Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 11-05-2007, 22:29   #1
 
Latilen's Avatar
 
Reputacja: 33 Latilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodze
[Storytelling] Zaginione dusze

Mathab Shazadi

Powoli otwierasz oczy. Coś jest nie tak. Ciche pikanie maszynerii medycznej przyciąga twoje spojrzenie. Wszystko cuchnie szpitalem. Co jest do...?
- Proszę zachować spokój - pielęgniarka, która właśnie weszła do pokoju, uśmiecha się przyjacielsko - Jest pan w szpitalu. Podejrzewaliśmy wstrząśnienie mózgu, ale nic na to nie wskazuje. Wypiszemy pana po południu.
Ma taki dziwny akcent. Nietutejsza. Angielka? Możliwe... Sprawdza jeszcze kroplówkę i kartę choroby po czym wychodzi. Zegar na ścianie zaraz przed tobą wskazuje 10.00.

Nieprzyjemnie zaczęło się robić koło 15.00. Przyszedł jakiś młody doktor, co się uważał za nie-wiadomo-kogo i za wszelką cenę chciał cię zatrzymać w szpitalu. Mówił coś o "kilku" badaniach. Znając lekarzy, przetrzymałby cię tu do północy, a ty chciałeś tylko wrócić do domu. Ile razy byś mu nie mówił, że nic cię nie boli, on znów swoje. Jakieś pieprzenie o przezorności ...!! I czy nikt tu nie potrafi mówić normalnie?! Wszyscy mają ten angielski akcent!
Inna sprawa, że sam ledwo w swój znakomity stan zdrowia wierzyłeś. Pałką zdzielili cię po głowie aż cię zamroczyło, a na czole nie było najmniejszego śladu. Byłeś tak zaskoczony (i znudzony), że gapiłeś się z 40 minut w lustro, sprawdziłeś każdy centyment skóry i nic.
Potem okazało się, że zamienili twoje ciuchy. Dostały ci się czyjeś znoszone jeansy i zmięta koszula. Ani dokumentów, ani pieniędzy, ani (o zgrozo!) komórki. Wściekły opuściłeś budynek, żeby nikogo nie zabić. Zimne, wilgotne powietrze trochę ostudziło mordercze zamiary. W końcu podniosłeś wzrok i zamarłeś w pół-kroku.

Nie, nie, nie. Bez jaj. Przecież to Buckingam Palace! Ale to niemożliwe. Odwróciłeś głowę w lewo, a tam wesoło stała czerwona budka telefoniczna. Ulicą przemknęła specyficzna czarna taksówka. Wszystkie znaki na niebie i ziemi jasno wskazywały, że byłeś w Londynie.

Peiter Kamil Pietrowic

Dźwięk budzika natrętnie przypominał o tym, że trzeba już wstać. Ręką sięgnąłeś w kierunku źródła irytującego pipczenia i zanim pojąłeś, że coś jest nie tak, do pokoju jak burza wpadła chmara małych istotek, najwyżej 10-letnich.

-TATO TATO WSTAWAJ!! JUŻ! ZRÓB NAM ŚNAIDANIE! NO TATO!
Zanim się spostrzegłeś trójka brzdąców ściągnęła z ciebie kołdrę i twardo obstawała za swoim. Jeszcze trochę i spadniesz z łóżka. Całemu zdarzeniu towarzyszyły wrzaski dzieci.
- No dobrze, wystarczy. - w uchylonych drzwiach pokoju stała młoda kobieta i z radosnym uśmiechem przyglądała się zajściu. - Sonia zejdź z tatusia. Chłopcy już się ubierać! Już szybciutko!

Kiedy dzieci wyszły, podeszła do szafy i zaczęła się przebierać.
- Ja naprawdę Sam nie wiem, jak ty to wytrzymujesz. One ci kiedyś wejdą na głowę. - uśmiechnęła się dobrodusznie i wybrała z szafy szary kostium. - Nie powinieneś już wstać, mój mężu?
W drodze do łazienki podeszła jeszcze do łóżka i złożyła ci pocałunek na czole.
- Pospiesz się trochę. Co prawda dzisiaj ja wiozę dzieciaki do szkoły, ale przypominam ci, że to ty robisz śniadanie.
I zniknęła w drzwiach do łazienki. Rozmiary pokoju i ustawienie łóżka od wczoraj się nie zmieniły. Natomiast całe wnętrze całkowicie. Zaczynając od łóżka, koloru ścian, mebli skończywszy na elementach ruchomych. Nie przypominasz sobie, żebyś miał żonę i dzieci. Najpierw Chińczyki teraz to. Wspaniale.
 
__________________
"Women and cats will do as they please, and men and dogs should relax and get used to the idea."
Robert A. Heinlein
Latilen jest offline  
Stary 12-05-2007, 13:53   #2
 
sante's Avatar
 
Reputacja: 34 sante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodze
Mathab Shazadi

‘Nie no to jakaś paranoja., ja mam zwidy. Jak ja się tu znalazłem?! Gdzie do jasnej cholery są moje pieniądze! Ehh pewnie ten glina mi je zabrał.’ Mat rozejrzał się jeszcze raz dookoła siebie, licząc że tym razem omamy znikną, ale wbrew oczekiwaniom nic nie nastąpiło. Wszędzie pełno ludzi śpieszących w różnych kierunkach. Obok wejścia do szpitala stała grupka starych, grubych kobiet, które najwyraźniej nie miały pojęcia co to znaczy „gust”, rażyste i pstrokate bluzki z obcisłymi dżinsami idealnie podkreślały ich otyłość. Trochę dalej młody Turek sprzedawał złote rolexy turystom z Japonii. Gdzieś nieopodal grupa kibiców wykrzykiwała:
- Arsenal! Arsenal!
‘ Głowa mnie boli od tego wszystkiego. O co tu chodzi?’ Gdy ból głowy narastał, nagle zabrzmiał ten jakże irytujący akcent.
- Przepraszam, ale czy mógłby się pan przesunąć ? Stoi pan przed samym wejściem do szpitala. – spojrzał na nieznajomą postać, był to niewysoki, łysy mężczyzna, lat coś koło 40.
- To jest jakieś Show? „Mamy Cię!” czy coś w tym stylu? Przyznaje, dałem się wrobić.... tak uwierzyłem że jestem w Londynie.
- Ale.... – zmieszany Anglik rozdziawił usta, nie bardzo wiedząc o co chodzi
- Hahaha tak, macie mnie! – śmiał się i krzyczał, jedni przechodnie przyglądali się mu, tak jakby wypuścili go z wariatkowa, inni natomiast kiwali głową z współczuciem. Padały szepty – Biedak, pewnie kogoś stracił. Ciężko to znosi.
- Ale proszę pana, my jesteśmy w Londynie
– wydusiła w końcu z siebie nieznajoma postać
- Tak jasne – ciągle śmiejąc się i mrugając do ludzi, podbiegł do sztywnych strażników stojących przy Buckingham Palace. – Hej co słychać? Jak tam warta? Wieje troszkę, co nie? – zagadywał do jednego z nich – Powiedz, gdzie kamery, lepiej zagram – ściszył głos i mrugnął przyjacielsko do „czerwonej figury”. Postać jednak nic nie odpowiedziała –Hej, kiedy się to skończy!? – krzyczał do przeróżnych ludzi, którzy zatrzymywali się by popatrzeć na to jakże niespotykane widowisko.
 
__________________
"War. War never changes" by Ron Perlman "Fallout"

Ostatnio edytowane przez sante : 12-05-2007 o 13:57.
sante jest offline  
Stary 13-05-2007, 16:13   #3
 
Tsumanu's Avatar
 
Reputacja: 49 Tsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodze
Pieter Kamil Pietrowic

Pieter powoli i ostrożnie wstał z łóżka i zaczął się rozglądać. Był tak zszokowany, że nie zauważył nawet, że wciąż w ręku trzyma dziwne piszczące urządzenie ze świecącymi liczbami. Naprawdę nie była na to przygotowany. Był naprawdę przekonany, że chińczyki to sen, ale dziwna kobieta, dzieci i to coś w jego ręku całkowicie temu przeczyły. Po chwili uspokoił się. Zapewne został złapany przez wroga i chcą go złamać. Postanowił podejść do okna i rozejrzeć się, gdzie teraz się znajduje. Namolne nawoływania smarkaczy całkowicie go nie przejmowały, to i tak nie prawdziwe. Za oknem nie zauważył nic niezwykłego, budynki jak budynki. Na ludzi tym razem nie zwrócił nawet uwagi, zapewne, gdyby wyszedł na dwór lepiej by się zorientował w sytuacji. Odwrócił sie do drzwi i wyszedł z pokoju.
Gdy znalazł się w drugim pokoju wpadło mu do głowy, że może jak będzie współpracował to go puszczą, albo przynajmniej przesłuchają. Wtedy będzie pewien, że go torturują.
-Już idę, idę!
Krzyknął do dzieciarni. Kuchnia mu się od razu nie spodobała.
"Kto to wybierał" pomyślał patrząc się na terakotę. "Przecież to w ogóle nie trzyma ciepła i w dodatku jest takie monochromatyczne!"
Meble natomiast nie były takie złe. Przynajmniej nie były białe jak cała reszta.
-Co chcecie dziś zjeść na śniadanie?
Zapytał wesoło dzieci.
-Kanapki z masłem orzechowym!
Wrzasnęły jednolitym głosem. "Mało orzechowe!" Wzdrygnął się. Nigdy nie przepadał za orzechami, prawdopodobnie dlatego, że znał tylko orzechy ziemne, które zawsze kaleczyły go w dziąsła. Zajrzał spokojnie do lodówki.
 

Ostatnio edytowane przez Tsumanu : 13-05-2007 o 16:20.
Tsumanu jest offline  
Stary 13-05-2007, 22:50   #4
 
Latilen's Avatar
 
Reputacja: 33 Latilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodze
Dla człowieka nie ma nic pewnego.
Owidiusz


Mathab Shazandi

Im dalej zagłębiałeś się w uliczki dzielnicy Westminister, tym bardziej czułeś się nie na miejscu. W jaki sposób w ogóle się tu znalazłeś? Jeśli złapał cię ten glina, to gdzie on właściwe jest? I czyje są te cholerne ciuchy (spodnie były minalnie za duże, a paska ich właściciel nie raczył zostawić, natomiast koszula śmierdziała petami.)?! Im więcej pytań bez odpowiedzi, tym głowa bolała bardziej. Pewnie nawet spuchła. Ludzie, nie tylko ci, któych zaczepiałeś, patrzyli na ciebie dziwnie. Widocznie jednak nie na tyle ekstrawagancko się zachowywałeś, żeby wezwać policję, bo ta jeszcze się nie pojawiła. Możliwe, że mieli cię za nieszkodliwego szaleńca. Anglicy to dziwny naród.

Wszystkie zabytki, które w normalniej sytuacji przykułyby twoją uwagę, mijałeś bez zainteresowania. A nawet w lekkim popłochu. Przecież to nie może być Londyn!!! Przyspieszyłeś kroku i właśnie skręcałeś w uliczkę koło opactwa Westminsterskiego, kiedy zderzyłeś się z kimś. Zachwiałeś się lekko, jednak udało ci się utrzymać równowagę. W przeciwieństwie do młodej blondynki (na oko 25 lat) w czerwonej sukience mini. Upadła, a cała zawartość jej torebki wysypała się na chodnik. Miała na czole ledwie widoczną bliznę. Wziąłbyś ją pewnie za zmarszczkę, ale poprzecznie przecinała mleczno-białą skórę dziewczyny.
- Do jasnej cholery. - nawet na ciebie nie popatrzyła i zaczęła nerwowo zagarniać rzeczy z powrotem do torebki. I nagle twoją uwagę przykuł mały szczegół. Jej komórka. Wyglądała zupełnie tak samo jak twoja. Ten sam model, ta sama obudowa, ten sam breloczek. Czyżby...?


Pieter Kamil Pietrowic

W lodówce panowała niczym nie zmącona pustka (No oprócz kilku na wpół opróżnionych słoików dżemu, czegoś zielonego przypominającego sałatę i otwartego kartonu mleka, brak jednak czegoś z naklejką "MASŁO ORZECHOWE"). Po kolei przejrzałeś wszystkie dolne szafki. Garnki - nie to, chemikalia - nie to (kto w ogóle w takim miejscu chemikalia chowa?), kosz na śmieci - no żeby to...
- Tato, górna lewa półka - rezolutna dziesięciolatka musiała być bardzo głodna. Wystawiła paluszek i wskazała ci dokładne miejsce, w którym nieznany ci ktoś schował masło orzechowe. Kiedy smarowałeś kromki do kuchni weszła kobieta schludnie ubrana, uczesana w kok i delikatnie rozsiewająca zapach róż. W ręce trzymała dużą czarną tekturową teczkę.
- Jeszcze nie gotowe? Coś ci dzisiaj ciężko idzie. - uśmiechnęła się delikatnie i podeszła bliżej. Przytknęła czoło do twojego czoła. - Może jesteś chory? Ale nie masz temperatury.
Zrobiła sobie kawę i niecierpliwe spoglądała na zegar.
- Pamiętasz, że dzisiaj musisz zrobić zakupy, posprzątać dom i odebrać dzieci ze szkoły? Jutro przyjeżdża twoja matka, a ja dzisiaj cały dzień siedzę w biurze. Muszę jeszcze dzisiaj skończyć projekt tego spotu reklamowego...
Dzieci przekrzykiwały się. Najmłodszy wkładał sobie właśnie miętówkę do nosa (skąd on ją wziął?), a starszy chłopiec piskiem "skarżył" na niego. Dziewczynka robiła dziwne miny do nich obu i ciągle powtarzała : "Skarżepyta, Skarżepyta". Powoli zaczynała boleć się głowa, a była dopiero 7.30.
 
__________________
"Women and cats will do as they please, and men and dogs should relax and get used to the idea."
Robert A. Heinlein

Ostatnio edytowane przez Latilen : 13-05-2007 o 23:10.
Latilen jest offline  
Stary 14-05-2007, 00:37   #5
 
sante's Avatar
 
Reputacja: 34 sante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodze
Mathab Shazandi

‘Moja komórka? .....ale jak?’ – przepraszam najmocniej, pomogę pani – chłopak podniósł dziewczynę z ziemi, poczym schylił się po pozostałe na ziemi przedmioty. W jedną rękę wziął mało w tej chwili ważne dla niego przedmioty typu pomadka czy tusz do rzęs, a w drugą, swoją komórkę, przynajmniej takie miał wrażenie. Dał dziewczynie do ręki kosmetyki, a gdy ta na chwilę skupiła się na wkładaniu ich do torebki, odblokował klawiaturę i postanowił wejść w wiadomości, licząc że tam znajdzie dowód na to, że jednak to jego telefon. Był tak podniecony znaleziskiem, że całkowicie zapomniał o obecności dziewczyny.
 
__________________
"War. War never changes" by Ron Perlman "Fallout"
sante jest offline  
Stary 14-05-2007, 09:11   #6
 
Tsumanu's Avatar
 
Reputacja: 49 Tsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodze
Pieter czuł się już zmęczony, a kazali mu jeszcze sprzątać, odbierać dzieci ze szkoły jakby chol*ry nie mogłyby same wrócić! Czół jak mu czoło pulsuje. Zaczął się zastanawiać, gdzie są jakieś leki na ból głowy i niechcący posmarował sobie kilka palców. Czując coś na ręku wrócił do siebie i niechętnie oblizał palce. Substancja okazała się dziwnie smaczna. Już wiedział czemu jest na górze. Podał pierwsze trzy kanapki dzieciom i zaczął się rozglądać nieprzytomnie po szafkach.
-Kochanie, gdzie mamy coś na ból głowy.
Zapytał się nieprzytomnie i nawet nie udawał, że jej kompletnie nie zna. Nie musiał. Był tak zmęczony porankiem, że idealnie wczuwał sie w postać. Powoli miał tego dość, krzyki, miny, obca kobieta ustala mu cały dzień. Chciał wyjść, wystarczyłoby tylko przejść przez drzwi. Ale niestety to mogłoby być jego ostatnie przejście przez drzwi. Za poddawanie się w ZSRR zabijano. Jeśli to dalszy ciąg treningu to byłby dla niego koniec. Nie wiedział jak traktują złapanych wrogowie, ale pewnie tak samo. Mimo wszystko musiał tu siedzieć.
Spojrzał powoli na kobietę. "Za ładna" wydedukował. "Jakby to był jakiś trening daliby co najmniej o połowę brzydszą, a może to nie trening?" Powoli zaczynał się gubić i za dużo zastanawiać. Ból głowy jeszcze zwiększał paranoję. Wszystko wydawało się takie nierealne. Czekał na odpowiedź odnośnie lekarstw.
 
Tsumanu jest offline  
Stary 14-05-2007, 21:17   #7
 
Latilen's Avatar
 
Reputacja: 33 Latilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodzeLatilen jest na bardzo dobrej drodze
Nic w rzeczywistości nie jest tak piękne, jak wówczas, gdy było spowite oczekiwaniem i nadzieją.
George Eliot


Mathab Shazandi

Już widząc tapetę, różowego misia posyłającego pocałunek (tak słodki, aż odrzucający), twoja nadzieja zaczyna topnieć. Wchodzisz w spis kontaktów (palce odmówiły ci posłuszeństwa i tak jakoś wyszło) i widzisz jako pierwszą pozycję: Annie K. Ale ty nie znasz, żadnej Annie! A tym bardziej Annie K! Zaczynasz coraz szybciej przeglądać książkę telefoniczną, ale ani jednej osoby z tej cholernej listy nie znasz.
- Przepraszam - nagle przypominasz sobie, że przecież ona tu dalej jest. - czy to moje?

Pytanie zdaje ci się trochę nie na miejscu. Dziewczyna pod wpływem twojego spojrzenia zmieszała się. Właściwie powinieneś coś powiedzieć, ale twój żołądek cię ubiega. Wydaje z siebie donośny gulgot w ten sposób oznajmiając, że chce coś zjeść. A raczej, że umiera z głodu. Tylko czemu, skoro dopiero cię ze szpitala wypuścili? Szkoda, że twój narząd nie widzi żadnego logicznego powiązania między tymi dwoma faktami i dalej burczy w najlepsze. Dziewczyna uśmiecha się łagodnie (ze współczuciem? A może to po prostu wydało jej się komiczne?) do ciebie.
- Może dasz się zaprosić na kawę?
Dopiero teraz zauważasz, że ona nie ma tego parszywego angielskiego akcentu. Ale czego oczekuje, zapraszając obcego faceta na kawę?

Pieter Kamil Pietrowic

- Znowu migrena? - Kobieta spojrzała na ciebie troskliwe w międzyczasie starając się wydłubać synkowi miętówkę z nosa. - W łazience skarbie. Tam, gdzie ją zawsze chowasz.
Ostatnie słowo mocno zaakcentowała, gdyż udało jej się odroczyć wizytę w szpitalu na jakiś czas. Mimo wszystko cieszy cię to, bo pewnie jeszcze by cię obarczyła tym obowiązkiem. A nie ma jak tracić pieniądze i czas, przekupując lekarza, żeby chociaż raczył spojrzeć na chore dziecko. Co więcej nie swoje.
- No dobrze, ruchy. Skończyliście jeść to już, ubierać się. Mama nie może się dziś spóźnić.
Dzieci pobiegły do przedpokoju (tak ci się wydawało) i zabrały ze sobą właściwie cały hałas. Kobieta podeszła do ciebie, przelotnie pocałowała w policzek i odłożyła kubek do zlewu.
- Zostawiamy cię samego. Dzieci będą na świetlicy, jak zwykle.
I sama też opuściła kuchnię. Uprzytomniłeś sobie, że masz na sobie tylko spodnie od piżamy w wyprane, błękitne paski.

John Whiterook

Siedziałeś przy stoliku, patrząc znudzonym wzrokiem na miejscową gazetę (czyli dwie luźne kartki z ledwo widocznym komputerowym wydrukiem). Nie przypominasz sobie, żebyś ją kupił czy znalazł. Ktoś musiał ją tu wcześniej zostawić. Ciekawe kto? Twój wzrok padł na repertuar kina "Ostatni szaman". No tak dalej "Rambo" i "Wichrowe Wzgórza". Że jeszcze nie zbankrutowało. Wziąłeś głębszy łyk z kufla, w którym już widać było dno. Nagle usłyszałeś głośne szuranie krzesła. Przed tobą wygodnie usadowiła się kobieta, kładąc nogi na blacie.

Właściwie było zupełnie pusto, dlaczego ta, na wpół naga, kobieta przysiadła się do ciebie?
- Zachowuj się. - syknęła do niej inna blondynka, zrzucając jej nogi ze stołu i siadając obok.

- No co? - pierwsza tylko wzruszyła ramionami. Wyglądały na bliźniaczki. Z pewnością dwujajowe. Jedna bez kszty wstydu i dobrego wychowania, druga wręcz zbyt nieśmiała. Tylko się do ciebie uśmiechała jakoś tak wstydliwie. Ani razu nie odważyła spojrzeć ci w oczy.
- Zamówić wam to, co zwykle?
Przy barze stała jeszcze jedna. Co to? Zjazd Stowarzyszenia Jajników Indiańskich?

- Jasne. - rzuciła ta bezczelna i zajrzała do twojego kufla. - A dla niego piwo - sporzała w stronę trzeciej i znów na ciebie. - Bo chyba nie odmówisz?
 
__________________
"Women and cats will do as they please, and men and dogs should relax and get used to the idea."
Robert A. Heinlein

Ostatnio edytowane przez Latilen : 14-05-2007 o 22:39.
Latilen jest offline  
Stary 14-05-2007, 22:35   #8
 
sante's Avatar
 
Reputacja: 34 sante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodze

Chłopak ukradkiem zmierzył dziewczynę od góry do dołu. ‘Heh może ten dzień jednak dobrze się skończy’ – Pewnie, jeśli to nie sprawi kłopotu, ale ostrzegam, że nie mam przy sobie żadnych pieniędzy już nie wspominając o tym, że sam się zgubiłem w mieście. Będę zdany na twoją łaskawość, jeśli oczywiście nadal chcesz mnie zaprosić na kawę. – chłopak uśmiechnął się przyjacielsko do dziewczyny. – Nie jesteś tutejsza? Znaczy twój akcent, na brytyjski nie wygląda. – chłopak nie czekając na odpowiedź wyciągnął rękę w geście przywitania – jestem Mat. – nie wydawało mu się stosowne zdradzać swojego pełnego imienia, które ostatnimi czasy jest źle kojarzone przez swoje orientalne pochodzenie.
 
__________________
"War. War never changes" by Ron Perlman "Fallout"

Ostatnio edytowane przez sante : 14-05-2007 o 22:53.
sante jest offline  
Stary 15-05-2007, 17:31   #9
 
Judeau's Avatar
 
Reputacja: 66 Judeau wkrótce będzie znanyJudeau wkrótce będzie znanyJudeau wkrótce będzie znanyJudeau wkrótce będzie znanyJudeau wkrótce będzie znanyJudeau wkrótce będzie znanyJudeau wkrótce będzie znanyJudeau wkrótce będzie znanyJudeau wkrótce będzie znanyJudeau wkrótce będzie znanyJudeau wkrótce będzie znany
John Whiterook

Zdecydowanie nie tego się spodziewał po tym dniu. Takie rzeczy nie zdarzają się w tej dziurze. Nie jemu.
To Indianki, to pewne... Bez wątpienia nie z White Rock. Zna tutaj z widzenia każdego, nawet białych... Rezerwat? Niemożliwe... Zanim ten sukinsyn go wyrzucił, objechał z towarami chyba każdą osadę, zauważyłby takie... piękności... Trzy piękne kobiety dosiadające się do jego stolika? To jakiś żart? Jego oddech lekko przyspieszył. Szybko odgonił wyrywające się nagle, niczym rosomaki z sideł, nieprzyzwoite myśli. W końcu to Indianki, nie mógł zbrukać ich czci..

Zdecydowanie zbyt długo nie był z kobietą.

Żałując, że dziś –znów- zrezygnował z golenia, skinął wolno głową.
Nie, nie odmówię Paniom. Susza zagląda i do mojego kufla, i portfela...- popatrzył uważnie na twarze dwóch przy stole. Ta pierwsza odpowiadała mu odważnie spojrzeniem, niczym biała. Powstrzymał się przed przełknięciem śliny. Dobrze, że był śniady- nie widać było, że się rumieni. Zdecydowanie zbyt długo nie był z kobietą.
Druga skromnie wpatrywała się w blat stołu. Jej delikatna, spokojna twarz działała jak balsam na jego nadszarpnięte szokiem nerwy.
Panie nie tutejsze? Witamy w White Rock. – rzekł, nie próbując nawet ryzykować, tak dawno nie używanego, uśmiechu.- Podróżują Panie do rezerwatu?
 

Ostatnio edytowane przez Judeau : 15-05-2007 o 19:30.
Judeau jest offline  
Stary 16-05-2007, 12:20   #10
 
Tsumanu's Avatar
 
Reputacja: 49 Tsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodzeTsumanu jest na bardzo dobrej drodze
Pieter Kamil Pietrowic

Kamil wrócił do pokoju i zaczął szukać ubrania. Nie musiał zbytnio się w to angażować, ponieważ leżało na wierzchu. Nawet się nie zastanawiał jak się tam znalazło. Po przygodzie z chińczykami właściwie go nie zdejmował, albo mu się tak wydawało. Tamtego dnia był tak zmęczony, że po prostu nie pamiętał. Gdy założył spodnie podszedł do okna i szybko wsunął podkoszulkę na siebie. Za oknem ludzie szli w swoje strony rozmyślając o jakiś głupotach. On zastanawiał się czemu tu jest, kto go tu sprowadził i po co. Nagle jego rozmyślania przerwał telefon. To z pewnością od "zleceniodawcy". Pieter pobiegł do kuchni żeby go odebrać, ale na miejscu zwolnił i do aparatu podszedł już powoli, tak jakby miał wybuchnąć. Przez chwilę stał i się na niego patrzył. Coś w nim mówiło żeby go nie podnosił, ale to mogła być jedyna wskazówka dlaczego tu jest. W końcu się przemógł i gwałtownie poderwał słuchawkę.

CDN. Do omówienia z MG.
 
Tsumanu jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 08:42.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169