Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 20-09-2008, 18:48   #1
 
maciek.bz's Avatar
 
Reputacja: 284 maciek.bz jest jak klejnot wśród skałmaciek.bz jest jak klejnot wśród skałmaciek.bz jest jak klejnot wśród skałmaciek.bz jest jak klejnot wśród skałmaciek.bz jest jak klejnot wśród skałmaciek.bz jest jak klejnot wśród skałmaciek.bz jest jak klejnot wśród skałmaciek.bz jest jak klejnot wśród skałmaciek.bz jest jak klejnot wśród skałmaciek.bz jest jak klejnot wśród skałmaciek.bz jest jak klejnot wśród skał
[Dzikie Pola] "Przed burzą..."

Przed burzą...



Jest początek 1648 roku. Relacje między Kozakami, Tatarami a Lachami (jak ci pierwsi zwykli określać Polaków) zawsze przypominały zawartość wrzącego kotła. Zmiarkowanie "kto z kim i przeciw komu" od zaranie nastręczało mnóstwa kłopotów. Sytuację skomplikował jeszcze zawarty niedawno sojusz pomiędzy Kozakami a Tatarami. Szykująca się do wojny z wielką Portą (Turcją) Rzeczpospolita, nieświadoma bliskiego kataklizmu, śpi jeszcze spokojnie. Przygoda rozpoczyna się na początku marca, kiedy zarzewie buntu na Ukrainie dopiero nabiera realnego kształtu. Książę Jeremi Wiśniowiecki, zaniepokojony ilością broni palnej znajdującej się w posiadaniu Kozaków i czerni, zarządził na swoich ziemiach konfiskatę samopałów. Większość poddanych, choć bardzo niechętnie, złożyła broń w wyznaczonym terminie. Były jednak znaczne grupy, które łamały prawo i bojąc się kary, uciekały na Dzikie Pola. Jedna z takich właśnie grup, licząca 20 chłopów-rezunów, złupiła po drodze łubieński klasztor kamedułów, kradnąc wszystkie wota ofiarowane Matce Boskiej Łubieńskiej przez ród Wiśniowieckich oraz monstrancję i krucyfiks ze złota, podarowane klasztorowi przez króla. Jadąc w kierunku Dniepru, zbiegli zbóje napadli także na dwór pana Ostenki pod Chorolem, porywając jego córkę. Następnie splądrowali włości Kreczyńskich w Wyżnych Mogiłach, mordując rodzinę i biorąc w jasyr jedną z panien. Na wieść o tych występkach książę Jeremi, powracający właśnie z wojskiem do Łubniów, rozesłał uniwersały za zbójami, obiecując wysoką nagrodę za ich ujęcie lub srogie pokaranie. Uczynił tak przede wszystkim dlatego, iż napadnięci od dawna byli jego klientami. Pisma o uciekinierach odczytywane były we wszystkich grodach. Stąd właśnie wy, Swawolna Kompania dowiedzieliście się o całej sprawie, a przede wszystkim usłyszeliście, że kniaź Jarema obiecuje sporą nagrodę za uwolnienie dwóch porwanych panien i odbicie majątku klasztornego.


Swawolna kompanja

-Antoni Zaremba, herbu Zaremba to człek słusznej postury o podgolonej głowie i starannie przystrzyżonej brązowej brodzie. Służył pod panem Koniecpolskim, zdobył nawet chorągiew turecką w bitwie pod Sasowym Polem. Szlachcic ten zawsze ma przy sobie gąsiorek z miodem, lub innym alkoholem, lubuje się w trunkach. Najął się w pogoń za zbójami, z chęci zarobku, bowiem ostatnio w jego sakiewce jest coraz więcej miejsca.

-Grzegorz Brunon Brzeziński, mnich bynajmniej nie z powołania. Wysoki i chudy. Niezły z niego cyrulik i właśnie dla tego Swawolna kompanija trzyma go przy sobie. Oprócz tego zna się po trochu na biologii, filozofii i innych naukach. Namiętny gracz w kości. Posiada dziwną broń, zdobiony buzdygan, w którym znajduje się, jak to mówi „kość świętego”.

-Hawwa Nuszyk Achmatowicz, herbu Ahmat, młoda kobieta, wywodząca się z lipków litewskich. Bardzo niska i kobieco zbudowana. Nie stroni od klejnotów. Na plecach wisi jednak łuk, który skutecznie odstrasza zanadto „jurnych” mężczyzn. Od kilku lat już mieszka z panem Ostapem Hoholem, przyjacielem rodu Kreczyńskich, który niechybnie ruszył by również w pościg, ale pod Panem Mikołajem Potockim musiał się stawić, a nieobecność zanadto by zdradą pachniała. Dlatego właśnie Hawwa wyruszyła w pościh.

-Jacek Bończa, litwin, podobno służył w lekkiej chorągwi pod panem Koniecpolskim. Więcej o sobie mówić nie chce. Człek to średniego wzrostu, szableką wymachuje jak mało kto w okolicy. Często ogląda się za siebie, jakoby jakiej pogoni się obawiał. Ruszył za zbójami bez wyraźnego powodu, a może po prostu nie chciał o tym mówić?

-Myślibór Tarusz, herbu Korab, rębajło, wywodzący się z Mazur, co wspaniale szabelką wywija, wcześniej podobno okrutny bałamutnik i zabijaka, jednak zmienił się i śluby wziął, jakoby do czterdziestego roku życia pięciu innowierców wyśle do grobu, w przeciwnym zaś razie do zakonu pójdzie. Właśnie dla tego ruszył na wezwanie księcia Jeremiego.





Połączyliście swoje siły, ruszając w pogoń za zbójami, którzy napadli także na dwór pana Ostenki pod Chorolem, porywając jego córkę. Następnie splądrowali włości Kreczyńskich w Wyżnych Mogiłach, mordując rodzinę i biorąc w jasyr jedną z panien. Każdym z was kierowały różne motywy, ale cel był jeden: ukarać zbójców i odbić porwane panny. W chwili obecnej znajdowaliście się w lesie jadąc niezbyt dobrze zbitym traktem. Jako, że był marzec, drzewa już były zielone, zwierzęta budziły się z zimowego snu, ptaszki ćwierkały. Sarny podnosiły ciekawie uszy i umykały, gdy zobaczyły waszą kompaniję. W innych okolicznościach może zatrzymalibyście się i oglądali przyrodę, teraz jednak nie było na to czasu. Nie dalej jak dwie mile znajdowały się bowiem Wyżne Mogiły i dworek świętej pamięci pana Kreczyńskiego. Uznaliście, że stamtąd właśnie najlepiej będzie rozpocząć pogoń. Gdy dojechaliście na miejsce waszym oczom ukazało się tylko pozostałe po dworze pogorzelisko. Dookoła nie ma żywej duszy.
 

Ostatnio edytowane przez maciek.bz : 21-09-2008 o 23:24.
maciek.bz jest offline  
Stary 21-09-2008, 23:35   #2
 
Asenat's Avatar
 
Reputacja: 5766 Asenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputację
Nuszyk Achmatowicz



... a bo to, panie Jacku, rzecz niemożliwa, że o Kruszyniany się rozchodziło - perorowała Tatarka, głos miała niższy niż na ogół niewiasty miewają i lekko chrypliwy. Od kiedy usłyszała, że pan Bończa z Litwy ród wiedzie, ciągnęła go nachalnie za język o wieści najnowsze, a i na o rodzinnych stronach wspominki naciągała. - Nie może to być, u nas w meczecie co prawda takoż wiela chorągwi zdobycznych wisi, ale imam nasz Batulewicz się zowie, a poznałbyś go waść bez ochyby, bo roków temu piętnaście, jako na Dzikich Polach w stanicy sługiwał, od słońca słabości dostał i lewą stronę paralusz mu tknął, także go młodzików czterech na lektyce jako rzymskiego wielmożę nosi.
Nuszyk gwałtownie zatrzymała konia. Myszaty bachmacik o kudłatej sierści stał się już powodem krótkiej sprzeczki z Brzezińskim, bo Nuszyk w przypływie złośliwości ochrzciła ogierka Przeorem.


Na pytające spojrzenie Bończy, który czujnie położył dłoń na rękojeści szablicy, odparła uspokajająco:
- Wszystko w porządku – i wskazała gałąź dzikiej gruszy, rosnącej przy drodze, na której wśród drobnych, wiosennych listków tkwiła zeszłoroczna, pomarszczona gruszka. Tatarka popatrzyła za towarzyszami, znikającymi za bujnymi tarninami i już miała popędzić Przeora, ale łakomstwo zwyciężyło.
- Pan wybaczy, panie Jacku – stanęła na palcach na siodle, wyciągając rękę po owoc. Była naprawdę niska, prawie jak dziecko, ale po wdziękach kobietom przynależnym znać było, że zabawy z lalkami dawno już porzuciła, na rzecz swawoli dojrzałym właściwym. I wedle plotek, swawoliła co niemiara – z Ostapem Hoholem, atamanem podolskich regestrowych.

Nuszyk przebierała palcami, próbując podważyć gruszkę, która jak na złość wisiała tuż poza jej zasięgiem, posykując na Przeora po rusku, coby przestał dreptać jak chłopka w beczce kapusty. Drugą ręką przytrzymywała sobolowy kołpaczek, do którego ametystową broszą o misternej robocie przymocowano bażancie pióro. Spod kołpaka w długich pasmach wystawały czarne jak inkaust, wijące się pukle.

Bończa słyszał o Lipkach dobre opinie: że to wierni towarzysze, żołnierze zawołani, a i w stepie radzą sobie lepiej niż Lachowie, rozsądni są i czujni. Ale opinie te dotyczyły mężczyzn. Niestety. Może i Nuszyk radziła sobie w siodle i z bronią. Może i znała stepy, umiała tropić, a i to, że była Ostapową niewiastą, mogło w pogoni jeno pomóc. Może.
Tymczasem z karczmy musieli wyjechać szybko i cichaczem, bo miejscowy szlachcic przysiadł się do ich towarzyszki z zapytaniem, czy mógłby sprawdzić, czy to prawda, co powiadają, że Tatar każdy diabła nosi za pazuchą... a Nuszyk nawet nie mrugnęła okiem, za to bardzo niepolitycznie rozwiązała problem natręta sama, waląc go kułakiem tak mocno, że aż się herb rodowy Achmatowiczów szlachciurze między oczami odcisnął.

Tatarka zerwała wreszcie gruszkę, wytarła ją starannie zielonym rękawem i przekroiwszy ją na pół, jedną połówkę podała Bończy, a drugą podzieliła się z Przeorem. Przełknąwszy owoc, oblizała palce z soku i uderzyła Przeora piętami.

- Wleczemy się jak murwy za wojskiem – mruknęła zniecierpliwiona i pomknęła za resztą. W siodle trzymała się prosto i pewnie, choć tatarską modłą skróciła strzemiona, tak że wydawało się, że niemal kuca w siodle.

Uwiązała bachmata do studziennego żurawia – jedynej rzeczy, która ostała się po dworku Kreczyńskich. Nie powtórzyła Ostapowi, co jej o napaści mówiono, że Kreczyńskiego i żonę jego przed śmiercią męczono... I nie powtórzę. Wspomniała Kreczyńskiego – pochmurnego i ponurego, ale sprawiedliwego w osądach szlachcica. Życia mu nie wrócę. Ale córkę jego znajdę i rodzinie oddam... do tych zgliszczy i tak wracać pewnie nie zechce.

- Byłam ja tu już. Ale rozejrzę się raz jeszcze – powiedziała do towarzyszy i ruszyła od zgliszczy, pochylona prawie do ziemi, zataczając coraz większe okregi. Drobne agaty wszyte w sahajdak i kołczan zawieszone na jej plecach błyszczały w słońcu. Haftowane w maki, chabry i kąkole pokrowce wydawały się zbytkownymi przedmiotami, które ku ozdobie na ścianie wisiały i teraz je tylko ściągnięto. Ale bystre oko wyławiało oznaki użycia – poprzecierane hafty i plamę na sahajdaku – plamę po czymś, co mogło być tylko krwią.
 

Ostatnio edytowane przez Asenat : 22-09-2008 o 00:02. Powód: literówki...
Asenat jest offline  
Stary 22-09-2008, 22:32   #3
 
Deja vu's Avatar
 
Reputacja: 0 Deja vu miał trochę wstydliwych czynów w przeszłości
Myślibór Tarusz h. Korab zwany Myśbor albo Myśba

Kompanija całkiem ciekawie się udała wedle Myślibora.
Kilka lat już włóczył się Mazur po Koronie, jednak dzielić tak dziwacznie towarzystwa dobranego, jeszcze nie uświadczył.

Że za każdym niemal razem, widząc małej Tatarzynki lica, wzdychać jakby do nieba musiał ustawicznie, toteż starał się w jej stronę spojrzeń nie zapuszczać.
Patrzać na to najmniej dwuznacznie można było.
Wszak wedle innych okolicznśoci waćpanna za piękną uchodzić by mogła, jadnak Myśbie, gdy ta tylko usta do rozmowy otwarła, raczej chłopaczynę w babskiej skórze, na myśl przywodziła. Miarkując jej maniera płci pięknej zaiste niestosowne, znosił Myśba wszystko w milczeniu i cierpliwie Janu Jezusowi ofiarowywał.
Raz tylko, gdy przekornie stan duchowny, w osobie braciszka Grzegorza obraziła, ze zjadliwą szyderą, przez bachmata "Przeorem" ochrzczenie, czujna ręka Myśby na kolbie prawego puffera się zamknęła.
Ojcowe "Słowiki" jak to je Myśbor pieszczotliwie przezywał, obydwa jadnak w olstrach posłusznie drzemały.


Wytrzymać jednak to i wiele innego Myśba obiecywał sobie.
Znając aż za dobrze, gniew swój krótki, acz straszny, życzył sobie jak najmniej mieć z tym wspólnego i do awantury się nie podkusić.

Ptaki świergolily, a słonko przyjemnie ciepłymi promieńmi czarne i zimne pogorzelisko otulało.
Wiosenny zefirek zawiał świerzą wonią spalenizny i podniósł do tańca chmury popiołu, którymi zroszone nagie żerdzie i zwęglone belki siedziby rodu Kreczyńskich ku niebu o pomstę sterczały.

Myśba siedział na dobrze zbudowanym hebanowym fryzie, na skraju wypalonej trawy i oglądał zgliszcza.


- Psubraty! - przeżegnał się po katolicku.
- Swołocz... - mruknął pod wąsem do końskiego ucha - Niewierna...

Patrzył jak Tatarka, co posturą i zachowaniem bachmata na myśl mu przywodziła, nota bene którego okrakiem dosiadała, niby pies łowiecki, teraz nad gruntem biagała pochylona i węszyła śladów.

"Ot nasienie tatarskie z diabłem pod paznokciem... Nie herbowa białogłowa" - Myśba przechylił się w siodle i zatykając jedną dziurkę nosa palcem, potężnym dmuchnięciem nozdrza, drugą sobie wyczyścił.

Koń prychnął i zarył kopytem czarną ziemię.
- Na zdrowie! - przyjacielsko poklepał ogiera karą szyję.

Zeskoczył na ziemię i wyprostował zasiedziałe siodłem członki.
Mazur, na oko nieco ponad trzy łokcie mierzący, z wolna poszedł do żurawia z nadzieję, że wody zdatnej zaczerpnąć się uda. Osobiscie czego mocniejszego chętniej by uświadczył. Na nieszczęscie lub zbawienie rębajły, sakwa pustym echem od dna się ostatnio odbijała, jak te dzisiejsze, marcowe słonko w lustrzanej tafli studni.


Z góry przeglądnął się Myśba w wodnym odbiciu i sięgnął po drewniany węborek.
 
Deja vu jest offline  
Stary 23-09-2008, 15:05   #4
 
drakkainen's Avatar
 
Reputacja: 0 drakkainen nie jest za bardzo znany
Grzegorz Brunon Brzeziński

- Święty Brunonie Kartuźniku módl się za nami, In nomine Patris et Filii et Spiritus Sancti – Zakończywszy brevis oratio wzniesieniem oczu ku niebu, mnich powrócił do przypominania sobie rad mądrych a skutecznych przez magistrów w dziele wielkim zapisanych. Stało tam jak taurus, że członek wstydliwy odjąć mocą szatańską są pewne persony zdolne. A w skrytości ducha liczył na to iż jeszcze nie raz jeden używać go będzie. Natenczas dopóty jakiegoś skutecznego contr-specimentum nie przypomni sobie dopóty pewnym personom w komapniji zwady a przykrości czynić nie będzie.



- No Buraczku cuże tak ci się stanęło – zagadnąwszy do wałacha i cmoknąwszy na niego mnich pacnął się w tonsurę, skąd z bzyczeniem odleciało małe, czarne animalis – Azaliż tyle razy cię prosiłem. Trzym swoich amici przy swoich włosiach.



Siwy koń prośbę skomentował krótkim strzyżeniem uszu, po czym ruszył powoli do przodu, w stronę zgliszczy. Kiedy stajenny zapewniał, ze koń jest inteligentny widocznie miał na myśli, to iż często wałach miał odmienne zdanie co do tego, jakim tempem powinien się teraz przemieszczać.

Nie chcąc przeszkadzać pewnym personom, w czynieniu progresu w sprawie pogoni, mnich uwiązał wałacha do drzewa, po czym wstawszy po upadku będącym konsekwencją próby opuszczenia wierzchowca, przeciągnął się ciesząc się ciepłem marcowego słonka. Po czym zapletwszy ręce na plecach w poszukiwaniu ziół a roślin leczniczych, z xiąg uczonych znanych mu, wybrał się.

A nuż się uda wśród zieloności wszelkiej jakiś knikus benedyktyński, z żółtemi kwiatami, znaleźć, co siłę daje i z brzuchem problemy rozwiązać pomaga. Albo Wilżyne ciernistą, albo psią rutę, co to na wszy, pluskiew i pcheły działa. Wprawdzie za wcześnie jest jeszcze na to, by bzu czarnego kwiaty na nalewkę nazbierać, niemniej możliwe, że z zeszłego roku ostało się owoca suszonego garść gdzieś.
 
__________________
Masz lat blisko 40, wyglądasz na blisko 30, wyobrażasz sobie, że masz nieco ponad 20 a postępujesz jakbyś miał niecałe 10.

Ostatnio edytowane przez drakkainen : 23-09-2008 o 19:02. Powód: lepsze zagospodarowanie przestrzeni
drakkainen jest offline  
Stary 23-09-2008, 21:49   #5
Banned
 
Reputacja: 0 Arango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodze
Jacek Bończa herbu Bończa


Pan Jacek
patrzył lekko rozbawiony na Nuszyk. Zdawać się mogło, gdyby nie lico gładkie, że to Lipek jakiś, alboli hajduczek śladów szuka.
Właściwie to powinien się sam pofatygować z siodła, ale słonko grzało rozkosznie, a jemu za nic nie chciało się z z konia zleźć.

Powiódł wzrokiem po towarzyszach w wyprawie.

Pan Myslibór patrzył melancholijnie w studnie, pewnie wróży sobie z niej czy Tatarka mu rada - dumał, nie uszły bowiem jego uwagi spojrzenia jakimi obdarzał dziewczynę imć Taurusz.

Nie dla psa kiełbasa - pomyślał - raz, że Ostap Hohol zabrać sobie jej nie pozwoli, dwa że wiara inna.

Cmoknął i ścisnął kolanami boki wierzchowca. Ten posłuszny nakazowi, ruszył w kierunku żurawia. Tu pan Bończa zlazł z niego i przeciągnął się prostując zastałe podczas jazdy kości.





- Waść tak w studnie nie patrz, bo utopca Waszeć wypatrzysz - zwrócił się do Myśby.

- Duchy pomordowanych też może tu jeszcze są, przecie bez księdza zginęli, choć po prawdzie jeśli z rąk rezunów śmierć ich dosięgła to chyba w poczet męczenników powinni zostać wzięci ? - pozostawił pytanie bez odpowiedzi, bowiem jego ogier usiłować ugryźć w zad rumaka Nuszyk.

-
Spokój Belzebub - zgromił konia.

Po prawdzie to srokacz jaki dostał mu się w służbie pana miecznika podolskiego był godny swego imienia. Moskiewskiej rasy, nerwowy, złośliwy i kapryśny, w boju sprawował się nadzwyczajnie. Potrafił nawet przeciwnika zębami za twarz ułapić i na ziemię zrzucić. Dlatego też choć kłopotu miał z nim pan Jacek sporo by go do posłuchu i powolności przysposobić chwalił go sobie.





- Frater patrz źle się chyba dzieje na tym świecie, jak Belzebub Przeora kąsa - zawołał do przechadzającego się wśród zielska księdza. Ten jednak nie słyszał, bądź też słyszeć nie chciał, a może modlił się za dusze Kreczyńskiego, dość że nie odpowiedział.

Wzruszył tedy ramionami i skierował się w stronę Achmatowicz. Po prawdzie to Tatarów nie znosił, jako że z ich ręki ojciec jego w żałosnej cecorskiej potrzebie zaginał, czy tez zginął, ale cenił tę nacje za znajomość stepu i umiejętność tropienia śladów wszelakich, ludzkich czy zwierzęcych.

Jego sprawy miały się źle ostatnio i jedynie protekcja możnego pana, takiego jak wojewoda ruski mogły go od kłopotu wybawić. Księcia Wiśniowieckiego widział pod Ochmatowem i wielce rad by był pod takim wojennikiem służyć, przeto okazja jaką był uniwersał o karaniu zbrodniarzy - rezunów spadła mu jak ta gwiazdka z nieba.

Szedł przez łąkę krokiem pozornie leniwym, ale dłoń na rękojeści szabli miał opartą, a za pasem dobrze podsypaną krócicę. Szabla - prezent od ojca - była batorówką zacna z paluchem, jako, że jak większość żołnierzy wolał mieć pan Jacek kciuk mieć wyłamany, niż broń w pojedynku, czy potrzebie bitewnej stracić.





Był wzrostu średniego, szczupły, o rysach ściągniętych i jakby wiatrem Dzikich Pól wysmagane. Lat miał trzydzieści i pięć, choć zdawał się nieco starszym.

- I coś waćpanna nowego odkryła ? - spytał kucając obok Tatarki.
 

Ostatnio edytowane przez Arango : 23-09-2008 o 22:17.
Arango jest offline  
Stary 29-09-2008, 01:35   #6
 
Deja vu's Avatar
 
Reputacja: 0 Deja vu miał trochę wstydliwych czynów w przeszłości
- Waść tak w studnie nie patrz, bo utopca Waszeć wypatrzysz - zwrócił się do Myśby pan Bończa.

- Oj panie Jacku! - westchnął głośno, że aż echem poniosło po studni - To by może i tak źle nie było, jakby ten nam relacyję zdał z tej tragedyji...

Odwrócił się wsparty łokciem na drewnianych balach i patrzył na zgliszcza i myszkującą Tatarkę.

- Toć w tych popiołach sam Boruta, prócz stratowanej ziemi, nic by nie wyczytał... - mruknął pod wąsem, tylko dlatego, że za tropienie kobita się wzięła.

- Duchy pomordowanych też może tu jeszcze są, przecie bez księdza zginęli, choć po prawdzie jeśli z rąk rezunów śmierć ich dosięgła to chyba w poczet męczenników powinni zostać wzięci ? - pozostawił pytanie bez odpowiedzi, bowiem jego ogier usiłować ugryźć w zad rumaka Nuszyk.

- Ano powinni, toć diabły chędożone wiarę naszą w poważaniu mają. Na świętokradztwo się ważą, lud boży ogniem i mieczem gromią... - odpowiedział z gniewem już bardziej do siebie, jak do Litwina.

- Spokój Belzebub - Bończa zgromił konia, na co Myśba parsknął krztusząc się kaszlem.

Głową pokiwał ubawiony żartem, dziwując się jednoczenie nad przewrotnością własną. Wszak, jakby to Tatarka bachmacika nie Przeorem, a Belzebubem wołała, to wszytko do pełnego obrazu małej czarownicy, jak ulał by mu pasowało...
Rozmylanie zakończył jakoby flegmę odcharkując.
Zarazki wszelakie wszak na wiosnę w powietrzu odmrożone fruwały na skrzydłach wiedźm uroki czyniących.

- Dobrodzieju kochany - na to wspomnienie do mnicha Grzegorza po kolana w trawie zanużonego, krzyknął wesoło - Nie macie tam jakiego zioła? Z nosa leje się jak z cebra, już drugi tydzień... Poradźże bratenku!
 
Deja vu jest offline  
Stary 17-10-2008, 21:31   #7
 
Asenat's Avatar
 
Reputacja: 5766 Asenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputację
Tatarka na pytanie Bończy przygryzła dolną wargę i zagapiła się na Brzezińskiego, który właśnie bocianim krokiem dostojnie wtargnął w młode pokrzywy i nachyliwszy się, czegoś przy ziemi szukał mozolnie a z uwagą wielką. Ponownie ogarnęły ją wątpliwości, czy dobrze uczyniła, na towarzystwo mnicha się godząc. Czy wydoli ta mnisia sierota trudom pogoni? Czy pościgu nie opóźni? Czy też zostawić go trzeba będzie, a gryźć się potem, czy wyżył?
Przerwała rozgrzebywanie grudy ziemi i cisnęła drobnym kamyczkiem w zgliszcza. Bończa to co innego. Nuszyk obracała się wśród żołnierzy, i wojennego człeka z krwi i kości na pierwszy rzut oka poznawała. Na Bończy będzie można polegać... tylko czemu on tak za siebie się ogląda, jakby sam się pościgu jakiego obawiał? Wpiła w szlachcica spojrzenie oczu czarnych jak ziarna pieprzu,a czujnych jak u zwierza jakiego. I o tym pogwarzym... jeno później.
- Dwudziestu ich było. Mało, ha? Panie Jacku? - zapytała cicho. - Pieszo przyszli. Jeden trocha dwór obserwował, tamój - wskazała ręką. - kędy fratra zadek z pokrzyw wystaje. I... STÓJ!
Bończy aż w uszach wizgnęło, jak po bliskim wystrzale. I kto by się spodziewał, że mizernego wzrostu niewiasta taki ryk z siebie dobyć potrafi?
Litwin za broń chycił, niebezpieczeństwa jakiego wypatrując, ale Tatarzynka zerwawszy się z klęczek, już na pana Tarusza pędziła, który podle studni do picia z cebrzyka właśnie się przymierzał. Skoczyła na niego jak ryś, ręką prasnąwszy, cebrzyk Mazurowi wytrąciła. Pędu nie mogąc wyhamować, poleciała na niego całym ciężarem.
Myśbie mignął tylko pierścień na małej rączce, z rubinem błyszczącym krwawo, iście jako Gwiazda Piołun z Janowej Apokalipsy. Pełny cebrzyk z rąk mu szparko wyfrunął, a rozpędzona Tatarka uderzyła twardo w jego pierś. Zachwiał się pan Tarusz i niebezpiecznie przez cembrowinę przechylił, ale go Tatarzynka przytomnie za przód żupana chwyciła i ku sobie przyciągnęła.
- Nie pij waści wody - rzekła chrypliwie. - Trupy dwa ze studni wyciągli. Krótko leżały, ale jad trupi w wodzie się ostał. Nie pij waści wody - powtórzyła z naciskiem. Z jej ust bił słodkawy zapach gruszek.
Po czym żupan Mazura puściła, wygładziwszy uprzednio materiał, który przed chwilą bezceremonialnie w pięściach zmięła.
 
Asenat jest offline  
Stary 18-10-2008, 11:52   #8
Banned
 
Reputacja: 0 Arango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodze
Pan Jacek aż sie skrzywił gdy Nuszyk krzyknęła i popędziła ku studni.
Z niepokojem patrzył gdy mijała Belzebuba, ten lubił bowiem "dla psoty" chwycić przechodzącego mimo zębami, lub też nagle zarżeć niespodzianie takiemu nad uchem. Gdy biedny szlachcic, pachołek, lub łyk aż przysiadał słysząc taką trąbę, srokacz jakby rad potem z siebie potrafił nawet całe pół dnia zachowywać się jak posłuszny wierzchowiec. Inna sprawa, że nie zdażyło mu sie to nigdy gdy choragiew zapadała w lasach, czy zasadzce.

Ruszył wolno w strone studni i przechyliwszy się przez ocembrowanie patrzył chwilę w ciemną toń. Nuszyk miedzyczasie wygładzała żupan nieco oszołomionego pana Myśby.

-
Trupom wątroby pękają z których żółć wypływa i wodę zatruwa. Trzeba by chłopów spędzić by kamieni nawiezli. Rozgrzać je i gorące praskać do wody, by ją oczyściły. Ale to nie dla nas praca.
- Kredy waćpaństwo nie macie ? Frater -
krzyknął do Brzezińskiego - a przynieś nam ze dwie gałązki brzozowe. Tam dwie rosną. Ot takie - pokazał jakich potrzebuje.
Chwycił żuraw i nożem wydobytym z buta oderżnął wiadro, które położył obok.

- Trza nam uradzić co dalej. Prawda ze dwie dziesiątki ich było, ale jak przedtem to tylko chłopy pobuntowane a i pijane pewnie były, tak to teraz już banda jest, do której się będą łotrzyki pomniejsze kupić i wnet w siłę urośnie.Broni też pobrali we dworze pewnie, a chłopy tu wojny zwyczajne, nie raz i dwa Tatarzy tu gościli - przy ostatnich słowach zerknął na Nuszyk i jakby szybciej mówił dalej.

- Dziwne mi jeno że jeden patrzył, a żadnych czujek nie zostawili, szczególnie od strony wsi. Bo tam przecież wieś jakaś musi być - wskazał reką ponad lasem i popatrzył pytajaco na pozostałych.


 
Arango jest offline  
Stary 19-10-2008, 12:01   #9
 
Asenat's Avatar
 
Reputacja: 5766 Asenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputacjęAsenat ma wspaniałą reputację
- Jest tam wieś. Dziesięć dymów. Od licha się nazywała jakoś... Dalej dwie następne, ale ta najbliższa - Tatarzynka wzruszyła ramionami i oparła się o cembrowanie studni. - A i chłopy tu Tatarów zwyczajne a nawykłe, prawda to - głos Nuszyk przybrał zjadliwe tony - ledwom z konia zlazła, w krzaki poszła się wyszczać, wracam, a tu poryglowane wszystko na trzy spusty, jedną babę obaczyli, a już im się zdało, że orda się ruszyła. Dobrze, że w las nie zbieżeli, po tym się ani chybi poznaje, że Tatarów lud zwyczajny. Jak mniej jak tuzin widzi, to jeno się rygluje, jak więcej, to po krzach razem z dobytkiem się chowa, spasi Chryste woła!
I tyle z mego rozpytywania wyszło.

Ale jedną rzecz wiem - był u Kreczyńskich we dworze szlachcic stary, Samuel Wierchucki, dawny żołnierz i wielki chwat. Nie było go wśród trupów. Próbowałam się wywiedzieć, czy nie przytulił się gdzie w dworach okolicznych, ale rzec mi nie chcieli. Po prawdzie to i rozmawiać w ogóle też im było wielce niemiło - drobna twarz skurczyła się w gniewie. - Ale trzeba by się wywiedzieć. Bo kiedy ja tu była trzy dni po ataku, to o jednej rzeczy przemyśliwała: dwudziestu chłopa przypadkiem na dwór wlazło i z marszu zdobyło? Wielce rzecz to nieprawdopodobna. Wielkie szczęście musieli by mieć. We dworze pachoły uzbrojone, ściany grube... I wszyscy na tej ziemi nieszczęsnej do napadów przywykli. Córuś moja trzy lata ma zaledwie, jeszcze jej się strona, w którą się przeżegnuje, myli, ale z pistoletu strzelić już strzeli, a i broń oporządzi potem. Kreczyński człek był ufny, ale nie durny i walczyć umiał, bo tu Ukraina, tu każden jeden potrafi.
Można by się tu było obronić, nimby pomoc nie nadeszła jaka... - wskazała na zgliszcza - Tak sobie umyśliłam, że mimo to odrzwia hultajom otwarto. Czemu? Tego się tu nie dowiemy, bo ślady już parę dni temu zadeptane były. Oni są tydzień przed nami, a i konie teraz mają. I zgodzę się z panem Bończą - oni coraz zajadlejsi będą, a nas mało. Ludzi więcej nam trzeba.
Szukamy tedy języka, waszmościowie - machnęła głową w stronę wsi - czy w pogoń ruszamy?
 

Ostatnio edytowane przez Asenat : 19-10-2008 o 12:58.
Asenat jest offline  
Stary 20-10-2008, 16:00   #10
 
drakkainen's Avatar
 
Reputacja: 0 drakkainen nie jest za bardzo znany
Mnich schylił się po zielony pęd, ponad inne w okolicznych trawach wystający. Ot bielica pospolita – i zaraz gdzieś w głowie dopowiedział mu ojciec Lucyjan: „artemisia vulgaris.



Przeciwko czarownicom a spiritum malum, a chorobom wszelakim protectiva. Najlepiej w noc świętego Jana zbierać co by moc potężniejszą w zielu obudzić Mnich rozmarzył się. .” Ojciec Lucyjan, swój herbarium przedstawiał cichym, monotonnym głosem. Ciche aule colegium kontrastowały z gwarnym życiem krakowskiej ulicy.

- Kredy waćpaństwo nie macie ? Frater - krzyknął do Brzezińskiego - a przynieś nam ze dwie gałązki brzozowe. Tam dwie rosną. Ot takie - pokazał jakich potrzebuje.

Westchnął tylko, zdając sobie sprawę, że nie czas i miejsce na wspominki.
„Zaiste – powiedział ni to do siebie, ni to do rośliny – mam nadzieję, że naszej kompanii lepiej się przysłużysz niż Kreczyńskim” – po czym urwawszy łodygę schował ją w fałdy habitu.

Podszedłszy do wskazanych drzewek jął mocować się z nimi a wyginać je na wszystkie strony, coraz to inszych świętych na pomoc wzywając. Roślina tymczasem jak na złość świętych imion bać się nie zamierzała i niczym heretyk o sercu zatwardziałym poddać się woli mnicha nie chciała, sposobami sobie znanymi, przed złamaniem się broniwszy. Obiecawszy sobie solidnie, że kozik jakiekolwiek nosić trza, a naparwszy na gałąź całą swoją mniszą postawą, dostał w końcu to co chciał.

Rzecz to żołnierska o pościgach, siłach i zasadzkach prawić. Jego to rzecz zaś modlić się za dusze i o pomstę rychłą a długo psubratów katująca prosić Dobrego Pana. Zatem w dyskusji zdania nie zabrał. Niemniej wspomnieć musiał iż on do chodzenia po wsi nawykły, tedy i języka zasięgnąć mógłby, gdyby się hanza na takie wyjście zadecydowała.
 
__________________
Masz lat blisko 40, wyglądasz na blisko 30, wyobrażasz sobie, że masz nieco ponad 20 a postępujesz jakbyś miał niecałe 10.
drakkainen jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 11:53.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169