się na medycynie, a ona sama niewiele tej wiedzy pojęła, w końcu nie często bywała tu w odwiedziny, a tyle co miała lat to dla wróżek w jej rodzinie jak kichnięcie
‘Ciociu pomóż, cioci coś dolega…’ - dowcipny umysł podsunął jej niespełna rozumu myśl figlarną i ironicznie bolesną.
 
__________________
If I had a tail
I'd own the night
If I had a tail
I'd swat the flies...
Vesca jest offline  
Stary 06-01-2017, 21:20   #4
 
Luwinn's Avatar
 
Reputacja: 1960 Luwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputację
Larissa była przerażona tym, co przed chwilą ujrzała. Może i nigdy nie dogadywała się ze swoim sąsiadem, a on sam korzystał z każdej możliwej okazji byle tylko uprzykrzyć jej życie, jednak nigdy nie życzyła mu śmierci. Co się stało? Kto albo co to zrobił? Te pytania zadała sobie dopiero po czasie, kiedy stała już nad martwym ciałem chłopaka. Nie wyglądało to jak morderstwo. Nie było krwi, nie było ran. Dziewczyna dokładnie obejrzała zwłoki nie dotykając ich. Nie wiedziała, co mogło się stać. Wstała więc, otrzepując sukienkę z ziemi i udała się w głąb wioski po pomoc. Obojętnie kto miałby jej udzielić. Miała jednak nadzieję, że będzie to tutejsza uzdrowicielka. Najpierw jednak zabrała z domu łuk i kołczan ze strzałami. Tak na wszelki wypadek.

Co się natomiast działo wcześniej? Jak każdego ranka wstała, zaścieliła łóżko i rozpaliła ogień by nieco ogrzać swoją chatę. Spokojnie zaczęła przygotowywać śniadanie, myśląc o bracie. Minęły całe trzy lata odkąd została tutaj sama. Od tego czasu musiała sobie radzić. Robiła co mogła by utrzymać siebie i ten dom, podczas gdy on nie wysyłał żadnych wiadomości. Nie wiedziała, czy żyje czy też nie. Nie wiedziała nawet czy udało mu się wstąpić do królewskiej armii. Tak bardzo tęskniła. Czuła sie osamotniona. Nie miała w wiosce nikogo bliskiego poza swoją przyjaciółką. Kiedy o niej pomyślała, pogładziła bransoletkę z muszelek którą miała na ręku. Najchętniej rzuciłaby to wszystko i również wyruszyła w świat, w poszukiwaniu lepszego życia i odnalazłaby brata. Póki co nie nadarzała się jednak ku temu żadna okazja.

Teraz jednak sprawy nabrały nieoczekiwanego obrotu. Kto wie, dokąd też zaistniałe wydarzenia ją zaprowadzą...
 

Ostatnio edytowane przez Grave Witch : 06-01-2017 o 23:14.
Luwinn jest offline  
Stary 07-01-2017, 22:01   #5
 
Grave Witch's Avatar
 
Reputacja: 45177 Grave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputację
Bryza nabrała siły, przemykając między uśpionymi snem wiecznym, chatami. Na jej grzbiecie płynęła cisza, oddalając się, nie będąc dłużej potrzebną. Przegoniło ją pierwsze szczekanie psa, po którym rozbrzmiało kolejne. Wkrótce w wiosce słychać już było tak dobrze znane jej mieszkańcom gdakanie, muczenie i rżenie koni. Nawet koty nie pozostały cicho, głośnym miauczeniem wyrażając swe niezadowolenie. Lub strach, lub coś innego, któż je tam wiedział.

*****


Ozdoby nadal szeleściły w najlepsze łącząc się z dzwonkami, na których wiatr wygrywał łagodną melodię. Zaciekawione ptaki przysiadały na gałęziach drzew i dachach chat. Czekały na ziarno, które gospodynie miały zwyczaj rzucać na ziemię by nakarmić drób. Gospodyń jednak nigdzie nie było widać.
Nie znaczyło to jednak, że nie było widać nikogo. Przekonała się o tym Larissa, gdy szukając pomocy, znalazła się przed drzwiami kuźni. Nie, żeby miała zamiar tam zaglądać, ot budynek był po drodze do domostwa Tinder. Co prawda jeden z kapłanów pewnie byłby lepszym wyborem, tyle że świątynie znajdowały się dalej niż wielkie drzewo stojące na środku wioski. Fakt ów mógł tłumaczyć dlaczego to zwykle na wróżkę spadała konieczność radzenia sobie z większością bolączek mieszkańców Ravilli.

Gdy Larissa zrównała się z warsztatem Tohar’a, on sam to, we własnej osobie, stanął w drzwiach i wstrzymał jej dalsze kroki, wołając
- Poczekaj no, poczekaj. Nie tak prędko...


Jego głos, podobnie jak i postawa, wyrażały niepokój ale i pogodzenie się z losem. Bladość oblicza podkreślała czerń tuszu, którym wykonany był wzór zdobiący jego głowę. Blizna, której się z małodu dorobił, a przez którą omal nie stracił on prawego oka, lśniła teraz, jakby ją kto odmalował bielą. Ubrany był dokładnie tak, jak dnia poprzedniego, a sądząc po stanie odzienia, musiał on tej nocy zapomnieć o jego zdjęciu, nim się spać położył. Lub też wcale spać się nie kładł, a to że powieki przysłoniły mu oczy było spowodowane wolą kogoś, lub czegoś innego…
- Larissa, tak? - Zapytał, a pytanie to było jakoby jego zwyczajem, bowiem do każdego tak się zwracał, nawet gdy znał tą osobę od chwili gdy spomiędzy nóg matki wyszła. - Widzę żeś się ostała. To dobrze, kurwa, dobrze. Miejmy nadzieję, żeś nie jedyna - dodał, przekraczając próg i ruszając w jej stronę.


*****


Dalej, a nawet znacznie dalej bowiem na drugim końcu wioski, młody elf zawitał w progi chaty Taurusa. Rybak, najbliższy sąsiad kapłana Illisira, szczycił się jedną z najlepiej utrzymanych chat w wiosce. Jego żona, Syria, była wzorem do naśladowania dla każdej z gospodyń. Jej dom zawsze był najczystszy, jej makaty, pościele i ubrania, zdobiły najpiękniejsze hafty. W obejściu zawsze panował ład, zwierzęta nigdy nie chodziły głodne. Do tego, ów wzór cnót wszelakich, wygrywał w każdym konkursie wioskowym, na najlepsze wypieki. Rzec by można było iż Taurus trafił lot na loterii, tym bardziej że dzieci jakie z Syrią spłodził, także wykazywały talent we wszystkim, czego akurat się podjęli. Ci jednak, którzy parę tą znali dłużej wiedzieli, że był to jedynie obrazek. Śliczne malowidło, które przedstawiało tylko tą ładną część prawdy. Nie bez powodu małżonek Syrii był tym z rybaków, który wypływał najwcześniej i najpóźniej wracał. Nie bez powodu ich najstarszy syn wyniósł się z wioski gdy tylko zebrał dość srebra. Każdy także wiedział, że ich córka wcale nie opuściła wioski by zamieszkać w wielkim mieście jako żona bogatego kupca, a zwyczajnie zwiała gdzie pieprz rośnie z młodym bardem, który to rok temu zawitał do Ravilli. Przy parze pozostała jedynie Silli, przybłęda, którą przygarnęli dwa lata temu. Dziewczę, z objęć morza, wyratował Taurus i wszyscy byli co do tego jednogłośni, pokochał. Nikogo zatem nie dziwiło, że jego małżonka nie przywitała dziewczyny z otwartymi rękami. Wiele było kłótni o to czy Silli zostanie z nimi, czy nie. W końcu jednak rybak wygrał tą wojnę, czego Syria, jak głosiła wioskowa plotka, nigdy mu nie wybaczyła.
Dziewczę było ciche, zamknięte w sobie i stroniące od ludzi. Nic zatem dziwnego, że dopiero po roku odkryto, że nie jest człowiekiem. Stało się to, jak usłużna plotka głosiła, podczas jednej z kłótni jakich wiele było od momentu w którym Misa, owa córka co to niby kupca poślubiła, odeszła. Nikt do końca nie wiedział jaki był przebieg wydarzeń, pewnym było tylko to, że Silli o mały włos nie odgryzła Syrii ręki. Na szczęście mieszkali blisko świątyni i Illisir zdołał przybyć na czas by uspokoić rozwścieczoną lwicę i uleczyć obrażenia, jakie jej kły poczyniły. Od tamtej to pory dziewczyna mieszkała w stajni, wraz ze zwierzętami, z którymi i tak najlepiej się dogadywała. Niektórzy, w tym sam Illisir, twierdzili iż ma w sobie magię druidzką i nawet przeszła jakieś szkolenie. Jako jednak, że ona sama nigdy o swojej przeszłości nie mówiła, nikt pewnym niczego być nie mógł.

Gdy Maelar zapukał do drzwi chaty rybaka, to właśnie Silli mu je otworzyła.


Jej dziwne, ni to zielone, ni niebieskie oczy, wyrażały ból gdy jej wzrok spoczął na elfie.
- Oni odeszli - poinformowała go. Jej głos był zadziwiająco spokojny, jakby prawda jeszcze do niej nie dotarła lub też zdążyła się z nią pogodzić.


*****


Na wołanie nikt nie odpowiedział. Cisza panowała dalej, przerywana jedynie biciem jej własnego serca i trzepotaniem skrzydełek. Przynajmniej do momentu, w którym nie rozległo się kolejne wycie. Hugo najwyraźniej koniecznie chciał się dowiedzieć czy jego przyjaciółka ma się dobrze. Możliwe też że chodziło o coś, co wilk wyczuwał, a co umykało wróżce. Ona jednak, miała teraz na głowie większy problem. Problem, który rósł z każdą chwilą. W sypialni, w której powinna spać matka, nikogo nie było. Drzwi były otworzone, pościel zburzona jednak jej samej ani śladu. Dopiero gdy Aria znalazła się u progu sypialni sióstr, ujrzała swą rodzicielkę. Podobnie jak ciotka, ciało Marin tkwiło nieruchome. Siedziała na podłodze, plecami oparta o jedno z trzech łóżek. Jej ręce obejmowały trzy drobne ciałka, które należały do sióstr Arii. Żadna się nie poruszyła, nie podniosła głowy by na nią spojrzeć. Tkwiły w jednej pozycji, niczym rzeźba mająca przedstawiać matczyną miłość i troskę. Nic jednak nie mogło osłonić je przed śmiercią. Dlaczego w takim razie Arii dane było żyć dalej, gdy wszyscy których kochała, odeszli do Ogrodów Tahary?

Pytanie, póki co, nie znalazło odpowiedzi. Znalazł się jednak ktoś, kto najwyraźniej przeżył. Pukanie bowiem, które dotarło do uszu wróżki, nie mogło być dziełem ducha. Podobnie jak i głos, który rozbrzmiał w następnej kolejności.
- Tinder? Na bogów, wyjdź jeżeli mnie słyszysz…
Głos ów, pełen strachu i bólu, należał do Milli, bardki i członkini rady wioskowej.


Kobieta ta, mimo iż czas przyprószył jej włosy siwizną, a palce straciły nieco ze swej zręczności, wciąż potrafiła tkać opowieści, które zdolne były przenieść słuchacza do odległych, magicznych krain. Potrafiły także sprawić by nawet najpogodniejszy dzień zmienił się w środek otchłani. Zapewne, gdyby zdecydowała się opuścić Ravillę, zbiłaby fortunę. Z jakiegoś jednak powodu została tu, z dala od głównych traktów, z dala od wielkich miejsc i z dala od pałaców. Na pytanie o powód uśmiechała się tylko tajemniczo i kręciła głową przez co płomień ciekawości nie dość, że nie gasł to jeszcze zaczynał płonąć z siłą niemal niemożliwą do zniesienia. Teraz zaś ten magiczny głos zdawał się łamać, niczym delikatne gałązki wystawione na działanie morderczego wiatru. Niczym statek, który sztormowe fale za wszelką cenę chcą wciągnąć w głębinę morska. Niósł on ze sobą strach i ból, niósł niesprawiedliwość świata i poczucie straty. Nie było w nim nawet jednej, słabej nutki nadzieii. Po nim to Aria poznała, że kobieta wcale nie wierzy w to, że jej ciotka ją słyszy. Że woła machinalnie, z przyzwyczajenia, z braku lepszego pomysłu. Co takiego musiało się stać, że nawet ktoś taki jak zawsze wesoła Mila, członkini rady, kobieta której energia zdawała się nigdy nie kończyć, stał przy drzewie wioskowej zielarki i sprawiał wrażenie wyplutego przez morze wraku.
 
__________________
“Listen to the mustn'ts, child. Listen to the don'ts. Listen to the shouldn'ts, the impossibles, the won'ts. Listen to the never haves, then listen close to me... Anything can happen, child. Anything can be.”
Grave Witch jest offline  
Stary 09-01-2017, 22:04   #6
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 82156 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
- Oboje? Wiesz kiedy? Mają jakieś... obrażenia? - spytał zaskoczony elf.
Dwa razy skinęła głową, po czym pokręciła nią w zaprzeczeniu i cofnęła się, by go wpuścić do chaty.
- Illisir też nie żyje - powiedział cicho Maelar, przekraczając próg chaty.
- Przykro mi - odpowiedziała zamykając za nim drzwi. Wydawało się, że faktycznie jest jej przykro, a przynajmniej na to wskazywał ton jej głosu.
- Tam - wskazała na drzwi po prawej, które będąc częściowo otwarte ukazywały fragment szafy. Ona sama jednakże nie ruszyła we wskazanym kierunku. Zamiast tego skierowała się w stronę stojącego na środku izby stołu, na którym stał koszyk z jajkami i wiadro ze świeżym mlekiem. Widocznie dziewczyna zdążyła już zacząć poranne obowiązki i bynajmniej nie zamierzała ich przerywać tylko dlatego że ktoś umarł.
Czy było to poczucie obowiązku, czy obojętność na losy swych opiekunów, tego Maelar nie wiedział. Miał nadzieję, że jednak to pierwsze.

Sypialnia porażała czystością i panującym w niej porządkiem, poza tym nie różniła się jednak niczym od zwykłych sypialni w zwykłych wiejskich chatach - szafa tuż przy wejściu, pod oknem komoda z trzema szufladami, podwójne łóżko, w nogach którego stała skrzynia.
Syria i Taurus spoczywali w łożu, całkiem jakby zlekceważyli fakt, że słońce już wstało i dzień się zaczął. Niestety, nie był to sen, a jeśli już, to sen wieczny. Ich dusze już były w Ogrodach Tahary.
Na twarzach obojga malował się spokój, podobnie jak na obliczu Illisira, ale skóra rybaka i jego żony nie była wilgotna. Tylko dlaczego spali pod pierzyną?
- Czy ich ruszałaś? - spytał, gdy wyszedł z sypialni.
Dziewczyna pokręciła przecząco głową
- Czy gdy wyszłaś, na dwór, gdy szłaś chaty, to widziałaś albo słyszałaś kogoś jeszcze z mieszkańców wioski?
Ponowne pokręcenie głową
- Czy możesz mi powiedzieć, kiedy i jak to się stało?
- W nocy - odpowiedziała, przekładając jajka do okazałego kosza, który przyniosła ze spiżarni. - Nie obudzili się, więc zginęli w łóżku. Lepiej dla nich - dodała, chwytając kosz i zmierzając z powrotem do spiżarni.
- Silli, poczekaj proszę. Co ich zabiło? Albo kto? - spytał.
Dziewczyna przystanęła i odwróciła się w stronę elfa. Po raz pierwszy, w jej głosie i spojrzeniu, pojawił się strach gdy odpowiedziała.
- Mgła… Czarna mgła.
- Mgła? Przyszła z morza? Czarna z barwy, czy z charakteru? Słyszałaś kiedyś o niej?
Silli skinęła głową, chociaż dopiero jej słowa pozwoliły stwierdzić które z pytań miało otrzymać twierdzącą odpowiedź.
- Słyszałam. - Było to tylko jedno słowo, jednak zdołało zawrzeć całą gamę negatywnych emocji, wśród których królował strach i nienawiść. Zaraz po udzieleniu odpowiedzi, dziewczyna odwróciła się i podjęła przerwaną drogę do spiżarni.
Maelar głęboko odetchnął.
- Czy... czy mogłabyś coś o niej powiedzieć? Kto nią włada? Może by to nam jakoś pomogło? Może... może nie tylko nasza wioska jest zagrożona? Może cała wyspa.
Najchętniej wydusiłby z Silli wszystko, co tamta wie, ale równocześnie wiedział, że nie może tego zrobić. Z wielu powodów.
Dziewczyna westchnęła, nie przystając i znikając w spiżarni. Dopiero gdy z niej wyszła, odparła.
- Ktokolwiek nią włada przybył z Vole - poinformowała elfa, zabierając się za przelewanie mleka. - Nie wiem o niej więcej niż to, co wiadomo ogólnie. Czarna magia, pewnie jakaś klątwa. - Wzruszyła ramionami, odstawiając wiadro i przenosząc spojrzenie na Maelara. - Gdybym miała zgadywać to powiedziałabym, że rada ponosi za to winę.
Maelar o czarnej mgle nie wiedział nic i ciekaw był, skąd Silli miała jakiekolwiek informacje na jej temat. Czyżby to ta druidzka wiedza? A może spotkała się z nią tam, skąd przybyła?
- Rada? Tutejsza? - spytał.
Tym razem zamiast skinięcia głową czy przeczącego nią pokręcenia, elf w ramach odpowiedzi otrzymał wzruszenie ramionami.
Nie zazgrzytał zębami tylko dlatego, że nie miał takiego zwyczaju. No i że wiedział, że Silli, gdyby tylko chciała, mogłaby mieć większe.
- Ale czym? - spróbował z niej wyciągnąć jeszcze jakieś informacje.
- O to musisz sam ich spytać - odparła, wycierając dłonie w spódnicę. - O ile któreś przeżyło - dodała, wspierając ręce na stole i przyglądając się elfowi z nowym zainteresowaniem lśniącym w oczach. - Chcesz ich poszukać?
Maelar starał się nie zwracać uwagi na biust dziewczyny, który w tej pozycji był jakby bardziej widoczny. Zdecydowanie nie była to pora na podziwianie dziewczęcych, a w zasadzie już kobiecych, wdzięków.
- Tak. Pójdziesz ze mną, czy wolisz tu zostać? Trzeba będzie też pomyśleć o pogrzebie... - odparł.
Rozejrzała się po izbie, zupełnie jakby zastanawiała się nad opcjami, które ma dostępne.
- Pójdę - zdecydowała w końcu. - Tylko wezmę parę rzeczy. Poczekaj. - Co powiedziawszy ruszyła w stronę drzwi, które zapewne wychodziły na ów słynny ogródek warzywny, którym tak szczyciła się nieboszczka Syria.
- Mleko jest świeże - dodała, zanim za nimi zniknęła. - Źle zajmować się takimi sprawami na pusty żołądek.
- Też zjesz coś? - zawołał za nią.
Pokręciła głową.
Rada była taka mądra, że nie można było z niej nie skorzystać. Maelar nalał mleko do kubka, poczęstował się również kawałkiem chleba i sera, po czym usiadł przy stole, czekając na powrót dziewczyny.
Najbliżej mieszkała Milli i jej mąż. Tam powinni skierować pierwsze kroki.
Oczywiście gdy tylko Silli wróci.
 
Kerm jest teraz online  
Stary 10-01-2017, 01:04   #7
 
Vesca's Avatar
 
Reputacja: 15595 Vesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputację
Widząc swoją matkę i siostry, wróżka upadła na kolana. Nie miała siły machać skrzydełkami i kilka razy niczym ryba otwierała i zamykała usta, przebywając w szoku. Oto jej najbliższa rodzina, jednej nocy cała została jej odebrana. Została jej już tylko babcia, ona nigdy nie miała czasu na wybieranie się do cioci Tinder i teraz Aria niezmiernie się z tego w duchu ucieszyła. Jednak bardzo bolało. Rozumiała już teraz czemu Hugo płakał na zewnątrz, na pewno wiedział i się martwił. Wróżka zastanawiała się, czemu one umarły, czemu nie ona. Przecież właściwie niczym się nie różniły. Czuła ogromną niesprawiedliwość… Aż coś dotarło do jej zapętlonego na smutku umysłu.
Aria ledwo była w stanie podnieść się z podłogi, gdy usłyszała głos. Rozpoznała w nim tutejszą bardkę, choć kobieta zwykle była o całe niebo pogodniejsza. Zmusiła swoje skrzydełka do ruchu i zleciała na dół do drzwi wejściowych. 25 centymetrów rozpaczy otworzyło kobiecie drzwi, a potargane blond włosy poruszyły się podrażnione powiewem chłodu. Dopiero teraz do wróżki dotarło, że było jeszcze zimno. Objęła się więc rękami.
- Ci...Ciociiia… - pokręciła głową przecząco, nie mogąc tego wydusić. Aria zaraz otworzyła szerzej szklące się oczy i rozejrzała się naokoło.
- Hugo… - mruknęła i przyłożyła palce do ust by gwizdnąć na przyjaciela.
- Więc ona też - usłyszała ciche słowa bardki, będące ledwie westchnieniem, które nie kryło jednak nawet najdelikatniejszej nuty zaskoczenia. Hugo przybył zanim gwizd zdążył rozpłynąć się, niesiony powiewem bryzy. Jego ogon z początku był podkulony, jednak gdy zobaczył Arię, wyraźnie humor się mu poprawił. Spojrzał tylko podejrzliwie na stojącą pod drzewem kobietę nim podbiegł do swej przyjaciółki.
- Powiedz dziecko czyś widziała coś? - Mila przyklękła na jedno kolano, sprawiając przy tym wrażenie jakby siły całkiem ją opuściły. - Cokolwiek…
Wróżka słysząc słowa o tym, że ktoś jeszcze umarł (a przynajmniej tak sobie wydedukowała) tylko bardziej zbladła
- I mama… I pozostałe też… Czemu? - zapytała jeszcze, nim przybiegł jej czarny towarzysz. Aria widząc go uśmiechnęła się przez łzy i podfrunęła do wilka, by przytulić się do jego łba
- Nie… Obudziłam się… I one już wszystkie… Były martwe. Pani nie wie co się stało? - zaraz odpowiedziała, nie puszczając głowy swego towarzysza, jakby chciała obronić go przed niewidzialnym złem.
Kobieta przez dłuższa chwile nie odpowiadała, tylko wpatrywała się w furgoczące na wietrze ozdoby.
- Samiśmy to na siebie sprowadzili - wyszeptała, chowając głowę w dłoniach. - Bogowie nas teraz karzą.
Reszta słów utonęła w szlochu, który targnął ciałem bardki. Wciąż nie widać było nikogo, mimo iż pora robiła się późniejsza z każdą chwilą. Słychać jednak było budzące się do życia zwierzęta, których głosy coraz wyraźniej upominały się o uwagę.
- Dobrze że chociaż tyś przeżyła - głos Milli, chrapliwy i zmęczony, wydobył się spomiędzy dłoni. - Może jeszcze nie wszystko stracone.
Aria była w poważnej kropce. Popatrzyła znów na Millę i pociągnęła nosem
- Ale jak to… Jak sprowadziliśmy… Co… - wróżka aż musiała przerwać na chwilę mówienie, bo spokój znowu ją opuszczał. Wzięła głęboki wdech kilka razy.
- Dlaczego to kara? Dlaczego jedni zostali zabrani, a inni nie? - zapytała i pogładziła Hugo po pyszczku, po czym uniosła się odrobinę, podfruwując do kobiety. Widać było, że oczekiwała jakichś wyjaśnień. Odpowiedzi.
- Wybrani - odparła Mila, unosząc głowę i spoglądając na niewielka istotę. - Dano nam szansę na naprawienie błędów.
Nagle jej spojrzenie stwardniało. Omiotła nim chaty, które otaczały placyk na którym stało drzewo, będące domem zielarki.
- Musimy znaleźć innych - postanowiła, wstając. - Muszą być inni… Trzeba dostać się do wieży maga i poszukać księgi. Nie mógł jej przecież zabrać. Księdze nie wolno opuścić wioski…
Mówiła dalej, ale jakby do siebie, jakby Arii wcale tam nie było. Może faktycznie nie widziała wróżki, może zapomniała o jej obecności.
Aria przegarnęła nerwowo włosy, po czym popatrzyła znów na kobietę, bo sama też rozejrzała się po budynkach
- Mogę pomóc… Postaram się… - powiedziała napiętym tonem, ale zaraz przyjrzała się z uwagą kobiecie, przechylając głowę
- Jaka księga? - zapytała zaraz. Była smutna i była wstrząśnięta, ale kobieta zaczęła mówić tak zagadkowo, że pobudziła odrobinę jej ciekawość.
- Księga? - Milli powtórzyła, jakby nie do końca docierało do niej o czym mówili, zaraz jednak się otrząsnęła. - Zaklęta księga, stworzona dnia, którego powstała wioska. W niej znajdziemy odpowiedzi.
Uśmiechnęła się lekko, uśmiechem który powinien dodać otuchy, jednak przy ściśniętej bólem twarzy, nie wyszedł najlepiej. Otrzepała suknie, wzięła głęboki wdech, po czym skinęła głową.
- Przeszukaj domy po tej stronie - wskazała na te chaty, które stały bliżej morza. - Ja zajmę się tymi - Mila wskazała na stronę przeciwną. - Jeżeli kogoś znajdziesz, nakaż stawienie się pod dom twojej ciotki. Później zdecydujemy kto pójdzie do wieży, a kto zajmie się resztą obowiązków.
Aria uniosła brwi i rozejrzała się ponownie. Pociągnęła nosem.
- Dobrze… Przeszukam… Tylko się ubiorę… - powiedziała zaraz i zerknęła na Hugo
- A co ze zwierzętami? Potem trzeba będzie coś z nimi zrobić… Od czego jest zależne kto został, a kto nie? To wszystko będzie napisane? - zapytała. Lekko drżała, nie do końca było jasne czy z zimna, czy z nerwów.
- Nie wiem dziecko - padła odpowiedź z ust kobiety, która wszak udzielaniem odpowiedzi się w tej wsi zajmowała, jako członkini rady. - Będziemy się musieli zająć inwentarzem ale ta sprawa może jeszcze poczekać. Najpierw trzeba ustalić ilu nas zostało. Wszystko w swoim czasie - dodała, wzdychając ciężko i nagle sprawiając wrażenie osoby znacznie starszej niż jeszcze dzień wcześniej. Zupełnie jakby w ciągu nocy dodano jej dwadzieścia lat.
- Pospiesz się - ponagliła, spoglądając na Arię współczująco.
Aria pokiwała głową, ale odrobinę niechętnie odwróciła wzrok do w stronę dębu swojej ciotki. Bowiem wiedziała co czekało ją w środku. Cisza i ciała. Wzięła głęboki wdech, jak przed wejściem do zimnej wody i wleciała do środka. Poleciała na górę, do swojego pokoiku i udając, że na razie nie widzi ciała ciotki Tinder na swoim łóżku zaczęła się ubierać. Założyła ciemnozieloną sukienkę sięgającą do kolan i przyozdobioną frędzlami, przepasaną złotymi sznurkami i buty do kolana. Zaraz zabrała swoją fletnie i torbę i zniosła na parter do saloniku, żeby tam na nią czekały. Tylko fletnię wsunęła za pasek, tam gdzie zwykle ją nosiła i po chwili z powrotem wybyła na zewnątrz. Zerknęła, czy dalej była tu Milla, czy może już ruszyła szukać, kto ocalał.
 
__________________
If I had a tail
I'd own the night
If I had a tail
I'd swat the flies...
Vesca jest offline  
Stary 13-01-2017, 20:21   #8
 
Luwinn's Avatar
 
Reputacja: 1960 Luwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputację
Dziewczyna zmierzyła go dokładnie wzrokiem od stóp do głowy. Rzeczywiście, to był ten sam Tohar którego pamiętała z wczoraj. Ta sama broda i duży nos oraz wzór na głowie. Był miejscowym kowalem. Nieco ekscentrycznym, lecz często pomagał jej gdy tylko zepsuło się coś większego w jej domu, przez co darzyła go sympatią.

Gdy on również ją rozpoznał, podeszła bliżej i klepnęła go w ramię.

- Nie wiem co się tutaj stało ale musimy czym prędzej udać się do uzdrowicielki. Mój sąsiad, znasz go... Ethan, on....nie żyje. Znalazłam go przed chwilą leżącego na progu chaty. - powiedziała i nie czekając na odpowiedź udała się prosto do domu Tinder. Miała tylko nadzieję że i jej nie stało się coś złego.
 
Luwinn jest offline  
Stary 17-01-2017, 00:05   #9
 
Grave Witch's Avatar
 
Reputacja: 45177 Grave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputację
Poranek… Owa pora dnia, gdy wciąż świeże, chłodne powietrze przenika do chat, wypełnia je swą aromatyczną wonią i wyciąga z nich smród nocy. Zwykle jednak działo się tak za przyczyną otwartych okien i drzwi. Tego poranka jednak, niewiele znalazło się rąk, które by ową czynność wykonać były zdatne. Nie znaczyło to jednak, że każda okiennica była zawarta, a drzwi zaryglowane. Tu i ówdzie widać było jakiś ruch. To firanka była odsunięta, to furtka otwarta, to znów ziarno na ziemi rozsypane. Tych jednak, którzy za owymi śladami życia stali, widać nie było.

*****



Nie znalazła ich Aria, która nie zastawszy Milli przed domem Tinder, ruszyła na poszukiwania ocalałych. Nie ujrzała także Larissa, która wędrowała przez wioskę w drodze do owego domu. Nie natknął się na nich również Maelar, w towarzystwie Silli, który to do chaty bardki zmierzał. Zupełnie jakby oczy ich zdolne były dostrzec jedynie skutki działań. Sprawcy zaś tkwili poza możliwością oczu tych, którzy świadkami będąc tragedii, szukali pomocy i odpowiedzi na swe pytania.

Aria, wędrując od domu do domu, najwięcej owych dowodów istnienia “kogoś”, widziała. Nie zmieniało to jednak faktu, że za każdym razem gdy jej drobne ciało przekraczało próg chaty, zastawała w niej jedynie trupy. Większość zdawała się być pogrążona w nie mającym swego końca śnie. Ich twarze były pogodne, oczy zamknięte, ciała nieruchome. Nie wszystkich jednak spokój spowijał. Byli i tacy, którzy zdawali się walczyć, tuż przed momentem, w którym dusze ich ciała opuściły. Ci sprawiali zgoła inne wrażenie. Na ich obliczach widniał strach. Ich ciała nie znajdowały się na łóżkach, a na podłodze, oparte o ścianę lub o ten mebel, który akurat był w pobliżu. Niektórzy upadając doznawali szkód. Ich krew zdobiła deski podłóg. Lśniąca, szkarłatna kałuża lub cieniutka wstęga spływająca z głowy, nosa czy innej części ciała, która uległa uszkodzeniu. Dziwnym jednak było to, że mimo iż zdecydowanie ciała życia w sobie nie miały, to jednak krew z nich wciąż wypływała, zupełnie jakby to, że jej nosiciele odeszli już z tego świata, nie zdołało dotrzeć do owej esencji życia.
W końcu jednak wróżce udało się trafić na kogoś, kto mógł odpowiedzieć na jej wołanie. Osobą tą był Melfis, syn Berina, wdowca, który należał do łowczej drużyny.


Podobnie jak ojciec, tak i syn często na łowy wyruszał. Każdy jednak wiedział, że aspiracją młodego Melfisa było zostanie rycerzem. Bez wątpienia pasował na takiego, chociaż niewiele miało to wspólnego z jego urodzeniem. Był on bowiem jednym z tych młodzieńców, którego każda matka z chęcią by widziała u boku córki, a każdy ojciec takową mu z ochotą oddał. Przystojny, silny, uczynny i prawy. Wzorem był on cnót wszelakich, przez co nie raz miał kłopoty z tymi w wiosce, którzy takowymi cnotami sobie głowy nie zawracali. Marnie jednak kończył ten, który z Melfisem zadzierał.
Teraz, ów złoty chłopak, stał w drzwiach chaty ojca z miną, która sama w sobie była odpowiedzią na pytanie Arii.
- Mój ojciec… - zaczął, jednak głową pokręcił i nawet uśmiech wymusił na swe usta, widocznie dostrzegając iż nie on jeden w żałobie jest pogrążony. - Sprawdziłem dom Vista - wskazał na sąsiednią chatę - i tam także śmierć zawitała. Wiesz może co się dzieje? - Zakończył pytaniem i wskazaniem dłonią izby, pogrążonej w blasku słońca. Było to wyraźne zaproszenie by wróżka wstąpiła do środka i odpoczęła. Zaproszenie nie było jednak na tyle nachalne by nie dało się go odrzucić.


*****


Sprawców owego “ożywienia” się wioski, nie dostrzegła i Larissa, która w towarzystwie krasnoluda doszła wreszcie do drzewa Tinder. Wokoło panowała cisza niczym makiem zasiał. Okna domku w drzewie były uchylone, wpuszczając do wnętrza świeże powietrze. Czuć tu było silną woń ziół, która łącząc się z zapachem morza, tworzyła znajomy aromat domostwa zielarki, który każdy z wioski doskonale znał. Na pukanie jednak nikt nie odpowiedział.
- Dziwne to… - Mruknął pod nosem Tohar, drapiąc się po brodzie i po raz kolejny uderzając w drzwi, które pod naporem owego pukania, o mało nie wpadły z framugą do środka.
- Tohar! Na bogów… - Ową przetykaną stukaniem cisze, przerwał głos kobiecy, który dotarł do ich uszu od strony jednej z chat. W jej drzwiach pojawiła się Milla, wioskowa bardka. Tuż za nią wyłonił się drugi kształt.


Kształtem tym był Zamir, syn Lisetty i Denosa. Podobnie jak jego ojciec, zajmował się ścinaniem drzew, wolny czas poświęcając na rzeźbienie w owym drzewie. Często także spotkać go można było przy pasiekach matki. Był to spokojny młodzian, nie szukający zwady ani nie dążący do tego by opuścić wioskę, jak to wielu mężczyzn w jego wieku miało w zwyczaju. Chodziły plotki, jakoby zainteresowany był Silli, przybraną córką Taurusa. Coś w nich być mogło bowiem często widywano tą parę razem, w lesie czy przy pasiekach, jednak nikt otwarcie niczego jeszcze nie potwierdził.

- Milli! - Odkrzyknął krasnolud, o mały włos nie doprowadzając przy tym Larissy do utraty słuchu. - Mili, do cholery, co się tu wyprawia?!
- Wiesz co... - odkrzyknęła mu kobieta, ruszając w ich stronę. Po chwili wahania dołączył do niej także Zamir.
- Tinder też odeszła, jak i niemal cała wioska - mówiła dalej, zniżając głos w miarę zbliżania się. - Spotkałam tylko Arię i wysłałam to biedne dziecko na szukanie innych ocalałych. Zamir to dopiero druga osoba, którą odnalazłam. Dobrze, że i tyś się uchowała - bardka zwróciła się bezpośrednio do Larissy. - Widać i dla ciebie miejsce w boskim planie się znajduje. Wiesz co musimy zrobić - dodała, ponownie zwracając się do krasnoluda.
- To już będzie twoja robota, ja się na magii nie znam.
Powszechnie wiadomym było, że Tohar za magią nie przepadał. Niechęć ta była tak wielka, że nawet rzutowała na jego stosunki z kapłanami, co nieraz kończyło się ostrymi kłótniami na spotkaniach rady.
- Wszystko w porządku? - Zamir, niejako ignorując pozostałą dwójkę, zwrócił się do Larissy. W jego głosie słychać było autentyczną troskę, którą odzwierciedlało także jego spojrzenie. Podszedł nieco bliżej, jakby pragnąc odciąć się od Milli i Tohara, którzy zaraz pewnie skoczyć sobie mieli do gardeł, jak to się często zdarzało. Wyraźnie widać było, że wolałby być w innym miejscu i innym czasie. Może wśród pszczół matki lub ze swoją Silli? O ile, oczywiście, plotki prawdę mówiły.
 
__________________
“Listen to the mustn'ts, child. Listen to the don'ts. Listen to the shouldn'ts, the impossibles, the won'ts. Listen to the never haves, then listen close to me... Anything can happen, child. Anything can be.”
Grave Witch jest offline  
Stary 20-01-2017, 20:31   #10
 
Vesca's Avatar
 
Reputacja: 15595 Vesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputację
Aria widząc, że w niektórych miejscach życie zdawało się jakby wcale nie ulecieć, zaczęła rozważać, kiedy dokładnie nadeszła ta śmierć… A im dłużej przyglądała się kolejnym ciałom, zaczęła dostrzegać pewną istotną rzecz… To nie wyglądało tak, jakby umarli ‘po prostu’. Niektórzy wyglądali jakby uciekali przed czymś. Czym więc było to coś, czego próbowali uniknąć? I ta krew… To było upiorne. I bardzo bolesne. Ta tętniąca wesołym życiem wioska, nagle stała się wyludniona jednej nocy…
Wróżka nerwowo pogładziła Hugo po głowie, lecąc obok niego. Zastanawiała się nad słowami Milli. Kołatały jej się po głowie i brzęczały jak natrętne muszki. W końcu jednak zostały rozproszone. Gdy bowiem po raz kolejny zawołała ‘Halo? Jest tam kto?’ i zapukała do drzwi, te otworzyły się. W pierwszym momencie, trochę się spięła, zaskoczona tą zmianą, bowiem już przywykła do tego, że odpowiadała jej głucha cisza. Potem odetchnęła widząc kogoś żywego. Blondynka uśmiechnęła się blado i skrzywiła lekko gdy powiedział o swym ojcu, sama miała delikatnie podpuchnięte oczy po wcześniejszym płaczu
- Nie jestem pewna. Milla mówiła, że to jakaś kara. Nie rozumiem… Posłuchaj, pomagam jej szukać kto ocalał. Całą wioskę spotkała śmierć i z tego co rozumiem, niewiele osób… Przeżyło… Milla prosiła bym kogo znajdę posłała pod drzewo mojej cioci… Dobrze? Bo potem wszyscy się tam mamy spotkać i ustalać co dalej - pogładziła głowę Hugo, który uważnie obserwował Melfisa. Aria nie jadła i nie piła nic jeszcze i choć zaburczało jej trochę w brzuchu, wyraźnie chciała to kompletnie zignorować, popychana obowiązkiem by pomóc w szukaniu, tych co się ostali. Sądziła bowiem, że jeśli się zatrzyma i usiądzie na chwilę spokojnie, to całkiem się rozklei. Determinacja ziała więc z jej ślicznych niebieskich oczu, razem z cieniem głębokiego smutku, ale jednocześnie ulgi, że kogoś znalazła.

Ręka młodzieńca opadła, a on sam postąpił krok do tyłu.
- W takim razie pomogę ci szukać - zaproponował, uśmiechając się do niej ciepłym, aczkolwiek smutnym uśmiechem. - Poczekasz na mnie chwilę? Możesz się rozgościć i zjeść coś - wskazał na kredens, na którym stał talerz przykryty szmatką, najwyraźniej kryjący jakieś jadło. Obok niego stał dzban z mlekiem, a na hakach wbitych w ścianę kredensu pyszniły się ręcznie malowane kubki.
- To nie zajmie długo - obiecał, po czym spojrzał na nią wyczekująco. Widać było, że bez jej zgody wpychać się na miejsce towarzysza misji zleconej przez bardkę, nie będzie. Wyraźnie jednak miał ochotę na takie towarzyszenie, czy to z powodu potrzeby niesienia pomocy czy zwyczajnej ochoty do spędzenia kilku chwil w towarzystwie uroczej wróżki.

Przez chwilę Aria nie była przekonana, czy chce dać się namówić na jedzenie. Ale w końcu skapitulowała
- Dziękuję… Że chcesz mi pomóc i za zaproszenie… - powiedziała, bo wypadało. W końcu dobrze ją wychowano. Wróżka zerknęła na Hugo
- Poczekaj chwilę proszę… - odezwała się do wilka, który wyraźnie nie miał ochoty się z nią rozstawać, no ale nie będzie go przecie wprowadzać chłopakowi do domu. Pogładziła Hugo po głowie, żeby się nie denerwował i podfrunęła z powrotem do drzwi wejściowych chatki Melfisa. Weszła, gdy przepuścił ją do środka i rozejrzała się, kierując do wskazanego przez chłopaka talerzyka. Po czym wygładzając sukienkę odsłoniła lekko szmatkę i usiadła na brzegu półeczki kredensu, zerkając co jest na talerzu i częstując się, czekała na niego.

Już na pierwszy rzut oka widać było, że w chacie brakuje kobiety. Na dwóch komodach, stojących pod oknami, nie widać było żadnych żadnych ozdób, na parapetach brakowało donic z kwiatami, nad piecem nie suszyły się żadne zioła. Wszystko jednak lśniło czystością, od stołu na środku pomieszczenia stojącego po podłogę, na której to stał. Drewno przy piecu było porządnie ułożone, a pod sufitem ciężko było znaleźć choćby i najdelikatniejszą pajęczą sieć.
Pod serwetką kryły się dwie pajdy chleba obok których leżały plastry sera i mała miseczka śmietany zmieszanej z, jak podpowiadały zarówno oczy jak i nos, miodem. Ten bez wątpienia pochodził z pasiek Lisetty, bowiem miał ów charakterystyczny, złocisty odcień, którego nie szło pomylić z innymi miodami. Ponoć za ową wyjątkowość odpowiadały czary domniemanej dziewczyny Zamira, syna Lisetty, która zwała się Silli i której Aria do tej pory nie miała okazji spotkać. W przeciwieństwie do samego Zamira, ten bowiem nie dalej jak dnia poprzedniego, dostarczył Tinder słoiki z miodem. Był to mężczyzna młody, łagodny w obyciu i przyjazny. Dobry materiał na męża, jak go określiła ciotka.

Na Melfisa nie trzeba było długo czekać, wystarczająco jednak by wróżka zdążyła uszczknąć tego i owego. Wyłonił się z otworu w suficie, do którego prowadziły wąskie schody pozbawione poręczy. Ubrany był jak na wyprawę do lasu, w skórzane spodnie, wysokie buty i kurtę, tyle że nie trzymał w dłoniach łuku. Zamiast tego u jego boku pysznił się miecz, spadek po dziadku, który to zdobył go w służbie królewskiej, zanim powrócił do wioski i wziąwszy sobie za żonę babkę, pożegnał z życiem wojownika. Oboje, już od lat paru, nie żyli.
- Wybacz, że musiałaś czekać - zwrócił się do Arii przepraszająco, okraszając owe przeprosiny delikatnym uśmiechem. - Może weźmiesz też kawałek szynki dla swojego towarzysza? - Zaproponował, kierując kroki do wąskich drzwi pod schodami.

Aria był pod wrażeniem, że dwóch mężczyzn w domu potrafiło utrzymać taki elegancki porządek. Poczęstowała się odrobinę śmietaną z miodem na kromce chleba, nie była w stanie zjeść więcej, bowiem obrazy martwych ciał cały czas kotłowały jej się po głowie. Wróżka rozglądała się i oceniła stan chatki na dobrze utrzymany. Mała blondynka była fanką tego miodu, odkąd tylko spróbowała go u swej ciotki. Nie była w domu Lisetty, bo był po tej stronie, którą przejrzeć miała Milla, miała jednak nadzieję, że śmierć nie zabrała tam wszystkich. Część z martwych znała, części nie. Wszystkich jednak kojarzyła z widzenia, w końcu zawsze pojawiały się u cioci, jak były jakieś specjalne okazje… A teraz? Aria pokręciła głową, odpędzając ponure myśli, akurat w momencie, gdy Melfis zszedł w swym odzieniu
- Nie szkodzi, musiałeś się w końcu przygotować… - powiedziała podnosząc się i spróbowała też się do niego lekko uśmiechnąć, choć nie wychodziło to tak promiennie, jak wróżka zwykle potrafiła
- Na pewno przypadnie mu do gustu taki poczęstunek… Dziękuję - odpowiedziała i oczywiście, że była chętna podrzucić coś dla Hugo. Choć sam potrafił sobie świetnie coś upolować, czasem częstowała go jakimiś rarytasami. Podniosła się i wyprostowała swą sukieneczkę
- Porządnie utrzymana chatka… - skomentowała wnętrz jego domku, bo pomyślała, że może miło będzie mu to usłyszeć. Do tego ona sama czuła, że po całym tym napięciu, strasznie potrzebuje porozmawiać o czymś niesamowicie przyziemnym i normalnym.

Mężczyzna skinął głową i na chwilę zniknął za drzwiami by wyjść w końcu z pętlą kiełbasy.
- Dziękuję - odpowiedział na komplement rozglądając się po izbie, jakby widział ją po raz pierwszy. - Staramy się utrzymywać to miejsce jak za czasów gdy żyła matka. Obaj też lubimy porządek więc to nie takie znowu trudne. Chodźmy - wyraźnie wzmianka o ojcu przytłumiła nieco blask jego oczu i zgasiła uśmiech. - Możesz mi usiąść na ramieniu - zaproponował ni z tego, ni z owego. - Skrzydełka ci odpoczną, a mi to przecież przeszkadzać nie będzie. Jak chcesz, oczywiście - dodał, unosząc lekko kąciki ust.

Aria widząc, że nieco go przygasiła, zasznurowała usta. Najchętniej powiedziałaby ‘przepraszam’, ale to tylko doprowadziłoby do kłopotliwej wymiany zdań, więc spuściła wzrok na swoje sznurowane butki. Widząc pętko kiełbasy dla Hugo, pomyślała sobie, że to się wilczur ucieszy… Kiedy zaproponował, by już ruszyli, wróżka poderwała się w górę, trzepocząc tymi swoimi błyszczącymi, złotymi skrzydełkami. Aria uniosła lekko brew i uśmiechnęła się teraz bardziej świetliście, bo najwyraźniej chłopak powiedział jakiś dobry żarcik, który tylko wróżki rozumieją. Podparła biodra rękami
- Noo, jeśli ci to nie przeszkadza, chętnie usiądę, ale wiesz… Skrzydełka wróżek trzepoczą praktycznie cały czas gdy się poruszamy, od najmłodszych lat. Więc, nie zmęczyły się jeszcze, zwłaszcza że nadal mamy ranek - zdradziła mu co ją tak rozbawiło w jego słowach, ale bez ociągania, usiadła sobie zaraz na jego ramieniu. Odgarnęła potargany kosmyk włosów za ucho, kompletnie nieświadoma tego upiększającego, dziewczyńskiego gestu.

Odwrócił twarz w jej stronę i uśmiechnął się nieco weselej, a należało zauważyć, że uśmiech miał całkiem ładny i nie bez powodu młode dziewczyny mdlały na jego widok. Niemłodym także się zdarzało.
- Nie chciałem urazić wytrzymałości twych skrzydełek - przeprosił ją, przyglądając się jej uważnie.
- Ślicznie wyglądasz, Ario - rzucił nagle, pospiesznie odwracając wzrok i ruszając do przodu nim odpowiedziała. Ruch ten zmusił ją do skupienia się nad zachowaniem równowagi na tym nietypowym dla niej wierzchowcu. Melfis zaś wykorzystał ów moment by dotrzeć do drzwi chaty i otworzyć je na oścież. Hugo czekał w gotowości, tuż za progiem. Na widok kiełbasy, jego wilcza mina, zdecydowanie zmieniła się z zaniepokojonej na wyczekującą. Mężczyzna przykucnął ostrożnie, po czym wyciągnął w stronę zwierzęcia trzymany w dłoni podarek. Wilk jednak tylko kiełbasę obwąchał, a następnie spojrzał na Arię.
- Mądre zwierzę - pochwalił go Melfis, także kierując oczy na małą pasażerkę.

Nie uszło uwadze wróżki, że chłopak miał całkiem przyjemny uśmiech. Godnie jednak nie postanowiła zasłabnąć, co tylko zerknęła na niego kątem oka, a na przeprosiny w temacie skrzydełek kiwnęła głową.
No, ale komplementem to już ją zaskoczył… Ona skomplementowała mu chatkę, a on postanowił się zrewanżować? Postanowiła uznać, że właśnie o to chodziło, choć jeszcze raz spróbowała ugładzić dłuższy kosmyk włosów. Jakby przez chwilę stała się bardziej świadoma faktu, że jest dziś niezwykle potargana, z tytułu nie uczesania się po wstaniu, ale zaraz przywróciła się do pionu
- Mm, dziękuję - odpowiedziała mu uprzejmie, a potem faktycznie musiała się przytrzymać, bo utrzymywanie równowagi na czyimś ramieniu to nie było coś, co robiła często. Zaparła się nóżkami i przytrzymała rękami i obserwowała jak otworzył drzwi. Spojrzała na Hugo z lekkim uśmiechem, by się nie martwił. Widząc jak wilk obwąchuje kiełbasę w ręce Melfisa, ale nie bierze, uśmiechnęła się tylko ciepło do czarnego wilka
- Oj, nawet nie wiesz jak czasem potrafi się wygłupiać. Gdy jednak trzeba, potrafi być bardzo ostrożny - Aria podniosła się i zaczęła iść po ramieniu chłopaka w dół jego opuszczonej do wilka ręki. Aby utrzymać równowagę, lekko poruszała skrzydełkami, po czym zfrunęła i oparła rękę na pęcie
- No dobra Hugo. Ja myślę, że to jest w porządku. Melfis by nas w końcu otruć nie chciał, prawda? No to chyba można się poczęstować, hm? - przemówiła do przyjaciela i pogładziła go drugą ręką po pyszczku koło ciemnego nosa.

Hugo przez chwilę spoglądał to na kiełbasę, to na Arię, ale w końcu otworzył pysk i wbił zęby w mięso. Melfis powoli cofnął rękę, chociaż widać było, że miał ochotę wykonać ów ruch znacznie szybciej. Jakby na to nie spojrzeć, widok wilczych kłów nie należał do szczególnie sprzyjającego trzymaniu w ich pobliżu własnych części ciała.
- Musisz być szczęśliwa mając go za swego towarzysza - stwierdził, rozglądając się po okolicy. - Gdyby nie brak mieszkańców, można by powiedzieć, że nic się nie zmieniło.
Jego słowa miały w sobie sporo racji. Przez tą chwilę, którą Aria spędziła w chacie, więcej okien zostało otwartych, tu i ówdzie widać było kury, które z zapałem dziobały ziarno, a przy jednej z chat wywieszono nawet pranie, którego zdecydowanie nie było tam, gdy dom ów wróżka sprawdzała.

Wróżka kiwnęła głową
- Nie raz i nie dwa uratował mi skórę - odpowiedziała pochwalnym dla swego towarzysza tonem. Obserwowała chwilę, jak Hugo zajadał kiełbasę, ale zaraz słowa Melfisa zwróciły jej uwagę na otoczenie. W pierwszym momencie Aria na moment się zapowietrzyła… Wyprostowała się, dalej siedząc chłopakowi na ramieniu i rozejrzała, zaskoczona
- Ale przecież w tych domach… Nie było nikogo żywego, jakim więc sposobem… To wszystko tak wygląda… - zapytała zdumiona, ale to było raczej pytanie retoryczne. Pokręciła głową
- To bardzo dziwne… Bardzo-bardzo. Musimy sprawdzić resztę domków i wracając pod drzewo mojej cioci, zobaczymy czy jeszcze więcej się zmieni. To upiorne. Jakby były tu duchy - zauważyła Aria i objęła się na moment dłońmi, jakby zrobiło jej się zimno, ale to był tylko nieprzyjemny dreszcz. Zwróciła głowę w stronę, gdzie zmierzała z przeszukiwaniem i wskazała ją skinieniem
- Hugo zje i chodźmy - zaproponowała, nadal niepewnie rozglądając się po tych chatkach.
 
__________________
If I had a tail
I'd own the night
If I had a tail
I'd swat the flies...

Ostatnio edytowane przez Vesca : 21-01-2017 o 01:45.
Vesca jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 09:35.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169