Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror i Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Horror i Świat Mroku Zmierzch rozlewa atrament rodząc upiorny nocny pejzaż, a wszelki cień staje schronieniem dla przeróżnych stworzeń nocy. Wielkie miasta drzemią, nieświadome mrocznych sekretów skrytych w ich labiryntowych zakamarkach. Ciche i odludne tereny stają się repozytorium przedwiecznych tajemnic i azylem dla niepojętych koszmarów. Zajrzyj za zasłonę, wkrocz w cień spoczywający między wymiarami, odkryj co spoczywa w ciemnych zakątkach świata.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 10-11-2023, 15:50   #1
Wiedźma
 
Buka's Avatar
 
Reputacja: 1 Buka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputację
[Autorski] "Virus" (+18)


Rozdział I



Statek "Gwiazda Oceanu"
Gdzieś na Atlantyku…
12:00




Morski kolos płynął spokojnie przed siebie, pogoda dopisywała, a humory na pokładach były naprawdę dobre. I w sumie tylko to się liczyło. By gość był zadowolony, by pasażer był uśmiechnięty. 1000 osób obsługi, i wiele atrakcji, pracowało nad tymi zagadnieniami godzina za godziną, dzień za dniem.

A atrakcji było naprawdę sporo.

Bary, restauracje, kafejki, kasyno. Kluby, a w nich codziennie muzyka na żywo, albo występy magików, kabareciarzy, i tak dalej. Sklepy i sklepiki, baseny, jacuzzi, sauny, spa. Sporty rekreacyjne, zjeżdżalnie wodne, kolejka linowa(!!), i wiele, wiele innych. Dla każdego coś miłego, dla każdego coś się znajdzie…


A do tego wszystkiego rejs przez "Trójkąt bermudzki". Uuuu, wielkie misterium, dreszczyk emocji! Zaginione statki i samoloty, znikające tu już od dziesięcioleci. Co za tym stało? Ufo? Gazy morskie? Brama do innego wymiaru? Do innego czasu? Tego w sumie nikt nie był pewny, a teorii spiskowych, jak i "logicznych" wyjaśnień owej tajemnicy, były tuziny… i wiele osób bawiło się przy tym wyśmienicie.

Kręcąca się zaś w kółko igiełka (spreparowanego) kompasu, pokazywana chętnym przez miłego pana z obsługi na jednym z tarasów widokowych, to już w ogóle wywoływała wypieki na twarzach!

I "pstryk, pstryk, pstryk" całe serie zdjęć i fleszów, niczym od stada paparazzi, przejętych-zadowolonych tym wszystkim pasażerów.


***

Siostry Moore dzisiaj postanowiły odwiedzić "Cucina del Capitano" na pokładzie 11, najprawdziwszą włoską restaurację… a właściwie to postanowiła Luna, niemal wprost zaciągając tam Emmę.
- Zrobiłam rezerwację, nie wygłupiaj się! - Pogroziła jej palcem, wystrojona nawet na lunch, jej przyrodnia siostra-pani ą i ę-architektka wnętrz.
- Ech…

No i poszły.


Emma to chętnie by nawet jedzenie zabierała do kabiny, by tam w jej zaciszu, móc w trakcie posiłku jednocześnie i korzystać z laptopa. Mogłaby od biedy nogi na balkonie poopalać… ale czasem ponoć trzeba wyjść do ludzi. No trochę częściej niż czasem.

Restauracja była nawet fancy, kelner przystojny, a czerwone wino również dobre. Luna zaś, flirtując z kelnerem, zamówiła sobie cosik zwące się "Pasta alla Crudaiola", z kolei Emma…


~

Samuel przesiadywał wraz ze swoją małżonką w dwupiętrowej restauracji Vista, na pokładzie 4, w końcu była pora lunchu. On jadł, ona dziubała, i udawała, iż nie ma lekkiego kaca, i wcale nie pije właśnie Mimosy… on zaś udawał, że tego nie widzi, niemal jak co dzień. Ale zresztą, czy to miało znaczenie? Sam również lubił wypić, chociaż może nie tak wcześnie…


- Wybierzesz się dzisiaj ze mną do spa? - Zaszczebiotała w końcu w pewnym momencie Holly - Zrobiłam nam rezerwację.

Heh. Może i by się wybrał. Jakby go tak tam pougniatała jakaś zgrabna panienka, byłaby niezła odmiana… choć znając jego szczęście, albo owa panienka będzie brzydka, albo trafi na faceta. Heh!

- Wygrałam też wczoraj w kasynie 200$ - Powiedziała jakby od niechcenia jego żona, a teksańczyk momentalnie zaczął rozmyślać o tym, ile przegrała, i czy warto było zadawać owe pytanie…


~

Czas leciał nieubłaganie… Mark spojrzał po raz kolejny na zegarek na nadgarstku. Już wkrótce koniec tej wycieczki, tego rejsu, i czas zabrać się za robotę, i to już naprawdę porządną robotę. I to w Europie! Z jednej strony miał na to ochotę, z drugiej obawy, wszak jeszcze nigdy tak nie pracował… heh, zaczynał trajkotać jak stary cep! Albo jakaś baba. Co będzie, to będzie, a póki co, przecież jest dobrze?

Kasyna unikał, i dolców nie tracił, choroba morska go nie męczyła, a żarcie na tej łajbie było nawet dobre. Kabina nie za mała, pogoda dobra… tak, tak, trzeba się skupić na pozytywach, nawet takich banalnych, wtedy będzie dobry humor, i dobry dzień.

I niedługo nowy helikopter, o!!


- Psze pana, je pan to? - Tak całkiem niespodziewanie, i tak na perfidnego, jak… to w sumie jedynie dzieciaki potrafią, mały spaślak pojawił się znikąd tuż obok stolika Marka, pytając o połowę jego pizzy? Hehehe, wtf. Mark rozejrzał się po "Pizzeria del Capitano" w poszukiwaniu rodziców tego smarka, nikt jednak się młodym nie interesował…


~

Louis przebywał na pokładzie 10, tak pośrodku. Najpierw zamówił sobie prostą, pieczoną rybkę na wynos na "Targowisku", po czym opuścił liczne budki ze wszystkim i niczym, i udał się na otwarte obszary, w kierunku dziobu statku.


Tam, na świeżym powietrzu, siedząc przy jednym z wielu stoliczków, mógł zająć się swoim prostym, a jakże zadowalającym posiłkiem, bardzo przypominającym mu o jego rodzinnych stronach… a o tej godzinie, pobliski basen nie był jeszcze aż taki pełny, miał więc względny spokój.

Rybka, słoneczko, morska bryza… przechodząca obok panienka w bikini. Czego na ten moment chcieć więcej. Tylko gdzie ten jego cholerny informator?? W końcu już minęło kilka dni rejsu, już Bermudy mieli za sobą, a gościa jak nie było, tak nie ma.

Spokojnie, znajdzie się. A teraz rybka, słoneczko…


~

- Czy jest na sali lekarz?! - Gdy te słowa, tak banalne, i tak… "ikoniczne"(?) rozległy się wśród stolików, Ryu uniósł brew. Co jak co, ale takiego obrotu spraw, i to ze strony grupki głośnych studentek z japonii, które już wiele chwil temu zwróciły jego uwagę, się nie spodziewał. Ale po kolei…

W trakcie tych kilku dni rejsu, zdążył już z ciekawości odwiedzić kilka restauracji, w tym i dwóch "Bonsai", obecnie zaś zajrzał do "Ji Ji Kuchnia Azjatycka" na pokładzie 11, gdzie na czas lunchu serwowano Mongolski Wok, podobnie jak pewna grupka dosyć głośnych dziewczyn.


W trakcie posiłku, kłapały zaś zdecydowanie za dużo dziobami, i wkrótce jedna z nich zaczęła pokasływać… i coraz bardziej pokasływać. Zerwała się z miejsca, blada(podobnie jak jej psiapsiółki), dusząca się, klepiąca dłonią między własnymi piersiami, zaczynająca panikować. No i wtedy ktoś spytał…

Czas więc się przełamać, czas na dzielnego Ryu, i tak zwany "Chwyt Heimlicha"?









***
Komentarze za chwilę.
 
__________________
"Nawet nie można umrzeć w spokoju..." - by Lechu xD

Ostatnio edytowane przez Buka : 10-11-2023 o 16:06.
Buka jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 10-11-2023, 17:08   #2
Rot
 
Rot's Avatar
 
Reputacja: 1 Rot ma wspaniałą reputacjęRot ma wspaniałą reputacjęRot ma wspaniałą reputacjęRot ma wspaniałą reputacjęRot ma wspaniałą reputacjęRot ma wspaniałą reputacjęRot ma wspaniałą reputacjęRot ma wspaniałą reputacjęRot ma wspaniałą reputacjęRot ma wspaniałą reputacjęRot ma wspaniałą reputację
Mark oderwał wzrok od błyszczącego Roleksa na który zerkał już setny raz w przeciągu kilku minut. Ok była to podróbka, ale w sumie niezła. Jakby nie patrzeć nie miał kasy na oryginał. Ale może po tej robocie wreszcie będzie na czysto i zacznie nowy start. Nowy start kurwa jak to dobrze brzmiało. Fakt, że ta robota miała być trochę inna ale za taki hajs to ludzie by całą rodzinę sprzedali z zasranym Yorkiem włącznie! No... tylko on akurat nie miał takiej na zbyciu. To się przeleci ślicznym helikopterem a kurwa kochał latać! Tak... Jebane chmurki, pozytywy, pozytywy…

Na fali optymizmu przymknął oczy i zaczął z pasją cicho nucić.
-I wanna be heigh… - wyobrażając sobie przestwór rozpościerającego się przed nim bezmiaru błękitnego nieba.

I tak…. Owszem wiedział, że pod pokładem jest kasyno… Ale był już mądrym gościem i trzymał się planu. Solidna firma itd. Nawet kurwa nie pił. No dobra może Martini... Nic się kurwa nie stanie jak zamówi Martini za ten helikopter i nowy start! Tak to był dobry pomysł przestanie się kurwa tak stresować.

Rozejrzał się w poszukiwaniu kelnera gdy dostrzegł małego spaślaka. Uniósł w zaskoczeniu brwi. Nawet ciemne okulary zsunął na nos, żeby się upewnić, że dobrze widzi i chyba dobrze widział bo to dalej przed nim stało i wlepiało w niego gały czekając na jakąś odpowiedź.

No kurwa ja pierdole!

-Zjeżdżaj stąd spaślaku! Nie jestem pieprzonym Caritasem! - powiedział wykonując gest ręką jakby opędzał się od irytującej muchy.
 

Ostatnio edytowane przez Rot : 10-11-2023 o 17:41.
Rot jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 10-11-2023, 22:57   #3
 
Prince_Iktorn's Avatar
 
Reputacja: 1 Prince_Iktorn ma wyłączoną reputację
Kołysanie fal przestało dokuczać Ryu kilka dni temu. Nigdy wcześniej nie pływał, a pomimo opowieści matki o jego dziadku, rybaku, sam cierpiał na chorobę morską przez pierwszy dzień. Po tym czasie albo zadziałały geny, albo przyzwyczajenie i mężczyzna mógł oddać się przyjemnościom rejsu. Zwłaszcza tym kulinarnym, bo za alkoholem nie przepadał, a kasyna celowo unikał. Łapał się na tym, że czasami z zazdrością spoglądał na szczęśliwych wygranych, by po chwili celowo popatrzeć na zaciskających zęby przegranych. Dobrze wiedział, że pomimo tego, że powodziło mu się nieźle, nie miał funduszy na takie ryzykowanie. Przynajmniej nie teraz. Może za kilka dni, zanim rejs dobiegnie końca…

Póki co oddawał się relaksowi, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Odpuścił sobie logowania do sieci uniwersyteckiej i czytanie nowych publikacji, natomiast był częstym gościem na basenach. Gdy męczyła go choroba, postawił sobie także za cel zjeść każdego dnia coś w innej restauracji i jak na razie dotrzymywał zobowiązania. Kuchnia włoska, francuska, czy grecka nawet mu zasmakowały , natomiast na kolację często wracał do kojarzącej mu się z domem kuchni azjatyckiej. Tak się złożyło, że dziś akurat postanowił zaszaleć i zmienić swój ustalony plan dnia. Więc lunch azjatycki a może kolacja po włosku?

I tak oto Ryu Jinh znalazł się w "Ji Ji Kuchnia Azjatycka" na pokładzie 11, gdzie na lunch serwowano Mongolski Wok. Znalazła się tam także grupka dosyć głośnych dziewczyn. Atrakcyjne, owszem, ale takie zbyt agresywne? Zbyt pewne siebie? Ryu opuścił wzrok do talerza, gdy tylko jego spojrzenie spotkało się ze wzrokiem jednej z nich, który zdawał się mówić „I czego się patrzysz?” Tak, rozmowy z płcią piękną nie były jego mocną stroną.

Jeśli będą tak dalej trajkotać, to w końcu któraś się zakrztusi” pomyślał. No i wywołał. Wkrótce jedna z nich zaczęła pokasływać, coraz bardziej i bardziej. Zerwała się z miejsca, blada, dusząca się, klepiąca dłonią między własnymi piersiami, zaczynająca panikować. No i wtedy padło sławne na całym świecie pytanie:
- Czy jest na sali lekarz?!
Ryu podniósł się, profesjonalizm odsunął na bok zażenowanie. Może to wstyd przyznać, ale gdy patrzył na ludzi jako pacjentów, w pewnym sensie przestawał ich widzieć jako ludzi. To pomagało mu niezmiernie przy pracy z kobietami…
- Spokojnie, jestem lekarzem. – odezwał się do prawie panikujących pań.
Delikatnie pochylił dławiącą się do przodu, aby umożliwić wydostanie się ciała obcego z dróg oddechowych. Jedną dłoń zacisnął w pięść i położył ją na brzuchu ofiary, między pępkiem a wyrostkiem mieczykowatym mostka. Drugą dłonią chwycił pięść i energicznym ruchem ucisnął przeponę do siebie i ku górze. Nie był ułomkiem a w ruch włożył sporo siły, starając się na pewno usunąć ciało obce z dróg oddechowych dziewczyny.
 
__________________
-To, że 99% ludzi jest innego zdania niż Ty, wcale nie znaczy, że to oni mają rację.
Prince_Iktorn jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-11-2023, 06:13   #4
 
Santorine's Avatar
 
Reputacja: 1 Santorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputację
Louis siedział rozleniwiony na swoim krześle, wpatrując się bezmyślnie w horyzont. Wielki statek kołysał się, a przechodzący wokół niego pasażerowie wprawiali go w jakieś uczucie beztroski. Wiedział, że to nie mogło trwać zbyt długo, ale na razie, niechaj trwa.

Mężczyzna nosił ciemne, markowe okulary, Spod których spoglądał na przychodzących wokół niego pasażerów statku. Był ubrany w ciemne bojówki, na które była założona biała, schludnie wyprasowana koszula. Prosty, jednak nie tani strój. Było to dość, żeby łatwo wtopić się w tłum na statku.

Wszyscy ci ludzie, którzy byli tutaj wokół niego z całą pewnością nie mogli wiedzieć kim był w gruncie rzeczy był – gdyby tylko wiedzieli jaki interes szykował się na statku, to z pewnością wielu z nich po prostu zrezygnowałoby z udziału w tym rejsie. Gra toczyła się o wielką stawkę. Zastanawiał się, ile mógł zarobić na szykującym się interesie. Bez wątpienia, jeśli dobrze poprowadzi rozmowy, była to kwestia paru milionów.

Louis zapalił papierosa, kiedy tylko skończył jeść zamówioną wcześniej rybę. w tłumie ludzi które przechodził obok niego ciągle wypatrywał tej jednej osoby – ten jeden facet – jak on tak naprawdę u diabła naprawdę wygląda? niski? wysoki? A może jeszcze cokolwiek innego, jakichkolwiek inny strój które mógłby na siebie założyć? co dzień handlarze narkotyków i jego łącznicy wymyślali coraz to wymyślniejsze fortele aby wtopić się w tłum i rozmyć się między turystami.

Louis westchnął, zniecierpliwiony. Wyglądało na to że był to jeszcze jeden dzień który ostatecznie spełznie na niczym.

Spojrzał przelotnie na przechodzącą obok dziewczynę.

– Oy, chica! - machnął ręką na dziewczynę. – La chica guapa! Kochanie, idziesz w złą stronę – uśmiechnął się. – Impreza za chwilę rozpocznie się, ale to tutaj!

Wyciągnął papierosa z ust i wypuścił pióropusz dymu.

Cóż, pozostawało czekać. Skoro jego wspólnik nie zamierzał się pojawić, to wypadało się nieco zabawić i skorzystać z rejsu. Wszakże nie na jego koszt to było.
 
__________________
Evil never sleeps, it power naps!
Santorine jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 12-11-2023, 19:33   #5
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 1 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Niby wszystko było tak, jak głosiły reklamy i opowieści znajomych, ale Samuel (Sam dla krewnych i przyjaciół) zbytnio zachwycony takim sposobem spędzania czasu nie był.
Fakt - miał piękny apartament, miał towarzyszy do whisky, cygar, pokera i innych męskich rozrywek, po statku kręciły się stada młodych i ciut starszych panienek, które w zamian za nieco inwestycji z chęcią rozkładały nogi (na które to wszelakie rozrywki Holly, jego ślubna małżonka, od lat przymykała oczy), ale to wszystko mógł mieć każdym (niemal) miejscu świata, zaś na pokładzie "Gwiazdy Oceanu" czuł się prawie jak w klatce.
Pierwszy i ostatni raz, powiedział sobie, równocześnie przyznając (również w duchu), że kucharzowi nie można nic zarzucić.
- Tak, oczywiście - zapewnił. - Na którą nas zapisałaś? Zaraz teraz?
- O drugiej… - Powiedziała Holly.
Skinął głową, przyjmując informację do wiadomości.
- No to będzie trochę czasu, by się przebrać - stwierdził, zastanawiając się, czy w zaproszeniu do spa kryje się jakieś podwójne dno. - A może i nie tylko... - Rzucił okiem na dekolt Holly; znany mu od lat, ale i tak wciąż interesujący.
- A skoro wygrałaś to znaczy, że szczęście ci sprzyja - dodał z uśmiechem, który nie do końca był szczery.
Holly prawdziwe szczęście miała trzy razy w życiu - gdy została miss Teksasu, gdy związała się ze swym obecnym mężem, no i trzeci raz, taki ogólny, gdy Samuel nie zdecydował się wymienić jej na młodszy model. W grach hazardowych szczęścia z zasady nie miała, a on z kolei miał szczęście, iż nie musiał się jej porażkami przejmować.
- Czasem się ma szczęście… - Powiedziała kobieta, i niespodziewanie położyła swoją dłoń, na dłoni Samuela, na blacie stołu, wpatrując się mężowi prosto w oczy. I nagle się głupawo roześmiała, aż kilku gości spojrzało w stronę ich stolika.
- Jeśli już zjadłaś - Samuel udał, że nie zauważył nic dziwnego - to może wrócimy do siebie?
- Wypada wziąć prysznic przed spa, i się przebrać? - Holly kiwnęła potakująco głową, dopijając drinka.
- Z chęcią ci pomogę. - Uśmiechnął się do niej. Tym razem zdecydowanie szczerze, jako że przypomniał sobie kilka wspólnych pryszniców z mniej czy bardziej odległej przeszłości. A żona w tym czasie jedynie parsknęła, jakby z niedowierzaniem.
- Chodźmy. - Podniósł się i podał jej rękę. Bynajmniej nie dlatego że sądził, że jego małżonka nie ustoi prosto na nogach... lub pójdzie zygzakiem. przynajmniej nie o tej porze i po takiej ilości alkoholu.

* * *

Małżeństwem byli już dobrych kilka lat, no i figura Holly zmieniła się nieco od czasów, gdy wywalczyła tytuł miss, ale tyłek stale miała kształtny, a i cycki niejednego mogły wieść na pokuszenie. Nic więc dziwnego, że prysznic nieco się przedłużył, nawet mimo nieco ciasnoty kabiny, ale przecież można ją było otworzyć, byli we własnej łazience własnego apartamentu… trochę więc poszaleli, jak za młodu, ku zadowoleniu obu stron.
A przebrać się Holly zdążyła, chociaż nieco narzekała na brak czasu na zrobienie się na bóstwo.

Po dotarciu zaś na 12 pokład, udali się do Spa “Cloud 9”, i do pomieszczeń przeznaczonych dla VIP. No nieźle…? Tam z kolei, po chwilowym rozstaniu się w przebieralniach, i ponownym spotkaniu, okazało się iż masażyk będzie w parze. Dwie leżanki, tuż obok siebie, szampan, miseczki z owocami. Samuelem miała się zająć całkiem nieźle wyglądająca panienka, dla Holly był zaś masażysta… który już po kilku minutach zaczął sobie dosyć śmiało z nią poczynać, i na całe szczęście Sam tego nie widział? A jęki zadowolenia? Masaż był mocno relaksujący, ot skąd te pomruki…
Samuel zazdrosny nie był, a że salon spa nie był salonem masażu erotycznego, więc nie reagował, poddając się masażowi i odganiając niepotrzebne myśli. Na dodatek panienka, która się nim zajmowała, miała talent w paluszkach, więc powodów do narzekania nie miał.
- Bardzo dobry pomysł z tym spa - przyznał.
- Mmmhhhmmm! - Mruknęła Holly. - Baaardzo… milusi…
Sam spojrzał bok by sprawdzić, czym aż tak zachwyca się jego małżonka, lecz widoki przesłonił mu nagi brzuszek masażystki, która akurat w tym momencie zajęła się ugniataniem jego szyi.
Ten widok też był ciekawy, ale nie stanowił odpowiedzi na pytanie, na jakim etapie masażu znajduje się Holly. Za to pojawiło się inne pytanie - czy panienka miałaby ochotę jeszcze bardziej umilić i urozmaicić masaż.
- Zdecydowanie można się odprężyć... - powiedział. No, może trochę mijając się z prawdą.
- Jestem Blanche - Szepnęła masażystka, miło się uśmiechając, po czym jej palce z karku mężczyzny ześlizgnęły się na moment na jego ucho, za które… go pociągnęła.
Wyglądało to na zachętę, na którą Sam postanowił zareagować. Pozytywnie.
- Panno Blanche, ma pani talent w paluszkach - odparł równie cicho.
Ręka Sama na moment zsunęła się z leżanki, a jego dłoń przelotnie dotknęła łydki dziewczyny, na co ta znowu się słodko uśmiechnęła.
- Nie tylko w paluszkach… - Odparła masażystka.
- Bardzo cenne talenty... - stwierdził, żałując, że nie może ich sprawdzić tu i teraz. Raczej nie sądził, że taka opcja wchodzi w grę. Uniósł nieco głowę, by móc spojrzeć na twarz i biust dziewczyny. - Jesteś pewnie bardzo zajęta... - dodał - a teraz by się zmarnowały...
- Ma pan bardzo spięte plecy! - Powiedziała głośno Blanche, po czym dodała już szeptem - Mogę być o 23 wolna…
- No to mam szczęście, że trafiłem w twoje ręce - odparł równie głośno. - Masz wolną kabinę, czy zrobimy tu prywatną sesję? - spytał jeszcze ciszej niż ona.
- Tutaj. A masz 100$? - Szepnęła dziewczyna.
- Znajdzie się... - zapewnił.
Cóż, każdy chciałby zarobić, więc na tym świecie tego rzeczy go nie dziwiły. Ale nie zamierzał mówić, iż wykorzysta zainwestowaną w nią kwotę co do centa.
 
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 13-11-2023, 11:53   #6
 
Wila's Avatar
 
Reputacja: 1 Wila ma wspaniałą reputacjęWila ma wspaniałą reputacjęWila ma wspaniałą reputacjęWila ma wspaniałą reputacjęWila ma wspaniałą reputacjęWila ma wspaniałą reputacjęWila ma wspaniałą reputacjęWila ma wspaniałą reputacjęWila ma wspaniałą reputacjęWila ma wspaniałą reputacjęWila ma wspaniałą reputację
Emma wpatrywała się z brakiem zdecydowania w kartę dań, pochylona nad nią podpierając dłonią podbródek, niczym znudzony student na wykładzie. Palcem wolnej dłoni przesuwała po propozycjach makaronowych, jednocześnie, powoli, nienachalnie żując przy tym gumę balonową. W końcu jej palec zatrzymał się na jednym z napisów w menu. Usta złożyła w dzióbek. Powoli, powolutku, zaczął wydobywać się z nich różowy balon z gumy, który rósł i rósł, by w końcu… - bum!

Pęknięta guma do żucia zasłoniła nie tylko całe usta ale też brodę i kawałek nosa dziewczyny. Ta zaś jak gdyby nigdy nic, część gumy wciągnęła na powrót do ust, a część umieściła w buzi dopiero po zeskrobaniu jej palcem.
- Tagliolini Nero Con Gamberi - powiedziała w końcu, odrywając oczy od karty i przenosząc je na kelnera - i jeszcze jedną karafkę tego samego wina.

Kelner przyjął zamówienie do końca bez mrugnięcia okiem, po czym odszedł od ich stolika.

Gdy tylko zniknął z horyzontu Luna, której sądząc po wyrazie oburzenia na twarzy, takie zachowanie przy stole w restauracji nie odpowiadało pochyliła się w stronę siostry.
- Wypluj to… - syknęła cicho.
- Szo? - zapytała niewyraźnie Emma, gdyż guma zaplątała się jej na języku szykującym ją na kolejny balonowy wystrzał. - Aaaa… - zrozumiała po chwili, sięgnęła dłonią w stronę ust. Wypluła na nią gumę i uczyniła gest jasno wskazujący na przyklejanie tejże gumy pod stół.
Luna już otworzyła usta aby skomentować, ale zamiast tego rozejrzała się pospiesznie, aby się upewnić czy nikt tego nie widział.
- Serio? - odparła tylko.
Emma w odpowiedzi wzruszyła ramionami i wygodnie oparła się o oparcie krzesła.

Były niczym dwa przeciwne bieguny. Emma siedziała całkowicie wyluzowana, z jedną nogą wyprostowaną i jednym ramieniem opadającym w dół. Ubrana była w kolorowe spodnie typu szarawary i obcisłą czarną bluzkę, odsłaniającą ramiona, a co za tym szło, także kilka niewinnych tatuaży.

Nie miała zamiaru podejmować rozmowy o tak zwanym „niczym” pierwsza, chociaż chodziło jej po głowie jedno irytująco nie dające spokoju pytanie. Nim zdążyła zdecydować się na podjęcie jakiegokolwiek kroku wrócił kelner. Doniósł drugą karafkę wina, przy okazji kolejny raz wpadając w sidła podrywającej go Luny. Emma nic sobie z tego nie robiła, korzystając z chwili by zajrzeć do co tam słychać w telefonie. Skończyło się na tym, że jej siostra umówiła się na wieczór z kelnerem i dała Emmie do zrozumienia, że dobrze byłoby jakby ulotniła się w odpowiednim czasie z kabiny.

No nic, Emma jakoś przełknęła myśl o ulotnieniu się z ich wspólnego apartamentu na wieczór. Tylko co ze sobą zrobi? Przez chwilę rozważała basen, jednak przypomniała sobie stado rozwrzeszczanych małolatów wskakujących na wyścigi do wody i jakoś jej ta myśl zbrzydła. Strefa relaksu w spa? Może, gdyby dało się tam wnieść chociaż tablet… a jak nie, to poszwęda się po statku szukając jakiejś cichej dziury, w której będzie mogła zaszywać się przed siostrą. O tak, ta myśl zdecydowanie poprawiła jej nastrój.
 
__________________
To nie ja, to moja postać.
Wila jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 14-11-2023, 13:06   #7
Wiedźma
 
Buka's Avatar
 
Reputacja: 1 Buka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputację
Statek "Gwiazda Oceanu"
Gdzieś na Atlantyku…



Otyły dzieciak najpierw na słowa Marka wybałuszył gały, a potem… ze łzami w oczach, przeszedł do kontry:
- A ty jesteś gupi i łysy! - Powiedział spaślak, i czym prędzej uciekł.

Mark zaś sam w sumie nie wiedział, czy się śmiać, czy wściekać. Ale po minucie się wściekł. Mały grubas poleciał bowiem na skargę - do równie grubego - ojca. No i ten zaczął pierdzielić różne takie morały nad uchem Mansona, który tak nieźle ripostował, że ojczulek także szybko uciekł… na skargę do obsługi!!

Ja pier… no i miły, ale stanowczy pan z obsługi, wyjaśnił Markowi, iż tak nie wolno, i jak się szanowny pan nie uspokoi, to zostaną podjęte pewne kroki. Hehe, co on pier…? Moment. Oni mieli na statku “kambuz”, takie cele, więzienie, jak do aresztowań. Ech, może lepiej jednak durnowato popotakiwać głową, spadać z pizzeri, i więcej się nie wychylać?

….

Zostało kilka godzin, a on robił się dosyć nerwowy. Walnął więc nieco procentów, pograł w gry video… znowu się napił… a żeby nie być schlanym, popływał w końcu w basenie. W końcu wrócił do kabiny, gdzie po raz kolejny otworzył małą walizkę, przyglądając się sprzętowi, jaki dostał. Walizka ta, znalazła się “magicznie” w jego kabinie drugiego dnia rejsu, a była możliwa do wniesienia na pokład, tylko i wyłącznie poprzez sfingowany bagaż dyplomatyczny.


~

W sumie… dla “zwichrowanego” oka, patrzącego z boku na całość, to sytuacja wyglądała, jakby Ryu próbował bzykać panienkę od tylca, na sucho. Nawet jakieś takie te ruchy ich ciał takie podobne były…

Ucisk na przeponę za pierwszym razem nie poskutkował, więc trzeba było po raz kolejny, i tym razem już coś “tfuuuu” wyleciało z gardła japonki, i było po wszystkim. Mogła oddychać bez przeszkód.

- Dōmo… arigatō… gozaimasu… - Wysapała czerwona na twarzy dziewczyna, i wśród chichotów jej psiapsiółek, ukłoniła się głęboko Ryu, i to jako “Saikeirei”, zanim nie usiadła na swoim miejscu przy stole. Napiła się czegoś, powachlowała twarz…
- Jestem Yumiko. A Onii-san, który uratował mi życie, to…? - Spytała w końcu, milutko się uśmiechając, a jej towarzyszki znowu cicho zachichotały.

….

Został zaproszony na dyskotekę. Yumiko straaaasznie nalegała, pozostałe dziewczyny także się słodziutko uśmiechały… i takim oto sposobem, doktor Ryu wylądował wieczorem w “Liquid Lounge” na pokładzie 5, która to od 23 do 2 w nocy zamieniała się w nocny klub, gdzie można było poszaleć.


~

Na pokładzie 10, na samym końcu statku, na jego rufie, i tak bardziej na prawej burcie, Emma znalazła sobie kącik, gdzie praaaawie nikt nie zawracał jej 4 liter.

Kanapy, fotele, świeże powietrze, w miarę z dala od wszelkich barów, basenów, i innych takich dupereli, ewentualnie od biedy, jedynie z osobami w pobliżu, które tak jak ona, chciały tu mieć spokój. Tak, tu było całkiem nieźle, a WIFI statku nawet znośne. A jakby jej było zimno, to sobie skombinuje jakiś kocyk, albo coś, i dobrze będzie…

Słuchawki z laptopa do uszu, i zanurzyć się w swoim świecie, odciąć od rozwrzeszczanej zgrai na pokładach “Gwiazdy Oceanu”.

….

Po kolacji w jednym z pomniejszych lokali, Emma powoli miała dosyć szwędania po statku, jakoś jednak wytrzymała aż do północy. Postanowiła dyskretnie zajrzeć do ich wspólnej kabiny, czy Luna tam jest ze swoim amantem, czy nie… nie było jej. Jakby coś mieli tu działać, to chyba by już tu byli, zapewne znaleźli sobie inną lokację, blondi mogła więc już spędzać wieczór/noc w kabinie?


~

Louis głośno się roześmiał, gdy panienka w bikini na moment się ku niemu odwróciła, pokazując międzynarodowy gest obrazy, po czym sobie poszła w swoją stronę.

No nic, pozostawało pokręcić się gdzie indziej, czekając na informatora-jełopa, i może wypatrywać innych laseczek? A propo informatora… a może typ chciał mieć absolutne poczucie bezpieczeństwa, i czekał aż będą na samym środku atlantyku, by dopiero wtedy się z nim skontaktować? W sumie, cholera go wie, ale trochę zaczynało to Louisa wkurzać, w końcu nie wybrał się w ten rejs dla pierdzielonej przyjemności.

No ale teraz to do baru, zalać alko robala, a wraz z nim wszelkie stresy.

….

Raz się nadział, i usłyszał słynne-banalne słowa “mam chłopaka”, ale później było już lepiej. Kate i Zara, obie z Anglii, były chętne go poznać. Najpierw więc gadka-szmatka, drinki, jakieś przekąski. Później pomysł wypadu do jednego z klubów, i taneczne pląsy-popijawa aż do 2 w nocy. A na końcu… kajuta panienek. A jak. Tylko Zara miała trochę ku temu małe obiekcje, i trzeba było ją troszkę bardziej przekonywać?


~

Masaż był naprawdę relaksujący, i choć bez żadnego “happy-endu”, Samuel czuł się po nim o 20 lat młodszy… wizja zaś, wieczornego spotkania z Blanche, tylko to wszystko potęgowała.

Po powrocie do kabiny, i przebraniu się w bardziej “wyjściowe” stroje, Holly oczywiście dała mu przelotnego buziaczka, po czym z kartą kredytową w garści, pognała… cholera wie gdzie. Zapewne do kasyna, choć może najpierw do baru, albo polatać po jakiś sklepach, a dopiero później reszta owych miejsc, gdzie mogła roztrwaniać jego dolce. W sumie odrobinkę zaczynało to Sama denerwować, jednak jeszcze nie tak, by poważniej z żoną porozmawiać, chociaż powoli jej się zbierało…

Musiał się napić whisky, i zapalić cygaro, odgonić ponure myśli. Za kilka godzin pozna każdy zakamarek ciałka Blanche, o tym powinien teraz dumać.

….

Był szampan, były przekąski, miła muzyczka.

No i bzykanko na leżance do masażu, w wielu pozycjach. Dziewczyna zaś nieźle go wymęczyła, ale warto było, po stokroć(i to dosłownie, w dolcach), oj było, było… zmęczony, ale i bardzo zadowolony, Samuel wrócił po północy do kajuty, gdzie zastał puste łóżko?? Żona albo nadal przebywała w kasynie, albo… ech, jest dorosła, mniejsza z nią?



Godzina 02:11


Wstawiony i zmęczony Ryu człapał do swojej kajuty. Wieczór był nawet udany, potańcował, popił, dobrze się bawił z Yumiko i jej psiapsiółkami. Tylko później, ona chciała by poszedł z nią do jej apartamentu… wiadomo-po-co. Ehhh.

Odmówił.


Wysiadł z windy nie tam gdzie miał, i człapał niby do swojej kajuty krokiem węża, gdy nagle do niego dotarło, że korytarz jest jakiś za długi… był na pokładzie 11. Hehe. No to do wind. Ale te już jakoś nie chciały się pojawić.

Po oddalonych ledwie o kilka metrów schodach, zbiegało kilku gości z obsługi, pędząc gdzieś na dół? Nieeee no, coś się Ryu przywidziało…


~

Emma w końcu zwróciła uwagę na hałasy na korytarzu pokładu 14. Ktoś tam głośno dyskutował, ktoś nawet biegał?? Zerknęła na łóżko przybranej siostry. Nadal puste. Zerknęła na zegarek… geeeez, co za niecywilizowane małpy. Ściągnęła słuchawki, wygramoliła się z łóżka, po czym ruszyła do drzwi. Lekko je uchyliła…


- Panie, no mówię, słyszałem na własne uszy! Na pierwszych trzech pokładach był jakiś wyciek gazu, czy coś! - Gadał przejętym głosem jakiś facet, gdzieś z boku, w korytarzu.
- A bujdy… - Odparł inny samiec - Jakieś alarmy by się wszędzie włączyły, coś by przez głośniki nam tu gadali…
- No mówię, że słyszałem. Obsługa lata z walkie-talkie, i tam przez nie tak gadali! Wysłali na dół jakieś ekipy strażaków…


~

Samuel na pokładzie 10, po późnym prysznicu, ledwie położył się spać… został zbudzony zamieszaniem na korytarzu przed jego kabiną. Ktoś tam chodził, stukał, dyskutował?? Teksańczyk podszedł do drzwi, otworzył je, i już miał zamiar zjebać delikwentów, gdy usłyszał…
- Proszę zachować spokój, i wrócić do swoich kabin, załoga próbuje opanować sytuację… - Tłumaczyła kobieta z obsługi.
- Czy my toniemy?! - Niemal wydarła się jakaś gruba kobieta, w koszuli nocnej. Widoki były dosyć odpychające.
- Nie proszę pani. Coś się wydarzyło na pokładach 1,2,3. Próbujemy ogarnąć sytuację…

Pokłady 1,2,3?? A już na 4 było kasyno, a więc i jego żona! Samuel momentalnie już do końca oprzytomniał, i wyrwanie ze snu, czy w sumie jego brak, przestało mieć znaczenie. Musiał się ubrać, i tam czym prędzej się wybrać!


- Pali się?
- Coś tam wybuchło?
- Toniemy?! - Kilku innych pasażerów na korytarzu również zaczęło gdakać, ale Sam zamknął już drzwi. Musiał działać.


~

Louis wracał bardzo późną porą do swojej kajuty, lekko wstawiony, i z uśmieszkiem pod nosem… co prawda pipki go wyprosiły po wszystkim, chcąc iść spać, ale co nabzykał, to nabzykał, hehe… Katie i Zara… może modelkami nie były, ale… heheh.


Windy nie działały. Czemu do cholery nie działały windy?? No normalnie skandal! Hehe… ruszył schodami, wzruszając ramionami. Te 3 piętra przejdzie i wstawiony. Chwila, on nie był wstawiony! Tylko troszkę podpity…

- Proszę natychmiast udać się do swojej kajuty! - Przed nim wyrósł nagle jakiś nerwowy typek z obsługi, machając mu przed nosem ręką, w której trzymał… krótkofalówkę?
- Mamy sytuację awaryjną proszę pana! Proszę iść do swojej kajuty!

- ...khhhht… tu grupa ratunkowa 1, jesteśmy na pokładzie 3… khhht… - Zaszumiała nagle krótkofalówka, i obaj mężczyźni wlepili w nią momentalnie spojrzenia - ... wszędzie pełno zielonych oparów… khhht… to chyba nie jest gaz… wchodzimy do pierwszych kabin… khhht… o Boże, oni wszyscy nie żyją…

Blady załogant, o nagle drżącej ręce, spojrzał wystraszony na Louisa, który momentalnie wytrzeźwiał.


~

Mark twardo stał na swoim stanowisku… mimo nieco miękkich nóg. Akcja rozpoczęła się 11 minut temu, jednak już od minuty 8, coś poszło nie tak, wszystko zaś słyszał na żywo, w słuchawce ich łączności. Szlag by to trafił!

Inni - podobni jemu - weszli gdzie trzeba, najpierw załatwiając dwóch strażników, a później pokonali wzmocnione drzwi. Natrafili na cywilny personel… no i któryś z tych durnych cywili próbował wywinąć jakiś numer. Ktoś go zastrzelił, trafiając przy okazji coś, czego nie powinien. Doszło chyba do jakiegoś wybuchu?? Utracono z nimi łączność… Mark mocniej ścisnął broń.


No i jeszcze ten trup tutaj, tuż minutę temu. Dobrze, że to chociaż nie on zastrzelił owego załoganta, mającego pecha znaleźć się w niewłaściwym miejscu, o niewłaściwej porze?








***
Komentarze za chwilę.
 
__________________
"Nawet nie można umrzeć w spokoju..." - by Lechu xD
Buka jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 14-11-2023, 16:50   #8
 
Santorine's Avatar
 
Reputacja: 1 Santorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputację
Kiedy tylko dziewczyna pokazała mu środkowy palec, Louis rozłożył szeroko ręce, a potem wskazał dłonią na swoją dobrze wyrzeźbioną klatę, a wreszcie zaakcentował całość potrząśnięciem krocza w geście Jacksona.

– Co jest!? - zawołał. – Tego nie chcesz? TEGO!?

I roześmiał się. Wzruszył ramionami, wiedząc, że jakiekolwiek tutaj spotka straty, to powetuje sobie je przy barze albo z kimś innym.

Nagłe rozbawienie jednak rychło przemieniło się we frasunek. Kontakt nie pojawiał się już od paru dni - co to, u diabła, miało tak naprawdę znaczyć? Że rezygnują z interesu? Wystawiają ich do wiatru? Każą im iść do diabła i ta cała podróż była tylko jakimś wybiegiem, który miał na celu uzmysłowić im, że są idiotami? Lub, co najgorsze, knuli coś i wkrótce miał się przekonać, że zostali wpuszczeni w maliny? Czekanie było najgorsze.

Zapalił kolejnego papierosa. Parę buchów dalej stwierdził, że pozostało mu tylko czekanie - sytuacja, w której nie mógł nic zrobić była najgorsza, jednak nie miał żadnego pojęcia, co innego mógł zrobić.

~

Alkohol i dziewczęta robiły swoje. Nabuzowany dobrą szkocką, wiedział co robić - nie mógł od tego go powstrzymać ani rausz, ani Zara, która wydawała się być znacznie bardziej ostrożna niż jej przyjaciółka. Gdyby to były inne okoliczności, ich niepokój byłby jak najbardziej sensowny. Znał wiele chicas, które po kręceniu się w towarzystwie członków kartelu, które ostatecznie kończyły jako putinhas, dziewczęta, którymi można było kręcić, jak się chciało a które przekonywała ostatecznie perspektywa pieniędzy i nieco bardziej stabilnego życia, niż takie, jakie można było żyć na ulicy. Ale nie tutaj, na statku.

Zara, choć z początku oponowała, dała się przekonać, kiedy ostatecznie wypiła kolejną szklankę szkockiej. Musiało zadziałać - Lagavulin, Single Malt nie zawiódł go także i tym razem i ostatecznie, po paru dłuższych chwilach nagabywania, Zara dołączyła do Kate, acz z ociąganiem, ba, wyrzutami nawet.

Kate, ciekawska dziewczyna wiodła prym w uciechach w kajucie, zaś Zara wtórowała jej raczej z musu i jakiejś wstawionej rezygnacji. Cóż to tak naprawdę oznaczało, Fonsecę to nie obchodziło. Liczyły się tutaj śliczne ciała odkrywczych Angielek.

~

Wracał do kajuty. Szumiało mu nieco w głowie, ale… Nie było to nic, czego już nie przeszedł wcześniej.

Nagle, zatrzymał go jakiś typ z obsługi.

– Proszę natychmiast udać się do swojej kajuty! - Przed nim wyrósł nagle jakiś nerwowy typek z obsługi, machając mu przed nosem ręką, w której trzymał… krótkofalówkę?
– Mamy sytuację awaryjną proszę pana! Proszę iść do swojej kajuty!

Fonseca spojrzał z politowaniem na tego człowieka.

– Awaryjna sytuacja, bracie? - Fonseca zapytał. – Bardziej awaryjna niż brak procentów w mojej lodówce?

Tu z radia dobiegł głos:
– ...khhhht… tu grupa ratunkowa 1, jesteśmy na pokładzie 3… khhht… - Zaszumiała nagle krótkofalówka, i obaj mężczyźni wlepili w nią momentalnie spojrzenia - ... wszędzie pełno zielonych oparów… khhht… to chyba nie jest gaz… wchodzimy do pierwszych kabin… khhht… o Boże, oni wszyscy nie żyją…

Kiedy Fonseca usłyszał treść przekazu z radia, zdębiał. Jakimś cudem, on, handlarz narkotyków mający ubić deal stulecia na statku, właśnie dowiedział się, że na statku stało się… No właśnie. Co się stało?

– Stary, czy chcesz mi powiedzieć, że na okręcie jest wybuch jakichś wyziewów, gazu czy chuj wie tam czego, a ty chcesz zamykać ludzi w pokojach? Wiesz, że za to można pociągnąć do odpowiedzialności?

Fonseca spojrzał ze spokojem przestraszonemu mężczyźnie w oczy.

– Tak się składa, że znam się trochę na ogarnianiu ludzi, jak są przestraszeni. Pójdę z tobą. Nie musisz mi mówić, co tam się stało. Ale nie próbuj mnie upychać do kajuty, bo dostaniesz w łeb. Jasne? Idziemy.
 
__________________
Evil never sleeps, it power naps!
Santorine jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 14-11-2023, 19:03   #9
Rot
 
Rot's Avatar
 
Reputacja: 1 Rot ma wspaniałą reputacjęRot ma wspaniałą reputacjęRot ma wspaniałą reputacjęRot ma wspaniałą reputacjęRot ma wspaniałą reputacjęRot ma wspaniałą reputacjęRot ma wspaniałą reputacjęRot ma wspaniałą reputacjęRot ma wspaniałą reputacjęRot ma wspaniałą reputacjęRot ma wspaniałą reputację
Spaśona kulka śmiała Markowi odpyskować, ale że sama z siebie spełniła jego polecenie i znikła mu z pola widzenia to Mark postanowił przejść nad tym do porządku dziennego. Wziął kawałek pizzy i już miał go sobie wsadzić do ust kiedy padł na niego cień większej spaśonej kulki. Nosz kurwa mać….

Odłożył pizze szykując się do słownej szermierki i trzeba to przyznać był dzisiaj w formie. Bo ojczulek równie szybko jak synalek zwinął żagle.

Jednak… Markowi niedługo dane było cieszyć się swoim małym zwycięstwem bo szybko zrozumiał, że stary spaślak poszedł poskarżyć się do obsługi.

Jego brwi powędrowały do góry w zdziwieniu. Jaki kurwa mściwy gnojek… Przeszło mu przez myśl kiedy przy jego stoliku zmaterializował się kelner. Już miał mu powiedzieć, żeby się pierdolił. Ale w porę przypomniał sobie o “kambuzie” i szybciutko zmienił postawę. Schylił pokornie łeb i… sypnął napiwek z pokaźną górką po czym zawinął się z restauracji pizze jednak zabierając ze sobą… Na odchodne posłał dwójce grubasów jadowite spojrzenie.

Niech się kurwa schaby boją bo ich wycieczka już wkrótce zmieni się w prawdziwy koszmar.

Następnie skierował się do baru. Wypił kilka drinków żeby trochę się uspokoić i poszedł do kantówy pograć w gry. One zawsze poprawiały mu humor. Śmigał trochę na symulatorze formuły jeden. Potem zagrał w jakąś strzelankę i nawet szło mu tak dobrze, że zbliżył się do jakiegoś rekordu. Na koniec popykał trochę w stare dobre Mortal Comabt.

I humor mu wrócił więc pozwolił sobie jeszcze na jeden mały kieliszek… No może dwa. Ale kiedy zorientował się, że trochę mu szumi w głowie poszedł na basen żeby trochę przetrzeźwieć. Pomogło.

W końcu wrócił do kabiny wypić trochę wody. Przebrać się i… Zabrać swoje zabawki.

Zanim wyszedł spojrzał na siebie w lustrze.

-Będzie dobrze. – powiedział dodając sobie otuchy przed akcją.

GODZINA 02:11

No i kurwa nie było dobrze! Ledwo się zaczęło i jak się zaczęło to od razu się kurwa spierdoliło. Ale to nie on zjebał! Nie on! kurwa… dobrze że odpuścił sobie ćpanie. A może… kurwa źle? Kurwa co tam się do cholery stało?

Jak on nienawidził takich sytuacji. W ogóle to powinien tylko latać. Powinien mieć jakiś jebany kontrakt! Tylko chuja miał nie kontrakt! Zresztą ze swoimi długami to powinien się cieszyć że żył.

Spojrzał na mostek po czym przesunął wzrok na dwójkę innych najemników, którzy razem z nim strzegli wejścia. Ich twarz jak i jego zakrywały maski przeciwgazowe. Niewiele z nich mógł wyczytać. Ale postanowił przerwać ciszę.

- Myślicie że możemy już zdjąć te maski? Kabina tego mostka wygląda na szczelną..– I już kiedy je zadawał zdał sobie sprawę z tego jak głupio ono brzmiało. Bo co umrą teraz zatruci ulatniającym się gazem z rzuconych niedawno granatów bo mu wydawało się, że są bezpieczni.

-Dobra chuj nie było pytania. – zreflektował się i żeby zająć się czymś podszedł do zabitego członka załogi żeby go przeszukać. Może ma przy sobie krótkofalówkę, a na pewno ma portfel. Hajs mu się przecież już nie przyda, a mu i owszem!

-Macie jakieś dalsze instrukcje? No wiecie oprócz tych żeby trzymać dupę w tym miejscu co kazali. No i tak generalnie… Wam też ten Tajny Pokład śmierdzi? Przecież nie jesteśmy debilami znamy rozkład pokładów. Tam się żaden nowy pokład magicznie nie wciśnie… To wszystko jest w chuj dziwne. – Mark zdał sobie sprawę, że pierdoli jak potłuczony. Ale kurwa denerwował się i chyba było to po nim widać. Cholera… Musi się szybko pozbierać.
 

Ostatnio edytowane przez Rot : 14-11-2023 o 19:16.
Rot jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15-11-2023, 12:38   #10
 
Prince_Iktorn's Avatar
 
Reputacja: 1 Prince_Iktorn ma wyłączoną reputację
Ryu miał chwilę na rozmyślania. Wieczór był bardzo miły i bardzo długi. Yumiko… może zrozumie, że nie miał ochoty na intymność po pijanemu? Może będzie chciała kontynuować znajomość? Jutro spróbuje ją znaleźć, zaproponuje ponowne spotkanie, ale takie spokojniejsze. Chociaż czy dziewczyna która jest gotowa oddać się komuś poznanemu zaledwie godzin temu jest warta zachodu? Nigdy nie miałby pewności czy nie byłaby gotowa zrobić tego samego z kimś innym… a może to właśnie okazja na żeby się przekonać? Tak, postanowił, jutro pójdzie do niej jeszcze raz i zaprosi na obiad, bez szaleństw.


Rozmyślając zorientował się nagle, że jest nie na swoim piętrze. Chciał zawrócić do windy, ale pomylił kierunki i znalazł się przy schodach. Lekko potrząsając głową aby rozjaśnić myśli, stwierdził, że przecież może pójść jedno piętro schodami. I w tej samej chwili zobaczył biegnących w dół ludzi z obsługi statku. Przebiegli tak szybko, że nawet nie był pewien czy naprawdę ich widział. Przystanął na chwilę i zobaczył że zbiegli kolejni. Otrzeźwiał nieco. Znał taką nerwowość, widział ją wielokrotnie na ostrym dyżurze w swoim szpitalu. Coś musiało się stać. Ruszył w dół schodami, w ślad za zbiegającymi ludźmi.
- Halo? Czy coś się stało? Jestem lekarzem, czy ktoś potrzebuje pomocy? – zawołał schodząc w dół, w ślad za zbiegającymi załogantami.
 
__________________
-To, że 99% ludzi jest innego zdania niż Ty, wcale nie znaczy, że to oni mają rację.
Prince_Iktorn jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 00:30.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2024, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172