Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 30-07-2007, 11:52   #1
Konto usunięte
 
Midnight's Avatar
 
Reputacja: 612 Midnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemu
[7th sea] Plaszcz i szpada....

Carione. Port Montaginy, nie za duzy, nie za maly, nie za wazny. Polozony w gornej jeje czesci stanowi jeden z wielu punktow handlowych. Karczma POd Zlotym Lewiatanem pekala w szwach. Marynarze, zawadiaki, piraci, kobiety lekkich obyczajow, troche szlachty i WY. Dzien chylil sie juz ku koncowi, rum smakowal z kazda chwila lepiej.

Mloda kobieta tanczyla na srodku sali zmyslowo poruszajac swoim cialem. Zdawala sie calkowicie pochlonieta tym co robi. Czy mozna sobie wyobrazic cudniejszy widok?

Nieco w kacie potezny mezczyzna spogladal na nia wyjatkowo lubieznym wzrokiem. Od czasu do czasu mowil cos do siebie lecz ciezko bylo doslyszec jego slowa. Inni odsuneli sie od niego zaraz jak tylko wszedl. No coz.. gadal w koncu do siebie.. Wariat jakis.. Wiadomo co mu do glowy strzeli?!

Mlody szlachcic o przystojnych rysach twarzy rowniez wodzil za nia wzrokiem. No coz.. dziwic sie nie nalezalo. W pewnej chwili przesunal sie nawet nieco blizej. Pare godzin pozniej jego sasiad zda sobie nagle sprawe ze jego wypchana sakiewka gdzies wyparowala... No coz..

Piekna kobieta przygladala sie wszystkiemu z galeryjki. Uwaznym wzrokiem lustrowala wszystkich obecnych i tych ktorzy przychodza. Jej piekna twarz przyciagala wzrok lecz ona w pelni obojetna nie odwzajemniala go nikomu.

Jej wzrok skupiony byl glownie na mezczyznie pograzonym w swoich myslach. Siedzial on pod oknem i zdawal sie calkowicie pochloniety swoim trunkiem, ktorego nie tknal odkad mu go podano... Dziwne.. Nikt sie nie dosiadl, nikt go nie zaczepial...

W nuty melodi wygrywanej przez starego marynarza wplutl sie slodki glos dziewczecia. Czarnowlosy aniol w blekitnej sukni. Spiewala czysto niczym syrena na odleglych wodach i podobny zachwyt wzbudzala. Piesn mowila o milosci, jej potedze, wladzy nad losem i przeznaczeniem. O honorze zwodzacym na manowce, o smierci. Rozmowy ustaly, wszyscy wsluchiwali sie w jej slowa. Wpatrywali w tancerke. Zapadli w trans.
Nagle dzwiek wystrzalu armatniego wstrzasnal pomieszczeniem. Wszyscy zerwali sie zaskoczeni. Nastepna salwa nie zostawila cienia zludzenia. Piraci... Szalk ich nadal, to juz drugi raz w tym miesiacu. Wszyscy zaczeli sie zbierac i wybiegac na ulice. W karczmie zostala tylko szostka nieznajomych, spogladajacych po sobie czujnym wzrokiem. Kazdy z nich dostal ten sam list z ta sama wiadomoscia:



Badzcie pod Zlotym Lewiatanem za trzy dni od teraz.

Baveaux

Pod podpisem widniala pieczec.


Nikt z wlasnej woli nie ignoruje wezwania od tego czlowieka wiec i wy tego nie uczyniliscie. Zakon Rycerzy Rozy i Krzyza to potezna instytucja, a wy mieliscie ten zaszczyt zostania jego czlonkami w ten lub inny sposob. Nadszedl czas na wasz wklad w jego istnienie. Tylko jaki on bedzie i dlaczego akurat wy? No coz... to sie zapewne wkrotce okaze.
 
__________________
[B]poza tym minął już jakiś czas, odkąd ludzie wierzyli w Diabła na tyle mocno, by mu zaprzedawać dusze[/B]

Ostatnio edytowane przez Midnight : 30-07-2007 o 11:58.
Midnight jest offline  
Stary 30-07-2007, 12:36   #2
 
Cold's Avatar
 
Reputacja: 237 Cold ma w sobie cośCold ma w sobie cośCold ma w sobie cośCold ma w sobie cośCold ma w sobie cośCold ma w sobie cośCold ma w sobie cośCold ma w sobie cośCold ma w sobie cośCold ma w sobie cośCold ma w sobie coś
Tańczyła... tańczyła w rytm muzyki, czasami odbiegając od niego. Poruszała się niemal po całej sali. Robiła to nadzwyczaj zgrabnie, jakby jej stopy nie dotykały podłoża, czyżby magia? Nie, to z pewnością nie była żadna magia, ona po prostu miała talent do tańca, który kochała. Gdy tak pląsała w rytm muzyki czuła się jak ptak, który niczym się nie przejmując szybuje pomiędzy puchowymi chmurami; jak ryba pływająca beztrosko po głębiach oceanu – nie musiała się przejmować niczym... No, prawie niczym.
Ktoś się na nią patrzył, lecz nie w normalnym tego słowa znaczeniu. Ten osobnik wpatrywał się w nią z ogromną lubieżnością – czuła to, ale nie miała głowy do główkowania nad tym, kto to był. Zresztą, nie przeszkadzało jej to zbytnio, już zdążyła się do tego typu odczuć przyzwyczaić.

Gdy gdzieś nieopodal karczmy rozległ się głuchy odgłos wystrzału, przestała tańczyć. Rozejrzała się po całej sali – nie przesłyszała się, wszyscy ludzie w pomieszczeniu nasłuchiwali przez chwilkę, jakby oczekując najgorszego.
Po drugim wybuchu wszyscy zaczęli wybiegać, a Rainee stała w miejscu, prawie całkowicie opanowana – a może po prostu nie miała pojęcia, co się dzieje?
W końcu w karczmie pozostała tylko skromna szóstka osób. Rudowłosa tancerka spojrzała po wszystkich. Nie znała nikogo i zastanawiała się, dlaczego nie uciekli razem z innymi... Sama Rainee nie czmychnęła gdzie pieprz rośnie; zgodnie z poleceniem zawartym w liście - czekała. Czyżby ta piątka także należała do Zakonu? A może to oni wysłali jej tą wiadomość?
 
__________________
Jaka, sądzisz, jest biblia cygańska?
Niepisana, wędrowna, wróżebna.
Naszeptała ją babom noc srebrna,
Naświetliła luna świętojańska.

Ostatnio edytowane przez Cold : 30-07-2007 o 13:23. Powód: Pomyłka...ogromna :)
Cold jest offline  
Stary 30-07-2007, 13:20   #3
 
Kolmyr's Avatar
 
Reputacja: 395 Kolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetny
"Przeklęci rycerze czemu mnie zawsze musi coś takiego spotykać..."pomyślał gdy trzy dni temu otrzymał list.

Choć pochodził ze szlacheckiego rodu to był to rud który stracił swój majątek. Chłopak zajmował się złodziejskim fachem i było mu z tym dobrze. Aż ty kilka miesięcy temu kłopoty znów go znalazły. Zleceniodawca mówił o prostej robocie. "Włamiesz się i zabierzesz jego sygnet z pieczęcią to wszystko...". Taaa... tylko właściciel okazał się być wysoko postawionym członkiem Zakonu. W trakcie włamania gdy miał się już wynosić z sygnetem potrącił jakiś cholerny wazon i obudził gospodarza. "Powinienem Cię zabić na miejscu!" mówił trzymając złodziejaszka na ostrzu swego miecza"Ale twe talenty mogą się nam przydać wybieraj więc" I tak o to wybór między śmiercią a służbą tym świętoszkowatym bufonom okazał się dość łatwy. Do tej pory zostawili go w spokoju. To było pierwsze "zlecenie jakie od nich otrzymał. Może chociaż trochę się przy nim zabawi.

Gość siedzący obok nie zwracał uwagi na szlachcica. Przystojny, opalony ubrany elegancko mężczyzna nie wyglądał w końcu podejrzanie. Gdyby tylko wiedział ze szlachecki strój jest skradziony pewnie byłby bardziej czujny. Jego pech... pękata sakiewka wylądowała w jego kieszeni. Wciąż przyglądał się tańczącej kobiecie. Miał do nich słabość... i nie chwaląc się wiele miało słabość do niego. Ta miała coś w sobie ruszała się zmysłowo i seksownie. Kobieta warta grzechu jak to mówią. Nagle padł pierwszy strzał.

"Piraci... znowu... To staje się nudne... I oni są nudni... tylko piliby rum i obmacywali wszystko co ma cycki i nie ucieka..."

Po drugim strzale z armaty wszyscy opuścili karczmę. Prawie wszyscy... Szóstka została w tym także on... Przeciągnął się z szelmowskim uśmiechem na twarzy. Widać wielcy panowie rycerze potrzebowali kogoś więcej niż drobnego łotrzyka. Sytuacja bardzo go bawiła. Szóstka osób... żadne nie wiedziało po co tu przybyło. Patrzeli po sobie jak głupi.

-Czekamy już chyba tylko na naszego dobroczyńcę...-powiedział z uśmiechem.

Położył list na stole po czym podszedł do barku i sięgnął sobie wino. Napełnił kielich i odwrócił do pozostałych.

-Ktoś z was ma ochotę? Ależ wybaczcie mój brak manier... jestem Francisco Sabreini Petronelli Delahoya syn Diega Saberiniego Petronelli Delahoya „Smoczego jeźdźca”. A teraz czy ktoś ma ochotę na wino? Doprawdy doskonały rocznik- cały czas uśmiechał się szelmowsko.
 
__________________
To była dłuuuga przerwa... przepraszam wszystkich i ogłaszam oficjalnie... wróciłem !!!
Kolmyr jest offline  
Stary 30-07-2007, 16:00   #4
 
Aivillo's Avatar
 
Reputacja: 39 Aivillo jest na bardzo dobrej drodzeAivillo jest na bardzo dobrej drodzeAivillo jest na bardzo dobrej drodzeAivillo jest na bardzo dobrej drodzeAivillo jest na bardzo dobrej drodzeAivillo jest na bardzo dobrej drodzeAivillo jest na bardzo dobrej drodzeAivillo jest na bardzo dobrej drodzeAivillo jest na bardzo dobrej drodzeAivillo jest na bardzo dobrej drodzeAivillo jest na bardzo dobrej drodze
Kobieta zwróciła twarz w stronę mężczyzny i podniosła lekko kielich z winem. Przyłożyła go do ust i upiła łyk. Odstawiła kielich i pozwoliła by swobodne kosmyki rozpuszczonych kaskadą włosów zasłoniły nieco jej twarz. "Trzy dni szalonej podróży z Vodacce. Bez snu i odpoczynku. Pewnie mam to wypisane na twarzy"- pomyślała. Podniosła głowę i zwróciła się do wszystkich:
-Laureen Isabel Marie de Antigina, miło mi.

Nie czuła się dobrze o tej porze dnia. Do tego jeszcze to piekielne wezwanie. Czemu musiała zgodzić się na pomoc tego bezdusznego mężczyzny? Teraz on kieruje nią jak chce, a ona siedzi w brudzie po uszy. Spojrzała po zebranych.
"Ciekawa gromada"- pomyślała. Zauważyła, że obok każdego z nich leży podobny zwój. Zerknęła z niechęcią na ten obok siebie i ze zrezygnowaniem wbrew manierom oparła głowę na łokciach usiłując choć chwilę odpocząć od kłopotliwego gwaru.
 
Aivillo jest offline  
Stary 30-07-2007, 20:40   #5
 
Bortasz's Avatar
 
Reputacja: 948 Bortasz jest godny podziwuBortasz jest godny podziwuBortasz jest godny podziwuBortasz jest godny podziwuBortasz jest godny podziwuBortasz jest godny podziwuBortasz jest godny podziwuBortasz jest godny podziwuBortasz jest godny podziwuBortasz jest godny podziwuBortasz jest godny podziwu
Wzrok mężczyzny z trudem oderwał się od wydarzeni dziejących się za oknem.

Powinienem tam być... Obrona Montaigne przed tym ścierwem jest mym obowiązkiem... Lecz mam też obowiązek wobec Zakonu....

Usta ściśnięte w wąską kreskę zdradzały zdenerwowanie, lecz oczy pozostały czujne a każdy gest był płynny i spokojny. Wstał złożywszy list i schowawszy go za poły kurtki. Skłoniwszy się z gracją przed zgromadzonymi rzekł głosem pogodnym i uprzejmym.

- Tristan De Beauharnais.

Wyprostował się z delikatnym uśmiechem na twarzy i dokładnie nałożył kapelusz z szerokim rondem koloru ciemnego brązu, który idealnie komponował się z kurtką w takim samym kolorze. Uwagę wnet przykuwała Szpada, a raczej jej rękojeści, jaką nosił przy lewym boku. Zrobiony przez prawdziwego artystę Klosz osłaniający dłoni odciągał uwagę od sfatygowanej pochwy. Przy drugim boku mniej ozdobna rękojeści sztyletu odbijała od swej wypolerowanej powierzchni blask ognia w kominku.

- Chyba mi się zdaje, ale według mnie wszystkich nas zgromadził tutaj cudny zapach róż.

Tristan uważnie przyglądał się jakąż to reakcję wywołają jego słowa na zebranych, a cała jego osoba zdradzała uprzejme zaciekawienie i odprężenie. Jedynym zbędnym ruchem było rzucane co chwilę spojrzenie w stronę drzwi za którymi tak nie dawno znikneła większości biesiadników.

"Powinienem tam być."
 
__________________
Właściwością człowieka jest błądzić, głupiego - w błędzie trwać.— Cyceron
Mędrzec jest mędrcem tylko dlatego, że kocha. Zaś głupiec jest głupcem, bo wydaje mu się, że miłość zrozumiał.— Paulo Coelho
Bortasz jest offline  
Stary 30-07-2007, 21:41   #6
 
Manji's Avatar
 
Reputacja: 56 Manji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodze
Siedzial w kacie... swiatlo swiec ledwo oswietlalo jego zniszczone szaty. Pil whisky jakby wode. Ryze wlosy opadaly w nieladzie. Smukla twarz co chwile wykrzywiala sie w grymasie, smukle, dlugie palce nerwowo stukaly o blat lawy. Oczy patrzyly sie niewidzacym wzrokiem gdzies w dal. Stwarzal wrazenie brudnego. A wokolo rozsypane rzeczy: tobolek z owczej welny, palasz w wyswiechtanej pochwie i luk z kolczanem niedbale rzucony na lawe. Rzadki zarost wskazywal na mlody wiek. Siedzial w milczeniu rozkoszujac sie trunkiem. 'Old grrejt sikott wiisky mmmh.' Mina wskazywala, ze nad czyms mysli, nie interesowalo go otoczenie, a przynajmniej takie stwarzal pozory. W rzeczywistosci uwaznie sie przygladal zbieraninie roznych metow.
Po wystrzale jego czujnosc wzrosla, czekal na najgorsze.
Ku jego zaskoczeniu zostalo kilkoro, zamiast jak inni salwowac sie ucieczka. Drugi wystrzal zadzialal kojaco. Przypominal huk pioruna. Wrzask przyboju, krzyk mew...znow byl na swojej wyspie, daleko od tego calego zgielku, smrodu i wypucowanych lalusi oraz zgrai dziwek.
Po przedstawieniu sie koronkowych przebierancow, uniosl sie nad lawe, opierajac sie o nia obiema rekami. Podwiniete rekawy szarej koszuli opadly przyslaniajac tatuaze na przedramionach. Lekko przygarbiony wycharczal cos w obcym jezyku.

-Ha ar ja Bastards!!. Potem dodal. -Jam jest O'Connor.
Wycedzil przez zeby, poczym niedbale siadl na stolku bezwstydnie ukazujac co kryje sie pod kiltem.
Widzac wzburzenie towarzystwa usmiechnol sie parszywie, ukazujac bialy rzad zebow.

-Wino...wielkie dzieki ale NIE!! (pomiedzy zrozumiala mowa padaly dziwnie brzmiace slowa)

Pozostal na swym miejscu ze swoimi myslami.
Czekal, az przyjdzie ten, ktory go tu wezwal.
 
__________________
Świerszcz śpiewa pełen radości,
a jednak żyje krótko.
Lepiej żyć szczęśliwym niż smutnym.

Ostatnio edytowane przez Manji : 30-07-2007 o 21:44.
Manji jest offline  
Stary 31-07-2007, 09:51   #7
Konto usunięte
 
Midnight's Avatar
 
Reputacja: 612 Midnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemu
- Zaslon swe przyrodzenie O'Connor bo niemasz tam nic ciekawego co warto by bylo ogladac.

Slowa wypowiedzial mezczyzna, ktory wlasnie ukazal sie na galeri i wolnym krokiem schodzil po schodach w wasza strone.


Lobuzerski usmiech bladzil po jego obliczu gdy spogladal na kobiety zebrane na sali. Dluzej zawiesil wzrok na czarnowlosej, ktora wszelkimi sposobami probowala powstrzymac smiech.

Krotkim skinieniem glowy przywital sie z mezczyznami. Hmmm... Pirat? No coz raczej wszystko na to wskazywalo....

- Nim siegniecie po szpady radzilbym najpierw mnie wysluchac...

Spojzal po tych co bycmoze nieopacznie wyciagneli swa bron i spokojnie odczekal az sie uspokoja. W miedzyczasie podszedl do mlodej dziewczyny, ktora uprzednio spiewala slodkim glosem. Ujal jej brode delikatnie i pocalowal w czolo. Dziewczyna przymknela oczy i przez chwile rozkoszowala sie ta czuloscia... Jednak chwila, jak to chwila trwala krotko. Mezczyzna wypuscil ja i usadowiwszy sie wygodnie na jednym z krzesel przemowil.

- Nazywam sie Lois de Vagborona i jak sie pewnie domyslacie naleze do tej zaszczytnej nacji jaka jest brac piracka.

Chwila ciszy po tych slowach az prosila sie o wtracenie slow negujacych zaszczyt bycia piratem lecz rownie mocno o prosila sie o krew jego szpada. Po chwili ciagnal dalej.

- Baveaux prosil abym wam przekazal jego rozkazy i zabral na statek, a nastepnie umozliwil ich wykonanie. Niekoniecznie mi sie to podoba jednak zloto jakim placi potrafi przekonac kazdego. Oto wiec jestem do waszych uslug.

Przylozyl dlon do husty w dosc szyderczym gescie salutowania i nie zwracajac juz na was szczegolnej uwagi zajal sie czyszczeniem szpady. Wczesniej, jeszcze w trakcie przemowy wyciagnal zza koszuli pergamin i polozyl go na stole przesunawszy w wasza strone.



List:

Do czlonkow zakonu Rozy i Krzyza.

Ja nizej podpisany Aristide Baveaux zobowiazuje was nimniejszym do odzyskania skradzionego nam w ostatnim czasie artefaktu syrowskiego pochodzenia. Przedmiot ten ma niezwykle znaczenie dla wszystkich z nas. Z naszych najnowszych wiadomosci wynika iz znajduje sie on obecnie w drodze do Castille. Zlodziej podrozuje droga morska i ma nad wami przewage czterech dni. Jego statek nosi nazwe Skrzydlata Milosc. Oddaje wam do pomocy Luisa, ktory juz nieraz dopomogl naszemu zgromadzeniu. Bedzie wam sluzyl rada i doswiadczeniem. Ruszajcie i dogoncie tego kto osmielil sie zniewazyc nas wszystkich.


Baveaux


Artefakt:



Zlodziej:


Biskup Miguel Alonzo Rodrigo
 
__________________
[B]poza tym minął już jakiś czas, odkąd ludzie wierzyli w Diabła na tyle mocno, by mu zaprzedawać dusze[/B]

Ostatnio edytowane przez Midnight : 31-07-2007 o 12:03.
Midnight jest offline  
Stary 31-07-2007, 11:37   #8
 
Kolmyr's Avatar
 
Reputacja: 395 Kolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetny
"Ciekawa ekipa mi się trafiła"

Szczególnie przypadł mu do gustu gość w kilcie. Grubiański, obleśny i bezpośredni. Będzie z nim dobra zabawa. Wtem pojawił się pirat. Momentalnie popsuło to humor Vodaccianinowi. W sumie piraci jakoś szczególnie mu nie przeszkadzali... o ile pływali na swych statkach z dala od niego. Byli pyskaci, nikogo i niczego nie szanowali, pili ten cholerny rum i tylko oglądali się za kobietami. Byli zbyt podobni do niego a on nie lubił konkurencji...

- Nim siegniecie po szpady radzilbym najpierw mnie wysluchac...-on nie sięgnął po szpadę gdyż charakter tego spotkania na to nie pozwalał.- Baveaux prosil abym wam przekazal jego rozkazy i zabral na statek, a nastepnie umozliwil ich wykonanie. Niekoniecznie mi sie to podoba jednak zloto jakim placi potrafi przekonac kazdego. Oto wiec jestem do waszych uslug.-powiedział przekazawszy list od ich "dobroczyńcy".

To go załamało. Czeka ich podróż na statku pełnym "pirackiej braci". Przynajmniej zadanie wydawało się ciekawe. Złodziej przeciw złodziejowi to będzie niezła zabawa. Może przynajmniej szybko minie im podróż...

Bez słowa skierował się na górę do swojego pokoju. Szybko przebrał się w swe normalne ubranie brązowe spodnie i kamizelkę oraz białą koszulę. Założył plecak i wrócił do towarzyszy.

-Cóż mości piracie jestem gotowy... Im szybciej dotrzemy do twego statku tym szybciej dorwiemy tego złodziejaszka... -chciał dodać "tym szybciej się rozstaniemy" ale powstrzymał się od tego.

Irytowanie kogoś kto dowodzi statkiem na którym spędzi się najbliższe dni nie było mądrym posunięciem a pogardę i niechęć można okazywać w inny sposób. Podszedł do baru i załadował do plecaka kilka butelek wina.

"Ci kretyni będą mieli na statku pewnie tylko ten piekielny rum..."
 
__________________
To była dłuuuga przerwa... przepraszam wszystkich i ogłaszam oficjalnie... wróciłem !!!
Kolmyr jest offline  
Stary 31-07-2007, 12:05   #9
 
Bortasz's Avatar
 
Reputacja: 948 Bortasz jest godny podziwuBortasz jest godny podziwuBortasz jest godny podziwuBortasz jest godny podziwuBortasz jest godny podziwuBortasz jest godny podziwuBortasz jest godny podziwuBortasz jest godny podziwuBortasz jest godny podziwuBortasz jest godny podziwuBortasz jest godny podziwu
A już myślałem, że gorzej być nie morze.

Tristan zmrużył oczy przyglądając się piratowi jego dłonie błądziły wokół szpady i sztyletu.

Całe te tałatajstwo należałoby wytruć niczym plagę szczurów. Jego ludzie właśnie tam mordują grabią i gwałcą poddanych Le emperora... A on tu sobie siedzi i szczerzy się do nas niczym zadowolona z siebie tchórzofretka!

Bez słowa podszedł do pergaminu, jaki zbir położył na stole i przeczytał go uważnie nie zbliżając się za nadto do bandyty. Gdy skończył aż westchnął z rezygnacją.

No pięknie... Nie dość, że przyjdzie mi mieć za towarzysza szalonego Inlandczyka jakiegoś nicponia to jeszcze z piratem przyjdzie mi się bratać? Czy po to wstąpiłem do Zakonu?!? I jeszcze kobiety! Na pirackim statku! Powinienem raczej tego tutaj zaszlachtować jak wieprza którym zapewne jest i wspomóc tutejszy garnizon w walce z jego ludźmi niż...

Pokręcił głową... I spojrzał na delikwenta pakującego butelki.

”No przynajmniej jeden wie, czego chce od życia.”

- Ruszmy się z tej karczmy nim ktoś wróci. Chciałbym wrócić do domu jak najszybciej się da zostawiłem parę ważkich spraw bez rozstrzygnięcia.

Mówiąc ostatnie słowa musnął palcami swą szpadę i spojrzał na „Kapitana” jakby na coś czekając.
 
__________________
Właściwością człowieka jest błądzić, głupiego - w błędzie trwać.— Cyceron
Mędrzec jest mędrcem tylko dlatego, że kocha. Zaś głupiec jest głupcem, bo wydaje mu się, że miłość zrozumiał.— Paulo Coelho
Bortasz jest offline  
Stary 31-07-2007, 15:58   #10
 
Aivillo's Avatar
 
Reputacja: 39 Aivillo jest na bardzo dobrej drodzeAivillo jest na bardzo dobrej drodzeAivillo jest na bardzo dobrej drodzeAivillo jest na bardzo dobrej drodzeAivillo jest na bardzo dobrej drodzeAivillo jest na bardzo dobrej drodzeAivillo jest na bardzo dobrej drodzeAivillo jest na bardzo dobrej drodzeAivillo jest na bardzo dobrej drodzeAivillo jest na bardzo dobrej drodzeAivillo jest na bardzo dobrej drodze
Laureen przyjęła wiadomość bez entuzjazmu. Podróż morska? Z piratami jakby tego było mało. Zagryzła lekko dolną wargę co zwykła robić w nerwowych sytuacjach i ponownie usiadła. "W takim razie trzeba się przygotować"- pomyślała. Dwoje mężczyzn juz stało w gotowości. Eh, takim to czasem dobrze- weschnęła w głębi duszy, a do niech powiedziała: Przykro mi panowie, ale będę was musze was nieco opóźnić, gdyż jako kobieta mam nieco więcej bagazu niż rum i szpada.
To powiedziawszy wyjrzała przez okno i skinęła na gokoś. Po chwili do środka wszedł mężczyzna w średnim wieku z zawadiackim wąsem, ubrany w strój woźnicy. Kobieta zwróciła się do niego:
-Juan przynieś proszę moją wiśniową suknię podróżną i nieco przyborów do toalety, muszę się szybko odświeżyć.
Mężczyzna uśmiechnął się, skłonił i wyszedł. Kobieta w tym czasie skierowała się na góre do wynajętego pokoju. Wkrótce poszedł tam również woźnica niosąc pokaźne pudło.
Mimo, że zazwyczaj Laureen miała dwie służące do pomocy tym razem ubrała się bardzo szybko i bez niczyjej pomocy. Oddała kluczyk do pokoju i kazała służącemu przenieść jej rzeczy do karety na zewnątrz.
Zeszła na dół ubrana w mniej ekstrawaganckim niż zazwyczaj stroju. Włosy miała uczesane lecz nieupięte w żaden modny ostatnimi czasy na salonach kok. Zbliżyła się do czekających w gotowości panów.
-Uff i ja się wreszcie uporałam.- rzekła do panów, poczym skierowała się do pirata.
-Chciałam zapytać jak nazywa się nasz statek i czy będziemy mieli osobne kajuty, bo nie wiem dokąd mam wysłać moje rzeczy...-powiedziała wesoło.
 
Aivillo jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 22:48.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166