Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 09-12-2007, 01:39   #1
 
John5's Avatar
 
Reputacja: 685 John5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwu
Wszystko zostaje w rodzinie

Wszyscy

Spaliście spokojnie w celi, gdy obudził was zgrzyt klucza otwierającego stare dębowe drzwi. Zmrużyliście oczy by światło padające z korytarza tak was nie oślepiało. Strażnik, którego dojrzeliście po chwili rozkazał wam wyjść pojedynczo. W jego ręce dostrzegliście pałkę okręconą rzemieniami, identyczną z tymi, którymi ogłusza się zwierzęta w rzeźni. Sam fakt jej posiadania nie wzbudził w was podejrzeń, bardziej niepokoiła was ta nocna pobudka. Jednak wszelkie myśli o stawieniu oporu skutecznie wybił wam z głów widok kolejnych trzech strażników stojących za plecami tego, który otwierał drzwi. Lekko zaspani opuściliście celę i ruszyliście korytarzem zgodnie z poleceniem strażnika. Najwyraźniej sprawa była pilna, co i rusz byliście popędzani ostrym słowem lub szturchnięciem co tylko wzmagało w was złość. W końcu opuściliście budynek więzienia i wyszliście na niewielki placyk, gdzie stał nakryty wóz, na koźle którego siedziało dwóch potężnie zbudowanych mężczyzn. Trzeci, ubrany w ciemne szaty mnicha stał nieopodal rozmawiając z kapitanem straży. Z tej odległości nie było możliwe zrozumieć o czym mówiąc, jednak zaczynaliście nabierać coraz to gorszych podejrzeń. Nawet nie zorientowaliście się kiedy spadły ciosy, początkowe zaskoczenie i wściekłość ustąpiły miejsca wszechogarniającej ciemności i zapomnieniu.


Obudził was dzwon pobliskiego klasztoru, tylko czemu brzmiał on tak głośno? Kiedy rozejrzeliście się po pomieszczeniu ze zdziwieniem zauważyliście, że znajdujecie się w sporej komnacie.

Łącznie było was siedmiu, spoglądaliście na siebie z podejrzliwością. Wszystko to wydawało wam się nierealne i groźne zarazem. Teraz nie tylko nie wiedzieliście co się dzieje ale nawet gdzie jesteście.
Był już ranek a przez okratowane okna mogliście dostrzec jakiś plac. Kiedy tak zastanawialiście się nad swoim losem do pomieszczenia niepostrzeżenie wszedł mnich, którego poprzedniej nocy zauważyliście obok wozu.

Zanim którykolwiek z was zdążył się odezwać ten uniósł ręce w uciszającym geście.

- Spokojnie, nie wszyscy na raz. Zapewne teraz zastawiacie się co tu do diaska robicie i co ja mam z tym wspólnego? Właśnie po to przyszedłem, żeby wam to wyjaśnić. Jak dobrze wiecie wszyscy jeszcze wczoraj siedzieliście w więzieniu czekając na przyjazd sędziego, no przynajmniej niektórzy z was.-

Spojrzał na was nieprzyjaznym wzrokiem po czym kontynuował przerwaną mowę.

Nie ukrywam, ze wasza obecność tutaj jest według mnie zbędna ale cóż nie mi o tym decydować. Ale przejdźmy do sedna sprawy. Zostaliście tu, czyli do klasztoru jak zapewne część z was zdążyła już sobie uświadomić w konkretnym celu. Mianowicie macie odnaleźć i schwytać pewnego człowieka. My sami nie możemy się tym zająć, nasz klasztor należy do kontemplacyjnych i jedynie ja mam przyznane prawo do kontaktów z ludźmi z zewnątrz.- Przy wymawianiu ostatniego słowa mnich skrzywił się nieznacznie jakby samo wspomnienie ludzi, którzy nie są w stanie wyrzec się wszystkiego w imię wiary było bolesne.

Tak więc jak widzicie musimy się zdać na pomoc ludzi waszego pokroju. Osoba, której będziecie szukać ośmieliła się podnieść rękę na opata naszego zakonu, otruwając go! Niestety nie wiemy o nim praktycznie nic i możemy jedynie przypuszczać, że nadal przebywa w mieście. Tak czy siak musicie odnaleźć oprócz mordercy także miejsce, gdzie się przygotowywał. Zarówno truciznę jak i odtrutkę przygotowuje się z zasuszonych łodyg pewnej rośliny, która jednak rośnie tylko i wyłącznie w pewnym odległym od Imperium miejscu. Mam pewność, że ktoś kto ośmielił udać się w tamto przeklęte miejsce by zdobyć tą roślinę ma jej zapas. Za okazaną pomoc umiemy się odwdzięczyć, wasze występki zostaną zapomniane a ponadto otrzymacie zapłatę. To jest zadatek.- Po tych słowach u waszych stóp wylądowało z brzękiem kilka sakiewek, po jednej dla każdego, pospieszne sprawdzenie ujawniło, że w każdej znajduje się 15 złotych koron. – Swoje rzeczy znajdziecie w nieużywanym magazynie znajdującym się przy południowych murach miasta. Tu macie klucz. A tak i jeszcze jedno, mimo iż nie podoba mi się wasza obecność życzę wam sukcesu, więc dla waszego własnego dobra odradzam ucieczkę z miasta. Pamiętajcie, że są rzeczy, przed którymi uciec nie można.-

Mnich zamilkł na chwilę a wy nie byliście pewni czy była to groźba czy też porada. – Z pewnością macie mnóstwo wątpliwości więc pytajcie, póki mam czas i chęci.-

Mnich skrzyżował ręce na piersiach czekając na pytania i szykując się do odpowiedzenia na nie. Jego postawa i wcześniejsze słowa wyraźnie mówiły wam, że uważa was za jednostki marnujące jego czas i chce jak najszybciej skończyc z tym wszystkich i powrócić do zajęć.
 
__________________
Jeśli masz zamiar wznieść miecz, upewnij się, że czynisz to w słusznej sprawie.
Armia Republiki Rzymskiej

Ostatnio edytowane przez John5 : 09-12-2007 o 15:39.
John5 jest offline  
Stary 09-12-2007, 06:18   #2
 
lopata's Avatar
 
Reputacja: 50 lopata jest na bardzo dobrej drodzelopata jest na bardzo dobrej drodzelopata jest na bardzo dobrej drodzelopata jest na bardzo dobrej drodzelopata jest na bardzo dobrej drodzelopata jest na bardzo dobrej drodzelopata jest na bardzo dobrej drodzelopata jest na bardzo dobrej drodzelopata jest na bardzo dobrej drodzelopata jest na bardzo dobrej drodzelopata jest na bardzo dobrej drodze
Dość urodziwie wyglądający mężczyzna sprawiał wrażenie jakby będąc tu zaistniało jakieś nieporozumienie. Jednak nie było to nowością w tak trudnych krajach jak Imperium. Nie raz widziało się zakuwanych bogu ducha przechodniów lub mordowano tylko dlatego, że padło podejrzenie spaczenia. Człowiek podnosząc z ziemi sakiewkę i przeliczając zawartość spogląda z podejrzliwością na mnicha.
"Co ten stary pierdziel może chcieć? Myśli, że nie mam nic ciekawszego do roboty tylko biegać za kimś o kim oni sami nic nie wiedzą? Żenada."
Grymas na twarzy człowieka wyglądał jakby miał do czynienia z kimś niższego stanu. Poprawił swoje szaro-blondowe, długie włosy sięgające do ramion, zakładając je za uszy. Uwidaczniając swoją łagodnie wyglądającą twarz nie pokrytą żadnym zbędnym owłosieniem przyjął już bardziej zadowoloną minę.
"Taak. Ale złoto już dał. I myśli, że co ja sobie kupie za to? Przecież to nawet na najemnika nie wystarczy. Jak go uświadomić, że znajduje się w dużym błędzie licząc na tych zakapiorów? Oni pewnie tylko czekają by się jak świnie pozarzynać w nocy i pookradać. Taaak. Dał mi powód teraz do nie przespanych nocy by pilnować swego życia."
Zmieniając pozycję stania przekładając ciężar ciała na drugą nogę podrzucił sakiewkę w ręce i szukał sposobu by zawiesić tą cenną część ekwipunku na własnej szyi. Poprawiając zaraz po tym swoje ubrania zwrócił uwagę na dość wysoki poziom życia. Doublet był skrojony właśnie na tą osobę i widać od razu, że nie jest to odkupione od kogoś lub zdarte z martwej osoby. Spodnie choć w kilku miejscach brudne, równierz nie należały do gorszych gatunków materiałów. Widząc oblicze mnicha postanowiłw końcu przejść do meritum sprawy.
"Z jednym się mogę z nim zgodzić. Szkoda marnować naszego wspólnego czasu."
Skinając delikatnie głową w ukłonie starając się chociaż stwarzać pozory osoby szanującej urząd klechy zaczyna swoje pytanie:
-Witam. Jest wiele braków w tym co rzekłeś. Mianowicie. Jak ktoś o kim nic nie wiecie dostał się do obecności tego waszego opata? Jak mógł cokolwiek zrobić bez waszej wiedzy przy samym ojcu zakonnym? Druga sprawa to pieniądze. 15 koron?-powraca znów do normalnego sposobu mówienia orientując się, że nie powinno się rozjuszyć kogoś o kim nie wiadomo jak może być silny-To troszkę mało nie sądzisz? Trzecią sprawą jest to, że użyłeś słowa morderca. To w końcu zabił opata czy nie? Bo jeśli go zabił to po co odtrutka? A jeśli nie to czemu nazywasz mordercą kogoś kto umiał poradzićsobie z całym klasztorem. Rany-człowiek rozgląda się po sali i kiedy znów skieruje głowę na mnicha mówi dalej-Taki klasztor, tacy mnisi jak ty i mieliście tu nieznajomego? Najwidoczniej wasze modły nie przynoszą za wiele pożytecznego. A tak na marginesie to jakiego boga tu czcicie?
Ostatnie pytanie było zadane z lekką zgryźliwością, jakby korzystając z wiedzy jaką posiądzie chciał wykorzystać to do pośmiewiskowych czynów.
 
__________________
"...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..."

Ostatnio edytowane przez lopata : 09-12-2007 o 13:22.
lopata jest offline  
Stary 09-12-2007, 11:31   #3
 
Ostrze's Avatar
 
Reputacja: 15 Ostrze nie jest za bardzo znanyOstrze nie jest za bardzo znanyOstrze nie jest za bardzo znanyOstrze nie jest za bardzo znanyOstrze nie jest za bardzo znany
Skoro nic nie wiecie o człowieku który otruł opata, to czemu dostał się do klasztoru?Ktoś musiał go widzieć, prawda?-powiedział człowiek, o krótko ściętych blond włosach.Był on dość dobrze umięśniony i chudy. Nosił on na sobie zwykłe, brudne ubranie, a na nim miał skórzaną kamizelkę. Po jego twarzy było widać, że nie jest przyjemnym człowiekiem.-A tak z ciekawości...Jaką nagrodę dostaniemy, gdy odnajdziemy człowieka, roślinę lub miejsce gdzie człowiek przebywał?-zapytał z ciekawością, przeliczając wartość sakiewki po raz kolejny.
Po chwili ciszy zapytał wszystkich ludzi w komnacie-Kiedy ruszamy w drogę?
 
Ostrze jest offline  
Stary 09-12-2007, 12:22   #4
 
Kokesz's Avatar
 
Reputacja: 530 Kokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnie
Wśród zgromadzonych w sali więźniów stał niski i niezbyt barczysty mężczyzna. Miał kasztanowe, krótkie i rozczochrane włosy. Wyraz twarzy miał ponury a podkreślał to źle zrośnięty złamany nos. Zielonymi oczami rozglądał się po komnacie. Oglądał ściany, łuki, aż jego wzrok zatrzymał się na twarzy mnicha. Nie wiedział jakiego boga wielbi ten osobnik i nie wiele go to obchodziło. Stojąc tak poprawił swoje wytarte spodnie, których nogawki były schowane w wysokich butach należących kiedyś do jakiegoś kupca, który miał nieszczęście spotkać Louisa na swojej drodze.

Louis mógł się wydawać trochę inny niż pozostali, bardziej obcy. Był wszakże Bretończykiem z krwi i kości. Choć do Imperium przybył nie dawno to jednak dobrze rozumiał słowa mnicha. Sam nie wiedział jak to możliwe, nie uczył się języka Imperium, ale szybko nauczył się go przebywając wśród ludności tego kraju.

Perspektywa uganiania sie za jakimś mordercą nie cieszyła go. Nie zajmował się tym nigdy i ufał jedynie swoim ludziom. Jego kamraci to druga sprawa, o której teraz myślał. Nie wiedział co się z nimi stało, a mimo swoich wielu wad byli bardzo przydatni.

- A co z moimi towarzyszami? - zapytał mnicha. - Nie trafiłem do więzienia sam, więc czemu mam z niego samotnie wychodzić?
 
__________________
Nic nie zostanie zapomniane,

Nic nie zostanie wybaczone.
Księga Żalu I,1

Ostatnio edytowane przez Kokesz : 09-12-2007 o 13:22.
Kokesz jest offline  
Stary 09-12-2007, 13:20   #5
 
Umbriel's Avatar
 
Reputacja: 164 Umbriel ma w sobie cośUmbriel ma w sobie cośUmbriel ma w sobie cośUmbriel ma w sobie cośUmbriel ma w sobie cośUmbriel ma w sobie cośUmbriel ma w sobie cośUmbriel ma w sobie cośUmbriel ma w sobie cośUmbriel ma w sobie cośUmbriel ma w sobie coś
Barry’ego obudziło zgrzytnięcie klucza do jego celi. Podniósł się z jękiem, mrużąc półprzytomne oczy. Zalała go światłość.
„ To śmierć? Nie, coś za ładnie. To niebiosa?” – zastanawiał się gorączkowo. Tępy ból w głowie uświadomił mu okrutną prawdę – „Nie, to kac! Szlag, czymże ja zawiniłem, że mnie wciąż trzyma!” Jęknął ponownie, widząc strażnika z pałką. „Teraz zawiodą mnie na śmierć” – pomyślał przerażony. „Chyba nie będą tacy okrutni i spełnią ostatnią prośbę…” – nadzieja zalśniła w jego głowie, na chwile przytłumiając dojmujący ból
- Panie strażniku… Alkoholu… - rzekł błagalnie.
Widząc pałkę przypomniały mu się dawne lata rozbojów, w dawnych młodzieńczych latach. Gdyby tylko udało mu się wyrwać ją temu klawiszowi, zacząłby nowe życie…
Barry wstał pewien, że to jego ostatnia droga. Miał ciemne, kędzierzawe włosy, które, rzadko myte, często tworzyły kołtuny. Posiadał także bujną brodę, zazwyczaj równie niechlujną, zaświadczającą o jego jadle sprzed co najmniej tygodnia. Był krępym i barczystym mężczyzną, sprawiającym wrażenie „potężnego”. Nad ciemnymi, błyszczącymi i niewielkimi oczami znajdowały się krzaczaste brwi, nad nimi zaś było niskie czoło. Miał także szeroki nos, zaczerwieniony na czubku i mocno zarysowaną szczękę. Zbiór wszystkich elementów jego wyglądu sprawiał, iż przypominał nieco krasnoluda. Dodatkowo jego znoszona odzież śmierdziała niemożebnie, niemal sztywna od brudu. Poganiany szturchnięciami i uderzeniami, w końcu wybuchnął:
- Odpieprz się pan!
Gorączkowo myślał nad planem ucieczki. Zmrużył oczy próbując doliczyć się ilości strażników, nim wyjdą na plac egzekucji. Niestety widział wciąż dość mętnie, tępo wpatrując się w prowadzącego ich klawisza.
„Cholera, mają przewagę liczebną!”
Gdy wyszli na placyk, Barry poddał się, roniąc łzę nad swym okrutnym losem. Chwilę później nastąpiła ciemność.
Obudził go jeszcze mocniejszy ból głowy i dziwne dźwięki.
„Ile razy można dziennie umierać?! Teraz jestem już na pewno w piekle…”
Niebawem doszło do niego jednak, że czuje i oddycha, a jego serce wciąż biję. Uradowała go ta myśl, nie wiedział jednak, czy nie wpadł przypadkiem w jeszcze większe tarapaty.
Wstał ponownie, drapiąc się po tłustej czuprynie i przyglądając innym ludziom w tym pomieszczeniu. Nie trudno było mu wywnioskować, że to też zbrodniarze.
„Co za twarze, niemal widzę piętno przestępstwa… A wśród nich tak niewinna owieczka jak ja. Człowiek trochę wypije, a potem pakują go w takie okrutne środowisko!” – myślał z żalem, mieszającym się z wrodzoną ironią i chwilowym brakiem umiejętności trzeźwego oceniania sytuacji.
Wysłuchał mnicha, marszcząc brwi, jakby silnie nad czymś myślał.
„Cholerni kapłani – tacy sami zbóje jak cała reszta, tylko działający w rękawiczkach!”
Niezbyt podobała mu się perspektywa zdania na łaskę tych dekadenckich bogaczy, mamiących naiwnych ludzi. Jednakże gdy usłyszał o wolności i pieniądzach, wszystkie wątpliwości rozwiały się, niczym niewielka mgiełka.
- A wiadomo chociaż, czy cholernik mógł kupić trutkę w mieście? I czemu właściwie to robił? Miał on jakichś wrogów?
 
__________________
13 wydział NYPD
Pijaczek Barry
"Omnia mea mecum porto"
Umbriel jest offline  
Stary 09-12-2007, 15:55   #6
 
Cedryk's Avatar
 
Reputacja: 5009 Cedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputację
Przytomność przychodziła z trudem po chwili młodzieniec ockną się w bardzo nieprzyjemnym miejscu, śmierdzącym lochu. Dawno już minęły czasy, gdy Cohen upijał się do nieprzytomności. Głowa łupała mu, gdy próbował sobie przypomnieć, co działo się wcześniej. No tak zwykła, karczmienna bójka, w którą został wmieszany przez przypadek. „Długo tu nie posiedzę”.
Po chwili zjawił się strażnik, który wyciągnął go z celi wraz z jeszcze kilkoma osobami. Zostali wyprowadzeni na podwórzec gdzie, Cohen ujrzał dziwną scenę zanim po raz kolejny tego wieczoru został ogłuszony.

Ponownie ocknął się w jakiejś komnacie rozejrzał się po towarzyszach siedmiu osobach, z którym został chyba zabrany z wiezienia niektórzy wyglądali tak jak on, iż trafili przez przypadek. Twarze niektórych od razu przywodziły na myśl złodziejski pomiot. Stojąc w oknie spojrzał na wyraźnie klasztorny dziedziniec. Promienie słońca wpadające przez okno do komnaty oświetliły jego krótkie brązowe włosy przypominają ptasie gniazdo, od razu widać było, iż dopiero po porządnym zmoczeniu można je jako tako ułożyć. Twarz młodzieńca, chociaż wyschnięta i spękana od zimna i wiatru, wciąż zachowała młodzieńcze rysy, raczej przyjemna dla oka. Nos, mimo iż prawidłowo zrośnięty nosił ślad dawnego złamania. Na wąskich ustach, pojawił się nikły, jakby trochę cyniczny uśmiech. Gęstą linię ciemnych brwi nad prawym okiem rozdzielała jest wyraźna blizna. W jego ciemno-brązowych, trochę zapadniętych oczach widać odbicie dawnych zmartwień i smutków. Patrząc w nie uważny obserwator czuje się jakby patrzyło się w głąb studni, ich spojrzenie wydaje się być obojętne. Wzrok wojownika szybko przesuwał się po osobach zebranych w sali.

Widok mnicha nie zaskoczył Cohena. Spokojnie poczekał jak inni zadadzą swoje w tym czasie myślał czy aby czegoś nie pominęli. W tym czasie obserwował przyszłych towarzyszy badając ich zachowanie, opierał się tyłkiem o wnękę okienna i całkiem mu się tak pół siedziało mając cała sale na widoku

- Widzę, iż chyba trafiłem tu przez przypadek i tak mieli mnie wypuścić za bójki są krótkie odsiadki zwłaszcza teraz, kiedy każdy wojownik jest na wagę złota. Ale posłucham, co też bracie masz nam do zaoferowania. Bo piętnaście koron to na zadatek wystarczy. Również ciekawy jestem co wiecie o tym osobniku i o tej truciźnie.
 
__________________
Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę.
Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem.
gg 643974 Zło kroczy ulicami. Coś się psuje. *** Warsztaty - Życie.
Cedryk vel Dumaeg czasami z dopiskiem 1975
Cedryk jest offline  
Stary 09-12-2007, 16:14   #7
Banned
 
Reputacja: 0 Revan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znany
Mężczyzna, który dotychczas nie przedstawił się jeszcze reszcie grupy, z którą miał przyjemność spędzić kilka ostatnich nocy, stał spokojnie oparty o ścianę. Przyglądał się spokojnie małemu placykowi na zewnątrz przez okratowane okno. Przeklinał w duchu zdarzenie dzisiejszej nocy. Gdyby się tak nie opierał, z pewnością zostałby mniej poobijany. Rozmasował bolące czoło. Na rękach i plecach czuł bolące miejsca, widać, nie oszczędzali kopniaków. Żałował także, że to byli ci sami strażnicy, co złapali go w miasteczku. Też się opierał, a klawisz z lagą miał okazję wyładować na nim swoją frustrację, wszakże zostawił mu bliznę na głowie na całe życie.

Blizna była jednak nieporównywalnie mniejsza od tej, którą posiadał mężczyzna. Zaczynała się nad prawą brwią, przechodziła przez policzek aż do szczęki po tej samej stronie. Musiał przejść wiele, z pewnością stoczył niejedną bójkę na gościńcu, albo też poharatał go wyjątkowo silny stwór. Mógł też zwyczajnie wejść na widły, ale nie wyglądał na zwykłego chłopa. Przeczytał temu jego postura, pod kaftanem rysowały się całkiem potężne mięśnie. Mógł wyglądać na zwykłego rębajłę, ale przeczyła temu jego blada twarz, na którą padało światło. Dokładniej oczy, barwy zimnej stali. Z pewnością musiał się szlachetnie urodzić, jednak dziw bierze, co szlachcic mógł robić w więzieniu.

Mężczyzna podrapał się po kilkudniowym zaroście, wciąż pamiętał o ten bójce, przy obrocie na jego twarzy pojawił się grymas bólu. Wciąż stał oparty o ścianę. Spokojnym wzrokiem odprowadzał wchodzącego mnicha. Więc jesteśmy w zakonie, pomyślał. Mnich zaczął coś mówić, wyjaśniał ich sytuację, po chwili rzucił każdemu mieszek. Podniósł bez zbędnego ociągania się, zajrzał do środka. Marne piętnaście koron, z pewnością a tą cenę odzyska swojego konia. Ogarnął swoje długie, czarne włosy. Wątpił, czy w ogóle go odzyska, wątpił też w swój ekwipunek. Zero godności dla szlachcica, pech. Sam po części jest sobie winien, mógł nie przyjmować wyzwania z tym gburem. Mógł wywęszyć zasadzkę, jednak nie miał nic do roboty. Człowiek bez pracy to żaden człowiek.

Po chwili jednak mnich zapewnił, że jego ekwipunek leży w jakimś magazynie nietknięty. Dobre i to, jednak wciąż chciał odzyskać swoją klacz, już od wiosny świetnie się spisywała. Zapytał, nie wytrzymał.
- Co z moim… naszymi końmi? Czy też otrzymamy za nie rekompensatę, jeżeli spotkał je przykry los, czy mamy sobie poszukać nowych? – odparł swoim zimnym, szorstkim tonem, przywodzącym na myśl dziki, chłodny wiatr wiejący pośród grobów i kurhanów. Patrzył prosto w oczy mnicha.
 
Revan jest offline  
Stary 09-12-2007, 16:53   #8
 
MrYasiuPL's Avatar
 
Reputacja: 55 MrYasiuPL jest na bardzo dobrej drodzeMrYasiuPL jest na bardzo dobrej drodzeMrYasiuPL jest na bardzo dobrej drodzeMrYasiuPL jest na bardzo dobrej drodzeMrYasiuPL jest na bardzo dobrej drodzeMrYasiuPL jest na bardzo dobrej drodzeMrYasiuPL jest na bardzo dobrej drodzeMrYasiuPL jest na bardzo dobrej drodzeMrYasiuPL jest na bardzo dobrej drodzeMrYasiuPL jest na bardzo dobrej drodzeMrYasiuPL jest na bardzo dobrej drodze
Na podłodze leżał młodzieniec. Mógł mieć najwyżej 20 lat a zapewne mniej. Jego czarne włosy nieco przysłaniały twarz lecz piwne oczy było widać. Gdy się podniósł dało się zobaczyć iż jest on szczupły i wysoki. Miał ładną twarz przeoraną jednak szponami jakiegoś zwierza pod okiem. Niewielu mogło by się domyśleć, że jest to blizna po broni chaosu.

Zgrzyt klucza. W Justicarze obudziło to pewne wspomnienia. Zobaczył strażnika. Spojrzał na niego z nienawiścią. „Cholera! Po co pchałem się do wojska? Tyle zmarnowanego czasu a teraz zapewne śmierć…”. Mieli na dodatek pałki. Nie podobało mu się to. Być może mieli ich zabić na miejscu? Wyszli z pomieszczenia i skierowali się do wozu. Tak jak przypuszczał. Zaczęli ich uderzać. Miał już próbować ucieczki. Niestety. Zemdlał.

Obudził się słysząc dzwon. Żył! Radość opuściła go niemal natychmiast. Pewnie czas na tortury? Z za rogu wyszedł jakiś mnich. Było lepiej niż myślał. Msza w intencji skazańców. Po słowach duchownego wybałuszył oczy. Nie myślał, że ma szansę przeżycia. Uśmiechnął się półgębkiem. „I niby nie mam szczęścia.”

-Zgodzę się z chęcią kapłanie ale mam pewien problem. Czy dało by się wyciągnąć mój oddział z tamtych śmierdzących lochów? Jesteśmy niewinni… ale kto by w to wierzył. To co? A może da się wyciągnąć chociaż jedną osobę? W każdym razie dziękuję za to że nie zniszczyliście mojego ekwipunku. Zaraz… chyba nie zostawicie mi pustej flaszki?!
Poruszył się niespokojnie przyglądając mnichowi.
-A tak w ogóle to mam na imię Justicar.
 
MrYasiuPL jest offline  
Stary 09-12-2007, 18:13   #9
 
John5's Avatar
 
Reputacja: 685 John5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwu
Mnich westchnął głośno, wyglądało na to się, że tak szybko z wami się nie upora. Przez moment milczał aby ułożyć sobie w głowie odpowiedzi, po czym odrzekł.

- Zaczynając od początku. 15 koron to tak jak mówiłem jedynie zadatek, resztę otrzymacie po wykonaniu zadania a to jest jedynie 4 część całej zapłaty, to oraz uniewinnienie was będzie nagrodą. Co do słowa morderca to muszę ci drogi panie przyznać rację, że dość niefortunnie dobrałem słowa, opat nadal żyje choć jeśli wam się nie powiedzie to nie zabawi długo na tym świecie. A sam klasztor rzecz jasna podlega Ulrykowi, Panu Zimy.-

Przerwawszy na moment na zaczerpnięcie tchu i zastanowienie się co jeszcze powiedzieć mnich kontynuował.

-Sama trucizna jest dość specyficzna, jej efekty można zauważyć dopiero po około 10 dniach, po tym czasie następuje powolna i bolesna śmierć trwająca dwa kolejne dni. Jest bezbarwna i bezwonna ale dość prosto ją wykryć o ile zna się objawy, które wywołuje w kilka godzin po tym jak znajdzie się w ciele ofiary. A mianowicie chodzi o wysoką gorączkę, majaki i wymioty, które mijają szybko i nagle, nie pozostawiając wątpliwości czy jest to choroba. Co w niej najciekawsze nie może być przechowywana dłużej niż przez 5 dni, potem staje się nieszkodliwa, tak więc skrytobójca musiał mieć z czego ją przygotować. Nasz opat, rozpoznał truciznę dzięki temu, że niegdyś, dzięki nich będą Ulrykowi interesował się alchemią. Jak się okazało trucizna była w rybie, którą podano mu na obiad. Jak truciciel dostał się do środka nie potrafię wytłumaczyć, żaden z braci nie donosił mi o jakimkolwiek obcym na obszarze klasztoru dlatego też powiedziałem, że nic o tej osobie nie wiemy. Tak jak mówiłem musicie znaleźć nie tylko sprawcę ale i rośliny, z których przygotował truciznę. Łodygi są smoliście czarne ale po przełamaniu ujrzycie, że środku są krwistoczerwone i puste. I są one niezbędne by uzyskać antidotum.-

Dotychczas mnich nie mówił do żadnego z was, jego odpowiedzi były skierowane do was wszystkich, teraz jednak zwrócił się tylko do człowieka, który nazywał się Justicarem oraz do starszego mężczyzny mówiącego z dziwnym akcentem.

-Doprawdy nie wiem o kim mówicie. W tutejszym więzieniu są zaledwie 4 cele mieszczące łącznie nie więcej niż 10 osób. A wczorajszej nocy jedynymi więźniami była wasza siódemka. Nie mam pojęcia co mogło stać się z waszymi kompanami. O to, i o wasze wierzchowce musicie zwrócić się do kapitana straży, on powinien wiedzieć co się z nimi stało. Jeśli popełniliście poważny czyn możliwe jest nawet, że zostały sprzedane, by zapłacić za szkody przez was wyrządzone.-
 
__________________
Jeśli masz zamiar wznieść miecz, upewnij się, że czynisz to w słusznej sprawie.
Armia Republiki Rzymskiej
John5 jest offline  
Stary 09-12-2007, 22:13   #10
 
Ostrze's Avatar
 
Reputacja: 15 Ostrze nie jest za bardzo znanyOstrze nie jest za bardzo znanyOstrze nie jest za bardzo znanyOstrze nie jest za bardzo znanyOstrze nie jest za bardzo znany
Raziel podszedł do okna i rozglądał się po klasztornym dziedzińcu bez żadnych oznak zainteresowania.Robił to tylko myśląc nad pytaniem, które teraz mógłby zadac.

A więc kiedy idziemy po nasze rzeczy i znaleźc tego człowieka?-zapytał, przywiązując zakiewkę do pasa.Gdy odgarnął włosy można było zobaczy, iż ma on kilka blizn na twarzy, a jego oczy są koloru niebieskiego.

Rozejrzał się po nowych towarzyszach i czekał, aż ktoś coś powie. Miał nadzieję, że ktoś będzie miał tą samą chęc co on...znaleźc tego człowieka i otrzyma nagrodę. Może po tym zadaniu zacznie życie normalnego człowieka.
 
Ostrze jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 20:56.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166