Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 19-08-2007, 10:49   #1
 
rasgan's Avatar
 
Reputacja: 225 rasgan ma w sobie cośrasgan ma w sobie cośrasgan ma w sobie cośrasgan ma w sobie cośrasgan ma w sobie cośrasgan ma w sobie cośrasgan ma w sobie cośrasgan ma w sobie cośrasgan ma w sobie cośrasgan ma w sobie cośrasgan ma w sobie coś
[sesja] [Autorski] Bohaterowie Kontynentu Zagłady III

Stary Bajarz

Pamiętacie czasy przed Wojnami Chaosu? Nie? Ja przyznaję, że też nie bardzo. Ledwo pamiętam opowieści o tym co było kiedyś. Zresztą kto by chciał ich słuchać? Kto by chciał słuchać o dobrobycie, spokoju? Kto chciałby słuchać o tym jak wspaniale się żyło za czasów króla Direnecha IV, w czasach gdy ledwo wiąże się koniec z końcem, w czasach gdy trzeba odbudować dom? Opowieści o bohaterskich czynach, o wygranych bitwach też już nie opowiadam po karczmach. Dlaczego? Bo każdy je zna. Każdy słyszał o generale Diardonisie, o Falanthirze, Veronie czy tajemniczym elfie zwanym Wygnańcem. Każdy zna Elee, Lusille czy przebieg bitwy o Szary Jar. Mówiło się o tym wiele i mówić będzie jeszcze więcej, ale nie ja. Ja mam dość opowieści odgrzewanych jak ten bigos. A właśnie, karczmarzu, czemu staremu bajarzowi dajecie odgrzewany bigos? Wracając jednak do mojej opowieści. Dziś opowiem wam o czymś, co jest świeże, o czymś, czego jeszcze nie znacie. Opowiem wam o grupce młodzieńców. Każdy z nich pochodzi z innego miejsca, każdy ma swoją historię lecz złączyło ich przeznaczenie. Nie wierzycie w przeznaczenie? Źle robicie! Choć bogowie już nie są tak potężni, choć nie pokazują nam swej woli są jednak wśród nas. Daję słowo, że są bliżej niż myślicie. Na czym ja to... a tak. Miałem wam opowiedzieć o tych młodzieńcach. Ano zaczęło się niedaleko Otai Bang, niewielkiej wioski przy Górach Wielkich, kilka mil od znanych z legend Smoczych Borów. Rzecz ta działa się całkiem niedawno, tak niedawno, że chyba jeszcze się dzieje, ale to inna bajka. Tak więc nasi bohaterowie wędrowali swymi ścieżkami niczego nieświadomi i czynili to, co było im zapisane. A było to tak:

Nirel

Od opuszczenia domu przez Nirela minęło już wiele dni. Wędrówki po lasach, obserwacja zachowań zwierząt oraz poszukiwanie własnego ja wśród drzew bardzo dobrze wpływało na jego samopoczucie. Chłopak miewał jednak dni, podczas których brakowało mu rozmowy z ludźmi, nocy spędzonej w łóżku, jednym słowem – jak każdy młody chłopak, czasem tęsknił za domem, za ludźmi. Kochał lasy, kochał swojego sokoła, lecz nie zawsze towarzystwo Ankh wystarczało. Właśnie zbliżały się te dni. Coraz dotkliwiej odczuwał brak towarzystwa innych ludzi. Nie zawsze była okazja odpowiedzieć na ten „zew”, a tego dnia wcale nie miał ochoty z tym walczyć, zwłaszcza że dziś nie było konieczności by pozostał sam. Niedaleko od obozowiska Nirela, w dolinie, znajdowała się karczma „Dziki Pies”. Z obserwacji, które prowadził przezorny mieszkaniec lasów wynikało, że karczmą zajmują się trzy osoby: karczmarz z małżonką i synem, ruch w karczmie był raczej umiarkowany. ~~Dlaczego by nie spróbować~~ – pomyślał młodzieniec.

Mi Raaz

Od wielu, zbyt wielu, dni był w drodze. Poszukiwania mistrza Oni nie przebiegały dokładnie tak jak sobie to wyobrażał młody wojownik. ~~Nie tak to miało być~~ – myślał nie raz podczas podróży. Nadzieja jednak umiera ostatnia – tak przynajmniej mawiają. Idąc za jakimś wewnętrznym głosem oraz za plotkami, bo za czym innym można by kroczyć bez celu, mistrz pięści i kopnięcia dotarł do niewielkiego miasta zwanego Otai Bang. W niewielkiej mieścinie był swego rodzaju atrakcją, dzieci za nim biegały, ludzie patrzyli spode łba, ale to inna historia. Nasz bohater zasięgnął języka i dowiedział się, że ponoć ktoś podobny jemu mieszka kilka dni drogi stąd na północ. Ponoc jakiś pustelnik w górach się zaszył. Wyruszył więc mistrz pięści na północ. Bez chwili wytchnienia maszerował nie zważając na głód i zmęczenie, ale i na niego przyszła pora, i on musiał odpocząć. Bogowie mieli jednak w opiece odważnych i zdeterminowanych. Tacy jak on zawsze mogli liczyć na odrobinę szczęścia. I tym razem nie było inaczej. Oto przed wojownikiem, w niewielkiej dolince ukazała się karczma.

Gnargo

Pogoń za nekromantą trwała długo, lecz jak każde tego typu zadanie Grango wykonał do końca, bezbłędnie. Szczątki maga zostały spalone, tak jak pomniejsze plugastwa, które przyzywał. To nie był ciężki bój, właściwie to było zabicie dziecka, które dopiero zaczynało przygodę ze śmiercią. Czerwonooki krasnolud nie wiedział gdzie dokładnie jest. Wiedział, że powinien być niedaleko wioski Otai Bang, że idąc na południe dotrze do siedliska ludzi, a stamtąd już będzie wiedział gdzie iść dalej. ~~Że te śmierdziele nigdy nie mogą siedzieć gdzieś bliżej miast~~ – przeklinał w duchu nekromantów. ~~Że zawsze łażą gdzieś po lasach, chowają się popieprzeńcy~~.
Wyobrażając sobie kolejnego nekromantę, którego przyjdzie mu zabić, to, co mu zrobi zanim ten umrze, krasnolud szedł na południe. Właściwie to tak mu się zdawało, każdy z was powinien wiedzieć, że nie za dobrze u brodaczy z orientacją na powierzchni. Zapadał już zmrok, gdy spojrzenie demonicznych oczu przyciągnęło światełko gdzieś w dolinie. Kilka minut drogi w dół zbocza i krasnoludowi ukazała się karczma.

Alkus

Alkus był złodziejem i to dobrym złodziejem. Miał niestety odrobinę pecha w ostatnich dniach. Nie dość, że miał na pieńku z gildią w Rosogoln i musiał opuścić miasto, to jeszcze jego środek transportu wypiął się na niego. Podczas podróży wozem, oczywiście bez opłat, w czasie postoju w karczmie „Dziki Pies” właściciel środka transportu, całkiem gruby kupiec znalazł młodzika i straszliwie zbeształ. Dobrze, że straży nie chciał wzywać. Ni mniej, ni więcej - los znów się wypiął na chłopaka.
~~ I co teraz? Wylądowałem na jakimś zadupiu, z dala od ludzi, kilka dni drogi do najbliższego miasta~~ – zastanawiał się nad swoją sytuacją chłopak. Po kilku chwilach dał sobie jednak spokój i zaczął myśleć o organizacji noclegu. Przecież przyjemniej się myśli na sianie, albo w łóżku.
 
__________________
Szczęścia w mrokach...

Ostatnio edytowane przez rasgan : 19-08-2007 o 10:53.
rasgan jest offline  
Stary 19-08-2007, 16:49   #2
 
Khemi's Avatar
 
Reputacja: 121 Khemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znany
Nirel czuł się potwornie zmęczony. Nie chodziło o wysiłek fizyczny, lecz o monotonnie. Kochał lasy, a wysiłek fizyczny nie był dla niego niczym nowym. Podróżował po lasach wiele dni ale nie planował żyć jak pustelnik przez cały czas. Ostatnie dni były żmudną wędrówką po ostępach leśnych. Z reguły trzymał się traktów leśnych, tych najmniejszych i mało uczęszczanych. Często zapuszczał się też w głąb borów, poznając okolice, polując lub zwyczajnie dla znalezienia dobrego miejsca na nocleg. Ciągle jednak trzymał się w pobliżu mniejszych dróżek i ścieżynek, jako, że dopiero poznawał te okolice a wolałby nie zakończyć swej wyprawy po kilku dniach zagubiony gdzieś w chaszczach.

Teraz stał na skraju lasu i patrzył na karczmę w dolinie. Widział już takie karczmy, widział też wielkie karczmy miejskie, gdzie zawsze tłoczno było od podróżnych, wojowników, tudzież od drobnych lub większych pijaczków. Na szczęście ta karczma była inna – mała, niezbyt zaludniona, jak mógł wnioskować z niedługiej obserwacji. Niejednokrotnie podczas swoich podróży przystawał tak przed nieznanym sobie miejscem, przed miasteczkiem, wsią, karczmą czy chociażby znalazłszy stare, porzucone obozowisko i zastanawiał się. Często zadawał sobie w duchu pytanie ~~ Czy moja siostra też tu się zatrzymała? Czy stała w tym miejscu, gdy po raz pierwszy wyruszyła w świat?? Może zwyczajnie przechodziła tędy, nie zwracając na to miejsce uwagi?? ~~ Często rozmyślał o swej starszej siostrze. ~~ Czy nadal podróżuje, czy może znalazła sobie jakiś cichy zakątek tylko dla siebie? A może poszła w ślady za wujem, tak jak ja poszedłem za nią? Może naprawdę chciała go znaleźć? Ona przynajmniej znała wuja, trapera, podróżnika, miłośnika lasów. Ja mogę podążać tylko jej śladami, które zatarł już niejeden śnieg ~~

Czas ruszać – powiedział sam do siebie. Zszedł kilka kroków w stronę dolinki i się zatrzymał. Wyciągnął ramię, w geście wyćwiczonym przez ostatnie lata i czekał chwilkę. Niedługo potem znad skraju lasu sfrunął z gracją w dół dorosły sokół barwy ciemnego popiołu i z wdziękiem usiadł na grubej, skórzanej rękawicy, okrywającej przedramię sokolnika. Sokół odwrócił głowę w stronę swego pana i spojrzał rozumnym wzrokiem w twarz Nirela, a otwierając dziób wydał krótki, przeszywający spokój okolicy pisk. Nirel patrzył w dal, na niewielką karczmę i przyglądając się jej w zamyśleniu powiedział cicho – Tam cię nie wpuszczą, moja droga. Musisz poczekać na mnie poza tym miejscem. – Sokół zwrócił głowę w kierunku wsi i ponownie wydał piskliwy dźwięk, jednakże teraz cichszy, lecz dłuższy. – Tak, przyjaciółko – rzekł po chwili sokolnik – Leć w stronę gór. Wypatruj mnie jutro. – zdecydowanym gestem uniósł ramię, a Sokół poszybował w górę z prędkością, jakiej można byłoby się spodziewać po atakującym wężu. Ptak zatoczył jeszcze koło nad głową Nirela i poszybował na południe.

Bez chwili namysłu wędrowiec zszedł w dół doliny, pewnym krokiem podążając do karczmy. W jednej chwili znikło brzemię kilkudniowej wędrówki, a myśli chłopaka skupiły się na ciepłym łóżku i porządnie przygotowanej strawie.
Pewnym krokiem wszedł do karczmy, rozejrzał się po pomieszczeniu, zauważając jedynie kilka osób, ~~ pewnie miejscowi ~~ pomyślał. Za barem dostrzegł karczmarza i jeszcze kogoś, krzątającego się za drzwiami. Nie zauważył jeszcze syna karczmarza a domyślał się, że jego żona to osoba, którą dostrzegł za drzwiami na zaplecze. Niewiele czasu zajęło mu znalezienie wolnego stołu w pobliżu okna. Usiadł, ułożył swój plecak z lewej strony, pod oknem i przyglądał się karczmie, szukając wzrokiem kogoś, kto go obsłuży. Zamierzał zjeść coś gorącego. Nie spodziewał się najlepszego mięsiwa i dobrych trunków, wystarczyłaby nawet ciepła kasza z kromką chleba i kufelek piwa.

Gdy tylko dostrzegł młodego chłopaka, syna karczmarza, zawołał na niego i jak tylko młodzik podszedł, Nirel rzucił szybko Podaj mi no talerz ciepłej strawy. Będzie mięso to dobrze, dołóż porządną porcję. A i piwo nie zaszkodzi. Wezmę jedną pointę.

Po niedługiej chwili już zajadał się strawą, co jakiś czas wyglądając za okno, nie spuszczając jednakże z oka drzwi do karczmy oraz innych klientów karczmarza.
 
__________________
Projektant wie, że osiągnął doskonałość nie wtedy, gdy nie ma już nic więcej do dodania, lecz wówczas, gdy nie ma już nic więcej do odjęcia...

Ostatnio edytowane przez Khemi : 19-08-2007 o 22:21. Powód: poprawa stylu...
Khemi jest offline  
Stary 19-08-2007, 21:29   #3
 
Mi Raaz's Avatar
 
Reputacja: 15344 Mi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputację
Mi Raaz zbliżył się do karczmy. Zbliżał się już wieczór. ~~Trzeba przenocować, przed dalszą drogą~~ Do karczmy wszedł pewnym krokiem, otworzył drzwi na oścież. Do karczmy wleciał podmuch wiatru.
- Arendarzu, kufel piwa, i miskę strawy - powiedział trochę za głośno, ale nie spodziewał sie że trafi do prawie pustego pomieszczenia. Powiódł wzrokiem po lokalu, po czym zamknął drzwi. Stanął na środku karczmy. Wszyscy obecni mogli przyjrzeć się postawnemu wysokiemu mężczyźnie, o sterczących blond włosach. Uwagę przyciągał zwłaszcza jego tatuaż na twarzy. Jego ubranie mogłoby być uznane za kostium cyrkowy. Czarna kurtka, z czerwonymi płomieniami na lewym ramieniu wyglądała cudacznie. A już zupełnie cudacznie wyglądały czarne spodnie z szerokimi nogawkami. Na lewej nogawce znów wymalowany płomień. Dla odmiany niebieski.
Przybysz podszedł do jedynego gościa, wyciągnął rękę i powiedział:
- Witam nieznajomy, nazywam się Mi Raaz. Czy mogę Ci towarzyszyć w czasie posiłku? - Nad prawym ramieniem przybysza widać było bogato zdobioną rękojeść miecza.
 

Ostatnio edytowane przez Mi Raaz : 19-08-2007 o 21:39.
Mi Raaz jest offline  
Stary 19-08-2007, 22:02   #4
Gem
 
Gem's Avatar
 
Reputacja: 72 Gem wkrótce będzie znanyGem wkrótce będzie znanyGem wkrótce będzie znanyGem wkrótce będzie znanyGem wkrótce będzie znanyGem wkrótce będzie znanyGem wkrótce będzie znanyGem wkrótce będzie znanyGem wkrótce będzie znanyGem wkrótce będzie znanyGem wkrótce będzie znany
~~ ... a potem zacznę mu wyrywać palce - zębami ~~ Rozmyślania Gnargo przerwał odległy pisk jakiegoś ptaka. Po kilku minutach wędrówki w kierunku światła, jego oczom ukazała się w końcu karczma. Zaraza - zaklął cicho pod nosem i splunął siarczyście na ziemię. Paradowanie wśród ludzi wyjątkowo nie pasowało kompletnie łysemu krasnoludowi, bez zarostu i brwi, z czerwonymi jak ogień oczami i brunatno-czerwoną cerą z kilkoma bliznami na twarzy. Co rusz wywoływało to jakieś bójki nie wspominając już o "wyprawach" różnych wiejskich łowców demonów i tym podobnych. Do tej pory takie wyprawy kończyły się śmiercią śmiałków, ich towarzyszy i wszystkich widzów naokoło, a stopień brutalności ich śmierci był ograniczony przez zdolności śmiałków. Im słabsi - tym okrutniej zostali zdruzgotani.

~~ Śmierć... Nie teraz. przyjdzie jeszcze pora. Będzie trzeba tu przenocować. Miejmy nadzieje, że nie będę miał powodów do spania i jedzenia w lesie ~~

Otworzył drzwi do karczmy i wszedł wolnym krokiem zatrzymując się tuż za progiem. Przeraźliwe zimno, które dało się wyczuć w spojrzeniu i całej osobie Gnargo, uderzyło we wszystkich biesiadników. W karczmie nieco ucichło. Słychać było płacz dziecka wtulonego w wystraszoną matkę i szmer odsuwanych krzeseł. Kilka par oczu zawisło na przybyszu. Ubrany był w prosty strój podróżny, który przykrywał jednak coś innego, na ramieniu miał dużą torbę, nie był uzbrojony. Rękawice to coś, co odróżniało się od reszty stroju ze względu na barwę, wzory i mistrzowski sposób dopasowania. ~~ Zaraz się zacznie ~~ pomyślał krasnolud. Młody chłopak obsługujący właśnie jakiś przybyszów spojrzał znacząco na ojca. Gnargo skierował się w stronę stolika przy oknie, przy którym zasiadali ów wędrowcy. Szedł wolnym, spokojnym krokiem i zajął miejsce naprzeciw, zdejmując podróżną torbę. Żreć. Niedrogo. odezwał się stłumiony, wyjątkowo chrapliwy i mało naturalny głos, skierowany w stronę chłopaka. Krasnolud spojrzał po ekwipunku i wyglądzie osób wokół stołu. ~~ Żeby tylko nie wbili mi siekiery w łeb ~~ pomyślał, bacznie obserwując przenikliwym, czerwonym i zimnym spojrzeniem otoczenie.
 

Ostatnio edytowane przez Gem : 19-08-2007 o 22:11.
Gem jest offline  
Stary 19-08-2007, 22:12   #5
 
Khemi's Avatar
 
Reputacja: 121 Khemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znany
Nirel spojrzał w górę na przybysza. Znał ten typ. Znał aż zbyt dobrze, gdy tylko przypominał sobie sposób poruszania się swej siostry. ~~ Wojownik, nie ma co. Pewnie najemnik, jak moja siostrzyczka ~~ pomyślał sokolnik. Zdjął zielono-brązowy płaszcz, kładąc go ze swej prawej strony, dając tym ni mniej, ni więcej znać, że wolałby mieć „nowe towarzystwo” raczej na widoku, niż obok siebie. Ubrany był w skórzany kaftan barwy brązu i jesiennych liści. Przepasany był czarnym, skórzanym pasem, do którego przypięty był długi miecz. Z lewej strony chłopaka stał oparty o ławę plecak oraz łuk wraz z kołczanem pełnym strzał.
Siądźże druhu, dobre towarzystwo nikomu jeszcze nie zaszkodziło. – odrzekł nowo przybyłemu Nirel, wskazując ręką ławę po drugiej stronie stołu. Nieznajomy mógł zobaczyć jego prawicę okrytą grubą, skórzaną rękawicą poznaczoną licznymi zadrapaniami. – Jakieś wieści z podróży? – Spytał, spoglądając w twarz przybysza – Zwę się Nirel. – Przerwał i spojrzał na nowo przybyłego krasnoluda. ~~ to chyba jakieś wynaturzenie ~~ Pomyślał, chociaż nie miał pewności. Ostatecznie niewiele krasnoludów widział w życiu. Było ich może kilku, których spotkał w wielkich miastach, jednakże dopasować ich wszystkich do „jednej gromady” było zawsze strasznie trudno. Każdy miał inne uczesanie, inne sploty na brodzie. ~~ Dopóki nie szuka zwady, to nic mi do tego ~~ Uśmiechnął się lekko, wracając wzrokiem do wcześniej przybyłego wojownika, oczekując odpowiedzi na swe wcześniejsze pytanie.
 
__________________
Projektant wie, że osiągnął doskonałość nie wtedy, gdy nie ma już nic więcej do dodania, lecz wówczas, gdy nie ma już nic więcej do odjęcia...

Ostatnio edytowane przez Khemi : 19-08-2007 o 22:30.
Khemi jest offline  
Stary 20-08-2007, 00:27   #6
 
Mi Raaz's Avatar
 
Reputacja: 15344 Mi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputację
- Miło poznać - Mi Raaz lekko zmieszany zabrał swoją prawą dłoń w skórzanej rękawicy bez palców - Eh, co tu dużo gadać, zapuściłem się w góry, zabrałem trochę za skromne zapasy i teraz muszę się zatrzymać. Przynajmniej pod dachem mnie wilcy nie zjedzą - zaśmiał się na samą myśl, że wilki mogły by go przestraszyć.
- Wyście człowiek lasu, to widać od razu. Cóż zatem was przyciąga do siedliszcza ludzi? Czyż jedzenia nie macie dostatek pośród drzew? Słyszałem, że pono druidy to i kore wcinają coby głodu nie cierpieć, ale pewno więcej w tym miejskiej legendy niźli prawdy. - Mi Raaz odwrócił się, w stronę nowego przybysza.
- Ooo, toż nawet demony tę karczmę nawiedzają - uśmiech nawet na chwilę nie zniknął z jego twarzy - Czyż tu tak dobre piwo serwują? Arendarz, co tam tak ślamazarnie z tą strawą, toż to w piekle czekają na gorące skwarki w kaszy! A ty biesie, może dołączysz do nas? Toć ciekaw jestem skąd ty u nas, bom jeszcze takiego diabelstwa nie widział. - Mi Raaz powoli wszystkich irytował. Mało, że widok nowo przybyłego nie zaskoczył go w najmniejszym stopniu, to jeszcze w czasie swego wywodu cały czas był szeroko uśmiechnięty.
 
Mi Raaz jest offline  
Stary 20-08-2007, 10:38   #7
 
rasgan's Avatar
 
Reputacja: 225 rasgan ma w sobie cośrasgan ma w sobie cośrasgan ma w sobie cośrasgan ma w sobie cośrasgan ma w sobie cośrasgan ma w sobie cośrasgan ma w sobie cośrasgan ma w sobie cośrasgan ma w sobie cośrasgan ma w sobie cośrasgan ma w sobie coś
Wieczór - karczma "Dziki Pies"

Budynek karczmy był całkowicie drewniany. Z zewnątrz drzewo było już pociemniałe od zmian pogody, w środku jednak było jasne, niezniszczone. Starannie uporządkowana izba główna z rozstawionymi po bokach drewnianymi stołami i ławami sprawiała wrażenie bardzo przytulnego miejsca, zwłaszcza że w promieniu kilkunastu kilometrów nie było żadnego innego zajazdu, a ten tutaj cieszył się dobrą sławą. Nirel wszedł do środka, usiadł na jednej z ław i zamówił jedzenie:
- Podaj mi no talerz ciepłej strawy. Będzie mięso to dobrze, dołóż porządną porcję. A i piwo nie zaszkodzi. Wezmę jedną pointę.
Chłopak uwinął sie szybko i po kilku chwilach przed sokolnikiem stał talerz z parującą strawą i kufel piwa. Kilka chwil później do budynku wszedł kolejny gość. Był to wysoki blondyn z tatuażem na twarzy. Wyglądał niczym artysta z jakiejś wędrownej trupy, takie przynajmniej sprawiał wrażenie jeśli chodzi o strój. Przeczył jednak temu bogato zdobiony wschodni miecz przewieszony przez plecy młodzieńca.
- Arendarzu, kufel piwa, i miskę strawy – zakrzyknął do karczmarza po czym bezczelnie przysiadł się do sokolnika. - Witam nieznajomy, nazywam się Mi Raaz. Czy mogę Ci towarzyszyć w czasie posiłku?
- Siądźże druhu, dobre towarzystwo nikomu jeszcze nie zaszkodziło. Zwą mnie Nirel. Jakieś wieści z podróży?

W chwili gdy kończył te słowa do karczmy zawitał kolejny gość, dość nietypowy gość można by powiedzieć. Był to bowiem całkowicie bezwłosy krasnolud o czerwonych oczach. Na widok przybysza ludzi zamilkli, a po chwili rozległy się szepty w stylu: To znamiona chaosu. Dziwoląg, wynaturzenie – czy też bardziej odważne – Demon, trzeba zwołać inkwizycję. Spalmy go – lecz jedno spojrzenie czerwonych oczy wystarczyło by ukrucić fantazje pozostałych gości. Jednak nasz cyrkowiec nie zważył na przybysza i kończył swą mowę.
- Miło poznać. Eh, co tu dużo gadać, zapuściłem się w góry, zabrałem trochę za skromne zapasy i teraz muszę się zatrzymać. Przynajmniej pod dachem mnie wilcy nie zjedzą - zaśmiał się na samą myśl, że wilki mogły by go przestraszyć. - Wyście człowiek lasu, to widać od razu. Cóż zatem was przyciąga do siedliszcza ludzi? Czyż jedzenia nie macie dostatek pośród drzew? Słyszałem, że pono druidy to i kore wcinają coby głodu nie cierpieć, ale pewno więcej w tym miejskiej legendy niźli prawdy. - Mi Raaz odwrócił się, w stronę nowego przybysza.
- Ooo, toż nawet demony tę karczmę nawiedzają
- uśmiech nawet na chwilę nie zniknął z jego twarzy[i] - Czyż tu tak dobre piwo serwują? Arendarz, co tam tak ślamazarnie z tą strawą, toż to w piekle czekają na gorące skwarki w kaszy! A ty biesie, może dołączysz do nas? Toć ciekaw jestem skąd ty u nas, bom jeszcze takiego diabelstwa nie widział.
Karczmarz trochę przestraszony widokiem dziwacznego krasnoluda chwilę się wahał po czym osobiście podał strawę i piwo nowoprzybyłym.
- Gdyby trza było jeszcze czegoś, zawołajcie panowie – powiedział lekko trzęsącym się głosem i oddalił się za bar, obsługiwać pozostałych gości. A było ich kilku.
 
__________________
Szczęścia w mrokach...
rasgan jest offline  
Stary 20-08-2007, 12:54   #8
Gem
 
Gem's Avatar
 
Reputacja: 72 Gem wkrótce będzie znanyGem wkrótce będzie znanyGem wkrótce będzie znanyGem wkrótce będzie znanyGem wkrótce będzie znanyGem wkrótce będzie znanyGem wkrótce będzie znanyGem wkrótce będzie znanyGem wkrótce będzie znanyGem wkrótce będzie znanyGem wkrótce będzie znany
- "A ty biesie, może dołączysz do nas? Toć ciekaw jestem skąd ty u nas, bom jeszcze takiego diabelstwa nie widział."

Dołączę odrzekł chrapliwie i nienaturalnie. Zasiadając przy stole Gnargo zdjął swoje rękawice i położył je zaraz przed sobą na ławie. Ręce wyglądały na grube, silne i twarde. Z pewnością nie nadawały się do rzucania skomplikowanych zaklęć. W ogóle postura krasnoluda zdradzała, że zajmował się raczej walką. Gnargo pochłonięty jedzeniem nie spieszył się z odpowiedzią na pytania Mi Raaza . Jego kąśliwe komentarze także go nie poruszały. Szukam prostej ścieżki do Otai Bang. Tylko bez kierunków. Chciałbym tylko zobaczyć drogę, która mnie tam doprowadzi. Odrzekł po chwili.

~~Pajac i człowiek z dziczy. Przynajmniej mają broń. Ciekawe czy umieją robić z niej użytek.~~
O ile do tych pierwszych zwykle nie miał zastrzeżeń, to tą drugą grupę wolał mieć w zasięgu wzroku... i w pewnych wypadkach, w zasięgu pięści. Ludzi lasu dzielił na dwie grupy. Tych którzy zabijają zwierzęta i tych którzy je ratują. Wiele większą sympatią darzył tych pierwszych
Widzę, że masz łuk. Polujesz na zwierzęta? Zwrócił się do Nirela popijając z kufla piwo, rozsiadając się wygodniej i co chwila rozglądając się po izbie.
 
Gem jest offline  
Stary 20-08-2007, 15:13   #9
 
Khemi's Avatar
 
Reputacja: 121 Khemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znanyKhemi wkrótce będzie znany
Siadajże człeku, stać ciągle nie będziesz!Nirel rzucił szybko do Mi Raaz’aPoza tym zasłaniasz mi widok – Przechylił się nieco w bok, omiatając spojrzeniem salę, jak gdyby czegoś szukał wzrokiem. Nie znajdując nic ciekawego zwrócił wzrok w kierunku wojownika. Człowiek lasu? Nie tak bym się nazwał ale i lasy mi nie obce. Raczej rzekłbym człowiek otwartych przestrzeni, choć to pewnie brzmi zbyt dziwacznie. Łyknął kilka razy z kufla i zwracając twarz w okno i patrząc gdzieś w dal, począł mówić dalej spokojnym tonem – Druidów nie znam, Wilki nie jadają ludzi, ewentualnie zagryzłyby cię całym stadem, gdybyś im zagroził lub wszedł do ich legowiska. A jedzenia w dziczy pod dostatkiem, jednakże po wielu dniach zajadania niedopieczonych królików tudzież leśnych jagód i takich tam, sam byś wolał wieprza pieczonego w oberży zjeść. – Przestał na chwilę, spuścił wzrok na kufel stojący przed nim i jednym szybkim haustem opróżnił go z reszty trunku – A! I piwa, nawet najgorszego w dziczy nie uświadczysz! – Zaśmiał się serdecznie i głębokim, dojrzałym głosem dodał – A to jest całkiem niezgorsze!

Powoli Nirel przeniósł wzrok na nowo przybyłego krasnoluda. Nigdy takiego nie widział, no! ale nie widział wielu krasnoludów w swoim życiu. Spędzając większość życia w lasach nie często można natknąć się na tych mieszkańców grot, kamiennych miast i podziemi. Drogi nie znam, nie znam też ścieżek. Zapewne karczmarz zna tutejsze drogi, mnie nie pytaj.

- - - Widzę, że masz łuk. Polujesz na zwierzęta? Zwrócił się Gnargo do Nirela popijając z kufla piwo, rozsiadając się wygodniej i co chwila rozglądając się po izbie.

Owszem, poluję na zwierzęta – spojrzał prosto w oczy krasnoludowi, nie zdradzając żadnych oznak zdziwienia wyglądem przybysza i nie zdradzając absolutnie żadnych emocji. Bystry obserwator zapewne określiłby jego reakcję, a raczej jej brak, jako zupełnie obojętną. I tak też faktycznie było. Sokolnik nie dbał o to, jak wyglądają i zachowują się jego nowi towarzysze, krasnolud równie dobrze mógłby mieć pień drzewa wyrastający z głowy i dopóki nie kłóciłoby się to z jakimś naturalnym porządkiem – Nirelowi pewnie brew by nie drgnęła. Zwrócił wzrok ku Mi Raaz’owi, i ponownie spojrzał w czerwone oczy krasnoluda – poluję z potrzeby jeno. Nigdy dla samego polowania. Nie jestem myśliwym.

Posłał szybki, sarkastyczny uśmiech krasnoludowi. Nie spodziewał się, że mieszkaniec podziemi zrozumie ten grymas ale nie mógł się powstrzymać, patrząc na tegoż jegomościa.
 
__________________
Projektant wie, że osiągnął doskonałość nie wtedy, gdy nie ma już nic więcej do dodania, lecz wówczas, gdy nie ma już nic więcej do odjęcia...

Ostatnio edytowane przez Khemi : 20-08-2007 o 15:15.
Khemi jest offline  
Stary 21-08-2007, 00:57   #10
 
Mi Raaz's Avatar
 
Reputacja: 15344 Mi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputację
~~Zignorował mnie! Jak on mógł mnie zignorować! Mnie! Ehh. Widać diabelstwom obce jest pojęcie dobrego wychowania. A może to nie bies? Może go obraziłem? Spróbuje wyjaśnić~~ Rozmyślał, jedząc jednocześnie kaszę ze skwarkami. Raczej przeciętną.
- Ekchm - odkaszlnął niezdarnie Mi Raaz - Przepraszam, biesie, jeśli cię uraziłem, zwracając się w taki sposób, ale nie raczyłeś zdradzić swojego imienia. ~~Ech Mi Raaz, na wszystkich bogów, co ty pleciesz, przecież to demon!! jak poznasz jego imię, to będziesz mieć nad nim władzę! Zapomniałeś opowieści o wielkich demonologach?~~ Skarcił się w myślach młodzieniec
- To znaczy wiem jak dotrzeć do Otai Bang. Wiem, bo właśnie stamtąd idę. Idę od kilku dni, na północ, toteż Otai Bang jest kilka dnie na południe ~~Skup się miało być bez kierunków, tylko drogi. Nie chcesz, żeby twoja dusza trafiła do piekła, prawda?~~ Eee - zawahał się - znaczy wychodzisz przed karczmę, idziesz w lewo ~~ A "lewo" to niby nie kierunek??~~ i idziesz cały czas prosto przez jakie dwa dni. Znaczy człek szedłby dwa dni, wy zaś biesie pewnikiem macie skrzydła. I te dwa dni stąd jest jaka rzeka, co to jej nazwy nawet zapamiętać nie mogłem. No i jak natraficie na rzekę, no to dalej już idźcie z jej nurtem. - Po tym potoku słów Mi Raaz upił kolejny łyk piwa, bo zaschło mu w gardle. ~~Piwo?? Toż to końskie szczyny są! Oni tu chyba piwa nie widzieli~~ Ujął w dłoń drewnianą łyżkę i wcinał z apetytem te przeciętne skwarki ~~To właśnie głód potrafi zgotować najcudowniejszą ucztę~~
 
Mi Raaz jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 07:46.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166