Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 24-09-2007, 22:16   #121
 
Mael's Avatar
 
Reputacja: 15 Mael nie jest za bardzo znanyMael nie jest za bardzo znanyMael nie jest za bardzo znany
Nowa kryjówka Malluna wydała się półelfowi dość bezpieczna i wygodna. W pomieszczeniu wybrał miejsce, z którego leżąc mógł przyglądać się Adrilii. Z wysiłkiem musiał zwalczać chęć podejścia do kobiety i po raz kolejny przyciągnięcia jej do siebie. Nie zrobił tego bojąc się reakcji towarzyszy. Nie teraz…myślał w duchu.

Poranek przyniósł nowe wyzwania przed grupą śmiałków. Peredhilowi wydały się one o wiele trudniejsze niż poprzednie. Lecz nie to go najbardziej zaniepokoiło. Jego myśli były przy Adrilii, z którą musiał się rozstać na jakiś czas. Mallun przydzielił go bowiem do Aquodayro. Bard nie przepadał za dość szalonym towarzyszem, lecz musiał poddać się decyzji krasnoluda. Wychodząc z izby podszedł do kobiety szepcąc jej do ucha:
-Będę tęsknił moja droga…

Tłok panujący w mieście przez dłuższy czas nie pozwalał towarzyszom wyśledzić poszukiwanego drowa. Na szczęście stare łachmany sprawiały, że bard i dziad nie skupiali na sobie wzroku wścibskich przechodniów. W końcu bystre oczy Peredhila wyśledziły mrocznego elfa. Przez długi czas podążali za nim przemierzając slumsy. W najmniej oczekiwanym momencie That ruszył w stronę promenady. Fakt, iż tam znajdować się miała zbrojownia uśpił ich uwagę. Był to ich pierwszy, ale jak później okazało nie ostatni błąd. Drow doprowadził ich do zadbanego budynku i wszedł do niego na chwilę. Po 10 minutach wyszedł udając się w kierunku pałacu. Perendhil i Aquodayro odczekali chwilę aż Thant zniknie i podeszli do budynku. Drzwi okazały się być otwarte, co zaniepokoiło przyjaciół. Weszli do środka i ku ich ogromnemu zdziwieniu pomieszczenie było puste. Nagle drzwi się zatrzasnęły a Perendhil i Aquodayro poczuli się dziwnie ciężcy. Ściany zmieniły się w bezkresną czerń.
-Haha! Głupcy, myśleliście, że doprowadzę was do zbrojowni?-przyjaciele usłyszeli głos drowa-teraz utknęliście w astralnym więzieniu! Nigdy nie znajdziecie wyjścia. Grawitacja jest tutaj większa niż w normalnym świecie, więc nie przemęczajcie się zbytnio-zaśmiał się elf-zostawiam was teraz, później się zastanowię co z wami zrobic.
Drow odszedł zostawiając bohaterów w astralnym więzieniu…

- Aquodayro znasz jakieś magiczne sztuczki, które mogą nas stąd wydostać? Było, by miło gdybyśmy nie musieli czekać na tego przeklętego drowa, aż wróci z ważkami…-Peredhil usiadł na podłodze. Grawitacja sprawiała, że ciężko było mu stać na nogach. Wolał zachować siły na ewentualną walkę. Choćby ta miała się okazać ostatnią w jego życiu…

Siedząc na ziemi rozmyślał o Adrilii, która prawdopodobnie znajdowała się w znacznej odległości. Bard nie miał pojęcia, iż jego ukochana znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, stając naprzeciw dwóch magów. W tym momencie Półelf żałował, że nie pocałował kobiety na pożegnanie. W duszy przyrzekł sobie, iż zrobi to, jeśli tylko wyjdzie z tego cały…
 
__________________
Wyjechałem na dłużej! Nie mam dojścia do kompa! Help!
MG niech poprowadzą lub uśmiercą moją postać wg. uznania! Graczy przepraszam i proszę o wyrozumiałość!
Mael jest offline  
Stary 24-09-2007, 23:49   #122
 
Zafrire's Avatar
 
Reputacja: 69 Zafrire wkrótce będzie znanyZafrire wkrótce będzie znanyZafrire wkrótce będzie znanyZafrire wkrótce będzie znanyZafrire wkrótce będzie znanyZafrire wkrótce będzie znanyZafrire wkrótce będzie znanyZafrire wkrótce będzie znanyZafrire wkrótce będzie znanyZafrire wkrótce będzie znanyZafrire wkrótce będzie znany
KIedy Adrila w końcu zasnęła chwilę później poczuła jak któś szturcha ją za ramię. Otworzyła oczy i zobaczyła Tantaliona, który budził ją na wartę. Cały czas miała ochotę znaleźć się sam na sam z bardem jednak wiedziała, że teraz nie będzie to możliwe. Po jakimś czasie, kiedy nadszedł czas na zmianę warty wstała i podeszła do Peredhila. Obudziła go delikatnym szturchnięciem, uśmiechnęła się i sama poszła spąć. Rano Malllun opowiedział jej o planie, najbardziej martwiło ją to, że tym razem nie pójdzie z bardem. Kiedy już wychodzili rzuciła mu ostatnie spojrzenie, żałując, że nie może jeszcze go pocałować na dowidzenia. Kiedy kobieta z krasnoludem wyszli na ulicę, naciągnęli kaptury na głowę dziwczyna usłyszaałą
-Sprawiaj pozory pewnej siebie i ważniejszej od innych
- Postaram się - odpowiedziała i póżniej szli już spokojnie, Kiedy przed wejściem dziewczyna dostała dalsze instrukcje, serce podskoczyło jej do gardła. To ona będzie musiała przemycić broń it o najpewniej ona będzie musiała zabić. Była przerażona, jednak tego nie okazywała. Później wszystko poszło tak jak mówił Mallun. Nikt nie znalazł sztyletu, a póżniej zostali zaprosznei na prywatną ucztę. Wtdy krasnolud dał znak i ogłuszył kapłana. Wteduy Adrila wyciągnęła sztylet i nie myśląc o tym co robi, starając się opanować trzęsące ręce zadała śmiertelny cios w gardło. Sama nie wie jak udało jej się to zrobić. Błyskawicznei zabrali medalion po któy rpzyszli i już mieli wychodzić kiedy usłyszeli za plecami głosy:
-Mordercy!! Tam są, brac ich!! - zdezorientowana nie wiedziała co robić sama nie wiedząc czemu, podbiegła kawałek do jednego z magów i rzuciła w niego sztyletem. Niwe wiedziała co zrobić a w tym momencie to wydało jej się najmądrzejszym wyjściem. Zaczęła się rozglądać zaczymś co ewentualnie mogło posłużyć jej do walki. Cały czas myślała o Peredhilu, co z nim i czy jeszcze go zobaczy. W końcu jeszcze się nie pożegnali, a Adrila chciał w tym moemncie móc na neigo jeszcze spojrzeć. Nie wiedziała że cała drużyna jest w niebezpieczeństwie. Tera musiała jakoś sama wybrnąć z tej sytuacji. Tym bardziej, że to jej pierwsza walka sam na sam i to nie taka na żarty. Była oszołomiona i cały czas miała nadzieję, że jednak z tego wtbrną.
 
__________________
Irokez lub glaca to powód do dumy...
Zafrire jest offline  
Stary 27-09-2007, 04:32   #123
 
Astaroth's Avatar
 
Reputacja: 128 Astaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znany
Tantalion zerwał się gwałtownie pod wpływem szturchnięcia i złapał za katanę. Nad sobą zobaczył znajomą twarz krasnoluda. Uspokoił się. To tylko Kelgar zbudził go na wartę po skończonej zmianie. Zakonnik cały czas był niespokojny o ich kryjówkę. Nie podzielał przekonania Veinsteela, że zdemaskowanie nie pociągnie za sobą większych konsekwencji niż przyspieszenie ich akcji. Wrogowie mogli chcieć ich wykończyć na miejscu, a nie tylko czekać, aż podejmą jakieś działania. Na szczęście noc minęła spokojnie. Po skończonym śniadaniu Mallun zebrał wszystkich przy sobie i przedstawił swój plan na dzisiejszy dzień. Wszyscy poza Kelgarem mieli przydzielone zadania w terenie. Uwagę Tantaliona przykuł przede wszystkim fragment dotyczący jego osoby:
- "Dla tego Tantalion i Vein udadzą się za miasto tajnym przejściem, odnajdą posłańców na drodze z północy i ich zabiją. Niestety przejście znajduję się w domu ludzi których nie znam... Wejście jest przy kominku. Gdyby okazali się sprzymierzeńcami smoków, nie miejcie dla nich litości. Posłańcy powinni miec jeszcze spory kawałek do miasta, więc nie będzie świadków. Uważajcie jednak Krasnolud jest potężnym wojownikiem, nosi magiczne uzbrojenie zaklęte przez same smoki. Kobieta zaś jest magiem. Nie wiem o niej zbyt wiele. Zostaje nam Aquodayro i Perendhil..."
Tantalion zmarszczył czoło. Nie podobało mu się, że ma zamordować dwójkę nieznajomych, tylko dlatego, że kolidowali z planem Malluna. Skrupuły opuściły go dopiero wtedy, gdy upewnił się, że służą smoczemu władcy. Los w postaci krasnoluda przydzielił mu do współpracy Veinsteela. *Nasz strateg już pewnie planuje swoje i moje kroki.* - uśmiechnął się w duchu. Pozbierał oręż, a zamiast swojego płaszcza, narzucił na siebie jakąś starą szatę wyciągniętą z szafy. Ważne było to, że miała kaptur i można było skryć pod nim swoją twarz.

Znalezienie domu o który chodziło Mallunowi nie nastręczyło dwójce towarzyszy żadnych trudności. Tantalion podszedł do drzwi i zapukał lekko. Cisza była jedyną odpowiedzią. Ponowił pukanie, ale tym razem bardziej zdecydowanie. Znów to samo. Przez zasłonięte okna nie można było stwierdzić czy ktoś jest w środku.
- Nie mamy czasu na uprzejmości. - rzucił krótko do półelfa - Po prostu musimy tam wejść.
Nacisnął klamkę, ale drzwi były zamknięte. Spojrzał na towarzysza niepewny co czynić dalej. Nie chciał roztrzaskiwać drzwi, aby nie robić zbędnego hałasu. Z drugiej strony, nie mogli sobie pozwolić na zbyt dużą zwłokę. Spojrzał na kiepskiej jakości rygiel, który wydawał się luźno trzymać w drzwiach. W zakonie uczono ich radzić sobie z prostymi zamkami, ale głownie przy pomocy odpowiednich narzędzi. Wtedy przyszedł mu do głowy pewien pomysl. Wyjął z sakwy mały nożyk i używając go jako wytrycha, pogrzebał nim trochę w zamku. Dźwięk tępego zgrzytu oznajmił mu, że zatrzask puścił. Tantalion schował nożyk i pchnął drzwi na oścież. Nie wchodził od razu do środka, tylko uważnie rozejrzał się, czy nikt nie czai się za rogiem. W końcu wszedł do pomieszczenia, gdzie zauważył śpiącego mężczyznę z butelczyną w dłoni. Wyglądał na zalanego w trupa. Łowca dał znak Veinsteelowi, że nie ma niebezpieczeństwa i może wejść. Tam odszukali ukryte wejście przy zimnym kominku i zeszli na dół. Mrok jaki panował w podziemnym tunelu był kompletny. Tantalion nie widział nic prócz czerni. Odezwał się wtedy do towarzysza:
- Prowadź Veinsteelu. Twoje elfie oczy zaprowadzą nas do wyjścia. Moje są bezużyteczne.
Zakonnik musiał zdać się całkowicie na towarzysza, który potrafił widzieć w ciemnościach. Mimo to, co jakiś czas potykał się o występy w podłożu, a raz uderzył o coś głową, lekko rozcinając sobie skórę. *Małe draśnięcie do kolekcji.* - pomyślał i kontynuował wędrówkę. Gdy wreszcie znaleźli się na powierzchni, Tantalion musiał mocno zmrużyć oczy, aby nie oślepnąć. Gdy po chwili wzrok przyzwyczaił się do blasku dnia, stwierdził, że znajdują się w lasku niedaleko zewnętrznych murów miasta. W dalszym ciągu postępował według wskazówek półelfa, pozwalając mu planować posunięcia. Po około godzinie forsownego marszu na gościńcu zamajczyły dwie postacie. Jedna - wyższa - wyglądała na kobietę; druga - niższa - musiała być wspomnianym krasnoludem.
- To oni. - oznajmił Tantalion chłodnym głosem - I chyba też już nas zauważyli.
Ze strzępów rozmowy, jaka doleciała do jego uszu, wynikało, że dwójka posłańców nie zamierza wdawać się w zbędne dyskusje. Łowca szybko zrzucił łachmanę, aby nie przeszkadzała mu podczas walki i wyjął katanę. Przeciwnicy też nie próznowali. Krasnolud, z jakąś niebywałą wręcz szybkością, znalazł się przy Veinsteelu i ciął potężnie swoim orężem. Półelf, sobie tylko znanym sposobem, zdołał uniknąć ciosu, wywijając się od pewnej śmierci. Tantalion zerknął na kobietę. Jej usta i dłonie poruszały się w jakiejś dziwnej plątaninie gestów i słów.
- Czar! - zdołał tylko wydobyć z siebie Tantalion, widząc co się święci. Musiał działać szybko. Odległość jaka dzieliła go od czarodziejki, była zbyt duża, aby zdążył do niej dopaść nim skończy rzucać zaklęcie. Wyjście było tylko jedno. Nie mając nic innego pod ręką, Tantalion błyskawicznym ruchem zdjął tarczę z pleców i zamachnął się potężnie. Rzucił nią niczym dyskiem, celując na wysokości klatki piersiowej. Nie czekając na efekt, puścił się biegiem do przodu z kataną przygotowaną do zadania czystego cięcia.

[jeśli kobieta zostaje trafiona i upada, kieruje ostrze na dół i przyszpila ją do podłoża; jeśli nadal stoi lub Tantalion chybił, to tnie na wysokości szyi.]
 
Astaroth jest offline  
Stary 27-09-2007, 19:09   #124
Zak
 
Zak's Avatar
 
Reputacja: 142 Zak wkrótce będzie znanyZak wkrótce będzie znanyZak wkrótce będzie znanyZak wkrótce będzie znanyZak wkrótce będzie znanyZak wkrótce będzie znanyZak wkrótce będzie znanyZak wkrótce będzie znanyZak wkrótce będzie znanyZak wkrótce będzie znanyZak wkrótce będzie znany
Mallun i Adrila

Adrila znalazła swój ekwipunek na stole, jednak zbyt późno by coś zdziałac. Mag właśnie wypuścił w jej stronę wiązkę czerni. Mogło się wydawac, że kobieta zostania nią ugodzona. W tym momencie pojawił się Mallun zasłaniając ją. Wiązka przeszyła na wylot ramię Krasnoluda. Adrila zdążła się uchylic i promień ledwo ją zadrapał w udo.
-Uciekaj, ja ich zatrzymam. Uciekaj do kryjówki!-wrzasnął brodacz. Nie chciał słyszec żadnych sprzeciwów. Dziewczyna zaczeła biec, kiedy jeden z magów chciał rzucic w jej stronę szybkie zaklęcie, Mallun rzucił się na niego. Adrila wyskoczyła z budynku, wbiegła w boczną alejkę lecz zatrzymało ją silne uderzenie pięścia w twarz.
-Mam cię, ty mała żmijo!-Adrila rozpoznała strażnika który ich rozbroił przy wejściu-Teraz... argh!!!-z ust mężczyzny wypłyneła krew. Za nim stał człowiek w czarnym płaszczu z kapturem na głowie. Kiedy podniusł wzrok Adrila go poznała, był to Corwei- człowiek który przybył do karczmy w górach wraz z Mallunem.
-Gdzie jest Mallun!?-zapytał.
Kiedy kobieta odpowiedziała, wyjżał za róg poczym powiedział:
-Posłuchaj mnie teraz, Mallun nie żyje, nikt nie wyjdzie cało ze starcia z dwoma magami Smoczych Więzi. Musimy dojśc do kryjówki. Prowadź!
Udało im się dotrzec do kryjówki bez kolejnych kłopotów.

Tantalion i Veinsteel

Rzut tarczą Tantaliona okazał się skuteczny, jednak nie dokońca udany. Tarcza trafiła w ramię wytrącając kobietę z równowagi koncentracji. Wiatry magii jednak zaczynały już działac, zostały uwolnione z kontroli czarodziejki. Dziesiątki magicznych pocisków wystrzeliły w każdym kierunku. Tantanion został trafiony w lewe ramię, jednak zdołał zadac śmiertelny cios kobiecie. Widząc śmierc towarzyszki krasnolud wpadł w furię wyprowadzając serię ciosów w Veinsteela. Był nie bywale szybki, jednak jeździec zdołał sparowac uderzenia.
-Zapłacicie mi zato!!!-krzyknął w furii nacierając to na Veina to na Tantaliona który dobiegł do przyjaciela. Widome było, że w nie możliwe jest pokonanie go nie współpracując.

Aquodayro i Perendhil

Aquodayro postanowił się przeteleportowac ma zewnątrz. Czar okazał się trafny i już po chwili znalazł się poza astralnym więzieniem. Jednak niedokładnie tam gdzie chciał tego mag. Z nie wiadomych przyczyn wylądował na mrocznym elfie który nie odszeł jeszcze za daleko.
-Co!? Jakim cudem!-krzyknął zdezorientowany drow-Złaź ze mnie szaleńcze!-w tym momencie podbiegła gromadka zaciekawionych ludzie pomagając Aquodayro zejśc z Thanta. Zdenerwowany drow uznał, że nie może go zabic przy wszystkich bez powodu więc uciekł z miejsca zdarzenia. Nagle mag zauważył na ziemi klucz. Szczęśliwy zbieg okoliczności pozwolił uwolnic barda i rozproszyc czar. Przyjaciele uznali, że lepiej o wszystkim zameldowac reszcie.
 
__________________
Życie uczy:
"ZABRANIAM CI MARZYĆ POZA HORYZONT ZDOLNOŚCI KREDYTOWEJ!"


Praca - studia - studia - praca. Granie - niestety - na drugim planie...

Ostatnio edytowane przez Zak : 28-09-2007 o 14:55.
Zak jest offline  
Stary 27-09-2007, 19:38   #125
 
Donki's Avatar
 
Reputacja: 14 Donki nie jest za bardzo znanyDonki nie jest za bardzo znany
Ten Vein to ma łeb... pomyślał Aquodaro, którego jego towarzysz ciągał w tą i spowrotem po całym mieście, z nieznanego czarownikowi powodu... W końcu jednak najwidoczniej półelfowi znudziła się ta "zabawa" i postanowił zaprowadzić maga do karczmy, gdzie powinna już czekać reszta drużyny. Jednak tutaj starca spotkało kolejne zdziwienie, gdyż Veinsteel nie zwrócił nawet uwagi na towarzyszy...no, chociaż może zwrócił, ale nie w taki sposób, w jaki dziadowi się wydawało, że powinien to zrobić. Po chwili jednak wszystko jakby wróciło do normy, ale staruch obawiał się, że ma już pewne problemy z uszami, bo musiał bardzo wytęrzać słuch by cokolwiek usłyszeć.Wszyscy zdali raporty z wykonania swoich zadań. Aquodayro jednak milczał, wciąż próbując rozgryść, jaki cel miało tak długiw włuczenie się po mieście? Rozmyślania te przerwał mu jednak Mallun, który zarządził, że grupa opuszcza tą tawernę i przenoszą się do innego miejsca. Magowi było to w sumie obojętne, lecz zasmucił się nieco gdyż domyślał się, że tam gdzie się udają nie będzie miejsca, na picie do rana, taniec i śpiew. Tak też się okazało. Drużyne przywitała obskurna chatka. Gdy krasnolud odsunął szafę przed towarzyszami ukazał się mały pokoik ze stołem na środku i paroma brudnymi łóżkami które stanowiły całe umeblowanie.
-Rozgośćcie się-uśmiechnął się Mallun. W zasadzie ciężko jest rozgościć się w takim miejscu, ale najprawdopodobniej karasnolud w ten sposób chciał zażartować.-znowu musimy trzymać warty. Kelgar-wskazał na krasnoluda-ty pierwszy.- Następnie Vein jak to już miał w zwyczaju ustanowaił dalszą kolejność wart...

Noc przebiegła spokojnie. Nawet Ruvulus nie próbował przejąć kontroli nad magiem. Była to właściwie pierwsza noc, podczas którek Aquodayro się wyspał, nawet popimo tego, że musiał wstawać, by obiąć swoją wartę. Starzec był w niezłym nastroju i można było odnieść wrażenie, że się do wszystkich ŻYCZLIWIE uśmiecha (co było conajmniej dziwne z jego strony...).
-...Zostaje nam Aquodayro i Perendhil, wy musicie odaleśc Thanta Deken'duis- mrocznego elfa na usługach smoków. Nie zabijecie go jednak, macie go tylko śledzic. Jeżeli dobrze pójdzie, to doprowadzi was do ukrytej zbrojowni gdzieś na promenadzie. Kiedy już ją znajdziecie a on wyjdzie wkradniecie się do środka i spróbujecie znaleśc coś przydatnego. Tylko z przedmiotami z tamtej zbrojowni można realnie walczyc ze smokami na większą skalę. Tylko pamiętajcie, Thant nie może was zobaczyc. Jeżeli wszystko jasne to możemy ruszac.
- Bez...zabijania?...- mruknął z zawodem w głosie Aquodayro, ale chyba nikt go nie usłyszał, gdyż, gdy Mallun skończył swoją wypowiedź grużyna zaczęła się rozchodzić. Oczom Aquodayro nie umknęło jednak czułe pożegnanie barda i kobiety. Przez pewien czas staruch chciał to skomentować, ale powstrzymał w sobie tę chęć.
Tłok panujący w mieście przez dłuższy czas nie pozwalał towarzyszom wyśledzić poszukiwanego drowa. Na szczęście stare łachmany sprawiały, że bard i dziad nie skupiali na sobie wzroku wścibskich przechodniów. W końcu bystre oczy Peredhila wyśledziły mrocznego elfa. Przez długi czas podążali za nim przemierzając slumsy. W najmniej oczekiwanym momencie That ruszył w stronę promenady. Fakt, iż tam znajdować się miała zbrojownia uśpił ich uwagę. Był to ich pierwszy, ale jak później okazało nie ostatni błąd. Drow doprowadził ich do zadbanego budynku i wszedł do niego na chwilę. Po 10 minutach wyszedł udając się w kierunku pałacu. Perendhil i Aquodayro odczekali chwilę aż Thant zniknie i podeszli do budynku. Drzwi okazały się być otwarte, co zaniepokoiło przyjaciół. Weszli do środka i ku ich ogromnemu zdziwieniu pomieszczenie było puste. Nagle drzwi się zatrzasnęły a Perendhil i Aquodayro poczuli się dziwnie ciężcy. Ściany zmieniły się w bezkresną czerń.
-Haha! Głupcy, myśleliście, że doprowadzę was do zbrojowni?-przyjaciele usłyszeli głos drowa-teraz utknęliście w astralnym więzieniu! Nigdy nie znajdziecie wyjścia. Grawitacja jest tutaj większa niż w normalnym świecie, więc nie przemęczajcie się zbytnio-zaśmiał się elf-zostawiam was teraz, później się zastanowię co z wami zrobic.
Drow odszedł zostawiając bohaterów w astralnym więzieniu…
- Aquodayro znasz jakieś magiczne sztuczki, które mogą nas stąd wydostać? Było, by miło gdybyśmy nie musieli czekać na tego przeklętego drowa, aż wróci z ważkami…- rzekł bard siadając ciężko na podłodze z zasmuconą twarzą.
- Znam? Powiedzieć jest ciężko że je znam, same z siebie one jakoś tak powstają...- rzekł czarownik, po czym zaczął głośno myśleć- Teleportować choć mógłbym w inne miejsce nas...czy zadziała tu jednak czar ten?...Astralne więzienie ma pewnie właściwości pewne magiczne...Cóż jednak szkodzi spróbować...- tutaj zwróciła się do Peredhila- Grajku mój, mam byćmoże rozwiązanie na ból głowy nasz! Do Ciebie jednak rzucić tego pewnie nie zdolam, ale pomoc wezwać mógłbym też! A, że czasu do stracenie mieć nie będziemy...- to rzekłwszy począł rzucać na siebie zaklęcie teleportu, mając jednak nadzieję, że nie spowoduje to, żadnych niemiłych konsekwencji.
 
Donki jest offline  
Stary 28-09-2007, 00:52   #126
 
Zafrire's Avatar
 
Reputacja: 69 Zafrire wkrótce będzie znanyZafrire wkrótce będzie znanyZafrire wkrótce będzie znanyZafrire wkrótce będzie znanyZafrire wkrótce będzie znanyZafrire wkrótce będzie znanyZafrire wkrótce będzie znanyZafrire wkrótce będzie znanyZafrire wkrótce będzie znanyZafrire wkrótce będzie znanyZafrire wkrótce będzie znany
Adrila była oszołomiona tym, że ktoś ich zaatakował. Nie otrząsnęła się jeszcze z tego, że przed chwilą zabiła kapłana, że w ogóle kogoś zabiła. Teraz w jej stronę mag wypuścił wiązkę czerni, jedyne co ją przed tym czymś uchroniło to ciało Malluna. Dziewczyna była przerażona nie wiedząc co się dzieje, to miało być względnie proste zadania, a teraz okazuje się, że oboje mogą zginąć. Co prawda udało jej się uniknąć śmierci jednak czar drasnał ją w udo, jednak w tym momenci nie czuła bólu, rozglądała się zdezorientowana, nie wiedziała jak może pomóc krasnoludowi kiedy ten nagle krzyknał:
-Uciekaj, ja ich zatrzymam. Uciekaj do kryjówki! - nie chciała go zostawiać, jednak to było coś w rodzaju rozkazu, wiedziała, że się dla niej poświęcił więc nie mogłą tego zmarnować. Sama nie wiedząc jakim cudem zaczęła biec w stronę wyjścia. Wybiegła z budynku i biegnąć alejką zatrzymało ją uderzenie, poczuła jak krew zaczyna jej spływać po twarzy;
--Mam cię, ty mała żmijo! - to były jednek z ostatnich słów napatnika, bo po chwili już padł martwy. Nie wiedząc co się dzieje, zobaczyła mężczyznę, który okazał się człowiekiem, który przybył z Mallunem.
-Gdzie jest Mallun!? - słysząc te słowa coś do niej dotarło,, przecież ona tam został - on, on, on - nie potrafiła złożyć zdania - medlaion - zdołała jeszcze wydukać po czym pokazał na budynek z którehgo właśnie wybiegła. Corwei uświadomił jej to co podświadomie wiedziała, jednak w co nie chciała wierzyć. Mallun nie żyje, co teraz zrobią? Milcząc zaprowadziła go do kryjówki, myślała o Peredhilu, przecież jemu też mogło się coś stać. Kiedy doszli na miejsce zaczęła płakać, teraz do niej docierał ten ogrom spraw które się wydarzyły. Wcześniej miała zaszklone oczy, jednak łzy nie spływały jej po policzkach, bo potrafiła jeszcze stłumić rozpacz, teraz już nie miała siły sie powstrzymywać. Zabiła kogoś, przez nią zginał Mallun, to było dla niej za dużo jak na jeden raz. Chciała się teraz znależć przy jedynej naprawdę bliskiej jej na chwilę obecną osobie- bardzie, który był zamknięty w więzieniu astralnym, czego Adrila nie wiedziała. Ona miała cały czas nadzieje, że niedługo eszta wróci oznajmując, że im wszystko pszło gładko.
 
__________________
Irokez lub glaca to powód do dumy...
Zafrire jest offline  
Stary 28-09-2007, 12:34   #127
 
Astaroth's Avatar
 
Reputacja: 128 Astaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znany
- Argh! - jęknął Tantalion, gdy kilka magicznych pocisków uderzyło go w ramię. Spóźnił się tylko o ułamek sekundy. Na szczęście cios tarczą wytrącił kobietę z równowagi i nie zdołała już precyzyjnie ukierunkować przepływu magicznej energii. Gdyby zakonnik nie "rozporoszył" jej ataku i przyjął na siebie całe uderzenie, nie skończyłoby się tylko na zaczerwienieniu i piekącym bólu. A tak, nie dość, że nie odniósł poważnej rany, to jeszcze skrócił dystans na tyle, by móc dosięgnąć kobietę swoim ostrzem. Ciął na odlew, na wysokości szyi, niemal oddzielając głowę od tułowia. Krew chlusnęła gwałtownie z rozciętego gardła, opryskując twarz zakonnika. Kobieta zacharczała, trzymając się oburącz za szyję i padła twarzą do ziemi. Tantalion otarł twarz rękawem i podniósł tarczę. Kilka metrów dalej, Veinsteel, jakimś nadludzkim wysiłkiem odpierał szaleńcze ataki krasnoluda. Gdy wojownik spostrzegł śmierć towarzyszki, zawył z pianą na ustach:
- "Zapłacicie mi zato!!!" - i natychmiast zdwoił wysiłki, aby uśmiercić półelfa. Zakonnik natychmiast dopadł do adwersarza chcąc go zaskoczyć, gdy ten skupiał uwagę na Mordinanie, ale ku jego osłupieniu wojownik sparował uderzenie katany. Mało tego, przeszedł do ofensywy. Walczył tak, jakby nie sprawiało mu żadnej różnicy, że on jest sam a ich dwóch. Zdawał się wpaść w szał bitewny, rozkręcając się z minuty na minutę. *Jak to możliwe, że jest aż tak szybki?* - pojawiło się pytanie w głowie Tantaliona, który cały czas przyjmował furiackie ataki krasnoluda na tarczę - *W końcu musi się zmęczyć.* Widząc, że póki co to nie następuje, pojawiła się jedyna możliwa odpowiedź - *Magia.* Ramię trzymające tarczę zaczynało boleć go coraz bardziej, nadwyrężone dodatkowo magią nieżyjącej już czarodziejki. Tantalion zacisnął zęby. *Tu potrzeba sposobu. Obyś miał jakiegoś asa w rękawie przyjacielu.* - pomyślał zerkając na Veinsteela.
 
Astaroth jest offline  
Stary 29-09-2007, 02:25   #128
 
Alaron Elessedil's Avatar
 
Reputacja: 16547 Alaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputację
Veinsteela obudził Aquodayro, a Półelf uśmiechnął się do niego i usiadł na łóżku. Przez chwilę patrzył jeszcze jak starzec kładzie się, po czym zasypia, a następnie przeszedł do zwyczajowego czyszczenia broni.
Żeby ostrza dobrze sprawowały się w bitwie, trzeba o nie dbać. Tego nauczył mnie mój ojciec i mistrz za razem-pomyślał i wyjmując miecz oraz szmatkę, zagłębił się we wspomnieniach. Las Elfów nie był dla niego przyjaznym miejscem, mimo iż wszyscy odnosili się do niego bardzo grzecznie, jednak na każdym kroku dało się zauważyć wyraźny dystans między Elfami "czystej krwi", a Półelfem. Co prawda bardzo się starał, żeby zasypać ową granicę, lecz im bardziej się starał tym bardziej było odrzucany. W końcu matka wysłała go do ojca, gdzie również miał mieć ciężko, jeżeli nie gorzej, lecz tam miał nauczyć się czegoś pożytecznego. Dostęp do ludzi był tam ograniczony do minimum, ponieważ, jak się dowiedział później, jego rodziciel należał do ruchu oporu przeciwko Smoczemu Władcy.
Vein wspominał pierwszą jazdę na Gryfie.
-Trzymaj się mocno jego grzbiety, byś nie spadł, a resztę wykona on. TO piekielnie inteligentna i mądra bestia, która nie da ci spaść, jak będziesz się dobrze trzymał-mówił mu ojciec.
-Jesteś gotowy?-zapytał, a Półelf skinął głową, chwytając mocniej siodło Gryfa.
-Lot!-starszy z rodziny Mordinanów polecił stworzeniu, które natychmiast wystartowało. Veinsteel błyskawicznie wzniósł się na wysokość, z której nie było widać nawet jego rodzinnego domku. Przez chwilę, przez pęd powietrza, nie mógł nabrać tlenu do płuc, zaś serce waliło mu jak młotem. Mięśnie boleśnie skurczyły się w solidnym uścisku, który nie pozwalał na jakikolwiek ruch, a tym bardziej spadek.
Dopiero po kilku minutach, Vein doszedł do siebie na tyle, by rozluźnić mięćnie i uspokoić serce, lecz to nie wszystko, co zgotował mu zwierz.
Jeszcze przez chwilę Gryf wisiał w miejscu utrzymując wysokość i dawał tym samym czas na oswojenie się Jeźdźca z niebem, a gdy uznał to za stosowne, wystrzelił do przodu z prędkością gromu, co spowodowało, że pęd powietrza prawie zerwał Półelfa z grzbietu, lecz postanowił trzymać się tak mocno, jak nie był w stanie przypuścić, że może. To dzięki temu nie spadł, chociaż wiedział, że stworzenie, na którym leciał, mogłoby wylądować na ziemi, zabrać ojca i jeszcze zdążyć go uratować.
Cóż to za szybkość? Jaki demon nadał takich właściwości tym zwierzętom?-pomyślał z rozpaczą, nie mogąc oddychać z wrażenia. Każdy oddech był potężnym wysiłkiem ponad miarę możliwości.
Wdech, wydech, wdech, wydech. Była to walka o powietrze, którą toczył ze sobą, rozdygotanym, całym w nerwach. Targające nim emocje były tak ogromne, że nie zauważył iż już zawrócili, by wrócić do nauczyciela.
Nagle Gryf zaczął pikować pionowo w dół, z każdą chwilą nabierając prędkości, chociaż wydawało się to już niemożliwe. Półelf czuł się jakby coś miażdżył mu klatkę piersiową, zaś on parł naprzeciw potędze, która na niego działała. Ziemia była już niebezpiecznie blisko i zbliżała się z niewiarygodną prędkością.
zabijemy się! Zderzymy się z ziemią!-pomyślał, zamykając oczy. Nie miał nawet siły krzyknąć, a usta oraz gardło odmawiały mu posłuszeństwa. Był przerażony tym co się działo, ale nie mógł nic na to poradzić.
Nagle wszystko ustało, a Veinsteel otworzył oczy. On i Gryf znaleźli się na ziemi. Półelf zsiadł, a raczej spadł z grzbietu zwierzęcia, unosząc się na czworakach, a kończyny uginały się pod jego ciężarem. Spróbował wstać, co mu się udało, lecz jego nogi tak bardzo przypominały watę, że musiał chwycić się pobliskiego drzewa, by nie upaść, ale mimo wszystko dał za wygraną i usiadł.
Nagle usłyszał czyiś gromki śmiech. To ojciec śmiał się, ale widząc minę syna, przestał, przybierając pozornie poważną minę.
-Czy nie mogłeś nabrać powietrza?-zapytał, a odpowiedziało mu skinienie głowy.
-W takim razie błąd jaki popełniłeś był taki, że nie pochyliłeś się nad grzbietem, ale resztę wykonałeś bezbłędnie. Jutro zrobimy taki sam lot ponownie i zaczniemy coś trudniejszego-powiedział, a następnie poklepał syna po ramieniu i poszedł do Gryfa.

Półelf uśmiechnął się do własnych wspomnień, po czym powrócił do czyszczenia broni.
Warta Veina powoli dobiegała końca, więc wstał i przeciągnął się, rozprostowując kości, a następnie poszedł obudzić Malluna.
-Twoja kolej... Ja jeszcze chwilę się prześpię-wyszeptał do Krasnoluda i położył się do łóżka, zasypiając od razu.

Veinsteel obudził się, a potem zjadł trochę suszonego chleba, sera oraz mięsa, popijając winem. Wszyscy powoli budzili się, a Krasnolud wraz z Jeźdźcem rozpalili kilka świeczek, przy których zebrali się wszyscy.
-Więc tak, mój przyjaciel który załatwił nam ten nocleg, przekupił dwoje strażników przy zachodniej bramie aby zameldowali nasze odejście. Od teraz nie możemy się rzucać w oczy. W szafie znajdziecie trochę starych szat co nam to ułatwi. Dzisiaj w kryjówce zostanie tylko jedna osoba. Na to stanowisko wyznaczyłem Kelgara. Tym razem ja i Adrila pójdziemy do siedziby Bractwa Smoczych Więzi i postaramy się zdobyć przedmiot bez którego nie uda nam się uwolnić Falco. Wejdziemy tam jako dwójka posłańców z Sylli. Dla tego Tantalion i Vein udadzą się za miasto tajnym przejściem, odnajdą posłańców na drodze z północy i ich zabiją. Niestety przejście znajduję się w domu ludzi których nie znam... Wejście jest przy kominku. Gdyby okazali się sprzymierzeńcami smoków, nie miejcie dla nich litości. Posłańcy powinni miec jeszcze spory kawałek do miasta, więc nie będzie świadków. Uważajcie jednak Krasnolud jest potężnym wojownikiem, nosi magiczne uzbrojenie zaklęte przez same smoki. Kobieta zaś jest magiem. Nie wiem o niej zbyt wiele. Zostaje nam Aquodayro i Perendhil, wy musicie odnaleźć Thanta Deken'duis- mrocznego elfa na usługach smoków. Nie zabijecie go jednak, macie go tylko śledzić. Jeżeli dobrze pójdzie, to doprowadzi was do ukrytej zbrojowni gdzieś na promenadzie. Kiedy już ją znajdziecie a on wyjdzie wkradniecie się do środka i spróbujecie znaleźć coś przydatnego. Tylko z przedmiotami z tamtej zbrojowni można realnie walczyć ze smokami na większą skalę. Tylko pamiętajcie, Thant nie może was zobaczyć. Jeżeli wszystko jasne to możemy ruszać-powiedział Mallun, a Vein skinął głową.
-Chodźmy, gdyż czas nie będzie na nas czekał-rzekł do Tantaliona, wychodząc z pokoju, a następnie przywdział jakieś stare łachmany z kapturem, który naciągnął na głowę.
-Jestem gotowy. Możemy iść-powiedział do towarzysza, wychodząc z szopy.
Odnalezienie domu, o którym mówił Mallun było najprostszą częścią zadania, a od tej pory czekały ich tylko coraz trudniejsze wyzwania i Mordinan o tym wiedział.
Podeszli do drzwi, a Łowca zapukał. Odpowiedziała cisza, więc ponowił pukanie, tym razem głośniejsze i bardziej stanowcze. Cisza była niezmącona. Zasłonięte okna uniemożliwiały zajrzenie do środka, a tym samym nie można było zobaczyć czy ktoś jest w środku oraz co robił i czy stanowił zagrożenie.
-Nie mamy czasu na uprzejmości. Po prostu musimy tam wejść-powiedział Tantalion, a Vein skinął głową.
-Masz rację, ale nie możemy ich wysadzić z zawiasów, zniszczyć ani dostać się do środka w inny destrukcyjny sposób. Trzeba to zrobić po cichu-stwierdził, po czym Łowca wyciągnął mały nożyk z sakwy i zaczął nim majstrować w zamku.
Półelf nie stał bezczynnie, lecz zdjął łuk, a następnie wyjął strzałę, naciągając ją na cięciwę. Za chwilę towarzyszy dobiegł cichy szczęk, oznajmujący, że drzwi są otwarte. Tantalion nacisnął klamkę, ostrożnie wchodząc do środka, a Vein przezornie czekał na zewnątrz, gotowy do oddania strzału, ale za chwilę Łowca dał mu znak, że w środku jest bezpiecznie, wiec schował strzałę i założył łuk.
W środku leżał jakiś pijaczyna z butelką w ręku. Wyglądał na kompletnie pijanego, lecz Półelf nie dowierzał pozorom. Ostrożnie podszedł do nieznajomego, wyciągając sztylet. Już miał sprawdzić jego oddech, czy cuchnie alkoholem, czy nie oraz sprawdzić puls i zawartość butelki, lecz Tantalion znalazł wejście do tunelu. Chciał zabić tego człowieka, gdyż czuł, że przez niego będą problemy i podejrzewał, że udaje pijanego, by uniknąć zabicia i skorzystać z możliwości doniesienia Władcy o wszystkim oraz zesłanie im na kark żołnierzy.
Już zamachnął się by zadać ostateczny cios w gardło, gdy usłyszał wołanie Łowcy.
Może się mylę. Może nie udaje i nie trzeba go zabijać-pomyślał i oddalił się, wchodząc do tunelu, który zamknął za sobą.
Będę jeszcze żałował, że go nie zlikwidowałem-pomyślał z goryczą.
-Prowadź Veinsteelu. Twoje elfie oczy zaprowadzą nas do wyjścia. Moje są bezużyteczne-powiedział.
-Ruszamy. Jest długi, prosty odcinek, więc na razie nie musisz obawiać się zakrętów. Uważaj jednak pod nogi, gdyż podłoże jest nierówne-rzekł cicho idąc naprzód. Dopiero po pewnym czasie natknęli się na kilka zakrętów, ale droga była ogólnie prosta. Co jakiś czas słyszał jak Łowca potyka się.
Po pewnym czasie wyszli na powierzchnię, a oczy Półelfa bardzo szybko przyzwyczaiły się do światła dziennego.
Vein rozejrzał się dookoła i stwierdził, że znajdują się w lasku, około siedmiuset metrów od miasta.
Bez trudu odnaleźli północny gościniec, a po godzinie szybkiego marszu, w oddali pojawiły się dwie postacie.
Pułapka odpada, gdyż nie ma ku temu ani miejsca, ani środków. Zostaje tylko otwarte spotkanie-pomyślał ściągając kaptur i uśmiechając się szeroko.
-Zdejmij kaptur i uśmiechaj się-powiedział do Tantaliona, który wykonał polecenie, a Vein spojrzał na jego twarz, pokrytą bliznami.
To jest jak wizytówka, na której jest napisane "Jestem Łowcą i Zabójcą Smoków. Jestem po stronie ruchu oporu-pomyślał.
-Wiesz, może jednak załóż...-przerwał nagle, słysząc rozmowę dwójki nieznajomych.
-Popatrz, jakaś dwójka stoi na drodze, chyba czekają na nas-powiedziała beztrosko kobieta.
-Czyżby nasz szanowny arcykapłan wysłał nam komitet powitalny? Mógł się bardziej postarać…-skomentował krasnolud ,a Półelf dojrzał, że był w czarnej błyszczącej zbroi płytowej i toporem na plecach.
-A ja myślę, że to jacyś przypadkowi rabusie którzy chcą nas obrabować-odpowiedziała kobieta.
-Źle trafiliście, normalnie pozwolił bym wam odejść abyście poznali moją łaskę, ale i tak byście nie usłuchali, no cóż nie wiecie z kim macie do czynienia.
-Nie gderaj tyle, wynudziłam się podczas tej podróży, zabijmy ich. Niech pokażą ile są warci-zachichotała kobieta.
-Niech będzie, zabawmy się-rzekł Krasnolud. W czasie rozmowy znacznie przybliżyli się do Jeźdźca i Łowcy.
Nagle Krasnolud wystrzelił w stronę Veinsteela, chcąc go zranić, lecz Półelf nie dał się nawet drasnąć, chociaż unik sprawił mu nie lada trudność. W chwili rozpoczęcia ataku Karła, Vein miał już miecz i sztylet w rękach.
-Zobaczymy kto tu zabije kogo-rzekł pogardliwie Mordinan, czekając na kolejny atak wroga, który nastąpił już za chwilę.
Kątem oka widział zmaganie Tantaliona z kobietą, lecz szybko stracił to z oczu, gdyż całą uwagę poświęcił Krasnoludowi.
-Nie wiem kto jest bardziej tępy, ty czy twój topór-mówił, prowokując przeciwnika, który atakował zaciekle, lecz Vein odtrącał ataki, jakby od niechcenia, ale tak na prawdę trudność była wielka.
Nagle krasnolud zaatakował od góry, a Półelf postanowił wykorzystać prawo fizyki i nie stawiać twardego oporu, tak jak go nie stawiał. Ułożył miecz w ten sposób, by topór ześlizgnął się ostrzu, opadając w dół, co też się stało i Veinsteel już wiedział jaki będzie kolejny cios. Zaatakował z obrotu, tnąc po przeciwnym boku, gdzie był poprzednio topór, lecz był tam już miecz, ustawiony tak, by broń przeciwnika ześlizgnęła się nie czyniąc szkód ani ostrzu ani jego właścicielowi.
-Moja babcia z łyżeczką jest bardziej groźna niż ty!-rzekł ustawiając miecz przy barku pod kątem. Topór ponownie ześliznął się, a Krasnolud zaatakował kark, lecz miecz Veina już tam czekał. Ześlizgniecie się topora sprawiło, że Krasnolud znalazł się za plecami Półelfa, co stwarzało gigantyczne zagrożenie, lecz Veinsteel przewidział kolejny cios i stojąc tyłem do atakującego go od tyłu przeciwnika, zablokował jedynym możliwym blokiem. Był to twardy blok, a Jeździec jedyne co mógł zrobić to zamortyzować uderzenie, co uczynił. Cios był przeznaczony na pas Półelfa.
Jednakże Jeździec zauważył pewną możliwość, która dawała mu szansę wygranej.
Stojąc tyłem, odwrócił się błyskawicznie, tnąc sztyletem po boku Krasnoluda. Niestety tamten zdążył się usunąć, ale Vein szedł za ciosem. Wykonał cios na głowę z obrotu i przewidział, że zostanie zablokowany, więc miał w pogotowiu kolejne uderzenie, które wykonał sztyletem, celując w odsłoniętą część ręki tuż przy napierśniku. Cios był nie do zablokowania, gdyż oburęcznie posługujący się toporem Krasnolud, zablokował bronią miecz Veina, lecz odsłonił się na sztylet, zaś gdyby zasłonił się przed sztyletem, opuszczając obronę przed klingą, miecz spadłby na jego głowę.
Półelf zadał cios długim ostrzem tak, by Krasnolud nie mógł wyprowadzić żadnego uderzenia i tak właśnie się stało.
Niestety przeciwnik wykonał drobny, szybko oraz zupełnie przypadkowy ruch i tym sposobem sztylet trafił w zbroję.
Półelf jednak nie zważał na to, ponieważ stworzył kolejną linię ataku, błyskawicznie przesuwając się za plecy Karła. Oczywiście tamten odwracał się w kierunku przeciwnym do ucieczki Veina za jego plecy, co również przewidział, więc gwałtownie zawrócił, znajdując się po boku Krasnala i szybko wyprowadził kolejny cios, tym razem na gardło. Niestety i ten został zablokowany, dlatego też zanim miecz zetknął się z powierzchnią topora, sztylet poleciał na odsłoniętą część nóg napastnika, który gwałtownie odskoczył, rozpoczynając atak. Bardzo szybkie ataki wyprowadzane przez Krasnoluda zostawały odpierane przez Półelfa oraz błyskawicznie ripostowane.
Przeciwnik ciął jak oszalały, tnąc po boku, lecz za chwilę sprowadził topór do drugiego boku, tworząc zmyłkę, na którą Vein nie dał się nabrać, gdyż usunął się z pola zasięgu ciosu, jednocześnie tnąc po szyi, co zostało zablokowane. Cios na głowę pochodzący od topora spełzł na niczym, ponieważ sztylet już znajdował się w fazie riposty, a miecz rozpoczynał kolejną kombinację, tym razem ryzykowną i skomplikowaną.
Nastąpiło krótkie cięcie po nogach z jednoczesnym pchnięciem sztyletem. Wszystko to zostało zablokowane, a Krasnolud również ciął po nogach, co Półelf przewidział, skacząc na spotkanie ostrzu, jednak minął się z nim i uczepił go, korzystając z siły rozpędu, która go zawróciła, postawiła na nogi i spowolniła zamach toporem, sprawiając, ze wyprowadzenie ciosu z tej prędkości było niemożliwe.
Veinsteel kontynuując kombinację, wyprowadził zamach mieczem nad głową, który spadł na hełm Krasnoluda, sprawiając, że zadzwoniło mu w uszach, a jednocześnie przełożył sztylet tak, ze był skierowany ostrzem w dół i już miał zadać ostateczny cios, gdy coś wprowadziło Karła w istny szał bitewny.
-Zapłacicie mi za to!!!-wrzasnął.
-Co ty nie powiesz?! Wspaniale machasz tym toporem. Możesz zostać klaunem, tylko nos musisz przemalować na czerwono... a nie ty już masz czerwony nos...-rzekł w odpowiedzi, parując ciosy.
Vein walczył na niebywale szybkich obrotach. Coraz to przykładał miecz tak, by ześlizgiwał się z klingi i za każdym razem do tej pory mu się udawało, lecz teraz nie mógł wyprowadzić żadnego ataku, żadnej kontry, więc czekał na dogodne miejsce.
Za każdym ciosem Krasnal odsłaniał się w znaczący sposób, lecz trwało to zbyt krótko, by można było zmusić go do przejścia do defensywnego działania.
Nagle do walki dołączył Tantalion, który zadał uderzenie kataną, a Krasnolud obronił się przed nim i przeszedł do ataków, uniemożliwiając Łowcy jakąkolwiek ripostę, więc przyjmował wszystkie ciosy na tarczę.
Tatuaż Gryfa! Muszę go mieć! Niestety jest niedostępny dla mojego poziomu, gdyż mogą go otrzymać jedynie najlepsi z najlepszych, ale go zdobędę. Jakżeby teraz mi sie przydał-pomyślał i dostrzegł spojrzenie Tantaliona, które wyrażało wszystko.
Trzeba coś wymyślić. Spójrzmy. Zbroja płytowa, niska, krępa postura. Chyba wiem jak go zabić. Tak! Jest na to kilka sposobów. Pierwszym z nich powinno być rozstawienie przeciwności. Tantalion musi zajść go od tyłu, a ja od przodu, co znacząco spowolni jego ataki. Ja zostanę z przodu, gdyż Łowca jest ranny, a ja mam jeszcze spory zapas sił, gdyż mało razy atakowałem na siłę, zaś więcej na taktykę, a każda moja obrona była poprzez ześlizgnięcie sie topora po mojej klindze, co praktycznie nie wymaga wysiłku. Kolejna sprawa jest taka, że musimy atakować na różnych płaszczyznach, co również spowolni ataki. Musimy wprowadzać zmyłki, by ogłupić go i skomplikowane ataki. Drugą możliwością, jeżeli pierwsza zawiedzie, jest barbarzyński, ale skuteczny sposób, czyli osłonienie się martwą kobietą jak tarczą oraz ataki nią wyprowadzane. Przykładowo popchnięcie jej na Krasnoluda. W połączeniu z atakiem z dwóch stron, jest to bardzo ciężkie do obrony. Można też wykorzystać rzut zwłokami, ale to już w ostateczności, gdyż ta kobieta może się przydać w inny sposób, a Krasnolud może uniknąć rzutu. Dobrze, tylko jak to przekazać Tantalionowi?-pomyślał, parując wściekłe ataki.
Nagle w szaleńczej szybkości Vein przeszedł do ofensywy wykorzystując swoje ogromne pokłady szybkości.
Ciął najpierw po nogach, po czym błyskawicznie przeszedł co cięcia na głowę, co zostało zablokowane. Tym manewrem miał pokazać ataki w różnych płaszczyznach, po czym zerknął na towarzysza, lecz zaraz powrócił do walki, parując kolejne uderzenie, a następnie wyprowadzając ripostę.
Ciął po głowie z obrotu, a tak oczywisty cios został od razu zablokowany. Tym chciał pokazać atak z dwóch stron przeciwnika, czyli od tyłu i z przodu, a następnie ponownie ciął tym samym ciosem na głowę, lecz tym razem było to jedynie markowanie i ciął po rękach, co również zostało zablokowane. Tym chciał pokazać, że należy wprowadzać zmyłki.
Ty musisz przejść na tył. Ty musisz, bo masz tarczę, którą możesz się osłonić-pomyślał i zerknął na Tantaliona. Miał nadzieję, że przyjaciel zrozumie o co mu chodziło, ale na wszelki wypadek Vein zaczął odliczanie, lecz po pewnym czasie.
Parując ataki wskazał trzy palce, potem dwa, jeden i przystąpił do szaleńczego kontrataku, by Łowca mógł się przemieścić.
Atakując, jednocześnie był gotowy na błyskawiczne przejście do obrony na każde partie ciała i w każdej chwili, a także czekał na chwilę dezorientacji przeciwnika.
Krótko ciął na głowę Krasnoluda, co było wysokością jego klatki piersiowej, a z tej pozycji niewątpliwie dało się przejść na obronę każdego miejsca. Uważał również na to, że Karzeł może markować. Podchodził do walki piekielnie ostrożnie, a jednocześnie atakował uważając na wszystko. Starał się również przewidzieć kolejny ruch, co nigdy nie sprawiało mu trudności.
 
Alaron Elessedil jest offline  
Stary 29-09-2007, 14:21   #129
 
Astaroth's Avatar
 
Reputacja: 128 Astaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znany
Topór wściekłego krasnoluda odbijał się z głuchym łoskotem od tarczy, na którą Tantalion przyjmował większośc uderzeń. Po każdym trafieniu zostawała na niej mała bruzda, co świadczyło o sile uderzeń wojownika. Ramię zaczynało drętwieć, toteż zakonnik zaczął ustawiać tarczę pod takim kątem, aby ostrze ześlizgiwało się po metalowej powierzchni. To nieco złagodziło siłę ciosów, ale stwarzało ryzyko oberwania rykoszetem. Tantalion zaczynał się już pomału niecierpliwić. Nie był szermierzem i nie leżał mu styl walki krasnoluda. W walce ze smokami, którą toczył tyle lat, co innego się liczyło. Tam szermierka nie miała takiego znaczenia. Smoki nie były i nie są wirtuozami w bitwie. Ważna była precyzja i siła ciosu, tak aby być w stanie coś odciąć lub przebić się przez grube łuski. Co innego Veinsteel, z oddziedziczoną zwinnością po elfach. Można by rzec - urodzony do takich pojedynków. Sprawował swój bitewny taniec wokół krasnoluda, parując i wyprowadzając pchnięcia. W pewnym momencie zakonnik coś zauważył... coś w zachowaniu Veina. Półelf ciął w różnych płaszczyznach i zerknął na niego, jakby chciał powiedzieć: "- Widzisz?" Za chwilę następna kombinacja i znowu spojrzenie. *Czyżby przekaz?* - zaświtało w głowie łowcy. Ponownie zwód, cięcie i spojrzenie. Tantalion wykrzywił usta w uśmiechu i nieznacznie kiwnął głową. Chyba zrozumiał. Gdy tylko Mordinan przeszedł do kontrnatarcia, zakonnik skierował się na tyły krasnoluda, starając się ciąć go po plecach. Od tej pory cały czas korygował ustawienie względem karła, tak aby znajdować się za jego plecami. Koordynował również swoje uderzenia z towarzyszem. Gdy Veinsteel ciął na górę, Tantalion starał się ciąć po nogach; gdy półelf atakował niżej, łowca celował w okolice szyi. Starał się zestroić z kompanem i wyprowadzać cięcia w tym samym momencie.
 
Astaroth jest offline  
Stary 30-09-2007, 18:57   #130
 
Mael's Avatar
 
Reputacja: 15 Mael nie jest za bardzo znanyMael nie jest za bardzo znanyMael nie jest za bardzo znany
Kiedy zniknął Aquodayro bard powoli zaczął żegnać się z życiem. Nie ufał zbytnio dziadowi. Już zaczął doszczętnie tracić nadzieję, kiedy nagle znów z powrotem znalazł się w świecie realnym. Siedział w wielkim pomieszczeniu naprzeciw drzwi, przez które wlewało się światło. Peredhil przysłonił ręką oczy. W uchylonych drzwiach zauważył brodatą twarz Aquodayro.
- Nie czas na odpoczynek grajku.
Bard podniósł się z ziemi. Radość, która zalewała jego serca sprawiała, że miał ochotę rzucić się na starca i go wycałować. W ostatniej chwili jednak się wstrzymał. Wolał nie denerwować swojego towarzysza. Zamiast zrobić to, na co miał ochotę, Półelf podszedł do dziada, położył rękę na jego ramieniu i rzekł:
-Dzięki Ci Aquodayro, nigdy Ci tego nie zapomnę, a w moich pieśniach twoja sława znajdzie specjalne miejsce. Teraz jednak już ruszajmy.-to powiedziawszy minął dziada i ruszył w stronę kryjówki.

Peredhil wpadł do kryjówki jak burza. Kamień spadł mu z serca, kiedy ujrzał całą i zdrową Adrilę. Bard podszedł do niej i mocno przytulił szepcąc jednocześnie do ucha:
-Tęskniłem...już myślałem, że nigdy Cię nie zobaczę...
Dopiero po chwili zauważył, że brakuje Malluna miast niego zaś pojawił się w kryjówce jego przyjaciel z karczmy. Bard nie pamiętał jego imienia.
-Gdzie Mallun?-spytał drżącym głosem kobietę. Jej twarz mówiła wszystko. Krasnolud nie żył.-Tak mi przykro...- powiedział tuląc ją jeszcze mocniej. O jak wiele by dał półelf, aby oszczędzić kobiecie tej przygody. Już zbyt wiele śmierci musiała oglądać w swoim młodym życiu...
 
__________________
Wyjechałem na dłużej! Nie mam dojścia do kompa! Help!
MG niech poprowadzą lub uśmiercą moją postać wg. uznania! Graczy przepraszam i proszę o wyrozumiałość!

Ostatnio edytowane przez Mael : 01-10-2007 o 11:46.
Mael jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 19:53.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168