Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Warhammer Wkrocz w mroczne realia zabobonnego średniowiecza. Wybierz się na morderczą krucjatę na Pustkowia Chaosu, spłoń na stosie lub utoń w blasku imperialnego bóstwa Sigmara. Poznaj dumne elfy i waleczne krasnoludy. Zamieszkaj w Starym Świecie, a umrzesz... młodo.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 25-07-2019, 12:21   #1
 
hen_cerbin's Avatar
 
Reputacja: 54840 hen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputację
Ich oczami II - Oblężenie.

Pamięci tych wszystkich NPC, którzy ginąc setkami i tysiącami nie powodują nawet wzruszenia ramion graczy, i których śmierć zostaje zapomniana najdalej po minucie. Pamięci tych, którzy próbują prowadzić karczmy mimo tego, że gracze palą je przynajmniej raz do roku. Pamięci władyków, którzy nie mogą wydać rocznego dochodu miasteczka na nagrody za sprzątniecie podrzędnej grupki bandytów. Pamięci tych, którzy próbują utrzymać porządek w mieście, który to porządek gracze zakłócają bardziej niż kultyści chaosu. Pamięci handlarzy, którzy ryzykują życie nie przyjmując w rozliczeniu za towary goblinich włóczni i zardzewiałych hełmów. Pamięci tych wszystkich mieszkańców Starego Świata, których los absolutnie nie obchodzi graczy, którzy zazwyczaj, o ironio, twierdzą, że to ich właśnie ratują.

W poprzednim odcinku:

Poszukiwacze Przygód (nimi sterował MG na podstawie swoich doświadczeń z graczami) przybyli do miasta na kradzionych koniach, by na zlecenie tajemniczego człowieka odnaleźć zaginioną złodziejkę i odzyskać skradzioną księgę i mapę. Po nieopłaceniu myta na bramie, burdzie i spaleniu karczmy, kradzieży dokumentów ze Strażnicy i Ratusza, doprowadzeniu do pobicia strażników miejskich, zamordowaniu jednego z nich i zastraszeniu reszty zabili także lokalne bóstwo opiekuńcze (Panią Szczęścia). Strażnicy Miejscy: Georg Nichtmachen (postać Phila) i ochotniczy strażnicy: Jagoda, Timi i Jacek Dydulski (postaci druidha, Wisienek i lynx lynxa) odwalili całą robotę detektywistyczną, znaleźli zaginionych, rozwiązali tajemnicę i znaleźli wejście do starodawnej świątyni zapomnianego bóstwa, ale jak łatwo się domyślić, wszystkie zasługi Bohaterowie przypisali sobie i w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku odjechali w kierunku zachodzącego słońca. Ale przynajmniej miasto stoi jak stało (nie licząc pewnej karczmy i jednego z dwóch mostów).

Gluckwunsch przetrwało wizytę Bohaterów. Ba! Niedługo potem rozpoczął się okres prosperity - pielgrzymi tłumnie ściągali na spotkania z żyjącym świętym, a kiełbasy Nichtmachena i ciżmy Timiego stały się ważnymi towarami eksportowymi.

Doświadczenie śmierci odmieniło Jacka i jego życie. Zrozumiał, że życie drobnego oszusta, przestępcy popełniającego pospolite przestępstwa i łamiącego prawo dla paru miedziaków jest złe. Co innego zamiana detalu na hurt i oszukiwanie wszystkich na grube sumy, będąc jednocześnie chronionym przez prawo i bogów. Żywy święty. Wybraniec Morra. Powszechnie szanowany Kapłan i członek Rady z ramienia kleru. Taki to kosi mamonę!

Timi, ku zdumieniu innych czeladników został dopuszczony do egzaminu na czeladnika i ku jeszcze większego zdumieniu samego Timiego, zdał go śpiewająco. Kiedy tajemnicza zaraza zabrała synów jego perceptora (a w końcu i samego Mistrza Jana) to właśnie Timi, jako najzdolniejszy z czeladników zajął jego miejsce i ani się obejrzał, a zdał egzamin mistrzowski.
Kiedy kilka lat później wygrał głosowanie na Starszego cechu i został rajcą dumna była z niego nie tylko jego siostra-karczmarka i reszta rodziny, ale i żona. Trudno ocenić czy ożenił się z miłości czy może dla posagu panny młodej, ale z Mistrzem Tymonem, ważnym członkiem Rady mało kto chciał zadzierać, więc plotki powtarzano tylko szeptem.

Georg Nichtmachen, miejscowy bohater (nikt nie wiedział do końca jakiego to bohaterskiego czynu Wielki Gie dokonał, ale każdemu głupio było się do tego przyznać) poślubił swoją ukochaną, o co nie było trudno, bo nie dość, że robiąc najlepsze kiełbasy w mieście szybko piął się w górę w rzeźnickim fachu to jeszcze jako prawa ręka sierżanta Kriefforta siał postrach wśród przestępców (przynajmniej wśród tych zbyt biednych na łapówkę). Ale nie wśród gromadki urwisów, jakich dorobił się z Teresą. Kiedy Kapitan Krieffort udawał się na zasłużoną emeryturę, sierżant Nichtmachen był poważnie brany pod uwagę jako jego następca.

Jagoda wyjechała z miasta krótko po opisywanych wydarzeniach. Ale w końcu wróciła. Bogatsza o trzy małżeństwa, bogatsza o wiedzę, i, nomen omen, bogatsza o bogactwo. Wesoła wdówka zgromadziła bowiem spory majątek, a kupiona w mieście kamienica stała popularnym miejscem spotkań. W końcu gdzie szlachcice, magowie i nieludzie mogą załatwić swoje biznesy w spokoju i nie budząc podejrzeń? W odwiedzinach u szlachetnej wdowy Jagody Erminlindy Waldeburg von Ottovordemgentschenfelde.

O Poszukiwaczach Przygód słuch zaginął... aż do teraz. Ale nie uprzedzajmy faktów.
Póki co - radujmy się!
Gluckwunsch prosperuje! Głównie dzięki niezwykłemu szczęściu jakie miała czwórka jego mieszkańców (Jagoda, Georg, Timi i Jacek). Miasto rozbudowało się i rozwinęło. Dostało Prawo Składu i Prawo Miecza. Przebudowano Ratusz (z miejscem na lochy w podziemiach), postawiono Bibliotekę, odbudowano most i spaloną Karczmę. Qń zmienił się z taniego przybytku wódy i rozpusty w drogi przybytek wódy i rozpusty.
Tak, miasto prosperuje.

A nowy Burmistrz i jego sześcioosobowa Rada Miasta dbają, by tak zostało.
Przyjrzyjmy się, co też robią w zwykły dzień...
 
__________________
Ostatni - termin: jak dacie radę, zwłaszcza tyczy się to podkreślonych.
Gob1in, pi0t, Komtur, druidh, Stalowy, Morel
Ich oczami II - oblężenie- termin: 23.09.2019r.
Wisienki, lynx lynx, druidh, GreK

Ostatnio edytowane przez hen_cerbin : 25-07-2019 o 14:30.
hen_cerbin jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 26-07-2019, 10:17   #2
 
Wisienki's Avatar
 
Reputacja: 22397 Wisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputację
Mistrz Tymon przebudził się o przed świtem z pierwszymi promieniami słońca które delikatnie zaróżowiły jeszcze czarne niebo. Od dawna już tak wcześnie nie musiał wstawać jednak stare nawyki czasami jeszcze okazywały się silniejsze. Kamienica była cicha, nie słychać było gwaru na parterze, nie trzaskały garnki w kuchni. Wszyscy spali, łoże było wygodne i ciepłe i po prawdzie nie było powodu aby się z niego ruszać. Tymon postanowił więc spać dalej. Gdy jednak już prawie odpłynął do świata snu usłyszał niepokojący hałas, który za chwilę się powtórzył. „Czyżby złodziej” – pomyślał i zręcznym ruchem wyszedł z łożnicy.

Chwycił solidny mosiężny świeczniki i cicho podciągając koszulę nocną udał się w kierunku z którego dobiegał hałas. Nie mógł sobie pozwolić na stratę tego wszystkiego co udało mu się pozyskać w ciągu ostatnich lat.

Nawet w najbardziej dzikich wizjach, po największej dawce okowity nikt przy zdrowych zmysłach by nie przypuszczał, że on; mały Timi, zastraszony chłopiec z ubogiej wsi, który bał się ciężkiej ręki Mistrza Jana, że on gołodupiec, będzie spał w piernatach, na miękkim łożu u boku żony. I żeby to jeszcze była stara, brzydka wdowa z dziećmi, która potrzebowała mistrza szewskiego do prowadzenia warsztatu po mężu, mogłoby się tak i zdarzyć gdyby miał wiele szczęścia. Jednak to, aby konkury ubogiego czeladnika do pięknej córki najbogatszego kupca korzennego w mieście zostało przyjęte i żeby młoda naprawdę pokochała konkurenta nadal nie mieściło się Tymonowy w głowie, a jednak się wydarzyło.

Spojrzał z czułością na żonę. Ameralda spokojnie spała w łożnicy, a jego rolą było jej strzec i pełnić powinności Pana męża, okazując jej grzeczność i szacunek tak aby nie dostrzegła braku większego uczucia. Nie chciał jej sprawiać przykrości, wszak jej uroda budziła zazdrość u innych, wpływy jej ojca i pieniądze z posagu utorowały mu drogę do kariery a co najważniejsze – na myśl o tym uśmiech zagościł na jego twarzy – dała mu trójkę dzieci Ingę, Leopolda i Matyldę, które były jego prawdziwym szczęściem. Oczami wyobraźni już widział jak osiągają sukces, jak koligacją się ze szlacheckimi rodami.

Coś brzdęknęło i łupnęło. Tymon zatrzymał się w miejscu i słuchał - nie słychać było żadnych kroków, żadnego ruchu – gwałtownie otworzył drzwi do kantorka. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Oświetlanym jeszcze przez światło księżyca. Wszedł ostrożnie do wnętrza. Okno było wybite, kotwiczka zaczepiona o ramę, w środku jednak nie było nikogo. Gdy wyjrzał przez okno zobaczył chuchrowatego chłopaczka uciekającego lekko kulejącym krokiem.

Odwrócił się i szybkim krokiem zbliżył do kredensu nad którym powieszony był portret pięknej młodej niewiasty. Skłonił się przed nim jak przed ołtarzem.

- Pani Szczęścia, dziękuję za opiekę nade mną i domem moim, czuwaj proszę nad naszym losem - to mówiąc podpalił bryłkę kadzidła leżącą na miseczce pod obrazem.

Gdy skończył się modlić zapalił lampę naftową a następnie siadł przy masywnym dębowym biurku i zaczął pisać

PLAN DNIA
1) sprawdzić rachunki
2) zamówić u kowala okiennice do kantorku
3) kupić najpiękniejsze kwiaty dla Pani Fortuny
4) iść do Józefa po najlepszą skórę na buty dla panny Matyldy von Truvill
5) kończyć zdobienie butów dla Josefa Grenbottelschnak Grenbottelschlang
6) zorganizować dostawę !!!!
7) iść na spotkanie rady
8) czerwona koza


Liczył już od dobrych kilku godzin gdy dom zaczął się budzić. Najpierw kuchnia, potem czeladnicy gdy skończył liczyć był już czas by wspólnie śniadać ze swą rodziną. Gdy wyszedł z kantorku poczuł zapach jajecznicy na boczku i usłyszał przekomarzania dzieci.

Uśmiechnął się, wiedział że był szczęściarzem.
 
__________________
Wiesz co jest największą tragedią tego świata? (...) Ludzie obdarzeni talentem, którego nigdy nie poznają. A może nawet nie rodzą się w czasie, w którym mogliby go odkryć. Ruchome obrazki - Terry Pratchett

Ostatnio edytowane przez Wisienki : 31-07-2019 o 21:47.
Wisienki jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 27-07-2019, 10:32   #3
 
GreK's Avatar
 
Reputacja: 18858 GreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputację
- Zasłałem łóżko.

To nie był dobry dzień. Wszystko szło nie tak. Berg był zmęczony tym, że nic nie zrobił. Manduk Pialma, wysuszony, niemal przezroczysty skryba zbierał przybory z małego stolika. Mebel postawiony był przy samym palenisku z dwóch praktycznych powodów. Po pierwsze primo żar dawał dodatkowe źródło światła, w słabo oświetlonym pomieszczeniu a po drugie primo, znacznie ważniejsze primo, staruszek Manduk zawsze marzł. Jego chude ciało w ogóle nie wydzielało ciepła i nawet w upalne dni zacierał kościste dłonie, próbując je choć trochę rozgrzać. Przysunąwszy więc swoje stanowisko pracy tak blisko jak tylko było możliwe do paleniska, wyciągał długie nogi w kierunku żaru. Teraz schowawszy dokumenty, szeleszcząc papierami zbierał się do wyjścia.

- Dobra robota, Berg - rzucił na pożegnanie głosem równie suchym co cała jego aparycja.

Kat burknął coś w odpowiedzi, wyraźnie nie w sosie.

- Zasłałem łóżko. Ja piełdolę, zasłałem łóżko.

Berg jednak nie był zadowolony z przesłuchania. Co z tego, że przesłuchiwany wyszczekał wszystko łamiącym się lamętliwym głosem? Wystarczyło palenisko rozpalić, pokazać mu rozgrzane do czerwoności narzędzia i jednego… słownie: JEDNEGO zęba wyrwać a sfajdał się w portki i jął płakać, sypać kamratów i przyznawać się do winy. Żeby nawet nie zdążył przypiec mu stóp? Świat schodził na psy.

- Zasłałem łóżko.

Przesłuchany trząsł się jeszcze, paplał w szoku w kółko te swoje “zasłałem łóżko”, pryskając przy tym na około krwią zmieszaną ze śliną i roztaczając smród fekaliów. Mała kupa gówna.

Małodobry strzyknął śliną w żar. Nie lubił łatwej roboty. Za szybko poszło. Strażnicy już weszli, żeby wynieść zasrańca z powrotem do lochu, a Gwido, najmłodszy z czeladników, ledwie czternastoletni, pryszczaty chłopak, już stał z cebrzykiem wypełnionym wodą, żeby posprzątać. Gówniana sprawa.

Berg ściągnął więc fartuch i odwiesił na swoje miejsce. Ogarnął wzrokiem raz jeszcze pracownię, mruknął coś, co przy odrobinie dobrej woli mogło być słowem pożegnania i opuścił pomieszczenie. Nie pozostało mu nic innego jak udać się do karczmy i spłukać złe wrażenie kufelkiem zimnego. Przy odrobinie szczęścia mógł zastać tam Gordhula. Krasnolud był najlepszym kompanem do picia jakiego znał.
 
__________________
Aktualnie gram w:
Sicarios. Horror. Storytelling. Meksykańskie kartele narkotykowe
Oblężenie. Z przymrużeniem oka. Pod miasto nadciąga armia nieumarłych.
GreK jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 27-07-2019, 15:05   #4
 
Lynx Lynx's Avatar
 
Reputacja: 13361 Lynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputację
Jacek spał snem świętego po wczorajszej uroczystości w Qniu. Nic mu się nie chciało postanowił, więc powierzyć swój los jakiemuś wyższemu bytowi. Po dłuższym minutowym zastanowieniu się uznał iż istota zwana MG najlepiej się do tego nada. Byt na tyle wielki by nawet ci cudaczni PP oddawali mu cześć powinien należycie zadbać należycie o dydusowy los.

Pomyśleć iż Jacek wymyślił to wszystko przez sen.
 
Lynx Lynx jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 28-07-2019, 09:53   #5
 
PeeWee's Avatar
 
Reputacja: 4465 PeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputację
- Kochanie śniadanie - to były pierwsze słowa jakie usłyszał Volkmar po przebudzeniu.
Wstał, podszedł do okna i przeciągnął się rycząc niczym lew. Oparł się o parapet i z dumą popatrzył na swoje Gluckwunsch.

Obiektywnie trzeba przyznać, że w ciągu ostatnich lat odwalił kawał dobrej roboty. Jego Gluckwunsch prosperowało wyśmienicie i rozwijał się bardzo dobrze. Volkmar snuł jeszcze bardziej ambitne plany zarówno dla siebie, jak i dla miasta.

Z błogich rozmyślań wyrwał go namiętny pocałunek. Gryzelda zaszła go niespodziewanie i bez słowa rzuciła się na szyję.
- Dzień dobry, mój panie - powiedziała odchylając się lekko do tyłu - Jak ci się spało?
- Muszę rzec, że doprawdy wyśmienicie - odparł z szerokim uśmiechem - Jakże jednak mogłoby być inaczej, skoro spałem u boku tak pięknej i cudnej kobiety
- Piękna i cudna? - spytała krzywiąc usta Gryzelda - Gdzież tyś się szlajał świntuchu? - spytała unosząc wrogo brwi i szturchając go w ramię.
- Gdzież bym miał się szlajać, najdroższa. O tobie przecież mówię, moja słodka, piękna i ukochana żono.
- O mnie? - udała zdziwienie - Jeśli tak to w porządku.
- Chodźmy jeść. Czuję, jak mi kiszki marsza grają.

***

Pogoda tego dnia była wręcz idealna. Słońce delikatnie przygrzewało, a delikatny wiaterek od zachodu niósł przyjemny chłód i zapach sosnowego boru.
Burmistrz Volkmar Woerfel, jak to miał w swoim zwyczaju, przechadzała się ulicami miasteczka. Szedł wolno z rękami założonymi za plecami. Przyglądał się domom i kramom, jakby widział je pierwszy raz w życiu. Witał się z mieszkańcami, pytając o zdrowie i o to, jak idą interesy. Burmistrz Woerfel bardzo troszczył się o swoje miasto. Niczym dobry ojciec dbał o dobro każdego z mieszkańców.

Gdy Volkmar dotarł pod budynek ratusza, stawał na szczycie schodów i z tej perspektywy jeszcze raz spoglądał na Gluckwunsch.
Dopiero po odprawieniu takiego rytuału wchodził do budynku.

- Dzień dobry Oswaldzie - rzekł mijając biurko swego sekretarza.
- Dzień dobry panie burmistrzu - odparł kłaniając się w pas, rudy młodzieniec, syn kowala. Oswald był inteligentnym i bystrym człowiekiem, ale tylko dzięki szkole założonej przez Woerfela miał szansę zdobyć wykształcenie i posadę w ratuszu.
- Co tam mamy dzisiaj w planie? - spytał burmistrz, choć doskonale wiedział, co go dzisiaj czeka.
- Rudolf Herrth przyjdzie w sprawie rozbudowy swojego warsztatu, chodzi o wykup działki przy rynku. Potem Bernard Lipsitz z jakąś niezwykle ważną, ale na tyle tajemniczą sprawą, że nie chciał nic zdradzić i na koniec grupa mieszkańców ze skargą…
- Ze skargą? - powtórzył z niedowierzaniem burmistrz.
- Tak, ze skargą. Chodzi o coraz głośniejsze libacje w Qniu.
- To wszystko?
- Tak, panie burmistrzu.
- Zrób mi kawę proszę i poślij kogoś po te pyszne rogaliki do Henrietty.
- Już się robi, panie burmistrzu.
 
__________________
Buty i szelki po tym poznasz nas
Buty i szelki piwo, walka, śpiew

Ostatnio edytowane przez PeeWee : 28-07-2019 o 17:44.
PeeWee jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 31-07-2019, 01:25   #6
 
druidh's Avatar
 
Reputacja: 24190 druidh ma wspaniałą reputacjędruidh ma wspaniałą reputacjędruidh ma wspaniałą reputacjędruidh ma wspaniałą reputacjędruidh ma wspaniałą reputacjędruidh ma wspaniałą reputacjędruidh ma wspaniałą reputacjędruidh ma wspaniałą reputacjędruidh ma wspaniałą reputacjędruidh ma wspaniałą reputacjędruidh ma wspaniałą reputację
Smutek i nerwowość towarzyszyły Szanownej Pani Jagodzie Erminlindzie Waldeburdze von Ottovordemgentschenfelde od samego początku tego okropnego dnia. Z trudem tłumiła wypełniające ją emocje, gdy utrzymując z przenajszlachetniejszą godnością pół talentu biżuterii oraz suknię ważącą nieomal centar raz po raz musiała przemierzać pokój, aby zlustrować ostatnie poprawki dokonywane przez Mistrza Scipione Pulzone. Podobno mistrza. Pani gotowa była się założyć, że nie jest najpewniej nawet Tileańczykiem.

Suknia miała być oddana jutro, a tymczasem Pani na obrazie dalej wyglądała jak napuchnięty pasztet z wątróbki obsypany brokatem i owinięty utytłaną w gównie szmatą. W końcu zdecydowała się działać.

- Wincencie! - zaklaskała unosząc dłonie, a za plecami malarza wyrósł mężczyzna, przy którym nawet Pani wyglądała jak chucherko.
- Nie mam już do tego cierpliwości, mój drogi. Weź tego człowieka z jego pędzlami i wsadź mu je w dupę razem z całym złotem, które mu się od nas należy. Potrąć mu tylko za wikt i opierunek od Matyldy. Po najwyższej stawce - zaklaskała w dłonie raz jeszcze, a posąg ogra siedzący w kącie pokoju i gapiący się w przepływające chmury wygłosił beznamiętnie.
- Trzydzieści siedem karli, dwanaście szylingów i trzy pensy. - Tymczasem nielichej postury Mistrz Scipione Pulzone uniósł się w powietrze niczym balon i zniknął razem ze swoimi narzędziami.
- Aha - dodała, a głowa Wincenta pojawiła się w drzwiach ponownie - Tylko nie połam tych pędzli, dobrze? Nie chcielibyśmy skandalu.

Wincent zamknął drzwi, a Pani skierowała swoją głowę na ogra.
- Port?
- Siedem, cztery, dziesięć. Razem trzydzieści dwa, pięć, trzy.
- Świątynna?
- Dwa, pięć, jeden. Razem sześć, jeden, dwa?
- Czemu?
- Grunwurst nie płaci, a Mistrz Tymon...
- Mówiłam zostawić... Nie mam do tego dzisiaj głowy. Przyprowadzisz Matyldę, Juliuszu? Jadłeś coś? Wyglądasz na zabiedzonego.


Golem o wadze wybitnie ponad dwa centary, podniósł się nie mówiąc już ani słowa i poruszając się niemal bezgłośnie wyszedł. Przez otwarte na chwilę drzwi, do pokoju wpadł wrzask Mistrza Scipione Pulzone. Odbierał właśnie wypłatę.

Pani krytycznie zmierzyła jeszcze raz jego dzieło, obejrzała ścianę na której miał wisieć i przy pomocy Matyldy przebrała się w ubranie ważące tym razem znacznie mniej niż ona sama. Wymieniła kilka plotek, ustaliła dania na obiad, zleciła Wincentemu (który właśnie wrócił) zwrot sukni i biżuterii, a następnie przy kieliszku słodkiego wina zmieszanego z odrobiną wódki wysłuchała kilku utworów na harfę autorstwa Mistrza Boniego z Ity. Rozanielona drugim kieliszkiem szlachetnego trunku poprawiała wielokrotnie swój solidnych rozmiarów biust wlepiając coraz bardziej wygłodzone oczy w młodego harfiarza. Ten zaś przy czwartym utworze o wiele mówiącym tytule “Patrząc na słońce” zbladł do koloru księżyca w pełni (zupełnie nieadekwatnie do śpiewanego tekstu). Zarumieniła się natomiast Pani, która przeciągnąwszy się na leżance niczym kot rozkazała młodzieńcowi uraczyć się winem, a kwadrans później po utworze “Najsłodsza rzecz” zaciągnęła go bezceremonialnie do sypialni.

Późnym popołudniem, gdy drzwi domu Szlachetnej otworzyły się na krótko dla interesantów, na pokoje zostało wprowadzonych dwóch mężczyzn. Ojciec i syn. Gdy zaś starszy, niedowidzący, po dłuższej chwili wygłosił w zdumieniu: “Toż to Jagoda!” Juliusz z wyuczonym automatyzmem wymierzył jego synowi Aleksandrowi solidnego liścia.
- To za ojca - powiedział głucho Wincenty stojący z drugiej strony i mężczyzna w sile wieku od razu wiedział, że należy zacząć prośbę od słów “Szlachetna Pani”. Widok ocierającego nos Juliusza sprawił, że płynęły one nadzwyczaj gładko i dźwięcznie, a wszelką pamięć, o tym co było kiedyś, skutecznie zmył odgłos pocieranych przez ogra rąk.

- Przydasz mi się - powiedziała Pani uprzejmie - Wincenty wyznaczy ci stawkę, a jak się przebierzecie w coś normalnego zaproszę was nawet po jutrze na wieczorny wieczorek poetycki. Wielka to przyjemność słuchać wierszy Juliusza ze Słowacji w wybornym towarzystwie. Prawda Aleksandrze?
Ten dla bezpieczeństwa pokiwał głową, a Pani rozmarzyła się, gdy przed oczami stanęły jej dawne czasy.
- Nie wiem gdzie jest Słowacja, Wincenty. Czy mamy coś stamtąd?
Zapytany nie ociągał się z odpowiedzią.
- Taka kraina nie istnieje, Pani. To jakieś artystyczne konfabulacje.
- Jaka szkoda. A może ty Juliuszu napiszesz jakiś wiersz?

Wzrok tego ostatniego przeniósł się z okna na biust szlachcianki, ale z jego ust nie padło ani jedno słowo.
- Obiecajcie mi - powiedziała natychmiast Jagoda - że jeśli ten elf z krasnoludem znów się dzisiaj pokłócą wieczorem o właściwe zasady higieny, któryś z was schleje ich czym prędzej i wywali spać koło wychodka. Nie mogłam ostatnio znieść tego nudziarstwa… możesz już iść Aleksandrze. Staw się jutro o poranku do pracy. Potrzeba nam rozeznania w lokalnych struk… porządkach. Bo porzondek musi być. Zawsze.
 
__________________
by dru'

Ostatnio edytowane przez druidh : 31-07-2019 o 06:57.
druidh jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 31-07-2019, 15:44   #7
 
Balzamoon's Avatar
 
Reputacja: 5659 Balzamoon ma wspaniałą reputacjęBalzamoon ma wspaniałą reputacjęBalzamoon ma wspaniałą reputacjęBalzamoon ma wspaniałą reputacjęBalzamoon ma wspaniałą reputacjęBalzamoon ma wspaniałą reputacjęBalzamoon ma wspaniałą reputacjęBalzamoon ma wspaniałą reputacjęBalzamoon ma wspaniałą reputacjęBalzamoon ma wspaniałą reputacjęBalzamoon ma wspaniałą reputację
Kargun Gromlison

Kargun obudził się późnym rankiem, słysząc jak jakaś straszliwa istota zgrzyta pazurami o jego czaszkę. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę że to kot siedzący na drzewie za oknem patrzy na niego zbyt głośno. Z głuchym jękiem podniósł się z łoża boleści naszpikowanego gwoździami, czyli puchowego materaca i zrzucił z siebie z obrzydzeniem zgrzebny łachman w który wszyto kawałki szkła a który ranił jego zmysł dotyku. Jedwabna nocna koszula wylądowała w rogu pokoju. Medyk na miękkich nogach podszedł do stolika i spojrzał w lustro. Odbicie odpowiedziało mu spojrzeniem przekrwionych oczu. Krasnolud wyciągnął język i obejrzał go w lustrze, sprawdził puls i powiedział.
- Zdecydowanie wyglądasz na chorego. Trzeba ci lekarstwa i to w dużej dawce. – po czym otworzył szafkę i wyciągnął gąsiorek krasnoludzkiej gorzałki. Pociągnął z niego kilka solidnych łyków i aż nim wstrząsnęło.
- Od razu lepiej. – wymamrotał i napił się jeszcze. Nagi skierował się do drzwi i wyszedł z części mieszkalnej. Schody stanowiły pewną przeszkodę, ale na całe szczęście przyjazna ściana dawała jakieś oparcie. Gdy dotarł wreszcie na podwórze chwiejnie skierował się do studni. Jak zawsze stająca przy niej potężna beczka była napełniona zimną wodą, a kilka solidnych dębowych kloców robiło za schody. Krasnolud wszedł na nie i zawahał się przez chwilę.
- Rusz swoje włochate dupsko. Twoi pobratymcy kapią się zimą w strumieniach płynących z lodowców a ty boisz się zwykłej studziennej wody? – wymamrotał do siebie i zacisnąwszy zęby wskoczył do beczki, by po chwili wynurzyć się z rykiem godnym wściekłego trolla. Choć brutalna, była to najlepsza metoda przywrócenia się do stanu w którym mógł podjąć swoje obowiązki.

***

- Panie medyk co z moją ręką? – z przestrachem zapytał go godzinę później miejscowy bednarz. Na samym środku jego dłoni widać było solidny ślad po młotku, a całość była obrzmiała i posiniała, niemal czarna.
- Cóż się stało? Znowu jakaś młódka w tej nowomodnej wydekoltowanej sukience pochyliła się żeby obejrzeć cebrzyk? Lub co gorsza sprawdzała czy ubijak do masła gładko chodzi? – zarechotał krasnolud. - Nieważne zresztą, kości połamane i nie da się naprawić. Coby uniknąć zakażenia trzeba będzie dłoń odjąć. – zaczął przygotowywać narzędzia.
- Panie medyk, niechże pan moją rękę ratuje! – ze łzami w oczach błagał rzemieślnik. - Zapłacę dodatkowo! – kusił pacjent.
- Nie da się. – twardo odpowiedział Kargun. Nie chciało mu się bawić w naprawianie połamanych kości, choć mógł to zrobić. Przy tak delikatnej sprawie pewnie musiałby ciąć, babrać się, drobne kości dłoni ustawiać w odpowiednich miejscach, a nie miał na to najmniejszej ochoty. Rzemieślnik widząc nieprzejednaną postawę lekarza sięgnął po ciężką artylerię i westchnął ciężko.
- Trudno zatem, tnij panie medyk. Szkoda tylko że mój uczeń to taka niezdara i wszystko co robi wciąż przecieka. A u mnie zamówienie na trzydzieści beczułek na brandy, sześć kadzi na piwo i osiemdziesiąt cebrzyków na ale czeka. Nie mówiąc już o tym że w Qniu naczyń na wódkę też brakuje po ostatniej mszy. Jakiś niewierny porozbijał. Pewnikiem zabraknie trunków na zimę, bo bez dłoni zrobić ich nie dam rady. – wyciągnął rękę w kierunku krasnoluda. Ten poczuł jak jego żołądek na samą myśl o braku alkoholu zwinął się w kłębek i zaczął płakać.
- Spokojnie, spokojnie, poczekajmy z tym obcinaniem. Na żartach się nie znacie mistrzu bednarski? W tak ważnej sprawie jak wasza ręka gotowym więcej uwagi i trudu poświęcić. Jednak to niełatwa sprawa, oj nie łatwa a i lekarstwa drogie trzeba będzie sprowadzić i przygotować. – rozpoczął targi medyk. Bednarz odetchnął widocznie, wiadomym w całym mieście było że jak Kargun Gromlison się do roboty przyłoży to przy odrobinie szczęścia i będącego jedną nogą w grobie jest w stanie wykurować. Problemem tylko bywało go do aż takich starań przekonać, zazwyczaj wystarczało trochę więcej karli ale dzisiaj medyk widać był w gorszym nastroju niż zazwyczaj. Skoro jednak zaczął targi to wszystko było dobrze, bo krasnolud jaki był to był, ale jak pieniądze wziął to sił nie szczędził i słowa dotrzymywał.
 
__________________
"Prawdziwy mężczyzna lubi dwie rzeczy – niebezpieczeństwo i zabawę, dlatego lubi kobiety, gdyż są najniebezpieczniejszą zabawą."
Fryderyk Nietzsche

Ostatnio edytowane przez Balzamoon : 31-07-2019 o 17:50. Powód: Poprawki.
Balzamoon jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 31-07-2019, 22:20   #8
 
hen_cerbin's Avatar
 
Reputacja: 54840 hen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputację
Miasto jest jak... jak... jak... Coś. Kobieta. Kobieta... Właśnie. Kobieta. Rycząca, wściekła, wielusetletnie. Ciągnie cię, pozwala się tego... kochać, a potem kopie cię w... w... w to tam. To tam w gębie. Język. Migdałki. Zęby. To właśnie robi. Jest jak... no, pani pies. Szczeniaczka. Kwoka. Suka. A potem jej nienawidzisz i kiedy już myślisz, że wyrzuciłeś ją... je... ze swojego, swojego czegośtam, wtedy akurat otwiera przed tobą wielkie, bijące, przegniłe serce i wytrąca cię z rowu... rów... równo... czegoś. Wagi. Właśnie. To jest to. Człowiek nigdy nie wie, na czym stoi. Leży. I tylko jednego jest pewien: nie może jej opuścić. Bo jest... bo jest twoja, jest wszystkim, co masz, nawet w rynsztoku...


Burmistrz zarządzał, medyk leczył, oprawca torturował, mistrz rzemiosła (i cechu) mistrzował, kapłan/szalbierz spał do południa, a Jagoda... cóż, była Jagodą. Istna sielanka. Miasto działało zaś z pełną efektywnością. Ich miasto.

Aż miło było patrzeć. Nawet brak George'a Nichtmachena (wrócimy jeszcze do niego), który, jako "służba mundurowa" został powołany ze swoimi ludźmi do służenia w trochę innym mundurze i daleko stąd nie spowodował znaczących kłopotów. W końcu by ograniczyć przestępczość Straż musiała pracować bardzo, bardzo ciężko... a to samo dało się osiągnąć tym, że Jagoda pracowała nieco mniej.

Nawet wieczorna sesja rady miasta nie spędzała im snu z powiek. W życiu były rzeczy gorsze niż godzinka czy dwie spędzone na piciu drogich alkoholi w gronie przyjaciół.

Nic nie zapowiadało zbliżającej się katastrofy. Nic oczywistego w każdym razie. Przez dziewięć wieczorów z rzędu dziesięć czarnych sępów okrążało Ratusz. Po ulicach wałęsał się szalony wieszcz, zapowiadający bliski koniec świata. Bluszcz na zewnętrznych ścianach ratusza zwiądł i ustąpił miejsca pnączu, które traciło czarny kolor jedynie w najjaśniejszym blasku słońca. Morrslieb miał właśnie drugą pełnię w miesiącu, a do tego wydawał się świecić wyłącznie nad miastem, a Morr nie odpowiadał na modlitwy Jacka (a w każdym razie nie odpowiadałby, gdyby Jacek się modlił). Takie rzeczy jednak zdarzają się co roku. To głupcy robią potem ze wszystkiego omen.
Nic nie zapowiadało tego co miało się niedługo zdarzyć. No, prawie nic...

***

Posiedzenie Rady.

Sekretarz patrzył na burmistrza trzymając w dłoni nóż. Kształt ostrza nie pozostawiał wątpliwości co do jego przeznaczenia, a wpatrzone w cel oczy i pewny chwyt zdradzały, że decyzja została już podjęta i nic jej nie zmieni. Pozostali członkowie Rady zrozumieli co za chwilę się wydarzy, ale byli za daleko by temu zapobiec. Nic nie mogli zrobić. Zupełnie nic. Ręki Oswalda nic już nie mogło zatrzymać. Naostrzone ostrze niemal nie napotkało oporu...
Zgrabnie otworzona koperta ujawniła zawartość. List od dawno niewidzianego przyjaciela.
Cytat:
Drodzy przyjaciele!

Pewnie zdziwieni jesteście, otrzymawszy ten list. Śpieszę zatem z wyjaśnieniami – ciągle nie posiadł żem szlachetnej sztuki pisania, ale przydzielono mi tu ajdunta... andajunkta... kadiunta... Tego nie pisz! Jeno to co dyktuję, nie wszystko co mówię! Przekreśl to! Pomocnika mi dali, znaczy się. Mało bystry, ale na literkach się zna, jak bez mała Jacek! Nie, że Jacek jest mało bystry, tylko że obaj pisać umiejo.

Jak sami dobrze wiecie, na stare lata przyszło mi się wybrać na wojenkę. Plotkom, jakobym został wysłany na front, bom za młodu od służby wojskowej się migał, wiary nie dawajcie. Prawda jest taka, że ... zaraz coś wymyślę... po co to piszesz, jełopie? Skreślaj! Na ochotnika się zgłosiłem, bo i kobieta życia mego, Teresa, przestała mnie jako bohatera traktować. Tak sobie myślę, że jak smoka jakiegoś utłukę, to i miłość wielka wróci.

Jak na razie wielkiego jaszczura ani widu, ani słuchu. Musiałem jednak parę łbów rozbić, głównie tym, co rozkazów słuchać nie chcieli. Gówniarze próbują się stawiać zupełnie tak samo, jak nowi rekruci do straży, i tak samo trza ich do pionu postawić. Zupełnie jak was, dawno temu. Z rozżewnieniem ... a skąd mam kurwa wiedzieć, jakie ż? Kreśl to! Zawsze miło mi wspominać dni, kiedy poznaliśmy się i wspólnie spędzaliśmy dni strzegąc naszego Miasteczka i jego mieszkańców.

Wierzę, że pozostawiłem Miasteczko w dobrych rękach i po moim powrocie zastanę je w dobrym stanie! Wam zaś życzę zdrowia i wiele spokoju w nadchodzących dniach. Na wszelki zaś wypadek przypominam, że przyjazd cyrku nie zawsze oznacza dobrą zabawę. Nie wiem jak, po prostu napisz, że mrugam okiem! Albo nie, narysuj to!



Zawsze wam oddany,
Wielki G.

I była jeszcze jedna sprawa do przedyskutowania. Ot, taki drobiazg, niemalże niewarty wzmianki. Ale wpływający na interesy w mieście. Zmniejszający zyski. Jakiś obszarpaniec denerwował i straszył ludzi na rynku. Szalony dziad mamrotał coś o karze za grzechy, konieczności pokuty i straszył karą. No, w sumie to takich na pęczki zawsze było, ale ten dodawał, że armia nieumarłych idzie na miasto i najwyraźniej przekupił jakąś grupkę chłopów, co to ostatnio przybyli do miasta, że niby uciekli przed nieumarłymi, którzy wymordowali ich wioskę. I że te rzekome żywe trupy szły w kierunku Gluckwunsch.
 
__________________
Ostatni - termin: jak dacie radę, zwłaszcza tyczy się to podkreślonych.
Gob1in, pi0t, Komtur, druidh, Stalowy, Morel
Ich oczami II - oblężenie- termin: 23.09.2019r.
Wisienki, lynx lynx, druidh, GreK
hen_cerbin jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-08-2019, 10:50   #9
 
Wisienki's Avatar
 
Reputacja: 22397 Wisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputację
Tymon nerwowo zabębnił palcami o solidny dębowy stół w sali narad. Jednym uchem słuchał listu dawnego towarzysza broni, gdyż procesy myślowe skupił na interesach. Wszelki niepokój nie sprzyjał interesom w mieście, z drugiej jednak strony gdyby tam ktoś z wojskowych uwierzył w tą armię nieumarłych może udałoby mu się zawrzeć kolejny kontrakt na skórznie i buty z wojskiem szybciej i na lepszych warunkach niż zwykle. A gdyby tak udało się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.

Wstał z miejsca, jak zwykł był to czynić gdy pragnął zabrać głos. Odezwał się jednak dopiero gdy na wielkiej Sali ratusza ucichły wszystkie głosy.

- Wielce Szanowna Rado, występując na przeciw problemowi jaki zaległ się w naszej pięknej małej ojczyźnie informuję, iż znalazłem sposób na jego rozwiązanie. Jestem w stanie po cichu wyekspediować naszego mąciwodę i bandę przekupnego chłopstwa z naszego Pięknego Gluckwunsch, co by – Tymonowi zwłaszcza gdy był pod wpływem emocji zdarzało się z rzadka nie panować nad językiem – nie psuli interesu w naszym mieście lecz podkopywali rynki konkurencji. No ale tu zachodziłaby potrzeba aby miasto częściowo ekspensa ich wywiezienia mi pokryło, a tedy juro rano już ich nie będzie w miasteczku i najdalej za tydzień wszyscy o problemie zapomną. Alternatywą zostaje ich uwięzienie w miejskich lochach ale to też kosztuje boć żywić ich trzeba a i ryzyko zachodzi, że patologiczny element miasteczka uznać może że coś ukrywamy a nawet jak ich Mistrz Małodobry popieści to i tak nie wszystka ludzie uwierzą, że w ich słowach nie ma prawdy i niepokój w mieście zostanie. To w takim razie proponuję głosowanie nad pokryciem kosztów sprzątania ścierwa psującego interesy z kasy miejskiej a sam się do wykonania tej misji na ochotnika zgłaszam
.
 
__________________
Wiesz co jest największą tragedią tego świata? (...) Ludzie obdarzeni talentem, którego nigdy nie poznają. A może nawet nie rodzą się w czasie, w którym mogliby go odkryć. Ruchome obrazki - Terry Pratchett

Ostatnio edytowane przez Wisienki : 01-08-2019 o 10:52.
Wisienki jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-08-2019, 20:55   #10
 
GreK's Avatar
 
Reputacja: 18858 GreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputację
Usłyszawszy, że o nim mówią Berg poruszył się na swoim krześle i przestał dłubać paznokciem małego palca między zębami, gdzie coś najwidoczniej bardzo go uwierało. Cmoknął głośno, lecz i to najwidoczniej nie pomogło, a jedynie odniosło taki skutek, że zwrócił na siebie uwagę.

- No - zaczął wycierając obśliniony palec w spodnie, - nie zaszkodziłoby starego przesłuchać dokładniej i wywiedzieć się wszystkiego. Jak mu się przypiecze stopy to pewnie inaczej śpiewać będzie.

Gęba mu się na myśl o tej muzyce rozjechała, tak że każdy wiedział, że z ochotą do roboty by przystąpił.
 
__________________
Aktualnie gram w:
Sicarios. Horror. Storytelling. Meksykańskie kartele narkotykowe
Oblężenie. Z przymrużeniem oka. Pod miasto nadciąga armia nieumarłych.
GreK jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 20:27.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166