Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction > Archiwum sesji z działu Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 07-08-2014, 22:16   #1
 
Autumm's Avatar
 
[Traveller] Osadnicy - se1

Soundtrack

[media]http://th07.deviantart.net/fs71/PRE/f/2012/063/7/a/spaceport___speedpainting_process_video_by_hideyos hi-d4rozsi.jpg[/media]



SE01 EP00 "Pilot"




Satelita nie ma nawet nazwy; długiego numery, który nic nie mówi, nikomu nie chce się zapamiętywać. Zresztą, po co nazywać mały kawałek skały, krążący po długiej orbicie wokół martwej planety, kolejną stanicę na krańcach ludzkiego imperium, nieco prowokacyjnie wysuniętą w ciemną otchłań kosmosu?

To jedna z wielu baz Fundacji, tranzytowy punkt na długiej trasie, którą w jedną stronę lecą wyładowane sprzętem i kolonistami barki, a wracają zdobyte na odległych, niezbadanych planetach surowce, wiedza i inne cenne dobra. Odpowiednio ustawiając się na powierzchni, można nieomal poczuć tą mistyczną granicę, mając za plecami znaną, solidną i nieco już zszarzałą cywilizację, a przed sobą - nieznane jeszcze i ekscytujące oceany możliwości, jakie daje każdemu Nowy Świat.

Krajobraz planetoidy to przytłaczająca i chaotyczna gmatwanina metalowych dźwigarów, kratownic, dźwigów, rusztowań, porozwalanych wokół bez wyraźnego ładu i sensu. W tym królestwie maszyn i techniki człowiek jest niewielkim pyłkiem, małą mrówką wśród ostrych krawędzi i kanciastych wież. Wystarczy zadrzeć głowę, by zgubić się w bijących w czarny kosmos filarach technicznych instalacji, pomiędzy którymi poruszają się nieustannie zębate łapy podnośników. Ale nad tym gargantuicznym polem stalowych roślin góruje coś jeszcze większego.

Statek.

Olbrzymi kształt wymyka się zupełnie zrozumieniu; przez brak skali oko gubi się, nie mogąc ogarnąć całości potwora, który zawisł nad tym dryfującym w próżni kawałkiem lądu, niczym wieloryb nad morskim dnem. Liczne pomosty, rury, linie transportowe i kable cumują monstrum do metalowych kolców doku, a na całej powierzchni kadłuba wre gorączkowa krzątanina maszyn i ludzi, przygotowująca statek do długiego rejsu w noc kosmosu. Gigant jest wciąż głodny - pożera każdą ilość transportowanego do środka sprzętu, zasobów i ładunku, a załadunek zdaje się nie mieć końca. Szarość burt statku zlewa się z otaczającą go infrastrukturą portu; w panującym tu stale półmroku lśnią tylko wymalowane na biało litery: Nadzieja Albionu.

Przyzwyczajcie się do tego widoku. Na długi czas to będzie Wasz jednyny dom.

***

Przybyliście tu już jako nowi ludzie.

Nieważne, kim byliście wcześniej, jakie drogi, motywacje i siły pchnęły każdego z Was do poszukiwania nowego życia w dalekich gwiazdach. Z chwilą podpisania kontraktu z Fundacją utraciliście obywatelstwo rodzinnych układów i dostaliście nowe - carte blanche z wpisanym identyfikatorem planety, która nawet nie jest jeszcze na oficjalnej liście światów Imperium.

A teraz odliczacie dni i godziny do startu. Byliście na tej planetoidzie wystarczająco długo, by zwiedzić każdy zakamarek do którego wolno Wam było zajrzeć i poznać ludzi, z którymi przyjdzie Wam lecieć i podbijać nowe ziemie, a przede wszystkim - zanudzić się na śmierć. Bo z małego portu, w którym większość powierzchni to infrastruktura techniczna, a obsługa - jeśli nie zajęta własnymi sprawami - była nad wyraz dyskretna i powściągliwa, po prostu nie ma gdzie uciec. Pobyt tutaj to nieustanne jałowe czekanie, przeplatane nudnymi szkoleniami z podstaw bezpieczeństwa, komunikacji, obsługi prostych urządzeń i imperialnych wytycznych oraz raz na jakiś czas męczące testy, sprawdzające czy przeżyjecie podróż w kriokomorach i przeciążenia przy lądowaniu. To wszystko - plus monotonna szarość stacji i brak jakichkolwiek rozrywek - sprawiło, że myśli same ulatują w kierunku nowego świata i czekających tam przygód... albo w drugą stronę - do domu i zostawionych za sobą bliskich.

Wreszcie jednak nadszedł koniec tej udręki. Zgromadzeni w stołówce - jedynej tak dużej sali, która mogła pomieścić ponad pół setki kolonistów - wysłuchaliście suchego komunikatu z ust kapitana dowodzącego Nadzieją. Wszystko zostało potwierdzone i zaakceptowane, załadunek zakończony, systemy przeszły końcowe testy, biurokraci podpisali wszystkie protokoły. Wyruszacie ku nieznanemu.

***

Dano Wam ostatnie 36 godzin życia przed podróżą i obiecano spełnić - wedle możliwości - każde ostatnie życzenie. Dzięki szkoleniom wiecie, co stanie się potem - położycie się w zimnym, mokrym żelu kriokomory, oplątani gęstą siecią rurek i zaśniecie kamiennym snem, tak podobnym do śmierci, zanim nawet nad każdym zamknie się wieko mroźnej trumny. Tylko niewielka załoga pozostanie przytomna, by przeprowadzić barkę przez puste szlaki w próżni, do momentu, kiedy będzie możliwy skok w nadprzestrzeń. Obudzicie się już w Nowym Świecie - i odtąd będzie zdani tylko na siebie.

To ostatnie chwile, kiedy jeszcze żyjcie starym życiem. 36 godzin, półtora standardowego dnia - tyle zostało do kresu pewnego etapu, którego symboliczny końcem jest kriogeniczna śmierć.

Wykorzystajcie dobrze ten czas. Kiedy upłynie - jednym zdecydowanie za wolno, innym przerażająco szybko - nie będzie już odwrotu.

Wkrótce narodzicie się ponownie.
 
__________________
"Polecam inteligentną i terminową graczkę. I tylko graczkę. Jak z każdą kobietą - dyskusja jest bezcelowa - wie lepiej i ma rację nawet jak się myli." ~ by Aschaar [banned] 02.06.2014
Nieobecna 28.04 - 01.05!

Ostatnio edytowane przez Autumm : 20-08-2014 o 22:36.
Autumm jest offline  
Stary 14-08-2014, 20:33   #2
 
Kaworu's Avatar
 
Shinji Konohara nie pamiętał, kiedy ostatnio był tak podniecony.

Może podczas studiów? Pamiętał jak dzisiaj ten dzień, gdy pierwszy raz przekroczył progi Uniwersytetu Medycznego w Machi, stolicy planety Mizu. Otwierało się przed nim (zupełnie jak teraz), całe bogactwo nowych możliwości. Podczas studiów Shinji poznał swoich najlepszych przyjaciół, nawiązał kontakty, które okazały się pomocne w przyszłości... i oczywiście poznał tą nieszczęsną Sakurę.

Sięgnął ręką odruchowo pod płaszcz i koszulę, gdzie wisiał nieśmiertelnik, ostatnia pamiątka po byłej dziewczynie – zawierał jej imię, nazwisko, datę urodzenie i słowa „miłość na zawsze”.

Shinji sam nie wiedział, czemu ciągle go ze sobą nosił. Najpierw był rozgoryczony po stracie i „bezcenna pamiątka” była jedynym sposobem, by nawiązał jakikolwiek kontakt z utraconą miłością. Potem, gdy młodzieńcze lata przeminęły (a wraz z nimi uczucie rozgoryczenia) ciągle nosił przy sobie ten cholerny nieśmiertelnik – sam nie wiedział czemu.

W przypływie odwagi zerwał z siebie wisiorek i rzucił silnym, zdecydowanym ruchem ręki w dół, pozwalając, by spadł w głąb nieskończonych poziomów stacji, na której się znajdowali.

- Rozpoczynam nowe życie – szepnął do siebie, uśmiechnięty.

~*~

Będąc już w środku statku, Shinji rozsiadł się wygodnie na jednym z wolnych krzeseł w kącią, nalał sobie wody do picia i zaczął czytać swoją cybernetyczną biblioteczkę na podręcznym komputerku. Zapytany o coś odrywał się od lektury i odpowiadał miłym głosem i uśmiechem, który zdawał się szczery, ale nie uchodziło niczyjej wątpliwości, że jego życzeniem jest pozostawienie go samego z komiksami i książkami fantasy na lśniącym ekraniku.
 
Kaworu jest offline  
Stary 15-08-2014, 01:31   #3
 
Baird's Avatar
 
- Na dupę Athiny! Co to znaczy, że się nie da?! Po prostu wejdź do środka i sprawdź!- Melathios prowadził ożywiony dialog z jednym z dokerów odpowiedzialnych za załadunek.
- Takie procedury.- Odpowiedział doker z obojętnym wyrazem twarzy. Mężczyzna był ubrany w niebieski kombinezon z logo Fundacji na ramieniu.
- W takim razie sam tam wejdę. To moje rzeczy i chcę mieć pewność, że nic im nie będzie. Sam komputer jest wart więcej niż twoja pierdolona roczna pensja.-
Doktor Sofilatres na co dzień był bardzo uprzejmym człowiekiem i potrzeba było bardzo wiele by wyprowadzić go z równowagi. Powolna i niepomocna biurokracja była na szczycie listy.
- Niestety to niemożliwe, jedynie upoważniony personel ma dostęp do ładowni.- Duży gąsienicowy robot załadunkowy właśnie wjechał po rampie prowadząc przed sobą kontener wielkości autobusu.
- Doktorze.- Nagle odezwał się osobisty dron, który do tej pory cicho wisiał w powietrzu za plecami Mela.
- O co chodzi Hermex?- Zapytał Mel.


- Według regulaminu Fundacji rodział 3 punkt 573 ustęp 36 poprawka z dnia...-
- Do rzeczy.- Przerwał mu Melathios.
- ...jeśli istnieje podejrzenie, że w trakcie transportu ładunek może doprowadzić do uszkodzenia statku, obsługa portu ma obowiązek podjąć wszelkie środki bezpieczeństwa by nie doprowadzić do takiego wypadku. Biorąc pod uwagę, że pański środek transportu jak i skrzynie z ekwipunkiem mają masę prawię pół tony każda, w przypadku nieodpowiedniego zabezpieczenia mogą doprowadzić do naruszenia struktury statku.-
- Ha. Słyszałeś drona.- Mel powiedział tryumfalnie do dokera. - Teraz rusz się do środka i upewnij się, że moje rzeczy są należycie zabezpieczone.-
Doker wszedł do statku by po chwili wrócić.
- Mam nadzieję, że teraz jest pan zadowolony.-
- Zobaczymy podczas rozładunku.- Odpowiedział Melathios.
Mel odwrócił się na pięcie i odszedł od statku.
- Nie uważa pan, że było to trochę nieuprzejme zachowanie względem tego człowieka.- Zapytał dron.
- To nie człowiek. To biurokrata. Z nimi nie można uprzejmie.- Odpowiedział Mel.
- Przyjąłem.-
Przez chwilę Melathios szedł w ciszy z dronem lewitującym u jego boku.
- Hermex.- Mel zwrócił się w końcu do drona.
- Tak doktorze?-
- Prowadź do stołówki. Muszę się napić.-
- Doktorze. Regulamin fundacji zabrania spożywania alkoholu na terenie stacji.-
- No to nic im nie powiemy.-
- Przyjąłem.-
Melathios uśmiechnął się i ruszył za dronem w kierunku stołówki.

Melathios usiadł przy jednym ze stolików i wyjął z płaszcza butelkę 30 letniej whiskey, którą wymienił za trochę dragów u jednego z dokerów. Ludzie zaczynali się już zbierać w stołówce więc była to dobra pora by oficjalnie otworzyć już lekko rozpoczętą butelkę. Przemowa kapitana, która nastąpiła kilkanaście minut później wymagała odrobiny alkoholu by ją przyswoić. Całe te gadanie o procedurach nie pomogło Melathiosowi na jego małą, aczkolwiek dokuczliwą przypadłość jaką były loty międzygwiezdne.
Wszystko było by w porządku gdyby nie skoki, Mel uważał, że nie jest to normalne, rozpędzać się do takich prędkości. Całe szczęście większość drogi będzie nieprzytomny jak szlachcic na koniec święta Panatajów. Święta ku czci Athiny odbywającego się co 4 lata na jeszcze niedawno rodowitej planecie Melathiosa Athenorei.
Kapitan skończył swój monolog i tłum zaczął się rozchodzić, wtedy Melathios zauważył znajomą twarz.
- Kora! Doctor Octavia!- Zawołał.
Gdy kobieta odwróciła głowę w jego stronę Mel uniósł butelkę z whiskey i zapytał przez pół sali.
- Łyczek przed startem?- Jeśli miał pić, nie miał zamiaru robić tego sam.

<Egaru, mały dialog przy butelce na docu?>
 
__________________
Man-o'-War Część I

Ostatnio edytowane przez Baird : 03-09-2014 o 19:55.
Baird jest offline  
Stary 16-08-2014, 06:58   #4
 
potacz's Avatar
 

Delikatny szum miasta dochodził z oddali, niczym sennie mruczący mały rój.
O wiele bliżej już świerszcze poskrzypywały w chłód mroku, nadając nastrój przyjazny i spokojny bezchmurnej nocy.
Leżał w swojej drewnianej chatce na łóżku, a myśli i towarzyszący zbliżającej się podróży stres gdzieś na dnie trzewi dawał o sobie znać. Nie mógł spać, wpatrywał się linię przybrzeżnych świateł i wyróżniające się pośród nich pikające rytmicznie światła komina, zainstalowane przez przezornych inżynierów w trosce o niewidomych pilotów.
Gdzieś w oddali zakwakała dzika kaczka.
Nastawił budzik na zegarku i zamknął oczy.

***

Jeszcze raz skrupulatnie sprawdził czy jego skrzynie są dobrze zamknięte i umocowane na cargo-palecie. Po drugim sprawdzeniu, dał znać ładowniczemu aby ten zabrał wreszcie jego ładunek na pokład przepotężnego statku. Na sam jego widok skurcz w żołądku jeszcze bardziej się wzmagał. Zapiął torbę z kilkoma swoimi rzeczami, przerzucił ją przez ramię i ruszył na odprawę kapitana. Ruchomy cyber-holster na plecach obrócił się do skośnej pozycji.
Zapowiadało się długie półtorej doby. Bardzo by chciał już zasnąć. Ale musi jeszcze porozmawiać z Alain'em i dograć kilka szczegółów. Jakby nie patrzeć, to dzięki niemu trafił na tę okazję wyjazdu. I musi kupić sobie nowy zegarek...

***

Wkurwienie sięgnęło zenitu o piątej siedemnaście rano.
-No żesz kurrrwa maać... - odbiło się od drewnianych ścian.
Podczas wstawania zrzucił z nocnej szafki swój wysłużony zegarek i przydeptał go stopą. Normalnie nie byłby to problem. Lecz teraz z zegarka pozostała malownicza kupka pokrzywionych trybików i drobnego szafirowego szkła.
Zaciśniętę zęby, czerwona ze złości twarz i parująca z uszu milcząca wściekłość wypełniały pokój. Przeklinał w duchu swoje cyber stopy, przelinał przeklętą już setki razy kruchość rzeczy pamiątkowych, przeklinał swoją niezdarność.
Ręce mu opadły.
Po chwili jednak humor powrócił tak prędko jak zniknął.
Ubrał się cały, wrzucił zebrane zegarkowe resztki do pudełka po pizzy, chowając tylko do kieszeni skórzany zegarkowy pasek, a resztki wczorajszego placka z niecodziennymi dodatkami poszły do kosza.
Cały sprzęt wyjechał już kilka dni wcześniej, została tylko jego torba ze osobistym szpejem i cyber-holster na broń.
Statek odlatuje za 3 dni. Półtora zajmie podróż na miejsce zbiórki.
Patrząc jeszcze raz na pudełko po pizzy w koszu na śmieci rzucił wesoło w stronę pojemnika:
"-Coś się kończy... Coś się zaczyna! Naprzód, w nieznane!"
Nałożył okulary na nos i wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi.

***
Podniósł głowę znad starej, papierowej książki.
Nowy zegarek ciążył przyjemnie na ręce, podczas gdy kapitan automatycznie moralizował wszystkich zebranych odnośnie regulaminów i procedur. Dante ze znudzenia odczytywał dane antropometryczne pojawiające się na szkle jego okularów o zebranych w pomieszczeniu ludziach.
~No... Nudzić nie będę się na pewno patrząc na tę malowniczą hałastrę.
Spojrzał na unoszącego butelkę alkoholu ekstrawaganckiego mężczyznę.
~Na pewno nie będę się nudzić. Skwitował swoją myśl uśmiechem.
 
__________________
"Głową muru nie przebijesz, ale jeśli zawiodły inne metody należy spróbować i tej."

Ostatnio edytowane przez potacz : 16-08-2014 o 13:37.
potacz jest offline  
Stary 17-08-2014, 12:40   #5
 
Gorgmon's Avatar
 
Bradock siedział znużony w kącie stołówki zajadając się swoimi ulubionymi cukierkami, podczas gdy jego oczy błądziły niewidzącym wzrokiem po ścianach i suficie.

Nie da się ukryć że był w kiepskim nastroju, jak zwykle zresztą odkąd przybył do bazy Fundacji.
Zupełnie inaczej wyobrażał sobie początki swej osadniczej kariery, i chociaż wizja budowy nowego, lepszego świata początkowo mocno działała na jego wyobraźnię, to zapał szybko ostygł stłumiony biurokratycznym bełkotem, z którego i tak w większości niewiele rozumiał, oraz mnóstwem nikomu niepotrzebnych informacji.

- Nikt normalny w życiu nie zapamięta całego tego szajsu – burknął sam do siebie ze złością sięgając do torebki.
W ostatnim czasie przeczytał więcej niż przez całe swoje życie, a od nauki wszelkiej maści regulaminów, norm i zasad nabawił się migreny. Do tego wszystkiego urządzali egzaminy niczym w szkolę, i to takiej normalnej, nie jednej z tych które funkcjonują na ojczystej planecie.
Swego czasu Bradock żałował że edukacja którą przeszedł była nią właściwie tylko z nazwy, teraz jednak bogatszy o nowe doświadczenia musiał zweryfikować swój osąd.

Tymczasem jego dłonie zamiast na oczekiwany smakołyk trafiły w próżnię, więc z ciężkim sercem zwlókł się z siedzenia i udał do najbliższego automatu.
Właśnie zastanawiał się, na jaki smak ma ochotę, gdy do jego uszu dotarła upragniona informacja o odlocie.
Wiadomość nieco poprawiła mu humor, obecnie wszystko wydawało mu się lepsze od tej przeklętej stacji.

Odruchowo, jak zawsze przed robotą, poprawił niechlujnie założony kombinezon, i już sięgał po broń aby sprawdzić jej umocowanie, gdy przytomnie zreflektował się gdzie jest.

Jego uwaga ponownie skupiła się na automacie, by po chwili z uśmiechem zdecydować się na nasiona papoa w czekoladowej polewie.
Gdy tylko otrzymał to za co zapłacił, jednym zręcznym ruchem wyciągnął z kieszeni wysłużoną paczkę kart i żwawym krokiem ruszył ku centralnej części pomieszczenia. Zgromadziła się tam spora grupka ludzi, więc z nadzieję że znajdzie chętnych na partyjkę przysiadł się do jednego ze stolików, po czym uśmiechając uroczo zapytał - może zagramy?

Ostatecznie wciąż miał trochę czasu, postanowi więc spożytkować go najlepiej jak potrafi.
 
Gorgmon jest offline  
Stary 18-08-2014, 15:06   #6
Sekkret
 


Poziom Ostrzeżenia: (0%)
Chester siedział na łóżku i czyścił swój rewolwer. Dowiedział się od swojego informatora, że Gwiezdna Policja go zlokalizowała. Zostało mu tylko czekać, aż usłyszy ich charakterystyczne tupanie.
~Już są.- pomyślał Chester rad, że może wreszcie wyruszyć na miejsce spotkania. Wszystko sobie dokładnie zaplanował.

Spakowaną walizkę wyrzucił przez okno z drugiego piętra prosto na pożyczony od hotelu materac. W momencie, kiedy Gwiezdna Policja wyważyła drzwi Chester wyskoczył za bagażem. Zaczął biec. Drogę zajechał mu jednak pociąg towarowy. Wyglądał jakby był w pułapce. Jednak człowiek wystający z jednego z wagonów wciągnął Chestera do środka.
***
Spóźnił się na ostatnie zebranie dotyczące regulaminów i procedur. Miał nadzieję, że niedługo opuszczą ten przeklęty port, bo zabawa z policją już powoli zaczynała mu się nudzić.

Po skończonym spotkaniu, gdy mieli czas na rozejrzenie się po statku dołączył do grupy ludzi w centralnej części jadalni. Po chwili do stolika obok dosiadła sięjeszcze jedna osoba:
-Może zagramy?-spytała wyjmując karty.
-Ja chętnie.-odpowiedział Chester
 
 
Stary 19-08-2014, 13:42   #7
 
Dhratlach's Avatar
 


Potomek rodu deVall większość swojego czasu na stacji spędził przy załadunku zapasów i towarów na statek, a była to nie mała robota pilnować biurokratów by nie zawalili sprawy. Ze swoim ręcznym komputerem więc pilnował by każdy najmniejszy sprzęt i zaopatrzenie bezpiecznie zostało złożone w trzewiach "Nadzie Albionu". Wszak nigdy nie było wiadomo co może się przydać, a jakiekolwiek zaniedbania mogłyby mieś niepożądane skutki na samą wyprawę. Nie raz dane mu było opierniczyć dokerów za lenistwo. Czasu mieli niewiele, a on miał zamiar jeszcze się napić w barze. Tak trwało paru godzinne nadzorowanie kontenerów z zapasami i prowiantem, beczek z petrochemikaliami i innych dobroci kiedy w końcu przyszła pora na wisienkę na szczycie lukrowanego tortu. Ciężki, opancerzony i robiony na zamówienie pojazd bojowy z wyglądu przypominający smoka wjeżdżał po rampie załadunkowej na głównym włazie wyryty herb jego rodu. Jawna przynależność do jego domu jaki i do Zakonu Drakena którego Sir Alain był członkiem. Odetchnął z ulgą, zdawało się, że wszystko było na miejscu. Ruszył więc nieśpiesznie do stacyjnej knajpy się napić.

Przy szklance mocniejszego trunku miał czas by rozmyślać i rozmyślał. Miał misję do wykonania, bardzo ważną misję której szanse na ziszczenie widział w tej ekspedycji. Co tu dużo mówić, jego doświadczenie mówiło samo za siebie, a długotrwałe, kilku tygodniowe negocjacje z przedstawicielami Fundacji zapewniły mu w końcu oficjalny status Gubernatora planetarnego. Dobry początek dobrego dnia można by powiedzieć. Zamówił jeszcze jedną kolejkę. Musiał się zapoznać z dossier każdego z członków ekspedycji, ale na to miał czas. Jak na tą chwilę mieli szanse nie najgorsze. Zostało tylko mieć nadzieję, że nowa planeta ugości ich w miarę przyjazny sposób. Jak by nie było nie przyznawało się drugiej kategorii bez powodu, ale nie było to zmartwienie na teraz. Poprawił więc kaburę przy pasie i dokończywszy łyk mocniejszego ruszył zwiedzać sam statek. Możliwe, że właśnie tam spotka Cathy.
 
Dhratlach jest offline  
Stary 19-08-2014, 22:13   #8
 
Autumm's Avatar
 


Soundtrack

[media]http://th06.deviantart.net/fs71/PRE/i/2013/172/a/4/emerging_unharmed_by_lorddoomhammer-d69z974.jpg[/media]

Jest 23:34:56 czasu pokładowego. Od kilku dni podłużne cielsko Nadziei powoli dryfuje w przestrzeni swojego docelowego układu, z rzadka pomagając sobie silnikami manewrowymi. Dziesięcioosobowa załoga jest zmęczona i podenerwowana - od wyjścia z nadprzestrzeni niemłody już statek trapią liczne, dokuczliwe awarie, których usuwanie, ze względu na modułową konstrukcję jednostki, jest czasochłonne i niewdzięczne. Trzyzmianowy system został dawno porzucony; niektórzy mają za sobą 12 i więcej godzinne wachty.

Ale największym bólem głowy kapitana, przy którym blakną wszystkie inne, jest brak łączności z mającą oczekiwać tu poprzednią jednostką - mimo wielokrotnego wywoływania na wszystkich możliwych kanałach Excalibur pozostaje głuchy i niemy. Milczą też radiowe boje, mające naprowadzać statek na bezpieczny kurs i powierzchniowy system łączności, zapewniajacy komunikację z planetą. Nadzieja płynie jak we mgle w polu asteroidów, zdana tylko na swoje słabe skanery oraz rozsądek pilotów.

Zielono - błękitna tarcza planety wyłania się wreszcie zza dryfujących wokół odłamków skał. Jest nadzieja, że po wydostaniu się z zakłócającego obraz oceanu kamieni daleki skan odpowie na pytanie, co stało się z poprzednią misją, która przecież do niedawna regularnie meldowała swoją obecność. Kapitan wydaje ostatnie rozkazy i odchyla się z westchnieniem na krześle. Nawet bez pomocy Excalibura statek niedługo zakotwiczy na orbicie i rozpocznie się spokojna i bezpieczna procedura desantowania kolejnych modułów transportowych na "stały ląd". Myśli mężczyzny powoli dryfują, kiedy pozwala sobie na chwilę relaksu. Całe szczęście że "biologiczna" część ładunku nie zdaje sobie sprawy z tych wszystkich kłopotów, zamrożona w przepastnych ładowniach okrętu. Do długiej listy problemów brakowałoby tylko stada spanikowanych cywili...

Natarczywe pikanie odrywa kapitana od leniwych rozmyślań. Zanim jeszcze pierwszy oficer podaje zdumionym głosem wskazania radaru, kapitan jest przy ekranach. Alarm zbliżeniowy! Pilot musiał przegapić jakiś większy odłamek meteorytu, który teraz wszedł na kurs kolizyjny z trasą Nadziei. Trzeba natychmiast skorygować trajektorię, by nie dopuścić do uszkodzeń kadłuba...

- Mamy wizual na trzeciej! - krzyczy pierwszy, informując, że obiekt wszedł w pole widzenia czujników statku. Kapitan patrzy na odczyty, przez chwilę nie rozumiejąc z nich nic.

A potem pancerna szyba sterówki eksploduje mu w twarz.




SE01 EP01 "Crash Test"




WSZYSCY


Uczono Was tego i ostrzegano; nikt nie spodziewał się, że procedura wybudzania się z kriosnu będzie łatwa i przyjemna. Żeby nie doszło do poważnych uszkodzeń ciała - i psychiki - każdy jest przywracany do życia w swoim indywidualnym tempie, z towarzyszeniem lekarza i na bieżąco monitorowany. Tak wygląda to w teorii.

Jest oczywiście jeszcze procedura awaryjna, używana w ekstremalnych przypadkach krytycznego zagrożenia zdrowia i życia. I właśnie macie unikalną okazję odczuć ją na własnej skórze.

Najbliższym temu zabiegowi wrażeniem jest wrzucenie śpiącej osoby do mętnego jeziora z lodowatą wodą. "Śpiący" dostaje końską dawkę adrenaliny, kortyzolu i sterydów, mającą wybudzić go z torporu i pchnąć energię w zesztywniałe mięśnie. Rury łączące ustrój z obiegiem maszyny są zrywane bez znieczulenia, a ich przyczepy kauteryzowane, zostawiając na skórze piekące rany. Jednocześnie hibernator wylewa całą swoją zwartość na podłogę, by miotający się pacjent nie utonął w śluzie.

Drgające z wycieńczenia, na siłę przywracane do świadomości ludzkie płody, kulące się w śliskim żelu na zimnej, metalowej podłodze, nie rozumiejące jeszcze do końca, co się wokół dzieje, obolałe, rzygające i sikające pod siebie...

...tak, to Wy, heroiczni zdobywcy nowych światów na początku swej wędrówki. Która - sądząc po coraz wyraźniej docierającym do waszych uszu ogłuszającym wyciu syren i migających czerwonym ostrzeżeniem wskaźników - może zakończyć się szybciej, niż się rozpoczęła...

Alain deVall, Catriona Dallas, Kora Octavia, Melathios Sofilatres

[media]http://fc09.deviantart.net/fs71/i/2013/004/5/6/privat_room_by_stefana_tserk-d5qd3ck.jpg[/media]

Bycie VIP'em to same przywileje. Oczywiście, każdego zahibernowano, a wybudzenie nie jest wcale łatwiejsze, ale macie swoje własne koje, dogrywacie więc w zaciszu czterech ścian. Wasze kajuty są wyposażone również w takie udogodnienia jak prysznice, osobne toalety czy terminale komputerowe, aczkolwiek wbijający się w uszy i oczy alarm jakoś zniechęca do dłuższego oddawania się przyjemnościom.

Prócz wyjących syren jest w miarę spokojnie - nie czuć żadnych wstrząsów czy zmian grawitacji, choć do Waszych uszu dochodzi niepokojący syk, jakby skądś uciekało powietrze pod dużym ciśnieniem. Ktoś idzie korytarzem i dobija się z całych sił do kolejnych drzwi, krzycząc coś niezrozumiale.

Bradock Dunn, Milton Mac Treggir, Jeremiasz Anders, Frank Dante Jaeger

[media]http://fc09.deviantart.net/fs37/f/2008/260/b/a/Armory_Corridor_by_jamga.jpg[/media]

Jesteście żołnierzami, twardymi facetami, którzy niejedno w życiu przeszli, więc wylanie na was kadzi lodowatego gówna znosicie zaskakująco dobrze. W końcu nie z takich tarapatów się wyłaziło...

Obudziliście się w module zbrojowni - wokół Was znajduje się imponująca kolekcja narzędzi zniszczenia, w jakie Fundacja wyposażyła wyprawę. Wszystko jest jednak przygotowane do transportu, więc nie da się prędko do tego dostać. Zbrojownia podzielona jest na małe sekcje - w jednej są karabiny, gdzie indziej pistolety etc. Na jednej ścianie są zawieszone pancerze wspomagane i vacc suity. Drzwi od modułu - solidne, porządnie zabezpieczone wrota - są wykrzywione, jakby od zewnątrz coś w nie solidnie pieprznęło. Z drugiej strony pomieszczenia znajduje się szeroki trap, prowadzący do śluzy z napisem "HANGAR".

Archibald Tio, Mürrür Yeyeo, Shinji Konohara, Chester Kentiego

[media]http://fc06.deviantart.net/fs70/i/2013/102/5/d/acm_engine_room_by_neisbeis-d61i4fp.jpg[/media]

Takich jak Wy określa się w manifestach przewozowych jako "pasażerów 3 klasy" albo mniej dyplomatycznie "mięcho". Po prostu siła żywa, niezbędny wypełniacz. Wasze komory bezceremonialnie upchnięto...na korytarzu maszynowni, bo widocznie gdzie indziej nie starczyło dla nich gdzie indziej miejsca. Ma to jednak pewną zaletę - alarm ginie w huku maszyn i zgrzycie metalu, dochodzącym z trzewi statku. Gdzieś w dalekiej perspektywie korytarza widzicie żółto-czerwoną łunę - pożar? Miganie lamp? Trudno powiedzieć. Podłoga drży i wibruje, a powietrze jest ciężkie i gorące.

Pod nogami wije wam się plątanina potężnych, grubych kabli, zasilających kadzie; część ginie za zakrętem korytarza, na ścianie którego umieszczono wskazującą dalej strzałkę i napis "MAGAZYN - HIBERNATORY". Prąd jednak nie płynie - kawałek poszycia wybił dziurę w suficie i jak nóż wbił się w przewody, powodując snop iskier i mruganie światła.
 
__________________
"Polecam inteligentną i terminową graczkę. I tylko graczkę. Jak z każdą kobietą - dyskusja jest bezcelowa - wie lepiej i ma rację nawet jak się myli." ~ by Aschaar [banned] 02.06.2014
Nieobecna 28.04 - 01.05!

Ostatnio edytowane przez Autumm : 20-08-2014 o 22:34.
Autumm jest offline  
Stary 20-08-2014, 04:32   #9
 
Shanaa's Avatar
 


Catriona w końcu mogła oderwać się od szarej rzeczywistości i nurzącej rutyny w swojej pracy, tu broń, tam broń, jakiś pismak, którego musiała spławić i pełne ręce roboty... nareszcie mogła zaznać czegoś nowego i ekscytującego. Nowy świat dawał tyle możliwości i perspektyw. Kobieta wprost nie mogła doczekać się ogłoszenia o starcie, toteż gdy tylko usłyszała o zebraniu w stołówce ruszyła tam natychmiast. Cały jej sprzęt był solidnie zabezpieczony i przymocowany, toteż miała sporo czasu na zwiedzanie stacji i statku.

***
Catriona zjawiła się w stołówce akurat, gdy zebranie się zaczynało. Niestety, nie wypatrzyła Alaina co niezbyt się jej spodobało... tęskniła. Odkąd tu przybyli nie miała okazji i czasu by spędzić z nim więcej czasu, jednak miała nadzieję, że ten czas nadrobią.
Kobieta nigdy nie lubiła biurokracji i papierkowej roboty, jednak mimo niechęci wysłuchała wszystkiego i zapamiętała to, wiedza była przydatna.
Gdy tylko do uszu Cathy dotarła wiadomość o odlocie była wniebowzięta, od tak dawna tego wyczekiwała, a teraz wreszcie ta chwila miała nadejść.
Po skończonym zebraniu kobieta ruszyła, by jeszcze raz upewnić się, ze jej bagaż jest bezpieczny i nic mu nie grozi w razie jakichkolwiek powikłań. Zapozna się z innymi gdy będą na miejscu.
Catriona przed wejściem do komory kriogenicznej niestety nie spotkała Alaina, więc jeszcze będzie musiała poczekać na tak wyczekiwane spotkanie.


Obudziła się na podłodze, było jej cholernie zimno, a ciało jakby wciąż pogrążone w hibernacji odmawiało posłuszeństwa i jedynie drżało. Coś było nie tak... do jej uszu napływało coraz głośniejsze wycie syren, a jej kończyny chyba w końcu zaczęły współgrać z jej umysłem, bo powoli drgawki zaczęły ustępować a ciało było pod jej kontrolą.
- Cholera... - wybełkotała wstając powoli z podłogi i łapiąc z trudem równowagę.
Catriona rozejrzała się w okół i zmarszczyła brwi. Oprócz wycia syren i tego dziwnego dźwięku, jakby powietrze gdzieś uciekało, wszystko wyglądało w miarę spokojnie. Jednak coś było nie tak i czuła to w każdej obolałej kości i napiętym mięśniu.
Aby dowiedzieć się czegoś więcej musiała wyjść ze swojej koji na korytarz i ocenić sytuację... i znaleźć Alaina. Lepiej, by nic mu się nie stało...
Najszybciej jak potrafiła ubrała swój kombinezon i wyszła na korytarz.
 
__________________
"Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich."
Shanaa jest offline  
Stary 20-08-2014, 10:57   #10
Sekkret
 


Poziom Ostrzeżenia: (0%)
Chester w czasie, o którym wolał zapomnieć miał klientów praktycznie wszędzie. Nawet Fundacja czasem musiała kogoś się pozbyć. Podczas zeceń od Fundacji zleceniodawca zoobowiązywał się dostarczyć Chestera na planetę docelową. W czasie jednego z nich nstąpiła awaria statku i Chester musiał być buddzony w sposób podobny do dzisiejszego. Wiedział więc, czego nie robić po takim przebudzeniu, aby nie pogorszyć sytuacji. Nie doszedł do siebie wprawdzie tak szybko jak żołnierze, ale też w całkiem dobrym czasie.

Kiedy świadomość wróciła do Chestera poczuł jakiś przeciąg. Klimatyzacja? Nie, wylączona. I wtedy Chester zbladł:
¬ O Boże. Tylko nie to...

Gdyby Chester miał wybierać między uduszeniem, a wybuchem bomby atomowej wybrałby to drugie.

¬Dalej od tej przeklętej zbrojowni być chyba nie mogłem...- przekinał swój status społeczny z nadzieją, że wzbrojowni będziedą kombinezony do nurkowania, albo przynajmniej butle z tlenem. Jednym słowem: coś, co pomoże przetrwać.

Udał się w stronę magazynu.
 

Ostatnio edytowane przez Sekkret : 20-08-2014 o 14:06.
 
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 16:02.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168