Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Fantasy Czekają na Ciebie setki zrodzonych w wyobraźni światów. Czy magią, czy też mieczem władasz - nie wahaj się. Wkrocz na ścieżkę przygody, którą przed Tobą podążyły setki bohaterów. I baw się dobrze w Krainie Współczesnej Baśni.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 01-07-2020, 17:22   #1
 
Anonim's Avatar
 
Reputacja: 8703 Anonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputację
Thumbs up [Podróż za jeden uśmiech] Gdybyś tylko wiedział

Informacja ogólna:
  1. Witajcie w pierwszej części kampanii „Podróż za jeden uśmiech” rozgrywanej w systemie GURPS zatytułowanej „Gdybyś tylko wiedział.” Zgodnie z zapowiedzią z tematu rekrutacji niniejsza gra będzie prowadzona powolnym (jak na mnie) tempem z możliwością światotworzenia przez graczy. Z uwagi na tempo mile widziane dłuższe wypowiedzi, choć oczywiście w przypadku dialogu polecam pisanie krótkich wypowiedzi. Gra ma przede wszystkim służyć nam w zabawie.
  2. Sposób pisania wiadomości standardowy w moich grach, czyli: zwyczajnie piszemy akcje i myśli postaci (myśli mogą być w cudzysłowie), słowa wypowiadane piszemy kursywą (w tej grze gracze będą mogli odgrywać niektórych BN - będą oni wskazani wraz z zakresem ich wiedzy), a ewentualne drobne komentarze i zwrócenie uwagi innych graczy na zwracanie się do ich postaci pogrubieniem. Odmiennie niż w moich standardowych sesjach tutaj polecam czytać wszystko.
  3. Z uwagi na specjalny tryb gry wiedza was jako graczy i waszych postaci może dość mocno rozmijać się. Jako gracze będziecie wiedzieć o wiele więcej. Mam nadzieję, że nie będziecie mieli z tym problemów. Poza tym wasze postacie nie będą miały pojęcia, że kontrolujecie niektórych BN i światotworzycie. Proponuję, abyście komentarze umieszczali na początku wypowiedzi w grze i rozdzielać je od deklaracji graczy. Podobnie jak ja piszę odpisy przed akapitem komentarza napiszcie „Komentarz: ” - jak nie przyjmie się to będziemy pisać w temacie komentarzy, który też założę.
  4. Dodatkowo na końcu każdego odpisu będą pojawiać się informacje pomocne przy światotworzeniu. Z jednej strony sesja dzięki temu będzie ubarwiona, a z drugiej - przynajmniej w moim zamierzeniu - zachowamy porządek i zarys fabularny.
  5. Postacie rudaad (Karolina Liwa) i archiwumx (Krystyna Wielicka) istnieją i być może dołączą do kampanii w dalszym terminie. Skontaktuję się z nimi w przypadku potrzeby uzupełnienia (lub powiększenia) składu i jeżeli chcieliby to mają pierwszeństwo. Karolina i Krystyna nie wypadły z Ostatecznej Drogi za Filipem Siano, a ich los będzie zawieszony do czasu wejścia tych graczy do gry.

Prolog:
- Gdybyś tylko wiedział. - Filip Siano usłyszał głos swojej matki, gdy wokół niego zaczęły pojawiać się wyładowania energii. Trzaski i błyski otoczyły go, a następnie wystrzeliły we wszystkie kierunki różnokolorowymi pseudo-błyskawicami. Część z nich uderzyła w trójkę jego pomagierów, ale wcześniejsze środki zapobiegawcze obroniły ich przed wciągnięciu w wir dalszych wydarzeń. Filip zobaczył wyginającą się czasoprzestrzeń i formujący się przy tym horyzont zdarzeń. „To jest to!” - pomyślał przypominając sobie w jaki sposób dostał się na ten świat. Horyzont rozszerzył się i buchnął z niego lodowaty wiatr. Filip wskoczył do środka uważając siebie za jedynego podróżnika - dokonał poświęcenia swojego życia w tym świacie, aby móc ponownie zaistnieć w miejscu swego pochodzenia. Według planu po tym akcie horyzont powinien zamknąć się za nim, ale stało się coś innego.
Los zakpił z Filipa przyprowadzając do cukierni znajdującej się bezpośrednio pod jego mieszkaniem - pod miejscem przeprowadzania rytuału - kobietę, która niedawno miała do czynienia z innym światem. Wchłonąwszy materię z zapomnianych czasów ku swojej niewiedzy stała się wzmacniaczem energii magicznej. Światło o milionie kolorów, których w znacznej mierze ludzkie oko nie mogło nawet uchwycić, uderzyły w nią. Doszło do sprzężenia zwrotnego. Horyzont zdarzeń zamiast zniknąć po poświęceniu Filipa stał się większy zabierając ze sobą wszystko sprzęty z mieszkania. To wciąż było za mało, żeby zakończyć rytuał. Błyskawico-podobne wiązki protonów i elektronów związanych ze sobą w szalonym, chaotycznym i atomowym tańcu podążyły niczym wygłodniałe psy za kolejnymi ofiarami. Trafieni przez nie ludzie stali się pokarmem dla drapieżnego kosmosu. Pożarci przez ostre zęby przestrzeni, czasu i nienazwanych wymiarów dryfowali w bezmiarze nieskończoności, a ich umysły doznawały na przemian olśnień geniuszu i mroków szaleństwa. W oderwaniu od logiki ich pamięć nie mogła funkcjonować, a zmysły przestały cokolwiek rejestrować.

Wszyscy:
Odczuliście jakby minął zaledwie ułamek sekundy. Jakby nagle światło zgasło, zrobiło się rześko, a podłoga stała się śliska niczym lód. Przez moment przebywaliście w ciemnościach i nie ruszyliście się jakby w oczekiwaniu na odzyskanie wzroku. Jakoś przed wami odezwał się znany wam Filip Siano. Miał bardzo spokojny głos. Najpierw mówił coś w języku, którego nie rozumieliście. Po chwili jego głos płynnie przeszedł w język polski, ale z dziwnym efektem jakby echa. Jak w telewizji, gdy poza głosem lektora słychać głosy aktorów. W tym przypadku głos lektora i aktora był ten sam i należał do Filipa Siano. Po chwili i ten efekt ustąpił, a wasz znajomy mówił po prostu po polsku.
- Spokojnie. Wszystko będzie dobrze, ale musicie zachować spokój. Doszło do wypadku i zostaliście pociągnięci za mną na Ostateczną Drogę. Pomogę wam wrócić, gdy dotrzemy do celu, ale musicie... - przerwał nagle. Mimo wszystko nie byliście spokojni. Pojawił się w was strach, który zaczął powoli was pochłaniać. Siano odezwał się jeszcze raz jakby zobaczył coś w tych kompletnych ciemnościach.
- Uciekajcie! Nie dajcie się pochłonąć przez strach! - Siano był gdzieś przed wami. Słychać było jego kroki na lodzie. W tych ciemnościach ciężko było nawigować w związku z czym wszyscy rzucili się w stronę, z której wydawało im się, że słyszą Siano. Ciężko było utrzymać równowagę na lodzie, ale najlepiej radziła sobie tancerka. Niestety wpadła na przeszkodę i przewróciła się. Aleksander Sowa poczuł jak ktoś uderzył w jego wózek i pchnął go do przodu. Chwilę później wszyscy usłyszeli krzyk upadającej kobiety, ale tylko Sowa dokładnie wiedział do kogo on należał: do Karoliny. Nie mógł jej pomóc. Nawet jakby chciał to nie mógł zatrzymać się.

I stało się światło. Granica była ostra i niewidoczna z ciemności, w której wcześniej przebywaliście. Wypadliście w powietrzu, ale nie było widać właściwie z czego. Tak jakbyście pojawili się znikąd. Siła rozpędu ucieczki po lodzie zadziałała i w tych nowych okolicznościach. Nie było czasu na rozglądanie się, a poza tym wciąż byliście oślepieni przekroczeniem granicy. Wzrok powoli odzyskiwaliście, ale było już za późno. Uderzyliście w wielkie, liściaste drzewo i wśród trzasków łamanych gałęzi spadaliście w dół, aż koziołkując kilkoro z was spadło do jeziora. Niektórzy skończyli swoją podróż na gałęziach.

Wszystko działo się bardzo szybko. Pchani jedynie siłą woli Bartosz i Daniel uratowali się z wody i wydrapali na błotnisty brzeg poprzecinany wystającymi korzeniami wielkich drzew aktualnie górujących nad ich głowami. Byli brudni, zmęczeni i potłuczeni. Spojrzeli w górę i zobaczyli wiszącego na gałęzi Mirasa w zbroi jakby urwał się z planu zdjęciowego do Pana Wołodyjowskiego, czy innego Ogniem i Mieczem. Najwyraźniej żelastwo, które miał na sobie obroniło go przed przebiciem, ale i doprowadziło do iście niebezpiecznej sytuacji. Nawet z jego wzrostem upadek do jeziora realnie groził utonięciem mając na względzie jego zbroję.

Miras spojrzał w górę i zobaczył coś co i znajdujący się na brzegu również dostrzegli po chwili. Jakaś kobieta miała mniej szczęścia niż oni. Dla niej nie skończyło się na siniakach i zadrapaniach. Jej bezgłowe truchło wisiało na jednej z gałęzi przebite w okolicach brzucha. Głowy nigdzie nie było widać, ale ubranie świadczyło, że została porwana jak i wy. Kolejne zwłoki trójka zaobserwowała na jeziorze. Tym razem był to mężczyzna w krótkich spodenkach i żółtej koszulce, którego ciało unosiło się na wodzie.

Jezioro miało kształt przypominający owal. Wydawało się jakby jęzor wody stosunkowo niedawno wdarł się w stronę drzew i wytworzył zatoczkę, do której wcześniej Bartosz i Daniel wpadli. Sama zatoczka była aż nadnaturalnie głęboka. Po dwóch, trzech metrach od brzegu znajdowała się granica wielkiej dziury. Niedługo dalej zatoczka kończyła się i rozpoczynała się dalsza część jeziora o kształcie przypominającym owal, a długim na jakieś dwa kilometry i szerokim na kilometr. W oddali - właśnie wspomniane dwa kilometry - majaczyła drewniana osada. Niektóre drewniane domki były dwupiętrowe, ale dominowała zabudowa drewniana. Z resztą może to na wyrost powiedziane - chodziło o kilka położonych obok siebie drewnianych domostw.

Wtem spod wody wynurzyły się dwie postacie: Aleksander Sowa i Filip Siano. Siano pomagał Sowie dopłynąć do brzegu, gdy z nieba spadła szabla uderzając pierwszego z nich prosto w twarz. Wzrok Bartosza i Daniela powędrował na Mirasa - to była jego szabla i choć wcześniej podejrzewali, że to jakaś replika to okazała się być ostra jak brzytwa. Filip i Aleks momentalnie zanurzyli się pod wodę, a po chwili wypłynęli. Siano był nieprzytomny i tym razem to Aleks ciągnął go do brzegu - z resztą pozostali już wówczas ocknęli się z szoku i pomogli.

Filip Siano wyglądał inaczej. Okazało się, że naturalnym kolorem jego skóry była szarość. Początkowo trójka zebranych przy nim osób podejrzewała, że to brud, ale woda nie zmywała tego koloru. Poza tym jego krew nie wyglądała naturalnie. Była czerwonawym, bezwonnym płynem podobnym w konsystencji do oleju. Jego przecięte oko ujawniało dodatkową błonę, a policzek był niepokojąco cienki. Nie trzeba było specjalisty od anatomii, żeby uznać go za jakiegoś mutanta. Wtem Siano otworzył zdrowe oko i odezwał się spokojnym głosem:
- Nie jestem mutantem.

Informacja światotworzeniowa (Aleksander Sowa):
Aleksander Sowa odzyskał czucie w nogach i może nimi poruszać. Słabe mięśnie sprawiają, że nie może samodzielnie chodzić (nawet z kulami byłoby bardzo ciężko mu ustać), ale z punktu widzenia współczesnej medycyny to cud. Niekoniecznie sobie to jeszcze uświadomił. Aktualnie leży wyczerpany na wybrzeżu i ma w zasięgu wzroku wiszącego na drzewie Mirasa, zwłoki kobiety zawieszone wśród wyższych konarów drzewa, a obok niego leży ciężko ranny Siano.

Informacje światotworzeniowe:
  1. Filip Siano jest telepatą. Słyszy wasze myśli, nie będzie tego ukrywał i na głos odpowie na wszystkie wasze pytania (wypowiedziane lub pomyślane) o ile będzie wiedział. Czuje, że umiera, ale ma nadzieję na pomoc medyczną z waszej strony. Jest zbyt słaby, żeby zdominować waszą wolę, dlatego liczy na wasze miłosierdzie. Jego rana głowy wygląda paskudnie, dodatkowo ma zwichniętą nogę w kostce (czego sam jeszcze nie czuje).
  2. W przypadku, gdyby ktoś chciał spróbować krew Filipa Siano - efekt pojawi się w kolejnym odpisie.
  3. W tej kolejce możecie wprowadzić do gry dziecko porwane z waszego świata. Znajdowałoby się bardzo wysoko nad ziemią - dużo wyżej niż Miras i znajdujące się nad nim zwłoki. Jeżeli ktoś z was wprowadzi tą postać to niech to dziecko opisze. Będzie krzyczało o pomoc po akcji nurkowania po ekwipunek, ale jeżeli nikt nie przedstawi sensownego planu ratunku to dziecko spadnie i prawdopodobnie zabije się (będzie rzut kościami).
  4. Jak tylko będę miał czas to będę na bieżąco odpowiadał na pojawiające się pytania do Siano. Dodatkowo jak tylko pojawią się pomysły i ich realizacja jak ściągnąć z drzewa Mirasa to będzie rozstrzygnięcie tych akcji. Scenę zakończymy za około tydzień, więc dobrze byłoby jakbyście do tego momentu podjęli decyzję gdzie dalej zmierzać.
  5. Sporo z waszego ekwipunku wpadło w nadnaturalną toń zatoczki znajdującej się przy drzewie. Napiszcie trzy rzeczy - oprócz waszego ubioru - które koniecznie chcecie zachować. Niestety wózek Aleksandra i szabla Mirasa z przyczyn fabularnych już wpadły do jeziora. Możecie próbować nurkowania w zatoce i odzyskania dodatkowych rzeczy. Będzie to zadanie dość trudne - najłatwiej (ale wciąż niełatwo) można odzyskać szablę Mirasa.
  6. Las wokół was jest mieszany z przewagą drzew liściastych. Klimat jest umiarkowany, po temperaturze i stanie roślinności można wywnioskować, że jest lato. Chmur niemalże nie ma (jak w centralnym Mazowszu 1 lipca). Wszystko wygląda tak jakbyście zostali przeniesieni nad jakieś jezioro w Polsce. Zwierząt w pobliżu nie ma - jeśli jednak chcielibyście to coś może pokazać się. Nic co świadczyłoby, że jesteście poza granicami Polski.
  7. Jakby to do czegoś wam się przydało możecie światotworzyć meble z mieszkania Filipa Siano. Nic nadzwyczajnego, ale mogą być porozrzucane w obrębie kilkudziesięciu metrów - coś nawet może pływać na powierzchni jeziora.
 

Ostatnio edytowane przez Anonim : 01-07-2020 o 17:53.
Anonim jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02-07-2020, 12:32   #2
 
Stalowy's Avatar
 
Reputacja: 37315 Stalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputację
Trzask. Trzask. Trzask.
Góra, lewa, prawa, góra, lewa, prawa, dół.

Szable trzaskały o siebie z każdym wyprowadzonym ciosem. Mirosław i Alfred okładali się ostrzami powodując u postronnych westchnienia zachwytu i grozy. Utrzymywali ustalony rytm i na umówione znaki dokładali wypady, młyńce i zwarcia. Alfred wyprowadził fintę, a Mirek cofnął się o krótki krok próbując wybronić się przed chytrą zagrywką. Przeciwnik zdołał obejść jego gardę i przejechał końcem szabli po napierśniku zgrzytając donośnie. Mirek cofnął się pospiesznie, przykląkł i uniósł dłoń.

- Dość, dość waść. Gdyby nie ta eleganka zbroyia bym z kiszkami w dłoniach latał. Rację przyznaję. Na waśni zagodzenie trunek dzisiaj na mój koszt. - rzekł Mirek i teatralnym głośnym szeptem zwrócił się do biesiadników - Gospodarze, poratujcie szybko butelką bo on gotów się rozmyślić!

Goście roześmiali się serdecznie, a gospodarz imprezy - elegacki, sympatyczny brodacz sięgnął pod stół i wziął nienapoczętą butelkę wina. Mirek podziękował prawie zamiatając czapką po podłodze. Z Albertem schowali szable, stanęli przed publiką i ukłonili się głęboko przy gromkiej owacji.

***

Zamknęli drzwi albertowego Citroena i zapięli pasy. Pora była wczesna. Chwilę siedzieli jak sparaliżowani.

- Sorry Mirek za ten cios po żebrach.

- Nic się nie stało. Ważne że nikt się nie skapnął.

- Może tylko gospodarz… jak się przyssałeś do tego kielicha to zrobił oczy jak spodki. Tak chlać przed wieczorem w dzień powszedni.

- To taka tam szlachecka fantazyja… swoją drogą całkiem miła atmosferka w tym pensjonacie. Nieduża imprezka, stylowa i jakoś nie widać było żadnych chamskich mord…


Alfred wzdrygnął się. Na ostatniej imprezie (weselu) na której robili pokaz z Cześkiem i Irkiem jakiś pijany wąsaty wujaszek zaczął pruć ryja o tym jakie z nich leszcze, bo oni to powinni jak średniowieczni rycerze się lać w zbrojach a mu śwagier powiedział że takie to żelastwo to stu kilo waży i tego typu pierdolety. Jakoś nikt z gosci nie znalazł odwagi by krzykacza uciszyć… póki ten nie rzucił butelką Mirasowi pod nogi w środku pokazu. Ciotunia zaczęła przepraszać, krewki wujaszek wrzeszczał coraz głośniej, a na prośbę menagera sali by awanturnika wyprowadzić zaraz doskoczyli kuzyni pana młodego - łyse karczki i zaczęli grozić Wpierdolem. Pan młody siedział na swoim miejscu śmiejąc się do rozpuku cholera wie z czego i waląc pięścią w stół. Panna młoda czerwona jak burak próbowała nie patrzeć na całą scenę. Może i by się rozeszło po kościach ale wujaszek zdzielił menagera w twarz. Obsługa już sięgała po telefony by nagrać sytuację i dzwonić na policję. Alfred, Mirek, Czesiek i Irek chcieli pozostać z boku ale któryś kark zaczął sapać do Irka. Irek, starszawy mechanik cholernik, nie wytrzymał i jebnął upierścienionym kułakiem weselnika w pysk łamiac mu nos i powalając go na glebę.

Policja zjawiła się po dziesięciu minutach.
Na szczęście nikt z obsługi nie nagrał tej piąchy od Irka, ale za to nagrali jak pijani goście weselni próbowali bić się z ich ekipą która z pomocą ochrony obiektu i kelnerów wyprowadzili menagera. To był pomysł Mirka by go ratować. Ostatecznie uratowało to ich kontrakt i reputację.

Siedzieli w milczeniu jeszcze chwilę. W końcu Alfred odpalił silnik.

- I pomyśleć że Czesiek się śmiał z tych twoich blach.

Mirek prychnął zirytowany. Wspomnienie chamów z ostatniego razu popsuło mu humor.

- Jedziemy się nażreć kebsami?

- Nie… sąsiad robi urodziny. Odpocznę i idę na ciasto z alko.


***

Miras zatrzasnął lekko drzwi samochodu i pożegnał Alfreda uniesioną dłonią. Plecak wypchany przydatnymi pierdołami które zawsze mogą się przydać acz z których rzadko korzystał wisiał mu na ramieniu. Od jakiegoś czasu podróżował na miejsce w stroju. Ludzie się gapili ale zwykle wzbudzał pozytywne emocje. Raz nawet widział w necie mema ze swoim wizerunkiem "Kiedy koń u weterynarza a spieszysz się na Elekcję".
Ruszył ku drzwiom wejściowym do kamienicy. Obok cukiernia wabiła zapachem wypieków i ciastami na wystawie. Od kiedy tu zamieszkał i był sam nie piekł ciast. Nie miał dla kogo. Może jak wróci do domu?
Od pół roku szukał pracy w rodzinnym mieście i nie mógł nic dorwać. W Warszawie nic prócz występów i szabelki go nie trzymało. Studia skończył. Pracę miał słabą. Nie potrafił się rozpychać łokciami by złapać awans lub lepszą pracę. Natomiast rodzice potrzebowali wsparcia. Nie narzekali ale Mirek wiedział że jego rodzeństwo po wylocie za granicę wsparcia żadnego nie zapewniało rodzicielom na skraju emerytury. Spadło to na barki najmłodszego syna - Mirka. Spłacenie kredytu na wymianę samochodu dla zagraniczniaków to by była betka - ale oni mieli "swoje ważne wydatki i plany". Jeżeli Mirek chociaż dołożyłby się do zakupów i czynszu to rodzicom byłoby dużo łatwiej.
Tylko ten cholerny covid… Jeb i do widzenia. Rynek pracy momentalnie zaczął się kurczyć. Trzeba się było cieszyć tym co się ma. Może znajdzie coś tam? Może wróci do swojego prawdziwego domu?
Może też znajdzie tam w końcu dziewczynę na dłużej niż parę miesięcy? W sprawach sercowych miał pecha. Zwykle jego związki kończyły się spokojnie acz było też parę bardzo przykrych zakończeń. Mirek z perspektywy czasu widział że to wszystko nie miało sensu - kończył albo jako pociągowy dla ślicznej panny, emocjonalny żywiciel dla depresantki lub kotwica rzeczywistości dla oderwanej od życia marzycielki.

Z niewesołymi myślami wszedł po schodach. Wrzuci tylko plecak do swojego mieszkania i….

***

Nie był przemęczony. Nie miewał też schiz, stanów lękowych, ani nawet koszmarów. Dlatego nagłe znalezienie się w jakimś dziwnym miejscu było wyjątkowo dezorientujące.
Dlatego posłuchał instynktu i głosu Siana. Pomknął przed siebie.

***

Miras spojrzał na wiszące wyżej ciało kobiety i przełknął ślinę. Upiorny widok tylko zmotywował go by czym prędzej wyrwać się z zagrożenia.
Wiedział że ręce mu szybko ścierpną, a potem po prostu się puści. I na chuj chudzielcu cieszyłeś się z tych paru kilo więcej w dupie i na bębnie, pomyślał. Pal licho tam ten napierśnik - gorzej było z ciuchami, które szybko by namokły i pociągnęły go na dno.
Podciąganie się nie wchodziło w grę - gałąź nie wyglądała dość solidnie. Trzeba się było spieszyć. Ostrożnie zaczął przesuwać dłoniami po gałęzi w kierunku pnia. Ta trzeszczała niemiłosiernie powodując u Staszica problemy z kontrolowaniem zwieraczy. Już i tak w trakcie tej całej teleportacji czy co to kurwa było czuł że lada moment popuści.
W końcu będąc dość blisko bujnął się i objął nogami pień. Po drzewach nie wspinał się od dziecka, ale jako tako jeszcze pamiętał jak to się robi. Jego ojciec mówił, że na wsi jedną z najlepszych zabaw było wspinanie się na czubek brzozy tak by ta zgięła się aż do ziemi.
Bardzo ostrożnie, praktycznie kurczowo trzymając się pnia Miras powoli zsuwał się ku ziemi. Kiedy w końcu cholewy jego butów dotknęły gruntu pospiesznie odsunął się od drzewa i brzegu i odetchnął z wielką ulgą.

- Kurwa twoya w te y nazad. - zarzucił niedawno przyswojonym przekleństwem - Co to było? Co to, kurwa, ma znaczyć?

Na ziemi leżał Siano. Wyglądał dziwnie. W koło porozrzucani byli sąsiedzi z kamienicy. Mirek rozejrzał się. Na brzegu leżały dwa przedmioty które rzuciły się mu w oczu. Jego apteczka oraz wielka pucha którą trzymał w plecaku a w której miał niezbędnik biwakowy. Nosił je w plecaku i ich nie wyjmował. Podszedł, zgarnął je i zaniósł do poszkodowanego. Rozpiął apteczkę, wyjął ze środka buteleczkę spirytusu, opatrunki, nożyczki oraz igły i nici.

Trochę tam się znał na pierwszej pomocy. Szybko obejrzał Siano. Miał dziwną krew. Wyglądał dziwnie. Czy spiryt mu nie zaszkodzi? Nie, raczej nie...

- Zaraz cię opatrzę.

Jak chyba wszyscy pracownicy czegokolwiek był przeszkolony z pierwszej pomocy. Z resztą, tego uczyli nawet w podstawówce o ile ktoś uważał, wyświetlało się na pejsbukach, reklamach i w chujach mujach. W jego korpo regularnie też były przypominajki jak opatrywać rany, a dowolna przychodnia mogła się poszczycić zawsze tablicami instruktarzowymi. Mirkowi tak naprawdę tylko raz się ta wiedza przydała... i zaskoczyła! Idąc raz ulicą w Radomiu zauważył człowieka w kałuży krwi. Przechodnie mijali go myśląc że pijany, jednak Mirek nie czuł od niego alko. Poprosił jakiegoś taksiarza o wezwanie pogotowia, a sam faceta opatrzył. Pogotowie stwierdziło, że facet dostał ataku padaczki i padł twarzą na chodnik, rozbijając sobie nos i rozorując twarz na nierównym chodniki. Teraz był w dokumentnie innej sytuacji, ale po oględzinach przemył i oczyścił ranę. Musiał zatamować u pływ krwi, na szczęście w apteczce miał i gazy i bandaże i opatrunki, a nawet igły do szycia.
 

Ostatnio edytowane przez Stalowy : 03-07-2020 o 20:02.
Stalowy jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02-07-2020, 12:53   #3
 
Kaworu's Avatar
 
Reputacja: 5922 Kaworu ma wspaniałą reputacjęKaworu ma wspaniałą reputacjęKaworu ma wspaniałą reputacjęKaworu ma wspaniałą reputacjęKaworu ma wspaniałą reputacjęKaworu ma wspaniałą reputacjęKaworu ma wspaniałą reputacjęKaworu ma wspaniałą reputacjęKaworu ma wspaniałą reputacjęKaworu ma wspaniałą reputacjęKaworu ma wspaniałą reputację
Bartosz nie spodziewał się tego, co miało dziś nastąpić. Kto by mógł?

Wziął miesięczny urlop z pracy – głownie dlatego, że i tak trzeba było go wykorzystać. Lubił pracę z komputerami i siedzenie x godzin przed ekranem 5 dni w tygodniu w żaden sposób go nie męczyło. Tak więc konieczność urlopu przyjął z pewną dożą smutku.

Troszkę pojeździł po Polsce – miał dobrego znajomego w Łodzi, odwiedził też Kraków, Poznań i Wrocław – ale ileż można jeździć z bagażami i zwiedzać duże miasta? W końcu wrócił do Warszawy.

Musiał sobie jakoś zagospodarować czas. Poza tym, że mógł dłużej pospać, postanowił zacząć programować swoją własną grę komputerową. Nic wielkiego, ot taki roguelike by zabić czas. Przynajmniej nie musiał się bać o grafikę komputerową i skupić na tym, co naprawdę lubił, czyli kodowaniu.

Praca szła mu tak sobie. Troszkę pisał kod źródłowy, głównie grał w to, co stworzył. Był póki co zadowolony z efektu, ale miał wrażenie, że musi pracować znacznie dłużej, by innym też się spodobało. Może było w tym trochę prawdy, a może po prostu był perfekcjonistą? Nie wiedział, takich rzeczy samemu się raczej nie dostrzega.

Zrobił sobie przerwę na herbatę o smaku owoców leśnych z cukrem i wafle ryżowe z masłem czekoladowym, gdy „to” się stało.

Nagle pociemniało (czyżby nagła burza? Zaćmienie Słońca? W aplikacji pogodowej nico tym nie było.), powietrze stało się rześkie jakby był na dworze, a podłoga stała się dziwnie śliska. Bartosz właśnie stał, wiedział, że jeśli się odwróci, przejdzie parę kroków i pomaca przed sobą, znajdzie włącznik światła w małej kuchni. Tak też zrobił. W miejscu, w którym powinien być guzik (i ściana) nie było niczego. Bartosz parł dalej, z każdym kolejnym krokiem mniej rozumiejąc, czemu ściany najwyraźniej nie ma. Kurcze, co tu się dzieje?

W międzyczasie pan Filip pojawił się i zaczął coś mówić. Po prawdzie Bartek, zafascynowany tajemnicą znikającej ściany (kuchni? Mieszkania?) nie był w stanie się skupić na jego słowach. Dopiero jego „uciekajcie” przedarło się do jego świadomości. Biegł przed siebie, za Filipem, z innymi ludźmi (skąd się wzięli?) ślizgając się po dziwnej nawierzchni (to na pewno nie była jego podłoga!). Biegł, jakaś kobieta krzyknęła, a on się bał, choć nie miał czasu, by pomyśleć nad tym, czego. Mieszanka szoku, strachu i niedowierzania zawładnęła nim w tamtym momencie.

Światło ucieszyło o tylko na moment. Spadał w dół, przez gałęzie drzew (wszystko działo się tak szybko, że nie miał czasu pomyśleć nad tym, skąd się wzięły) i wylądował w jeziorze. Zimna, mokra woda otoczyła go zewsząd. Na szczęście złapał haust powietrza i zaczął panicznie machać rękami, by dopłynąć do góry (myślał, że kierunek, w którym podąża, jest górą, w każdym razie). W końcu jego głowa wychyliła się z tafli jeziora, a on brał łapczywe łyki powietrza – bardziej z paniki niż rzeczywistej potrzeby, bał się bardzo, że się utopi.

Gdy dotarł na brzeg, miał czas, by się zastanowić nad tym, co się dzieje. Jeden z jego sąsiadów wisiał, cały w zbroi, na drzewie – co w sumie było dobrą okolicznością, gdyby upadł, mógłby się utopić – inny stracił swój wózek. Byli… gdzieś. Jezioro. Drzewa. Skąd się tu wzięli? I… jeśli spadali, to znaczy, że ten „lód” (bądź czymkolwiek on był, nie miał możliwości, by mu się przyjrzeć) był gdzieś wyżej, tak? Więc… do cholery, gdzie byli i jak tu trafili?! W Warszawie nie było miejsca, które by odpowiadało temu opisowi. Lasek i jeziorko można było jeszcze jakoś umieścić, ale lodową i ciemną przepaść? Czyżby była czymś przykryta od góry i przez to nie dopuszczała Słońca? Ale czemu? Żeby był lód? Dla łyżwiarzy zapewne?

Potrząsnął głową. Im więcej o tym myślał, tym bardziej zagubiony się czuł.

Rozejrzał się po swoich towarzyszach, skupiając na nich myśli. Jeden stracony wózek, jedna osoba na drzewie (na szczęście zaczęła jakoś schodzić z niego i nim Bartek siezorietnował, już była na dole), jeden cios szablą z nieba, pan Filip w nienajlepszym stanie… gdziekolwiek był i cokolwiek się działo, powinien jakoś im pomóc.

- Panie Filipie…- zaczął, przeglądając swoją kieszeń. Scyzoryk, portfel, smartfon w drugiej kieszeni… w końcu znalazł paczkę chusteczek higienicznych – Czy bardzo pana boli? – spytał, starając się przy pomocy swojego znaleziska zatamować jego krwawienie. Na szczęście Mirek już przy nim był i starał się mu jakoś pomóc. Zatroskany Bartek był w pobliżu, martwiąc się o pana Filipa i trzymając te swoje chusteczki - jedyne co mógł zrobić, by mu pomóc. Czuł się strasznie bezsilny, ale w tej sytuacji było to jedynym, na co było go stać - plus krwawiący mężczyzna wyglądał bardzo rzeczywiście w tej całej odrealnionej sytuacji.

Oczywiście, bardzo go ciekawiło, gdzie tak naprawdę są, jak tu trafili i kim jest pan Filip (na pewno nie mutantem), ale to mogło zaczekać. Teraz miał ważniejsze sprawy na głowie.
 

Ostatnio edytowane przez Kaworu : 02-07-2020 o 13:01.
Kaworu jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-07-2020, 07:17   #4
 
Dhratlach's Avatar
 
Reputacja: 36503 Dhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputację
W normalnej sytuacji, Danie by uznał, że coś silnego mu dosypano do piwa... w normalnej sytuacji. Normalnej, bo był środek dnia, czuł się normalnie i nie miał żadnych objawów...

Jak ni coś mu dosypali, ale gdzie, kiedy, jak i co... nie miał zielonego pojęcia. Co lepsze, nie miał nawet najmniejszej poszlaki CO to mogłoby być o dawce nawet nie wspominając.

Zaczęło się dziać. Występujący ziomek poruszał się na drzewie i się zbliżał, drugi w chuj wózka nie widać, a to musiało być kurewko drogi sprzęcior, trzeci zainteresował Siano... który wyglądał może nie tyle co mutant, choć to było logiczne nawiązanie, ale... bardzo ciekawie... ciekawe czy to jakieś schorzenie? Mówił, że nie jest mutantem, nie?

Teraz? Po całej przygodzie z dziwną podróżą która wydawała się tak surrealistycznie senna, a zdarzało mu się świadomie śnić, bliskim spotkaniu z utonięciem, które było przerażająco realne, ratowaniu sąsiada i realizacji absurdu sytuacji siedział na trawie z głupkowatym, rozbawionym uśmiechem starając się zrozumieć co i gdzie jest...

- Cyka blyat... - orzekł i zdał sobie sprawę, że jego kieszenie są nadzwyczaj puste. No rzesz... ściskał coś w dłoni? Zerknął... torba? Torba! Ha! Był uratowany!

Zaśmiał się, parę uderzeń serca, jego towarzysze zaczęli się kręcić wokoło sąsiada co miał dziwną krew. W sumie dopiero teraz zarejestrował, że jest dziwna. Cóż, absurd absurdem, ale po coś miał to całe szkolenie i praktykę w całej tej pomocy, he? Przynajmniej przez chwilę nie będzie myślał o wszystkim.

- No, już już Miro-ziom, gieroj ty jeden... cho, opatrzymymy Sianeczko...

Powiedział do zbrojnego tancerza ostrzy na pokazach, ale cały czas gdzieś tam w tyle głowy zachodził jaka jest formuła tego związku chemicznego pod którego musiał być wpływem i jak się przeprowadza jego ekstrakcję, albo syntetyzuje...

Tak, tępe durne chuje musiały mu coś dosypać albo inaczej podać...

Wtedy go olśniło, ale to musiałoby być zajekurewsko silne cholerstwo.

W pizdę jeża! Kontakt przez skórę! Wystarczyło nanieść na rączkę torby i po ptokach, a że nie nosił rękawiczek... ale, kto i po chuja?
 
Dhratlach jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-07-2020, 10:50   #5
 
Brilchan's Avatar
 
Reputacja: 37520 Brilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputację
Aleksander właśnie skończył pisać artykuł do Integracji udało mu się sprzedać im tekst wyjaśniający innym kalekom jak należy się zachowywać wobec ludzi którzy chcą pomóc ale nie wiedzą jak bo za dużo niepełnosprawnych reagowało niepotrzebną agresją zrażając sprawnych do pomocy w przyszłości tym którzy mogą tego potrzebować. Płacili mało ale zawsze parę groszy do czynszu dla odpoczynku chwycił gitarę i zaczął grać dla relaksu.

***
Błysk, znajomy głos któremu ufał, strach i panika też były nieobcym mu uczuciem uspokoił oddech starając się wprowadzić w stan medytacyjny aby nie ulec panice nagle niespodziewane pchnięcie do przodu otworzył oczy i zobaczył Karolinę nie wiedział co się dzieje ? Spróbował wyciągnąć rękę żeby jej pomóc ale siłą odśrodkowa mu to uniemożliwiła.

***
Lodowata woda, szok termiczny wydostał się z wózka i próbował odepchnąć rękami ale gdyby nie Siano poszedłby na dno przez chwilę wydawało mu się że wyjdą cało z opresji z nieba spadła jednak szabla raniąc miłego sąsiada obaj poszli z powrotem pod wodę. Filip wymamrotał coś pod nosem dziennikarz wiedział o tym bo z jego otwartych ust uniosły się bąble powietrza sądził że to jakieś przedśmiertne modlitwy następnie znajomy dotknął jego pleców. Aleksander poczuł ból jakby trafił go pierun następnie po jego ciele rozlała się energia kolejnych parę minut jakby nie pamiętał tym razem rolę się odwróciły i on został ratownikiem choć nie wiedział jakim cudem to możliwe ?

Spojrzał na dziwnie wyglądającego Siano "Mutant ?" o dziwo dostał odpowiedź na swoje nieme pytanie. Widział trupa ale w tej chwili to do niego nie docierało wciąż był w szoku. Wyglądało na to że byli gdzieś na Mazurach ? Porozrzucane meble zdawały się sugerować jakieś tornado ale to było przecież zbyt niedorzeczne!

Chłopaki zajęli się pierwszą pomocą - Bartek zadzwoń po pogotowie!- Powiedział do znajomego który co zrozumiałe wciąż był w szoku.

- Siano, staruszku a czy ty masz anatomie jak człowiek bo chcemy ci pomóc ale pytanie czy ci nie zaszkodzimy tą pomocą ? Bo z zewnątrz to przypominasz Szaraka a to chodzi o to żeby nie szkodzić co nie ?- Spytał wciąż nie bardzo wiedząc co się tutaj wyrabia ?

Żeby nie przeszkadzać tym co znają się na medycynie zaczął czołgać się w kierunku PRLowskiej zamszowej pufy na kółkach. Ustawił ją do pionu następnie zaczął ładować na nią tyłek jednocześnie zastanawiając się jak wydostanie ten cholerny wózek z tego cholernego jeziora! Sprzęt kosztował 8 tysiaków a następny dostanie na receptę dopiero za dwa lata! Raz na pięć lat dofinansowanie jeżeli będzie musiał kupować ze własne to pewnie wyjdzie ze 12 tysięcy! Nurkowie ? Może jak zadzwoni na policje ?

Coś się nie zgadzało unosząc instynktownie zgiął kolana! Zaczął czuć mrowienie! W parodii kliszy filmowej krzyknął - MOGĘ CZUĆ MOJE NOGI?!

Szok, pytanie i niedowierzanie przez tą mieszaninę emocji i zmęczenia przejechał ręką po twarzy zapominając że gdy dźwignął sąsiada z jeziora jego dłoń pokryła dziwną krew Siano która dostała się przez ten ruch do jego ust oraz oczu
 
__________________
Miłość (do RPG) w czasach zarazy.
Brilchan jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-07-2020, 15:03   #6
 
Kaworu's Avatar
 
Reputacja: 5922 Kaworu ma wspaniałą reputacjęKaworu ma wspaniałą reputacjęKaworu ma wspaniałą reputacjęKaworu ma wspaniałą reputacjęKaworu ma wspaniałą reputacjęKaworu ma wspaniałą reputacjęKaworu ma wspaniałą reputacjęKaworu ma wspaniałą reputacjęKaworu ma wspaniałą reputacjęKaworu ma wspaniałą reputacjęKaworu ma wspaniałą reputację
Bartosz posłuchał słów Aleksandra. Teraz, kiedy pan Filip miał już jego chusteczki higieniczne – jak i bardziej profesjonalną pomoc medyczną – nie był mu tak bardzo potrzebny. Odszedł parę kroków na bok, chwycił za swój smartfon i wystukał na ekranie dotykowym 112.

Odpowiedział mu wyświetlony tekst – „nie można nawiązać połączenia. Brak sygnału”.

- Coooooooo?! – jego znajomi nie wiedzieli, czy spytał bardziej ich, czy siebie – Nie mam sygnału? W Wawie? Helloł, już 5G nam zakładają! I mam numer w Playu, helloł, zasięg czterech sieci. Co jest, antena mi się zepsuła? – zaczął machać wysoko telefonem, licząc na to, że nieco wyżej złapie sygnał. Co zaś do anteny, to był pewien, że jeszcze parę chwil temu działała. Nie wiedział, jak to wyjaśnić. Jak wyjdą z tego lasu i znajdą jakąś cywilizację, gdzie musiał zabrać smartfon do naprawy.

- Czy ktoś inny może zadzwonić na pogotowie? Mój telefon chyba wariuje…

Nie wiedział jak skomentować rewelacje Aleksandra o tym, że czuje swoje nogi. Wyglądał dalej na osobę na wózku – tylko, że bez wózka. Pewnie się uderzył w głowę przy spadaniu, nabrał mulistej wody z jeziora w płuca i teraz mu się coś wydaje. Jak wszystko wróci do normy i się uspokoi, to mu się odwidzi.

Nie powiedział tego jednak na głos - nie chciał go zranić.
 
Kaworu jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-07-2020, 03:48   #7
 
Brilchan's Avatar
 
Reputacja: 37520 Brilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputację
Alexa z własnej głowy wyrwał dziecięcy krzyk - PANIE ALEKSANDRZE PANIE BARTOSZU! POOMOCY RATUUUNKU!

- O cholera Filipek?!! - Dziennikarz zadarł głowę niemal u szczytu wierzy wisiał kurczowo trzymający się gałęzi Filip Kałuża lat 13 Domu Dziecka. Zdolny, ale nieśmiały chłopiec lubi RPG i komiksy, bo uciekał w świat fantazji przed przemocą w rodzinie.

Sowa wiedział o tym wszystkim, bo razem z Bartkiem dawali dzieciakowi korepetycje w ramach wolontariatu właśnie poprzez pomoc młodemu Bartek dawał mu korki z Biologii i Chemii a Alex pomagał z Polskiego I WOS-u.

Kaleka słysząc, że telefon kumpla był zepsuty wyciągnął swój tylko żeby się przekonać, że jest zupełnie przemoczony. - Bartek nie ma czasu tych dwóch pomaga Siano my musimy ratować Filipa - Krzyknął na kolegę ściągnął tyłek z siedziska i spróbował stanąć nogi się, co prawda natychmiast pod nim ugięły, ale był pewien, że poczuł coś więcej niż bóle fantomowe!

Nie miał jednak czasu o tym teraz myśleć chwycił siedzisko i użył jej, jako coś w rodzaju improwizowanego chodzika, choć o chodzeniu w tym wypadku nie mogło być mowy był to raczej ruch do przodu metodą paralitycznych żabich skoków z półprzysiadu

- A nie lepiej poczekać na Strażaków? Strażacy mają profesjonalne rzeczy ... - Wyraził wątpliwości okularnik.
- Ręce mnie bolą! Nie wytrzymam! - Rozdarł się chłopiec.
- Fifi spokojnie weź głęboki oddech obejmij pniaka łydkami i mocno ściśnij potem pozwól odpocząć jednej ręce potem połóż ją z powrotem i puść drugą - Facet zatrzymał swój szaleńczy pseudo bieg żeby uspokoić dziecko - Pamiętasz treningi z kółka retorycznego? Spokojny wdech nosem wydychasz ustami zwiniętymi w dzióbek o właśnie tak... Za chwilę ci pomożemy - Zmusił swój głos do pozostania spokojnym, choć z tyłu głowy zastanawiał się czy poczuje, kiedy sfajda się pod siebie ze strachu?
- ALE CO PAN MOŻE?! PRZECIEŻ JESTEŚ KALEKA A JA JESTEM ZA WYSOKO! ZARAZ SPADNE! NIE CHCE UMIERAĆ UEEE!

- FILIP USPOKÓJ SIĘ! NIE JESTEŚ FILIPEM TYLKO POTĘŻNYM ORCZYM SZAMANEM GRUMMUNEM A ON SIĘ NIE BOI WYSOKOŚCI! ZAMKNIJ OCZY - Odwołanie się do ulubionej postaci w którą chłopiec wcielał się w trakcie sesji RPG w które grywał z kolegami zdawało się poskutkować.

Dziecko wielokrotnie opowiadało mu różne RPGowe przygody często podrzucał mu jakieś pomysły z literatury wykorzystując tą pasje żeby wciągnąć go w czytanie bądź wyjaśnić jakieś pojęcia, ale nigdy nie spodziewał się, że tego typu głupie gierki uratują młodemu życie.

- Jam jest wielkie Grumm nasz mag zawalił czar teleportacyjny! Kokoszku rzuć na mnie piórko spadanie! - Rozkazał chłopiec tubalnym głosem.

Aleks pamiętał z jego opowieści tyle o ile, ale wiedział, że Kokoszek to bard, w którego wciela się jego przyjaciel Paweł.

- Chwileczkę przyjacielu! Trafiliśmy do strefy dzikiej magii, więc przygotowanie tej pieśni chwilę mi zajmie! - Zawołał Aleks siląc się na falset.

Nazwa zaklęcia przywiodła mu na myśl pewien pomysł niedaleko drzewa była wywrócona kanapa, tapczan leżał dosłownie wywrócony do góry nogami przy pniu szybkie rozejrzenie się pozwoliło też zlokalizować kilka koców i obrus.

- Bartoszu szybko musimy odpowiednio ustawić te meble pod kątem potem we dwóch przytrzymamy tkaniny i Fifi będzie mógł zjechać po nich jak na tych gumowej zjeżdżalni w samolotach... Albo jeszcze lepiej po prostu ustawmy te miękkie meble i rozłóżmy nad nimi koc? Sam nie wiem?! Ale na pewno coś z tych rzeczy - Stwierdził i zaczął w stylu rozpaczliwym pędzić do drzewa aby ustawić meble ufał że kolega zajmie się zbieraniem tkanin.
 
__________________
Miłość (do RPG) w czasach zarazy.

Ostatnio edytowane przez Brilchan : Wczoraj o 18:00.
Brilchan jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 02:44.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169