Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 18-02-2013, 14:37   #1
 
Yaneks's Avatar
 
Reputacja: 1272 Yaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumny
[WFRP 2ed.] Tajemnica chciwego rycerza

... i pamiętajcie, moi drodzy bracia w wierze, zagłada nadejdzie, nim wielcy książęta zdążą odstawić złote kielichy - słowa proroka zagłady, dwie godziny przed rozpoczęciem ostatecznego ataku na Wolfenburg.

Burza Chaosu padła na Imperium jak wielka fala. Zagarniając wszystko na swojej drodze, zostawiła tylko nieszczęście, śmierć i zniszczenie, ku uciesze mrocznych bóstw. Północno-wschodnie rubieże wielkiego Imperium zostały spustoszone przez grabieżców, spalone, wypełnione smutkiem i tęsknotą za zabitymi w walce wojownikami. Wojna nie znała litości. Każdy, kto stanął na drodze potężnej hordzie, musiał zginąć. Śmiertelny strach wypełnił serca zamieszkujących Imperium obywateli w chwili, gdy nieśmiertelny Wolfenburg padł pod naporem wroga. Wszyscy znali legendę mówiącą, że miasto nie może paść tak długo, jak wojska Valmira von Raukova walczą pod starożytnym sztandarem miasta. Nikt nie wiedział, że w czasie bitwy sztandar znajdował się poza murami, pozbawiając warownię legendarnej ochrony.
Burza Chaosu zakończyła się, wróg został odparty, choć jego armie rozpierzchły się po całym Imperium. Pogłoski o niewyjaśnionych zaginięciach i dziwnych atakach napływały do stolicy z niemal każdego zakątka kraju.


- No już, odejdź! Nie chcemy cię tu! Idź! Nie masz tu prawa wstępu! - strażnik bramy odpychał odzianą w łachmany postać. Był wyraźnie poirytowany tym, że jakaś baba od dziesięciu minut próbuje minąć go, i wejść do miasta, jednak bezskutecznie. Strażnik był zbyt masywny, by wątłej budowy wieśniaczka mogła go przepchnąć.
- Muszę spotkać się z rycerzem! Muszę! Mam ważne informacje do przekazania! - wykrzykiwała co chwilę zawoalowana postać
- Zawsze masz coś ważnego! Odejdź stąd, durna babo, zanim cię pikami połechtamy gdzie nie trzeba!
- No, już, usłuchajże go! Nie renczem, gdzie wsadzim ci nase drzewca! - krzyknął drugi sepleniąc, po czym obaj ryknęli rubasznym śmiechem. Ten był chudy i niewyrośnięty i wyraźnie tęskno mu było do bitki.
Północna brama miasta Grunheim jak zwykle wypełniała serca podróżnych radością i nadzieją. Ostland był prowincją, która najbardziej ucierpiała w trakcie inwazji, i teraz podróżowanie po niej było wyjątkowo niebezpiecznym przedsięwzięciem. Słońce zachodziło powoli nad górskimi szczytami, więc większość podróżnych starała się jak najszybciej dojść do miasta. Nikt nie chciał nocować w lesie nieopodal Wolfenburga. Nikt. Nie teraz, tuż po inwazji sił Chaosu.
Awantura przed bramą nie wzbudziła wielkiego zainteresowania. Podróżni mieli na głowie zbyt wiele własnych trosk, by przejmować się jakąś łachmaniarą kłócącą się ze strażą, a mieszkańcy byli już do tego przyzwyczajeni. Przychodziła tu już od jakiegoś czasu.
Jedynymi postaciami przyglądającymi się całemu zdarzeniu, było trzech podróżnych. Był to człowiek o imieniu Hans, który właśnie miał wejść do miasta po wielu dniach podróży. Widząc aferę pod bramą zdecydował się jednak bliżej przyjrzeć całej sytuacji. Pozostałą dwójkę stanowiła niecodzienna ekipa złożona z krasnoluda i niziołka. Obaj wyszli z miasta przed kilkunastoma minutami, i również, z braku atrakcji w ciągu kilku ostatnich dni, przyglądali się rozwojowi wydarzeń.

Hans
Po wielu tygodniach podróży z Talabeklandu wreszcie dotarłeś do jakiegoś konkretnego miasta. Karawana, do której zdecydowałeś się przyłączyć, miała podróżować prosto w stronę mroźnego Kisleva, bez dłuższych postojów, jednak wieści o pokonaniu armii wroga zmieniła plany kupców. Postanowili zrobić przerwę w mieście Grunheim, sprzedać możliwie jak najwięcej dóbr, które posiadali, uzupełnić zapasy, i odbić w kierunku Middenheim. Mieliście już wjeżdżać do miasta, gdy w waszym wozie pękło koło. Co gorsza, nie mieliście już żadnego w zapasie, i musieliście szukać pomocy w mieście. Dwóch twoich towarzyszy weszło za mury, ciebie zaś zatrzymała awantura pod bramą. Przyglądałeś się biernie staraniom kobiety w obdartych łachach. Sytuacja nie wzbudziła w Tobie specjalnych emocji, przywykłeś do widoku awantur na szlaku.

Helvgrim
Wyszedłeś ze swoim przyjacielem niziołkiem przed mury, częściowo dla relaksu, a częściowo by pomóc mu w poszukiwaniu jakichś tajemniczych ziół. Byliście w mieście już od kilku dni, jednak ciągłe żywienie się w karczmach i drogi nocleg spowodowały, że zacząłeś martwić się o budżet. "Rondelek" zaproponował, że zbierze kilka niezbędnych składników i ugotuje wam coś dobrego na wieczór, byście zaoszczędzili trochę grosza. Gdy tylko wyszedłeś za bramę, rzuciła ci się w oczy poobdzierana, ludzka kobieta, awanturująca się ze strażą. Ewidentnie chciała wejść do środka, na co nie godzili się strażnicy, co chwilę odpychający natrętną babę. Od kilku minut stałeś, i z rozbawieniem obserwowałeś ich kłótnię.

Niklaus
Wraz z krasnoludem Helvgrimem wyszliście za bramę. Chciałeś znaleźć kilka składników, z których mógłbyś upichcić jakąś strawę, zamiast kupować ją u karczmarza. Może i jedzenie serwowane w mieście było dość dobre, to wraz z jakością, rosła cena. Helvgrim towarzyszył ci głównie po to, żeby wreszcie odpocząć od zgiełku miasta, lecz także by ochronić cię w razie potrzeby. Wychodząc z miasta, napotkaliście ludzką kobietę usiłującą wejść do miasta. Nie pozwalali jej na to dwaj strażnicy, jeden nieco bardziej opanowany i stonowany, drugi zdecydowanie wulgarny i agresywny. Z początku zrobiło ci się żal kobiety, jednak po chwili pomyślałeś, że pod czarnymi szmatami mógł kryć się mutant Chaosu, albo jego akolita. Reakcja strażników wydała ci się uzasadniona, choć przesadnie agresywna.
 

Ostatnio edytowane przez Yaneks : 20-02-2013 o 13:25.
Yaneks jest offline  
Stary 18-02-2013, 16:25   #2
 
Eliasz's Avatar
 
Reputacja: 1777 Eliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłość
Hans był młodym, nader przystojnym młokosem poszukującym przygód i ekscytacji. Jego początkowy zapał podróżnika zdołał nieco przygasnąć, pomimo to na jego twarzy wciąż malowała się niepoprawna dawka optymizmu i nadzieji, tym bardziej niepasująca do twarzy okolicznych tłumów na których strach, niepewność i obawy odcisnęły swoje piętno. Burza Chaosu wszystkim dała się we znaki, nawet Hansowi, ale ten pamiętał że nie po to wyrwał się z cyklonu monotonii oraz przymusowych robót, aby byle goblin czy zwierzoczłek mieli go teraz zniechęcić do dalszej wędrówki.

Prawdą było jednak, że Hans był nieco zmęczony podróżą i zupełnie inaczej wyobrażał sobie pełną przygód wędrówke po Imperium. Przygoda zmieniłą się w codzienną monotonię pokonywanych przeszkód i nie raz zastanawiał się czy czasem nie zamienił siekierki na kijek. Nie zamierzał jednak biadolić, cieszył się z wolności, nawet jeśli opłacanej codziennymi trudami których nie miał w zwyczaju zaznawać w domu, no może poza opowieściami podróżnych które zawsze chłonął.

Nie inaczej było tym razem, ciekawy jak zwykle świata, nie wachał się długo zanim zdecydował się podejśc do wieśniaczki i wypytać jakież to wieści ma do przekazania rycerzowi. Nawet gdyby miała opowiadac głupoty, było to i tak lepsze od bezczynnego czekania na zmianę koła. Zresztą i tak mu się nigdzie nie śpieszyło...

- Witaj dobra kobieto, a cóż to cię sprowadza do miasta, jakież wieści niesieś do samego pana rycerza? Zaiste musi być to coś ważnego skoro strażnikom spokoju nie dajesz. - rzekł łagodnym tonem do kobiety, zerkając jedynie na strazników. Ostatnim czego mu było teraz potrzeba to problemy z dostaniem się do miasta … Z drugiej strony pozbycie się namolnej baby byłoby raczej dobrze przyjęte przez strażników, a wysłuchanie kobieciny i obietnica zajęcia się sprawą z pewnością by w tym pomogła. Po prawdzie szczerze jednak wątpił czy będzie w stanie zatruwać spokój rycerza, jakimiś niesprawdzonymi historiami opowiadanymi przez wioskową babę...

Na samą myśl jednak o sprawdzeniu opowieści u źródła, przy solidnej chłopskiej strawie i ewentualnym noclegu w wiejskiej chałupie od razu twarz mu rozjaśniała a niepowstrzymywany uśmiech wykwitł na jego twarzy. Chwilę później jednak znikł po powtórnym przyjrzeniu się kobiecie, łachmany nie gwarantowały ani strawy ani noclegu... ale i też żadnego z tych nie wykluczały...

Z ciekawością zerknał też na dwoje nieludzi którzy najwyraźniej również zainteresowali się zdarzeniem pod bramą, wyglądali na miejscowych - co zdradzał brak ekwipunku podróżnego, dla Hansa liczyło się jednak przede wszystkim to, iż mogli być dobrym źródłem informacji o mieście i okolicy.
 
Eliasz jest offline  
Stary 18-02-2013, 16:59   #3
 
Mortarel's Avatar
 
Reputacja: 3654 Mortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputację
Naczesna to była godzina, aby w chwili wolnej od pracy udać się w pieszki na obaczenie, czy aby po okolicy ziela przyprawnego kępy nie rosną. Niklaus już cieszył się na myśl o koprzyku, pietruszy i lubczyku, które stanowiły nieodzowny element jego kuchni. Naciągnął tedy swój kabat na plece i wraz ze swym krasnoludzkim kamratem ruszył na bramę, aby na okalających grodzisko łąkach ziela poszukać.

Po głowie też chodziła Niziołkowi nowa receptura na wieczerne i ranne jadło. Planował więc zawczasu sprawunki, których również pamiętać musiał. Wnet ich wędrówkę przerwał raban, jaki przy bramie się uczynił. Oto bowiem jakieś babsko o dopomożenie wołało, aby jej uczynić zadość i do grodu wpuścić. Na to ozwali się sierdziwi wojowie, co przejścia strzegli i jęli ją odganiać precz.

Nizioł, choć był dość pierzchliwy i w pierwszej myśli wziął ją za skrytego zbója, to po dalszym namyśle powziął, że kobieta ta może faktycznie ratunku jakiego szuka. Tedy to postanowił zastawić się za nią i tak oto rzekł żołdakom:

-Panowie rycerzy, a od kiedy to się bab boicie do miasta puszczać? Przecie jeśliby co złego zbroiła, to zara ją na swych pałaszach rozniesiecie. Czy to wasz honor godzi się na to, aby w potrzebie istotę spod drzwi odganiać? Przeto wpuście ją jak prosi. - Niklaus wiedział, że język jego godzi niczym wojak swą szabelką, a bystrość umysłu często na różnego typu fortele mu zezwala, toteż i tym razem myślał, że tą sprytną sztuczką przekona wojaków do posłuchu.
 
Mortarel jest offline  
Stary 20-02-2013, 13:51   #4
VIX
 
VIX's Avatar
 
Reputacja: 1061 VIX ma z czego być dumnyVIX ma z czego być dumnyVIX ma z czego być dumnyVIX ma z czego być dumnyVIX ma z czego być dumnyVIX ma z czego być dumnyVIX ma z czego być dumnyVIX ma z czego być dumnyVIX ma z czego być dumnyVIX ma z czego być dumnyVIX ma z czego być dumny
Helvgrim...cóż, Helvgrim był jak wielu jego braci z Azkhar, z północy. Krasnolud jak wielu innych pośród śniegów otaczających twierdze Ungrimm...i zupełnie odmienny od kuzynów z południa. Krótka blond broda, zapleciona w cztery warkocze, związane rzemieniami...bujne wąsiska, które też, choć zaniedbane jak broda, to starannie zaplecione... na tyle na ile pozwalały na to masywne dłonie khazada. Któż miałby czas i butność by przyczepić się do brudnych paznokci lub zrogowaciałego naskórka na tych nawykłych do pracy i noszenia miecza rękach...chyba nikt poza wypacykowanym szlachciurom, co to jednego dnia w swym życiu nie przepracował. Liczne blizny szpeciły lico krasnoluda z północy i dodawały my srogości, tak odmiennej od jego duszy, dobrej i gadatliwej...odtajałej z północnych, niebieskich śniegów Kraki. Uśmiech gościł na twarzy Helva rzadko, lecz jego duch, choć umęczony tułaczką po świecie, często był rozbawiony. Fakt, nie było w zwyczaju ponurych Dawi by śmiać się do łez, nieugięty charakter trzeba zachować i pielęgnować...jednak, nawet będąc tak daleko od klanu, Helvgrim potrafił dostrzec piękno krainy w której się znajdował i ciekawiła go ona niezmiernie. Helv wiedział że choć nie z własnej woli jest tu gdzie jest, żywot trzeba przyjąć jakim jest i przed sądem Smednira stanąć z podniesioną głową.

Tak, głowa. Krasnoludzki goniec, nie raz i nie dwa wspominał, to co stało się z jego głową. Kępki włosów, które musiał regularnie golić, były pamiątką trudów w tunelach ojców i dziadów. Ogolona na łyso głowa, o nieprzyjemnym wyglądzie, pokryta bliznami po oparzeniach...tak, ta głowa najczęściej przykryta była skórzanym pątnikiem lub stalowym hełmem. Prawda, hełmu Helvgrim nie miał, ale ostał mu się pątnik o brązowym kolorze...to lepsze niż spojrzenia ciekawskich ludzi. Sverrisson będąc w Imperium, zauważył że i tu nie brakuje kalek i oszpeconych, jednak to co odróżniało jego dom od krainy ludzi to to że tu dziwnie patrzyło się na każdego kto odbiegał wyglądem od innych. Dało się słyszeć głosy - heretyk, zmieniony, odszczepieniec, mutant - co prawda nie w stosunku do Helva, ale rozsądnym było nie afiszować się z czymś co rzucało podejrzenia na swoją osobę. Imperium było pełne podejrzeń i przesądów, nie było też królestwem krasnoludzkim i o tym należało pamiętać

Tatuaż smoka na szyi khazada...o niczym nie świadczył...dla postronnego oka. Nadany Helvowi honor noszenia go był ukłonem w stronę ojca, dziada i wujostwa. Znak choć niewielki to wykonany ręką mistrza...znak Sverrissonów i klanu Gromrilowego Kowadła... znak noszony z dumą, smok o złożonych skrzydłach, przeciwnik godny i groźny...hołd dla wroga za niezrównaną walkę z losem, na przekór nieładowi i odwiecznym przeciwieństwom w tunelach Azkhar. Dziedzictwo bez któego Helv nie byłby tym kim jest, tym kim dopiero stać się mógł.

Helvgrim łatwo brata się ze swymi kuzynami z południa, tego pewnym być można. Wysoki jak na khazada, barczysty i silny...odziany w ćwiekowaną skórznię i uzbrojony w miecz i kuszę...wojownik pełną gębą, ktoś komu łatwo przychodzi wojaczka i w kim można złożyć zaufanie. To ostanie jednak zawsze musi być poddane próbie, ale Imperialne normy są tak niskie... mnóstwo zdrady i kłamstwa. Tu prawie każdy khazad uchodzić może za dobrodusznego kapłana i zaufanego towarzysza...Helvgrim Torvaldur Sverrisson nie jest wyjątkiem. Ta mała doza zaufania, odrobinka towarzyskości, dobre i bystre spojrznie Niklausa, sprawiły że losy swe Helv powiązał z niziołkiem. Droga do Grunheim była długa i niebezpieczna, jednak w towarzystwie Niklausa, nie można było się nudzić, a gotował wyśmienicie, jeszcze napewno nie jeden i nie dwa talenty miał w zanadrzu obrotny niziołek, na to jednak trza było zaczekać... pewnikiem przyjdzie się o tym przekonać. Jedno było pewne, Helvgrim ani przez chilę nie żałował że dzielił trudy podróży z Nikalusem, lub jak sam Niklaus powiedział o sobie, Rondelek, bo taki przydomek nosił rezolutny kucharz. Ani podróży, ani obecnego towarzystwa, ni też wspólnego trudu z złoto co chleb przyniosło na stół...nie sposób było żałować niczego. Helv gnany do Grunheim swoimi sprawami, odnalazł na dnie sakiewki jedynie okruchy starego chleba. Pewne sprawy muszą poczekać, innego sposobu nie ma. Trzeba rozejrzeć się za zarobkiem, inaczej przyjdzie żebrać albo i co gorszego... coś takiego czego dumny khazad z Azkhar by zrobić nie mógł.

***

...coż sytuacja pod bramą wydawała się normalnością. Helvgrim zwykł już przyzwyczaić się do zamieszania pod bramami miasta. Większego kłopotu sobie nie robiąc, Helv nie wtrącał się nigdy w sprawy ludzi i przedstawicieli prawa...ludzie ci wiedzieli co robią, przynajmniej w większości przypadków...jednak co do tego miał Helv?...zupełnie nic. Tym razem było inaczej. Fakt że strażnicy trochę przesadzali ze swoją odmową wpuszczenia biednej kobieciny do miasta był już znaczny, jednak nawet wtedy Helvgrim nie planował interweniować. Kolejne wydarzenia spowodowały że i młody khazadzki goniec włączył się do zaistniałej bod portalem miasta sytuacji. Pierwsze było to że jeden ze strażników zaczął troszkę starowinką poniewierać, a to było już złe. Drugie przyszło pod postacią młodego awanturnika, uzbrojonego, o twarzy ogorzałej od wiatru...człowieka ze szlaku, pewnikiem szukającego w mieście strawy bądź roboty. To dało się poznać...widać kto domu nie ma, ten na plecach swój dom niesie. Helv się na tym znał, sam taki był... Niklaus zresztą też. Zamiary młodego wojownika wobec strażników i kobieciny nie były jasne, ale dobrze z oczu patrzyło gołowąsowi... choć nigdy nie wiadomo na pewno. Jednak trzecie i ostatnie przesądziło o wszystkim. Rondelek, nie wiedzieć czemu, sam wtrącił się do rozmowy wynikłej między strażnikami, starą kobietą i młodym wojownikiem. Niklaus przewrotnie zaczął robić papkę z mózgów dwóch strażników...jak to miał w swym zwyczaju. Dwaj strażnicy musieli dać się przerobić Niklausowi. Helv już widział jak Rondelek sobie radzi na targowiskach i w tawernach, słowem potrafił ten niski jegomość zwojowac bardzo wiele. Już teraz, Helvgrim stawiał złotego Karla na niziołka, że obaj żołnierze wpuszczą kobicinę do miasta. Rondelek używał innej sztuki szermierki niż Sverrisson...szermierki słownej i trza przyznać, był w tym cholernie dobry.

Początkowo Helv czekał na efekt słów niziołka, wiedział że ten ostatni zawinie żołnierzy w kapustę jak swoje gołąbki ze słoniną...po namyśle jednak, Helv dorzucił od siebie kilka słów, sprawę chciał przyspieszyć...myślenie o kapuście, gołąbkach, słoninie, o tym że idą z Niklausem po coś do jedzenia, spowodowały tę zmianę.

- Posłuchajcie mnie panowie strażnicy. Wpuście kobicine za mury, ruch się tu tylko blokuje pode bramą. Baba sobie pójdzie, do mości rycerza służba jej i tak nie wpuści, a wy problem z głowy będziecie mieli. Baba kuksańca od majordomusa w posesji pana dostanie, wody z fontanny się napije, kromką chleba może ją kto ugości i przed zmierzchem już będziecie ją w bramie żegnali, ja do swej wsi wracac będzie. Dobrze wam mówię?
 
VIX jest offline  
Stary 20-02-2013, 16:59   #5
 
Yaneks's Avatar
 
Reputacja: 1272 Yaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumny
- Nie wtykajta nosow w nie swoje sprawy! - krzyknął strażnik, z nutą wrogości w swym piskliwym głosie. Drugi uciszył go gestem dłoni. Najwyraźniej to ten wyższy był naczelnikiem bramy z tej strony miasta.
- Nie wejdzie i już. Koniec, kropka. Tako rzekłem, jako dowódca. To babsko zbyt długo próbuje dostać się do Grunheim. Nasz pan przyjął ją jakiś czas temu, i od tamtej pory zakazał wpuszczać ją za mury. Uszanujcie jego zdanie i nasze rozkazy, bo pożałujecie - zakończył, kiwając palcem w geście pogróżki.
Kobiecina stała bezradna obok was, nie wiedząc co powiedzieć. W pewnej chwili zwróciła się do człowieka, który pierwszy do niej przemówił.
- - Witaj dobra kobieto, a cóż to cię sprowadza do miasta, jakież wieści niesieś do samego pana rycerza? Zaiste musi być to coś ważnego skoro strażnikom spokoju nie dajesz. - powiedział człowiek
- Bardzo ważne wieści mu niosę. Nie zwykłam zdradzać szczegółów nieznajomym, panie, hrabiemu von Grunhess muszę to przekazać osobiście. A te nielojalne diabły nie chcą mnie tu wpuścić!. W jej głosie młody chłopak wyraźnie słyszał przejęcie. Jednak jedna rzecz mu w jej wypowiedzi nie pasowała. Ubiór świadczył o biedzie i wiejskim pochodzeniu, a także zapewne wiele cierpień doświadczonych za czasów wojny. Jej ton, akcent i sam sposób wypowiedzi nasuwał skojarzenia z przedstawicielami wyższej szlachty. -Jestem pewna że dostali polecenie od panienki Veroniki, nie miałam mieć więcej problemów z wejściem. A ci dwaj po prostu ignorują swoje rozkazy! - podsumowała dobitnie, wskazując palcem na herb Grunheim na piersi strażnika.
Niklaus test spostrzegawczości nieudany (84, kostnica)
Helvgrim test spostrzegawczości udany (18 do 30, kostnica)
Hans test spostrzegawczości nieudany (40, kostnica, z modyfikatorem -20 za brak umiejętności)
Helvgrim - zwróciłeś uwagę, że gdy kobieta podnosiła palec wskazując na strażnika, na jej ręce błysnął sygnet z nieznanym ci wzorem. Jednocześnie, spod "ubrań" dałeś radę zobaczyć zdobioną rękojeść.

- Panowie rycerzy, a od kiedy to się bab boicie do miasta puszczać? Przecie jeśliby co złego zbroiła, to zara ją na swych pałaszach rozniesiecie. Czy to wasz honor godzi się na to, aby w potrzebie istotę spod drzwi odganiać? Przeto wpuście ją jak prosi. - rzekł niziołek, zanim chudszy ze strażników zdążył niemalże wybuchnąć z wściekłości, słysząc słowa kobiety.
Towarzyszący mu krasnolud wypowiedział się w podobnym tonie.
- Nie wam decydować, kto przekroczy granice miasta a kto nie, nieludzie. Honorni my są, ale honor honorem, a rozkaz rozkazem. Woda w mieście skażona, głód u obywateli, a tu kto ją miałby dobry chleb marnować na bezdomną! - w głosie dowódcy wyraźnie było słychać wrogość wobec ras innych, niż ludzie. - Dość już mam tej farsy. Zbliża się zmierzch, bramę trza będzie szykować do zamknięcia. Ej, wy tam! Tak, do was mówię! - krzyknął, wskazując palcem na dwóch wartowników - Posłać mi tu po szanowną panią Veronikę! Zaraz się przekonamy, ile prawdy w twoich kłamstwach. - dowódca wyraźnie nie dał się wplątać w słowną gierkę naprędce zaplanowaną przez niziołka. Nie można tego jednak powiedzieć o drugim ze strażników, który doslownie dygotał ze wściekłości, bez przerwy ściskając mocno swą włócznię.

Kobieta zwróciła się do mężczyzn.
- Dziękuję wam za pomoc. Jestem pewna, że Veronika potwierdzi mój wstęp do miasta. Mogliście sobie jednak tego oszczędzić. Niepotrzebnie narobiliście mi rozgłosu. - Niklaus i Helvgrim spojrzeli po sobie w niedowierzaniu. Hans stał w miejscu z otwartymi ustami. Jak można było być tak niewdzięcznym?
Minuty mijały w milczeniu. Kobieta odsunęła się nieco od grupki strażników i podróżników. Sznur ludzi wchodzących do miasta nieco się przerzedził. Zbliżał się zmierzch, i ludzie spieszyli do miasta. Drzewami w lesie kilkaset metrów przed miastem targały podmuchy delikatnego wiatru, wzbudzając groźny szmer, niosąc pod bramę odgłosy natury. Od czasu do czasu podróżnych dobiegał odgłos zwierzęcia, a wszystko to przerywane było nieustającymi dźwiękami końskich podków obijających się o drogę prowadzącą do miasta.

Hans
Reakcja kobiety na twoją pomoc kompletnie cię zaskoczyła. Nie przywykłeś do takiego traktowania, zwłaszcza, że twój ojciec był kupcem, i od dziecka wpajał ci, jak należycie traktować ludzi, by sprzedać im lichy towar w wysokiej cenie. Nie odczuwałeś jednak zdenerwowania na kobietę, było ci obojętne, kto jak cię traktuje - dopóki, rzecz jasna, wyraźnie cię nie atakowali, słownie, lub fizycznie. Jeżeli tak traktuje ludzi to nie dziwne, że jej tu nie chcą - pomyślałeś. Nie jesteś pewien, czy powinieneś zabierać głos w chwili, gdy jeszcze nie udało ci się wejść do miasta, a już wpakowałeś się w dyskusję ze strażnikami.

Niklaus
Na twojej twarzy wymalowane było oburzenie. Działając w dobrej wierze, chcąc pomóc, spotkałeś się z jawnie chamskim zachowaniem. Przez chwilę żałowałeś, że w ogóle wtrąciłeś się w tą sprawę, jednak w pewnym momencie postawiłeś się w sytuacji tej pani. Jest zdenerwowana, pewnie nie do końca wie, co mówi - powiedział głos w twojej głowie. Uznałeś to za jej jednorazowy wybryk, nic ważnego, ani wartego zapamiętania. Stałeś zmieszany, nie wiedząc do kogo, i w jaki sposób się zwrócić.

Helvgrim
Złość zagościła na twej twarzy, i w twym umyśle. Co za bezczelna kurwa - pomyślałeś. - Tak się w tych rejonach traktuje dobrych ludzi... I nieludzi? Byłeś zawiedziony tym, że Rondelkowi nie udało się zamotać strażników słowami. W duchu przyznałeś, że to dobrzy strażnicy, stawiają rozkaz ponad wszystko. Przypomniałeś sobie wartowników z górskich twierdz. Ich też nie dało się kupić, choćby kto całe Imperium oferował. Mógł się kto przed bramą modlić, płakać, grozić, mógł się równie dobrze i zastrzelić. Jak władca zabronił, lojalni tarczownicy słuchali. Dziwne wydawało ci się to, co zobaczyłeś na palcu i pod szmatami. W twojej głowie trwała wojna myśli - bezdomna, umęczona kobiecina, czy to jakiś podstęp? Pozostawiłeś decyzję własnemu, zdrowemu rozsądkowi.
 

Ostatnio edytowane przez Yaneks : 20-02-2013 o 17:06.
Yaneks jest offline  
Stary 20-02-2013, 20:33   #6
 
Eliasz's Avatar
 
Reputacja: 1777 Eliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłość
Słowa kobieciny nijak nie pasowały do jej stroju, co Hans odkrył dopiero po chwili. Zapewne ciekawość przysłoniła mu ostrożność i rozeznanie nabyte w podróży. Żadna wiejska kobieta nie wyrażała się tak elokwentnie jak baba w łachmanach, żadna też nie używała tak czystego języka Staroświatowego.
Jej słowa i pewność siebie z jaką podchodziła do strażników nijak nie pasowały do jakiejkolwiek żebraczki czy wiejskiej baby, które zwykle na tupnięcie przedstawicieli prawa czmychały gdzie pieprz rośnie.

Ta kobieta wydawała się być pewna siebie, bardziej zdenerwowana postawą strazników niż wystraszona - mimo, że już niewiele brakowało by ją przegonili zbrojnie. Nie inaczej było z reakcją na pomoc trójki nieznajomych, zamiast spodziewanego " dobry pane , dziękujem ci za twą dobroć , pozwólno że zaprosze do mojej chateczki za polem i poczęstuję strawą rankiem przygotowaną i opowiem wszelako o wszystkim, jak żem baba ze wsi..." - czy jakoś tak, usłyszał pełne zawodu oburzenia, że owa trójka ściągęła na nią niepotrzebną uwagę... Tym bardziej zwykła baba chciałaby jak najwięcej uwagi i przypadkowych osób które wtórowały by jej , aż zebrała by się wystarczająca ilośc tłuszczy , iż by strażnicy ustąpić musieli...

Dziwnym też było, że kobiecina w ogóle została dopuszczona do osoby która rządziła w mieście ... a także , że bez wachania powołała się na zapewne szlachetnie urodzoną lady Veronikę. W tej sprawie było więcej głebin, niż z początku na to wyglądało, co zresztą cieszyło Hansa, nie lubił pływać na płyciźnie.

Sprawa robiła się coraz ciekawsza , choć Hans wiedział kiedy odpuścić i skierował rozmowę w inny tor, licząc, że zostając tu dłużej przynajmniej pozna panią Veronikę - z całą pewnością ważną personę tego miasta, skoro mogła wyrzeć wpływ na strazników i zmienić dość jasny rozkaz jaki dostali.

- A cóż to się stało, że woda w mieście skażona? ... I co alkocholem gasicie pragnienie, czy też dowożą wodę do miasta? - zagaił zarówno do strazników jak i nieludzi, ciesząc się jednak, że dowiedział się o fakcie zanim ugasił pragnienie wprost z miejskiej studni... Miał juz zapytać o panienke Veronikę, ale uznał, że wkrótce sam się przekona na własne oczy a na takie pytania jeszcze będzie czas. Miał też dłuższą chwilę na przyjrzenie się dwóm nieludziom, ucieszył go fakt, że nie pozostali obojętni na całą sytuację. Wiedział, że gdy sprawa z kobietą zostanie wyjaśniona znajdzie chwilę by ich poznać bliżej.
 
Eliasz jest offline  
Stary 21-02-2013, 22:15   #7
 
Mortarel's Avatar
 
Reputacja: 3654 Mortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputację
Niklaus, nie chcąc wszczynać jakowej burdy wycofał się, żałując, że w ogóle zabrał głos. Nie dość, że na nic się to zdało, to na dodatek otrzymał taki respons, po którym juże tylko na odstąpienie przyszło mu chcenie. Zasmęcił się przy tym, kiedy to pomiarkował się na tej kobiecie, ani to wdzięcznej za udzieloną pomoc, ani dobrej w słowie.

Nie wnikając, czy to jednorazowy wybryk, wzburzeniem i namiętnościami inszymi powodowany, Niklaus postanowił od sprawy odstępić i więcej kobiety tej nie wspomagać ni to w słowie, czy czynie.

Mając tedy baczenie na późną porę, spostrzegł niziołek, że zbyt długo pod bramą zabawił i po ziele już się wyprawić nie zdoła. To tylko spotęgowało jego negatywny afekt do kobiety. "Mam com chciał, wścibiać nos w nie swoje sprawy"- Pomyślał Rondelek.

-Nie wiem jako wy uczynić chcecie, ana ja za mur wracam. Ani się spostrzeżecie, jak strażnicy katarakty spuszczą i wrota szczelnie domkną. Ziela mi pilno nie trza, a jadło i na kramie można kupić, lub w oberży spożyć. Nic tu po mnie, kłaniam się i odchodzę. Przy gospodzie wam mnie szukać. - To rzekłszy Niklaus ruszył w stronę miasta. Miał zamiar sprawdzić, czy aby jaki kramik nie jest jeszcze rozłożony, coby można było choćby jajka i chleb kupić i jakiego samogonu z gąsiorek, a jeśli nie to nogi zawiodą go do karczmy.
 
Mortarel jest offline  
Stary 22-02-2013, 13:18   #8
VIX
 
VIX's Avatar
 
Reputacja: 1061 VIX ma z czego być dumnyVIX ma z czego być dumnyVIX ma z czego być dumnyVIX ma z czego być dumnyVIX ma z czego być dumnyVIX ma z czego być dumnyVIX ma z czego być dumnyVIX ma z czego być dumnyVIX ma z czego być dumnyVIX ma z czego być dumnyVIX ma z czego być dumny
Po słowach strażnika, Helvgrim planował zripostować czymś niepochlebnym pod adresem ludzi mieszkających w tym mieście, a w szczególności, strażników i ich pracy. Jednak profesjonalizmu nie można było im odmówić...powstał spór między niepochlebnym komentarzem i słabo skrywaną wrogościa do Niklausa i Helvgrima a dobrze wykonywaną robotą. Helvgrim miał zamiar machnąć na to wszytko ręką, wkońcu nic, aż tak, złego nie zostało powiedziane... jednak słowa kobiety odzianej w łachmany zmieniły obrót rzeczy. Teraz to ona, z ofiary zamieniła się w złoczyńcę. Trójka nieznajomych stanęła w jej obronie, a ona wbiła im sztylet w plecy. Uraziła tym potężnie dumę Helvgrima. ~ Jak tu komukolwiek pomóc, skoro takie dziękuje już szykują ci w odwecie?. Pomyślał młody, khazadzki goniec.

Na wspominkę kobiety o wielkich tego miasta, Helvgrim wykrzywił tylko usta. Prawdziwe było założenie że krasnolud nie chciał mieć nic do czynienia z hrabiami, baronami, rycerzami i innymi perfumowanymi mościami. W ruch poszło rzucanie imionami, a dwóch strażników, przywołanych przez nadzorcę ruszyło by wezwać panią Veronikę, kobietę majętną i znaczną...taką o której Helvgrim nie wiedział że istnieje, a i ona nie wiedziała o istnieniu Sverrissona. Taki stan rzeczy byłby najlepszy dla wszystkich, jednak to miało się wkrótce zmienić. Zawezwano szlachciankę. Niewdzięczna kobieta usunęła się na bok by oczekiwać nadejścia arystokratki. Uwadze khazada nie umknęła bogato zdobiona rękojeść, ukrytej pod łachmanami, prawdopodobnie, broni. Sposobem też być nie mogło by krasnolud ceniący sobie piękno kruszców i biżuterii nie dostrzegł drogiego i inkrustowanego sygnetu na palcu niemiłej starowinki. Postanowił poinformować o tym odkryciu Niklausa, po krótkim namyśle zdecydował też dać znać o tym młodemu człowiekowi. Helv nie chciał by młodzieniaszek wpakował się w jakąś kabałę bezwiednie...a te bogate przedmioty przy skromnie odzianej kobiecie oznaczały kłopoty na które ani Helv, ani Rondelek, a pewnie i młody człek nie byli gotowi. Teraz potrzeba było tylko więcej zmartwień i to za próbę zwykłej pomocy, z pozoru zwykłej osobie.

Krasnoludowi nie spodobało się to że brama niebawem zostanie zawarta na głucho i nic już z poszukiwań wonnych ziół z których Niklaus potrafił uważyć nielada strawę. Fakt ten przywołał na oblicze Helva nieukrywaną złość. Choć z drugiej strony i tak chyba za późno się wybrali po zioła za miasto, w drodze powrotnej zastałby ich zmierzch i zamknięte miasto. Helvgrim swym głośnym komentarzem chciał odwrócić uwagę od swojej osoby.

- Hej Niklaus. Do dupy wszystko teraz wyszło ... straciliśmy tylko czasu, a przez to pewnie i posiłek. Przyjdzie nam iść spać o pustych brzuchach, coś mi się widzi. Helvgrim zbliżył się do zniziołka i konspiracyjnie poinformował go o swych odkryciach.

- Niklaus, patrzaj na tę babę niewdzięczną. Widziałeś jaki pierścień na palcu nasi...a jakie błyskotki pod odzieniem kryje, hmm. Pewnikiem to nie przybłęda jakaś. Obaczę jak tu się sprawy potoczą, tego gołowąsa też ostrzegę, co by się w kłopoty nie wpakował. Odnajdę cię przy targowisku, tam gdzie zawsze, przy kramie z jajami. Masz tu moją część zakawtery. Helvgrim wcisnął w dłoń niziołka 5 szylingów. Jedzenie kosztuje, nocleg też...a Niklaus wciąż zajmował się strawą i sprawunkami...do Helva należało choć pokrywać większość wydatków...tyle mógł zrobić, choć sakiewka pełna już nie była...khazad wiedział to i kiedy oglądał plecy odchodzącego w stronę targowiska Niklausa, niezauważalnie, zważył sakiewkę w dłoni. ~ Jeszcze chwilę pociągniemy, trza oszczędniej. Pomyślał krasnolud.

Słowa młodego podróżnika bardzo zaciekawiły Sverrissona, dlatego też goniec z północy, czekał odpowiedzi strażników na temat wody i tego co w mieście dziać się może. Kto wie, może coś się wyniucha, tacy ludzie jak ci strażnicy, choć przesądni do bólu to jednak cosik więcej mogą wiedzieć. Wysłuchawszy odpowiedzi, Helvgrim odciągnął na bok młodego wojownika, co to za babą też się wstawił i tak samo po garbie dostał słowem... i zagaił do niego.

- Helvgrim Sverrisson, z Durazthrung Kalan, syn Svera z Azkhar. Przedstawił się krasnolud, twardym akcentem o północnym zabarwieniu - Uważaj że człeku co i jak do tej baby gadasz...patrzaj jaki sygnet na palcu nosi, a i pod łachmanami więcej błyskotek się kryje...mówię ci, ja mam do tego nosa. Taka z niej wieśniaczka czy przybłęda jak ze mnie elfi król. Zostanę tu jeszcze chwil kilka, popatrzmy co się stanie i zapraszam cię potem na kufelek zacnego miodu. Za kobietą się wstawiłeś, z oczu dobrze ci patrzy...przykro by mi było żebyś w tarapaty popadł bo tu , przy tej bramie coś śmierdzi jak goblinie łajno... krasnolud ostro skinął głową w stronę niewdzięcznej kobiety opierającej się o mur. - Poza tym, ja i mój przyjaciel, Niklaus żeśmy słowa ze szlaku spragnieni, a ty pewnie napitkiem nie pogardzisz. Dobrze gadam?
 
VIX jest offline  
Stary 22-02-2013, 15:03   #9
 
Eliasz's Avatar
 
Reputacja: 1777 Eliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłość
- Bardzo dobrze - uśmiechnął się szczerze, odpowiadając kranoludowi.

- Jestem Hans Hohenzolern i miło mi cię poznać Helvgrimie synu Severa. - dodał, będąc nawet nieco zdziwionym, że krasnolód pierwszy otwarł się przed nieznajomym i że postanowił go ostrzec. Wiedział, iż nie łatwo zdobywa się krasnoludzkie zaufanie a co dopiero lojalność. Postanowił odwdzięczyś się tym samym, przyciszając głos by przypadkiem nie wydać przebranej niewiasty. Najwidoczniej miała swój powód nosząc łachmany nie przystające temu kim była i co pod nimi kryła.

- Zdążyłem zauwazyć, że ta niewiasta wypowiada się czystym Staroświatownym, bez jakiejkolwiek naleciałości typowej dla mieszkańców wsi, czy ogólnie nizin społecznych. Wszakże upatruje przy niej okazję do zarobku, być może od samej pani Veroniki, kimkolwiek by ona nie była. Skoro tyle trudu wkładają w konspirację znaczy się mają ku temu powody i byc może kilku śmiałków mogłoby ułatwić damom sprawy z którymi te sobie nie radzą.

A że sobie nie radziły widac było po trudnościach jakie się przed nimi spiętrzyły - ot choćby przy nieudolnej próbie dostania się do miasta, nie mówiąc już o nie zwracaniu na siebie uwagi - czym owe łachmany miały zapewne dopomóc...

"Ostatecznie zaś nie pogardził bym i pieniędzmi za nieujawnianie pieczołowicie skrywanej konspiracji " - przemknęło przez myśl młodemu i niedoświadczonemu jeszcze życiem podróznikowi. Był na tyle rozsądny by o takich planach nie mówić krasnoludowi, którego honor mógłby w tym miejscu kazac mu czynnie zaprotestować przeciwko takiemu czynowi. Był też na tyle nierozsądny, iż nie pomyślał nawet o konsekwencjach jakie mogłyby go spotkać przy próbie szantażu osób o zapewne szlacheckim pochodzeniu.
Nie wiedział jeszcze co zrobi, jednak perspektywa spędzenia wieczoru w doborowym towarzystwie przy kufelkach piwa znacznie poprawiła mu humor.

- Jeszcze chwila dobrodzieju, obiecuję , że w nic paskudnego włączać się już nie zamierzam , może to być jednak jedyna okazja by potencjalnemu pracodawcy dać znać, że istnieję.

Hansowi także kończyły się pieniądze i nie zamierzał przepuszczać potencjalnych okazji, których w drodze nie było aż tak wiele. Nie chciał też ugrząść w jakimś mieście wykonując standardową pracę ... w końcu sam od tego uciekł.
 
Eliasz jest offline  
Stary 25-02-2013, 17:39   #10
 
Yaneks's Avatar
 
Reputacja: 1272 Yaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumnyYaneks ma z czego być dumny
Trzech włóczęgów czekało przed bramą, towarzysząc dwóm strażnikom i jakiejś brudnej kobiecie. Nie wiedzieli kim była ani po co przyszła. Jeden z nich, niziołek, w pewnym momencie opuścił ich, kierując się w stronę miasta. Strażnicy łypnęli na niego z pogardą, odprowadzając wzrokiem do bramy. Nie zatrzymali go jednak - nie było ku temu powodu. Zanim odszedł, zaczepił go jego przyjaciel, krasnolud. Szepnął coś na ucho niziołkowi, i wcisnął mu coś w dłoń. Po chwili wywiązała się rozmowa między khazadem, a człowiekiem. Strażnicy przysłuchiwali się tej rozmowie bez emocji. Byli wyraźnie skupieni na kobiecie, oraz na oczekiwaniu na panią Veronikę.
A była to ciekawa postać. Znana w okolicy po prostu, jako pani Veronika, w rzeczywistości nazywała się hrabina Veronika von Helstein. Tajemnicza persona, o której niewiele było wiadomo. Wszyscy wiedzieli tylko, że jest żoną radnego miasta, odpowiadającego za nadzór i organizację straży miejskiej i ochrony rycerza. Każdy, kto dłużej zabawił w Grunheim wiedział, że pani Veronice należy zawsze schodzić z drogi, i broń boże na nią nie spoglądać. Była szalenie wyczulona na punkcie swej prywatności. Bez cienia szacunku odnosiła się do każdego, kto nie dorównywał jej ani statusem szlacheckim ani materialnym. Nie było jednak wiadomo, czym się zajmuje, co robi, gdy na długie godziny i dni opuszcza miasto, nikt nie wiedział też, jakiego jest pochodzenia ani jak uzyskała tytuł szlachecki. Stąd ogólnie uważano ją za postać skrytą i tajemniczą.
Czekali tak w milczeniu przez kilkanaście minut. Sekundy dłużyły się, atmosfera była gęstsza z każdą sekundą. Widzieli to wszyscy ludzie wchodzący do miasta, spoglądając na zbieraninę zaciekawionymi wzrokami. Nie było ich już wielu - ściemniało się, słońce zachodziło za wzgórzami i lasami, pogrążając miasto i okolice w szarówce.
W końcu, po wielu minutach napiętego oczekiwania, z miasta wyszła postać odziana w błękitną suknię. Na jej szyi wisiały pięknie zdobione wisiory i naszyjniki, błyskające diamentami w niesamowity sposób. Jej chód wyraźnie wskazywał na pochodzenie z wysokiej grupy społecznej. Maszerowała dostojnie, wyprostowana, patrząc na wszystko i wszystkich z góry. Wysokiego wzrostu kobieta, szczupła, ze szlachetnymi rysami twarzy - to wszystko sprawiało, że każdy, na kogo spojrzała, czuł się od razu niższy i jakby słabszy, jednocześnie poniżony, ale i doceniony tym, że tak wspaniała persona uraczyła go swym szlachetnym spojrzeniem. Wychodząc przez bramę, mało nie wpadła na wchodzącego do środka niziołka. Jej oczy nie były przyzwyczajone do patrzenia tak nisko. Niziołek ominął ją zdecydowanym krokiem. Spojrzała na niego z politowaniem, bez pogardy. Można było wnioskować, że szanuje przynajmniej przedstawicieli innych ras, skoro gardzi pospolitymi ludźmi.
Jej twarz była zamyślona, nie zdradzała śladu żadnych emocji. Przywoływała od razu skojarzenie posągu - blada, nieczuła, bez wyrazu. Oczy omiatały nieprzerwanie całe jej otoczenie, nie wiadomo, czy w poszukiwaniu zagrożenia, zainteresowania, czy po prostu - z ciekawości. Podeszła szybkim krokiem do strażników, krasnoluda, człowieka i niepozornej kobiety.
- Sio! - rzuciła krótko w stronę strażników władczym tonem. Jej głos zabrzmiał jak dwa ciężkie, stalowe miecze w rękach wielkich, pradawnych wojów, zderzające się w powietrzu. Był zimny i podobnie jak twarz, pozbawiony emocji. Strażnicy bez słowa skinęli głowami i poszli żwawo w stronę bramy. Odziana w łachmany kobieta natychmiast rzuciła się w jej kierunku, stając zdecydowanie zbyt blisko, niż pozwalał na to jej status.

Helvgrim i Hans
Różnica w ubiorze, stylu i rysach twarzy obu kobiet była porażająca. Przynosiła Wam na myśl skojarzenie ze światłem i mrokiem. Pani Veronika wyglądała olśniewająco, piękne rysy twarzy, nienaganny ubiór, a to wszystko na tle sztandaru miasta powiewającego dumnie u wrót. I obok niej brudna, poniżona, obdarta kobiecina, w zabłoconych, zniszczonych butach. Te dwa, skrajne obrazy kłóciły się ze sobą. Jak tak wysoko postawiona osoba, tak dumna i szlachetna, może stać obok tak żałośnie wyglądającego stworzenia? I czy hrabina nie boi się stać bez straży obok tak podejrzanego osobnika? Wydawało się to co najmniej dziwne. I dlaczego w ogóle zdecydowała się tu przyjść? Dlaczego straż nie pogoniła nędzniczki wprost do lasu, gdzie jej miejsce?
- A wy? - rzuciła hrabina w Waszym kierunku. I chociaż jej ton nie był zachęcający, nie było w nim wrogości. Najwyraźniej z większym szacunkiem odnosiła się do grup, w której znajdowali się przedstawiciele innych ras. Lustrowała Was wzrokiem przez chwilę, od stóp do głów, widocznie analizując, kim jesteście i co tu robicie. Staliście tak przez chwilę skołowani, być może przez kontrastowy widok dwóch, kompletnie przeciwnych kobiet. Gdy ta chwila upłynęła, w Waszych głowach echem odbił się jej głos pytający "A wy?, tym razem tonem nieznoszącym dalszej zwłoki, z wyraźną nutą oczekiwania.

Niklaus
Wchodząc do miasta, mało nie wpadłeś na wychodzącą dostojną postać. Udało Ci się ominąć ją, bez większego problemu. Dzięki za zwinność!, usłyszałeś w swej głowie. Zdecydowanie nie były Ci potrzebne problemy, zwłaszcza, gdy w grę wchodził nawet najmniejszy konflikt z wyższą szlachtą.
Będąc w Grunheim, skierowałeś się w stronę targowiska. Udało Ci się znaleźć stragan, na którym już od kilku dni zaopatrywałeś się w produkty podstawowych potrzeb. Za kramem stał jak zwykle ten sam, bezzębny, brodaty staruszek. Spojrzał na Ciebie z wesołym błyskiem w oczach.
- Witaj, Rondelek! - zawołał jowialnie ochrypłym, przepitym głosem. - Zamykam już, ale dla ciebie zawsze znajdę chwilę. Ciężko o tak równego gościa jak ty w dzisiejszych, pieprzonych czasach!
Gdy mówił, blizna na jego twarzy rozciągała się okrutnie. Z wnętrza nie do końca zagojonej rany sączył się jakiś dziwny, półprzezroczysty płyn. Rana ciągnęła się od lewego oka, do prawego kącika ust. Nie wyglądało to najlepiej. W chwili, gdy powitał Cię radosnym okrzykiem zorientowałeś się, że nie rozmawiałeś z nim nigdy o tym, jak zdobył tą ranę. Zobaczyłeś na jego stanowisku kilka bochenków zeschniętego chleba i trochę innej, półsurowej strawy. Nie wyglądały zachęcająco, ale kramarz raczył poinformować Cię, że są w promocyjnej cenie. Dla Ciebie może ze dwa, a może ze trzy pensiki za pół bochenka i pensik za jajko. To była bardzo zachęcająca cena, ale zawsze można się było targować.
 
Yaneks jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 15:21.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169